Kłamstwa macierzyństwa

Kłamstwa macierzyństwa

Od kilku dni mnie i moją koleżankę Alicję, znaną wam świetnie jako naszą mamoginekologową pediatrę, autorkę wszystkich dziecięcych wpisów tu na blogu, wzięło na refleksję. Dość oczywistą refleksję, a może nie… ?! Że macierzyństwo jest takie ciężkie… Potocznie się mówi, że jak dziecko się urodzi to będziemy się o nie martwić aż do 18 roku życia a nawet dłużej… ale prawda jest taka, że czym wcześniej w tym macierzyństwie tym tych mitów i kłamstw, którymi jesteśmy karmione – na temat jak to wszystko będzie magicznie i wspaniale jest więcej.

Pamiętam gdy rodziłam Rogerka w 2015 roku, nie bałam się porodu, nie wpadłam nawet na pomysł, że mogę mieć problem z karmieniem piersią, a miłość i cierpliwość do dziecka wydawała mi się czymś oczywistym i najbardziej naturalnym.

Teraz gdy mój kolejny poród zbliża się wielkimi krokami, mam coraz więcej obaw, z dnia na dzień przypominam sobie te najcięższe chwile – chwile, na które zupełnie nie byłam przygotowana. Ponieważ Alicja, nie dość, że jest mi ostatnio bardzo bliska to na dodatek jest najmłodszą mamą jaką mam w moim otoczeniu, chcąc nie chcąc dzwonię do niej kilka razy dziennie w niemalże panice…

Czasami mam poważne pytania – prawdziwe “rozkminki” życiowe…

“Ala, czy Ty wiesz jak wiele kobiet ma podobny problem z karmieniem jaki ja miałam, wmawianie kobietom, że każda kobieta będzie karmić dziecko naturalnie jeżeli tylko chce jest podobne do tego jakbyśmy mówili, że każda kobieta urodzi naturalnie jeżeli tylko tego chce… to bzdura. Czasami, a może nawet często nasze chęci, zupełnie nie są wystarczające.”

Innymi razy dzwonię do Alicji z pytaniem dosłownie… “z D…” i pytam jaki zamówić krem do smarowania pupy niemowlęcia, bo najprościej w świecie zapomniałam jakiego używałam.

 

I tak rozmawiamy sobie kilka razy dziennie, aż w końcu wczoraj Alicja stwierdziła, że te nasze “rozterki” muszą ujrzeć światło dzienne – a nuż widelec jakiejś młodej mamie pomogą.

O 22:30 dostałam SMSa od Ali – artykuł gotowy – “nawet jak go nie opublikujesz, to czuje się od razu lepiej jak to napisałam”

 

“Ala, genialny – nawet nie mam co tam dodawać od siebie”.

 

Zatem oto on masz maminy manifest o kłamstwach na temat macierzyństwa – autorstwa lek. Alicji Jaczewskiej.

 

Dzisiejszy artykuł będzie mało, a przynajmniej mniej medyczny, bardziej maminy albo po prostu kobiecy. Będzie o mitach macierzyństwa, o rozczarowaniach, trudnościach i kłamstwach. O tym wszystkim, o czym na ogół się nie mówi, bo „nie wypada” albo „bo wstyd się przyznać”.

A szkoda – bo może gdyby kobiety dzieliły się ze sobą też rodzicielskimi czy matczynymi porażkami i traumami, mniej świeżo upieczonych mam spotkałoby rozczarowanie, żal czy poczucie winy.

Zewsząd otacza nas idealny wizerunek Matki Polki, albo jeszcze gorzej – instamatki. Matki,  która pracuje do rozwiązania, w połogu czuje się świetnie, ma idealnie sprzątnięte mieszkanie, ugotowany obiad, sama jest fit, uczesana i umalowana a to wszystko robi karmiąc piersią na żądanie i spędzając z dzieckiem każdą wolną chwilę. Czy takie mamy w ogóle istnieją? Być może. My do takich nie należymy. Choć być może nasze instagramy mówią co innego. Ale pamiętajcie, że każdy pokazuje tylko to, co chce, żeby inni widzieli i zazwyczaj jest to tylko ułamek prawdy. Ale do rzeczy. Chcemy powiedzieć szczerze o kilku kwestiach związanych z byciem mamą.

 

Po pierwsze ciąża. Stan błogosławiony! Jasne. Może dla niektórych. Oczywiście, są kobiety, które w ciąży czują się jak ryba w wodzie, nie mają dolegliwości, nie stresują się swoim stanem.

I ja im bardzo zazdroszczę. Niestety, duża część ciążę… musi przetrwać. I jest to najodpowiedniejsze słowo. Nudności, które poranne są tylko z nazwy i nie zawsze kończą się po pierwszym trymestrze, najrozmaitsze dolegliwości bólowe, ograniczenie wydolności, zmiany nastroju… mogłabym tak wymieniać i wymieniać. Kiedyś mój mąż powiedział, że ja to jeszcze tą ciąże jakoś zniosę, pytanie czy on zniesie moją ciążę. Bo może to i wzruszające gdy ciężarna płacze na reklamach, ale już trochę mniej gdy płacze nad sobą. Albo krzyczy na wszystkich dookoła. Krzyczy i narzeka. I nikt mi nie powie, że narzekają te, co im się w głowach poprzewracało. Bo najbardziej twarde laski, którym przed ciążą nic nie było straszne czasem w ciąży wymiękają. Po prostu. Nie mają siły. Nie mają ochoty. Jest im źle. I boli. I nie ma co ich za to obwiniać. A tym bardziej nikt nie ma prawa powiedzieć kobiecie, że nie powinna się tak nad sobą użalać bo inne lepiej znoszą ciążę. Bo dla tej kobiety inne się nie liczą. Po prostu ona tak ma. I jedyne czego potrzebuje to zrozumienia, wsparcia albo świętego spokoju jeśli tego sobie życzy. A przede wszystkim przyznania się przed samą sobą, że tak ma, tak musi być, nie jest od nikogo gorsza, to kiedyś minie. Będzie wspaniałą mamą, nawet jeśli nie była wspaniałą ciężarną.

 

Po drugie poród. Mam wrażenie, że z nieznanych mi powodów to jest największe macierzyńskie tabu. Poród w rozmowach funkcjonuje często jako cud narodzin i tak jest przedstawiany. Nawet matki córkom nie mówią całej prawdy. Ja rozumiem, że oksytocyna wpływa na pamięć, ale niektórych rzeczy nie da się zapomnieć. Np. tego, że poród boli. Serio boli. Jakby nie bolał, nie wymyślono by znieczulenia do porodu. Tymczasem mam wrażenie, że wiele kobiet nie jest świadomych co je czeka.

Pamiętam dyskusję pod artykułem o cesarskim cięciu. Oczywistym jest, że poród naturalny jest z medycznego punktu widzenia lepszym rozwiązaniem od CC. Ale pojawiło się tam bardzo wiele głosów pt. „ja rodziłam naturalnie i nigdy więcej”. Może się mylę, ale wydaje mi się, że w dużej mierze takie traumy po porodzie wynikają z tego, że kobietom się wmawia, że to jest coś super-hiper-ekstra fajnego. I jest. Jak już dziecko wyjdzie. Ale wcześniej wcale nie jest tak super.

Ja, jako lekarz, wiedziałam czego się spodziewać. I pomimo tego, że był to największy ból jakiego doświadczyłam w życiu, nie boję się kolejnego porodu, bo na to się nastawiałam. I uważam, że my kobiety powinnyśmy być ze sobą szczere. Nie po to, żeby się straszyć. W końcu przeżyłyśmy te porody naturalne i niektóre z nas decydują się na więcej. Ale po to, żebyśmy nie czuły przerażenia i rozczarowania, że nie tak to miało wyglądać…

 

Po porodzie wszystkie dolegliwości przechodzą. Owszem. Ale pojawiają się nowe. Połóg nie jest fajny. Bywa nawet straszny. A dużo kobiet nie zdaje sobie z tego sprawy. Ale o tym już było w artykule o połogu, który znajdziesz tutaj. 

Co Ty wiesz o połogu?

 

Karmienie piersią. Rzecz najbardziej naturalna na świecie, prawda? To dlaczego tak wiele dzieci jest karmionych mieszanką modyfikowaną? Bo mają wyrodne, leniwe i dbające tylko o wygląd piersi mamy? NIE! Bo wielu kobietom się nie udaje pomimo najszczerszych chęci.

Kiedy byłam jeszcze w ciąży, często pytano mnie czy będę karmić piersią. Odpowiadałam, że chciałabym. I wtedy na twarzy osoby pytającej malowało się zdziwienie. No bo jak to – albo chcesz i karmisz albo nie chcesz i nie karmisz. Niestety, karmienie piersią, choć cudowne, zdrowe i naturalne – nie jest takie proste. Wiele kobiet musi się tego nauczyć. A niektóre dzieci muszą nauczyć się ssać.

Ja miałam to szczęście, że mi się udało. Ale nie było łatwo. Ileż nocy przepłakałam nie potrafiąc przystawić syna na leżąco a nie mając siły wstać, o bólu krocza przy siedzeniu nie wspominając. Chociaż z perspektywy czasu myślę, że mój problem, to nie był problem. Przynajmniej nigdy nie brakowało mi mleka. Ale szczerze współczuję kobietom, które mają prawdziwe problemy z karmieniem.

Nie raz walczyłyśmy z mamami pacjentów o ich laktację, gdy dzieci zbyt mało przybierały. I chyba nie spotkałam takiej, której zabrakłoby chęci czy determinacji. W końcu każda mama chce dla swojego maleństwa jak najlepiej. Czasem pomagały moje porady, czasem napoje wspomagające laktację, często nieoceniona była pomoc doradcy laktacyjnego, ale czasem zawodziły wszystkie sposoby. I tu pojawiało się poczucie winy, bycia gorszą matką, nasilała się depresja. Bo tym mamom powiedziano, że mają to we krwi, że samo przyjdzie, że to proste. A to wcale nie zawsze jest proste. Jednym przychodzi łatwiej innym trudniej. Te dwie grupy nigdy nie znajdą zrozumienia, bo mają różne doświadczenia.

Dlatego uważam, że przyszłe mamy należy uprzedzić, że czasem z karmieniem mogą być problemy. A jeśli je to spotka – to nie dlatego, że one są gorszymi mamami, albo nie nadają się na matki. Po prostu jest to trudność, z którą przyjdzie im się zmierzyć. I każdej życzę wygranej walki. A jeśli przegra? No cóż, Polacy odpadli na mundialu, ale czy to znaczy, że Lewandowski jest złym piłkarzem?

 

Noworodek tylko śpi i je. A mama w tym czasie może góry przenosić. Są takie noworodki. To prawda. Mój taki był. Przez kilka pierwszych dni. A potem zaczęły się kolki.

Prawda jest taka, że w pierwszych tygodniach życia dzieci dużo śpią. Nawet kilkanaście godzin na dobę. Ale nie wszystkie! I nie znaczy to wcale, że są chore. Niektóre po prostu tak mają. I jeśli nastawimy się, że dziecko będzie tylko spało i jadło, a trafi nam się bardziej wymagający egzemplarz, to zaczynają się schody. A może on chory? A może głodny? A może ja coś zjadłam? Boże, co ze mnie za matka, że nie potrafię uspokoić dziecka. Normalna. Najlepsza jaką Twoje dziecko może mieć.

 

Niemowlęta zasypiają w wózku i w samochodzie. O tak. Dużo dzieci to lubi. Ale nie wszystkie. Chyba każdy słyszał historię o wożeniu dziecka wokół bloku samochodem, żeby usnęło. Ja w każdym razie tak. Ale mam też znajomych, którzy wszędzie jeździli komunikacją miejską, bo dziecko po włożeniu do fotelika samochodowego krzyczało jak oparzone. Podobnie z wózkami. Wtedy na ratunek przychodzi chusta. A co jak dziecko też niechustowe? Tragedia. Zła matka bo nie wychodzi z dzieckiem na wielogodzinne spacery. A jak ma wyjść? Na rękach nosić? Czy włożyć zatyczki w uszy a niech całe osiedle słucha? Czasem się po prostu nie da. I trzeba mieć świadomość, że takie dzieci się zdarzają.

 

Będziesz karmić to szybko schudniesz. Jak ja na to liczyłam! W końcu samo karmienie to jakieś 550 kcal! Szkoda tylko, że nikt mi nie powiedział, że karmiąc ma się też wilczy apetyt, więc zjada się dodatkowe 1500… Oczywiście, są mamy, które karmiąc chudną w oczach. Ba! Są nawet takie, które wręcz nikną w oczach. Zwłaszcza, jeśli są na dietach eliminacyjnych lub najzwyczajniej w świecie opieka nad dzieckiem pochłania im tyle czasu i energii, że nie mają nawet kiedy zjeść. Jednak dla dużej części mam powrót do formy sprzed porodu to ogromne wyzwanie, które trwa nie kilka tygodni a wiele miesięcy. Trzeba o tym pamiętać, bo inaczej można się rozczarować. No i też po to, żeby nie pochłaniać wszystkiego co się napatoczy z usprawiedliwieniem, że „dziecko ze mnie ściągnie”.

 

Macierzyński to przecież urlop a wszystko jest sprawą dobrej organizacji. Jasne. Trzeba mieć plan i jak się będzie tego planu pilnować, to człowiek ze wszystkim się wyrobi i zdąży. Taaa. Warunek jest taki, że trzeba mieć dziecko, które chodzi jak w zegarku i niespożyte pokłady energii, żeby ogarniać rzeczywistość wtedy, kiedy maluch zasypia a nie zasypiać razem z nim. Niestety, pomimo tego, że dzieci uwielbiają regularność i rytuały, nie zawsze się im poddają. A co za tym idzie, plany mamy choć najlepsze, okazują się nieprzydatne. Także jeśli masz bałagan w domu, stertę prania do złożenia, mąż po raz kolejny musiał jeść obiad na mieście a Ty nie zdążyłaś zaliczyć treningu z Anią czy Ewą – to nie znaczy, że jesteś ch*** panią domu. I nie zrozumcie mnie źle. Nie zachęcam do tego, żeby te wszystkie rzeczy odpuścić. Ale do tego, żeby pozwolić sobie samej na to, że coś może być niezrobione. Bez wyrzutów sumienia.

 

„Do swojego będziesz mieć cierpliwość”. Och, ile razy ja to słyszałam? I byłam święcie przekonana, że jako mama będę oazą spokoju. Zwłaszcza, że przecież na co dzień pracuję z dziećmi, które – umówmy się – nie zawsze zachowują się tak jak ja bym tego chciała.

Myślę, że ten wizerunek idealnie opanowanej mamy pojawia się coraz częściej w związku z popularyzacją rodzicielstwa bliskości. Idea jest super. Zgadzam się z nią i sama staram się nią kierować w wychowaniu syna. Ale czy to znaczy, że moja cierpliwość nie zna granic? Jasne, że nie. Przyznaję, zdarzyło mi się zdenerwować na moje dziecko. Czasem miałam ochotę wystawić go za okno. Zwłaszcza gdy kolejną godzinę płakał nie wiadomo czemu. Oczywiście, nigdy nie zrobiłabym mu krzywdy, ale  po prostu miałam go dość. I myślę, że wiele mam miało taki moment. To też jest normalne. Każdy ma chwilę słabości, gorszy nastrój, po prostu taki dzień, że łatwiej wyprowadzić go z równowagi. Ważne, żeby sobie na to pozwolić i znaleźć ujście dla negatywnych emocji albo w krytycznym momencie powierzyć opiekę nad maluchem komuś innemu (tacie, babci, cioci).

 

Jak masz więcej dzieci, to one bawią się ze sobą i masz czas dla siebie. Dlatego, im mniejsza różnica wieku tym lepiej. Która z mam nie myślała tak zachodząc w kolejną ciążę? Tymczasem każde kolejne dziecko to tak naprawdę kolejne obowiązki. Nie piszę tego z własnego doświadczenia, bo póki co mam jedno, a i z rodzeństwa byłam najmłodsza. Ale nie raz słyszałam jak koleżanki mówiły „a mieli się razem bawić”. Czasem dzieci bawią się razem. Przez chwilę. Czasem trochę dłużej. Jednak nie ma co liczyć na to, że jedno zajmie się drugim. Dlatego warto nastawić się na jeszcze mniej czasu i jeszcze więcej matczynych „porażek”.

 

Pewnie znalazłoby się jeszcze więcej takich rozczarowań, pewnie i mnie jeszcze niejedno spotka. Czy to znaczy, że chcę Was zniechęcić do macierzyństwa? Absolutnie nie! Te wszystkie problemy i złości nic nie znaczą wobec posiadania dziecka i szybko odchodzą w niepamięć na widok bezzębnego uśmiechu albo najmilszego sercu „Mamusiu, kocham Cię”. Po prostu macierzyństwo to nie droga usłana różami. A nawet jeśli, to te róże mają kolce. Warto to wiedzieć, bo zawsze lepiej pozytywnie się zaskoczyć niż niemiło rozczarować.

282 komentarze

  1. Witam Cię Nicole! Jestem od Ciebie młodsza o 2 m-ce, ale moje najstarsze dziecko w listopadzie skończy 16 lat. Cieszę się, bo od dwóch lat staram się o ciążę z marnym skutkiem, ale nie o tym chciałam pisać. Kiedy zaszłam w ciążę kończyłam właśnie liceum. Maturę pisałam z małą pod serduchem. Faktem jest, że moja mama nie chciała mnie wtedy widzieć. Myślałam, że pomoże mi w tym, jakże nowym doświadczeniu. Myliłam się. Wszystko przechodziłam sama. Nie miałam się kogo zapytać, doradzić. Nie wiedziałam jak sobie poradzę. To były inne czasy niż teraz. Moje wyobrażenia były jak z filmów. Nie wiedziałam nawet, kiedy zaczął się mój poród. I gdyby nie mamą mojego męża to chyba urodziłaby w domu. Myślałam, że będzie jak w filmie. Skurcze, taksówka, szpital. Myślałam, że będę darła japę jak te wszystkie kobiety w filmie. Zdziwiłam się, że “to coś” co sączy się po nogach to efekt rozpoczynającego się porodu. Bez bólu bez skurczy. Nie krzyczałam. Głęboko oddychałam. Zdążyłam jeszcze w szpitalu zjeść obiad. Po pięciu godzinach skurczy urodziłam moją Julkę po 15 minutach parcia. Szok bo położna wspomniała, że pierwsze dziecko rodzi się bardzo długo. Od razu cyc poszedł w użycie. Nie wiedziałam nic jak to teraz będzie. Kompletnie, ale wszystkiego uczyłam się na własnej skórze. Moja mama pojawiła się jak Julka miała pół roku. Przyniosła ubranka i poszła. Jej strata. Cyc był w użyciu przez trzy lata. Nie umiałam i nie chciałam skończyć tej przygody. Z moim Kacprem podobnie. Akcja porodowa trwała trzy godziny. Parcie 10 minut. I przyszedł na świat. Bałam się drugiego porodu bo miałam wrażenie, że coś może pójść nie tak. Cyc w użyciu przez trzy miesiące bo nie miałam pokarmu. Śmialiśmy się, że Julka wszystko zjadła. Patrząc z perspektywy czasu to trochę mi przykro, że oprócz mojego męża nie miałam nikogo kto by mi pomógł, coś podpowiedział, ale z drugiej strony to cieszę się, że nie miałam nikogo kto swoją “dobrą radą” mógłyby mnie tylko zdenerwować albo sprawić przykrość. Ufff dziękuję za wysłuchanie.Pozdrawiam serdecznie i życzę samych dobrych duszyczek wokół…

  2. Witam Cię Nicole! Jestem od Ciebie młodsza o 2 m-ce, ale moje najstarsze dziecko w listopadzie skończy 16 lat. Cieszę się, bo od dwóch lat staram się o ciążę z marnym skutkiem, ale nie o tym chciałam pisać. Kiedy zaszłam w ciążę kończyłam właśnie liceum. Maturę pisałam z małą pod serduchem. Faktem jest, że moja mama nie chciała mnie wtedy widzieć. Myślałam, że pomoże mi w tym, jakże nowym doświadczeniu. Myliłam się. Wszystko przechodziłam sama. Nie miałam się kogo zapytać, doradzić. Nie wiedziałam jak sobie poradzę. To były inne czasy niż teraz. Moje wyobrażenia były jak z filmów. Nie wiedziałam nawet, kiedy zaczął się mój poród. I gdyby nie mamą mojego męża to chyba urodziłaby w domu. Myślałam, że będzie jak w filmie. Skurcze, taksówka, szpital. Myślałam, że będę darła japę jak te wszystkie kobiety w filmie. Zdziwiłam się, że “to coś” co sączy się po nogach to efekt rozpoczynającego się porodu. Bez bólu bez skurczy. Nie krzyczałam. Głęboko oddychałam. Zdążyłam jeszcze w szpitalu zjeść obiad. Po pięciu godzinach skurczy urodziłam moją Julkę po 15 minutach parcia. Szok bo położna wspomniała, że pierwsze dziecko rodzi się bardzo długo. Od razu cyc poszedł w użycie. Nie wiedziałam nic jak to teraz będzie. Kompletnie, ale wszystkiego uczyłam się na własnej skórze. Moja mama pojawiła się jak Julka miała pół roku. Przyniosła ubranka i poszła. Jej strata. Cyc był w użyciu przez trzy lata. Nie umiałam i nie chciałam skończyć tej przygody. Z moim Kacprem podobnie. Akcja porodowa trwała trzy godziny. Parcie 10 minut. I przyszedł na świat. Bałam się drugiego porodu bo miałam wrażenie, że coś może pójść nie tak. Cyc w użyciu przez trzy miesiące bo nie miałam pokarmu. Śmialiśmy się, że Julka wszystko zjadła. Patrząc z perspektywy czasu to trochę mi przykro, że oprócz mojego męża nie miałam nikogo kto by mi pomógł, coś podpowiedział, ale z drugiej strony to cieszę się, że nie miałam nikogo kto swoją “dobrą radą” mógłyby mnie tylko zdenerwować albo sprawić przykrość. Ufff. Dziękuję za wysłuchanie. Pozdrawiam serdecznie i życzę samych dobrych duszyczek wokół…

  3. Witam,
    Jestem w drugim trymestrze z dwujajowymi blizniakami. Zycie narzuca nam robic dobra mine do zlej gry 🙁 wiec na zadane pytanie jak sie czuje odpowiadam czy chca uslyszec prawde czy falsz 😛
    Mam jedno zrodlo informacji ktore mowi mi czarno na bialym co moze mnie czekac, chociaz to doswiadczenia ciazy pojedynczej. Mam rowniez szczescie co do lekarza ktory wali prosto z mostu a ja uwielbiam takie osoby. Inne mamusie tak jak zakleta katarynka mowia to samo owijajac w bawelne. A ja nie bede udawac super ciezarnej pomimo bolu plecow, rozciaganych wiezadel, hemoroidow, bezsennych nocy itp itd. Staram sie z tych miesiecy wyciagnac jak najwiecej pozytywow i cieszyc sie kazda chwila. Slucham z moimi bejbisiami muzyki, robie zdjecia , spiewam, glaszcze, odpukuje na kopniaczki 😀
    Nie wiem jak sobie poradze pozniej ale trzymam kciuki sama za siebie. Z waszym blogiem ide do przodu z informacjami 🙂
    Mam mala prosbe czy bylaby mozliwosc napisania artykulu o pierwszej pomocy dla niemowlaka?
    Pozdrawiam

  4. Niestety te mity zaczynają się jeszcze przed ciążą. Ile razy na moją odpowiedź ” na razie nie chcemy mieć dziecka” słyszałam ” oj jak zajdziesz w ciążę to zechcesz”. Tylko że nie chciałam się o tym przekonywać na własnej skórze tylko zdecydować się na dziecko wtedy kiedy oboje będziemy na to gotowi. Dla większości dziw nad dziwy 3 lata po ślubie i nie planują dziecka. Już nawet doszły mnie słuchy że za pewne to nie możemy i stąd taka wymówka. Potem gdy zaszlam w ciążę, lawina ” to najpiękniejszy okres w moim życiu ” Serio? To współczuję. Moja ciąża przebiega świetnie, nie miałam nudności, jakiś większych dolegliwości ale jednak nie oszukujmy się jest to czas ogromnego wysiłku i obciążenia dla organizmu, wielu wyrzeczeń i jednak dostosowania swojego życia do tej małej istotki na ten czas. Ja np musialam iść na zwolnienie we wczesnym okresie ze względu na charakter pracy. Wiem ze to piękne że życie się w nas rozwija ale mówienie o tym jako i najlepszym okresie…no nie wiem. Poród i karmienie całe szczęście coraz więcej się o tym mówi że to nie takie bajkowe. My całe szczęście trafiliśmy do fajnej szkoły rodzenia gdzie w miarę obiektywnie nam to przedstawiono bez czarowania. Chyba najbardziej zaniedbanym tematem jest właśnie połóg i to że najlepiej żeby matka w tym okresie miała święty spokój. A jak widzę na insta te piękne pokoiki i łóżeczka z tymi baldachimami, kocykami i tonami pluszakow to aż mi samej robi się duszno od tych tumanow kurzu i roztoczy 😉

  5. Trafiłyście idealnie z tym artykułem! Jestem mamą miesięcznego Stasia, to moje pierwsze dziecko. Miałam całkowicie inne wyobrażenie o macierzyństwie! Zetknięcie z rzeczywistością było a właściwie nadal jest trudne! Na instagramie widziałam fit mamuśki, pięknie urządzone pokoiku dla dzieci, mnóstwo gadżetów i myślałam że tak będzie! Po powrocie ze szpitala miałam nazwał pokarmu wspominam bo strasznie, niesamowity ból, mały głodny, płaczący…. Woglole pierwszy tydzien był bardzo ciężki! Dużo zmian w ciele, psychice, w życiu, brak sił nawet na umycie zębów, a o gotowaniu nie było mowy!!! Nie mogłam sobie tego poukładać w głowie czułam bezsilność!

  6. Ja od 6 tygodnia do dnia porodu czyli do 28 tygodnia ciąży, wszystko co zjadlam lądowało w kibelku-nawet woda. Ciąża była dla mnie straszna. Poród hmm mialam cc o godzinie 8 przyszedł do mnie lekarz i powiedział że musimy zakończyć ciaze (stan przedrzucawkowy) o 8.30 mój 630 gram owy Krystianek był już na świecie. Pierwsze 3 miesiące spędził w szpitalu walcząc o życie. Pokarm ściągalam 2 tygodnie a później przestał lecieć. Stres zrobił swoje.
    Po wyjściu ze szpitala do domu pierwsze 3 miesiące były koszmarem!Krystian jadl co 2 godziny (wsumie 60 ml jadl godzinę i godzinę spal bujany we wózku, a niech by to się komuś przysnelo to tak się darl że cała kamienica słyszała. Do 12 w nocy zajmował się nim mąż a od 12 do rana ja. Miałam tak serdecznie dość że czasem chciałam wyjść i nie wrócić. Po 3 miesiącach Krystian zaczął spać w nocy bez bujania bo nawet mleko tylko raz w nocy pił a jak już się obudził to pił wodę. Wiecie że rano bieglam z nim do lekarza że jest chory ? Dziś mój 8 latek jest dzieckiem głęboko niepełnosprawnym, nie chodzi , nie mówi i nie widzi na jedno oczko. I choć moje serce tak bardzo pragnie 2 dziecka tak wiem że ani psychicznie ani fizycznie nie przetrwała bym drugiej ciąży.

  7. Amen! Zaliczyłam absolutnie WSZYSTKIE z tych punktów. Przy pierwszej córce byłam w szoku, przy blizniakach wiedziałam już, że trzeba się mocno trzymać, bo będzie prawdziwa jazda 😀 chwała za ten tekst!

  8. TRAFIONE w 10-tke!
    Zostalo mi jeszcze 12 tygodni do porodu. Ciaza wyczekiwana i wymodlona. Gdy juz znalazlam sie w tym “blogoslawionym stanie” czar prysl. Oczywiscie niesamowicie cieszylam sie z faktu, ze w koncu sie udalo. Dolegliwosci nawet nie byly az tak meczace, pomijajac fakt, ze gdy juz znalazlam sie w drugim trymestrze tzw. miodowym oczekujac z niecierpliwoscia na najpiekniejszy okres ciazy odkrylam szybko, ze nie roznil sie za wiele od pierwszgo trymestru. Roznil sie jedynie typem objawow. Trzeci trymest to bol plecow i bezradnosc. Tak wiele chcialoby sie zrobic, zawsze bylam poukladana, niezwykle praktyczna i pracowita. Teraz za wiele nie moge, brak kondycji i strach zeby nie urodzic przedwczesnie. Oczywiscie rekompensata jest kazde jego kopniecie, kazdy ruch 🙂 Pocieszam sie tylko, ze to okres przejsciowy. Porod – wiadomo, bedzie bolalo ale najwazniejsze, ze nie wiecznie. Gdy chcialam sie pozalic komukolwiek (nawet ciezarnym kobietom) spotkalam sie ze zdziwiniem i zgorszeniem, ze jak ja moge narzekac po tych wszystkich latach uporczywych staran. Dla wiekszosci najwazniejsze bylo jak wygladam, ile przytylam, a kazda zmiana na mojej skorze byla traktowana jak rozyczka. Najlepiej bym siedziela w domu zamknieta w czterech scianach i mala sile na Anie czy Ewe. Zamknelam sie wiec w sobie i tyle. Ale ciesze sie, ze sa jeszcze babeczki, ktore nie maja problemow z wyrazaniem swojego zdania i jestem jak najbardziej ZA by nie wstydzic sie mowic o tym, ze bardzo boimy sie poronienia, badan prenatalnych, chorob, ze bedzie bolalo i czy bedziemy mogly karmic… nie wspominajac juz o ogarnieciu domu. Milo jest wiedziec, ze nie jestem sama w tych rozterkach…

  9. Tarnowska.twins

    Część problemów doświadczyłam na własnej skórze. Na szczęście poród nie był dla mnie traumą. Problemów z “wywołaniem” karmienia też nie miałam, miałam masę pokarmu. Karmiłam 9 tygodni. Cześć z mam uzna, że to może krótko. Ale ja byłam z siebie i tak mega dumna, że dałam radę aż tak długo wykarmić bliźniaczki. Moje życie przez 2 miesiace kręciło się wokół karmienia. Jedną skończyłam, a już drugą było trzeba karmić i tak w kółko. Schudłam strasznie bo nie miałam czasu na jedzenie i miałam ostrą dietę bo jak pomyślałam sobie, że przez jednego zjedzonego smazonego kotleta będę miała podwójną jazdę w nocy to wolałam nie ryzykować. Kocham moje córki nad życie ale czasem nie mam już fizycznie i psychicznie siły. Życzę wszystkim mamom wytrwałości, a mamą bliźniąt szczególnie. I zawsze sobie tlumacze, że mam ogromne szczęście, że moje córki są zdrowe. Bo są mamy które mają gorzej i wieksze problemy.

  10. Nie da się również przygotowac do połogu. Najgorszy czas w życiu. Nie da się wtedy w pełni cieszyć z dziecka.
    W fazie parcia zostalam sama na porodówce, bo wszyscy gdzieś pobiegli. Gdy wrocili kazali mi ciągle przeć nawet, gdy nie mialam skurczu. Popękała mi cała pochwa i krocze aż po odbyt. Po kilku dniach w lusterku zobaczyłam czarnego krwiaka na calym pośladku. Zszywała mnie obrażona na świat ginekolog..przez krzywe zgrubienia ciagnie mnie wszystko. Nie bylam w stanie sie ruszac i mdlałam po kazdej probie wstania, ale przeciez w szpitalu jest system rooming in, wiec dziecko mi przywiezli i zostawili. Nie dość, ze calkiem wklesle brodawki, ktore niby mialy sie wyciągnąć to jeszcze nie mialam pokarmu. Maz pojechal na wesele siostry. Caly czas plakalam z niemocy i bólu. Juz powoli odzyskiwalam przynajmniej kontrole nad miesniami itd a po 2,5 tygodnia dostalam w domu krwotoku. Lało sie jak z kranu. Jakies resztki łożyska we mnie zostawili. Skrobali mnie chyba łopatą,bo to co czułam, że wracało już do normy znowu bolało. Juz minal prawie miesiac a ja dalej tylko leze albo ide do toalety, bo dalej wszystko boli, ciagnie, puchnie. Gdyby nie moja cudowna mama zalamalabym sie i wpadla w depresje. Za 2 tygodnie chrzciny. Trzymajcie kciuki, zebym chociaż mszę wytrzymała.

    XXI wiek a porod i obrażenia jak w średniowieczu. Teraz porody sa przeprowadzane dla wygody poloznej a nie rodzacej. Butla oksytocyny, zeby szybko poszło i na leżąco, żeby położna wszystko widziała. I piękne statystyki, bo przecież nie nacięto krocza, tylko był poród z “ochroną krocza”.
    Ja chcę tylko normalnie funkcjonować i zająć się dzieckiem.

  11. Z tym porodem to święta prawda. Przez całe życie mówiłam że nigdy w życiu nie będę miał dzieci. Tak panicznie się bałam porodu. W ogóle mój prog bólu jest bardzo niski. A teraz szczerze chciałabym mieć kolejne dziecko. Nie dlatego że poród pozytywnie mnie zaskoczył. Bolało dużo dużo bardziej niż to sobie potrafiłam wyobrazić. Po prostu teraz już wiem czego się spodziewać. Nie jest to dla mnie nieznanym.
    Mimo że nadal mam czasem wyrzuty sumienia kiedy moja cierpliwość się kończy, ale coraz bardziej się przekonuje że taka ‘idealna matka’ to mit i nie ma się co obwiniać. Świetny artykuł! 🙂

  12. Powiem tak: przed porodem 51kg, w trakcie 60kg, miesiąc po 46kg. Jestem przerażona, mały ma 9mies, ja cały czas karmię, jem, piję dużo wody i co? – 46kg. Postanowiłam, że po roku go odstawię i przerzucę się na odżywki białkowe, bo nie ma to inaczej sensu. Jestem po cesarce, pierwsze dwa tygodnie były tragiczne, później z górki (na szczęście). Ciąża przenoszona, wszyscy mnie straszyli, że będzie tak źle, że nie dam rady, bo przecież mam 17lat! I dałam radę, wiadomo, z pomocą, ale lepiej być nie mogło :). Cezary uczy się chodzić, a ja jestem dumną mamą 🙂

  13. Piękny tekst, bardzo prawdziwy !

    Ja już nie raz miałam dość, i w ciąży i po porodzie z małym, podnosimy się bo my kobiety mamy moc i rodzicielska miłość nas wzmacnia 😉

  14. Było pięknie, a potem zaczęły się kolki. Kocham moją Córeczkę nad życie, ale już zdarzało mi się płakać razem z nią, bo nie wiedziałam,czego chce – a wg mnie miała już wszystko, co potrzeba. Też miałam dość i obrywało się mężowi 😉 miałam ambitny plan ogarnąć perfekcyjnie dom po porodzie i też nic z tego – moje dziecko prawie nie śpi. Myślę, że powiedzenie mamie czy komuś innemu, że ma się dość itp może niestety zostać źle odebrane.

  15. Hmmm pamietam jak byłam nastolatką i nie w głowie była mi ani mojej starszej siostrze ciąża i pieluchy to pamietam takie “prawdy” jak to jedt pieknie i cudownie być w ciąży i młoda mama i ze kazdej kobiecie ciąża i macierzyństwo służy… Taa… Zanim sama zaszlam w ciążę moja siostra zdarzyła urodzić 2 córeczki… Mieszkaliśmy wtedy w domu rodzinnym i powiem że juz wtedy wiedziałam z obserwacji że jest tak kolorowo… Wymioty od tana do nocy przez większość ciąży, złe samopoczucie wyniki badań…. Po porodzie tak poranione piersi że nie ma szans na karmienie glodne dziecko obolała matka… Krew i łzy depresja… I jak sie tu ku**a cieszyć? Z druga córka siostra bie miała lżej ani w ciąży ani po niej… A po drodze jeszcze ciążę i porody szwagierk… I te prawdziwe historie sprawiły że ja już byłam “mądrzejsza” o doswiadczenia kobiet które znam… Moja ciąża – bajka! Nie czułam że w ciąży jestem nie liczac 9 miesiąca kiedy czasem było mi trudno buty zawiązać albo nogi ogolić ale to pikuś… Zero mdłości nudności hustawek nastrojów zachcianek… Poród… Oprocz bóli krzyrzowych to dobra wiadomość że w miare szybko urodzilam bo od pierwszych boli do porodu 6 godzin… Po porodzie … Spoko krocze nie bolalo az tak jak to opisywały kobiety które to przeżyły…. W dniu wypisu praktycznie juz nic nie czułam jak siadałam… Poług w miare ok… Laktacja – trageria… zero wsparcia w szpitalu… Ból, łzy, hustawki nastrojów, brak cierpliwości , BÓL, ŁZY, ciągła walka o kazda krople mleka, płacz, ból, niezadowolenie etc…. Chyba wolałabym urodzić 5 dzieci niż walczyć o laktacje… Urodze w 6 godzin czy nawet 24 a o lakacje walczy sie 24/dobe 7 dni w tygodzniu…. Dziecko śpi – ja z laktatorem, dziecko je – ja pije specyfiki na produkcje mleka, dziecko robi kupe ja z laktatorem, dziecko je – dziecko przy piersi… 3 w nocy wszyscy lacznie z dzieckiem juz śpią ja z laktatorem…. Masakra… Po 4 miesiacach walki synkowi zaczęły wyżynać się ząbki, gorączka, osłabiony organizm, przeziebienie – bolace dziąsła zatkany nos + kryzys laktacyjny matki = porażka …. Dodam że należę do TYCH kobiet na które niestety laktator nie działał więc “przetrwanie” tego stanu nie było możliwe…. Po odstawieniu piersi się zaczęło… Kumulacja wszystkich stanów i nastrojów przrdmiesiaczkowych z całego okresu życia i ciąży nie tylko moich ale mam wrażenie że wszystkich kobiet na świecie! Nie radzilam robie z niczym… Łącznie ze sobą… Miałam chyba depresje polaktacyjna 🤔 ale wszystko wrocilo do normy na szczęście i na szczęście nie linczowalam sie za to jak zła matka jestem a może w mniemaniu niektórych wogole nią nie jestem bo karmilam tylko 4 miesiące…. Jestem dobra matka mimo kryzysów i nieumytych nieraz garów i nieugotowanego obiadu na czas i sterty prania czy prasowania… Nie dajmy sobie wmówić, że skoro nie karmimy dziecka piersia do kiedy chce i nie chodzimy przy tym w szpilkach i sukienkach, dom blyszczy i świeci niby u perfekcyjnej pani damu, posiłki nie wygladaja i smakuja jak u kucharza z 8* miszlę ( czy jakos tak) i wogóle pies czy kot nie wyciera łap zanim wejdzie do domu , a mąż codziennie po powrocie do domu z usmiechem na twarzy nie obdarowuje nas bukietem roz w dłoni i nową biurzyterią z kamieniami swarowskiego i z chęcią nie odciąża nas w opiece nad naszym dzickiem z byśmy mogły poćwiczyć z Ewką – to nie jesteśmy dobrymi matkami…. Jesteśmy i musimy w to uwierzyć bo nasze dzieci nas potrzebują…

  16. Wpis mega cudowny. Moja pierwsza ciąża idealną wszystko mogłam robić co chciałam, poród super wspominam z uśmiechem na twarzy. Później się zaczęły schody karmienie piersią oczywiście ze było na pierwszym miejscu co z tego ze chciałam a nie mogłam mały miał tak silna alergie ze mimo eliminacji musialam przejść na mm dla jego dobra, pokarmu miałam tyle ze laktator był zbawieniem. Druga ciąża gdzie 3/4 spedzilam w szpitalu, poród przy oksy owszem wspominam tez super ale jednak to nie to co pierwszy, później problem z laktacja ale poszło, kolejna dieta bo alergia ale dalismy rade co z tego jak mała nie przybierała tyle co potrzeba a ja coraz większy stres i coraz mniej pokarmu. Jest na mm i kochamy się bardziej bo ona najedzona i szczesliwa a ja spokojna i radosna. Zobaczymy CK będzie dalej ale nic na sile. Nie planuje kolejnej ale wiem ze jesli będzie to owszem nie będę szła bo tak trzeba i będzie lepiej tylko będę robić tak aby nam było dobrze

  17. Sama prawda, milym zaskoczeniem byl dla mnie tylko porod, bo wyobrazalam go sobie jak taksanska masakre piła mechaniczną a nie bylo tak źle, owszem bolalo, momentami byly myśli “czy dam rade?”, ale żadnej krwi ani urwanej reki nie ujrzalam (uff) 😁a połóg…w czasie połogu stwierdziłam, ze wole jescze raz rodzic niz przez to przechodzić..także tego 😂 artykuł pozwoli odetchnąć wielu mamom, a ja właśnie pisze komentarz patrząc na wielka sterte prania 😎

  18. Wypowiem się na temat karmienia piersią, bo dla mnie to jest coś, z czym muszę walczyć.
    Od początku ciąży czytałam różne książki i artykuły, więc byłam pewna, że będę karmić piersią “przynajmniej przez 6 miesięcy”, bo tak jest zalecane. Mama z siostrą karmiły krótko i ostrzegały mnie, że może powinnam kupić butelkę, ale ja, że nie, bo na pewno będę karmić piersią, więc po co nam to. Poród skończył się cesarką, a mimo to miałam bardzo dużo pokarmu, nawet z nadwyżką, bo moje dziecko tyle nie jadło. Tylko, że po tygodniu okazało się, że ma wadę wrodzoną, która musi zostać zoperowana. Spadło to na nas tak nagle, przepłakałam cały czas do operacji i jeszcze trochę po. Była to dla mnie trauma, bo nikt mi nie powiedział, że tak może być, badania prenatalne tego nie pokazały, wszędzie mówi się z pewnością, że urodzisz zdrowego, różowego bobasa, a było inaczej. Po operacji musieliśmy mierzyć, ile zjada, więc siedziałam w tym szpitalu z nawałem pokarmu i ściągałam pokarm godzinami. Do tego na sali był obcy facet, który się nigdzie nie wybierał, a czasami przychodzili do nich jeszcze goście. Do domu trafiliśmy z żywieniem mieszanym, bo mój nadmiar pokarmu już jednak nie wystarczał, a po jakimś czasie dziecko dostało kompletnej awersji do piersi. Próba przystawienia kończyła się krzykiem, płaczem, histerią, no nie dało się. Kombinowałam z pozycjami, udało się przez kilka dni, potem było to samo. Tak jakby 3-miesięczne dziecko postanowiło odstawić pierś. Uparcie ściągałam mleko dalej, ale z dnia na dzień z 200ml zrobiło się 50ml. Dla mnie to był koniec. Na pewno czekają na mnie laktowyznawczynie, które powiedzą, że powinnam walczyć, ale ja miałam dość godzin straconych przy laktatorze, tej czynności i wyrzutów. Pewna osoba z rodziny powiedziała mi, że skoro i tak dziecko dostaje mm, to już tego nie nadrobię, że na pewno ma już słabą odporność i będzie chorowało. Codziennie w Internecie widać wpisy i komentarze o przewadze mleka matki, na takie jak ja czekają laktoterrorystki mówiące, że jestem leniwa i nie dbam o swoje dziecko, jak chcę przeczytać coś na temat noworodka, to najpierw muszę się przebić przez wyskakujące okienka mówiące “KARM PIERSIĄ!”, na opakowaniu mleka czytam “mleko matki jest najlepsze”. Każdy pyta, czy karmię i czemu nie. To jest dla mnie największa krzywda. Wiem, że wybrałam najlepiej, ale i tak przez to wszystko gdzieś tam jest ból.

  19. Dziękuję za ten artykuł. Tak po prostu.

  20. To całe uperfekcyjnianie macierzyństwa przez kłamstwa robi więcej złego, niż dobrego. To jak straszyć dzieci ciemnością, a potem dziwić się, że w nocy boją się do WC same iść. Nie lepiej powiedzieć, że tak, ciemność jest ciemna, niewiele widać, a to co widać może wyglądać strasznie, a tak naprawdę jest tylko zwiniętym kocem. Trzeba uważać, żeby się nie potknąć, a najlepiej wziąć latarkę albo włączyć lampkę. Ciemności nie należy się bać. Trzeba tylko znać jej niebezpieczeństwa i dobrze się na nią przygotować. A i tak pewnie nie raz uderzysz się w mały palec u nogi lub piszczel, KAŻDEMU to się czasem przytrafia. Żaden dramat. Możesz śmiało zapłakać. To nic złego. Możesz poprosić o pomoc, możesz coś przewrócić, ale to normalne. Nie tylko tobie się to przytrafia. Taka po prostu jest ciemność. I macierzyństwo.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*