Kłamstwa macierzyństwa

Kłamstwa macierzyństwa

Od kilku dni mnie i moją koleżankę Alicję, znaną wam świetnie jako naszą mamoginekologową pediatrę, autorkę wszystkich dziecięcych wpisów tu na blogu, wzięło na refleksję. Dość oczywistą refleksję, a może nie… ?! Że macierzyństwo jest takie ciężkie… Potocznie się mówi, że jak dziecko się urodzi to będziemy się o nie martwić aż do 18 roku życia a nawet dłużej… ale prawda jest taka, że czym wcześniej w tym macierzyństwie tym tych mitów i kłamstw, którymi jesteśmy karmione – na temat jak to wszystko będzie magicznie i wspaniale jest więcej.

Pamiętam gdy rodziłam Rogerka w 2015 roku, nie bałam się porodu, nie wpadłam nawet na pomysł, że mogę mieć problem z karmieniem piersią, a miłość i cierpliwość do dziecka wydawała mi się czymś oczywistym i najbardziej naturalnym.

Teraz gdy mój kolejny poród zbliża się wielkimi krokami, mam coraz więcej obaw, z dnia na dzień przypominam sobie te najcięższe chwile – chwile, na które zupełnie nie byłam przygotowana. Ponieważ Alicja, nie dość, że jest mi ostatnio bardzo bliska to na dodatek jest najmłodszą mamą jaką mam w moim otoczeniu, chcąc nie chcąc dzwonię do niej kilka razy dziennie w niemalże panice…

Czasami mam poważne pytania – prawdziwe “rozkminki” życiowe…

“Ala, czy Ty wiesz jak wiele kobiet ma podobny problem z karmieniem jaki ja miałam, wmawianie kobietom, że każda kobieta będzie karmić dziecko naturalnie jeżeli tylko chce jest podobne do tego jakbyśmy mówili, że każda kobieta urodzi naturalnie jeżeli tylko tego chce… to bzdura. Czasami, a może nawet często nasze chęci, zupełnie nie są wystarczające.”

Innymi razy dzwonię do Alicji z pytaniem dosłownie… “z D…” i pytam jaki zamówić krem do smarowania pupy niemowlęcia, bo najprościej w świecie zapomniałam jakiego używałam.

 

I tak rozmawiamy sobie kilka razy dziennie, aż w końcu wczoraj Alicja stwierdziła, że te nasze “rozterki” muszą ujrzeć światło dzienne – a nuż widelec jakiejś młodej mamie pomogą.

O 22:30 dostałam SMSa od Ali – artykuł gotowy – “nawet jak go nie opublikujesz, to czuje się od razu lepiej jak to napisałam”

 

“Ala, genialny – nawet nie mam co tam dodawać od siebie”.

 

Zatem oto on masz maminy manifest o kłamstwach na temat macierzyństwa – autorstwa lek. Alicji Jaczewskiej.

 

Dzisiejszy artykuł będzie mało, a przynajmniej mniej medyczny, bardziej maminy albo po prostu kobiecy. Będzie o mitach macierzyństwa, o rozczarowaniach, trudnościach i kłamstwach. O tym wszystkim, o czym na ogół się nie mówi, bo „nie wypada” albo „bo wstyd się przyznać”.

A szkoda – bo może gdyby kobiety dzieliły się ze sobą też rodzicielskimi czy matczynymi porażkami i traumami, mniej świeżo upieczonych mam spotkałoby rozczarowanie, żal czy poczucie winy.

Zewsząd otacza nas idealny wizerunek Matki Polki, albo jeszcze gorzej – instamatki. Matki,  która pracuje do rozwiązania, w połogu czuje się świetnie, ma idealnie sprzątnięte mieszkanie, ugotowany obiad, sama jest fit, uczesana i umalowana a to wszystko robi karmiąc piersią na żądanie i spędzając z dzieckiem każdą wolną chwilę. Czy takie mamy w ogóle istnieją? Być może. My do takich nie należymy. Choć być może nasze instagramy mówią co innego. Ale pamiętajcie, że każdy pokazuje tylko to, co chce, żeby inni widzieli i zazwyczaj jest to tylko ułamek prawdy. Ale do rzeczy. Chcemy powiedzieć szczerze o kilku kwestiach związanych z byciem mamą.

 

Po pierwsze ciąża. Stan błogosławiony! Jasne. Może dla niektórych. Oczywiście, są kobiety, które w ciąży czują się jak ryba w wodzie, nie mają dolegliwości, nie stresują się swoim stanem.

I ja im bardzo zazdroszczę. Niestety, duża część ciążę… musi przetrwać. I jest to najodpowiedniejsze słowo. Nudności, które poranne są tylko z nazwy i nie zawsze kończą się po pierwszym trymestrze, najrozmaitsze dolegliwości bólowe, ograniczenie wydolności, zmiany nastroju… mogłabym tak wymieniać i wymieniać. Kiedyś mój mąż powiedział, że ja to jeszcze tą ciąże jakoś zniosę, pytanie czy on zniesie moją ciążę. Bo może to i wzruszające gdy ciężarna płacze na reklamach, ale już trochę mniej gdy płacze nad sobą. Albo krzyczy na wszystkich dookoła. Krzyczy i narzeka. I nikt mi nie powie, że narzekają te, co im się w głowach poprzewracało. Bo najbardziej twarde laski, którym przed ciążą nic nie było straszne czasem w ciąży wymiękają. Po prostu. Nie mają siły. Nie mają ochoty. Jest im źle. I boli. I nie ma co ich za to obwiniać. A tym bardziej nikt nie ma prawa powiedzieć kobiecie, że nie powinna się tak nad sobą użalać bo inne lepiej znoszą ciążę. Bo dla tej kobiety inne się nie liczą. Po prostu ona tak ma. I jedyne czego potrzebuje to zrozumienia, wsparcia albo świętego spokoju jeśli tego sobie życzy. A przede wszystkim przyznania się przed samą sobą, że tak ma, tak musi być, nie jest od nikogo gorsza, to kiedyś minie. Będzie wspaniałą mamą, nawet jeśli nie była wspaniałą ciężarną.

 

Po drugie poród. Mam wrażenie, że z nieznanych mi powodów to jest największe macierzyńskie tabu. Poród w rozmowach funkcjonuje często jako cud narodzin i tak jest przedstawiany. Nawet matki córkom nie mówią całej prawdy. Ja rozumiem, że oksytocyna wpływa na pamięć, ale niektórych rzeczy nie da się zapomnieć. Np. tego, że poród boli. Serio boli. Jakby nie bolał, nie wymyślono by znieczulenia do porodu. Tymczasem mam wrażenie, że wiele kobiet nie jest świadomych co je czeka.

Pamiętam dyskusję pod artykułem o cesarskim cięciu. Oczywistym jest, że poród naturalny jest z medycznego punktu widzenia lepszym rozwiązaniem od CC. Ale pojawiło się tam bardzo wiele głosów pt. „ja rodziłam naturalnie i nigdy więcej”. Może się mylę, ale wydaje mi się, że w dużej mierze takie traumy po porodzie wynikają z tego, że kobietom się wmawia, że to jest coś super-hiper-ekstra fajnego. I jest. Jak już dziecko wyjdzie. Ale wcześniej wcale nie jest tak super.

Ja, jako lekarz, wiedziałam czego się spodziewać. I pomimo tego, że był to największy ból jakiego doświadczyłam w życiu, nie boję się kolejnego porodu, bo na to się nastawiałam. I uważam, że my kobiety powinnyśmy być ze sobą szczere. Nie po to, żeby się straszyć. W końcu przeżyłyśmy te porody naturalne i niektóre z nas decydują się na więcej. Ale po to, żebyśmy nie czuły przerażenia i rozczarowania, że nie tak to miało wyglądać…

 

Po porodzie wszystkie dolegliwości przechodzą. Owszem. Ale pojawiają się nowe. Połóg nie jest fajny. Bywa nawet straszny. A dużo kobiet nie zdaje sobie z tego sprawy. Ale o tym już było w artykule o połogu, który znajdziesz tutaj. 

Co Ty wiesz o połogu?

 

Karmienie piersią. Rzecz najbardziej naturalna na świecie, prawda? To dlaczego tak wiele dzieci jest karmionych mieszanką modyfikowaną? Bo mają wyrodne, leniwe i dbające tylko o wygląd piersi mamy? NIE! Bo wielu kobietom się nie udaje pomimo najszczerszych chęci.

Kiedy byłam jeszcze w ciąży, często pytano mnie czy będę karmić piersią. Odpowiadałam, że chciałabym. I wtedy na twarzy osoby pytającej malowało się zdziwienie. No bo jak to – albo chcesz i karmisz albo nie chcesz i nie karmisz. Niestety, karmienie piersią, choć cudowne, zdrowe i naturalne – nie jest takie proste. Wiele kobiet musi się tego nauczyć. A niektóre dzieci muszą nauczyć się ssać.

Ja miałam to szczęście, że mi się udało. Ale nie było łatwo. Ileż nocy przepłakałam nie potrafiąc przystawić syna na leżąco a nie mając siły wstać, o bólu krocza przy siedzeniu nie wspominając. Chociaż z perspektywy czasu myślę, że mój problem, to nie był problem. Przynajmniej nigdy nie brakowało mi mleka. Ale szczerze współczuję kobietom, które mają prawdziwe problemy z karmieniem.

Nie raz walczyłyśmy z mamami pacjentów o ich laktację, gdy dzieci zbyt mało przybierały. I chyba nie spotkałam takiej, której zabrakłoby chęci czy determinacji. W końcu każda mama chce dla swojego maleństwa jak najlepiej. Czasem pomagały moje porady, czasem napoje wspomagające laktację, często nieoceniona była pomoc doradcy laktacyjnego, ale czasem zawodziły wszystkie sposoby. I tu pojawiało się poczucie winy, bycia gorszą matką, nasilała się depresja. Bo tym mamom powiedziano, że mają to we krwi, że samo przyjdzie, że to proste. A to wcale nie zawsze jest proste. Jednym przychodzi łatwiej innym trudniej. Te dwie grupy nigdy nie znajdą zrozumienia, bo mają różne doświadczenia.

Dlatego uważam, że przyszłe mamy należy uprzedzić, że czasem z karmieniem mogą być problemy. A jeśli je to spotka – to nie dlatego, że one są gorszymi mamami, albo nie nadają się na matki. Po prostu jest to trudność, z którą przyjdzie im się zmierzyć. I każdej życzę wygranej walki. A jeśli przegra? No cóż, Polacy odpadli na mundialu, ale czy to znaczy, że Lewandowski jest złym piłkarzem?

 

Noworodek tylko śpi i je. A mama w tym czasie może góry przenosić. Są takie noworodki. To prawda. Mój taki był. Przez kilka pierwszych dni. A potem zaczęły się kolki.

Prawda jest taka, że w pierwszych tygodniach życia dzieci dużo śpią. Nawet kilkanaście godzin na dobę. Ale nie wszystkie! I nie znaczy to wcale, że są chore. Niektóre po prostu tak mają. I jeśli nastawimy się, że dziecko będzie tylko spało i jadło, a trafi nam się bardziej wymagający egzemplarz, to zaczynają się schody. A może on chory? A może głodny? A może ja coś zjadłam? Boże, co ze mnie za matka, że nie potrafię uspokoić dziecka. Normalna. Najlepsza jaką Twoje dziecko może mieć.

 

Niemowlęta zasypiają w wózku i w samochodzie. O tak. Dużo dzieci to lubi. Ale nie wszystkie. Chyba każdy słyszał historię o wożeniu dziecka wokół bloku samochodem, żeby usnęło. Ja w każdym razie tak. Ale mam też znajomych, którzy wszędzie jeździli komunikacją miejską, bo dziecko po włożeniu do fotelika samochodowego krzyczało jak oparzone. Podobnie z wózkami. Wtedy na ratunek przychodzi chusta. A co jak dziecko też niechustowe? Tragedia. Zła matka bo nie wychodzi z dzieckiem na wielogodzinne spacery. A jak ma wyjść? Na rękach nosić? Czy włożyć zatyczki w uszy a niech całe osiedle słucha? Czasem się po prostu nie da. I trzeba mieć świadomość, że takie dzieci się zdarzają.

 

Będziesz karmić to szybko schudniesz. Jak ja na to liczyłam! W końcu samo karmienie to jakieś 550 kcal! Szkoda tylko, że nikt mi nie powiedział, że karmiąc ma się też wilczy apetyt, więc zjada się dodatkowe 1500… Oczywiście, są mamy, które karmiąc chudną w oczach. Ba! Są nawet takie, które wręcz nikną w oczach. Zwłaszcza, jeśli są na dietach eliminacyjnych lub najzwyczajniej w świecie opieka nad dzieckiem pochłania im tyle czasu i energii, że nie mają nawet kiedy zjeść. Jednak dla dużej części mam powrót do formy sprzed porodu to ogromne wyzwanie, które trwa nie kilka tygodni a wiele miesięcy. Trzeba o tym pamiętać, bo inaczej można się rozczarować. No i też po to, żeby nie pochłaniać wszystkiego co się napatoczy z usprawiedliwieniem, że „dziecko ze mnie ściągnie”.

 

Macierzyński to przecież urlop a wszystko jest sprawą dobrej organizacji. Jasne. Trzeba mieć plan i jak się będzie tego planu pilnować, to człowiek ze wszystkim się wyrobi i zdąży. Taaa. Warunek jest taki, że trzeba mieć dziecko, które chodzi jak w zegarku i niespożyte pokłady energii, żeby ogarniać rzeczywistość wtedy, kiedy maluch zasypia a nie zasypiać razem z nim. Niestety, pomimo tego, że dzieci uwielbiają regularność i rytuały, nie zawsze się im poddają. A co za tym idzie, plany mamy choć najlepsze, okazują się nieprzydatne. Także jeśli masz bałagan w domu, stertę prania do złożenia, mąż po raz kolejny musiał jeść obiad na mieście a Ty nie zdążyłaś zaliczyć treningu z Anią czy Ewą – to nie znaczy, że jesteś ch*** panią domu. I nie zrozumcie mnie źle. Nie zachęcam do tego, żeby te wszystkie rzeczy odpuścić. Ale do tego, żeby pozwolić sobie samej na to, że coś może być niezrobione. Bez wyrzutów sumienia.

 

„Do swojego będziesz mieć cierpliwość”. Och, ile razy ja to słyszałam? I byłam święcie przekonana, że jako mama będę oazą spokoju. Zwłaszcza, że przecież na co dzień pracuję z dziećmi, które – umówmy się – nie zawsze zachowują się tak jak ja bym tego chciała.

Myślę, że ten wizerunek idealnie opanowanej mamy pojawia się coraz częściej w związku z popularyzacją rodzicielstwa bliskości. Idea jest super. Zgadzam się z nią i sama staram się nią kierować w wychowaniu syna. Ale czy to znaczy, że moja cierpliwość nie zna granic? Jasne, że nie. Przyznaję, zdarzyło mi się zdenerwować na moje dziecko. Czasem miałam ochotę wystawić go za okno. Zwłaszcza gdy kolejną godzinę płakał nie wiadomo czemu. Oczywiście, nigdy nie zrobiłabym mu krzywdy, ale  po prostu miałam go dość. I myślę, że wiele mam miało taki moment. To też jest normalne. Każdy ma chwilę słabości, gorszy nastrój, po prostu taki dzień, że łatwiej wyprowadzić go z równowagi. Ważne, żeby sobie na to pozwolić i znaleźć ujście dla negatywnych emocji albo w krytycznym momencie powierzyć opiekę nad maluchem komuś innemu (tacie, babci, cioci).

 

Jak masz więcej dzieci, to one bawią się ze sobą i masz czas dla siebie. Dlatego, im mniejsza różnica wieku tym lepiej. Która z mam nie myślała tak zachodząc w kolejną ciążę? Tymczasem każde kolejne dziecko to tak naprawdę kolejne obowiązki. Nie piszę tego z własnego doświadczenia, bo póki co mam jedno, a i z rodzeństwa byłam najmłodsza. Ale nie raz słyszałam jak koleżanki mówiły „a mieli się razem bawić”. Czasem dzieci bawią się razem. Przez chwilę. Czasem trochę dłużej. Jednak nie ma co liczyć na to, że jedno zajmie się drugim. Dlatego warto nastawić się na jeszcze mniej czasu i jeszcze więcej matczynych „porażek”.

 

Pewnie znalazłoby się jeszcze więcej takich rozczarowań, pewnie i mnie jeszcze niejedno spotka. Czy to znaczy, że chcę Was zniechęcić do macierzyństwa? Absolutnie nie! Te wszystkie problemy i złości nic nie znaczą wobec posiadania dziecka i szybko odchodzą w niepamięć na widok bezzębnego uśmiechu albo najmilszego sercu „Mamusiu, kocham Cię”. Po prostu macierzyństwo to nie droga usłana różami. A nawet jeśli, to te róże mają kolce. Warto to wiedzieć, bo zawsze lepiej pozytywnie się zaskoczyć niż niemiło rozczarować.

280 komentarzy

  1. Agnieszka

    Nigdy nie miałam “romantycznej” wizji porodu. Może to przez tv, może internet, ale pewnie jeszcze wcześniej przez opowieści kobiet z akcji GW “Rodzić po ludzku”. Zawsze się bałam tej chwili, ze względu na ból, całą tą fizyczność i możliwość “uszkodzenia” dziecka, które przez całą ciążę było zdrowe, a w wyniku komplikacji przy porodzie może na całe życie stać się niepełnosprawne umysłowo czy fizycznie (albo jedno i drugie).

    Niestety, ciąży nie przechodzę lekko, najgorsze dla mnie (poza oczywiście dwutygodniowym pobytem w szpitalu z powodu ryzyka poronienia) jest to, że co chwilę robi mi się słabo, nawet w mieszkaniu (zresztą po tym poznałam, że jestem w ciąży). Jest to strasznie uciążliwe, ponieważ boję się gdziekolwiek iść i coś załatwić, bo nawet zakupy w sklepie pod blokiem kończą się przymusowym siedzeniem na schodach w oczekiwaniu na windę, bo inaczej to bym zemdlała. Strasznie mnie to irytuje, bo przez to jestem bardzo zależna od innych osób, na załatwianie spraw i dalsze wyjścia (np. banku) muszę mieć “obstawę”. Do tego dochodzi “oszczędny tryb życia” ze względu na ryzyko poronienia, z którego powodu też muszę liczyć na czyjąś pomoc. Jest to dla mnie strasznie frustrujące.

    Natomiast po porodzie nie oczekuję, że będzie łatwo, ze noworodek będzie tylko spał i jadł. Wiem, że będę stresować się ryzykiem śmierci łóżeczkowej, tym, czy dobrze opiekuję się dzieckiem, czy nie robię mu krzywdy itp. itd. Tym, czy będę umiała wychować dziecko tak, żeby sobie poradziło w życiu, żeby było szczęśliwe i lubiane przez rówieśników. To są dla mnie problemy.

    Może to ze względu na mój charakter i wcześniejsze doświadczenia, ale nie idealizowałam ani porodu, ani ciąży, a opieka i wychowanie to dopiero będzie wyzwanie.

    Na koniec dodam tylko, że nie rozumiem matek, które publikują kilka/kilkanaście postów dziennie (z tematycznymi grafikami!) o tym, jakie to są zmęczone, jakimi są bohaterkami, bo zajmują się dzieckiem i że na nic nie mają czasu 😉

    • Wreszcie głos rozsądku – mam tak samo jak Ty, poza tym, że moja ciąża nie jest zagrożona (codziennie robię zastrzyki, regularnie robię badanie anty Xa, oraz białka S całkowitego i wolnego ale szczęśliwie wszystko ok).
      Teoretycznie rodzę za 1,5 tygodnia i mąż (lekarz) nie pozwala mi nigdzie dalej (czyt. ok 30 km) jeździć samej autem, a w ogóle najlepiej, żebym już się z domu nie ruszyła. Rozumiem jego troskę ale słuchanie od niego i paru innych osób ile rzeczy mam zostawić mnie frustruje, bo to ostatnie chwile, kiedy mogę po prostu gdzieś wyjść, pojechać, coś załatwić i nie martwić się komu dziecko zostawić, no i oderwać się od obaw, o których pisałaś 😉
      Nie wiem skąd u kobiet wizje sielanki, czy łatwych i przyjemnych porodów.
      Życzę Tobie i dziecku dużo zdrowia, dużo siły, żeby się wszystko dobrze ułożyło! 🙂

  2. Jaki prawdziwy artykuł. Wzruszyłam się czytając. Karmie moje czwarte dziecko piersią 11 miesięcy. Mimo, iż jest to moje czwarte dziecko karmie poraz pierwszy. Resztę dzieci karmiłam tydzień bądź dwa tygodnie. Dlaczego ? Hmmm Pamietam jak po porodzie pierwszej córki poprosiłam o pomoc położna jeszcze w szpitalu by pomogła mi i pokazała jak poprawnie przystawić mam córeczkę do piersi. Jedyna pomoc jaka otrzymałam było zdanie : „ jak to nie wiesz ?! Przyłóż dziecko do piersi to będzie ssało ! „ No to przykładałam. Po tygodniu takiego „ przykładania „ moja córeczka ssała nie tylko mleko, ale również krew ! Tak krew. Miałam tak poranione brodawki. Muszę również wspomnieć o tym, ze gdy odwiedziła mnie w domu położna pożaliłam się ze moje dziecko ciagle płacze i ciagle chce być przy piersi. Wtedy jeszcze nie widziałam ze to jest normalne ( z ang. Cluster feeding). Nie widziałam, ze przez to dziecko „wyrabia” sobie mleko według potrzeb jak również „ koduje” pierś. Wracając do wizyty poloznej. Wiec pozalilam się i otrzymałam poradę żeby odciągnąć mleko do szklanki i położyć na 12 godzin w ciepłe miejsce. Po 12 godzinach powinnam zobaczyć ile jest wody a ile mleka właściwego. Było dużo wody wiec położna mi poradziła mleko modyfikowane bo stwierdziła ze moje mleko nie ma żadnych wartości i dziecko jest po prostu głodne !
    Dodam, ze obecnie moja córka ma 13 lat wiec nie było to jakoś bardzo dawno temu. Szkoda wielka, ze takie błędne informacje otrzymałam i przekazałam je kolejnym moim 2 córka.
    Kiedy zaszłam w ciąże z moim czwartym i ostatnim dzieckiem, wiedziałam ze tym razem musi mi się udać. Chociaż już wiedziałam ze nie koniecznie może, z różnych innych przyczyn.
    Zapisałam se na grupę laktacyjna. Jak również na grupę breasfeeding munmies ( mieszkam w uk ) na fb. Czytałam dużo artykułów. Pytałam i pukałam do wszystkich drzwi.
    Jestem wdzięczna matce naturze, ze mogę karmić mojego synka, ale również jestem dumna ze se nie poddałam. Nie było łatwo. Nie przespane noce, płakałam jak tylko synek się budził bo miałam wrażliwe brodawki na początku. Byłam rozdrażniona i nerwowa. Nawet miałam wrażenie ze nie chce być tak często przy nim. Nie było łatwo, ale miłość do niego i pomoc kochających ludzi w okol mnie przezwyciężyło wszystko. Karmie synka 11 miesięcy i nie zamierzam jeszcze przestawać !

  3. Super artykuł kobietki😉Wlasnie patrzę na swojego szkraba cztero miesięcznego który spi słodko i az sie łza w oku kręci… Jest słodki ale czasami potrafi dać w kość 😀

  4. Dzięki za ten tekst. Ja to chyba jakaś zbyt wrażliwa jestem. Rodzilam SN, bolało strasznie, nie mam słowa by to opisać. I nie chcę drugiego dziecka. Właśnie głównie przez ten ból.. Poza tym, to jedno moje małe coś, daje tak popalić, że stwierdziłam, że no więcej rodzić nie będę i kropka. A wszyscy dookoła oczywiście “a zobaczysz, jeszcze Ci się zachce…”, “ej jak to chcesz snobke wychować??! “, “najlepsza jest mała różnica wieku, więc bierzcie się do roboty!!” . Taaa. Nosz ch*j mnie strzela jak to słyszę. Takiego wała. Nie dziękuję.

  5. Artykuł trafiający w samo sedno…

  6. Ale trafiłyście w moje serce tym artykułem!
    Podpisuje się pod tym rękami i nogami. Ja do mojego partnera dzwonię i mówią że wyrzuce dzieci przez okno! Córkę straszę że zleje jej dupe mimo że nie wie co to znaczy bo lania nigdy nie dostała. A ile klnę po nocy gdy syn budzi się głodny A nie chce butelki do buzi wziąć! Po wyrzuceniu tego z siebie po prostu robi mi się lżej na sercu. Wolę przeklnąć niż żeby mi kiedyś nerwy puściły i uderzyć dziecko. Poza tym to kwestia przemęczenia. Jeśli jestem wyspana to bez problemu siedzę w nocy z dzieckiem i cierpliwie czekam aż jeść zacznie. Ostatnio z przemęczenia o mało nie nasypałam niemowlakowi mleka dla dwulatka… Kocham je nad życie i nigdy krzywdy nie zrobię. Co do karmienia piersią to takiego bólu się nie spodziewałam przy córce i bardzo mnie to zraziło. Przez co nie potrafiłam się przekonać do karmienia. Przy synu wiedziałam czego się spodziewać i było lepiej ale nie udało mi się utrzymać laktacji. Nie potrafiłam się zorganizować tak żeby karmić na każde żądanie piersią jak dwulatka co chwilę coś ode mnie chciała. Co do ciąży w pierwszej czułam się wspaniale. Jeszcze w 8 miesiącu jeździłam na rowerze. Bałam się zarówno cesarki jak i porodu naturalnego. Niestety trzeba było wykonać cesarkę. Dochodziła do siebie strasznie długo. Jak miałam kondycję przez całą ciążę to po jej zakończeniu nie mialam siły własnego dziecka nosić. W drugiej ciąży czułam się strasznie. Najgorsze były duszności i bolesna i swędząca skóra przez rozstępy. Bardzo chciałam rodzić naturalnie. Niestety nie udało się. Gdy dziecko urodziło się ja również jakbym się na nowo narodziła. Czuję się świetnie. Nie tylko nie mam problemu z noszenie dziecka Ale również córkę jak trzeba to noszę i z wózkiem lepiej sobie radzę. Wszystkim mówię o swoich doświadczeniach, nie żeby zrazić, tylko aby potem nie było rozczarowania jak u mnie.

  7. Artykuł podnosi na duchu. Starałam się dobrze przygotować do porodu i macierzyństwa. Bardzo dużo czytałam, rozmawiałam z innymi kobietami, które ciążę, poród i pierwsze miesiące macierzyństwa miały już za sobą. Sama należę do tych, którzy lubią być przygotowani, lubią mieć uporządkowane zarówno w głowie jak i w mieszkaniu. Niestety życie pokazało, że nie da się do pewnych rzeczy przygotować. Ciąża – od początku obniżony nastrój, lęki o malucha, ciągłe poczucie że coś jest źle, straszliwe mdłości przez pierwsze 5 miesięcy a potem nadmierne twardnienia brzucha, leki i leżenie. 9 miesięcy strachu. I to rozczarowanie bo przecież pierwsza ciąża to czytanie książek, śledziki na zmianę z czekoladą, jakieś tam nastroje ale ogólnie to “ciesz się tym czasem, drugie takie wakacje się nie powtorzą”.. tiaa.. Poród indukowany, 9 h bólu który mnie przerósł. Zawsze miałam się za twardą babę ale wtedy chciałam po prostu umrzeć. Nie liczyło się dla mnie to, że to dla dziecka, że zaraz będę je mieć w ramionach. Ostatecznie mały się przyblokował, stanęło na 9 cm i cesarka bo traciłam przytomność i nie byłam w stanie rodzić. Ból po cesarce przy bólach porodowych to był pikuś mimo że 2 tyg chodziłam jak kaleka a każde delikatne napięcie miesni brzucha to łzy i uczucie że zaraz to wszystko strzeli. A już wypróżnienie po CC… płacz płacz płacz, udało się kilka dobrych dni po porodzie. Nie ważne. Przy laktacji nie pomógł nikt. Położne w szpitalu przychodziły na każdą prośbę z miną jakby obrażoną, że się im przeszkadza, że zadaje się “takie” pytania, że przecież na korytarzu są ulotki to “proszę sobie przeczytać”. Przeczytane to ja miałam wszystko i dużo więcej ale i tak za pierwszym razem wszystko jest trudne, straszne a płaczące dziecko informuje że coś jest ŹLE.. tylko co. Młody od początku dużo płakał, słabo spał, miał straszliwe problemy z brzuchem, biegunki, wzdęcia, nic nie pomagało. Ryczalam z nim dzień w dzień. Mimo że wiedziałam że mogę jeść wszystko to od tego stresu nic nie jadłam, traciłam siły. Biegaliśmy z mężem od lekarza do lekarza. Minęły magiczne 3 miesiące. Brzuszek przestał boleć. Ale mały i tak dużo płacze, szybko się przebodźcowuje. Od początku nie pozwalał na spacery w wózku. Do dziś są możliwe góra dwa razy w tygodniu jeśli uda mi się go uśpić i wyjść na zewnątrz. Inaczej jest ryk..nie, nie płacz. RYK jakbym go opiekała na rożnie. To samo w foteliku. Mamy daleko rodzinę, najbliższą 400km. Tu w naszym mieście mamy niewielu znajomych. Powoli przywykłam ale od czasu do czasu łapie się na bardzo kiepskich myślach. I mam ochotę telepnąć dzieckiem i zapytać DLACZEGO? DLACZEGO NIE MOŻE BYC NORMALNIE? Wśród znajomych ostatnio dzięcioły bum. I tylko słyszę.. jest ok, dziecko ciągle śpi, budzi się na jedzenie i dalej spi.. ciąża? Nigdy lepiej się czułam. Zazdroszczę.. 🙂

  8. Wszystko takie prawdziwe, że aż miło się czyta pocieszajac się że nie ty jedna!
    Dołożyłabym jedynie pocieszenie że wszystkie problemy miną, by dać miejsce kolejnym 😉
    Moje początki macierzyństwa tak właśnie wygladały, a pełnia wyzwań dopiero przede nami.
    Najważniejsze to wsparcie najbliższych, męża, mamy , teściowej, koleżanki .. bez tego ta sterta prasowania nigdy by nie zniknęła;)

  9. Artykuł na 6+ ! Cała prawda o macierzyństwie jak do tej pory ukrywana moim zdaniem.
    Też miałam depresję po urodzeniu syna, ponieważ byłam pewna, że jeśli chce się karmić piersią to jest to po prostu możliwe. U mnie tak sie nie stało niestety. Czułam się przez to wyrodna matka chociaż miałam naprawdę wielkie wsparcie od męża . Po czasie, jak widziałam, że synek jest zadowolony i się uśmiecha moje wątpliwości w bycie dobrą mamą zniknęły. Słabsze dni miewam do dzisiaj oczywiście wtedy kiedy roczniak wyczerpuje moje ostatnie zapasy cierpliwości 😀 W gruncie rzeczy i tak uważam, że macierzyństwo choć tak naprawdę trudne jest poprostu piękne ❤

  10. Łezka została zrobiona. Jakby ktoś opisał mnie. Zwłaszcza to, że jestem okropną matką. Bardzo chciałam karmić piersią mojego syna, ale niestety leżał w szpitalu ddalonym o 30km. I to całe 2 tygodnie. A ja cała popuchnieta w domu. Moglam pozwolić sobie na wizyty u syna trwające Max 2 godziny. Stymulowalam laktatorem, ale I tak nerwy oraz stres zrobiły swoje. Płakałam na synkiem I to przepraszałam, że nie dam rady z nim ciągle być. Potem, że nie karmię to piersią. Dużo się nasluchalam od lekarza rodzinnego. Na szczęście mam super położną. Złota kobieta z powołaniem. Całe szczęście, że teraz jest wszystko dobrze. Ale my, kobiety, nie możemy bać się mówić o macierzyństwie. To jest piękne. Ale dopiero jak wygra się z przeciwnościami.

  11. Mama na macierzyńskim

    Boziu, jakie to wszystko prawdziwe. Najbardziej wkurzają mnie te instagramowe mamuśki, które faktycznie nieskazitelnie wyglądają tydzień po “cudownym, łatwym i szybkim” porodzie. Karmienie piersią- trauma. W szpitalu, nikt mi nie pokazał jak się do tego zabrać. A potem położne na obchodzie patrzyły się na mnie złowrogo. Ściągalam małemu pokarm, bo cycki bolały mnie niemiłosiernie a każde przystawienie go było z przymrużonymi ze strachu oczami. Zresztą, pokarm miałam tylko przez 3 tygodnie. I oczywiście każdy w rodzinie zdziwiony, że nie karmię dziecka. A sama ciąża, no rzeczywiście bywa fajna, w miare ładnie się wygląda, ale jak się ląduje na patologi na dwa miesiące, to już nie jest tak słodko. Uroki życia… Synka nie oddałabym za nic w świecie. Jest zdrowy, mądry i szybko się rozwija. Ale co trzeba przeżyć i przez co przejść, żeby mieć takiego szkraba, to wiedzą tylko kobiety.

  12. ciężko czyta się ten artykuł będąc kobietą po sześciu poronieniach, która nie marzy o niczym innym jak szczęśliwej ciąży i macierzyństwie

    liczę jednak na to, że kiedyś będzie mi dane wrócić do tego artykułu i stwierdzić, że autorka ma 100% racji

    Pozdrowienia,
    A.

  13. Wiele w tym prawdy…wizja ciąży porodu i macieżyństwa jaką obecnie przedstawiaja nam m.in. serwisy społecznościowe czy też tv ma sie nijak do realiów. Na szczęście będac w ciąży (pierwsza ciaża) byłam świadoma tego, że to co mnie czeka to nie będzie takie o tam sobie “słodkie pierdzenie”. Do porodu jechałam z uśmiechem na twarzy, wiedziałam że czeka mnie ból o którym inne matki mówły, że jest nie do opisania…dopiero w momencie jak poczułam to na wlasnej skórze (i nie tylko;)) zrozumiałam z czym musze sie zmierzyć…no i te wszystkie dolegliwosci temu towarzyszace…aplikacja czkopkowów na oddanie stolca, strumienie wód płodowych, nieprzyjemne badania ktore już wydawaly się być jakas masakra…racja o tym sie nie mówi. Fakt w filmach babki sie drą i pot leje sie im poczole ale urodzenie dziecka to wysilek ktorego.nie da sie z niczym porównać. Karmienie piersia… nie byłam jakoś okrutnie zdeterminowana żeby koniecznie karmić bo z tyłu głowy miałam właśnie fakt że nie każda matka może karmić…ale w drugiej dobie po porodzie przeszłam delikatny kryzys bo córka traciła na wadze próbowalam ją karmic, miałam pokarm i już wtedy zrozumiałam że chce ją karmić ale byłam taka wsciekła… nie na siebie, nie na nią, że nie potrafi ssać a bardziej na personel szpitala, który traktował to w błahy sposób… “jak to nie ssie, przyłożyć do cycka (szarpniecie za cycek,wepchniecie dziecku do buzi) o widzisz ssie”. Dziecko pociagnelo dwa, drzwi sie zamykały a córka znowu w wyk…dwa dni prosiłam o pomoc ale schemat był ten sam.dzień przed wypisem jedna z pań położnych powiedziała mi że “jak nie umiem przystawiac jeszcze dziecka to ona radzilaby mi zostać jeszcze jeden dzień”…podziękowałam. Po tygodniu od urodzenia wybrałam się do laktatorki, która bardzo szybko mi pomogła dobierając odpowiedni sposob przystawiania córki i karmie do dzis! (9miesiąc). Połóg to chyba coś gorszego od porodu…ból przy siadaniu ból przy wstawaniu, strach gdziekolwiek dalej wyjść bo nie wiesz czy zdarzysz dobiec do toalety jak zachce Ci sie siku… do tego te okropne wielgaśne wkładki… dodać do tego wszystkiego jeszcze można zapalenia piersi, zastoje pokarmu to też ciemna strona o której się nie wspomina… no i mąż, ktory jak już oswoi sie z faktem, że jest dziecko, odczeka 6 tygodni… i już przebiera nogami kiedy bedzie mógł wskoczyć żonce pod kołderke… no i tu kolejna góra lodowa, i pomimo że już powoli zdążyło sie zapomnieć o bólu… wszystko wraca…. oh… Jeżeli mowa o cierpliwości… na poczatku nie miałam z tym problemow bo mała tylko jadła i spała, bez żadnych kolek itp… ale przyszedł moment że sie rozbrykała niesamowicie, zaczęły sie pobudki w nocy i nie że płacz tylko ona zabawa na całego… pare razy cierpliwość sięgała granic, pare razy wnerwiona na maxa budziłam męża z nerwami żeby sie zają córką bo ja już z nia nie wyrabiam… zdarzalo sie też tupnać noga i w dosadny sposob zaprowadzac porzadek… owszem.później były wyrzuty sumienia ale koleżanka jeszcze na początku uświadomiła mnie słowami “masz prawo czasem nienawidziec swojego dziecka, każda matka ma prawo mieć dosyć”…. coś w tym jest… ale prawda jest taka że z każdym dniem kochamy swoje dzieci bardziej i bardziej i to dzięki temu i dlatego jesteśmy w stanie tak wiele znieść…

  14. Witam. Ja przede wszystkim byłam nastawiona na profesjonalne i pełne empati podejscie personelu medycznego, zarówno podczas ciazy -jak poszłam do ginekologa potwierdzic ciaze to usłyszałam z dziwnym usmiechem na twarzy od pana dr. “a stary juz wie”? … Tak mąż wiedział… Poźniej od innej pabi dr.,gdy po badaniach prenatalnych wyszla niedomykalnosc zastawki trojdzielnej i wzrosły różne prawdopodobieństwa (wynosiły mniej niż 1%) “a mowiłam Pani ze teraz głównie 25latki rodza dzieci z zespołem Downa” i “no chociaż hemoglobine masz dobrą”… Nastepnie gdy spadła ilosc ruchów dziecka, pani prof., do ktorej chodziłam kontrolowac sytuacje z niedomykalnoscia zastawki i dojezdzałam 120km, zaleciła codziennie ktg…to dopiero był problem… Nikt nie chciał go wykonać…i tylko komentowali, ze to “nie rzeczywistosc pani prof.” i badaja tylko pacjentow a nie na rządanie osoby z ulicy…i jak mi zrobia to ktg, i wyjdzie wszystko ok to musze zostac trzy dni zeby dostali zwrot kasy…… A jak trafiłam do szpitala w 38 tyg. bo pani położna środowiskowa stwierdziła podwyższone tętno dziecka, to pan dr. zaczął mnie obwiniac ze przyjechałam ze co to ma byc ze bede lerzec na korytarzu bo on nie ma siły na przyjecia… I wtedy nie wytrzymałam, ryczałam na srodku oddziału…. To była moja pierwsza ciaza, z tyłu głowy cały czas miałam ze nie moge skomentować, sprostować, tupnąć nogą, i po prostu zarzadac normalnego traktowania bo co bedzie jak na te osoby trafie przy porodzie?…
    Przed porodem tydzien spedziłam w szpitalu,codziennie przychodził inny lekarz i zmieniał komunikat “na pewno bedzie cc”, nastepnego dnia”rodzisz naturalnie” i taka huśtawka przez 7dni…a nie chodziło o ustawienie dziecka tylko o rzeczy zwiazane z moim zdrowiem. Po czym miałam cc, ale musiałam sie nasłuchac od pan położnych na porodówce, ze one to tego nie rozumieja i czemu tak wybrałam, ja niczego nie wybierałam! Bylam nastawiona na porod naturalny, i znowu skoro osoby ktore sie na tym znaja zadecydowały ze lepiej bedzie cc, to dlaczego ktos cos sugeruje i zasiewa niepokoj…
    Po porodzie przez przypadek usiłujac wstać, nacisełam na dzwonek, zostałam zmieszana z błotem, ze co ja sobie wyobrażam….ze wołam położną 8godz.po cc, ze trzeba sobie radzic samemu, nawet nie zdazylam sie odezwac.
    Poprosiłam zeby mi panie pomogly z karmieniem, nie znalazly czasu.
    Miałam strasznie poranione sutki, uczyłam sie karmic z YouTube, ryczałam głosniej od corki,pozniej sciagałam laktatorem, walczyłam, wyleczyłam w miare, nabawiłam sie zapalenia, odciagałam mleko z ropą, gorączka, wymioty, dreszcze, kapusta, anybiotyk. Przygode zakonczylam po 5tygodniach. Corka wreszcie sie najadła mlekiem modyfikowanym i wyspała. Do karmienia piersia juz nie wrociłam. Mała ma teraz 7 miesiecy i jest silna i zdrowa, zaczyna raczkowac.
    Pozdrawiam

  15. Co do porodu i tego uświadamia. To prawda 🙂 ja tez sie nastawialam na ogromny ból, tym bardziej, ze moja Mama twierdziła,że mogą mi robić CC (za wąskie biodra, totez dlaczego myslalam, ze ból będzie okropny) Nie było kolorowo, ale moment kiedy dziecko wyszlo i położono na mnie, to już nie miało znaczenia, chociaż z bólu mogłam przegryzac metalowe ramy łóżka. Koleżanki po porodzie pytały mnie, jak to jest, a że ja lubię opowiadać, ze szczegółami, to tak opowiedzIałam. Ból, pot, łzy, łamanie kości idzie zejść i pomyśleć przez chwilę na co mi to było. A potem siostra.dzwoni i mówi, że tak przestraszylam koleżankę, cytuję: X powiedZiała, że liczyła na coś w stylu spoko, nie było źle, a ja opowiedzialam jej jak to wygląda, że ona bedzie walczyc o CC 😛
    taka jest rzeczywistość, nie bede koloryzowac. Porod to nie do końca bajka W. Disney’a 😉
    PS. Świetny artykuł, jak zawsze

  16. A ja nie wiem jak do tego artykułu podejść 🙁 jestem generalnie osoba wrażliwa i łatwo wpadam w stany stresowe (a w ciąży to już w ogóle masakra. I nie, mówienie: “nie stresuj się, bo nie możesz teraz” nie działa). Jestem w 25 tyg ciąży, termin za ok 3,5 miesiąca ok i właśnie z racji dużej podatności na stres staram się myśleć bardzo pozytywnie o tym, co mnie czeka! Poród traktuje jako wyzwanie i w sumie to nie obchodzi mnie to jak on się odbędzie (mimo iż chce marzy mi się urodzić naturalnie), tylko wyobrażam sobie moment, kiedy pierwszy raz zobaczę moja Kruszynke. Żeby nie bylo- idealistka nie jestem i zdaje sobie sprawę, że będą piekielnie trudne momenty okupione płaczem, nerwami i przekleństwami, ale nie mogę się nastawiac tak negatywnie. Co będzie to będzie. A może wcale nie będzie tak źle. Pozdrawiam 🙂 PS. Kluczem do sukcesu jest odpowiednie nastawienie i świadomość tego, że właśnie może nie być tak instagramowo. Nastawiam się pozytywnie, ale wiem, że będa ciężkie momenty!

  17. Super napisane 😉 Ja bardzo nie moglam sie doczekac az bede w ciazy chociaz bylam mloda..Doczekałam sie 7 miesiecy wymiotow, 2 miesiecy zgagi i innych milych dolegliwosci :p Ponadto trafil mi sie typ niesamochodowy, niewozkowy, duzo placzacy.. Ale nie zaluje :p Czasem brakuje cierpliwosci faktycznie, ale ten bezzebny usmiech wynagradza wszystko 😉

  18. Od kiedy zostalam mamą targają mną podobne uczucia i chęć wykrzyczenia tego całemu światu. Boli mnie, ze ludzie patrzą na mnie z politowaniem, ze muszę się tłumaczyć z tego że “dlaczego od początku ciąży bylam na zwolnieniu, potem dlaczego mialam cc, potem dlaczego karmilam tylko 3miesiące, dokarmiajac mlekiem modyfikowanym a teraz dlaczego wspomagam sie sloiczkami”. Nikt nie wie co przeszlam, jak bardzo zle czułam się w ciąży, jak cierpialam po cesarce, jak plakalam przez pierwsze miesiące po porodzie bo bolały mnie poranione piersi a wszyscy dookola krzyczeli: karm! Nikt nie wie co dzieje sie w głowie świeżo upieczonej matki której kilogramy nie znikają, piersi robią się obwisle, a dziecko płacze i ciężko znaleźć przyczynę. Niestety codziennie przekonuje się ze matka matce wilkiem, zamiast wsparciem…

  19. Dzieki dziewczyny za Wasz tekst. Poród bezproblemowy, Cc na życzenie – absolutnie nie żałuję, ekspresowo doszłam do siebie, brak problemów laktacyjnych. Za to moje wyobrażenie o noworodku że tylko śpi i je, zostały szybko obalone przez malego Szefa. Pobudki o wschodzie słońca, prawie cały dzień płaczu. Wózek, fotelik, chusta be, dopiero wprowadzenie smoczka, dało mi trochę odetchnąć, oczywiście czułam się wyrodną matką, przecież smoczek zaburza odruch ssania i laktacje, psuje zgryz i itd. Dzięki temu gumowemu wynalazkowi mogę w końcu wyjść na spacer, co daje minimalne poczucie wolnosci wyrwania się z 4 ścian, Szef szybciej się uspokaja – przed smoczkiem był nieodkładalski. Zatyczki ratuje mi życie, jednak mimo wszystko ciągle spotykam się z niezrozumieniem jak mogę dawać dziecku smoczek…😞

  20. Ja przed pierwszym porodem po części zdawałam sobie sprawę z tego że nie zawsze wszystko będę ogarniać, że poród boli jak nic innego a dzieci nie zawsze są “idealne”. I trochę się sprawdziło, trochę niecałkiem, dobe przed porodem zaczęły się u mnie bóle krzyżowe, masakra umierałam z bólu a zawsze miałam bardzo wysoki próg bólu; ale jak już było te 10 cm ból jakby minął, możecie mi nie wierzyć, ale parcie było bez bólu a nie miałam znieczulenia. Moja starsza córka była dzieckiem kochającym rytuały, spala i jadła zazwyczaj jak w zegarku; ząbkowania nie pamiętam. Jednak mimo to codzienności nie ogarniałam po jakimś czasie bardziej niż mi się wydawało. I tak przed drugim porodem nastawiłam się na ostre bóle krzyżowe, ale nie spodziewałam się że bóle parte mogą tak boleć, spanie i rytuały też tak średnio. Dodatkowo problemy z przewodem pokarmowym przez co ani długie spacery nie wchodziły w grę a tym bardziej noszenia w chuście. Ząbkowanie też wiąże się z kilutygodniowym płaczem i bólem. I tak u mnie to nie opowieści o cudownym macierzyństwie a pierwszy poród sprawiły że nie byłam świadoma jak bardzo może boleć poród i że opieka nad dzieckiem może być trudniejsza niż się wydaje.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*