Kłamstwa macierzyństwa

Kłamstwa macierzyństwa

Od kilku dni mnie i moją koleżankę Alicję, znaną wam świetnie jako naszą mamoginekologową pediatrę, autorkę wszystkich dziecięcych wpisów tu na blogu, wzięło na refleksję. Dość oczywistą refleksję, a może nie… ?! Że macierzyństwo jest takie ciężkie… Potocznie się mówi, że jak dziecko się urodzi to będziemy się o nie martwić aż do 18 roku życia a nawet dłużej… ale prawda jest taka, że czym wcześniej w tym macierzyństwie tym tych mitów i kłamstw, którymi jesteśmy karmione – na temat jak to wszystko będzie magicznie i wspaniale jest więcej.

Pamiętam gdy rodziłam Rogerka w 2015 roku, nie bałam się porodu, nie wpadłam nawet na pomysł, że mogę mieć problem z karmieniem piersią, a miłość i cierpliwość do dziecka wydawała mi się czymś oczywistym i najbardziej naturalnym.

Teraz gdy mój kolejny poród zbliża się wielkimi krokami, mam coraz więcej obaw, z dnia na dzień przypominam sobie te najcięższe chwile – chwile, na które zupełnie nie byłam przygotowana. Ponieważ Alicja, nie dość, że jest mi ostatnio bardzo bliska to na dodatek jest najmłodszą mamą jaką mam w moim otoczeniu, chcąc nie chcąc dzwonię do niej kilka razy dziennie w niemalże panice…

Czasami mam poważne pytania – prawdziwe “rozkminki” życiowe…

“Ala, czy Ty wiesz jak wiele kobiet ma podobny problem z karmieniem jaki ja miałam, wmawianie kobietom, że każda kobieta będzie karmić dziecko naturalnie jeżeli tylko chce jest podobne do tego jakbyśmy mówili, że każda kobieta urodzi naturalnie jeżeli tylko tego chce… to bzdura. Czasami, a może nawet często nasze chęci, zupełnie nie są wystarczające.”

Innymi razy dzwonię do Alicji z pytaniem dosłownie… “z D…” i pytam jaki zamówić krem do smarowania pupy niemowlęcia, bo najprościej w świecie zapomniałam jakiego używałam.

 

I tak rozmawiamy sobie kilka razy dziennie, aż w końcu wczoraj Alicja stwierdziła, że te nasze “rozterki” muszą ujrzeć światło dzienne – a nuż widelec jakiejś młodej mamie pomogą.

O 22:30 dostałam SMSa od Ali – artykuł gotowy – “nawet jak go nie opublikujesz, to czuje się od razu lepiej jak to napisałam”

 

“Ala, genialny – nawet nie mam co tam dodawać od siebie”.

 

Zatem oto on masz maminy manifest o kłamstwach na temat macierzyństwa – autorstwa lek. Alicji Jaczewskiej.

 

Dzisiejszy artykuł będzie mało, a przynajmniej mniej medyczny, bardziej maminy albo po prostu kobiecy. Będzie o mitach macierzyństwa, o rozczarowaniach, trudnościach i kłamstwach. O tym wszystkim, o czym na ogół się nie mówi, bo „nie wypada” albo „bo wstyd się przyznać”.

A szkoda – bo może gdyby kobiety dzieliły się ze sobą też rodzicielskimi czy matczynymi porażkami i traumami, mniej świeżo upieczonych mam spotkałoby rozczarowanie, żal czy poczucie winy.

Zewsząd otacza nas idealny wizerunek Matki Polki, albo jeszcze gorzej – instamatki. Matki,  która pracuje do rozwiązania, w połogu czuje się świetnie, ma idealnie sprzątnięte mieszkanie, ugotowany obiad, sama jest fit, uczesana i umalowana a to wszystko robi karmiąc piersią na żądanie i spędzając z dzieckiem każdą wolną chwilę. Czy takie mamy w ogóle istnieją? Być może. My do takich nie należymy. Choć być może nasze instagramy mówią co innego. Ale pamiętajcie, że każdy pokazuje tylko to, co chce, żeby inni widzieli i zazwyczaj jest to tylko ułamek prawdy. Ale do rzeczy. Chcemy powiedzieć szczerze o kilku kwestiach związanych z byciem mamą.

 

Po pierwsze ciąża. Stan błogosławiony! Jasne. Może dla niektórych. Oczywiście, są kobiety, które w ciąży czują się jak ryba w wodzie, nie mają dolegliwości, nie stresują się swoim stanem.

I ja im bardzo zazdroszczę. Niestety, duża część ciążę… musi przetrwać. I jest to najodpowiedniejsze słowo. Nudności, które poranne są tylko z nazwy i nie zawsze kończą się po pierwszym trymestrze, najrozmaitsze dolegliwości bólowe, ograniczenie wydolności, zmiany nastroju… mogłabym tak wymieniać i wymieniać. Kiedyś mój mąż powiedział, że ja to jeszcze tą ciąże jakoś zniosę, pytanie czy on zniesie moją ciążę. Bo może to i wzruszające gdy ciężarna płacze na reklamach, ale już trochę mniej gdy płacze nad sobą. Albo krzyczy na wszystkich dookoła. Krzyczy i narzeka. I nikt mi nie powie, że narzekają te, co im się w głowach poprzewracało. Bo najbardziej twarde laski, którym przed ciążą nic nie było straszne czasem w ciąży wymiękają. Po prostu. Nie mają siły. Nie mają ochoty. Jest im źle. I boli. I nie ma co ich za to obwiniać. A tym bardziej nikt nie ma prawa powiedzieć kobiecie, że nie powinna się tak nad sobą użalać bo inne lepiej znoszą ciążę. Bo dla tej kobiety inne się nie liczą. Po prostu ona tak ma. I jedyne czego potrzebuje to zrozumienia, wsparcia albo świętego spokoju jeśli tego sobie życzy. A przede wszystkim przyznania się przed samą sobą, że tak ma, tak musi być, nie jest od nikogo gorsza, to kiedyś minie. Będzie wspaniałą mamą, nawet jeśli nie była wspaniałą ciężarną.

 

Po drugie poród. Mam wrażenie, że z nieznanych mi powodów to jest największe macierzyńskie tabu. Poród w rozmowach funkcjonuje często jako cud narodzin i tak jest przedstawiany. Nawet matki córkom nie mówią całej prawdy. Ja rozumiem, że oksytocyna wpływa na pamięć, ale niektórych rzeczy nie da się zapomnieć. Np. tego, że poród boli. Serio boli. Jakby nie bolał, nie wymyślono by znieczulenia do porodu. Tymczasem mam wrażenie, że wiele kobiet nie jest świadomych co je czeka.

Pamiętam dyskusję pod artykułem o cesarskim cięciu. Oczywistym jest, że poród naturalny jest z medycznego punktu widzenia lepszym rozwiązaniem od CC. Ale pojawiło się tam bardzo wiele głosów pt. „ja rodziłam naturalnie i nigdy więcej”. Może się mylę, ale wydaje mi się, że w dużej mierze takie traumy po porodzie wynikają z tego, że kobietom się wmawia, że to jest coś super-hiper-ekstra fajnego. I jest. Jak już dziecko wyjdzie. Ale wcześniej wcale nie jest tak super.

Ja, jako lekarz, wiedziałam czego się spodziewać. I pomimo tego, że był to największy ból jakiego doświadczyłam w życiu, nie boję się kolejnego porodu, bo na to się nastawiałam. I uważam, że my kobiety powinnyśmy być ze sobą szczere. Nie po to, żeby się straszyć. W końcu przeżyłyśmy te porody naturalne i niektóre z nas decydują się na więcej. Ale po to, żebyśmy nie czuły przerażenia i rozczarowania, że nie tak to miało wyglądać…

 

Po porodzie wszystkie dolegliwości przechodzą. Owszem. Ale pojawiają się nowe. Połóg nie jest fajny. Bywa nawet straszny. A dużo kobiet nie zdaje sobie z tego sprawy. Ale o tym już było w artykule o połogu, który znajdziesz tutaj. 

Co Ty wiesz o połogu?

 

Karmienie piersią. Rzecz najbardziej naturalna na świecie, prawda? To dlaczego tak wiele dzieci jest karmionych mieszanką modyfikowaną? Bo mają wyrodne, leniwe i dbające tylko o wygląd piersi mamy? NIE! Bo wielu kobietom się nie udaje pomimo najszczerszych chęci.

Kiedy byłam jeszcze w ciąży, często pytano mnie czy będę karmić piersią. Odpowiadałam, że chciałabym. I wtedy na twarzy osoby pytającej malowało się zdziwienie. No bo jak to – albo chcesz i karmisz albo nie chcesz i nie karmisz. Niestety, karmienie piersią, choć cudowne, zdrowe i naturalne – nie jest takie proste. Wiele kobiet musi się tego nauczyć. A niektóre dzieci muszą nauczyć się ssać.

Ja miałam to szczęście, że mi się udało. Ale nie było łatwo. Ileż nocy przepłakałam nie potrafiąc przystawić syna na leżąco a nie mając siły wstać, o bólu krocza przy siedzeniu nie wspominając. Chociaż z perspektywy czasu myślę, że mój problem, to nie był problem. Przynajmniej nigdy nie brakowało mi mleka. Ale szczerze współczuję kobietom, które mają prawdziwe problemy z karmieniem.

Nie raz walczyłyśmy z mamami pacjentów o ich laktację, gdy dzieci zbyt mało przybierały. I chyba nie spotkałam takiej, której zabrakłoby chęci czy determinacji. W końcu każda mama chce dla swojego maleństwa jak najlepiej. Czasem pomagały moje porady, czasem napoje wspomagające laktację, często nieoceniona była pomoc doradcy laktacyjnego, ale czasem zawodziły wszystkie sposoby. I tu pojawiało się poczucie winy, bycia gorszą matką, nasilała się depresja. Bo tym mamom powiedziano, że mają to we krwi, że samo przyjdzie, że to proste. A to wcale nie zawsze jest proste. Jednym przychodzi łatwiej innym trudniej. Te dwie grupy nigdy nie znajdą zrozumienia, bo mają różne doświadczenia.

Dlatego uważam, że przyszłe mamy należy uprzedzić, że czasem z karmieniem mogą być problemy. A jeśli je to spotka – to nie dlatego, że one są gorszymi mamami, albo nie nadają się na matki. Po prostu jest to trudność, z którą przyjdzie im się zmierzyć. I każdej życzę wygranej walki. A jeśli przegra? No cóż, Polacy odpadli na mundialu, ale czy to znaczy, że Lewandowski jest złym piłkarzem?

 

Noworodek tylko śpi i je. A mama w tym czasie może góry przenosić. Są takie noworodki. To prawda. Mój taki był. Przez kilka pierwszych dni. A potem zaczęły się kolki.

Prawda jest taka, że w pierwszych tygodniach życia dzieci dużo śpią. Nawet kilkanaście godzin na dobę. Ale nie wszystkie! I nie znaczy to wcale, że są chore. Niektóre po prostu tak mają. I jeśli nastawimy się, że dziecko będzie tylko spało i jadło, a trafi nam się bardziej wymagający egzemplarz, to zaczynają się schody. A może on chory? A może głodny? A może ja coś zjadłam? Boże, co ze mnie za matka, że nie potrafię uspokoić dziecka. Normalna. Najlepsza jaką Twoje dziecko może mieć.

 

Niemowlęta zasypiają w wózku i w samochodzie. O tak. Dużo dzieci to lubi. Ale nie wszystkie. Chyba każdy słyszał historię o wożeniu dziecka wokół bloku samochodem, żeby usnęło. Ja w każdym razie tak. Ale mam też znajomych, którzy wszędzie jeździli komunikacją miejską, bo dziecko po włożeniu do fotelika samochodowego krzyczało jak oparzone. Podobnie z wózkami. Wtedy na ratunek przychodzi chusta. A co jak dziecko też niechustowe? Tragedia. Zła matka bo nie wychodzi z dzieckiem na wielogodzinne spacery. A jak ma wyjść? Na rękach nosić? Czy włożyć zatyczki w uszy a niech całe osiedle słucha? Czasem się po prostu nie da. I trzeba mieć świadomość, że takie dzieci się zdarzają.

 

Będziesz karmić to szybko schudniesz. Jak ja na to liczyłam! W końcu samo karmienie to jakieś 550 kcal! Szkoda tylko, że nikt mi nie powiedział, że karmiąc ma się też wilczy apetyt, więc zjada się dodatkowe 1500… Oczywiście, są mamy, które karmiąc chudną w oczach. Ba! Są nawet takie, które wręcz nikną w oczach. Zwłaszcza, jeśli są na dietach eliminacyjnych lub najzwyczajniej w świecie opieka nad dzieckiem pochłania im tyle czasu i energii, że nie mają nawet kiedy zjeść. Jednak dla dużej części mam powrót do formy sprzed porodu to ogromne wyzwanie, które trwa nie kilka tygodni a wiele miesięcy. Trzeba o tym pamiętać, bo inaczej można się rozczarować. No i też po to, żeby nie pochłaniać wszystkiego co się napatoczy z usprawiedliwieniem, że „dziecko ze mnie ściągnie”.

 

Macierzyński to przecież urlop a wszystko jest sprawą dobrej organizacji. Jasne. Trzeba mieć plan i jak się będzie tego planu pilnować, to człowiek ze wszystkim się wyrobi i zdąży. Taaa. Warunek jest taki, że trzeba mieć dziecko, które chodzi jak w zegarku i niespożyte pokłady energii, żeby ogarniać rzeczywistość wtedy, kiedy maluch zasypia a nie zasypiać razem z nim. Niestety, pomimo tego, że dzieci uwielbiają regularność i rytuały, nie zawsze się im poddają. A co za tym idzie, plany mamy choć najlepsze, okazują się nieprzydatne. Także jeśli masz bałagan w domu, stertę prania do złożenia, mąż po raz kolejny musiał jeść obiad na mieście a Ty nie zdążyłaś zaliczyć treningu z Anią czy Ewą – to nie znaczy, że jesteś ch*** panią domu. I nie zrozumcie mnie źle. Nie zachęcam do tego, żeby te wszystkie rzeczy odpuścić. Ale do tego, żeby pozwolić sobie samej na to, że coś może być niezrobione. Bez wyrzutów sumienia.

 

„Do swojego będziesz mieć cierpliwość”. Och, ile razy ja to słyszałam? I byłam święcie przekonana, że jako mama będę oazą spokoju. Zwłaszcza, że przecież na co dzień pracuję z dziećmi, które – umówmy się – nie zawsze zachowują się tak jak ja bym tego chciała.

Myślę, że ten wizerunek idealnie opanowanej mamy pojawia się coraz częściej w związku z popularyzacją rodzicielstwa bliskości. Idea jest super. Zgadzam się z nią i sama staram się nią kierować w wychowaniu syna. Ale czy to znaczy, że moja cierpliwość nie zna granic? Jasne, że nie. Przyznaję, zdarzyło mi się zdenerwować na moje dziecko. Czasem miałam ochotę wystawić go za okno. Zwłaszcza gdy kolejną godzinę płakał nie wiadomo czemu. Oczywiście, nigdy nie zrobiłabym mu krzywdy, ale  po prostu miałam go dość. I myślę, że wiele mam miało taki moment. To też jest normalne. Każdy ma chwilę słabości, gorszy nastrój, po prostu taki dzień, że łatwiej wyprowadzić go z równowagi. Ważne, żeby sobie na to pozwolić i znaleźć ujście dla negatywnych emocji albo w krytycznym momencie powierzyć opiekę nad maluchem komuś innemu (tacie, babci, cioci).

 

Jak masz więcej dzieci, to one bawią się ze sobą i masz czas dla siebie. Dlatego, im mniejsza różnica wieku tym lepiej. Która z mam nie myślała tak zachodząc w kolejną ciążę? Tymczasem każde kolejne dziecko to tak naprawdę kolejne obowiązki. Nie piszę tego z własnego doświadczenia, bo póki co mam jedno, a i z rodzeństwa byłam najmłodsza. Ale nie raz słyszałam jak koleżanki mówiły „a mieli się razem bawić”. Czasem dzieci bawią się razem. Przez chwilę. Czasem trochę dłużej. Jednak nie ma co liczyć na to, że jedno zajmie się drugim. Dlatego warto nastawić się na jeszcze mniej czasu i jeszcze więcej matczynych „porażek”.

 

Pewnie znalazłoby się jeszcze więcej takich rozczarowań, pewnie i mnie jeszcze niejedno spotka. Czy to znaczy, że chcę Was zniechęcić do macierzyństwa? Absolutnie nie! Te wszystkie problemy i złości nic nie znaczą wobec posiadania dziecka i szybko odchodzą w niepamięć na widok bezzębnego uśmiechu albo najmilszego sercu „Mamusiu, kocham Cię”. Po prostu macierzyństwo to nie droga usłana różami. A nawet jeśli, to te róże mają kolce. Warto to wiedzieć, bo zawsze lepiej pozytywnie się zaskoczyć niż niemiło rozczarować.

285 komentarzy

  1. Cały świat powinien przeczytać ten artykuł! Spotykam się na każdym kroku z przykrosciami.. (ciąża to nie choroba, przecież możesz, ale jesteś gruba, nie dasz rady, za młoda jesteś..) Ludzie kompletnie nie są świadomi, że każda ciąża jak i macierzynstwo wygląda inaczej!
    Całe szczęście, że mam męża który mnie w tym wszystkim wspiera i naprawdę rozumie! 😉
    Bardzo się cieszę, że tu trafiłam! Naprawdę potraficie podnieść kobietę na duchu! 😉

  2. Jakie to prawdziwe ☺ Ja mam dwójkę urwisow. 2,5 roku i 7 miesięcy. Egzemplarze spokoju od samego urodzenia. Ja nie spałam po nocach bo bałam się ze moje dziecko za długo śpi i czy to normalne 😅😅 Chciałam taka mała różnicę wieku i teraz wiem ze to dobra decyzja ☺

  3. Właśnie uświadomiłam sobie jak wiele szczęścia miałam po urodzeniu synka. dziękuję

  4. Boże! Jak chciałam to usłyszeć! Jestem przyszłą mama i już słyszę cudowne komentarze rodziny i przyjaciół jak “żyć” z dzieckiem…dla mnie ciąża to szkoła przetrwania bo przechodzę strasznie że wszystkimi możliwymi objawami i jak na wojnę nastawiam się na naukę życia z dzieckiem. Liczę na to że będę miała możliwość sama zadecydować co dobre dla mojego dziecka i działać bez przyjętych schematów i “ciotkowych” rozliczeń z wychowania. Każda z nas będzie cudowna matka na swój sposób 🙂

  5. Genialny artykuł, który zdejmuje woal tabu z wyidealizowanego macierzyństwa! Gratuluje pomysłu!

  6. @gajewska.em

    Zgadzam się! Też miałam wizję idealnego macierzyństwa. Porodu się nie bałam bo wiedziałam, że to ma boleć. Szkoła rodzenia też nas do tego przygotowała. Ale najbardziej bałam się połogu. Co prawda niepotrzebny był i ten strach bo doszłam do siebie bardzo szybko. Najgorsze dla mnie było to, że nikt nie przygotował mnie na kryzys drugiej doby. Czemu do ch***ry jasnej nikt i nim nigdy nie powiedział?! Płakał syn, płakałam ja. I to karmienie, albo naskakiwanie innych, że niszcze brzuszek dziecka bo dokarmiam mm. Syn nie przybieral na wadze jak byliśmy na piersi (co prawda było to związane jak się później okazało z urosepsa, ale ryczalam jak bobr) bo jak to? Ja?! Ssak przecież! Nie umiem innego ssawka nakarmić?! Wydodna matka! Głodze swoje dziecko! Na szczęście w większości syn karmiony piersią (mimo 11 dni spędzonych w szpitalu w najważniejszym momencie jego krótkiego życia) , ale 2 butle dziennie nadal dostaje a ma pół roku.

  7. Wspaniały tekst, który powinna przeczytać każda przyszła mama. Ja, jako mama wymagającego dziecka, dość długo walczyłam z poczuciem winy, że awaryjne CC (bo przecież dziecko mi wyjęto, to nic, że miałam 5h skurczy partych a pełnego rozwarcia brak i bolało jak choroba), przystawić nie umiem i płacz (mój) przy karmieniu czy że nie ogarniam wszystkiego. Zwłaszcza kiedy znajome mamy wszystko robią tak idealnie… Więcej prawdy Kochane Mamusie i nam wszystkim będzie lepiej ☺ a połóg? Mój trwał ponad 8 tygodni i to była masakra. Nie byłam na to w ogóle przygotowana…
    Teaz jak patrzę na mojego prawie 16mc malucha ciesząc się nadal drogą mleczną mogę dać tylko jedną radę, pamiętajcie, że z każdym tygodniem będzie lepiej. Pomimo chronicznego zmęczenia jestem najszczęsliwszą mamą na świecie i nie oddałabym tego uczucia spełnienia ☺

  8. Jestem w 39 tyg ciąży i bardzo dziękuję za ten artykuł. Będę go czytac tyle razy ile będę miec kryzys. Uwielbiam Was dziewczyny! ❤❤❤

  9. Super artykuł 😍 ile razy słyszałam że za dużo przebywam z młodsza córka, że rozpiescilam bo ona chce tylko do mnie, bo u wszystkich płacze, a starszy tak nie miał. I nikt nie rozumie że Ona po prostu taka jest, że potrzebuję mnie więcej. Bardzo dziękuję za ten artykuł 😘

  10. Jakie to prawdziwe. Ja ciążę znosiłam naprawdę super, ale przy końcówce to już miałam ochotę tylko leżeć, a i to mnie męczyło. Pamiętam, jak mnie pytano “a będziesz karmić piersią?”, a ja jak mantre powtarzałam “chciałabym” i wszyscy w szoku, że przecież jak chce to już. I mówiłam tak nawet nie dlatego że zdawałam sobie sprawę z tych wszystkich możliwych problemów, ale dlatego że bałam się że nie będę mieć wystarczająco dużo pokarmu. I co? I pokarm był, a ja nie umiałam małej przestawić. Płakała. Spała. Cyca nie chciała. Pamiętam jak beczałam, gdy dawałam jej butelkę (i nieistotne było to że to moje mleko). Po 3 miesiącach walki udało mi się karmić piersią, ale do tej pory pamiętam ile łez mnie to kosztowało. No a po porodzie śmiałam się, że wszystkie koleżanki zniechęce do rodzenia dzieci, bo jak się pytały o poród to opowiadałam im wszystko ze szczegółami (oczywiście jeśli o to mnie pytały). I rozumiem wszystkie matki, które mają taki dzień, że siadłyby na czterech literach i płakały z różnych(często tylko sobie znanych) powodów. Dzięki za to że nie kolorujecie rzeczywistości i pokazujecie, jak to jest naprawdę 😉

  11. Tak bardzo żałuję że nie przeczytałam tego 8,5 miesiąca temu.. ileż tu jest wsparcia ! Dziewczyny robicie świetna robotę !!!! ❤️

  12. Świetny artykuł. Dziękuję, bardzo mi pomógł. Przechodzę właśnie kryzys laktacyjny. Martwię sie czy nie mam za mało pokarmu. Syn ciągle płacze nie wiadomo z jakiego. Boję się z nim wyjść na spacer sama żeby nie słuchać ocen sąsiadów jaką to beznadziejną matką jestem że nie potrafię uspokoić syna. W domu totalny bałagan. Nie mam nawet kiedy zjeść (ostatnio jadłam 20h temu). Kiedy syn przysypia to ja razem z nim z wycienczenia. A do tego wszystkiego teściowa wtrąca mi się co chwilę ze swoimi złotymi radami. Ja w tym wszystkim czuje się taka zagubiona. Zawsze byłam tak dobrze zorganizowana wszystko posprzątane. Zawsze punktualna i o niczym nie zapomniałam a wczoraj nawet zapomniałam o wizycie u pediatry.

  13. O tak! W 100% popieram. Ciąża – stan błogosławiony… błogosławionej zgagi, bólu kręgosłupa, wymiotów. A i tak wiem, że nie mam co narzekać na mój stan, gdy obserwuje inne ciężarne z mojego otoczenia. Pierwsze doby po porodzie ucieszyłam się bardzo z tego, że nie muszę latać do łazienki co chwila i panuje nad pęcherzem. HA! Nigdy wcześniej nie sądziłam, że docenię takie sytuacje;)
    Oj i dużo jest kwestii, o których ja nigdy nie słyszałam, nie wiedziałam. Dlatego teraz uświadamiam. Uświadamiam wszystkie bezdzietne przyjaciółki, które są wręcz przerażone słuchając opowieści “z piekła rodem”, po czym pokazuje zdjęcie uśmiechniętego, pucołowatego skarba i dodaje: “ale warto!”

  14. To naprawdę dodaje otuchy. Dobrze widzieć ze nie jestem jedyną matką, której czasem brakuje cierpliwości i po prostu sił.
    O karmienie piersią ciagle walczymy… jest to do tej pory najtrudniejsza walka jaką musiałam stoczyć. Czasem chce się załamać. Ale teraz wiem że nie jestem jedyna i wiele z nas, młodych mam przez to przechodziło.
    Dzieki dziewczyny ! 🙂

  15. Czuje się oszukana – to moje podsumowanie po połogu, bo wszystko co piszesz to prawda. Ostatnio opowiadałam o trudach macierzyństwa koleżankom i nie mogły uwierzyć że ktoś “źle” o tym mówi. Może masz depresję pytały. A ja po prostu mówię że oprócz tego że to najpiękniejszy rok urlopu za mną to do tego najtrudniejszy czas w moim życiu. Poród naturalny zakończony cc, wywalczone karmienie piersią, 6 miesięcy non stop na rękach, kolki, wózek i samochód to samo zło , a teraz ząbkowanie.
    Brawa za ten tekst.

  16. Ja będąc młoda mama miałam właśnie takie wyobrażenie, cudowny naturalny poród, z wykonanym planem u położnej, najlepiej bez znieczulenia, bo mam wysoki próg bólu i mały kochany człowiek, którego będę przytulać i wpatrywać się przez godziny. Macierzyństwo mocno mnie zaskoczyło już przy samym porodzie, cesarka po 26 godzinach (12 na oksytocynie), mój synek iuz nie miał siły pchać się na świat, wiec trzeba było działać, pobudki w nocy co godzinę, a ja po pierwszym tygodniu zastanawiałam się czy da radę to wszystko cofnąć, bo to chyba jednak nie czas na dziecko. Dawid ma trzy lata a ja dalej mecze się z brakiem czucia w dole brzucha. Mnóstwo, naprawdę mnóstwo rzeczy mnie zaskoczyło. Kocham swojego synka nad życie, daje mi radość i siłę, ale bycie rodzicem to naprawdę nie tylko słodki
    bobas, teraz już to wiem i ciesze się, ze przyszłe mamy maja możliwość zaczerpnięcia chociaż troszkę informacji na temat ciemnych stron macierzyństwa 🙂

  17. Miałam ochotę czytając ten artykuł przy każdym akapicie napisac “o, tak!”, “dokładnie!”, “znam to!”😊 Fajny tekst😊

  18. Genialne! Dziękuję jako nowa mama 2 tygodniowej “ryczącej” lwicy 🙂

  19. Jak ja to doskonale znam, moje koleżanki miały spokojne dzieci nie byłam przygotowana na to co mnie czeka, myślałam, że moje będą takie same, no cóż myliłam się . Pierwsza córka darła się od wyjścia z brzucha w szpitalu to był dramat moje dziecko płakało non stop, ja jeszcze nie miałam mleka to dawaj laktator moc turbo, cycki oszalały myślały, że muszą wykarmić stado, nawał. Dziecko ryczalo, po każdym jedzeniu wymioty i tak do 4miesiaca jak nie spało to ryczalo,a ja oczywiście z nim.
    Myślałam tylko gdzie jest najbliżej okno zycia😉:-), ale po chwili zdawałam sobie sprawę, że nikt z nią nie wytrzyma :-)Okazało ze ma skazę białkowa,restrykcyjna dieta nic nie pomogla tylko specjalne mleko. teraz się z tego śmieje ale to był horror

    • Napisałaś swój komentarz z taką dozą dystansu do rzeczywistości, że popłakałam się ze śmiechu (śmiech przez łzy?), mimo świadomości,że pod dowcipnym opisem skryły się ciężkie chwile, które przeżyłaś.
      Ja na razie jestem w 30 TC, która nie przebiega wzorcowo,ale też nie najgorzej. Przyznam, że przeżyłam miesiąc tzw. “kwitnienia”, gdy calodzienne mdłości, wymioty i wieczne zmęczenie szczęśliwie ustały, a nie dowiedzialam się jeszcze, że mam twardy brzuch i dziecko jest za nisko, więc muszę dużo leżeć. Teraz więc staram się zachować spokój i leżeć odliczając kolejne dni,w których nie rodzę i mogę nadal być w domu,a nie na patologii ciąży. Zobaczymy co będzie dalej, ale staram się być realistką,a może nawet trochę pesymistką, żeby ewentualnie miło się zdziwić tym,co przyszłość przyniesie!

  20. Magdalena

    Właśnie dziś jeden z tych gorszych dni, mały (6 tygodni) bardzo niespokojny, problemy z brzuszkiem, chciałby być cały czas przy piersi, denerwuje się, nie da się odłożyć, ja miałam iść na kontrole go ginekologa, mąż zwolnił się z pracy żeby być z synkiem.. ale nic z tego! I mimo to, ze kocham tą naszą istotkę najmocniej na świecie – oj miałam dziś chwile zwątpienia i wyczerpania, wchodzę na instagramie, widzę post Nicole, wchodzę na blog, czytam. Trafione dziś w samo sedno! Naprawdę dużo mi dzisiaj dał ten artykuł! Dziękuje!

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*