Kłamstwa macierzyństwa

Kłamstwa macierzyństwa

Od kilku dni mnie i moją koleżankę Alicję, znaną wam świetnie jako naszą mamoginekologową pediatrę, autorkę wszystkich dziecięcych wpisów tu na blogu, wzięło na refleksję. Dość oczywistą refleksję, a może nie… ?! Że macierzyństwo jest takie ciężkie… Potocznie się mówi, że jak dziecko się urodzi to będziemy się o nie martwić aż do 18 roku życia a nawet dłużej… ale prawda jest taka, że czym wcześniej w tym macierzyństwie tym tych mitów i kłamstw, którymi jesteśmy karmione – na temat jak to wszystko będzie magicznie i wspaniale jest więcej.

Pamiętam gdy rodziłam Rogerka w 2015 roku, nie bałam się porodu, nie wpadłam nawet na pomysł, że mogę mieć problem z karmieniem piersią, a miłość i cierpliwość do dziecka wydawała mi się czymś oczywistym i najbardziej naturalnym.

Teraz gdy mój kolejny poród zbliża się wielkimi krokami, mam coraz więcej obaw, z dnia na dzień przypominam sobie te najcięższe chwile – chwile, na które zupełnie nie byłam przygotowana. Ponieważ Alicja, nie dość, że jest mi ostatnio bardzo bliska to na dodatek jest najmłodszą mamą jaką mam w moim otoczeniu, chcąc nie chcąc dzwonię do niej kilka razy dziennie w niemalże panice…

Czasami mam poważne pytania – prawdziwe “rozkminki” życiowe…

“Ala, czy Ty wiesz jak wiele kobiet ma podobny problem z karmieniem jaki ja miałam, wmawianie kobietom, że każda kobieta będzie karmić dziecko naturalnie jeżeli tylko chce jest podobne do tego jakbyśmy mówili, że każda kobieta urodzi naturalnie jeżeli tylko tego chce… to bzdura. Czasami, a może nawet często nasze chęci, zupełnie nie są wystarczające.”

Innymi razy dzwonię do Alicji z pytaniem dosłownie… “z D…” i pytam jaki zamówić krem do smarowania pupy niemowlęcia, bo najprościej w świecie zapomniałam jakiego używałam.

 

I tak rozmawiamy sobie kilka razy dziennie, aż w końcu wczoraj Alicja stwierdziła, że te nasze “rozterki” muszą ujrzeć światło dzienne – a nuż widelec jakiejś młodej mamie pomogą.

O 22:30 dostałam SMSa od Ali – artykuł gotowy – “nawet jak go nie opublikujesz, to czuje się od razu lepiej jak to napisałam”

 

“Ala, genialny – nawet nie mam co tam dodawać od siebie”.

 

Zatem oto on masz maminy manifest o kłamstwach na temat macierzyństwa – autorstwa lek. Alicji Jaczewskiej.

 

Dzisiejszy artykuł będzie mało, a przynajmniej mniej medyczny, bardziej maminy albo po prostu kobiecy. Będzie o mitach macierzyństwa, o rozczarowaniach, trudnościach i kłamstwach. O tym wszystkim, o czym na ogół się nie mówi, bo „nie wypada” albo „bo wstyd się przyznać”.

A szkoda – bo może gdyby kobiety dzieliły się ze sobą też rodzicielskimi czy matczynymi porażkami i traumami, mniej świeżo upieczonych mam spotkałoby rozczarowanie, żal czy poczucie winy.

Zewsząd otacza nas idealny wizerunek Matki Polki, albo jeszcze gorzej – instamatki. Matki,  która pracuje do rozwiązania, w połogu czuje się świetnie, ma idealnie sprzątnięte mieszkanie, ugotowany obiad, sama jest fit, uczesana i umalowana a to wszystko robi karmiąc piersią na żądanie i spędzając z dzieckiem każdą wolną chwilę. Czy takie mamy w ogóle istnieją? Być może. My do takich nie należymy. Choć być może nasze instagramy mówią co innego. Ale pamiętajcie, że każdy pokazuje tylko to, co chce, żeby inni widzieli i zazwyczaj jest to tylko ułamek prawdy. Ale do rzeczy. Chcemy powiedzieć szczerze o kilku kwestiach związanych z byciem mamą.

 

Po pierwsze ciąża. Stan błogosławiony! Jasne. Może dla niektórych. Oczywiście, są kobiety, które w ciąży czują się jak ryba w wodzie, nie mają dolegliwości, nie stresują się swoim stanem.

I ja im bardzo zazdroszczę. Niestety, duża część ciążę… musi przetrwać. I jest to najodpowiedniejsze słowo. Nudności, które poranne są tylko z nazwy i nie zawsze kończą się po pierwszym trymestrze, najrozmaitsze dolegliwości bólowe, ograniczenie wydolności, zmiany nastroju… mogłabym tak wymieniać i wymieniać. Kiedyś mój mąż powiedział, że ja to jeszcze tą ciąże jakoś zniosę, pytanie czy on zniesie moją ciążę. Bo może to i wzruszające gdy ciężarna płacze na reklamach, ale już trochę mniej gdy płacze nad sobą. Albo krzyczy na wszystkich dookoła. Krzyczy i narzeka. I nikt mi nie powie, że narzekają te, co im się w głowach poprzewracało. Bo najbardziej twarde laski, którym przed ciążą nic nie było straszne czasem w ciąży wymiękają. Po prostu. Nie mają siły. Nie mają ochoty. Jest im źle. I boli. I nie ma co ich za to obwiniać. A tym bardziej nikt nie ma prawa powiedzieć kobiecie, że nie powinna się tak nad sobą użalać bo inne lepiej znoszą ciążę. Bo dla tej kobiety inne się nie liczą. Po prostu ona tak ma. I jedyne czego potrzebuje to zrozumienia, wsparcia albo świętego spokoju jeśli tego sobie życzy. A przede wszystkim przyznania się przed samą sobą, że tak ma, tak musi być, nie jest od nikogo gorsza, to kiedyś minie. Będzie wspaniałą mamą, nawet jeśli nie była wspaniałą ciężarną.

 

Po drugie poród. Mam wrażenie, że z nieznanych mi powodów to jest największe macierzyńskie tabu. Poród w rozmowach funkcjonuje często jako cud narodzin i tak jest przedstawiany. Nawet matki córkom nie mówią całej prawdy. Ja rozumiem, że oksytocyna wpływa na pamięć, ale niektórych rzeczy nie da się zapomnieć. Np. tego, że poród boli. Serio boli. Jakby nie bolał, nie wymyślono by znieczulenia do porodu. Tymczasem mam wrażenie, że wiele kobiet nie jest świadomych co je czeka.

Pamiętam dyskusję pod artykułem o cesarskim cięciu. Oczywistym jest, że poród naturalny jest z medycznego punktu widzenia lepszym rozwiązaniem od CC. Ale pojawiło się tam bardzo wiele głosów pt. „ja rodziłam naturalnie i nigdy więcej”. Może się mylę, ale wydaje mi się, że w dużej mierze takie traumy po porodzie wynikają z tego, że kobietom się wmawia, że to jest coś super-hiper-ekstra fajnego. I jest. Jak już dziecko wyjdzie. Ale wcześniej wcale nie jest tak super.

Ja, jako lekarz, wiedziałam czego się spodziewać. I pomimo tego, że był to największy ból jakiego doświadczyłam w życiu, nie boję się kolejnego porodu, bo na to się nastawiałam. I uważam, że my kobiety powinnyśmy być ze sobą szczere. Nie po to, żeby się straszyć. W końcu przeżyłyśmy te porody naturalne i niektóre z nas decydują się na więcej. Ale po to, żebyśmy nie czuły przerażenia i rozczarowania, że nie tak to miało wyglądać…

 

Po porodzie wszystkie dolegliwości przechodzą. Owszem. Ale pojawiają się nowe. Połóg nie jest fajny. Bywa nawet straszny. A dużo kobiet nie zdaje sobie z tego sprawy. Ale o tym już było w artykule o połogu, który znajdziesz tutaj. 

Co Ty wiesz o połogu?

 

Karmienie piersią. Rzecz najbardziej naturalna na świecie, prawda? To dlaczego tak wiele dzieci jest karmionych mieszanką modyfikowaną? Bo mają wyrodne, leniwe i dbające tylko o wygląd piersi mamy? NIE! Bo wielu kobietom się nie udaje pomimo najszczerszych chęci.

Kiedy byłam jeszcze w ciąży, często pytano mnie czy będę karmić piersią. Odpowiadałam, że chciałabym. I wtedy na twarzy osoby pytającej malowało się zdziwienie. No bo jak to – albo chcesz i karmisz albo nie chcesz i nie karmisz. Niestety, karmienie piersią, choć cudowne, zdrowe i naturalne – nie jest takie proste. Wiele kobiet musi się tego nauczyć. A niektóre dzieci muszą nauczyć się ssać.

Ja miałam to szczęście, że mi się udało. Ale nie było łatwo. Ileż nocy przepłakałam nie potrafiąc przystawić syna na leżąco a nie mając siły wstać, o bólu krocza przy siedzeniu nie wspominając. Chociaż z perspektywy czasu myślę, że mój problem, to nie był problem. Przynajmniej nigdy nie brakowało mi mleka. Ale szczerze współczuję kobietom, które mają prawdziwe problemy z karmieniem.

Nie raz walczyłyśmy z mamami pacjentów o ich laktację, gdy dzieci zbyt mało przybierały. I chyba nie spotkałam takiej, której zabrakłoby chęci czy determinacji. W końcu każda mama chce dla swojego maleństwa jak najlepiej. Czasem pomagały moje porady, czasem napoje wspomagające laktację, często nieoceniona była pomoc doradcy laktacyjnego, ale czasem zawodziły wszystkie sposoby. I tu pojawiało się poczucie winy, bycia gorszą matką, nasilała się depresja. Bo tym mamom powiedziano, że mają to we krwi, że samo przyjdzie, że to proste. A to wcale nie zawsze jest proste. Jednym przychodzi łatwiej innym trudniej. Te dwie grupy nigdy nie znajdą zrozumienia, bo mają różne doświadczenia.

Dlatego uważam, że przyszłe mamy należy uprzedzić, że czasem z karmieniem mogą być problemy. A jeśli je to spotka – to nie dlatego, że one są gorszymi mamami, albo nie nadają się na matki. Po prostu jest to trudność, z którą przyjdzie im się zmierzyć. I każdej życzę wygranej walki. A jeśli przegra? No cóż, Polacy odpadli na mundialu, ale czy to znaczy, że Lewandowski jest złym piłkarzem?

 

Noworodek tylko śpi i je. A mama w tym czasie może góry przenosić. Są takie noworodki. To prawda. Mój taki był. Przez kilka pierwszych dni. A potem zaczęły się kolki.

Prawda jest taka, że w pierwszych tygodniach życia dzieci dużo śpią. Nawet kilkanaście godzin na dobę. Ale nie wszystkie! I nie znaczy to wcale, że są chore. Niektóre po prostu tak mają. I jeśli nastawimy się, że dziecko będzie tylko spało i jadło, a trafi nam się bardziej wymagający egzemplarz, to zaczynają się schody. A może on chory? A może głodny? A może ja coś zjadłam? Boże, co ze mnie za matka, że nie potrafię uspokoić dziecka. Normalna. Najlepsza jaką Twoje dziecko może mieć.

 

Niemowlęta zasypiają w wózku i w samochodzie. O tak. Dużo dzieci to lubi. Ale nie wszystkie. Chyba każdy słyszał historię o wożeniu dziecka wokół bloku samochodem, żeby usnęło. Ja w każdym razie tak. Ale mam też znajomych, którzy wszędzie jeździli komunikacją miejską, bo dziecko po włożeniu do fotelika samochodowego krzyczało jak oparzone. Podobnie z wózkami. Wtedy na ratunek przychodzi chusta. A co jak dziecko też niechustowe? Tragedia. Zła matka bo nie wychodzi z dzieckiem na wielogodzinne spacery. A jak ma wyjść? Na rękach nosić? Czy włożyć zatyczki w uszy a niech całe osiedle słucha? Czasem się po prostu nie da. I trzeba mieć świadomość, że takie dzieci się zdarzają.

 

Będziesz karmić to szybko schudniesz. Jak ja na to liczyłam! W końcu samo karmienie to jakieś 550 kcal! Szkoda tylko, że nikt mi nie powiedział, że karmiąc ma się też wilczy apetyt, więc zjada się dodatkowe 1500… Oczywiście, są mamy, które karmiąc chudną w oczach. Ba! Są nawet takie, które wręcz nikną w oczach. Zwłaszcza, jeśli są na dietach eliminacyjnych lub najzwyczajniej w świecie opieka nad dzieckiem pochłania im tyle czasu i energii, że nie mają nawet kiedy zjeść. Jednak dla dużej części mam powrót do formy sprzed porodu to ogromne wyzwanie, które trwa nie kilka tygodni a wiele miesięcy. Trzeba o tym pamiętać, bo inaczej można się rozczarować. No i też po to, żeby nie pochłaniać wszystkiego co się napatoczy z usprawiedliwieniem, że „dziecko ze mnie ściągnie”.

 

Macierzyński to przecież urlop a wszystko jest sprawą dobrej organizacji. Jasne. Trzeba mieć plan i jak się będzie tego planu pilnować, to człowiek ze wszystkim się wyrobi i zdąży. Taaa. Warunek jest taki, że trzeba mieć dziecko, które chodzi jak w zegarku i niespożyte pokłady energii, żeby ogarniać rzeczywistość wtedy, kiedy maluch zasypia a nie zasypiać razem z nim. Niestety, pomimo tego, że dzieci uwielbiają regularność i rytuały, nie zawsze się im poddają. A co za tym idzie, plany mamy choć najlepsze, okazują się nieprzydatne. Także jeśli masz bałagan w domu, stertę prania do złożenia, mąż po raz kolejny musiał jeść obiad na mieście a Ty nie zdążyłaś zaliczyć treningu z Anią czy Ewą – to nie znaczy, że jesteś ch*** panią domu. I nie zrozumcie mnie źle. Nie zachęcam do tego, żeby te wszystkie rzeczy odpuścić. Ale do tego, żeby pozwolić sobie samej na to, że coś może być niezrobione. Bez wyrzutów sumienia.

 

„Do swojego będziesz mieć cierpliwość”. Och, ile razy ja to słyszałam? I byłam święcie przekonana, że jako mama będę oazą spokoju. Zwłaszcza, że przecież na co dzień pracuję z dziećmi, które – umówmy się – nie zawsze zachowują się tak jak ja bym tego chciała.

Myślę, że ten wizerunek idealnie opanowanej mamy pojawia się coraz częściej w związku z popularyzacją rodzicielstwa bliskości. Idea jest super. Zgadzam się z nią i sama staram się nią kierować w wychowaniu syna. Ale czy to znaczy, że moja cierpliwość nie zna granic? Jasne, że nie. Przyznaję, zdarzyło mi się zdenerwować na moje dziecko. Czasem miałam ochotę wystawić go za okno. Zwłaszcza gdy kolejną godzinę płakał nie wiadomo czemu. Oczywiście, nigdy nie zrobiłabym mu krzywdy, ale  po prostu miałam go dość. I myślę, że wiele mam miało taki moment. To też jest normalne. Każdy ma chwilę słabości, gorszy nastrój, po prostu taki dzień, że łatwiej wyprowadzić go z równowagi. Ważne, żeby sobie na to pozwolić i znaleźć ujście dla negatywnych emocji albo w krytycznym momencie powierzyć opiekę nad maluchem komuś innemu (tacie, babci, cioci).

 

Jak masz więcej dzieci, to one bawią się ze sobą i masz czas dla siebie. Dlatego, im mniejsza różnica wieku tym lepiej. Która z mam nie myślała tak zachodząc w kolejną ciążę? Tymczasem każde kolejne dziecko to tak naprawdę kolejne obowiązki. Nie piszę tego z własnego doświadczenia, bo póki co mam jedno, a i z rodzeństwa byłam najmłodsza. Ale nie raz słyszałam jak koleżanki mówiły „a mieli się razem bawić”. Czasem dzieci bawią się razem. Przez chwilę. Czasem trochę dłużej. Jednak nie ma co liczyć na to, że jedno zajmie się drugim. Dlatego warto nastawić się na jeszcze mniej czasu i jeszcze więcej matczynych „porażek”.

 

Pewnie znalazłoby się jeszcze więcej takich rozczarowań, pewnie i mnie jeszcze niejedno spotka. Czy to znaczy, że chcę Was zniechęcić do macierzyństwa? Absolutnie nie! Te wszystkie problemy i złości nic nie znaczą wobec posiadania dziecka i szybko odchodzą w niepamięć na widok bezzębnego uśmiechu albo najmilszego sercu „Mamusiu, kocham Cię”. Po prostu macierzyństwo to nie droga usłana różami. A nawet jeśli, to te róże mają kolce. Warto to wiedzieć, bo zawsze lepiej pozytywnie się zaskoczyć niż niemiło rozczarować.

270 komentarzy

  1. Ja będąc w ciąży od razu postanowiłam, że będę rodzić ze znieczuleniem i szczerze nie wiem na co ja liczyłam, ale cały czas myślałam, że jak ze znieczuleniem to bedzie „lajt” przecież nie będzie bolało…. bolało! Takiego bólu sobie nawet nie wyobrażałam, ani tego, że będzie to tyle trwało.. Po porodzie powiedziałam mężowi, że drugie to tylko przez cesarkę. oczywiście już mi przeszło, ale szczerze nie spieszy mi się do kolejnego porodu 😉 A co do kp to szczęśliwie karmię już 9 miesięcy, ale pamietam jak przy przystawianiu małego ściskałem męża za rękę i prawie płakałam z bólu. Teraz to jest przyjemność i mega wygoda gdziekolwiek jesteśmy

  2. Hej Nicole, piszę do Ciebie w sprawie problemu który ciągnie się za mną prawie 2 lata. Cały czas mam nawracające infekcje intymne, praktycznie co miesiąc lub zaraz po skończeniu opakowania antybiotyków dopochwowych problem zaczyna się na nowo. Antybiotyki doustne ani dopochwowe nie pomagają a lekarze ciągle zapisują to samo. Problem z infekcją zaczął się zaraz po ekstrakcji zęba ósemki, chirurg szczękowy zalecił penicylinę, więc wzięłam. Następnego dnia po zabiegu miałam już objawy infekcji grzybiczej, na które zapisano mi lekarstwo dopochwowe. Niedługo po zabiegu dowiedziałam się że jestem w ciąży, całą ciążę miałam infekcje intymne bez przerwy, lekarstwa działały tylko na chwilę. urodziłam z niedoleczoną infekcją ponieważ przed porodem nie zdążyłam zużyć całego opakowania leków. Wyniki badania na gbs pokazały że jakieś bakterie mam więc przy porodzie dostałam dożylnie antybiotyk. Wszystko było ok do końca połogu, potem infekcje regularnie co miesiąc lub częściej. Miesiąc temu trafiłam do szpitala na sor z mocnym bólem podbrzusza, nospa w ogóle nie pomagała, crp wynosiło 120 i okazało się że to ostra infekcja grzybicza. Nie wspomnę o tym jak było mi wstyd… Po przyjęciu antybiotyku doustnego i dopochwowego sytuacja minęła ale po miesiączce oczywiście wszystko powróciło. Co z tym zrobić? nic nie działa. Partner mnie raczej nie zaraża. Moje życie intymne nie istnieje, ciągle chodzę zdenerwowana i zaniepokojona oraz zrezygnowana. Czytałam wpis o połogu gdzie było napisane że po porodzie szyjka macicy jest otwarta, myślę że ta infekcja mogła się dostać do macicy, byćmoże dlatego co chwile nawraca. Nie mam pojęcia co robić, jestem zrozpaczona, żaden lekarz nie potrafi mi pomów, proszę o radę 🙁

    • Nie jestem lekarzem ale z mojego doświadczenia – tu nie pomoże leczenie miejscowe. Przy tak częstych nawrotach może to być grzybica ogólnoustrojowa, którą trzeba leczyć kompleksowo, łącznie ze zmianą diety. Polecam lekturę książki W.Lasta – jak wyleczyć się z drożdżaków.
      Nie wiem czy po antybiotyku przyjmuje Pani probiotyk, to jest bardzo ważne i zapobiega nawrotom.
      A męża warto zbadać (posiew nasienia), to nic trudnego a będzie Pani miała pewność.

  3. Wiecie co… jakie to prawdziwe. Na instagramie roi się dosłownie od „instamadek” które nachalnie demonstrują jakie to są wspaniałe zorganizowane, karmią w pełnym makijażu , robią idealnie ustawiane zdjęcia swoich dzieci i nagrywają instastory dosłownie co chwile. Najgorsze zaś są te, które uważają, ze jak nie karmisz to nie jesteś prawdziwa kobieta i jesteś zła matka. Szkoda tylko, ze pokazują ułamek tego jak to wyglada. Nie pochwala się obrzmialymi cyckami, z których cieknie krew i ropa, ale będą opowiadać jak to wspaniałe karmić i jakie to przyjemne. Nie dajmy się zwariować i wmówić sobie,ze karmienie to mus! Teraz robi się z tego wielkie halo, dawniej kobiety karmiły, rodziły nikt nie robił z tego afery. Teraz niektóre kobiety zachowują się jakby to one jedyne na świecie miały dzieci. Idealizują, próbują pouczać i dawać swoje „bezcenne „ rady , tworzą jakieś dziwne mądrości. Normalna kobieta czytając coś takiego naprawdę może poczuć się zdołowana, bo jej może nie udało się karmić. Trzeba z tym walczyć, bo żadna z tych „idealnych” instamatek na jakie się kreują, takie idealne nie są. Poprostu nie mówią o pewnych rzeczach, które są prawdziwe

  4. Mówiąc szczerze, raczej czuję, że jest trochę odwrotnie. “Mity” które odczarowujesz, wcale nie są dla mnie mitami. W zasadzie to już któryś artykuł/post o podobnej tematyce, który próbuje uświadomić kobietom czym tak na prawdę jest macierzyństwo i ciąża, a niczego ciekawego nie odkrywa. Wcale nie zauważyłam*, by w sieci kreowany był wizerunek idealnej matki z uśmiechem na ustach z dzieciątkiem, którego kupka pachnie fiołkami, mam wręcz wrażenie, że wszyscy na siłę chcą pokazać jak bardzo hmmm “brudny” i niefajny to czas dla kobiety. Pewnie tak jest, ale jestem już troszkę znudzona takim postrzeganiem tematu, bo trochę tego macierzyństwa się odechciewa 🙂
    *chyba, że nie docieram w niektóre zakamarki sieci 😂

    • Tez mam takie wrazenie. Czy normalna, dojrzala emocjonalnie kobieta na serio spedza czas obserwujac jakies instagramy, matki-celebrytki i inne? Nie jest na tyle rozwinieta, zeby zdawac sobie sprawe z roznicy miedzy rzeczywistoscia a swiatem internetu, nawet w sytuacjach, ktorych jeszcze nie doswiadczyla? Z macierzynstwem jest dokladnie tak samo jak z innymi etapami w zyciu, nie zawsze wszystko da sie przewidziec i do wszystkiego przygotowac, nie zawsze zycie jest fair, nie kazda jest stworzona do bezbolesnych porodow, ale dbanie o kondycje fizyczna na dlugo przed porodem na pewno pomaga. Nic nie jest za darmo, we wszystko w zyciu trzeba wlozyc duzo wysilku, zeby byc zadowolonym z efektu. Czasem wysilkiem jest cwiczenie pozytywnego nastawienia, a do bardzo pomaga i przy porodzie i po porodzie i w trakcie ciazy i podczas karmienia. Oczywiscie, ze hormony szaleja i jest trudno, ale nie mozna byc pasywnym.

    • Też mam wrażenie, że zaczyna się przeginka w drugą stronę. Straszenie porodem, pologiem i w ogóle wszystkim. Pewnie, warto wiedzieć i zdawać sobie sprawę, że może być różnie. Bo każdy jest inny. Moja córka ma 4 mce. Przed porodem myślałam sobie, że jak urodzę naturalnie, to to będzie coś, nic mi juz nie będzie straszne. Tymczasem porod miałam bardzo lekki, krótki, mogłabym powiedzieć że bezbolesny, bez znieczulenia. I myślę sobie, no tak, pewnie dlatego, że córka była malutka, co ja tam wiem o porodzie, nie urodziłam 5kg noworodka tylko niespełna 3kg. Wszyscy piszą, że porod to największy ból w życiu. No ja nie powiedziałabym. Tak samo połog. Dla mnie gorsza jest miesiączka. Z resztą rzeczy się zgadzam. Moje dziecko też wrzeszczalo w foteliku i wózku, ale już jest ok 🙂 i martwilam się czy uda się karmić piersią. Całe szczęście udało się. No a z tym że się schludnie przy KP, to chyba rzeczywiście tylko na dietach eliminacyjnych. Mam jeszcze 10 kg na plusie, a wcale nie mam wilczego apetytu…

      • I jeszcze dodam, ze troche przesadzone wydaje mi sie pisanie o tym, ze zapomnienie o nazwie kremu, ktory sie stosowalo albo ‘obiad meza na miescie’ to sa klamstwa/problemy macierzynstwa. Ludzie. Dziecko na OIOMie to jest problem, ale brak obiadu?? Potrafmy utrzymac proporcje!

  5. “Noworodek tylko śpi i je”. Owszem z moim tak było. Problem był taki, że jak spał to tylko u mnie na rękach bo jak go odłożyć do łóżeczka to od razu pobudka ;p

  6. Ahh jakie to prawdziwe z dziećmi, które nie śpią na spacerze. Długo zazdrościłam koleżankom, które mogły spacerować 2 godziny i w tym czasie dziecko spało w wózku. Dla mnie spacer to było pół godziny ( w gondoli ), no maks godzina. Po tym czasie córka zaczynała wyć i trzeba było pędem wracać do domu. Obecnie ma prawie 1.5 roku i choćby nie wiem jak była zmęczona, dalej nie zaśnie w wózku. Przyzwyczaiłam się do tego, nauczyłam się, że na spacer wychodzimy po drzemce i wtedy spacerujemy nawet 3 godziny 🙂

  7. Dziękuję za prawdę. Szkoda, że nie trafiłam na tego typu tekst jeszcze przed porodem. Moja córka za chwilę skończy 6 tygodni i od dnia porodu co chwilę czuję wyrzuty sumienia. 1. Nie umiałam urodzić jej naturalnie, a byłam na to bardzo nastawiona (tydzień po terminie, poród wywoływany, ostatecznie zakończony cc). 2. Nie potrafiłam wykarmić jej piersią i musiałam dokarmiać ją mlekiem modyfikowanym (na szczęście mimo problemów, obecnie karmie wyłącznie piersią, ale swoje już wcześniej zdążyłam sobie pomyśleć). 3. Nie wiem o co jej chodzi! 4. Na spacerach w wózku darcie, podobnie w sklepach (na innych ludzi na wszelki wypadek nie patrzę). 5. Nie śpi wtedy kiedy ja już padam na twarz = konflikt interesów. 6. Denerwuję się na nią. Denerwuję się jeszcze bardziej, kiedy mąż podchodzi z uśmiechem i zagaduje małą, mówię wtedy z wyrzutem, że fajnie się pozajmować dzieckiem przez 5 minut (nie żeby mi nie pomagał, po prostu w dzień chodzi do pracy). Do tego dochodzi cały zestaw wyrzutów niezwiązanych bezpośrednio z dzieckiem. 1. Ciało bardzo nie fit. 2. Powinnam już jakoś wyglądać. 3. Głowa też nie git. Powinnam się rozwijać, ale baaardzo się nie chce (nie czytam, nie gram na pianinie, nie uczę się niemieckiego a przecież na macierzyńskim miałam mieć na wszystko czas).
    Myślę, że z czasem wyrzutów będzie więcej, ale wiem też, że z każdym dniem będą nowe „dramaty” i jak nauczę się obsługi jednego, pojawi się coś innego. Chciałabym zakończyć jakoś pozytywnie, więc napiszę tylko, że moja córka ma właśnie drzemkę i już tęsknię za nią i czekam aż się obudzi 🤪

  8. Witam,
    Jestem w drugim trymestrze z dwujajowymi blizniakami. Niestety nie mam nikogo wokol siebie z tym doswiedzceniem chociaz wiekszosc mam jakie znam trajkocza jak katarynka to samo owijajac w bawelne najwarzniejsze rzeczy. Mam jedno zrodlo informacji od ktorego slyszego slysze wszystko czarno na bialym chociaz to byla ciaza pojedyncza. Trafilam rowniez na super lekarza walacego wszystko prosto z mostu a ja uwielbiam takie osoby.

    Na zadawane mi pytanie jak ja sie czuje pytam czy chca znac prawde czy falsz ;P.
    Nie bede udawc ciezarnej ze stali bo niby nie wypada mowic o dolegliwosciach ( bol plecow , wiezadel, hemoroidy, bezsenne noce itp itd).
    Z drugiej strony staram sie wykrzesac z tego czasu to co najpiekniejsze. Slucham z moimi bejbisiami muzyki, spiewam, odpukuje na kopniaczki 😀
    Nie wiem co mnie czeka dalej, ale dzieki temu blogowi mam na to jakies swiatelko. Jestescie dla mnie super zrodlem informacji co pozwala mi sie nastawic nieco inaczej do calej sytuacji.

    Mam jedna prosbe mala, czy mozna by bylo napisac artykul o pierwszej pomocy dla niemowlaka?

  9. Mam 30 lat i dwójkę dzieci. Starszy na 4 lata, młodszy 8 miesięcy. Jestem na “urlopie” macierzyńskim. Ważę 7 kg mniej przed 2 ciążą. Karmie na żądanie, mam w domu wieczny bajzel, wczorajszy obiad, starszy ogląda TV, młodszego wkładam do kojca i dopiero wtedy mogę coś zrobić. Wieczorem padam na twarz. Jestem wykończona fizycznie i psychicznie. Ale i tak kocham tych moich urwisów nad życie:-)
    P.S. Moja teściowa, która wpada do nas średnio raz na miesiąc, zobaczyła zacieki na szklane na sok, którą jej dałam i stwierdziła, że ona, jak miała małe dzieci nie miała zmywarki, ale naczynia zawsze miała czyste hehe. No cóż chyba zacznę ręcznie zmywać:-D

  10. Dziękuję,dziękuję,dziękuję! Wspaniały wpis. Wydaje mi się,że mam dość rozsądne podejście do porodu i tego z czym to się wiąże (termin za tydz.😛),ale wiadomo że miałam obawy.Teraz mam trochę mniej i na pewno jeszcze nie raz sobie tutaj zajrzę w chwili zwątpienia 😂😘

  11. Że też nikt nie napisał takiego tekstu przed moją ciążą. Do wszystkich tych wniosków musiałam dojść sama, a ile po drodze przepłakałam nocy… Dziękuję za umocnienie mnie w przekonaniu, że jednak jestem normalna. I dziękuję w imieniu kobiet, które może nie będą się aż tak obwiniać.
    Moim zdaniem największym mitem jest “stan błogosławiony” – to określenie wymyślił na pewno mężczyzna.
    Ale dla mnie najcięższe były pierwsze tygodnie, mimo że miałam złote dziecko, z tych co głównie śpią i jedzą, to jednak czasem płakało. Do tego same złote rady i uwagi mamy, teściowej, siostry, babci jednej, drugiej i trzeciej… Płakałam codziennie przez trzy miesiące, tak naprawdę sama sobie wymyślając problemy. A w zasadzie niepotrzebnie słuchając życzliwych uwag. Gdybym miała bardziej wymagające dziecko to depresja pewna. Jedni twierdzili że nie mogę nic jeść ( tylko ryż, kurczaka, marchewkę i jabłko), inni że mam nie wymyślać i jeść wszystko (a dziecko ze skazą białkową). Jak często kąpać, czy wychodzić na spacery, czym smarować, jak karmić, czym karmić, a mleko pewnie mam złe bo mały co 15 minut chce pić… Wszyscy mi mówili jak mam wychowywać dziecko, a ja zagubiona nie wiem kto ma rację. A syn naprawdę złoty. Żadnych problemów z laktacją (mimo że po cc), a że często chciał – no bo mu się pić chciało (czasem co 15-20 minut, zrobił 3-4 łyki i zasypiał), do dzisiaj BARDZO dużo pije (roczne dziecko wypija 1,5 litra wody). Kolki miał przez równo DWA dni. Od urodzenia przesypiał całe noce, dokarmiałam go na spaniu. No ideał!
    Żałuję teraz czasu zmarnowanego na niepotrzebne zamartwianie, zamiast się poprostu nacieszyć dzieckiem.

  12. Jestem w 4 miesiącu ciąży. Nie miałam żadnych większych wyobrażeń na temat tego co po porodzie. Ani negatywnego nastawienia ani pozytywnego. I po przeczytaniu tego artykułu zaczęłam się bać. Po prostu po ludzku się bać, że macierzyństwo nie jest dla mnie i że będę zła matką i żoną kiedy syn pojawi się już na świecie. Po ciężkim początku ciąży odzyskalam siły do życia.JEDNAK teraz mi wstyd że nie pomyślałam co będzie potem.

    • Nie bój się. Po prostu wiesz, że tak MOŻE być. I nie stresuj się jak tak będzie. Ale wcale nie musi tak być. Ja właśnie po takim artykule czuje się zła mamą, bo u nas wszystko się udało, szybki, bezbolesny porod, karmienie, połóg przyjemniejszy niż miesiączka. Oczywiście, były jakieś problemy, ryk w wózku, ryk niewiadomo z jakiego powodu w nocy, czasami bezsilnosc i zlosc. Ale podeszlam do problemow zadaniowo, starałam się “rozkminic” o co chodzi, zdać się też trochę na swoją intuicję i wyczucie i to działa póki co. Warto sobie zdawac sprawe, ze MOŻE byc kiepsko, ale pozytywne nastawienie dużo daje.

  13. Nie chcę w swojej wypowiedzi być zbyt kategorycznie, ale nie zgodzę się z twierdzeniem dotyczącym karmienia piersią, ponieważ właśnie cała sprawa rozchodzi się o to, czy kobieta chce karmić czy nie. Absolutnie nie neguję pozostałych kwestii- rzeczywiscie karmienie nie zawsze przychodzi naturalnie i wcale nie jest takie łatwe jak to często jest przedstawiane. Ale proszę mi wierzyć, że naprawdę wystarczyłaby większa edukacja kobiet i ich partnerów pod tym względem, która w sposób prawdziwy a nie cukierkowy pokazałaby zarówno trudy matki oraz niekwestionowane zalety kp dla dziecka. Sama o laktację musiałam walczyć i zmierzyć się z różnymi problemami, szwagierka także przez długi czas walczyła, nie mówiąc o kuzynce, ktora odciagała każdą kroplę mleka dla syna wcześniaka przez cały 2miesięczny pobyt w szpitalu, a później walczyła, żeby wyrobić u niego odruch ssania i dalej karmić piersią. Co nas łączyło? Z jednej strony chęci i determinacja w dążeniu do celu, wsparcie najbliższych i świadomość, że mleko matki jest najlepsze dla dziecka. Z drugiej strony bolące piersi, popękane brodawki, nawały pokarmu, okłady z liści kapusty i przeogromne zmęczenie. Ja dodatkowo przeszłam zapalenie piersi, które uważam za gorsze od porodu. Ale te wszystkie niedogodności po jakimś czasie mijają, a kobieta zostaję z poczuciem wygranej i dumy, że zawalczyła i że było warto. Ale to właśnie o te chęci chodzi. Bo gdyby nam się nie chciało, to byśmy wszystkie odpuściły. A chciało nam się ponieważ wzajemnie się wspierałyśmy, miałyśmy wiedzę o kp i gdzie się udać po pomoc w razie problemów. Moim aniołem stróżem był dodatkowo mąż, który nie dość, że pomagał mi we wszystkim, to jeszcze za każdym razem utwierdzał w przekonaniu, że robię to, co najlepsze dla naszego dziecka, mówiąc, że jest ze mnie dumny. Dlatego życzę wszystkim mamom silnych chęci, wsparcia otoczenia, świadomości i wytrwałości, bo kp jest tego warte.

  14. Dziękuję za ten artykuł dziewczyny!!!!
    Jak to dobrze że ktoś rozumie jak to jest.
    Mam 9 miesięczną córkę a do tego jestem samotną mamą. Trudy dnia codziennego przerastają mnie dość często. Nie miałam żadnych problemów i dolegliwości podczas ciąży jak i z karmieniem piersią ale zdrowie psychiczne i cała reszta po porodzie to już inna historia.
    24h dzień w dzień sam na sam z córką doprowadza mnie nie rzadko do czarnej rozpaczy.
    Wstyd się przyznać ile to razu przeszło mi przez myśl że chyba ją oddam bo się nie nadaję na matkę i zmarnuję jej życie. Jestem typem człowieka choleryka więc moja cierpliwość nie jest zbyt obszerna. Kocham ją nad życie ale czasem chciałabym by była już dorosła.
    Gdy mówię rodzinie o tym jak się czuję uważają mnie za złego człowieka i że sama jestem sobie winna. Od jakiegoś czasu nie żalę się na to jak jest mi ciężko bo nie zaznaję żadnego wsparcia a wysłuchuję dorabianych ideologi ze pewnie krzywdzę bezbronne dziecko. Nigdy nie uderzyłam córki choć zdarza mi się na nią krzyknąć lub zostawić ją w łóżeczku a sama zamknąć się łazience by wyć z tej bezsilności.

    • Magdalena Surowiec

      Też jestem samotną matką, ale na szczęście mam pomoc rodziny. Nie korzystam jednak z pomocy rodziców tak często, tak właściwie tylko wtedy kiedy muszę, bo wiem, że kiedy zacznę pracować, będą obciążeni bardziej niż teraz (córka ma 5 miesięcy). Też czasami mam dość, jak chyba każda matka i rzeczywiście jest tak, że nie ma z kim o tym pogadać, bo słyszę: “A ja wychowałam czworo dzieci, przez lata siedziałam w domu i nie narzekałam”.

  15. Mity narosle w temacie macierzynstwa to jedno wielkie oszustwo! Dalam sie zmanipulowac reklamom, na ktorych mama jest idealna w kazym aspekcie, zawsze nienaganna fryzura, piekna figura juz godzine po porodzie, mieszkania w ktorym mozna jesc z podlogi, a w przerwach, realizuje hobby, czyta, wspina sie, nurkuje a to wszystko z dzieckiem na reku. Moje dziecko bylo i jest inne. Przez 6 miesiecy nie skorzystalam z wozka, jazda samochodem tylko do lekarza, lozeczko sluzylo za pojemnik na wyprane ale nieposegregowane ubrania. Karminie okupione nadludzkim wysilkiem moim i meza przez dwa miesiace a i tak nie obeszlo sie bez karmienia przez 7 miesiecy przez dreny. 6 miesiecy maciezynstwa to bylo jedno slowo. Wrzask mojego dziecka. Nieodkladalny, tylko na rekach albo w chuscie. Wylalam morze lez, bo czemu inne piekne mamy siedza na lawce w parku i czytaja ksiazke, gdy ich dzieci spia w wozku z blogim usmiechem a ja nie gole nog od kilku miesiecy, bo kapiel trwa 30 sekund w akompaniamencie nadludzkiego wycia mojego dziecka. Wyrzuty sumienia, depresja, placz, frustracja..i ta milosc do dziecka. Milosc ktora powinna pojawic sie jeszcze przed narodzinami…nie pojawila sie. Powinna pojawic sie kiedy bierzesz swoje dziecko w ramiona pierwszy raz….nie pojawila sie. Powinna sie pojawic w pierwszych tygodniach…nie pojawila. Nie pojawila sie w pierwszych miesiacach…pojawila sie dopiero po roku. Idealne macierzystwo nie istnieje. Czlowiek jest zwierzeciem stadnym i podobno aby odpowiednio zajac sie nowonarodzonym maluchem, potrzebne sa, uwaga…4, slownie cztery osoby na raz. Nie jedna, bo to jest tortura. 4 osoby ktore stale sie wymieniaja obowiazkami nad maluchem i obowiazkami w domu. Dlatego wrzucmy na luz. Nie porownujmy sie do innych, miejmy brudna podloge, odrosty, zamowmy gotowe zarcie a oceny bliskich albo uwagi ze kiedys nasze mamy praly pieluchy bo nie bylo jednorazowek i mialy znacznie ciezej wysluchajmy pokazujac na drzwi wejsciowe. Zmarnowalam mase czasu na wyrzuty, zlosc, bo inni maja lepiej, latwiej, maja kogos do pomocy, ich dzieci wiecej spia, mniej placza, mamy maja czas dla siebie, na fryzjera, kosmetyczke, bo przeciez takim obrazkiem karmia nas relkamy. A to wszystko to sciema. Szkoda ze dowiedzialam sie o tym dopiero po porodzie.

  16. Świetny tekst, mogłabym napisać to samo. Ja muszę powiedzieć, że nie miałam złudzeń, bo wystarczyło mi obserwować moje koleżanki czy moją siostrę. Poród to była dla mnie masakra, II faza trwała “tylko” 2 godziny, poród był wywoływany, może dlatego szybciej poszło, ale to mi wystarczyło. Myślałam, że umrę. Dwa pierwsze tygodnie po porodzie były straszne. Ledwo mogłam się ruszać, a każdy ruch bolał. Moja córeczka ma teraz 5 miesięcy, w ciągu dnia prawie wcale nie śpi, więc nie jestem w stanie zrobić praktycznie nic dla siebie. Zresztą kiedy już śpi w dzień (rzadko), to piorę, prasuję albo sprzątam. Tak to jest. Czas dla siebie to coś, czego mi niesamowicie brakuje, ale taka jest cena, chociaż nie wiem, czy to właściwe słowo. Mimo trudności pięknie jest mieć dziecko i nie każdemu jest to dane.

  17. Super artykuł!! Ja dwa miesiące temu urodziłam swoje drugie dziecko i podpisuje się pod wszystkim co jest tu napisane 🙂 Tyle czasu myślałam że jestem złą matką a staram się jak mogę, choć moje dzieci to bardziej wymagajace egzemplarze 🙂 odrazu mi lepiej jak widze ze to wszystko jest normalne i nawet mamy lekarze mają takie same problemy macierzyńskie jak zwykłe kobiety 🙂 Pozdrawiam

  18. Ile razy ja się pytałam innym mamom czy też miały dość swoich dzieci .. Nie zlicze.. Mam 11 miesięczne szczęście w domu .. tyle że to szczęście to wrodzony szatan. I jak każdy mówi mi że ona słodka i cudowna jest, to bardzo mnie to cieszy .. serio .. Ale tego ze nie przespałam od 11 miesięcy ani jednej nocy, że płacze z przemęczenia co dwa dni i że mamy z mężem kryzys bo ujście negatywnych emocji to właśnie on , tego nikt nie widzi .. I kiedy słyszę pytania KIEDY NASTĘPNE BO MALA NIE NAUCZY SIE DZIELIĆ I NIE MA Z KIM SIE BAWIĆ, to mam ochotę dac tej osobie najpierw w twarz, a później moje dziecko na dwa dni. Dobrze że chociaż domownicy widzą jakie to moje dziecko jest, jak bardzo wymagające, jak bardzo ruchliwe. I dobrze że czasami przychodzi do mnie mama widząc że brakuje mi już siły i bierze to moje szczęście do siebie bo jestem już tak wkurwiona ze mała płacze nie przez to że coś jej jest, tylko przez to że czuje te emocje. I co ja wtedy robię? Nie siedzę na telefonie, nie sprzątam, nie goruje i nie piorę – ja pi prostu śpię . I radzę wszystkim mamą , aby dały sobie czasami pomóc, aby móc przespać choć godzinę bez czuwania nad dzieckiem

  19. Prawdziwy artykuł. Ja jestem bardzo uparta osoba, i gdyby nie wiedza zdobyta podczas ciąży i mój upór, dawno karmilabym sztucznym mlekiem i zdecydowalabym się na cesarke. Jednak pomimo porodu bez znieczulenia, z perspektywy czasu nie zdecydowalabym się na nic innego. Ból okropny, myślałam że umrę 🙂 jednak miałam fachowa położna (trafiłam na dyżurze, nie była oplacona) współpracowała z nią na każdym kroku, i chyba dzięki temu miałam ochronę krocza. (pierwszy poród, dziecko 3,5kg) po porodzie od razu wstalam i zajmowałam się dzieckiem. Mleka nie miałam, pomimo ciągłego przystawiania (dziecko było 24h przy mnie) dopiero po wyjściu ze szpitala w 3 dobie pojawił się pokarm, ale położne nie proponował mleka modyfikowanego a ja nie zabiegalam o nie. Codziennie zagladala do pacjentek położna laktacyjna, przynosiła saszetki na laktacje, ale tu to raczej była kwestia czasu i stresu niż braku pomocy. Po wyjściu do domu myślałam że się poddam, okropny ból piersi, mąż pojechał po sztuczna mieszanke… i zanim wrócił dziecko już ładnie ssalo pierś. Mleka modyfikowanego nigdy nie podalam, a karmilam 21 miesiecy… ale spędziłam wiele tygodni z laktatorem, bojąc się czy mam mleko, i z powodu poranionych piersi. W dodatku z jednej piersi dziecko nie umialo i nie chciało ssać (stąd podawanie odciagnietego). Myślę że dzięki naturalnemu karmieniu uniknelam kolek dziecko jadło i spalo. I ogólnie warto było przelezec z dzieckiem ten pierwszy miesiąc olewajac wszystkie inne sprawy i swoje potrzeby na rzecz walki o mleko 🙂

  20. hej. Bardzo proszę Nicole o odpowiedź. Pisze już kolejny raz ale nigdy nie otrzymuje odpowiedzi. Proszę o odpowiedź kiedy można zajść w ciążę po operacji zatok i braniu antybiotyków i sterydow. Usłyszałam ze po pół roku czy to prawda?

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*