Kłamstwa macierzyństwa

Kłamstwa macierzyństwa

Od kilku dni mnie i moją koleżankę Alicję, znaną wam świetnie jako naszą mamoginekologową pediatrę, autorkę wszystkich dziecięcych wpisów tu na blogu, wzięło na refleksję. Dość oczywistą refleksję, a może nie… ?! Że macierzyństwo jest takie ciężkie… Potocznie się mówi, że jak dziecko się urodzi to będziemy się o nie martwić aż do 18 roku życia a nawet dłużej… ale prawda jest taka, że czym wcześniej w tym macierzyństwie tym tych mitów i kłamstw, którymi jesteśmy karmione – na temat jak to wszystko będzie magicznie i wspaniale jest więcej.

Pamiętam gdy rodziłam Rogerka w 2015 roku, nie bałam się porodu, nie wpadłam nawet na pomysł, że mogę mieć problem z karmieniem piersią, a miłość i cierpliwość do dziecka wydawała mi się czymś oczywistym i najbardziej naturalnym.

Teraz gdy mój kolejny poród zbliża się wielkimi krokami, mam coraz więcej obaw, z dnia na dzień przypominam sobie te najcięższe chwile – chwile, na które zupełnie nie byłam przygotowana. Ponieważ Alicja, nie dość, że jest mi ostatnio bardzo bliska to na dodatek jest najmłodszą mamą jaką mam w moim otoczeniu, chcąc nie chcąc dzwonię do niej kilka razy dziennie w niemalże panice…

Czasami mam poważne pytania – prawdziwe “rozkminki” życiowe…

“Ala, czy Ty wiesz jak wiele kobiet ma podobny problem z karmieniem jaki ja miałam, wmawianie kobietom, że każda kobieta będzie karmić dziecko naturalnie jeżeli tylko chce jest podobne do tego jakbyśmy mówili, że każda kobieta urodzi naturalnie jeżeli tylko tego chce… to bzdura. Czasami, a może nawet często nasze chęci, zupełnie nie są wystarczające.”

Innymi razy dzwonię do Alicji z pytaniem dosłownie… “z D…” i pytam jaki zamówić krem do smarowania pupy niemowlęcia, bo najprościej w świecie zapomniałam jakiego używałam.

 

I tak rozmawiamy sobie kilka razy dziennie, aż w końcu wczoraj Alicja stwierdziła, że te nasze “rozterki” muszą ujrzeć światło dzienne – a nuż widelec jakiejś młodej mamie pomogą.

O 22:30 dostałam SMSa od Ali – artykuł gotowy – “nawet jak go nie opublikujesz, to czuje się od razu lepiej jak to napisałam”

 

“Ala, genialny – nawet nie mam co tam dodawać od siebie”.

 

Zatem oto on masz maminy manifest o kłamstwach na temat macierzyństwa – autorstwa lek. Alicji Jaczewskiej.

 

Dzisiejszy artykuł będzie mało, a przynajmniej mniej medyczny, bardziej maminy albo po prostu kobiecy. Będzie o mitach macierzyństwa, o rozczarowaniach, trudnościach i kłamstwach. O tym wszystkim, o czym na ogół się nie mówi, bo „nie wypada” albo „bo wstyd się przyznać”.

A szkoda – bo może gdyby kobiety dzieliły się ze sobą też rodzicielskimi czy matczynymi porażkami i traumami, mniej świeżo upieczonych mam spotkałoby rozczarowanie, żal czy poczucie winy.

Zewsząd otacza nas idealny wizerunek Matki Polki, albo jeszcze gorzej – instamatki. Matki,  która pracuje do rozwiązania, w połogu czuje się świetnie, ma idealnie sprzątnięte mieszkanie, ugotowany obiad, sama jest fit, uczesana i umalowana a to wszystko robi karmiąc piersią na żądanie i spędzając z dzieckiem każdą wolną chwilę. Czy takie mamy w ogóle istnieją? Być może. My do takich nie należymy. Choć być może nasze instagramy mówią co innego. Ale pamiętajcie, że każdy pokazuje tylko to, co chce, żeby inni widzieli i zazwyczaj jest to tylko ułamek prawdy. Ale do rzeczy. Chcemy powiedzieć szczerze o kilku kwestiach związanych z byciem mamą.

 

Po pierwsze ciąża. Stan błogosławiony! Jasne. Może dla niektórych. Oczywiście, są kobiety, które w ciąży czują się jak ryba w wodzie, nie mają dolegliwości, nie stresują się swoim stanem.

I ja im bardzo zazdroszczę. Niestety, duża część ciążę… musi przetrwać. I jest to najodpowiedniejsze słowo. Nudności, które poranne są tylko z nazwy i nie zawsze kończą się po pierwszym trymestrze, najrozmaitsze dolegliwości bólowe, ograniczenie wydolności, zmiany nastroju… mogłabym tak wymieniać i wymieniać. Kiedyś mój mąż powiedział, że ja to jeszcze tą ciąże jakoś zniosę, pytanie czy on zniesie moją ciążę. Bo może to i wzruszające gdy ciężarna płacze na reklamach, ale już trochę mniej gdy płacze nad sobą. Albo krzyczy na wszystkich dookoła. Krzyczy i narzeka. I nikt mi nie powie, że narzekają te, co im się w głowach poprzewracało. Bo najbardziej twarde laski, którym przed ciążą nic nie było straszne czasem w ciąży wymiękają. Po prostu. Nie mają siły. Nie mają ochoty. Jest im źle. I boli. I nie ma co ich za to obwiniać. A tym bardziej nikt nie ma prawa powiedzieć kobiecie, że nie powinna się tak nad sobą użalać bo inne lepiej znoszą ciążę. Bo dla tej kobiety inne się nie liczą. Po prostu ona tak ma. I jedyne czego potrzebuje to zrozumienia, wsparcia albo świętego spokoju jeśli tego sobie życzy. A przede wszystkim przyznania się przed samą sobą, że tak ma, tak musi być, nie jest od nikogo gorsza, to kiedyś minie. Będzie wspaniałą mamą, nawet jeśli nie była wspaniałą ciężarną.

 

Po drugie poród. Mam wrażenie, że z nieznanych mi powodów to jest największe macierzyńskie tabu. Poród w rozmowach funkcjonuje często jako cud narodzin i tak jest przedstawiany. Nawet matki córkom nie mówią całej prawdy. Ja rozumiem, że oksytocyna wpływa na pamięć, ale niektórych rzeczy nie da się zapomnieć. Np. tego, że poród boli. Serio boli. Jakby nie bolał, nie wymyślono by znieczulenia do porodu. Tymczasem mam wrażenie, że wiele kobiet nie jest świadomych co je czeka.

Pamiętam dyskusję pod artykułem o cesarskim cięciu. Oczywistym jest, że poród naturalny jest z medycznego punktu widzenia lepszym rozwiązaniem od CC. Ale pojawiło się tam bardzo wiele głosów pt. „ja rodziłam naturalnie i nigdy więcej”. Może się mylę, ale wydaje mi się, że w dużej mierze takie traumy po porodzie wynikają z tego, że kobietom się wmawia, że to jest coś super-hiper-ekstra fajnego. I jest. Jak już dziecko wyjdzie. Ale wcześniej wcale nie jest tak super.

Ja, jako lekarz, wiedziałam czego się spodziewać. I pomimo tego, że był to największy ból jakiego doświadczyłam w życiu, nie boję się kolejnego porodu, bo na to się nastawiałam. I uważam, że my kobiety powinnyśmy być ze sobą szczere. Nie po to, żeby się straszyć. W końcu przeżyłyśmy te porody naturalne i niektóre z nas decydują się na więcej. Ale po to, żebyśmy nie czuły przerażenia i rozczarowania, że nie tak to miało wyglądać…

 

Po porodzie wszystkie dolegliwości przechodzą. Owszem. Ale pojawiają się nowe. Połóg nie jest fajny. Bywa nawet straszny. A dużo kobiet nie zdaje sobie z tego sprawy. Ale o tym już było w artykule o połogu, który znajdziesz tutaj. 

Co Ty wiesz o połogu?

 

Karmienie piersią. Rzecz najbardziej naturalna na świecie, prawda? To dlaczego tak wiele dzieci jest karmionych mieszanką modyfikowaną? Bo mają wyrodne, leniwe i dbające tylko o wygląd piersi mamy? NIE! Bo wielu kobietom się nie udaje pomimo najszczerszych chęci.

Kiedy byłam jeszcze w ciąży, często pytano mnie czy będę karmić piersią. Odpowiadałam, że chciałabym. I wtedy na twarzy osoby pytającej malowało się zdziwienie. No bo jak to – albo chcesz i karmisz albo nie chcesz i nie karmisz. Niestety, karmienie piersią, choć cudowne, zdrowe i naturalne – nie jest takie proste. Wiele kobiet musi się tego nauczyć. A niektóre dzieci muszą nauczyć się ssać.

Ja miałam to szczęście, że mi się udało. Ale nie było łatwo. Ileż nocy przepłakałam nie potrafiąc przystawić syna na leżąco a nie mając siły wstać, o bólu krocza przy siedzeniu nie wspominając. Chociaż z perspektywy czasu myślę, że mój problem, to nie był problem. Przynajmniej nigdy nie brakowało mi mleka. Ale szczerze współczuję kobietom, które mają prawdziwe problemy z karmieniem.

Nie raz walczyłyśmy z mamami pacjentów o ich laktację, gdy dzieci zbyt mało przybierały. I chyba nie spotkałam takiej, której zabrakłoby chęci czy determinacji. W końcu każda mama chce dla swojego maleństwa jak najlepiej. Czasem pomagały moje porady, czasem napoje wspomagające laktację, często nieoceniona była pomoc doradcy laktacyjnego, ale czasem zawodziły wszystkie sposoby. I tu pojawiało się poczucie winy, bycia gorszą matką, nasilała się depresja. Bo tym mamom powiedziano, że mają to we krwi, że samo przyjdzie, że to proste. A to wcale nie zawsze jest proste. Jednym przychodzi łatwiej innym trudniej. Te dwie grupy nigdy nie znajdą zrozumienia, bo mają różne doświadczenia.

Dlatego uważam, że przyszłe mamy należy uprzedzić, że czasem z karmieniem mogą być problemy. A jeśli je to spotka – to nie dlatego, że one są gorszymi mamami, albo nie nadają się na matki. Po prostu jest to trudność, z którą przyjdzie im się zmierzyć. I każdej życzę wygranej walki. A jeśli przegra? No cóż, Polacy odpadli na mundialu, ale czy to znaczy, że Lewandowski jest złym piłkarzem?

 

Noworodek tylko śpi i je. A mama w tym czasie może góry przenosić. Są takie noworodki. To prawda. Mój taki był. Przez kilka pierwszych dni. A potem zaczęły się kolki.

Prawda jest taka, że w pierwszych tygodniach życia dzieci dużo śpią. Nawet kilkanaście godzin na dobę. Ale nie wszystkie! I nie znaczy to wcale, że są chore. Niektóre po prostu tak mają. I jeśli nastawimy się, że dziecko będzie tylko spało i jadło, a trafi nam się bardziej wymagający egzemplarz, to zaczynają się schody. A może on chory? A może głodny? A może ja coś zjadłam? Boże, co ze mnie za matka, że nie potrafię uspokoić dziecka. Normalna. Najlepsza jaką Twoje dziecko może mieć.

 

Niemowlęta zasypiają w wózku i w samochodzie. O tak. Dużo dzieci to lubi. Ale nie wszystkie. Chyba każdy słyszał historię o wożeniu dziecka wokół bloku samochodem, żeby usnęło. Ja w każdym razie tak. Ale mam też znajomych, którzy wszędzie jeździli komunikacją miejską, bo dziecko po włożeniu do fotelika samochodowego krzyczało jak oparzone. Podobnie z wózkami. Wtedy na ratunek przychodzi chusta. A co jak dziecko też niechustowe? Tragedia. Zła matka bo nie wychodzi z dzieckiem na wielogodzinne spacery. A jak ma wyjść? Na rękach nosić? Czy włożyć zatyczki w uszy a niech całe osiedle słucha? Czasem się po prostu nie da. I trzeba mieć świadomość, że takie dzieci się zdarzają.

 

Będziesz karmić to szybko schudniesz. Jak ja na to liczyłam! W końcu samo karmienie to jakieś 550 kcal! Szkoda tylko, że nikt mi nie powiedział, że karmiąc ma się też wilczy apetyt, więc zjada się dodatkowe 1500… Oczywiście, są mamy, które karmiąc chudną w oczach. Ba! Są nawet takie, które wręcz nikną w oczach. Zwłaszcza, jeśli są na dietach eliminacyjnych lub najzwyczajniej w świecie opieka nad dzieckiem pochłania im tyle czasu i energii, że nie mają nawet kiedy zjeść. Jednak dla dużej części mam powrót do formy sprzed porodu to ogromne wyzwanie, które trwa nie kilka tygodni a wiele miesięcy. Trzeba o tym pamiętać, bo inaczej można się rozczarować. No i też po to, żeby nie pochłaniać wszystkiego co się napatoczy z usprawiedliwieniem, że „dziecko ze mnie ściągnie”.

 

Macierzyński to przecież urlop a wszystko jest sprawą dobrej organizacji. Jasne. Trzeba mieć plan i jak się będzie tego planu pilnować, to człowiek ze wszystkim się wyrobi i zdąży. Taaa. Warunek jest taki, że trzeba mieć dziecko, które chodzi jak w zegarku i niespożyte pokłady energii, żeby ogarniać rzeczywistość wtedy, kiedy maluch zasypia a nie zasypiać razem z nim. Niestety, pomimo tego, że dzieci uwielbiają regularność i rytuały, nie zawsze się im poddają. A co za tym idzie, plany mamy choć najlepsze, okazują się nieprzydatne. Także jeśli masz bałagan w domu, stertę prania do złożenia, mąż po raz kolejny musiał jeść obiad na mieście a Ty nie zdążyłaś zaliczyć treningu z Anią czy Ewą – to nie znaczy, że jesteś ch*** panią domu. I nie zrozumcie mnie źle. Nie zachęcam do tego, żeby te wszystkie rzeczy odpuścić. Ale do tego, żeby pozwolić sobie samej na to, że coś może być niezrobione. Bez wyrzutów sumienia.

 

„Do swojego będziesz mieć cierpliwość”. Och, ile razy ja to słyszałam? I byłam święcie przekonana, że jako mama będę oazą spokoju. Zwłaszcza, że przecież na co dzień pracuję z dziećmi, które – umówmy się – nie zawsze zachowują się tak jak ja bym tego chciała.

Myślę, że ten wizerunek idealnie opanowanej mamy pojawia się coraz częściej w związku z popularyzacją rodzicielstwa bliskości. Idea jest super. Zgadzam się z nią i sama staram się nią kierować w wychowaniu syna. Ale czy to znaczy, że moja cierpliwość nie zna granic? Jasne, że nie. Przyznaję, zdarzyło mi się zdenerwować na moje dziecko. Czasem miałam ochotę wystawić go za okno. Zwłaszcza gdy kolejną godzinę płakał nie wiadomo czemu. Oczywiście, nigdy nie zrobiłabym mu krzywdy, ale  po prostu miałam go dość. I myślę, że wiele mam miało taki moment. To też jest normalne. Każdy ma chwilę słabości, gorszy nastrój, po prostu taki dzień, że łatwiej wyprowadzić go z równowagi. Ważne, żeby sobie na to pozwolić i znaleźć ujście dla negatywnych emocji albo w krytycznym momencie powierzyć opiekę nad maluchem komuś innemu (tacie, babci, cioci).

 

Jak masz więcej dzieci, to one bawią się ze sobą i masz czas dla siebie. Dlatego, im mniejsza różnica wieku tym lepiej. Która z mam nie myślała tak zachodząc w kolejną ciążę? Tymczasem każde kolejne dziecko to tak naprawdę kolejne obowiązki. Nie piszę tego z własnego doświadczenia, bo póki co mam jedno, a i z rodzeństwa byłam najmłodsza. Ale nie raz słyszałam jak koleżanki mówiły „a mieli się razem bawić”. Czasem dzieci bawią się razem. Przez chwilę. Czasem trochę dłużej. Jednak nie ma co liczyć na to, że jedno zajmie się drugim. Dlatego warto nastawić się na jeszcze mniej czasu i jeszcze więcej matczynych „porażek”.

 

Pewnie znalazłoby się jeszcze więcej takich rozczarowań, pewnie i mnie jeszcze niejedno spotka. Czy to znaczy, że chcę Was zniechęcić do macierzyństwa? Absolutnie nie! Te wszystkie problemy i złości nic nie znaczą wobec posiadania dziecka i szybko odchodzą w niepamięć na widok bezzębnego uśmiechu albo najmilszego sercu „Mamusiu, kocham Cię”. Po prostu macierzyństwo to nie droga usłana różami. A nawet jeśli, to te róże mają kolce. Warto to wiedzieć, bo zawsze lepiej pozytywnie się zaskoczyć niż niemiło rozczarować.

282 komentarze

  1. Cześć, jestem starą matką i mam już stare dzieci. Mnie też straszono i wielu rzeczy nie mówiono. Miałam trudną ciążę potem wielgachny brzuch, ledwo się ruszałam. Miesiąc leżałam na uspokojeniy przedwczesnego porodu. Wcale nie było cudownie. Tylko chwilami. Poród był bolesny i trwał ponad 48 godzin. Urodziłam, 4250g i 60 cm. I dopiero teraz nastąpił najcudowniejszy moment, położna kładzie malucha na moim brzuchu. Potem boleśnie a najgorzej gdy kazali wstać jeszcze gorzej kiedy kazali (przepraszam za wyrażenie) “wreszcie zrobić kupę, bo inaczej dostanę olejek rycynowy” A tu człowiek bał się puścić bąka, bo wszystko bolało. Dalej. Mały głodny, ssie. Sutki bolą jak cholera a nic nie leci. Poprosiłam o butelkę. Nie dali, bo jak będę przystawiać to poleci. Ale kurde nie leci! A mały głodny. W końcu dogadałam się z sąsiadką z łóżka. Jej mała na lampach a ona odciąga i wylewa. Pediatra się zgodziła ale zdziwiona że obca kobieta karmi obce dziecko. Daliśmy radę po trzech dniach wreszcie i u mnie popłynęło. Wreszcie wyszliśmy ze szpitala. I wcale nie było cudownie. Sutki bolały, krwawiły i bałam sie przystawiać. Wytrzymałam. Było coraz lepiej. Mały to aniołek. Śpi, je i śpi. I od razu przesypia całą noc. Prawie wcale nie płacze tylko stęka i nie przeszkadza mu mokra tetra na pupie. Tragedia bo po nocy z mokrą pieluchą jest odparzony bo matka śpi jak zabita. Kupujemy w aptece drogie pampersy na sztuki. Oryginalne, amerykańskie. Taki rarytas. Maluch ma dwa miesiące a dostaję zastoju w obu piersiach. Koszmar. Ja mam ogrom mleka a młody tego nie ogarnia. Choć sporo je ale wciąż za mało, żebym poczuła pustkę w piersiach. Muszę mieć zabieg pod narkozą, bo to bardzo boli przy znieczuleniu miejscowym. Tak bardzo chciałam karmić piersią. I karmiłam z pomocą chirurga nie zatrzymano mi laktacji i przeprowadzono zabieg. Obie piersi nacięte z drenem i boli. Piersi się nie szyje więc tylko specjalne plastry. Po dwóch dniach znowu przystawiam dziecko. Ból nie z tej ziemi. Dałam radę karmiłam dwa lata aż do połowy następnej ciąży. Wcale nie schudłam. Druga ciąża, to wieczne mdłości ale ogólnie brak komplikacji, krótki poród. Ale córka też nie mała 4350g i 59 cm. Karmienie mniej bolesne i krótsze bo po pół roku sama sie odstawiła. Ale gryzła i naciągała mi sutki boleśnie. Nazywaliśmy ją małą zemstą. Wszystkie te bóle i cierpienia zostały mi wynagrodzone. Moje dzieci nie miały kolek, przesypiały całe noce, nie wstawały o świcie. Drzemka po obiedzie do trzeciego roku życia. Ząbkowały bezboleśnie i miałam czas poczytać gazety. Zero problemów wychowawczych. Jedyne co to po skończeniu przez syna roku diagnoza: padaczka. Ale z tym też da się żyć. No i chorowite byli obydwoje. Bardzo ze sobą zżyci i uwielbiali sie razem bawić. Starszy brat bardzo się opiekował siostrą a ona w sklepie zawsze brała dwa batoniki. Kiedy on siedmiolatek nie umiał jeszcze czytać ona pięciolatka zapewniała go “nie martw się ja Ci przeczytam bajeczkę” i cierpliwie czytała. Potem byli cudownymi nastolatkami. Zero problemów. Żadnych ekscesów. A nasz dom pełen młodzieży. Potem córka wyjechała na studia do Lublina, to 350 km od domu, syn jeszcze w domu ale powoli zbiera się do “wylotu” na swoje. Dzwonią do siebie i prowadzą długie rozmowy. Nadal są ze sobą zżyci a brat rozpieszcza swoją małą siostrzyczkę drogimi prezentami. Stare dzieci mają 24 i 22 lata i bardzo dobry kontakt ze starymi rodzicami. Życzę Wam młode mamy takich bezproblemowych dzieci. A ciąża, poród i karmienie to żaden cud natury. To jest k*… a droga przez mękę i koszmarny ból. I tak to opisałam córce.

  2. Syn urodził się 14 m temu. Musiałam mieć cesarke. Przy rizwarciu 3 cm okazało się, że 2 razy tętno znikło. Byłam roztrzesiona że mogę go stracić.. Coś okropnego. Urodził się waga 3550. Miałam problem z karmieniem bo moje sutki były wklesle. Męczył się okropnie. Ja płakałam. Spadł dużo na wadze. Płakałam w nocy że jaka matka że nie umie dziecka przystawic. Udało się. Karmi my nadal i od samego początku jedna piersią. Nie udało nam się karmic z drugiej. Nie potrafił złapać.

  3. Szkoda,że jak ja byłam w ciąży nie było tego artykułu na blogu. Ile madrych rad i mnóstwo wsparcia jest w tym wpisie. Moim zdaniem najważniejsze jest wsparcie. My kobiety powinnyśmy się wspierać, a nie jak częsro bywa słownie poniewierać. Wybór karmienia i wychowania należy zostawić matce, niech każda z nas decyduje co jest najlepsze dla naszego dziecka. Ja mialam ciaże super, poród zakfalifikowany przez lekarzy jako trudny i skomplikowany, ale szczerze w dniu porodu mogłabym rodzić drugi raz. Karmie piersią juz ponad sześć miesiecy, początki były bardzo trudne, z czasem to bułka z masłem.Porzadki w domu to…po prostu ich nie ma haha Moja córcia to wcześniak z hipotrofia, z kolkami i tzw. trudne dziecko w kołko płaczace, wózek parzy i wszystko się nie podoba, czasem mam dośc, ale i tak nie wyobrażam sobie życia już bez mojego maluszka, kocham ją nad życie. Ja mam silny charakter więc daję rade, ale rozumiem, że każdy człowiek jest inny więc nie oceniajmy tylko wspierajmy! Same też bądzmy mniej surowe dla siebie w końcu nie na wszystko mamy wpływ i czasem lepiej odpuścić niż się zadręczać. Jesteśmy najlepszymi mamami na świecie bez względu na sposób porodu,karmienia czy wychowywanie, a głupie komentarze cioć dobra rada miejmy w nosie i koniec kropka.

  4. A ja zaczne od cytatu bo to ten fragment najbadziej mnie tknal “I chyba nie spotkałam takiej, której zabrakłoby chęci czy determinacji. W końcu każda mama chce dla swojego maleństwa jak najlepiej.” Tak. Ja tez chcialam dla swojej córeczki jak najlepiej i dalej tego chce , ale karmienie piersią to był dla mnie najgorszy moment macierzyństwa i nawet moge chyba stwierdzić że właśnie przez karmienie piersią bardzo mocno zastanawiam się nad kolejną pociechą. I Uwaga, nie chodzi o brak pokarmu, nie chodzi o towarzyszący ból w pierwszych dniach, o nawal pokarmu czy o inne takie dolegliwości. u mnie był to problem na tle psychicznym. od samego początku jak tylko zaszlam w ciążę wiedziałam że nie chce karmić piersią, po prostu nie chce. po porodzie zmuszali mnie do tego wszyscy. rodzice tesciowie maz pielęgniarki lekarz wszyscy dosłownie. A ja przez łzy karmilam dziecko i coraz bardziej się denerwowalam. nie były to piękne chwile to było coś okropnego. czułam wtedy nienawiść i nie nawidzilam czasu karmienia. nie potrafię tego wytłumaczyć poprosi drażnil mnie ten dotyk.. do tej pory jak o tym myślę to czuje poddenerwowanie. Wiem że są mamy które przechodziły to samo co ja. nie wiem skąd to się bierze i nikt, naprawdę nikt o tym nie mówi A szkoda bo i tak się zdarza. Nie uważam się przez to za zła matkę. Znalazlam rozwiązanie. kosztowało mnie to więcej energii i czasu Ale dałam radę 6 miesięcy karmić dziecko odciagajac mleko. Najgorzej było w nocy. odciagalam i szłam spać, córa się budziła jadła to co ściągnęłam 2 h temu szła spać A ja zamiast iść razem z nią bo przecież za 3 h znowu wstanie i będzie chciał jeść… to siadalam przy stole i odciagalam żeby miała już jak się obudzi. I dopiero po tym szłam spać. dziecko znowu wstalo znowu zjadło to co było gotowe A ja znowu po kolejnym jej ustaniu siadalam i odciagalam… to była katorga Ale wolałam robić tak niż przykładać do piersi. nie wiem, być może spotkam się teraz z hejtem i obrazami z niezrozumieniem Ale trafiając na ten artykuł chciałam się podzielić swoim doświadczeniem. w jednym przyznaje rację, “W końcu każda mama chce dla swojego maleństwa jak najlepiej.” nie ważne jakim kosztem. Pozdrawiam wszystkie kobiety te co są już mamami te co zaraz będą i te co jeszcze w planach macierzyństwa nie mają!

    • Strasznie cieszy mnie ten komentarz,myślę o ciąży,ale nie chce karmić piersią.Po prostu mnie to obrzydza,a nie chcę czuć takich uczuć przy potencjalnym dziecku. Myślę że każdy powinnien pójść swoją drogą,bez oceniania innych.

  5. A ja nie karmiłam piersią wcale, ani 1 syna Ani 2 I nie dlatego, że nie mogłam. Mogłam tylko, że tego nie czułam. Na widok karmiących mam jestem rozanielona natomiast nie widzę siebie a tej roli, na myśl o tym mnie odrzuca. Kocham swoje dzieci ale nie karmiłam piersią i uważam że każdy powinien mieć wybór A niestety w szpitalu za 1 jak i 2 razem spotkały mnie wyzwiska o tym że jestem zła matka, krzywdze swoje dzieci i nie powinnam ich mieć. SERIO?!

  6. Ja do porodu szłam z przekonaniem, że jak przeżyłam wyrwanie chirurgiczne ósemki to poród też i się zdziwiłam. Nikt mnie nie uświadamiał co to za ból tylko że każda kobieta musi to przetrwać. Traume mam okropną, nie wiem jak to będzie jak zdecydujemy się na drugie dziecko… Kilka dni okropnych skurczy nie do wytrzymania jadąc do szpitala w obawie o zdrowie dziecka słyszę od lekarza tak ma boleć proszę jechać do domu (trzy dni przed terminem) płacz, lament, nie przespane noce z bólu aż w końcu poród gdzie wzywałam Boga na cały oddział żeby mi pomógł.. Córka urodzona z niedotlenieniem, niewydolnością oddechową i zapaleniem płuc. Później walka o laktacje bo jak Pani pielęgniarka mi powiedziała na oddziale intensywnej terapii nie można karmić piersią. Całe szczęście pp trzech tygodniach po przewiezionu na pediatrie już gdzie wstydziłam się zapytać o cokolwiek słysząc za sobą” Pani powinna takie rzeczy wiedzieć jak przewijać itd” 😥miła pani zapytała czy nie potrzebuję pomocy i nie chciałabym spróbować przystawić dziecka do piersi – to było najpiękniejsze co mogło mi się przytrafić córka od razu zalapała i karmimy się dalej (11mies) nie jest oszałamiająco dużo ale cieszę się że wg jest!
    Pozdrawiamy wszystkie mamy! 🙂

  7. Świetny artykuł, jakby moje myśli spisać na ‘papier’ 🙂 na prawdę – BRAWO!

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*