Kłamstwa macierzyństwa

Kłamstwa macierzyństwa

Od kilku dni mnie i moją koleżankę Alicję, znaną wam świetnie jako naszą mamoginekologową pediatrę, autorkę wszystkich dziecięcych wpisów tu na blogu, wzięło na refleksję. Dość oczywistą refleksję, a może nie… ?! Że macierzyństwo jest takie ciężkie… Potocznie się mówi, że jak dziecko się urodzi to będziemy się o nie martwić aż do 18 roku życia a nawet dłużej… ale prawda jest taka, że czym wcześniej w tym macierzyństwie tym tych mitów i kłamstw, którymi jesteśmy karmione – na temat jak to wszystko będzie magicznie i wspaniale jest więcej.

Pamiętam gdy rodziłam Rogerka w 2015 roku, nie bałam się porodu, nie wpadłam nawet na pomysł, że mogę mieć problem z karmieniem piersią, a miłość i cierpliwość do dziecka wydawała mi się czymś oczywistym i najbardziej naturalnym.

Teraz gdy mój kolejny poród zbliża się wielkimi krokami, mam coraz więcej obaw, z dnia na dzień przypominam sobie te najcięższe chwile – chwile, na które zupełnie nie byłam przygotowana. Ponieważ Alicja, nie dość, że jest mi ostatnio bardzo bliska to na dodatek jest najmłodszą mamą jaką mam w moim otoczeniu, chcąc nie chcąc dzwonię do niej kilka razy dziennie w niemalże panice…

Czasami mam poważne pytania – prawdziwe “rozkminki” życiowe…

“Ala, czy Ty wiesz jak wiele kobiet ma podobny problem z karmieniem jaki ja miałam, wmawianie kobietom, że każda kobieta będzie karmić dziecko naturalnie jeżeli tylko chce jest podobne do tego jakbyśmy mówili, że każda kobieta urodzi naturalnie jeżeli tylko tego chce… to bzdura. Czasami, a może nawet często nasze chęci, zupełnie nie są wystarczające.”

Innymi razy dzwonię do Alicji z pytaniem dosłownie… “z D…” i pytam jaki zamówić krem do smarowania pupy niemowlęcia, bo najprościej w świecie zapomniałam jakiego używałam.

 

I tak rozmawiamy sobie kilka razy dziennie, aż w końcu wczoraj Alicja stwierdziła, że te nasze “rozterki” muszą ujrzeć światło dzienne – a nuż widelec jakiejś młodej mamie pomogą.

O 22:30 dostałam SMSa od Ali – artykuł gotowy – “nawet jak go nie opublikujesz, to czuje się od razu lepiej jak to napisałam”

 

“Ala, genialny – nawet nie mam co tam dodawać od siebie”.

 

Zatem oto on masz maminy manifest o kłamstwach na temat macierzyństwa – autorstwa lek. Alicji Jaczewskiej.

 

Dzisiejszy artykuł będzie mało, a przynajmniej mniej medyczny, bardziej maminy albo po prostu kobiecy. Będzie o mitach macierzyństwa, o rozczarowaniach, trudnościach i kłamstwach. O tym wszystkim, o czym na ogół się nie mówi, bo „nie wypada” albo „bo wstyd się przyznać”.

A szkoda – bo może gdyby kobiety dzieliły się ze sobą też rodzicielskimi czy matczynymi porażkami i traumami, mniej świeżo upieczonych mam spotkałoby rozczarowanie, żal czy poczucie winy.

Zewsząd otacza nas idealny wizerunek Matki Polki, albo jeszcze gorzej – instamatki. Matki,  która pracuje do rozwiązania, w połogu czuje się świetnie, ma idealnie sprzątnięte mieszkanie, ugotowany obiad, sama jest fit, uczesana i umalowana a to wszystko robi karmiąc piersią na żądanie i spędzając z dzieckiem każdą wolną chwilę. Czy takie mamy w ogóle istnieją? Być może. My do takich nie należymy. Choć być może nasze instagramy mówią co innego. Ale pamiętajcie, że każdy pokazuje tylko to, co chce, żeby inni widzieli i zazwyczaj jest to tylko ułamek prawdy. Ale do rzeczy. Chcemy powiedzieć szczerze o kilku kwestiach związanych z byciem mamą.

 

Po pierwsze ciąża. Stan błogosławiony! Jasne. Może dla niektórych. Oczywiście, są kobiety, które w ciąży czują się jak ryba w wodzie, nie mają dolegliwości, nie stresują się swoim stanem.

I ja im bardzo zazdroszczę. Niestety, duża część ciążę… musi przetrwać. I jest to najodpowiedniejsze słowo. Nudności, które poranne są tylko z nazwy i nie zawsze kończą się po pierwszym trymestrze, najrozmaitsze dolegliwości bólowe, ograniczenie wydolności, zmiany nastroju… mogłabym tak wymieniać i wymieniać. Kiedyś mój mąż powiedział, że ja to jeszcze tą ciąże jakoś zniosę, pytanie czy on zniesie moją ciążę. Bo może to i wzruszające gdy ciężarna płacze na reklamach, ale już trochę mniej gdy płacze nad sobą. Albo krzyczy na wszystkich dookoła. Krzyczy i narzeka. I nikt mi nie powie, że narzekają te, co im się w głowach poprzewracało. Bo najbardziej twarde laski, którym przed ciążą nic nie było straszne czasem w ciąży wymiękają. Po prostu. Nie mają siły. Nie mają ochoty. Jest im źle. I boli. I nie ma co ich za to obwiniać. A tym bardziej nikt nie ma prawa powiedzieć kobiecie, że nie powinna się tak nad sobą użalać bo inne lepiej znoszą ciążę. Bo dla tej kobiety inne się nie liczą. Po prostu ona tak ma. I jedyne czego potrzebuje to zrozumienia, wsparcia albo świętego spokoju jeśli tego sobie życzy. A przede wszystkim przyznania się przed samą sobą, że tak ma, tak musi być, nie jest od nikogo gorsza, to kiedyś minie. Będzie wspaniałą mamą, nawet jeśli nie była wspaniałą ciężarną.

 

Po drugie poród. Mam wrażenie, że z nieznanych mi powodów to jest największe macierzyńskie tabu. Poród w rozmowach funkcjonuje często jako cud narodzin i tak jest przedstawiany. Nawet matki córkom nie mówią całej prawdy. Ja rozumiem, że oksytocyna wpływa na pamięć, ale niektórych rzeczy nie da się zapomnieć. Np. tego, że poród boli. Serio boli. Jakby nie bolał, nie wymyślono by znieczulenia do porodu. Tymczasem mam wrażenie, że wiele kobiet nie jest świadomych co je czeka.

Pamiętam dyskusję pod artykułem o cesarskim cięciu. Oczywistym jest, że poród naturalny jest z medycznego punktu widzenia lepszym rozwiązaniem od CC. Ale pojawiło się tam bardzo wiele głosów pt. „ja rodziłam naturalnie i nigdy więcej”. Może się mylę, ale wydaje mi się, że w dużej mierze takie traumy po porodzie wynikają z tego, że kobietom się wmawia, że to jest coś super-hiper-ekstra fajnego. I jest. Jak już dziecko wyjdzie. Ale wcześniej wcale nie jest tak super.

Ja, jako lekarz, wiedziałam czego się spodziewać. I pomimo tego, że był to największy ból jakiego doświadczyłam w życiu, nie boję się kolejnego porodu, bo na to się nastawiałam. I uważam, że my kobiety powinnyśmy być ze sobą szczere. Nie po to, żeby się straszyć. W końcu przeżyłyśmy te porody naturalne i niektóre z nas decydują się na więcej. Ale po to, żebyśmy nie czuły przerażenia i rozczarowania, że nie tak to miało wyglądać…

 

Po porodzie wszystkie dolegliwości przechodzą. Owszem. Ale pojawiają się nowe. Połóg nie jest fajny. Bywa nawet straszny. A dużo kobiet nie zdaje sobie z tego sprawy. Ale o tym już było w artykule o połogu, który znajdziesz tutaj. 

Co Ty wiesz o połogu?

 

Karmienie piersią. Rzecz najbardziej naturalna na świecie, prawda? To dlaczego tak wiele dzieci jest karmionych mieszanką modyfikowaną? Bo mają wyrodne, leniwe i dbające tylko o wygląd piersi mamy? NIE! Bo wielu kobietom się nie udaje pomimo najszczerszych chęci.

Kiedy byłam jeszcze w ciąży, często pytano mnie czy będę karmić piersią. Odpowiadałam, że chciałabym. I wtedy na twarzy osoby pytającej malowało się zdziwienie. No bo jak to – albo chcesz i karmisz albo nie chcesz i nie karmisz. Niestety, karmienie piersią, choć cudowne, zdrowe i naturalne – nie jest takie proste. Wiele kobiet musi się tego nauczyć. A niektóre dzieci muszą nauczyć się ssać.

Ja miałam to szczęście, że mi się udało. Ale nie było łatwo. Ileż nocy przepłakałam nie potrafiąc przystawić syna na leżąco a nie mając siły wstać, o bólu krocza przy siedzeniu nie wspominając. Chociaż z perspektywy czasu myślę, że mój problem, to nie był problem. Przynajmniej nigdy nie brakowało mi mleka. Ale szczerze współczuję kobietom, które mają prawdziwe problemy z karmieniem.

Nie raz walczyłyśmy z mamami pacjentów o ich laktację, gdy dzieci zbyt mało przybierały. I chyba nie spotkałam takiej, której zabrakłoby chęci czy determinacji. W końcu każda mama chce dla swojego maleństwa jak najlepiej. Czasem pomagały moje porady, czasem napoje wspomagające laktację, często nieoceniona była pomoc doradcy laktacyjnego, ale czasem zawodziły wszystkie sposoby. I tu pojawiało się poczucie winy, bycia gorszą matką, nasilała się depresja. Bo tym mamom powiedziano, że mają to we krwi, że samo przyjdzie, że to proste. A to wcale nie zawsze jest proste. Jednym przychodzi łatwiej innym trudniej. Te dwie grupy nigdy nie znajdą zrozumienia, bo mają różne doświadczenia.

Dlatego uważam, że przyszłe mamy należy uprzedzić, że czasem z karmieniem mogą być problemy. A jeśli je to spotka – to nie dlatego, że one są gorszymi mamami, albo nie nadają się na matki. Po prostu jest to trudność, z którą przyjdzie im się zmierzyć. I każdej życzę wygranej walki. A jeśli przegra? No cóż, Polacy odpadli na mundialu, ale czy to znaczy, że Lewandowski jest złym piłkarzem?

 

Noworodek tylko śpi i je. A mama w tym czasie może góry przenosić. Są takie noworodki. To prawda. Mój taki był. Przez kilka pierwszych dni. A potem zaczęły się kolki.

Prawda jest taka, że w pierwszych tygodniach życia dzieci dużo śpią. Nawet kilkanaście godzin na dobę. Ale nie wszystkie! I nie znaczy to wcale, że są chore. Niektóre po prostu tak mają. I jeśli nastawimy się, że dziecko będzie tylko spało i jadło, a trafi nam się bardziej wymagający egzemplarz, to zaczynają się schody. A może on chory? A może głodny? A może ja coś zjadłam? Boże, co ze mnie za matka, że nie potrafię uspokoić dziecka. Normalna. Najlepsza jaką Twoje dziecko może mieć.

 

Niemowlęta zasypiają w wózku i w samochodzie. O tak. Dużo dzieci to lubi. Ale nie wszystkie. Chyba każdy słyszał historię o wożeniu dziecka wokół bloku samochodem, żeby usnęło. Ja w każdym razie tak. Ale mam też znajomych, którzy wszędzie jeździli komunikacją miejską, bo dziecko po włożeniu do fotelika samochodowego krzyczało jak oparzone. Podobnie z wózkami. Wtedy na ratunek przychodzi chusta. A co jak dziecko też niechustowe? Tragedia. Zła matka bo nie wychodzi z dzieckiem na wielogodzinne spacery. A jak ma wyjść? Na rękach nosić? Czy włożyć zatyczki w uszy a niech całe osiedle słucha? Czasem się po prostu nie da. I trzeba mieć świadomość, że takie dzieci się zdarzają.

 

Będziesz karmić to szybko schudniesz. Jak ja na to liczyłam! W końcu samo karmienie to jakieś 550 kcal! Szkoda tylko, że nikt mi nie powiedział, że karmiąc ma się też wilczy apetyt, więc zjada się dodatkowe 1500… Oczywiście, są mamy, które karmiąc chudną w oczach. Ba! Są nawet takie, które wręcz nikną w oczach. Zwłaszcza, jeśli są na dietach eliminacyjnych lub najzwyczajniej w świecie opieka nad dzieckiem pochłania im tyle czasu i energii, że nie mają nawet kiedy zjeść. Jednak dla dużej części mam powrót do formy sprzed porodu to ogromne wyzwanie, które trwa nie kilka tygodni a wiele miesięcy. Trzeba o tym pamiętać, bo inaczej można się rozczarować. No i też po to, żeby nie pochłaniać wszystkiego co się napatoczy z usprawiedliwieniem, że „dziecko ze mnie ściągnie”.

 

Macierzyński to przecież urlop a wszystko jest sprawą dobrej organizacji. Jasne. Trzeba mieć plan i jak się będzie tego planu pilnować, to człowiek ze wszystkim się wyrobi i zdąży. Taaa. Warunek jest taki, że trzeba mieć dziecko, które chodzi jak w zegarku i niespożyte pokłady energii, żeby ogarniać rzeczywistość wtedy, kiedy maluch zasypia a nie zasypiać razem z nim. Niestety, pomimo tego, że dzieci uwielbiają regularność i rytuały, nie zawsze się im poddają. A co za tym idzie, plany mamy choć najlepsze, okazują się nieprzydatne. Także jeśli masz bałagan w domu, stertę prania do złożenia, mąż po raz kolejny musiał jeść obiad na mieście a Ty nie zdążyłaś zaliczyć treningu z Anią czy Ewą – to nie znaczy, że jesteś ch*** panią domu. I nie zrozumcie mnie źle. Nie zachęcam do tego, żeby te wszystkie rzeczy odpuścić. Ale do tego, żeby pozwolić sobie samej na to, że coś może być niezrobione. Bez wyrzutów sumienia.

 

„Do swojego będziesz mieć cierpliwość”. Och, ile razy ja to słyszałam? I byłam święcie przekonana, że jako mama będę oazą spokoju. Zwłaszcza, że przecież na co dzień pracuję z dziećmi, które – umówmy się – nie zawsze zachowują się tak jak ja bym tego chciała.

Myślę, że ten wizerunek idealnie opanowanej mamy pojawia się coraz częściej w związku z popularyzacją rodzicielstwa bliskości. Idea jest super. Zgadzam się z nią i sama staram się nią kierować w wychowaniu syna. Ale czy to znaczy, że moja cierpliwość nie zna granic? Jasne, że nie. Przyznaję, zdarzyło mi się zdenerwować na moje dziecko. Czasem miałam ochotę wystawić go za okno. Zwłaszcza gdy kolejną godzinę płakał nie wiadomo czemu. Oczywiście, nigdy nie zrobiłabym mu krzywdy, ale  po prostu miałam go dość. I myślę, że wiele mam miało taki moment. To też jest normalne. Każdy ma chwilę słabości, gorszy nastrój, po prostu taki dzień, że łatwiej wyprowadzić go z równowagi. Ważne, żeby sobie na to pozwolić i znaleźć ujście dla negatywnych emocji albo w krytycznym momencie powierzyć opiekę nad maluchem komuś innemu (tacie, babci, cioci).

 

Jak masz więcej dzieci, to one bawią się ze sobą i masz czas dla siebie. Dlatego, im mniejsza różnica wieku tym lepiej. Która z mam nie myślała tak zachodząc w kolejną ciążę? Tymczasem każde kolejne dziecko to tak naprawdę kolejne obowiązki. Nie piszę tego z własnego doświadczenia, bo póki co mam jedno, a i z rodzeństwa byłam najmłodsza. Ale nie raz słyszałam jak koleżanki mówiły „a mieli się razem bawić”. Czasem dzieci bawią się razem. Przez chwilę. Czasem trochę dłużej. Jednak nie ma co liczyć na to, że jedno zajmie się drugim. Dlatego warto nastawić się na jeszcze mniej czasu i jeszcze więcej matczynych „porażek”.

 

Pewnie znalazłoby się jeszcze więcej takich rozczarowań, pewnie i mnie jeszcze niejedno spotka. Czy to znaczy, że chcę Was zniechęcić do macierzyństwa? Absolutnie nie! Te wszystkie problemy i złości nic nie znaczą wobec posiadania dziecka i szybko odchodzą w niepamięć na widok bezzębnego uśmiechu albo najmilszego sercu „Mamusiu, kocham Cię”. Po prostu macierzyństwo to nie droga usłana różami. A nawet jeśli, to te róże mają kolce. Warto to wiedzieć, bo zawsze lepiej pozytywnie się zaskoczyć niż niemiło rozczarować.

281 komentarzy

  1. Do listy dodałabym tzw. Baby blues, który z pewnością nie dotyczy każdej świeżo upieczonej mamy, ale mnie dotknął i kompletnie nie byłam na to przygotowana. Pierwszy tydzień po powrocie do domu i każdy wieczór kończył się płaczem i panika pod tytułem “nie dam rady” mimo że maluch spał spokojnie najedzony i nic mu nie brakowało.

  2. Ja ciążę wspominam super, poród mogę iść choćby teraz rodzić ale połóg i karmienie piersią najgorsze co może być i pierwsza miesiączka to też jakaś masakra.

  3. I tak trzeba o tym pisać ,nie mydlić kobietom oczu że poród ,ciąża to coś cudownego ,że wychowanie w pierwszych miesiącach to coś cudownego to przede wszystkim ciężka fizyczną i posychiczna praca !!I Mój poród nie należał do najgorszych ,połóg również ,miałam wszystko zaplanowane ,pobyt w szpitalu nawet przyjemny ,brzuch płaski ,figura wróciła do normy po miesiącu ,dziecko spokojne ,ale i tak mówię kobietom mowie że nigdy więcej nie zafunduje sobie takiej “przyjemności” i zadnej mistyki zycia w tym nie było.

  4. O żesz ale to było dobre 😀 otwiera oczy 👀
    Wzrusza i rozbraja szczerością.

    Dziękuję

  5. Czy kobiety sa naprawde takie naiwne i latwowierne by wierzyc w kazdy mit o macierzynstwie? Albo byc zaskoczonym ze nieprzespane noce miesiacani sa w stanie zrobic z czlowieka kompletnego wraka? Ktos kto nigdy nie rodzil tez bylby wrakiem gdyby nie mogl normalnie spac. Ludzie chyba juz zapomnieli jak wygladalo zycie w dawnych czasach ile umieralo kobiet przy porodzie i niemowlat z glodu albo skad brala sie potrzeba mamki do karmienia. Kiedys nikomu by nie przyszlo do glowy ze ciaza porod i macierzynstwo to cos latwego. Wystarczy troche ruszyc glowa i logicznie myslec by dostrzegac w czym moga byc prawdziwe problemy a w czym nie.

  6. Mama Kasia

    Nastawienie w karmieniu jest ważne i pomaga (ok, może nie zawsze). Po pierwszym porodzie powikłanym krwiakiekiem pochwy i jego ewakuacją, położne w szpitalu kazały mi wręcz leżeć z dzieckiem przystawionym do piersi, a doradca laktacyjny mówił “pokarm jest, będzie dobrze, przystawiaj”, natomiast ja widziałam te kobiety z nawałem, i mnie to bolało – w trzeciej dobie i u mnie pojawił się pokarm! Karmilam 15 mcy. Drugi poród odbywał się w innym miejscu i trochę w stresie o dziecko, które po porodzie czekało na badania. Tam nastawienie było zupełnie inne, a historia z niepojawianiem się mleka podobna. Przystawialam dziecko niemal co godzina na pół godziny jak nie ciągle, a dopiero w czwartej dobie poczulam pokarm, że on jest. Ale tym razem był to mój sukces, pielęgniarki przepajaly dziecko wodą z glukoza podczas kiedy nie było ze mną w czasie badań i notorycznie przynoszono mi mleko sztuczne, a kiedy mówiłam, że karmię wręcz przecierano oczy ze zdumienia i dopytywano “tylko pierś?!”. Gdyby nie był to mój drugi raz na pewno skorzystałabym z tamtych rad i sięgnęłabym od razu po mieszankę. Nawału pokarmowego i tym razem nie było, a karmię już pół roku. Przyrost wagi u dziecka jest prawidłowy aż nadto, od kilku dni rozszerzamy dietę i wiem, że jeszcze trochę się pokarmimy! Moja dwójka to wzorowe dzieci, różnica dwa lata. Nastawialam się na ciężką przeprawę i jest znacznie lżej, ale nie oszukujmy się – to nadal dwójka maluchów, która potrzebuje nierzadko tej samej mamy w tym samym czasie – to największa trudność! Najgorszy trend jaki obserwuje to ten krytycyzm zewsząd. Matki matkom to robią, kiedy karmisz piersią to jesteś paskudna, że robisz to poza domem, jak smiesz to obrzydliwe? Kiedy karmisz mieszanką to jesteś leniwa i ta zła! Przecież większość dzieci jest tak karmionych (ciągle spotykam się z tym, ze np. w aptece kiedy mała miała kolki i szukaliśmy leku, pani aptekarka nie mogła uwierzyć że po pierwsze karmione piersią i kolki a po drugie, jak to – tylko piersia, może chociaż herbatke bym podała? Kiedy masz dwoje to masz super, wychowują się same… – no nie, nie wychowują się ale fakt jedno dziecko potrafi rozproszyc to drugie kiedy płacze i tak, wtedy jest lżej. My kobiety jesteśmy dla siebie bardzo okrutne jako matka do matki, lubimy się chwalić jak to nie mamy dobrze, i dla własnego samopoczucia dokopac tej drugiej. A jesteśmy w tej samej drużynie, jako matki kolejnego pokolenia, powinnyśmy się wspierać – jesteśmy ta samą grupą społeczną!

  7. Dziękuję za ten tekst! Jako ciężarówka czuję się gorsza od innych bo mam humory, płacze a znajome tego nie miały, bo tyję, a moja mama uważa, że powinnam się odchudzać bo wyglądam strasznie, bo boli brzuch gdy za długo chodzę a przecież to taki cudowny stan, że powinnam unosić się nad ziemia ze szczęścia. Wychodzi na to, że nie wszyscy mówią jak to w rzeczywistości wygląda bo kto chciałby oglądać na Insta płaczącego, spoconego wieloryba zamiast wypoczętej, wystylizowanej przyszłej Mamusi z promienistym uśmiechem wcinającej piękne zielone jabłuszko?
    p.s. nie zmienia to faktu, że nie mogę się doczekać mojej dziewczynki!

  8. Aleksandra

    Świetny wpis. Myślę, że każdy powinien go przeczytać żeby Nas kobiety choć trochę zrozumieć w ciąży, połogu i w trakcie całego wychowania Naszego Skarba. Pozdrawiam serdecznie 😊

  9. Jestem w trzeciej ciąży. W pierwszej starałam się karmić syna, ale krew z ropa i wymioty maluszka nie dały żadnych szans. Nikt nic nie wyjaśnił, tylko pani od laktacji wyciskając pierś twierdziła, że opowiadam bajki, bo ściskając z całej siły widzi, że mleko. Może miałam mało samozaparcia. Z drugim już w 6 miesiącu masowalam piersi, smarowalam sutki żeby je zahartować. Nic to nie dało. W domu z boku zagryzalam drewniana łyżkę, a starszy syn patrzył na młodszego jakby mamie robił największą krzywdę na świecie. Odpuściłam. Teraz z trzecią ciąża mam inne nastawienie. Wiem, że nie będę karmiła, bo zwyczajnie nie mogę, ale poczucie winy i tak we mnie siedzi, bo zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie uważał inaczej…

  10. Sama ciąża była dla mnie przyjemna dopóki nie zaczęły się nudności, czyli jakieś 6 tygodni… potem masakra, zgaga, bóle pleców, nudności do 7 miesiąca… było mi niewygodnie, źle, nogi mi spuchły masakrycznie, sam poród wspominam poprostu źle. Może nie miała dobrej opieki a może oczekiwałam zbyt wiele a to co dostałam to norma, nie wiem. Pierwszy miesiąc po porodzie to morze wylanych łez, nerwy na wierzchu, siniaki, bezsilność, płaczące dziecko, problemy z laktacją, brak czasu, brak snu… Teraz jest już 7 tygodni po porodzie a ja w końcu poczułam się jak mama jak mój bezzębny aniołek uśmiechnął się do mnie po raz pierwszy tydzień temu. Szczerze… nie spodziewałam się że to będzie tak wyglądać, z opowieści koleżanek wynikało że macierzyństwo to błogosławieństwo, że dzieci to aniołki które śpią całymi dniami i nocami…

  11. Izaniedagryza

    To tak prawdziwy artykuł, że aż mi się łezka w oku zakręciła! Gdyby go przeczytała przed porodem myślę, że byłoby mi trochę łatwiej po moich “porażkach”.

  12. Super artykuł, ale jeszcze bym dodała coś ze swojego doświadczenia. Pierwsze pół roku wspominam jak bajkę, co prawda mieliśmy trochę problemów jak każdy, ale chyba hormony jeszcze wpływały na pozytywne samopoczucie i energię z kosmosu. Miałam cudowne szczęście, że moje dziecię przesypialo noce od drugiego miesiąca życia pomimo karmienia piersią, ale kiedy zaczęły wychodzić zęby zaczęła się jazda. Ciągle pobudki w nocy, ciągła potrzeba atencji w dzień. Teraz synek ma 15 miesięcy i zaczynamy wracać do życia (pomimo pobudek w nocy nawet po 5 razy!) , staje się bardziej samodzielny, choć bez mamy nie chce się ruszyć na krok, ale tak naprawdę dopiero teraz jestem w stanie zrobić przy nim obiad czy coś innego. Ale żeby nie było za dobrze, odkąd zaczęliśmy rozszerzać dietę w głowie ciągle myśli, czy na pewno dobrze je. Jeszcze dodam, że macierzyństwo dało mi ogromną lekcje cierpliwości i co się okazało? Że moja cierpliwość bardzo szybko się kończy. Niech mi ktoś powie, że ma tak samo. Ostatnio zachodze w głowę jak ja mogłam się na niego denerwować?! Ciągłe wyrzuty sumienia. Tak, nikt nie mówił, że będzie kolorowo, ale nikt też nie mówił, że będzie aż tak ciężko.

  13. Super artykuł! ❤️ I ile w nim prawdy, aż się łezka w oku kręci ze wzruszenia. Super!

  14. Co za bzdury? -myślałam, kiedy spotkałam kolejną koleżankę Mamę, która narzekała, że jej Dziecko nie śpi, że ciągle płacze, że ma kolki, że się nie wysypia, że nie ma czasu na nic, że wiecznie pije zimną kawę. Zawsze wtedy (będąc już w ciąży) wierzyłam mocno, że u mnie będzie inaczej, że te wszystkie tanie historie, to sposób na zwrócenie na siebie uwagi, a moje Dziecko będzie aniołkiem, poza tym jak ma nie spać, skoro oboje rodziców to straszne śpiochy?!
    Naprawdę chciałam Dziecka, marzyłam o byciu Mamą. Nie rozumiałam jak można być tak nieczułym i mieć ochotę rozszarpać swoje Maleństwo.
    Moja 7 tygodniową Córcia ma kolki od kiedy wyszłyśmy ze szpitala, potrafiła od 4 rano do 20 płakać, z przerwami na turbo drzemki. Kilku lekarzy, usg brzucha, badania moczu, każdy jednoznacznie postawił na wzdęcia, nierozwinięty układ trawienny itd. Cierpi, a ja pomimo chęci nie potrafię jej pomóc. Kropelki “i na to i na tamto” niewiele pomagają, nawet te sprowadzane z zachodniej granicy, a miały działać cuda. Oczywiście, że czuje się złą matką, dopadają mnie wyrzuty sumienia, bo już kilka razy miałam ochotę oddać Szanowną do okna życia, nie zostawiając nawet kartki z Jej imieniem albo spakować się i pojechać na samotne wakacje.
    Kolejny temat to poród.
    W ciąży podjęłam decyzję, że będę rodzić naturalnie, wiedziałam, że będzie boleć, nastawiałam się, że będzie to długo trwało i będzie nieprzyjemnie, ale nie przewidziałam scenariusza, który mnie spotkał. Odeszły wody, trzymano mnie na patologii z skurczami co 8-10 min, ale bez rozwarcia i bez grama snu przez 28 godzin, następnie porodówka, bo tętno Dziecia zaczęło spadać, niechciana, acz konieczna oksytocyna, bóle z krzyża, do dosłownego “posrania się” i ta nuta trwała przez kolejne 5 godzin, najdłuższe i najbardziej okrutne 5 godzin mojego życia, próbowałam zmanipulować partnera, żeby przekonał położną do CC, byłam w stanie nawet wszystkich przekupić, chciałam, żeby się już skończyło, w dupie miałam ten cały poród, Dziecko, macierzyństwo, blagałam o śmierć. I kiedy dostałam znieczulenie i poczułam, że teraz mogę urodzić nawet drużynę piłkarską, otrzymałam informację, że trzeba zrobić CC, bo główka się “postawiła” i nie dam rady SN. Było mi przykro, tyle zniosłam, a skończyło się “wydobyciem”.
    Kolejny temat karmienie piersią.
    Oczywiście, że byłam przekonana, że przystawię i będzie ssać, bo przecież co w tym trudnego. Okazało się, że bez doradcy laktacyjnego się nie obyło. Płakałyśmy obie, Ona z głodu, ja z bezsilności, próbowałam oszukiwać, polewałam pierś modyfikowanym ze strzykawki, żeby Mała w ogóle chciała wziąć cycka w usta. Ból niesamowity, opuchnięte, popękane i krwawiące sutki, a Dzieć nadal głodny. Cały czas jesteśmy w kontakcie z Panią od laktacji, szczęśliwie karmimy się cycuszkiem, ale gdyby nie moja uparta natura, to dawno dałabym się ugiąć namowom mędrców na odstawienie od piersi i karmienie mieszanką. Wszyscy, nawet moja własna rodzicielka, nawet mój partner, wszyscy byli jak diabeł na ramieniu, zewsząd słyszałam, że może pokarm nie taki, że uczulenie, że może nawet pustka w piersiach. Plus moje wewnętrzne dialogi, że męczę dziecko, że głodne, że z wagi spadnie itd. Dokarmilłam parę razy, przyznaję się, miałam dość i w chwilach słabości, dałam jej butlę, żeby choć godzinę się przespać. Ostatecznie jednak nie poddałam się, choć wiele mnie to kosztowało.
    Ostatnio w rozmowie z koleżanką, której Synek jest tydzień starszy, obie zgodnie stwierdziłyśmy, że MACIERZYŃSTWO w ogólnym rozrachunku SSIE! Ale za nic w świecie nie cofnełybyśmy czasu, bo te małe mordki są warte naszego cierpienia ❤

  15. Taki artykuł był mi dziś potrzebny! Będę do niego wracać w ciężkich momentach, aby przypomnieć sobie, że przetrwam kolejny płacz, nie przespane noce, kolki. Dzięki że piszesz o tym. Przynajmniej uświadomiłam sobie że nie tylko ja mam ciężko.

  16. Haaa 🙂 właśnie jestem w drugiej ciąży 😀 i też zawsze słyszałam, “będą się razem bawić” haha, kolega w pracy relacjonuje mi od 9 miesięcy, co słychać u jego żony, z którą ma dwójkę synków i zawsze powtarza ” z dwójką jest tak samo jak z jednym, tylko jeszcze gorzej” 🙂
    i tego się trzymam – najwyżej będę miło zaskoczona 😉
    pozdrawiam wszystkie styrane matki !

  17. Oczywiście artykuł potrzebny, ale ja tam wolę optymistycznie patrzeć w przyszłość 🙂 Zakładam, że będzie dobrze. A jak pojawią się problemy, to sobie z nimi poradzimy 🙂 Wiem, że poród będzie bolał jak diabli, ale im bardziej będzie bolał, tym bardziej będę z siebie dumna. Wiem, że karmienie boli, wiem, że połóg to koszmar i że pewnie krocze będzie jedną wielką piekącą raną. Ale wiem, że to wszytko jest tylko na chwilę, minie szybciej, niż się wydaje… Jeśli mój dzidziuś będzie chciał być noszony na rękach 100% czasu, będę sobie powtarzać w kółko, że jeszcze za tym zatęsknię, gdy jako nastolatek wejdzie w tryb “spadaj mama” 😉 Chcę tego dziecka w komplecie, chcę wszystkiego co dobre i złe w parze idzie. Przecież nie da się tak, że tylko uśmiechy i słodkości – bez płaczu, zmęczenia, frustracji, uśmiechy nie miałyby smaku 🙂 Gdyby to wszystko było takie proste i usłane różami, to gdzie satysfakcja? 😉

    Jednej tylko rzeczy się boję, czyli CC…. Nie dlatego, że uważam taki poród za jakiś gorszy, czy siebie za gorszą. Ja po prostu mam absolutną fobię przed rozcinaniem powłok ciała 🙁 Nigdy nie miałam żadnej operacji, zastrzyki znoszę, ale wpięcie wenflonu wywołało we mnie panikę (czerwona twarz, zlanie potem, drgawki, aż w końcu wstałam i zaczęłam krzyczeć, że muszę natychmiast wyjść ze szpitala, w tej chwili proszę mi to wypiąć….). Nie wiem jak się przygotować na taką ewentualność… Jak będzie mus, to mi to pewnie to zrobią bez ceregieli, ale dla mnie to prawdopodobnie będzie trauma 🙁

  18. Świetny artykuł. Myśle ze wiele ciekawych spostrzeżeń wniesie tez każdy tata. Moje początki macierzyństwa były straszne i gdyby nie mąż nie wiem jął byśmy dały radę z córka.

  19. A ja właśnie z takich powodów nie chce mieć dzieci. Wkurza mnie jak dzieci płaczą, denerwują mnie jak wrzeszczą, przekrzykują się nawzajem. Włączają te durne zabawki. Mam niestety takich sąsiadów niewychowanych, którzy całe życie spędzają na balkonie, bo mają małe mieszkanie, ale rozmnażają się na potetę i niestety ale cierpi na tym cały blok. Wszyscy mają ich po dziurki w nosie, każdy cieszy się jak gdzieś pójdą na dwór bo wtedy można otworzyć balkon. I to jest nie do wytrzymania. Nie wyobrażam sobie żebym zmieniła zdanie w tym temacie.
    I możecie sobie hejtować takie kobiety jak ja, ale apeluję do tych MATEK POLEK, które siedzą w domu z tymi dziećmi, że nie jesteście same i wokół was są osoby które po przyjściu z pracy chciałyby odpocząć, poćwiczyć jogę, medytacje, wyciszyć się ale nie mogą, bo Wasze rozwrzeszczane bachory na to nie pozwalają. W wy myslicie że każdy sie rozczula nad tymi istotami, otóż nie każdy. I tak jak są wsród nas geje, lesbijki, to są też osoby które nie lubią dzieci i nie chcą ich posiadać. I myślę że trzeba o tym też głośno mówić, tak jak o kłamstwach macierzyństwa.

    • Nie mieści mi sie w glowie, dlaczego Pani czytała ten artykuł? Czy Mamaginekolog może w jakikolwiek sposób być dla Pani interesującą jednostką w Internecie? nie to miejsce.

    • Pani też była kiedyś dzieckiem. Być może nawet Pani płakała.😉

      • Myślę, że chodzi o to, że ci ludzie dzieci po prostu mają ale ich nie wychowują. Co innego płacz noworodka, czy niemowlaka, a co innego dzikie wrzaski, awantury i wieczny rozgardiasz, bo rodzicom nie chce się dzieci uczyć prawidłowych zachowań.

  20. Zgadzam się w 100%! Mnie też nikt nie uprzedził że będzie aż tak ciężko :/ na początku maluch faktycznie tylko spał i jadł, bo urodził się o miesiąc za wcześnie, było super tym bardziej, że przez cały czas był z nami mąż, ale potem… Mąż wrócił do pracy a maluch zrobił się stuprocentowym niemowlakiem wymagającym nieustannej uwagi i noszenia na rękach pokazywania wszystkiego w domu :/ na spacerze w wózku histeria, do tego problemy z laktacją i brak czasu na obowiązki w domu. Zawsze lubiłam porządek więc bylo mi tym bardziej ciezko ogarnąć dziecko i dom, albo patrzeć na bałagan:/ Mąż nie rozumiał mojej frustracji i zmęczenia, wszak kiedy był z nami przez miesiąc mały cały czas spał… do tego brak pomocy ze strony babć… Moja mama uważa że marudzę, przecież ona wychowała 4 dzieci tylko zapomniała że pomagała jej jej mama :/ a teściowa nie pracuje ale ma swoje sprawy kurs komputerowy, siłownię, odpoczynek… wnuczek jest tylko do przutulania. Dziś maluch ma 4 miesiące nauczyliśmy się ze sobą żyć i jest super, choć nadal brakuje mi pomocy w codziennych obowiązkach nauczyłam się trochę rzeczy odpuszczać 🙂 Teraz moja koleżanka jest w ciąży i obiecuję że uprzedzę ją jak może wyglądać macierzyństwo choc obawiam się że weźmie to za owe marudzenie…

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*