Kłamstwa macierzyństwa

Kłamstwa macierzyństwa

Od kilku dni mnie i moją koleżankę Alicję, znaną wam świetnie jako naszą mamoginekologową pediatrę, autorkę wszystkich dziecięcych wpisów tu na blogu, wzięło na refleksję. Dość oczywistą refleksję, a może nie… ?! Że macierzyństwo jest takie ciężkie… Potocznie się mówi, że jak dziecko się urodzi to będziemy się o nie martwić aż do 18 roku życia a nawet dłużej… ale prawda jest taka, że czym wcześniej w tym macierzyństwie tym tych mitów i kłamstw, którymi jesteśmy karmione – na temat jak to wszystko będzie magicznie i wspaniale jest więcej.

Pamiętam gdy rodziłam Rogerka w 2015 roku, nie bałam się porodu, nie wpadłam nawet na pomysł, że mogę mieć problem z karmieniem piersią, a miłość i cierpliwość do dziecka wydawała mi się czymś oczywistym i najbardziej naturalnym.

Teraz gdy mój kolejny poród zbliża się wielkimi krokami, mam coraz więcej obaw, z dnia na dzień przypominam sobie te najcięższe chwile – chwile, na które zupełnie nie byłam przygotowana. Ponieważ Alicja, nie dość, że jest mi ostatnio bardzo bliska to na dodatek jest najmłodszą mamą jaką mam w moim otoczeniu, chcąc nie chcąc dzwonię do niej kilka razy dziennie w niemalże panice…

Czasami mam poważne pytania – prawdziwe “rozkminki” życiowe…

“Ala, czy Ty wiesz jak wiele kobiet ma podobny problem z karmieniem jaki ja miałam, wmawianie kobietom, że każda kobieta będzie karmić dziecko naturalnie jeżeli tylko chce jest podobne do tego jakbyśmy mówili, że każda kobieta urodzi naturalnie jeżeli tylko tego chce… to bzdura. Czasami, a może nawet często nasze chęci, zupełnie nie są wystarczające.”

Innymi razy dzwonię do Alicji z pytaniem dosłownie… “z D…” i pytam jaki zamówić krem do smarowania pupy niemowlęcia, bo najprościej w świecie zapomniałam jakiego używałam.

 

I tak rozmawiamy sobie kilka razy dziennie, aż w końcu wczoraj Alicja stwierdziła, że te nasze “rozterki” muszą ujrzeć światło dzienne – a nuż widelec jakiejś młodej mamie pomogą.

O 22:30 dostałam SMSa od Ali – artykuł gotowy – “nawet jak go nie opublikujesz, to czuje się od razu lepiej jak to napisałam”

 

“Ala, genialny – nawet nie mam co tam dodawać od siebie”.

 

Zatem oto on masz maminy manifest o kłamstwach na temat macierzyństwa – autorstwa lek. Alicji Jaczewskiej.

 

Dzisiejszy artykuł będzie mało, a przynajmniej mniej medyczny, bardziej maminy albo po prostu kobiecy. Będzie o mitach macierzyństwa, o rozczarowaniach, trudnościach i kłamstwach. O tym wszystkim, o czym na ogół się nie mówi, bo „nie wypada” albo „bo wstyd się przyznać”.

A szkoda – bo może gdyby kobiety dzieliły się ze sobą też rodzicielskimi czy matczynymi porażkami i traumami, mniej świeżo upieczonych mam spotkałoby rozczarowanie, żal czy poczucie winy.

Zewsząd otacza nas idealny wizerunek Matki Polki, albo jeszcze gorzej – instamatki. Matki,  która pracuje do rozwiązania, w połogu czuje się świetnie, ma idealnie sprzątnięte mieszkanie, ugotowany obiad, sama jest fit, uczesana i umalowana a to wszystko robi karmiąc piersią na żądanie i spędzając z dzieckiem każdą wolną chwilę. Czy takie mamy w ogóle istnieją? Być może. My do takich nie należymy. Choć być może nasze instagramy mówią co innego. Ale pamiętajcie, że każdy pokazuje tylko to, co chce, żeby inni widzieli i zazwyczaj jest to tylko ułamek prawdy. Ale do rzeczy. Chcemy powiedzieć szczerze o kilku kwestiach związanych z byciem mamą.

 

Po pierwsze ciąża. Stan błogosławiony! Jasne. Może dla niektórych. Oczywiście, są kobiety, które w ciąży czują się jak ryba w wodzie, nie mają dolegliwości, nie stresują się swoim stanem.

I ja im bardzo zazdroszczę. Niestety, duża część ciążę… musi przetrwać. I jest to najodpowiedniejsze słowo. Nudności, które poranne są tylko z nazwy i nie zawsze kończą się po pierwszym trymestrze, najrozmaitsze dolegliwości bólowe, ograniczenie wydolności, zmiany nastroju… mogłabym tak wymieniać i wymieniać. Kiedyś mój mąż powiedział, że ja to jeszcze tą ciąże jakoś zniosę, pytanie czy on zniesie moją ciążę. Bo może to i wzruszające gdy ciężarna płacze na reklamach, ale już trochę mniej gdy płacze nad sobą. Albo krzyczy na wszystkich dookoła. Krzyczy i narzeka. I nikt mi nie powie, że narzekają te, co im się w głowach poprzewracało. Bo najbardziej twarde laski, którym przed ciążą nic nie było straszne czasem w ciąży wymiękają. Po prostu. Nie mają siły. Nie mają ochoty. Jest im źle. I boli. I nie ma co ich za to obwiniać. A tym bardziej nikt nie ma prawa powiedzieć kobiecie, że nie powinna się tak nad sobą użalać bo inne lepiej znoszą ciążę. Bo dla tej kobiety inne się nie liczą. Po prostu ona tak ma. I jedyne czego potrzebuje to zrozumienia, wsparcia albo świętego spokoju jeśli tego sobie życzy. A przede wszystkim przyznania się przed samą sobą, że tak ma, tak musi być, nie jest od nikogo gorsza, to kiedyś minie. Będzie wspaniałą mamą, nawet jeśli nie była wspaniałą ciężarną.

 

Po drugie poród. Mam wrażenie, że z nieznanych mi powodów to jest największe macierzyńskie tabu. Poród w rozmowach funkcjonuje często jako cud narodzin i tak jest przedstawiany. Nawet matki córkom nie mówią całej prawdy. Ja rozumiem, że oksytocyna wpływa na pamięć, ale niektórych rzeczy nie da się zapomnieć. Np. tego, że poród boli. Serio boli. Jakby nie bolał, nie wymyślono by znieczulenia do porodu. Tymczasem mam wrażenie, że wiele kobiet nie jest świadomych co je czeka.

Pamiętam dyskusję pod artykułem o cesarskim cięciu. Oczywistym jest, że poród naturalny jest z medycznego punktu widzenia lepszym rozwiązaniem od CC. Ale pojawiło się tam bardzo wiele głosów pt. „ja rodziłam naturalnie i nigdy więcej”. Może się mylę, ale wydaje mi się, że w dużej mierze takie traumy po porodzie wynikają z tego, że kobietom się wmawia, że to jest coś super-hiper-ekstra fajnego. I jest. Jak już dziecko wyjdzie. Ale wcześniej wcale nie jest tak super.

Ja, jako lekarz, wiedziałam czego się spodziewać. I pomimo tego, że był to największy ból jakiego doświadczyłam w życiu, nie boję się kolejnego porodu, bo na to się nastawiałam. I uważam, że my kobiety powinnyśmy być ze sobą szczere. Nie po to, żeby się straszyć. W końcu przeżyłyśmy te porody naturalne i niektóre z nas decydują się na więcej. Ale po to, żebyśmy nie czuły przerażenia i rozczarowania, że nie tak to miało wyglądać…

 

Po porodzie wszystkie dolegliwości przechodzą. Owszem. Ale pojawiają się nowe. Połóg nie jest fajny. Bywa nawet straszny. A dużo kobiet nie zdaje sobie z tego sprawy. Ale o tym już było w artykule o połogu, który znajdziesz tutaj. 

Co Ty wiesz o połogu?

 

Karmienie piersią. Rzecz najbardziej naturalna na świecie, prawda? To dlaczego tak wiele dzieci jest karmionych mieszanką modyfikowaną? Bo mają wyrodne, leniwe i dbające tylko o wygląd piersi mamy? NIE! Bo wielu kobietom się nie udaje pomimo najszczerszych chęci.

Kiedy byłam jeszcze w ciąży, często pytano mnie czy będę karmić piersią. Odpowiadałam, że chciałabym. I wtedy na twarzy osoby pytającej malowało się zdziwienie. No bo jak to – albo chcesz i karmisz albo nie chcesz i nie karmisz. Niestety, karmienie piersią, choć cudowne, zdrowe i naturalne – nie jest takie proste. Wiele kobiet musi się tego nauczyć. A niektóre dzieci muszą nauczyć się ssać.

Ja miałam to szczęście, że mi się udało. Ale nie było łatwo. Ileż nocy przepłakałam nie potrafiąc przystawić syna na leżąco a nie mając siły wstać, o bólu krocza przy siedzeniu nie wspominając. Chociaż z perspektywy czasu myślę, że mój problem, to nie był problem. Przynajmniej nigdy nie brakowało mi mleka. Ale szczerze współczuję kobietom, które mają prawdziwe problemy z karmieniem.

Nie raz walczyłyśmy z mamami pacjentów o ich laktację, gdy dzieci zbyt mało przybierały. I chyba nie spotkałam takiej, której zabrakłoby chęci czy determinacji. W końcu każda mama chce dla swojego maleństwa jak najlepiej. Czasem pomagały moje porady, czasem napoje wspomagające laktację, często nieoceniona była pomoc doradcy laktacyjnego, ale czasem zawodziły wszystkie sposoby. I tu pojawiało się poczucie winy, bycia gorszą matką, nasilała się depresja. Bo tym mamom powiedziano, że mają to we krwi, że samo przyjdzie, że to proste. A to wcale nie zawsze jest proste. Jednym przychodzi łatwiej innym trudniej. Te dwie grupy nigdy nie znajdą zrozumienia, bo mają różne doświadczenia.

Dlatego uważam, że przyszłe mamy należy uprzedzić, że czasem z karmieniem mogą być problemy. A jeśli je to spotka – to nie dlatego, że one są gorszymi mamami, albo nie nadają się na matki. Po prostu jest to trudność, z którą przyjdzie im się zmierzyć. I każdej życzę wygranej walki. A jeśli przegra? No cóż, Polacy odpadli na mundialu, ale czy to znaczy, że Lewandowski jest złym piłkarzem?

 

Noworodek tylko śpi i je. A mama w tym czasie może góry przenosić. Są takie noworodki. To prawda. Mój taki był. Przez kilka pierwszych dni. A potem zaczęły się kolki.

Prawda jest taka, że w pierwszych tygodniach życia dzieci dużo śpią. Nawet kilkanaście godzin na dobę. Ale nie wszystkie! I nie znaczy to wcale, że są chore. Niektóre po prostu tak mają. I jeśli nastawimy się, że dziecko będzie tylko spało i jadło, a trafi nam się bardziej wymagający egzemplarz, to zaczynają się schody. A może on chory? A może głodny? A może ja coś zjadłam? Boże, co ze mnie za matka, że nie potrafię uspokoić dziecka. Normalna. Najlepsza jaką Twoje dziecko może mieć.

 

Niemowlęta zasypiają w wózku i w samochodzie. O tak. Dużo dzieci to lubi. Ale nie wszystkie. Chyba każdy słyszał historię o wożeniu dziecka wokół bloku samochodem, żeby usnęło. Ja w każdym razie tak. Ale mam też znajomych, którzy wszędzie jeździli komunikacją miejską, bo dziecko po włożeniu do fotelika samochodowego krzyczało jak oparzone. Podobnie z wózkami. Wtedy na ratunek przychodzi chusta. A co jak dziecko też niechustowe? Tragedia. Zła matka bo nie wychodzi z dzieckiem na wielogodzinne spacery. A jak ma wyjść? Na rękach nosić? Czy włożyć zatyczki w uszy a niech całe osiedle słucha? Czasem się po prostu nie da. I trzeba mieć świadomość, że takie dzieci się zdarzają.

 

Będziesz karmić to szybko schudniesz. Jak ja na to liczyłam! W końcu samo karmienie to jakieś 550 kcal! Szkoda tylko, że nikt mi nie powiedział, że karmiąc ma się też wilczy apetyt, więc zjada się dodatkowe 1500… Oczywiście, są mamy, które karmiąc chudną w oczach. Ba! Są nawet takie, które wręcz nikną w oczach. Zwłaszcza, jeśli są na dietach eliminacyjnych lub najzwyczajniej w świecie opieka nad dzieckiem pochłania im tyle czasu i energii, że nie mają nawet kiedy zjeść. Jednak dla dużej części mam powrót do formy sprzed porodu to ogromne wyzwanie, które trwa nie kilka tygodni a wiele miesięcy. Trzeba o tym pamiętać, bo inaczej można się rozczarować. No i też po to, żeby nie pochłaniać wszystkiego co się napatoczy z usprawiedliwieniem, że „dziecko ze mnie ściągnie”.

 

Macierzyński to przecież urlop a wszystko jest sprawą dobrej organizacji. Jasne. Trzeba mieć plan i jak się będzie tego planu pilnować, to człowiek ze wszystkim się wyrobi i zdąży. Taaa. Warunek jest taki, że trzeba mieć dziecko, które chodzi jak w zegarku i niespożyte pokłady energii, żeby ogarniać rzeczywistość wtedy, kiedy maluch zasypia a nie zasypiać razem z nim. Niestety, pomimo tego, że dzieci uwielbiają regularność i rytuały, nie zawsze się im poddają. A co za tym idzie, plany mamy choć najlepsze, okazują się nieprzydatne. Także jeśli masz bałagan w domu, stertę prania do złożenia, mąż po raz kolejny musiał jeść obiad na mieście a Ty nie zdążyłaś zaliczyć treningu z Anią czy Ewą – to nie znaczy, że jesteś ch*** panią domu. I nie zrozumcie mnie źle. Nie zachęcam do tego, żeby te wszystkie rzeczy odpuścić. Ale do tego, żeby pozwolić sobie samej na to, że coś może być niezrobione. Bez wyrzutów sumienia.

 

„Do swojego będziesz mieć cierpliwość”. Och, ile razy ja to słyszałam? I byłam święcie przekonana, że jako mama będę oazą spokoju. Zwłaszcza, że przecież na co dzień pracuję z dziećmi, które – umówmy się – nie zawsze zachowują się tak jak ja bym tego chciała.

Myślę, że ten wizerunek idealnie opanowanej mamy pojawia się coraz częściej w związku z popularyzacją rodzicielstwa bliskości. Idea jest super. Zgadzam się z nią i sama staram się nią kierować w wychowaniu syna. Ale czy to znaczy, że moja cierpliwość nie zna granic? Jasne, że nie. Przyznaję, zdarzyło mi się zdenerwować na moje dziecko. Czasem miałam ochotę wystawić go za okno. Zwłaszcza gdy kolejną godzinę płakał nie wiadomo czemu. Oczywiście, nigdy nie zrobiłabym mu krzywdy, ale  po prostu miałam go dość. I myślę, że wiele mam miało taki moment. To też jest normalne. Każdy ma chwilę słabości, gorszy nastrój, po prostu taki dzień, że łatwiej wyprowadzić go z równowagi. Ważne, żeby sobie na to pozwolić i znaleźć ujście dla negatywnych emocji albo w krytycznym momencie powierzyć opiekę nad maluchem komuś innemu (tacie, babci, cioci).

 

Jak masz więcej dzieci, to one bawią się ze sobą i masz czas dla siebie. Dlatego, im mniejsza różnica wieku tym lepiej. Która z mam nie myślała tak zachodząc w kolejną ciążę? Tymczasem każde kolejne dziecko to tak naprawdę kolejne obowiązki. Nie piszę tego z własnego doświadczenia, bo póki co mam jedno, a i z rodzeństwa byłam najmłodsza. Ale nie raz słyszałam jak koleżanki mówiły „a mieli się razem bawić”. Czasem dzieci bawią się razem. Przez chwilę. Czasem trochę dłużej. Jednak nie ma co liczyć na to, że jedno zajmie się drugim. Dlatego warto nastawić się na jeszcze mniej czasu i jeszcze więcej matczynych „porażek”.

 

Pewnie znalazłoby się jeszcze więcej takich rozczarowań, pewnie i mnie jeszcze niejedno spotka. Czy to znaczy, że chcę Was zniechęcić do macierzyństwa? Absolutnie nie! Te wszystkie problemy i złości nic nie znaczą wobec posiadania dziecka i szybko odchodzą w niepamięć na widok bezzębnego uśmiechu albo najmilszego sercu „Mamusiu, kocham Cię”. Po prostu macierzyństwo to nie droga usłana różami. A nawet jeśli, to te róże mają kolce. Warto to wiedzieć, bo zawsze lepiej pozytywnie się zaskoczyć niż niemiło rozczarować.

270 komentarzy

  1. Świetny artykuł😃 racja teraz instagramowe życie trochę miesza mamom w głowach i mogą się czuć złymi matkami. Dobrze że uświadamiacie. Nicole ja bardzo chciałabym się dowiedzieć czegoś na temat znieczulenia podczas porodu. Bardzo mnie ten temat ciekawi a pytania nurtują. Spotkałam się z wieloma opiniami i nie wiem jakie byłoby najlepsze dla matki i dziecka wyjście. Pozdrawiam, Justyna

  2. Też się denerwowalam. Przez pierwsze parę dni, jak mąż wrócił do pracy. Dostał 2 tygodnie l4 na mnie po cc, więc na początku mi pomagał, tym bardziej, że ledwo chodziłam. Potem też mama się zmyla. A ja zostałam sama z bajzlem i wiecznie głodnym dzieckiem, które jak nie śpi to chce być na rączkach. Na początku się denerwowalam, że nie daje rady wszystkiego ogarnąć. Potem denerwowałam się na męża, że nie potrafi zrozumieć, że przy małym dziecku jest ciężko. A potem wylozowałam. Sprzątam na bieżąco, gotuję kiedy mam czas. Czasem nie zrobię nic. Ważniejsze dla mnie jest, żeby moja malutka była spokojna i najedzona. Kiedy pozwoli to zawijamy się w chuste, gotujemy Obiad czy wieszamy pranie. A kiedy nie pozwoli bo akurat ma taki dzień, że ciągle mi wisi na cycu, nie robię z tego tragedii. Są dni, że mąż wraca z pracy, ma obiad i wysprzatane mieszkanie, a są takie, że wraca i zastaje mnie w piżame w łóżku z córcia na cycu. I nikt już z tego powodu dramatu nie robi. 😊

  3. Bardzo dobry i prawdziwy artykuł. Każda z nas jest najlepszą mamą jaką potrafi być 🙂 macierzyństwo to trudna ale piękna droga 🙂 ludziom nic do tego jak sobie radzimy, grunt, ze nasze dzieci są szczęśliwe. Dziękuje za ten post. Dzięki niemu rozumiem, że nie tylko ja mam takie rozterki. Buziaki :*

  4. Dziękuję za artykuł, jak na razie mogę się identyfikować tylko z jednym punktem – ciążą, reszta przede mną. W trakcie tego okresu zdarzały mi się ciężkie dni, gdzie np siedziałam godzinę i ryczałam, bo było mi tak źle, z myślami po co to w ogóle mi było potrzebne. A później ryczałam kolejną godzinę z wyrzutami sumienia, jak mogłam tak myśleć. Dzięki takim wpisom nie czuję się gorsza od innych mam.

  5. Nasza Zuzia będąc noworodkiem w ciągu dnia spała pół godziny, może 2-3 razy zdarzyło się, że spała 3 godziny.(dla mnie było to niezrozumiałe jak noworodek może praktycznie nie spać w ciągu dnia… A jednak ten typ tak ma:)) Natomiast nocki były spokojne, budziła się 2, 3 razy na mleko.

  6. Ja jestem z tych, co w ciąży mogą być, ale urodzić to mógłby ktoś inny 😉 wiem, że nierealne. Nawet po terminie mogłam się schylić, albo przyklęknąć zawiązać buty i wstać ot tak bez problemu. Kiedyś pewna kobieta niewiele starsza ode mnie powiedziała, że ona nie była w stanie zrobić takich rzeczy pod koniec ciąży.
    Za to o czym jeszcze się nie mówi. Niektóre z nas po pierwszym porodzie bardzo łatwo będą mogły zajść w kolejną ciążę, nawet jeśli będą wyłącznie i na żądanie karmić piersią. Pamiętam, jak się dowiedziałam o drugiej ciąży. Przerażenie, no bo jak to pół roku po porodzie a tu za 9 miesięcy kolejny poród. Bałam się strasznie, nie tego, jak sobie poradzę z dwójką, bałam się porodu, bo pierwszy mnie sponiewierał. I mówienie o bólu nic nie daje, znaczy nie ma co czarować, bo boli. Tylko nikt nie był w stanie mi powiedzieć, jak bardzo dopóki nie poczułam go sama. Mówi się, że o nim się zapomina. Te z was, które rodziły raz pewnie się z tym nie zgodzą, ale zapomina się. Ten ból, który teraz pamiętacie to tylko cień bólu, który wytrzymałyście, a te z was, które mają rodzić zniesiecie go. Część poprosi o znieczulenie, dla części będzie już za późno, ale uda się. Dwa razy rodziłam bez znieczulenia, za pierwszym było już za późno na znieczulenie, drugi raz wiedziałam co mnie czeka i podeszłam do tego, jak do zadania, które trzeba wykonać. Wiedziałam, że będzie trudno, wiedziałam, że będzie bolało, ale co chyba najważniejsze bardzo chciałam już urodzić, bo drugie postanowiło się nie spieszyć.

  7. Super artykuł! Szczery i bardzo dużo w nim prawdy.
    A co do porodu, doświadczyłam i cc i porodu naturalnego. Żaden nie był najcudowniejszym doświadczeniem mojego życia 🙂 Nie wiem który był bardziej bolesny, ale za każdym razem powtarzam że ten ból z czasem sie zapomina. Kobiety kiedyś rodziły bez znieczulenia i dawały radę, wiec my też damy!

  8. O rany jakie to wszystko prawdziwe! Między mną a moim bratem jest 13 lat różnicy, więc ja również mu “matkowałam” i nadal “matkuję” 🙂

  9. Witam. Mam pytanie dotyczące odrywania się kosmówki. Jestem w 8 tygodniu i dostałam od lekarza tabetki ponieważ trochę mi się odrywa. Boję się nawet chodzić i jeszcze kicham nie wiem dlaczego. Czy to może zaszkodzić? Zobaczyłam też na wyniki usg, ze pęcherzyk ma nieprawidłowy kształt, ale nic mi lekarz nie powiedział na ten temat. Kazał odpoczywać i nic nie dźwigać. Martwię się cały czas. Czy którąś może wypowiedzieć się na ten temat ?

  10. Moze którejś z Mam juz to napisała w komentarzu, wiec sie powtórze bo to bardzo istotna informacja, której mi żadna z przyjaciółek, mama czy siostra po 2 ciążach nie powiedziała- początku karmienia piersią są nie tylko trudne, bo pojawiają sie problemy, o których piszesz, ale także BOLESNE. Poranione sutki, ból przy przystawianiu i wrażenie wbijanych igieł w sam ich środek kiedy Maluch zacznie ciągnąć…po późniejszych rozmowach z innymi, bliskimi mi mama okazało sie, ze faktycznie tak było, ale „po co o tym mowić”. Fakt, trwa to kilka dni, pózniej robi sie coraz lepiej az w ogóle nie odczuwasz bólu, ale na litość Boską! Drogie Mamy- zaopatrzcie sie w kremy na sutki i od pierwszego kontaktu dzidziusia z sutkami smarujcie bo złagodzi to nieco ból 🙂 a warto troche pocierpieć! Ja staram sie każdemu mowić wprost o wszystkim- po co inne mamy maja być rozczarowane lub zaskoczone jak ja? Byłam wściekła na „przyjaciółki” , ze mnie bie ostrzegły 😉

  11. Sporo ulgi przyniosło mi przeczytanie tego artykułu i komentarzy, bo tylko potwierdziły, że moje kłopoty, rozterki, wątpliwości są całkowicie naturalne i nie jestem jedyną początkującą matką ulegającą zmęczeniu, niekiedy irytacji, czasem poczuciu beznadziejności i wszechogarniającego chaosu. Jedno wiem na pewno – jeżeli z jakichś zaległości (np. porządkowanie szafy, oczyszczanie mieszkania z niepotrzebnych gratów, etc.) nie udało ci sie wyjść przed ciążą/porodem, nie licz, że przy dziecku będzie to łatwiejsze.
    Za kilka miesięcy moja córeczka skończy 11 miesięcy i z dnia na dzień lepiej się z nią “współpracuje”, ale nadal ciągnę za sobą jakieś porządkowe ogony. Teraz odczułam jak cenna jest pomoc drugiej osoby, chociażby żeby móc wyjść samej po zakupy, na moment się zresetować i wyłączyć tryb ciągłej czujności.
    Zostałam mamą dość późno, bo w wieku 36 lat. Ja również zauważam, że w sieci mamy zazwyczaj pokazują się uśmiechnięte ze swoimi pociechami, a koleżanki, które wcześniej doświadczyły macierzyństwa, opowiadają o tych plusach “dodatnich”, a te “ujemne” jakoś przemilczają (jeśli nie są pytane). Same z siebie nie uprzedzą na co warto się przygotować.
    Ciążę (na razie tylko jedną) zniosłam bardzo dobrze. Żadnych problemów z mdłościami, glukozą czy zatrzymywaniem wody w organizmie. Dziecko od samego początku rozwijało się dobrze. Od czwartego do połowy dziewiątego miesiąca chodziłam 2 razy w tygodniu na siłownię (1h treningu), żeby zachować formę. Sama sobie zazdrościłam cery, bo bardzo się wygładziła i marzyłam, żeby już tak zostało (niestety nie…). Poród był bolesny, ale za to krótki, siłami natury, bez znieczulenia i bez nacinania (dzięki rozciągającym ćwiczeniom z balonikiem). Szybko doszłam do siebie. Już w drugiej dobie po porodzie nie byłam w stanie przypomnieć sobie tego rozdzierającego od wewnątrz bólu. Po powrocie ze szpitala osiągnęłam właściwie wagę sprzed ciąży.
    Książkowo przebyta ciąża i te kolorowe opowieści koleżanek utwierdziły moje wyobrażenie o idealnym macierzyństwie. Te przysłowiowe schody zaczęły się później. Moją córeczkę karmiłam piersią na żądanie co ok. 2h (również w nocy). Robiła sobie krótkie drzemki (20-30 min.). Miałam to szczęście karmić piersią, ale począwszy od trzeciego miesiąca przestała się najadać i przez kolejne cztery dociągałam pokarm laktatorem. Pani z poradni laktacyjnej doradziła, żeby dla pobudzenia laktacji odciągać mleko po każdym karmieniu przez 10 min. na każdą pierś. Robiłam to również w nocy. Do końca mniej więcej drugiego miesiąca borykaliśmy się z brzuszkowymi sensacjami (ciepłe okłady, noszenie i kołysanie czasem przez 2-2,5h). Po szóstym miesiącu weszło mleko modyfikowane, a pierś pozostała już tylko przekąską na dzień dobry, przed pierwszą przedpołudniową drzemką, na dobranoc i w nocy… i oczywiście do przytulania zamiast smoczka.
    Szczęściara ze mnie, że moja córeczka dobrze toleruje laktozę i wszystkie nowe pokarmy. Nie borykamy się z żadnymi wysypkami, odparzeniami i nietolerancjami. Ogromny szacun dla kobiet, które nie z własnego wyboru muszą same zajmować się dzieckiem i z ciężkim trudem, ale dają radę. Mój mąż często po pracy i/lub w weekendy dorabia, a bez wsparcia babci pewnie bym się zajechała. Jak dobrze, że uśmiechnięta buzia prawidłowo rozwijającego się dziecka sprawia tyle radości.
    Trzymajcie się dzielnie, MAMY! Pamiętajcie, że każda z nas jest wyjątkowa i niepowtarzalna dla swojego niemowlaczka i nikt nas nie zastąpi (przynajmniej w tym pierwszym okresie) 🙂

  12. Jestem w końcówce pierwszej ciąży. Jedna osoba powiedziała mi “świetnie! Zobaczysz macierzyństwo jest piękne!” … Od początku ciąży słyszę tylko, że “skończy się” , że teraz to zobaczę… Że będzie tragedia itd..
    Od tych komentarzy glowa pęka nie mówiąc o tym, że faktycznie zaczęłam się zastanawiać nad sensem posiadania dzieci iczy dam radę !

    • Jest piękne. Jest momentami trudne, ale i życie jest. Nie daj się wystraszyć, bo mnie tak 35 lat straszono, a po 3 miesiącach z synkiem mogę powiedzieć, że to coś najbardziej niesamowitego na świecie 🙂

  13. Świetny artykuł! Każda z mam lub przyszłych mam znajdzie w nim coś dla siebie 🙂

  14. Witam Nicole. Mam pytanie do Ciebie. Czy np. polanie środkiem do dezynfekcji toalety może zaszkodzić maleństwu? Szczególnie w pierwszym trymestrze ciąży? Chodzi mi o ten zapach czy on może zaszkodzic?

  15. U mnie były “złote rady”. Żeby nie przejmować się niczym,poco robić wcześniej zakupy czy wyprawkę albo urządzać pokój. Wszystko można zrobić już po. Wyprawkę należy kupić już przed porodem i nie zostawiać tego mężowi. Najlepiej usiąść razem i stworzyć sobie całą listę, a później stopniowo to kompletować. Oczywiście warto pożytkować się radami bardziej doświadczonych ale warto zachować zdrowy osąd i nie wpadać w panikę

  16. Witam
    Jestem matka drugiej coreczki, ktora ma ponad 3 miesiace. Karmie oczywiscie piersia lecz pierwsze 1.5 msc bylo bardzoooo ciezkie. Uparlam sie i koniec i wiem, ze karmienie nie boli;)
    Jak czytam wpisy to jestem mega zadowolona, ze nie jestem SAMA. Od tygodnia probuje kupic sobie sukienke na chrzciny, ale zawsze konczy sie to powrotem do domu po 40 mimutach. Dlaczego? Bo cycek;)
    I chyba ubiore sie pierwsza lepsza kiecke… no coz i tak bywa. Jak to mowia do 3 miesiecy potem bedzie lepiej. I jest! Aczkolwiek odliczam czas teraz do pol roku. A jak pytam meza kiedy w koncu odzyje. To mi odpowiada-za rok;)))
    I takie to Nasze zycie jest.
    Fakt tez sobie dalam wiecej luzu z domem itp bo inaczej zwariowalabym.

  17. Genialny artykuł i dzięki za te słowa 🙂 Ja już za parę dni przywitam swoje bliźniaki. Jak na razie mogę odnieść się tylko do ciąży i w pełni zgadzam się z tym co przeczytałam w artykule, to nie jest droga usłana różami 😛 Obserwując instagrama nie mogę nadziwić się patrząc na zdjęcia ciężarnych w perfekcyjnym makijażu i ciuchach jak z katalogu. Serio? Tak to wygląda?
    Oczywiście, to zarazem piękna chwila w życiu kobiety, ale ma także tą drugą stronę medalu.
    Niestety to co można obserwować w sieci ma często mało wspólnego z rzeczywistością.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*