Bolesne stosunki płciowe

Bolesne stosunki płciowe

Dziś chciałabym Wam napisać o problemie, który jest niesłychanie częsty, ale zarazem bardzo bagatelizowany lub wręcz marginalizowany.
Społeczeństwo, nasza obecna pop kultura pokazuje nam na każdym kroku, że bardzo pożądaną cechą u kobiet jest bycie „sexi” (pisownia dowolna).
Kobieta sexi to nie tylko taka, która jest zadbana – ma pomalowane paznokcie, ponętne usta, czy strój z dekoltem. Tak naprawdę pojęcie seksowna odnosi się do tego, że tym strojem, tą aparycją kobieta pokazuje, że czuje się kobieco i co za tym idzie czerpie przyjemność ze zbliżeń płciowych (mówiąc wprost – z seksu).

Tak nam podpowiada społeczeństwo, otoczenie. Z resztą tego pragną mężczyźni – myślę, że zdecydowana większość mężczyzn marzy o kobiecie, która osiąga ekstazę niemalże na myśl o współżyciu.

Niestety prawda (bolesna prawda) jest skrajnie inna. Istnieje ogromna rzesza kobiet, dla których stosunki płciowe nie są przyjemne, a wręcz są bolesne.
Dotychczasowa literatura i źródła, które przeglądałam mówiły mi, że dyspareunia (czyli medyczne pojęcie określające bolesne stosunki płciowe) dotyczy 10-25% kobiet, przynajmniej w pewnym okresie ich życia.
Wydaje się dużo? Mnie się wydawało bardzo dużo… A tu niespodzianka, bardzo przykra niespodzianka.

Zrobiłam ankietę z Wami – moimi czytelniczkami – czy Wy macie bolesne stosunki.
Ankieta nie była szczegółowa – nie była naukowa, był to prosty kwestionariusz z 5 pytaniami, abym pisząc ten artykuł mogła zobaczyć skalę problemu – nie gdzieś w USA w latach 1960 (wiele opracowań na temat bolesnych stosunków wciąż się opiera na statystykach Kinseya lub Masters and Johnson – przy okazji polecam film o Kinseyu i serial o drugich bohaterach – Masters of sex), tylko skalę problemu tu i teraz w Polsce , wśród kobiet, które mnie czytają.

Oto wyniki – odpowiedziało ponad 70 tysięcy kobiet!

Prawie każda z Was miała przynajmniej jeden bolesny stosunek w życiu. Ok, przyznaję, to mnie nie zaskakuje. Aby seks był przyjemny musi być spełnionych wiele czynników. I czasami mogą one nie być spełnione – tego, jakbyśmy chcieli nie unikniemy. Wystarczy mieć stresujący dzień i “być gdzieś indziej myślami”.

 


Ale te dane już mnie zaskakują – u ponad ¼ z Was ostatni stosunek płciowy był bolesny to już bardziej pokazuje skalę problemu.

Jeszcze bardziej niepokojąca jest jednak ta kolejna statystyka.

Zobaczcie sami – ponad 1/3 z Was ma realny problem z bolesnymi stosunkami płciowymi!

Spodziewaliście się takich wyników? Ja przyznam, że nie… Myślałam, że to będzie te klasycznie uważane kilkanaście procent.

Zresztą moje myślenie, że to będzie kilkanaście procent nie było wyssane z palca.

Jednym z moich standardowych pytań w gabinecie na rutynowej wizycie ginekologicznej jest to “czy ma Pani jakieś dolegliwości przy współżyciu?”.

Pacjentki mogą tu odpowiedzieć, że odczuwają ból, mają plamienia lub chociażby problemy z trzymaniem moczu.

Zawsze staram się o to spytać. Nie wydawało mi się nigdy, aby to pytanie było bardzo krępujące.  Zresztą po to jestem, aby kobietom pomóc i poszukać przyczyny.

Mniej więcej 1/10 pacjentek mi zgłaszała ból przy stosunku.

A tu nagle w anonimowej ankiecie na 70 000 kobiet (!) wynik jest prawie czterokrotnie większy.

Daje to do myślenia. Przede wszystkim są dwa wnioski:

– problem jest bardzo częsty

– problem jest na tyle wstydliwy, że często kobieta trzyma go w tajemnicy nawet przed ginekologiem!

Czy trzyma go w tajemnicy przed swoim partnerem? Tego nie wiem, ale mogę tylko podejrzewać, że w dużej mierze tak, o czym pośrednio mówi kolejna statystyka.

Być może ból nie jest aż tak dokuczliwy, że kobieta, w cudzysłowie, zagryza zęby i współżyje. Ból o niewielkim natężeniu może być “podniecający” u pewnej części kobiet, ale nie jest to na pewno 40 %!  Będzie to raczej ilość kobiet bliżej 3%. (Tę statystykę akurat wyssałam z palca, mówię jak mi się wydaje…)

 

Dobra, tyle danych ze statystyk. Teraz przejdźmy do tego jak Wam pomóc oraz jak temu bólowi zaradzić, czyli jak czerpać przyjemność ze współżycia.

Ból przy stosunku ma zazwyczaj podłoże mieszane, co to znaczy? Z jednej strony mamy czynniki fizyczne, o których napisze za chwilę. Z drugiej strony mamy czynnik psychiczny – lęk przed bólem powoduje brak lub zmniejszenie podniecenia seksualnego i przez to jeszcze większy ból przy stosunku.

Aby dla kobiety stosunek płciowy był niebolesny, a wręcz przyjemny – niezbędne jest podniecenie, czyli psychologiczna chęć do tego stosunku.

Wszystko zaczyna się w głowie. Jeżeli kobieta czy to z zakochania, czy z pociągu fizycznego, czy po prostu pod wpływem pieszczot zaczyna czuć podniecenie – jest  to najistotniejszą częścią stosunku płciowego.

Dzięki podnieceniu mięśnie pochwy się rozluźniają – staje się ona szersza a gruczoły w ścianach i przedsionku pochwy produkują wydzielinę, która jest niezbędna do odczuwania przyjemności.

Także wniosek nr 1: zadaj sobie, a w szczególności swojemu partnerowi pytanie, czy przed stosunkiem jesteś podniecona?

Jeżeli widzisz tu problem, to oto zadania domowe:

1. Powiedz partnerowi, że zanim dojdzie do stosunku pochwowego ma on Ci sprawić przyjemność. Jak to zrobi to już pozostawiam Wam. Każda kobieta jest inna, ale 95% kobiet jako swój najbardziej erogenny punkt określa łechtaczkę. Część kobiet uwielbia inne pieszczoty. Całkiem dobrą strategią jest, aby kobieta osiągnęła orgazm, zanim dojdzie do stosunku z penetracją, ponieważ w odróżnieniu od mężczyzny orgazm kobiety nie musi oznaczać końca stosunku.

Jeżeli się wstydzisz mu to powiedzieć pokaż mu ten tekst, niech przeczyta. Może to pomoże.

2. Zaproponuj, żebyście kupili jakieś gry erotyczne dla par. Jest tego bardzo dużo i bardzo wielu parom to pomaga.

 

Te strategie pomogą u części z Was, jeżeli sumiennie się do nich przyłożycie. Jeżeli mimo tego wciąż odczuwacie ból przy stosunku kolejnym krokiem powinno być udanie się do ginekologa, ponieważ u kobiet, które odczuwają podniecenie, ale mimo tego odczuwają ból przy stosunku najprawdopodobniej jest tak zwana “organiczna”, czyli fizyczna przyczyna bólu.

Może to być:

1. Zbyt wąskie uście pochwy – gruba i nie do końca pęknięta lub rozciągnięta błona dziewicza.

Błonę dziewiczą widać w badaniu ginekologicznym. Jeżeli wejście do pochwy jest bardzo wąskie i stosunki są niemożliwe czasami konieczne są nawet zabiegi tak zwanej hymenotomii, czyli lekarz w znieczuleniu przecina błonę dziewiczą lub pozostałość po błonie dziewiczej. Czasami wystarczy jeżeli para do kilku stosunków zastosuje miejscowy lek znieczulający. Najważniejsze przy tym problemie jest zaufanie do partnera i otwarta rozmowa. Jeżeli ból nie mija po stosunkach to koniecznie udajcie się do ginekologa.

2. Wady pochwy.

Nie jest to częsty problem, ale jednak nie powinien być bagetelizowany. Jeżeli z zewnątrz wydaje się być wszystko prawidłowo, ale przy stosunku Ty lub Twój partner odczuwacie “opór” wewnątrz pochwy to może być to np. przegroda w pochwie. Wady te  z bardzo dobrym skutkiem się operuje.

3. Suchość pochwy 

Nie będę tu wracać do braku podniecenia, bo zakładam, że to wykluczyliśmy. Suchość może być spowodowana bardzo wieloma czynnikami:

– infekcje pochwy i stany zapalne miednicy mniejszej (np. chlamydioza),

– zaburzenia hormonalne,

– stosowanie antykoncepcji hormonalnej,

– niski poziom estrogenów u kobiet po menopauzie,

– kobieta w okresie połogu i w czasie laktacji,

– wiele chorób ogólnoustrojowych np. niewyrównana niedoczynność tarczycy, cukrzyca.

 

Teraz coś bardzo ważnego! Suchość pochwy leczymy przyczynowo. Dopiero jeżeli wykluczymy wszystkie przyczyny leczymy objawowo.

Czyli jeżeli kobieta ma infekcję pochwy podajemy leczenie antybiotykiem lub lekiem przeciwgrzybicznym – zależnie od rodzaju infekcji. Jeżeli kobieta ma zaburzenia hormonalne staramy się te zaburzenia wyrównać. Jeżeli kobieta ma niedobory estrogenów po menopauzie lub w okresie laktacji możemy podać estrogeny miejscowo do pochwy w globulkach lub kremach. Jeżeli suchość wiąże się z metodą antykoncepcji spróbujmy przejść na inną metodę lub chociaż inny preparat.

Dopiero jak wykluczymy wszystkie najczęstsze przyczyny suchości pochwy powinniśmy kobiecie zalecić stosowanie żelów nawilżających do stosunku.

Żelów jest bardzo wiele na rynku. Nie będę Wam polecać konkretnych, ale powiem kilka zasad:

1. Żel musi być na bazie wody, a nie olejku (naturalna wydzielina z pochwy też jest wodnista, nie oleista!).

2. Żel nakładamy nie na członek, ale do pochwy! I to nie tylko na przedsionek pochwy, ale również głęboko do pochwy. W naturalnych warunkach wydzielina również tworzy się w głębi pochwy i tak spływa w dół.

 

U każdej kobiety, która zgłasza ból przy stosunku, w szczególności jeżeli zgłasza, że ten ból nie jest przy wejściu do pochwy tylko wewnątrz miednicy to u każdego ginekologa powinna się zapalić lampka czy to nie jest…

4. Endometrioza.

Endometrioza, o której pisałam tu:

Endometrioza

 

Jest to choroba, która z nie do końca wiadomych przyczyn w ostatnich latach staje się coraz częstsza. W pewnym stopniu jest to z powodu odsetka cesarskich cięć, bo endometrioza po cięciu cesarskim nie jest rzadkością, ale na pewno nie jest to jedyna przyczyna, ponieważ endometrioza pojawia się niestety bardzo często już u młodych dziewczyn przed ciążami. Klasycznym objawem endometriozy jest ból przy stosunku. Jest to zazwyczaj bardzo silny ból, który u większości powoduje unikanie stosunków. Ale warto pamiętać, że choroba jest czymś co postępuje i początkowo ból może nie być aż tak dokuczliwy. Badaniem pierwszego rzutu do rozpoznania lub podejrzenia endometriozy jest USG przezpochwowe narządu rodnego. Dlatego apeluję, aby każda kobieta z bolesnymi stosunkami, u której wykluczono wyżej wymienione czynniki miała wykonane USG przezpochowe.

5. Torbiele jajników.

Dużo więcej informacji o torbielach jajnika zajdziecie w poniższym artykule. Odnosząc się do dzisiejszego tematu to torbiele jajników bardzo często dają dolegliwości bólowe przy współżyciu – podobnie jak przy endometriozie, aby wykluczyć tę przyczynę trzeba wykonać USG narządu rodnego.

Torbiele jajników

6. Nowotwory narządu rodnego.

Zasadniczo nowotwory, czy to szyjki macicy, czy jajników nie bolą. Jednak w zaawansowanym stadium mogą dawać dolegliwości bólowe, także zawsze trzeba również tę najgrożniejszą przyczynę wykluczyć.

7. Bóle przy stosunku pojawiające się po porodzie.

Bolesne stosunki płciowe po porodzie mogą pojawić się zarówno po porodzie siłami natury, jak i po porodzie cesarskim cięciem. Słowo ‘zarówno’ nie jest tu przypadkowe, ponieważ z wielu badań wynika, że częstość pojawiania się dolegliwości przy współżyciu u kobiet w okresie 18 miesięcy od porodu jest bardzo podobna. Najrzadziej bóle pojawiają się u kobiet, które rodziły drogami i siłami natury, następnie nieco częściej u kobiet po cięciu cesarskim, a najczęściej u kobiet z powikłanym (zabiegowym) porodem drogami natury, czyli za pomocą kleszczy lub próżniociągu.

Bóle przy stosunku są też nieco częstsze u kobiet, u których konieczne było nacięcie krocza. Bardzo ważna w profilaktyce bólów przy wspólżyciu jest prawidłowa technika szycia krocza – mówiąc wprost nie wolno kobiet “zbyt ścisło” zszyć. (Słyszałam, że był taki artykuł bodajże w Wysokich Obcasach, że niektórzy ginekolodzy robią “dodatkowy szew w prezencie dla partnera”. Dla mnie to jakieś szaleństwo, a raczej koszmar! W życiu moim zawodowym się z tym nie spotkałam i w szpitalu, w którym praktykuje nigdy czegoś takiego nie widziałam. Myślę, że jest to mimo wszystko rzadkie… Odnoszę się tylko i wyłącznie do tego, bo wiele z Was mnie swojego czasu o ten artykuł i takie praktyki pytało.)

Bóle przy stosunku po porodach drogami natury, czy to siłami natury, czy zabiegowych są zazwyczaj w miejscu szycia. U niektórych kobiet tworzą się twardsze blizny, u innych bardziej elastyczne. Jest to genetycznie zapisane i według mojej wiedzy nie da się tego przed porodem i przed bliznowaceniem przewidzieć. Istnieją specjalne maści, które mają zmniejszyć ryzyko tworzenia się bliznowców (czyli przerośniętych blizn), ale ich skuteczność jest bardzo zróżnicowana, u jednych kobiet działają świetnie, a u innych prawie w ogóle.

Bóle po cięciu cesarskim są zazwyczaj ze względu na zrosty wewnętrzbrzuszne. Niestety ze zrostami podobnie jak z bliznami – zupełnie nie da się przewidzieć u kogo się pojawią, a u kogo nie. Zrosty są to po prostu takie jakby sklejenia i połączenia się tkanek, które fizjologicznie nie są połączone, np. mięśnie brzucha z przednią ścianą macicy. Ponieważ zmieniają one ruchomość narządu rodnego mogą powodować bóle przy współżyciu. Takie bóle po cięciu cesarskim są niestety wcale nierzadkie, jednak zazwyczaj wraz z czasem oraz powrotem do regularnego współżycia się poprawiają.

Zarówno kobietom po cięciu cesarskim, jak i kobietom po porodzie siłami natury, które od czasu porodu odczuwają dolegliwości bólowe przy współżyciu chciałabym poradzić:

1.Nie panikuj! Najprawdopodobniej nie będzie tak zawsze. Ze względów hormonalnych u kobiet w pierwszych miesiącach po porodzie, w szczególności u tych, które karmią naturalnie, stosunki płciowe niestety są bardzo, bardzo często bolesne. Po maksymalnie 18 miesiącach powinno to wrócić do normy. U większości kobiet wraca do normy po 6 miesiącach.

2. Mimo wszystko zachęcam kobiety, które mają takie problemy do konsultacji u… Uwaga, uwaga…. Fizjoterapeuty. Istnieje teraz bardzo wiele specjalistów tak zwanej fizjoterapii uroginekologicznej. Specjalizują się oni między innymi w tak zwanym uruchomieniu blizny (zarówno po CC, jak i po szyciu krocza).

Miałam kilka pacjentek z tym problemem i wszystkie bardzo sobie takie konsultacje i metody zaproponowane przez fizjoterapeutów chwaliły.

Warto dodać, że jeżeli mamy kobietę, która nie rodziła, a odczuwa bóle przy stosunku i wykluczono wszystkie powyższe przyczyny to również konsultacja u fizjoterapeuty uroginekologicznego może okazać się pomocna.

W tym miejscu chciałabym również napisać, że niejednokrotnie kobiety zgłaszają, że ich dolegliwości bólowe przy współżyciu po porodzie siłami natury ustąpiły, a jakość stosunków znacząco się poprawiła. W szczególności ma to miejsce u kobiet, które pierwotnie miały bardzo wąskie ujście pochwy, a ich partner… No… Jak to powiedzieć… Spore przyrodzenie.

 

Wydaje mi się, że najważniejsze informacje, które chciałam Wam przekazać – przekazałam.

Ale najważniejsze w podsumowaniu: stosunki płciowe nie mają boleć… Niech nikt nigdy Wam tak nie powie. A jeżeli bolą, to szukajmy przyczyny – najpierw u ginekologa, a po wykluczeniu przyczyn fizycznych u seksuologa.

Współżycie płciowe czy jak to dużo ładniej nazwała Michalina Wisłocka – sztuka kochania, to bardzo ważna część naszego życia – nie wstydźmy się o niej mówić i o nią zadbać!

135 komentarzy

  1. Jestem fizjoterapeutką uroginekologiczną i z doświadczenia nabytego w gabinecie myślę, że do przyczyn bolesnych stosunków należałoby jeszcze dodać podwyższone napięcie mięśni dna miednicy i brak umiejętności rozluźniania tych mięśni. A co do mobilizacji blizn po CC i nacięciu krocza – to ma Pani absolutną rację, należy udać się na kontrolę do fizjo i w razie problemu popracować nad ruchomością blizny. Pozdrawiam!

    • Idealny i ważny komentarz! Paru ginekologów rozkładało ręce na moje problemy bólowe (sugerowano ewentualnie seksuologa) a fizjoterapeuta uroginekologiczny na pierwszej wizycie określił problem nadmiernego napięcia i nieumiejętnosci rozluźniania. Szkoda ze tak wielu ginekologów nie sugeruje takiej wizyty u fizjoterapeuty.

  2. Pani Doktor trafiłam na Pani bloga szukając informacji o ciąży i na ten artykuł trafiłam przez przypadek. Cieszę się, że w końcu ktoś poruszył ten problem… . W skrócie chce opisać swoją historię, bo z problemem ze współżyciem zmagam się odkąd pamiętam (8 a może nawet 10 lat…). Odwiedziłam już dziesiątki ginekologów, zjeździłam pół Polski… i nikt nie był w stanie mi pomóc. Nie miałam postawionej diagnozy dlaczego nie mogę współżyć (bo anatomicznie niby wszystko było ok). Od wszystkich lekarzy, których odwiedziłam miałam porady typu: “lampka wina przed”, “ćwiczenie z ogórkiem”, “wizyta u psychiatry”, a nawet “zmiana partnera”, bo najwyraźniej ten mnie niewystarczająco podnieca…. . Czułam się okropnie zwierzając się kolejnemu lekarzowi… często mężczyźnie, który traktował mnie jak rozhisteryzowaną wariatkę (bo przecież jestem prawidłowo zbudowana, więc “wyluzuj kobieto”). Zaczęłam przeszukiwać internet w poszukiwaniu pomocy… czytałam o pochwicy, endometriozie, vulvodyni (o której ginekolodzy kompletnie nic nie wiedzą i zapytani o to robią wielkie oczy). Rozpoczęłam terapię ukierunkowaną na pochwicę u Pani Seksuolog, która przez prawie 3 lata nie przyniosła spektakularnych efektów (czyli nadal nie odbyłam pełnego stosunku z moim mężem). Oczywiście terapia pomogła mi zaakceptować stan rzeczy, wyjść z dołka psychicznego, poszukiwać przyjemności z innej formy seksu . Ale straszny rozrywający ból, który był przy każdej próbie penetracji i skurcz mięśni, który mu towarzyszył nadal nie znikały. W końcu wzięłam sprawy w swoje ręce i wybrałam się do fizjoterapeuty. Okazało się, że mam nadmierne napięcie mięśni dna miednicy i nie osiągam pełnego rozluźnienia. Zaczęłam ćwiczenia rozluźniające, biofeedback, terapię osteopatyczną, przestałam ćwiczyć z Chodakowską i chodzić na siłownię, a skupiłam się na jodze, próbowałam medytację (jakoś się do nie nie przekonałam). W końcu po 6 miesiącach takiej pracy nad rozluźnieniem mięśni udało się 🙂 Oczywiście ból jest nadal, ale przynajmniej umiem już rozluźnić mięśnie i w końcu mogę być prawdziwą “kochanką” dla swojego męża. Moja droga była bardzo długa i dużo jeszcze pracy przed nami, ale w końcu po wielu latach zobaczyłam “światełko w tunelu”. Droga pełna rozczarowań, frustracji, upokorzenia i niezrozumienia przez lekarzy pewnie była by krótsza gdyby ginekolodzy mieli większą świadomość problemu i jego przyczyn i umieli pokierować pacjentkę do odpowiednich specjalistów. Jeden profesor ginekolog nawet mi odradził pracę z fizjoterapeutą mówiąc, że to jest dla kogoś kto ma za słabe mięśnie dna miednicy małej ( np. kobiet z nietrzymaniem moczu) i mi to jeszcze zaszkodzi. Dobrze, że go nie posłuchałam;) Myślę, że zmarnowałam 8 cennych lat na poszukiwania pomocy. Czas upłynął, moje zdolności rozrodcze już są dużo niższe, a marzenie o dziecku jeszcze silniejsze… . Myślę, że cierpię na endometriozę… niestety trafiłam na ginekologów, którzy bagatelizowali moje objawy (nie tylko dyspareunia, ale również bardzo bolesne miesiączki prowadzące nawet do omdleń). Mam nadzieję, że Droga Czytelniczko, która być może masz ten sam problem, z którym ja się tyle lat zmagam dzięki mojej historii szybciej trafisz do właściwych specjalistów: fizjoterapeuty, seksuologa i ginekologa, który potraktuje Cię serio, nie nazwie Cię wariatką i będzie Ci naprawdę chciał pomóc. Ja niestety tego szczęścia nie miałam…. . Powodzenia!

  3. Czy w tyłozgięciu macicy stosunek również może być bolesny? Dodam, że tylko w pozycjach o głębokiej penetracji.

  4. Szkoda, że nie każdy lekarz ma takie podejście. Zgłaszałam problem bolesnych stosunków (nawet czasem z lekkim krwawieniem) ginekologowi, usłyszałam że problem jest w mojej głowie i mogę dostać skierowanie do seksuologa. Metodą prób i błędów doszłam do wniosku, że powodem jest antykoncepcja, którą samowolnie odstawiłam i problem zniknął…

  5. Szkoda, że nie każdy ginekolog próbuje pomóc w takich sytuacjach. Sama odczuwam mocne bóle, a każdy z pięciu ginekologów, u których byłam twierdzi, że to normalne i, że nic nie da się zrobić, bo przyczyną jest tyłozgięcie macicy. Jak żyć?Bardzo żałuję, że nie spotkałam jeszcze takiego lekarza jak Pani!

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*