Kłamstwa macierzyństwa

Kłamstwa macierzyństwa

Od kilku dni mnie i moją koleżankę Alicję, znaną wam świetnie jako naszą mamoginekologową pediatrę, autorkę wszystkich dziecięcych wpisów tu na blogu, wzięło na refleksję. Dość oczywistą refleksję, a może nie… ?! Że macierzyństwo jest takie ciężkie… Potocznie się mówi, że jak dziecko się urodzi to będziemy się o nie martwić aż do 18 roku życia a nawet dłużej… ale prawda jest taka, że czym wcześniej w tym macierzyństwie tym tych mitów i kłamstw, którymi jesteśmy karmione – na temat jak to wszystko będzie magicznie i wspaniale jest więcej.

Pamiętam gdy rodziłam Rogerka w 2015 roku, nie bałam się porodu, nie wpadłam nawet na pomysł, że mogę mieć problem z karmieniem piersią, a miłość i cierpliwość do dziecka wydawała mi się czymś oczywistym i najbardziej naturalnym.

Teraz gdy mój kolejny poród zbliża się wielkimi krokami, mam coraz więcej obaw, z dnia na dzień przypominam sobie te najcięższe chwile – chwile, na które zupełnie nie byłam przygotowana. Ponieważ Alicja, nie dość, że jest mi ostatnio bardzo bliska to na dodatek jest najmłodszą mamą jaką mam w moim otoczeniu, chcąc nie chcąc dzwonię do niej kilka razy dziennie w niemalże panice…

Czasami mam poważne pytania – prawdziwe “rozkminki” życiowe…

“Ala, czy Ty wiesz jak wiele kobiet ma podobny problem z karmieniem jaki ja miałam, wmawianie kobietom, że każda kobieta będzie karmić dziecko naturalnie jeżeli tylko chce jest podobne do tego jakbyśmy mówili, że każda kobieta urodzi naturalnie jeżeli tylko tego chce… to bzdura. Czasami, a może nawet często nasze chęci, zupełnie nie są wystarczające.”

Innymi razy dzwonię do Alicji z pytaniem dosłownie… “z D…” i pytam jaki zamówić krem do smarowania pupy niemowlęcia, bo najprościej w świecie zapomniałam jakiego używałam.

 

I tak rozmawiamy sobie kilka razy dziennie, aż w końcu wczoraj Alicja stwierdziła, że te nasze “rozterki” muszą ujrzeć światło dzienne – a nuż widelec jakiejś młodej mamie pomogą.

O 22:30 dostałam SMSa od Ali – artykuł gotowy – “nawet jak go nie opublikujesz, to czuje się od razu lepiej jak to napisałam”

 

“Ala, genialny – nawet nie mam co tam dodawać od siebie”.

 

Zatem oto on masz maminy manifest o kłamstwach na temat macierzyństwa – autorstwa lek. Alicji Jaczewskiej.

 

Dzisiejszy artykuł będzie mało, a przynajmniej mniej medyczny, bardziej maminy albo po prostu kobiecy. Będzie o mitach macierzyństwa, o rozczarowaniach, trudnościach i kłamstwach. O tym wszystkim, o czym na ogół się nie mówi, bo „nie wypada” albo „bo wstyd się przyznać”.

A szkoda – bo może gdyby kobiety dzieliły się ze sobą też rodzicielskimi czy matczynymi porażkami i traumami, mniej świeżo upieczonych mam spotkałoby rozczarowanie, żal czy poczucie winy.

Zewsząd otacza nas idealny wizerunek Matki Polki, albo jeszcze gorzej – instamatki. Matki,  która pracuje do rozwiązania, w połogu czuje się świetnie, ma idealnie sprzątnięte mieszkanie, ugotowany obiad, sama jest fit, uczesana i umalowana a to wszystko robi karmiąc piersią na żądanie i spędzając z dzieckiem każdą wolną chwilę. Czy takie mamy w ogóle istnieją? Być może. My do takich nie należymy. Choć być może nasze instagramy mówią co innego. Ale pamiętajcie, że każdy pokazuje tylko to, co chce, żeby inni widzieli i zazwyczaj jest to tylko ułamek prawdy. Ale do rzeczy. Chcemy powiedzieć szczerze o kilku kwestiach związanych z byciem mamą.

 

Po pierwsze ciąża. Stan błogosławiony! Jasne. Może dla niektórych. Oczywiście, są kobiety, które w ciąży czują się jak ryba w wodzie, nie mają dolegliwości, nie stresują się swoim stanem.

I ja im bardzo zazdroszczę. Niestety, duża część ciążę… musi przetrwać. I jest to najodpowiedniejsze słowo. Nudności, które poranne są tylko z nazwy i nie zawsze kończą się po pierwszym trymestrze, najrozmaitsze dolegliwości bólowe, ograniczenie wydolności, zmiany nastroju… mogłabym tak wymieniać i wymieniać. Kiedyś mój mąż powiedział, że ja to jeszcze tą ciąże jakoś zniosę, pytanie czy on zniesie moją ciążę. Bo może to i wzruszające gdy ciężarna płacze na reklamach, ale już trochę mniej gdy płacze nad sobą. Albo krzyczy na wszystkich dookoła. Krzyczy i narzeka. I nikt mi nie powie, że narzekają te, co im się w głowach poprzewracało. Bo najbardziej twarde laski, którym przed ciążą nic nie było straszne czasem w ciąży wymiękają. Po prostu. Nie mają siły. Nie mają ochoty. Jest im źle. I boli. I nie ma co ich za to obwiniać. A tym bardziej nikt nie ma prawa powiedzieć kobiecie, że nie powinna się tak nad sobą użalać bo inne lepiej znoszą ciążę. Bo dla tej kobiety inne się nie liczą. Po prostu ona tak ma. I jedyne czego potrzebuje to zrozumienia, wsparcia albo świętego spokoju jeśli tego sobie życzy. A przede wszystkim przyznania się przed samą sobą, że tak ma, tak musi być, nie jest od nikogo gorsza, to kiedyś minie. Będzie wspaniałą mamą, nawet jeśli nie była wspaniałą ciężarną.

 

Po drugie poród. Mam wrażenie, że z nieznanych mi powodów to jest największe macierzyńskie tabu. Poród w rozmowach funkcjonuje często jako cud narodzin i tak jest przedstawiany. Nawet matki córkom nie mówią całej prawdy. Ja rozumiem, że oksytocyna wpływa na pamięć, ale niektórych rzeczy nie da się zapomnieć. Np. tego, że poród boli. Serio boli. Jakby nie bolał, nie wymyślono by znieczulenia do porodu. Tymczasem mam wrażenie, że wiele kobiet nie jest świadomych co je czeka.

Pamiętam dyskusję pod artykułem o cesarskim cięciu. Oczywistym jest, że poród naturalny jest z medycznego punktu widzenia lepszym rozwiązaniem od CC. Ale pojawiło się tam bardzo wiele głosów pt. „ja rodziłam naturalnie i nigdy więcej”. Może się mylę, ale wydaje mi się, że w dużej mierze takie traumy po porodzie wynikają z tego, że kobietom się wmawia, że to jest coś super-hiper-ekstra fajnego. I jest. Jak już dziecko wyjdzie. Ale wcześniej wcale nie jest tak super.

Ja, jako lekarz, wiedziałam czego się spodziewać. I pomimo tego, że był to największy ból jakiego doświadczyłam w życiu, nie boję się kolejnego porodu, bo na to się nastawiałam. I uważam, że my kobiety powinnyśmy być ze sobą szczere. Nie po to, żeby się straszyć. W końcu przeżyłyśmy te porody naturalne i niektóre z nas decydują się na więcej. Ale po to, żebyśmy nie czuły przerażenia i rozczarowania, że nie tak to miało wyglądać…

 

Po porodzie wszystkie dolegliwości przechodzą. Owszem. Ale pojawiają się nowe. Połóg nie jest fajny. Bywa nawet straszny. A dużo kobiet nie zdaje sobie z tego sprawy. Ale o tym już było w artykule o połogu, który znajdziesz tutaj. 

Co Ty wiesz o połogu?

 

Karmienie piersią. Rzecz najbardziej naturalna na świecie, prawda? To dlaczego tak wiele dzieci jest karmionych mieszanką modyfikowaną? Bo mają wyrodne, leniwe i dbające tylko o wygląd piersi mamy? NIE! Bo wielu kobietom się nie udaje pomimo najszczerszych chęci.

Kiedy byłam jeszcze w ciąży, często pytano mnie czy będę karmić piersią. Odpowiadałam, że chciałabym. I wtedy na twarzy osoby pytającej malowało się zdziwienie. No bo jak to – albo chcesz i karmisz albo nie chcesz i nie karmisz. Niestety, karmienie piersią, choć cudowne, zdrowe i naturalne – nie jest takie proste. Wiele kobiet musi się tego nauczyć. A niektóre dzieci muszą nauczyć się ssać.

Ja miałam to szczęście, że mi się udało. Ale nie było łatwo. Ileż nocy przepłakałam nie potrafiąc przystawić syna na leżąco a nie mając siły wstać, o bólu krocza przy siedzeniu nie wspominając. Chociaż z perspektywy czasu myślę, że mój problem, to nie był problem. Przynajmniej nigdy nie brakowało mi mleka. Ale szczerze współczuję kobietom, które mają prawdziwe problemy z karmieniem.

Nie raz walczyłyśmy z mamami pacjentów o ich laktację, gdy dzieci zbyt mało przybierały. I chyba nie spotkałam takiej, której zabrakłoby chęci czy determinacji. W końcu każda mama chce dla swojego maleństwa jak najlepiej. Czasem pomagały moje porady, czasem napoje wspomagające laktację, często nieoceniona była pomoc doradcy laktacyjnego, ale czasem zawodziły wszystkie sposoby. I tu pojawiało się poczucie winy, bycia gorszą matką, nasilała się depresja. Bo tym mamom powiedziano, że mają to we krwi, że samo przyjdzie, że to proste. A to wcale nie zawsze jest proste. Jednym przychodzi łatwiej innym trudniej. Te dwie grupy nigdy nie znajdą zrozumienia, bo mają różne doświadczenia.

Dlatego uważam, że przyszłe mamy należy uprzedzić, że czasem z karmieniem mogą być problemy. A jeśli je to spotka – to nie dlatego, że one są gorszymi mamami, albo nie nadają się na matki. Po prostu jest to trudność, z którą przyjdzie im się zmierzyć. I każdej życzę wygranej walki. A jeśli przegra? No cóż, Polacy odpadli na mundialu, ale czy to znaczy, że Lewandowski jest złym piłkarzem?

 

Noworodek tylko śpi i je. A mama w tym czasie może góry przenosić. Są takie noworodki. To prawda. Mój taki był. Przez kilka pierwszych dni. A potem zaczęły się kolki.

Prawda jest taka, że w pierwszych tygodniach życia dzieci dużo śpią. Nawet kilkanaście godzin na dobę. Ale nie wszystkie! I nie znaczy to wcale, że są chore. Niektóre po prostu tak mają. I jeśli nastawimy się, że dziecko będzie tylko spało i jadło, a trafi nam się bardziej wymagający egzemplarz, to zaczynają się schody. A może on chory? A może głodny? A może ja coś zjadłam? Boże, co ze mnie za matka, że nie potrafię uspokoić dziecka. Normalna. Najlepsza jaką Twoje dziecko może mieć.

 

Niemowlęta zasypiają w wózku i w samochodzie. O tak. Dużo dzieci to lubi. Ale nie wszystkie. Chyba każdy słyszał historię o wożeniu dziecka wokół bloku samochodem, żeby usnęło. Ja w każdym razie tak. Ale mam też znajomych, którzy wszędzie jeździli komunikacją miejską, bo dziecko po włożeniu do fotelika samochodowego krzyczało jak oparzone. Podobnie z wózkami. Wtedy na ratunek przychodzi chusta. A co jak dziecko też niechustowe? Tragedia. Zła matka bo nie wychodzi z dzieckiem na wielogodzinne spacery. A jak ma wyjść? Na rękach nosić? Czy włożyć zatyczki w uszy a niech całe osiedle słucha? Czasem się po prostu nie da. I trzeba mieć świadomość, że takie dzieci się zdarzają.

 

Będziesz karmić to szybko schudniesz. Jak ja na to liczyłam! W końcu samo karmienie to jakieś 550 kcal! Szkoda tylko, że nikt mi nie powiedział, że karmiąc ma się też wilczy apetyt, więc zjada się dodatkowe 1500… Oczywiście, są mamy, które karmiąc chudną w oczach. Ba! Są nawet takie, które wręcz nikną w oczach. Zwłaszcza, jeśli są na dietach eliminacyjnych lub najzwyczajniej w świecie opieka nad dzieckiem pochłania im tyle czasu i energii, że nie mają nawet kiedy zjeść. Jednak dla dużej części mam powrót do formy sprzed porodu to ogromne wyzwanie, które trwa nie kilka tygodni a wiele miesięcy. Trzeba o tym pamiętać, bo inaczej można się rozczarować. No i też po to, żeby nie pochłaniać wszystkiego co się napatoczy z usprawiedliwieniem, że „dziecko ze mnie ściągnie”.

 

Macierzyński to przecież urlop a wszystko jest sprawą dobrej organizacji. Jasne. Trzeba mieć plan i jak się będzie tego planu pilnować, to człowiek ze wszystkim się wyrobi i zdąży. Taaa. Warunek jest taki, że trzeba mieć dziecko, które chodzi jak w zegarku i niespożyte pokłady energii, żeby ogarniać rzeczywistość wtedy, kiedy maluch zasypia a nie zasypiać razem z nim. Niestety, pomimo tego, że dzieci uwielbiają regularność i rytuały, nie zawsze się im poddają. A co za tym idzie, plany mamy choć najlepsze, okazują się nieprzydatne. Także jeśli masz bałagan w domu, stertę prania do złożenia, mąż po raz kolejny musiał jeść obiad na mieście a Ty nie zdążyłaś zaliczyć treningu z Anią czy Ewą – to nie znaczy, że jesteś ch*** panią domu. I nie zrozumcie mnie źle. Nie zachęcam do tego, żeby te wszystkie rzeczy odpuścić. Ale do tego, żeby pozwolić sobie samej na to, że coś może być niezrobione. Bez wyrzutów sumienia.

 

„Do swojego będziesz mieć cierpliwość”. Och, ile razy ja to słyszałam? I byłam święcie przekonana, że jako mama będę oazą spokoju. Zwłaszcza, że przecież na co dzień pracuję z dziećmi, które – umówmy się – nie zawsze zachowują się tak jak ja bym tego chciała.

Myślę, że ten wizerunek idealnie opanowanej mamy pojawia się coraz częściej w związku z popularyzacją rodzicielstwa bliskości. Idea jest super. Zgadzam się z nią i sama staram się nią kierować w wychowaniu syna. Ale czy to znaczy, że moja cierpliwość nie zna granic? Jasne, że nie. Przyznaję, zdarzyło mi się zdenerwować na moje dziecko. Czasem miałam ochotę wystawić go za okno. Zwłaszcza gdy kolejną godzinę płakał nie wiadomo czemu. Oczywiście, nigdy nie zrobiłabym mu krzywdy, ale  po prostu miałam go dość. I myślę, że wiele mam miało taki moment. To też jest normalne. Każdy ma chwilę słabości, gorszy nastrój, po prostu taki dzień, że łatwiej wyprowadzić go z równowagi. Ważne, żeby sobie na to pozwolić i znaleźć ujście dla negatywnych emocji albo w krytycznym momencie powierzyć opiekę nad maluchem komuś innemu (tacie, babci, cioci).

 

Jak masz więcej dzieci, to one bawią się ze sobą i masz czas dla siebie. Dlatego, im mniejsza różnica wieku tym lepiej. Która z mam nie myślała tak zachodząc w kolejną ciążę? Tymczasem każde kolejne dziecko to tak naprawdę kolejne obowiązki. Nie piszę tego z własnego doświadczenia, bo póki co mam jedno, a i z rodzeństwa byłam najmłodsza. Ale nie raz słyszałam jak koleżanki mówiły „a mieli się razem bawić”. Czasem dzieci bawią się razem. Przez chwilę. Czasem trochę dłużej. Jednak nie ma co liczyć na to, że jedno zajmie się drugim. Dlatego warto nastawić się na jeszcze mniej czasu i jeszcze więcej matczynych „porażek”.

 

Pewnie znalazłoby się jeszcze więcej takich rozczarowań, pewnie i mnie jeszcze niejedno spotka. Czy to znaczy, że chcę Was zniechęcić do macierzyństwa? Absolutnie nie! Te wszystkie problemy i złości nic nie znaczą wobec posiadania dziecka i szybko odchodzą w niepamięć na widok bezzębnego uśmiechu albo najmilszego sercu „Mamusiu, kocham Cię”. Po prostu macierzyństwo to nie droga usłana różami. A nawet jeśli, to te róże mają kolce. Warto to wiedzieć, bo zawsze lepiej pozytywnie się zaskoczyć niż niemiło rozczarować.

253 komentarze

  1. Mama Gabrysi

    Co do problemow z kp – mi pomogl zalecony przez CDL korzen shatavari i ogorecznik. Dwa razy dziennie po 1 kapsulce. Mozna kupic w sklepie zielarskim. Ogorecznik pobudza cyce do roboty a shatavari poprawia wyplyw :d w polaczeniu z laktatorem u mnie rozruszalo laktacje po 3 msc dokarmiania mm i karmie bez problemu 10 miesiac, a byla tragedia 🙂 takze polecam. Tylko uwaga – po ogoreczniku moze przeczyscic :))))

  2. Dziewczyny wszytko się zgadza, przeleciałam komentarze i nikt nic nie mówi o seksie? Może u was nie ma problemu, może to “zbyt” wstydliwy temat ale to jednak blog ginekologiczny i nie miejsce na pruderie 😉 wiem, że to nie tylko mój problem bo gadałam z koleżankami i jest podobnie od psychicznych “niechęci” po fizyczne “suchości i bóle”.

  3. Mała na 13 miesięcy. Poród miałam ciężki, dlugi i bolesny. Ale w symie na to się nastawiłam, tylko myślałam, że to jednak dzybciej potrwa niż 36 godzin… Córcia się urodziła i się zaczęło. Ba początku miałam za mało mleka. I to nie prawda, że ono jest od razu i że po paru dniach jest nawał. U mnie mleko po paru dniach się pojawiło w wystarczającej ilości. Wcześniej był okropny ból sutków i głodne dziecko. Potem laktacja się ustabilizowała i było ok. Córka wisiała na mnie ciągle, jak nie cyc, to i tak się nie dało dziecka odłożyć. Bała się wszystkiego: kaszlu, kąpieli, ciemności, w wózku źle, kupa źle, spanie to wogóle trauma itp. Każdy się pytał tylko, czemu ona tak płacze… Było minęło. Teraz jest fajnym dzieciątkiem. Teraz się pytają kiedy ją odstawię. No i trochę na mężu się zawiodłam. Bo chociaż zajmuje się małą, jak jest w domu, to nie czuję od niego wsparcia psychicznego, bo przecież nie chodzę do pracy, to czym się niby męczę…A ja kocham moją córcię najbardziej na świecie, ale marzę, żeby przez jeden dzień, czy jedną dobę jej nie było przy mnie.

  4. Ciążę znioslam dobrze choć szyjka mi się zaczęła przedwcześnie skracać i od 28 tyg odpoczywałam. Do porodu jechałam z pozytywnym nastawieniem, wiedziałam czego mogę się spodziewać, mam dużą wytrzymałość na ból, ale 13h porodu, z czego 11h mega bolesnych regularnych skurczy trochę mnie przerosło. Choc generalnie dobrze porod wspominam. Po porodzie szok. Sama w szpitalu przez 6 dni bo infekcja grypy niby szalała w Krakowie i zakazali odwiedzin tatusiom. Bol krocza tak ze ciezko siedziec. Nie miałam pojęcia jak karmić. Pomoc personelu żadna. W końcu gdy laktacja ruszyła a w zasadzie sama ja sobie ruszyłam laktatorem ale byle stres i brak pokarmu. Ja zalana łzami w środku nocy ze nie mam czym dziecka nakarmić. Zoltaczka i lampa jeszcze bardziej spotegowaly mój stres. Walczyłam o każdą krople mleka i udało się. W domu pierwsze 6 tyg sajgon. Bałagan, sterty prania, dobrze że rodzice nam jedzenie przynosili. Budzenie nocne też dało w kość. I ogromny zal do siebie ze nie czuje radosci z macierzynstwa. Ale musze przyznać że teraz po 5 miesiącach jest super. W miarę porządek, obiad zrobiony, pranie na bieżąco. Mam czas dla siebie i jestem w miarę wypoczeta:).

  5. Ja jestem w 6 miesiacu ciąży i jestem totalnie przerażona mimo, że dziecko jest planowane. Za nic nie zgodze sie z tym, że wszystko pokazywane jest na różowo- wręcz odwrotnie! Wiecznie widze tylko posty o trudnościach i poświeceniach i przyznam, że to zupełnie zniszczyło moją radość z ciąży 🙁 Zamiast sie cieszyć boję się jak nigdy dotąd 🙁 Są momenty kiedy czuje sie jak w przekletym stanie, odechciewa mi się chodzenia do szkoły rodzenia (gdzie też tylko słyszę o czekających okropieństwach) i żałuję swojej decyzji. Nie mam też instynktu macierzyńskiego co jeszcze bardziej utrudnia sprawę…a kiedy szukam celowo artykułów o zaletach posiadania dzieci to załamuje sie jeszcze bardziej, bo wszystko brzmi tak:,,będziesz lepiej zorganizowana bo dziecko zabierze Ci cały twój czas”.
    Sama też wychowałam się w poczuciu winy, że przeze mnie moja matka nie mogła się spełnić.
    Bardzo żałuję, że przeczytałam ten artykuł i marzę żeby w końcu przeczytać artykuł o tym ,, różowym podejściu” :(((

    • Hej Doroto. Czułam dokładnie to samo co ty…do tego byłam że wszystkim zupełnie sama.(rozstanie na początku ciazy) totalnie zestresowana i przerażona. Teraz moja Stefania ma 10 miesięcy i jest najmłodszym maluchem na świecie cieszę się całym sercem że ja mam(miałam różne myśli w ciazy) fakt czasu brak nawet teraz pisząc to nie to z wielkim pospiechem nie tak jak bym tego chciała. Kochana jest ciężko ale każdy uśmiech spojrzenie wynagradzaja totalnie wszystko! Głową do góry niczym się nie przejmuj a zacznij cieszyć że wszystkiego! To jest na prawdę piękny czas! Może nie wyglądamy tak jak byśmy tego chciały ale w nosie to mam! Powodzenia i szczęśliwego rozwiązania życzę!

    • Idealnie Cię rozumiem! Jak znajdziesz ten artykuł – błagam – podziel się…

    • Zgadzam się z Tobą w pełni!! I wiem, że nie tylko ja.. Od miesięcy albo i lat, czytam wyłącznie o trudach macierzyństwa.. Rozmawiałam z moją Mamą wielokrotnie na ten temat – jest kobietą spełnioną, ma dwoje dorosłych dzieci. Pamiętam z dzieciństwa, że Mama zawsze była dla nas, uśmiechnięta i szczęśliwa. W domu mieliśmy przyzwoity porządek, ale jak była opcja mycie okien czy idziemy na rower – zawsze wygrywał rower. Bez spiny, bez przesady, bez wiecznego analizowania wszystkiego..co mam wrażenie wszystkie moje dzieciate koleżanki czynią. Mam 32 lata i coraz trudniej mi zdecydować się na ten krok, bo posiadanie dziecka kształtuje mi się jako ograniczenie i smutny obowiązek..
      Bardzo chciałabym poczytać artykuły n a temat ZALET MACIERZYŃSTWA, za wyjątkiem jednej, powtarzanej, (serio) banalnej: dziecko powie Kocham Cię Mamo…

    • Rodzicielstwo to taki sam element życia, jak każdy inny – czytasz o różowości pracy zawodowej a o dorosłości też myślałaś tylko w superlatywach? Albo o małżeństwie – że już zawsze będziecie latać na różowej chmurce, co wieczór uprawiać dziką miłość a rano latać na zmianę po bułki, by podać ukochanej osobie śniadanie do łóżka ze świeżym pieczywem? Przecież życie nie jest czarno-białe. Macierzyństwo też nie. Uwierz mi – poza trudnymi chwilami jest znacznie więcej wspaniałych i, paradoksalnie, te wspaniałe docenia się czasem bardziej, gdy poprzedzają je koszmarne. Post nie miał na celu straszyć. Miał tylko powiedzieć o sprawach oczywistych pozornie,a le z jakiegoś powodu polewanych lukrem. Poród boli. Nie każdy może karmić piersią. Dzieci płaczą, czasem przez wiele godzin. Matka często czuje bezradność. Matka jest zmęczona. Tak po prostu jest. Tak jak chodzenie do pracy to nie tylko wspaniałość realizowania pasji i zarabiania pieniędzy, tylko też wkurzający szef i durni współpracownicy. Tak jak małżeństwo to nie tylko czytanie komunia dusz, ale i rozrzucone brudne skarpetki, puszczanie bąków pod kołdrą i brzydki zapach z ust o poranku.

    • Dorota nie stresuj się ☺ jak już naczytalas się tych “okropnosci” o ciąży i macierzyństwie to zawsze możesz sobie później tłumaczyć że tobie to wszystko tak fajnie poszło i tak dobrze sobie radzisz z dzieckiem że nie wiesz na co te baby tak narzekały☺☺☺ na serio ☺ ja mam trojke dzieci 6, 3 lata i 1,5 roku ☺ przy pierwszej ciąży luz a przy kolejnych już wiedziałam co mnie czeka więc mnie to już motywowalo do organizaci życia tak żeby było łatwiej ☺ owszem były i są gorsze momenty ale ich uśmieszki i słodkie buziaki a później koffam Cię rekompensuja dużo ☺ trzymaj się i dasz radę bo kto jak nie Ty☺☺☺

    • Dorota, mam dokładnie to samo 🙁 do tego nie mam z kim o tym szczerze porozmawiać bo “przecież to takie szczęście” i że “zamiast zastanawiać się co stracę powinnam myśleć co zyskam”… więc duszę w sobie i wstydzę się myśli, które mam w głowie. Mimo, iż chciałam być mamą, odkąd jestem w ciąży nie czuję się chyba na to gotowa i żałuję każdego miesiąca, w którym mogłam się jeszcze powstrzymać i korzystać z życia we dwoje 🙁 pisząc to, czuję wstręt do siebie, ale może tego potrzebowałam – anonimowego wyżalenia się w Internecie. Mam ochotę siąść i płakać.

    • To ja Ci na własnym przykładzie przekażę trochę szczerej “różowości”:
      – poród był dużo przyjemniejszy niż doświadczenia ciąży. 4 godziny, sporo wysiłku, jeszcze więcej śmiechu i niewiarygodna ulga.
      – relacje w małżeństwie po wspólnym porodzie? Lepsze niż przed! Mąż nidgy nie patrzył na mnie z taką miłością jak po porodzie właśnie, a ja nigdy nie miałam do niego tyle cierpliwości co teraz. Poza tym to piękne widzieć jak partner staje się rodzicem.
      – absurdalne wspomnienia, które zostają i bawią – jak choćby połamanie łóżka porodowego 😀
      – ten mały ludzik do Ciebie będzie uśmiechał się najbardziej, nie ważne jak bardzo babcie ciocie i znajomi będą się starać by było inaczej
      – nigdy w życiu nie byłam tak wypoczęta jak na macierzyńskim. Drzemki 6 godzin dziennie, internet przeczytany wzdłuż i wszerz, książki nadrobione. Tak, zdarzają się takie dzieci.
      – w końcu spędzamy czas aktywnie, a nie zalegając przed tv jak to bywało wcześniej. Życie towarzyskie też nigdy nie było tak kolorowe i w końcu nie mam poczucia, że czas umyka mi przez palce.
      – figura po ciąży? Takich bicepsów to ja nigdy nie miałam! Noszenie, zabawy, spacery – nie ma lepszego fitnessu. A i brzuszek też kiedyś zniknie.
      – wypadają mi włosy, które hodowałam latami. I wiesz co? Skoro i tak się sypią to wreszcie odważyłam się na pofarbowanie ich na różowo. Wcześniej zawsze bałam się, że tym moim wypielęgnowanym włosom stanie się krzywda.
      – cera! Oj jak korzysta z tych spacerów! Dotleniona, naładowana witaminą d, promienna.
      – dziecko to świetna wymówka jeśli nie chcesz czegoś robić. Tesciowa zaprasza na obiad? Ktoś kogo nie lubisz chce się spotkać? Nie chcesz, zeby mąż szedł na piwo z kumplami? Taki argument każdy zrozumie i jeszcze poklepie po ramieniu.
      – karmienie piersią jest fajne. Karmienie butelką też. Wszystko jest fajnie jeżeli dziecko jest najedzone.
      – czas dla siebie: przez to, że trochę o niego trudniej przestajesz trwonić go na zapakowanie zmywarki, poskładanie prania czy inną rzecz, bez której świat się nie zawali.
      – seks po porodzie (naturalnym) będzie inny. Ale dlaczego to ma być coś złego? To trochę tak jakby na nowo zacząć się ze sobą spotykać i odkrywać. Wraca ten specyficzny dreszczyk emocji.
      – tego małego człowieka możesz ukształtować i nauczyć tylu rzeczy. I to jest piękne, patrzeć jak się rozwija, bo robi to wszystko z Twoją pomocą. To dzięki tobie mały ludzik będzie kiedyś fajnym, złożonym człowiekiem!

      Ja też jeszcze w ciąży naczytałam się o wszystkich trudnościach, nasłuchałam babć i cioć jak to nie będzie ciężko i strasznie. Na początku aż głupio było mi opowiadać jak bardzo jest dobrze. I wiesz co? Mój błąd. Bo macierzyństwo JEST super, a puszystych różowych momentów jest więcej niż jestem w stanie wymienić i teraz już całkiem mam gdzieś, co ktoś o mnie pomyśli. To też taki plus macierzyństwa – nieistotne opinie i uwagi przestają się liczyć. A więc głowa do góry i zobaczysz, będzie super 😊

    • Good news – instynkt macierzyński nie istnieje. To mit. Także nie przejmuj się, że nie masz czegoś, czego obiektywnie nie ma 😉 Nie jesteśmy biologicznie zaprogramowane na automatyczną miłość do dziecka. Wszystkiego musimy się po prostu nauczyć – pielęgnacji, karmienia itd. Potrzebujemy czasu żeby poznać własne dziecko, polubić je, pokochać.

  6. Ah! Żałuję, ze nie ominęłam przedostatniego akapitu…. miedzy moimi Maluchami będzie 16 miesięcy różnicy 🙂 i mam nadzieję jednak ze sie sobą zajmą, bo ja nawet przy jednym jestem ch*** panią domu 😂 chociaż może to tylko przejściowe…. może to kwestia ciąży… 🙂
    Niemniej jednak ten artykuł przypomina mi o wszystkim co mnie spotkało. Ale wcale nie czuję się przez to gorszą matką! Najważniejsze to kochać i być zawsze blisko kiedy dziecko tego potrzebuje! Z tego „obowiązku” wywiązuję się znakomicie! 🙂

  7. Świetny wpis, jak najwięcej przyszłych i obecnych mam powinno go przeczytać. Jeżeli chodzi o mnie to na bolesny poród nastawiała mnie położna od początku, uświadamiała mnie, że “…to nie jest jak w filmach, mąż trzyma za rękę, Pani kilka razy stęknie i już, ewentualnie krzyknie jak bardzo go nienawidzi i koniec”. Dzięki niej naprawdę byłam przygotowana, pomimo ogromnego bólu w jakiś sposób świadomość że tak ma być, że to naturalne i normalne, że może długo trwać i tyle bardzo mi pomogła. Natomiast z chęcią złamałabym nos każdemu kto mi tylko świergolił, że to tak super, słodko, dziecko sra tęczą o zapachu gumy balonowej no i przecież tylko je i śpi, omal przez to “tylko je i śpi” nie wpadłam w depresję, miałam nawet myśli o oddaniu dziecka bo nie potrafię go uspać, nawet moja położna nie dała rady do mnie dotrzeć, dopiero po miesiącu zrozumiałam sama, że po prostu taki mam egzemplarz co to drzemek za dnia nie uznaje :p no a spanie to tylko ze mną, przy cycusiu 😉 Kocham mojego syna jednak bywają dni kiedy mam dość, cierpliwość się kończy a złość narasta, normalne i zawsze potrafię się opanować, poprosić o pomoc narzeczonego bo ja już nie wyrabiam, potem gdy już ochłonę i zobaczę jego uśmiech, rączki w moją stronę wyciągnięte to już nic nie pamiętam, nic się nie liczy. Matka też człowiek i dostając ten zacny tytuł Mama nie ukrywają się nagle normalne, ludzkie uczucia, zachowania itp. 🙂

  8. Boże jak to dobrze ze ktoś to napisał!! ,jak słuchałam wielokrotnie od koleżankę w tym
    Samym cZAsie ze dziecko śpi cała noc , ze cycki bolą bo tyle mleka ze tylko śpi i je , to myślałam ze Coś ze
    Mną nie tak , z karmieniem po miesiacu walki wszystkimi sposobami poniosłam matczyna klęske , miało być naturlanie skończyło się cc , brzuch – eh lepiej to pominę . No nic nje ma się co rozczulać teraz 18 tc co ma
    Być to będzie , chyba wiem
    Ze słodko pierdZąco to racZej
    Nie będzie ( Boże – zaskocz
    Mnie 🙂 ) życzę nam
    Mamom odwagi do mówienia o tym
    Ze czasami porppstu pada się na twarz -‚to zaden wstyd .

  9. Świetny artykuł: ) podpisuję się pod nim rękami, nogami, plecami i wszystkim co tam mam 🙂 każda mama to człowiek, wyjątkowy, mający w sobie ogromne pokłady miłości, ale tylko człowiek i ma prawo do gorszego dnia, czy chwili słabości.

  10. Bardzo życiowe….bez lukru 😁

  11. Fantastyczny artykuł! Szkoda, że nie powstał 2 lata temu, kiedy zostałam mamą. Teraz jestem już o wiele spokojniejsza i wreszcie mogę powiedzieć, że się cieszę z macierzyństwa, ale kiedyś, szczególnie przez pierwsze miesiące po urodzeniu córeczki, było mi ciężko. Najważniejsze to słuchać siebie i swojej intuicji, nie porównywać swojego dziecka do innych, nie czytać głupich poradników, a dobre rady wszystkich życzliwych cioć, które swoje dzieci wychowywały 40 lat temu przyjmować z uśmiechem i… szybko o nich zapominać. Pamiętajmy, że każde dziecko jest inne i nie da się wszystkich wychować wedle tych samych schematów. Bardzo dziękuję Wam za artykuł.

  12. U mnie znowu w środowisku panuje przekonanie, że co tam karmienie piersią… A ja karmiłam, babcie ciotki doradzały a co się męczysz on taki chudziutki, pewnie głodny, ciągle płacze – prawidłowo przybieral na wadze, miał kolke, często płakał, wzięcia… Chciałam napisać, że u mnie było wręcz odwrotnie niż to co Alicja przytoczyla – ja czułam się źle i winna, po tych wszystkich poradach od najbliższych – że rzeczywiście może to wszystko moja wina, że mój pokarm zły, stąd te problemy z brzuszkiem, płaczem… Wszyscy byli święcie przekonani, że jakbym odstawiła od piersi byłoby ok. A jak w 3 m. ż. trafiliśmy do szpitala z rotawirusem to o rany! Karmiłam nadal piersią, potem dietę rozszerzalam tak jak trzeba było, a w 9mz znowu szpital i biegunka, a po tym mój synek długo nie miał apetytu. Generalnie wszystko było źle, a zaczęło się od tego że karmiłam piersią, potem źle dawałam jeść stąd dziś kilkuletni niejadek. Moja mama, moja babcia, moje ciotki nie karmiły piersią. Ja karmiłam. I naprawdę nie raz miałam doła i zastanawiałam się czy robię dobrze. Mój maluszek miał problemy z brzuszkiem, ale… Ale wszytko kontrolowalam u lekarza.
    A odnosnie formy po porodzie to u mnie było tak, że karmiąc piersią schudłam bardzo – jadłam na pewno dużo więcej wtedy ale z racji tego że miał Mały kolkę to bardzo uważałam na to co jem, żadnych słodyczy, smażonego itp. doliczyć do tego stres poczucie winy i nieprzespane noce ciągle… Oj dał Mały mi w kość 🙂 i tak nie raz miałam już dość wszystkiego i pragnęłam tylko po prostu zasnąć na dłużej niż dwie godziny. A dziś Synio już “doroślak”, siedmiolatek… Czas tak szybko biegnie a dzieci tak szybko rosna…

  13. To jest tak, że totalnie traci się siebie. Nie masz swojego ciała, nie masz swojego życia, nie masz swojego związku,nie masz mocy decyzyjnej czy wstać z kanapy teraz czy za 5 min bo MUSISZ zawsze i wszędzie być na zawołanie małego ssaka. I dopiero powoli uczysz się siebie i uczysz otoczenie ( często oporne), uczysz partnera żyć w tej nowej sytuacji i powoli odzyskujesz siebie. Ale nic już nie jest takie samo:) w między czasie odkrywasz bilion nowych dolegliwości i ograniczeń swojego ciała, płaczesz i cieszysz się jak głupia, negocjujesz na nowo obowiązki z partnerem, stawiasz granice swoim rodzicom i innym „ mądrym”, uczysz się korzystać z pomocy, cieszysz się z samotnego wyjścia do biedry. Nie ma dnia zebys nie myślała o tym jak bys się chciała nawalić ale jak myślisz ile to wysiłku żeby mogło się odbyć ODPUSZCZASZ. A przed Tobą jeszcze powrót do pracy..

  14. “Chciałabym już urodzić”
    “Zobaczysz, urodzisz i bedziesz chciała żeby wróciło spowrotem do brzucha!”

    U nas 3 miesięczny maluch okazał się najmniej ‘problemotwórczym’ elementem całej macierzyńskiej i rodzicielskiej układanki. Po 9 miesiącach walki z własnym organizmem, wymiotowania do 16 razy dziennie przez około 7 miesięcy, 3 pobytach w szpitalu i drżeniem o utrzymanie ciąży, bezsenności w ostatnim trymestrze i bolącym ciele poród okazał się wybawieniem. Krótki i bezproblemowy dzięki cudownym położnym. Dziecko od początku bez problemu je, pokarm leje się strumieniami, piersi nie bolą. Noce przespane, w ciągu dnia drzemiemy po 6-7 godzin. Uśmiech nie schodzi nam z twarzy. Nastawiałam się na piękną ciążę, długi i bolesny poród i ciężkie pierwsze miesiące z dzieckiem. Zupełnie niepotrzebnie, bo dokładnie wszystko jest na odwrót.
    Niezmienne jest jedynie odwieczne radzenie i prawienie uwag osób, których o radę wcale nie prosisz – bo przecież w Polsce każdy jest doktorem nauk wszelakich i na pewno lepiej wie, co jest najlepsze dla wszystkich dookoła.
    Dlatego uwielbiam Twoje artykuły, instastory i sposób przekazywania wiedzy – są takie prawdziwe, nie moralizują, nie upiększają rzeczywistości, a zawierają masę informacji bez których ani ciąży ani macierzyństwa sobie nie wyobrażam. Dzięki za super robotę, Nicole i zespole 🙂

  15. A ja bym chciala obalic kolejny mit, ze im szybszy porod to lepszy. Przezylam dwa porody ok 30 minut w szpitalu. Przy drugim dziecku dojechalam (myslalam ze urodze w samochodzie) do szpitala w poteznych bolach i uslyszalam ze rozwarcie jest na 2 cm i ze dluga droga przede mna. Nikt mi nie wierzyl, ze moj bol jest ekstremalny, prawie ciagly, w 20 minut “zrobilo sie” 10 cm. Wylam jak zwierze, chcialam umrzec, chcialam sie poddac i mdlalam z bolu. Bole parte to bylo juz wybawienie. Pomimo 30 min spedzonych w szpitalu niecierpie jak ktos mi mowi, ze mialam super porod bo krotki. I tez zawsze zastanawiam sie, czy ktorakolwiek kobiete bolalo tak bardzo jak mnie. Pewnie tak, ale trudno mi w to uwierzyc. Nadmienie, ze ze wzgledu na moja przewlekla chorobe reumatyczna, wiem co to znaczy bol i mam wysoki prog jego odczuwania.

  16. Mnie podczas porodów okropnie drażniło, gdy położne powtarzały “dasz radę, dasz radę”. Czułam się jakby mnie traktował jak idiotkę. Przecież wiem, że dam radę. No bo co, zacisnę nogi i nie wyjdzie??? Już lepiej żeby milczały niż gadał takie pierdoły.

  17. Mnie w macierzyństwie najbardziej zaskoczyło że doradzanie matce nawet jak ta jest lekarzem to w Polsce taki sport narodowy. W sklepie, na spacerze, w kosciele, babcie, szfagierki, ciotki i mnóstwo obcych ludzi lepiej wie co ja mam robić z moim dzieckiem.

  18. A ja choć wydawało mi się, że wiem że nie będzie łatwo i kolorowo i tak mam czasem trudno i się podłamuję … Szczególnie jakby się chciało prasowanie zrobić (ps.jak to z tym prasowaniem jest?) czy jakiekolwiek czynności domowe. Już teraz wiem, ze nie ma co planować żeby się potem nie rozczarować i marudzić, że się nie dało rady. Ale gorszy jest płacz- wszystko sprawdzone a nadal płacze…zmęczenie, nerwy i brak wsparcia i pomocy ze strony najbliższych. A już jak się powie, że ma sìę dość i słyszy się ,,co ty gadasz, jak możesz, płacze bo ty na nie marudzisz itd.” to dodatkowo można się załamać i przestać w siebie jako matkę wierzyć.
    Ps. Może jakiś artykuł czy porady dla matek, które karmią piersią inaczej? Bo chyba tego jest mało- ja po 2 miesiącach dopiero wpadłam na takie określenie i jakiś artykuł. Sama jestem taką mamą. Walcze nadal ale bezskutecznie:(. Laktator to rzecz dla mnie bardzo cenna:).
    Ps2: Oglądając filmik o dopajaniu brakowało mi rady dla nas- mamy dawać wodę bo przecież dziecko nie ma tego mleka etapami tylko wszystko zmieszane czy nie? I przy okazji jak ta wodę mineralną podawać- gotować, ile może stać w lodówce itd.?

  19. Witam,jak zawsze artykuły Pani czyta sie z duża przyjemnością-sama prawda na temat macierzyństwa i sytuacji zwiazanych z nim. Sama teraz mam 3tygodniowego synka i starszego ktory ma 7lat. Czasem jest ciężko bo naprawdę maluch wymaga duzej uwagi a ten starszy sie nudzi i ciagle to słyszę jak mnie woła abym to z nim sie pobawila….niestety płacz malucha ważniejszy-samo życie. Jak mam wolna chwilę to ogarniam dom,obiad i znajduje trochę czasu aby temu starszemu czas poświęcić. Co do karmienia piersią to obecnie sie staram,jem normalnie,piję duzo wody ale i tak dokarmiam mieszanka bo widzę ze niestety pokarm już powoli zanika. Zazdroszczę mamą którą maja pokarm i dziecko jest tylko na samej piersi. Karmiac w sposob mieszany nie czuję sie gorszą matką,nic nie zrobię taki mam organizm. A zdjęcie do artykułu super,u mnie tez rak czasem wygląda,a tu jeszcze czasem ktos zadzwoni ze idzie z wizyta odwiedzić i wtedy nie wiadomo za co sie brać aby ten dom jakos wyglądał☺.Pozdrawiam i czekam na kolejne artykuły. Zawsze są pomocne i rrak realnie napisane.

  20. O tak powinno się o tym pisać! Bo normalne kobiety popadają coś w rodzaju paranoi i depresji, że nie są idealne! A są! Urodziłam bliźnięta wcześniaczki przez cc. Ból potem mnie przerósł i trwał nie 3 doby a półtora miesiąca. Brzuch magicznie nie ginie- czemu ja byłam przekonana, że ginie. Karmienie- nie udało się nie miałam mleka. Czasem nie mam jak wyjść z nimi na spacer. Sprzątanie-robot sprzątający typi roomba-polecam!. Nerwy i brak sił oj co drugi dzień. Czasem marze by dotrwać tylko aż mąż wróci z pracy. Ciągłe zmartwienia czy dobrze będzie bo wyniki średnie. Ale jak widzę jak spią ułożone w nocy jak ja jak się bawią chwilę grzechotką jak się uśmiechają i uczą nowych rzeczy to uśmiecham się cała. Wszyscy napotkani mówią, że podziwiają bliźniacze matki. Nie podziwiaj przynieś jej obiad, lody co tam lubi. Zajmij się jednym dzieckiem przez chwilę! Jak dobrze, że są inne nieidealne idealne matki!!!

    Ps. Jest jakaś pewna strona z normami morfologii i innych dla dzieci? Strona z książki- może ktoś podratować?

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*