Loading...

10 czerwca 2019

15 min.

Jak przetrwać upały z dzieckiem?

Za­sa­dy, któ­ry­mi po­win­naś się kie­ro­wać, aby nie do­pro­wa­dzić do prze­grza­nia dziec­ka w upa­ły.

Alicja Jaczewska

Ar­ty­kuł „Jak prze­trwać upa­ły z dziec­kiem” po­wstał spon­ta­nicz­nie. Dla­cze­go? Z po­wo­du tak zwa­ne­go „mu­szę, bo się udu­szę”. A to z dwóch przy­czyn – po pierw­sze nie mogę już pa­trzeć na to co wi­dzę na uli­cach, po dru­gie nie na­dą­żam z od­po­wia­da­niem na py­ta­nia na In­sta­gra­mie. Dla­te­go też po­sta­no­wi­łam po­sta­wić spra­wę ja­sno w kil­ku kwe­stiach zwią­za­nych z upa­ła­mi i roz­wiać (mam na­dzie­ję) wąt­pli­wo­ści w kil­ku in­nych.

Za­cznę od tej naj­bar­dziej ra­żą­cej.

Le­d­wo uda­ło się nam (nam – jako spo­łe­czeń­stwu) upo­rać z cie­pły­mi czap­ka­mi, kom­bi­ne­zo­na­mi i kurt­ka­mi w sło­necz­ne dni przy 20 stop­niach (prze­czy­taj o tym, jak ubie­rać dziec­ko na spa­cer), na uli­cach za­pa­no­wa­ły ko­lej­ne me­to­dy, jak by tu jesz­cze to dziec­ko ugo­to­wać. Za moc­ne sło­wa? Nie są­dzę. Ale je­śli wo­li­cie uki­sić, na­wią­zu­jąc do ogór­ko­wej kam­pa­nii spo­łecz­nej, to pro­szę bar­dzo. Bo jak in­a­czej moż­na na­zwać trzy­ma­nie ży­we­go stwo­rze­nia w za­mknię­tej prze­strze­ni wy­sta­wio­nej na słoń­ce?

Nie wol­no zo­sta­wiać dziec­ka za­mknię­te­go w sa­mo­cho­dzie w upał! Na­wet na chwi­lę

Wy­da­wać by się mo­gło, że zo­sta­wia­nie dzie­ci (albo zwie­rząt) w za­mknię­tym sa­mo­cho­dzie jest nie do po­my­śle­nia i po tych wszyst­kich tra­ge­diach, któ­re mia­ły miej­sce w ubie­głych se­zo­nach let­nich już nikt na to nie wpad­nie. A jed­nak. Cią­gle to się jesz­cze zda­rza. Ale oczy­wi­ście, oni tyl­ko na chwi­lę. Moje py­ta­nie brzmi – sko­ro tyl­ko na chwi­lę, to czy na chwi­lę nie moż­na dziec­ka wziąć ze sobą? A co jak ta chwi­la się wy­dłu­ży? Bę­dzie ko­lej­ka, pa­pier się skoń­czy w ka­sie fi­skal­nej, ro­dzic bę­dzie miał pil­ną po­trze­bę sko­rzy­sta­nia z to­a­le­ty, no co­kol­wiek. A dziec­ko bę­dzie tkwi­ło w au­cie. Wte­dy tra­ge­dia mu­ro­wa­na. Nie rób­cie tego. Nig­dy. Pod żad­nym po­zo­rem.

Zresz­tą je­śli o mnie cho­dzi, nie tyl­ko la­tem ale nig­dy nie zo­sta­wiam Ra­fał­ka sa­me­go w sa­mo­cho­dzie. Nie­za­leż­nie od tego na jak krót­ko i jak nie­wy­god­ne mia­ło­by to być. Na­wet, żeby za­pła­cić za pa­li­wo po tan­ko­wa­niu. (na­uczy­łam się wy­ko­rzy­sty­wać kur­sy bez nie­go, albo sta­cje, w któ­rych pła­ci się bez wy­sia­da­nia z auta). Bo po­mi­jam już ta­kie dra­stycz­ne sce­na­riu­sze jak po­żar na sta­cji, inny sa­mo­chód wjeż­dża­ją­cy w mój gdzieś za­par­ko­wa­ny czy po­rwa­nie… Ale co jak ma­luch się cho­ciaż­by za­krztu­si? Śli­ną, ula­nym mle­kiem, czym­kol­wiek? A mnie by wte­dy przy nim nie było…

Za­kry­wa­nie wóz­ka pie­lu­chą – tak czy nie?

Ale wróć­my do efek­tu szklar­ni. My­ślę, że ła­twiej prze­ko­nać ko­goś do tego, że ma on miej­sce w za­mknię­tym sa­mo­cho­dzie niż do tego, że wy­stę­pu­ję rów­nież w przy­pad­ku za­kry­cia wóz­ka pie­lu­chą. Te po­za­kry­wa­ne wóz­ki to ist­na pla­ga, a prze­cież tyle się mówi, aby tego nie ro­bić. I nie, tu­taj też nie ma uza­sad­nie­nia dla tej prak­ty­ki. Pie­lu­cha ogra­ni­cza prze­pływ po­wie­trza (nie wspo­mnę już o ko­cy­kach, kurt­kach czy in­nych rze­czach za­rzu­ca­nych na wó­zek) i po­wo­du­je szyb­ki wzrost tem­pe­ra­tu­ry we­wnątrz.

Nie­waż­ne czy te­tro­wa, bam­bu­so­wa czy naj­mod­niej­sza w ostat­nich la­tach mu­śli­no­wa. Zmo­cze­nie pie­lu­chy też nie po­mo­że. Co wię­cej – wzrost wil­got­no­ści do­dat­ko­wo po­gar­sza od­czu­wa­nie go­rą­ca (je­śli mie­li­ście oka­zję być za­rów­no w sau­nie su­chej jak i mo­krej, to wie­cie o czym mó­wię).

Na swo­im In­sta­gra­mie zro­bi­łam Wam kie­dyś test z pie­lu­chą bam­bu­so­wą pro­du­cen­ta, któ­re­go ce­nię za ja­kość, cenę i wzo­ry, ale nie­ste­ty jed­no­cze­śnie umiesz­cza­ją­ce­go na opa­ko­wa­niu przy­kry­cie wóz­ka jako opcję za­sto­so­wa­nia. W szyb­kim tem­pie tem­pe­ra­tu­ra w wóz­ku do­bi­ła do 40 stop­ni C (a wó­zek stał na bal­ko­nie i to w go­dzi­nach po­po­łu­dnio­wych, nie w peł­nym słoń­cu w samo po­łu­dnie).

Oczy­wi­ście, mo­że­cie nie wie­rzyć te­stom w In­ter­ne­cie. Ale jak chce­cie zrób­cie sami taki test. Mo­że­cie wy­ko­rzy­stać ter­mo­metr do ką­pie­li, ale ostrze­gam, że ska­la do 40 stop­ni C może nie wy­star­czyć…

A je­śli Wam się nie chce, to spró­buj­cie cho­ciaż za­kryć so­bie usta pie­lu­chą te­tro­wą, bam­bu­so­wą, mu­śli­no­wą czy ja­ką­kol­wiek inną i po­od­dy­chać przez bu­zię. Oczy­wi­ście, da się, ale za­pew­niam, że już po ja­kiejś mi­nu­cie po­czu­je­cie się tym od­dy­cha­niem wy­koń­cze­ni. A to wła­śnie dla­te­go, że prze­pływ po­wie­trza przez taką pie­lu­chę jest ogra­ni­czo­ny. Albo jesz­cze pro­ściej! Dmuch­nij­cie w taką pie­lu­chę. Ru­sza się? Bo gdy­by po­wie­trze przez nią swo­bod­nie prze­cho­dzi­ło, to prze­cież nie po­win­na zmie­niać po­ło­że­nia… A to wszyst­ko przy na­si­lo­nej sile ssą­cej/dmu­cha­ją­cej. Sto­ją­ce po­wie­trze czy wiatr mogą przez nią w ogó­le nie prze­cho­dzić.

Co zro­bić jak dziec­ku świe­ci słon­ko w twarz?

Ma­cie kil­ka opcji.

  • Po pierw­sze moż­na zmie­nić kie­ru­nek spa­ce­ru albo wy­bie­rać tra­sy w cie­niu.
  • Po dru­gie, na ryn­ku do­stęp­ne są pa­ra­sol­ki, któ­re dają cień bez ogra­ni­cza­nia cyr­ku­la­cji po­wie­trza. Do­stęp­ne są też dasz­ki lub dasz­ko-plan­de­ki wy­dłu­ża­ją­ce budę gon­do­li, któ­re nadal po­zo­sta­wia­ją znacz­ny prze­świt po bo­kach umoż­li­wia­ją­cy wy­mia­nę po­wie­trza. A więc opcji jest kil­ka, nie trze­ba ry­zy­ko­wać prze­grza­nia dziec­ka.

Chcia­ła­bym w tym miej­scu za­uwa­żyć, że o tyle o ile w ar­ty­ku­le o ubie­ra­niu dzie­ci czy na spa­cer, czy do domu mar­twi­li­śmy się głów­nie o ta­kie dłu­go­trwa­łe skut­ki prze­grze­wa­nia, o tyle tu­taj skut­ki mogą być na­tych­mia­sto­we. Bo­wiem dziec­ko za­rów­no w za­mknię­tym au­cie jak i przy­kry­tym wóz­ku jest na­ra­żo­ne na znacz­ny wzrost tem­pe­ra­tu­ry, co może skut­ko­wać uda­rem ciepl­nym, w skraj­nym przy­pad­ku za­koń­czo­nym zgo­nem.

Dla­cze­go tak się dzie­je? Po­zwo­lę so­bie w tym miej­scu na mini wy­kład z me­dy­cy­ny 🙂

Wy­mia­na cie­pła z oto­cze­niem od­by­wa się w róż­nych me­cha­ni­zmach: pa­ro­wa­nia, pro­mie­nio­wa­nia, prze­wo­dze­nia i kon­wek­cji. W wy­so­kich tem­pe­ra­tu­rach naj­efek­tyw­niej­sze jest pa­ro­wa­nie, jed­nak trze­ba pa­mię­tać, że nie może sku­tecz­nie za­cho­dzić przy wil­got­no­ści po­wie­trza mniej wię­cej po­wy­żej 75%. Po­zo­sta­łe 3 me­cha­ni­zmy rów­nież prze­sta­ją dzia­łać, kie­dy tem­pe­ra­tu­ra oto­cze­nia za­czy­na prze­kra­czać tem­pe­ra­tu­rę skó­ry (za­zwy­czaj oko­ło 35 st.C)

Do­dat­ko­wo, na­wet nie za­mknię­te w „szklar­ni” dzie­ci są bar­dziej na­ra­żo­ne na prze­grza­nie od do­ro­słych. Jest to zwią­za­ne z więk­szą pro­duk­cją cie­pła w prze­li­cze­niu na ki­lo­gram masy cia­ła (wyż­sza pod­sta­wo­wa prze­mia­na ma­te­rii), więk­szym współ­czyn­ni­kiem po­wierzch­ni cia­ła do masy (więk­sza ab­sorp­cja cie­płą z ze­wnątrz), mniej­szą bez­względ­ną ob­ję­to­ścią krwi, któ­ra może po­ten­cjal­nie prze­no­sić cie­pło z wnę­trza or­ga­ni­zmu ku skó­rze ce­lem roz­pro­sze­nia, mniej­szą pro­duk­cją potu (i wyż­szym pro­giem tem­pe­ra­tu­ry po­ce­nia), trud­no­ścią w sa­mo­dziel­nym uzu­peł­nia­niu pły­nów oraz dłuż­szym okre­sem ad­ap­ta­cji or­ga­ni­zmu do wa­run­ków ze­wnętrz­nych – upa­łów.

W kon­tek­ście słoń­ca, upa­łów i spa­ce­rów do­dam jesz­cze, że war­to, je­śli to moż­li­we, uni­kać go­dzin naj­więk­sze­go na­sło­necz­nie­nia. Je­śli mamy moż­li­wość, le­piej wyjść z dziec­kiem na spa­cer wcze­snym ran­kiem, za­nim tem­pe­ra­tu­ra wzro­śnie a słoń­ce osią­gnie ze­nit lub póź­nym po­po­łu­dniem, kie­dy już opad­nie.

Obo­wiąz­ko­wa ochro­na przed słoń­cem

Dru­ga kwe­stia to ochro­na przed słoń­cem. I jest to BAR­DZO waż­ne. Zwłasz­cza w kon­tek­ście dzie­ci. Nie tyl­ko dla­te­go, że eks­po­zy­cja skó­ry na słoń­ce może po­wo­do­wać po­pa­rze­nia sło­necz­ne – choć oczy­wi­ście, to boli pie­cze i jest nie­przy­jem­ne.

Ale tak­że dla­te­go, że eks­po­zy­cja na pro­mie­nie sło­necz­ne – pro­mie­nio­wa­nie UV jest pierw­szym czyn­ni­kiem ry­zy­ka wy­stą­pie­nia no­wo­two­rów skó­ry, w tym naj­bar­dziej zło­śli­we­go – czer­nia­ka. Co wię­cej, eks­po­zy­cja na słoń­ce i po­pa­rze­nia skó­ry w pierw­szych dwóch la­tach ży­cia do­dat­ko­wo znacz­nie pod­no­si to ry­zy­ko. Dla­te­go tak waż­ne jest, aby chro­nić dzie­ci, zwłasz­cza naj­młod­sze, przed pro­mie­nio­wa­niem UV.

Uni­ka­nie słoń­ca

Po pierw­sze uni­kać słoń­ca w ogó­le. Na spa­cer wy­cho­dzić o in­nej po­rze niż go­dzi­ny 10.00-15.00 (naj­sil­niej­sze pro­mie­nio­wa­nie UV), wy­bie­rać ścież­ki w cie­niu, a tam gdzie go nie ma, sa­me­mu cień zro­bić (oczy­wi­ście, nie przy po­mo­cy pie­lu­chy na wóz­ku).

Od­po­wied­nia odzież

Po dru­gie, za­dbać o od­po­wied­nią odzież – trud­no so­bie wy­obra­zić ubie­ra­nie dziec­ka w dłu­gi rę­kaw i dłu­gie spodnie w trak­cie upa­łu, zwłasz­cza, że „zwy­kłe” ma­te­ria­ły znacz­nie róż­nią się zdol­no­ścią za­trzy­my­wa­nia pro­mie­nio­wa­nia UV. Dla­te­go war­to po­my­śleć o ubra­niach z fil­trem UV, któ­rych jest co­raz lep­sza do­stęp­ność. Szcze­gól­nie wte­dy, kie­dy pla­nu­je­my prze­by­wać z dziec­kiem na otwar­tej prze­strze­ni (np. pla­ża).

Kre­my z fil­tra­mi

Po trze­cie krem z fil­trem. Choć pi­sa­łam o tym już kil­ka razy, na­pi­szę jesz­cze raz. U dzie­ci ko­niecz­ne jest jego sto­so­wa­nie! W przy­pad­ku naj­młod­szych wy­bie­ra­my fil­try mi­ne­ral­ne, nie che­micz­ne, któ­re mogą prze­ni­kać przez skó­rę. I co waż­ne, nie ma gra­ni­cy wie­ku, od któ­rej fil­try sto­su­je­my.

Skó­ra no­wo­rod­ka jest szcze­gól­nie wraż­li­wa, więc je­śli eks­po­nu­je­my ją na słoń­ce od pierw­szych dni ży­cia, to już od pierw­szych dni ży­cia po­win­ni­śmy ta­kie­go fil­tru uży­wać. Co do wy­bo­ru kon­kret­ne­go pre­pa­ra­tu, po­le­cam Wam stro­ny spe­cja­li­stek od ana­li­zy skła­dów ko­sme­ty­ków, gdzie znaj­dzie­cie ana­li­zy za­rów­no fil­trów ap­tecz­nych jak i dro­ge­ryj­nych.

Może jesz­cze raz pod­kre­ślę (pi­sa­łam już o tym w po­przed­nich ar­ty­ku­łach), iż ar­gu­ment o wy­twa­rza­niu wi­ta­mi­ny D nie po­wi­nien Was znie­chę­cić do sto­so­wa­nia kre­mów z fil­trem u naj­młod­szych. Ma­jąc na uwa­dze ich sto­so­wa­nie, po­wsta­ły za­le­ce­nia o su­ple­men­ta­cji wi­ta­mi­ny D u nie­mow­ląt na sta­łe a u dzie­ci star­szych w okre­sach o nie­do­sta­tecz­nym na­sło­necz­nie­niu oraz wte­dy, kie­dy dziec­ko jest po­sma­ro­wa­ne fil­trem.

Kli­ma­ty­za­cja w upał

No do­brze, a co je­śli w ogó­le chcie­li­by­śmy uciec od upa­łów? Na przy­kład do… kli­ma­ty­zo­wa­ne­go po­miesz­cze­nia? Ja nie wie­dzę prze­ciw­wska­zań, o ile za­sto­su­je­my się do pew­nych za­sad.

Po pierw­sze kli­ma­ty­za­cja, zwłasz­cza w sa­mo­cho­dzie, po­win­na być oczysz­czo­na. Wie­my, że róż­ne drob­no­ustro­je lu­bią się w niej na­mna­żać dla­te­go po­win­ni­śmy szcze­gól­nie o to za­dbać je­śli chce­my aby ma­lu­szek ko­rzy­stał z do­bro­dziejstw chło­du.

Po dru­gie, nie na­le­ży prze­sa­dzać z tym chło­dem. Róż­ni­ca tem­pe­ra­tur mię­dzy ze­wnątrz a we­wnątrz nie po­win­na być zbyt duża i prze­kra­czać kil­ku (5-6) stop­ni Cel­sju­sza, szcze­gól­nie w sa­mo­cho­dzie, do któ­re­go czę­ściej wsia­da­my/wy­sia­da­my. Je­śli auto jest moc­no na­grza­ne, za­nim wsa­dzi­my do nie­go dziec­ko war­to je naj­pierw szyb­ko moc­no schło­dzić (naj­le­piej na po­cząt­ku też otwo­rzyć okna, aby pierw­sze „wy­zie­wy” z kli­ma­ty­za­cji wy­do­sta­ły się z auta), a po­tem usta­wić po­żą­da­ną tem­pe­ra­tu­rę.

Pa­mię­taj­my rów­nież o do­sto­so­wa­niu ubio­ru – je­śli prze­miesz­cza­my się z let­nie­go skwa­ru do kli­ma­ty­zo­wa­nej prze­strze­ni – war­to mieć wte­dy przy so­bie coś do okry­cia, aby dziec­ko nie od­czu­wa­ło tak bar­dzo róż­ni­cy tem­pe­ra­tur. No i może nie­ko­niecz­nie usta­wiaj­my na­wiew (czy to w au­cie, czy w domu) bez­po­śred­nio na ma­leń­stwo. A! I je­śli dziec­ko śpi przy kli­ma­ty­za­cji war­to za­dbać o to, aby w nocy się nie roz­ko­pa­ło – naj­le­piej ko­rzy­stać z cien­kie­go śpi­wor­ka.

A co je­śli nie ma­cie tego szczę­ścia i nie po­sia­da­cie kli­ma­ty­za­cji? W sa­mo­cho­dzie nie po­zo­sta­je Wam nic in­ne­go jak jeź­dzić z otwar­ty­mi okna­mi – tak, moż­na otwie­rać okna wio­ząc nie­mow­lę czy star­sze dziec­ko. Nic mu nie bę­dzie, gło­wy mu nie zwie­je. W domu mo­że­cie ra­to­wać się wen­ty­la­to­ra­mi, prze­no­śny­mi kli­ma­ty­za­to­ra­mi, albo… do­mo­wym ba­se­ni­kiem. Nas ta­ko­wy ra­to­wał ze­szłe­go lata – dmu­cha­ny, ku­pio­ny za gro­sze, wy­sta­wio­ny na bal­kon da­wał ochło­dę w chwi­lach kry­zy­su. Do ta­kie­go ba­se­nu mo­że­cie na­lać wody z kra­nu kil­ka stop­ni chłod­niej­szej niż do ką­pie­li (w koń­cu ma słu­żyć schło­dze­niu). Ale też bez prze­sa­dy – nie po­win­na być zim­na. O ile do­brze pa­mię­tam u nas mia­ła oko­ło 32 stop­ni. (dla po­rów­na­nia tem­pe­ra­tu­ra na pły­wal­niach spor­to­wych to 25-28 stop­ni). W ta­kim ba­se­ni­ku mo­że­cie ką­pać na­wet małe nie­mow­la­ki – jed­nak w ich wy­pad­ku mu­si­cie je ase­ku­ro­wać jak przy zwy­kłej ka­pie­li, gdyż nie trzy­ma­ją jesz­cze gło­wy a tym bar­dziej nie sie­dzą.

Na­wad­nia­nie i do­pa­ja­nie

My­ślę, że ni­ko­mu już nie trze­ba mó­wić o tym, że w cza­sie upa­łów na­le­ży dużo pić. Czy do­ro­sły czy dziec­ko, po­wi­nien mieć za­wsze ze sobą bu­tel­kę wody i sta­le tę wodę po­pi­jać. W upa­le wy­pa­ca­my dużo pły­nów, a od­wod­nie­nie, już samo w so­bie nie­ko­rzyst­ne, na­si­la ob­ja­wy prze­grza­nia. No do­brze, ale co z tymi nie­mow­lę­ta­mi? Prze­pa­jać? Nie prze­pa­jać?

Spra­wa wca­le nie jest taka pro­sta i oczy­wi­sta. I mogę się za­ło­żyć, że nie­jed­ne­mu z Was zda­rzy­ło się usły­szeć sprzecz­ne in­for­ma­cje na­wet od le­ka­rzy. Dla­cze­go? Po­nie­waż nie ist­nie­ją ja­sne wy­tycz­ne w tym za­kre­sie i część le­ka­rzy ko­rzy­sta nadal ze sta­rych po­glą­dów, część opie­ra się już na naj­now­szych do­nie­sie­niach ze świa­ta na­uki.

Co wię­cej, jesz­cze trud­niej o za­le­ce­nia, któ­re by ści­śle okre­śla­ły ilość wody jaką na­le­ży po­dać nie­mow­lę­ciu. O tyle, o ile u dzie­ci star­szych wy­li­cza­nie pod­sta­wo­we­go za­po­trze­bo­wa­nia pły­no­we­go ma sens (100ml/kg na pierw­szych 10 kg, 50 ml/kg, na ko­lej­nych 10 kg i po 20ml/kg na każ­dy na­stęp­ny ki­lo­gram), o tyle u nie­mow­ląt ob­ję­to­ści zja­da­ne­go mle­ka są więk­sze niż wy­cho­dzi­ło­by z po­wyż­sze­go wzo­ru.

Dzie­ci kar­mio­ne pier­sią

Ale za­cznij­my od pod­staw. Nie­mow­ląt kar­mio­nych pier­sią przed roz­po­czę­ciem roz­sze­rza­nia die­ty NIE na­le­ży do­pa­jać wodą. Na­wet w upa­ły! Ta­kie dzie­ci na­le­ży czę­ściej przy­sta­wiać, albo re­ago­wać na ich częst­sze zgła­sza­nie się do pier­si. Rok temu, w trak­cie fali upa­łów Ra­fa­łek miał 2-5 mie­się­cy. Pa­mię­tam, że wte­dy przy­sta­wiał się do­słow­nie co go­dzi­nę, a cza­sem i co pół. Te kar­mie­nia za­zwy­czaj trwa­ły 2-5 mi­nut, a tyl­ko co 3-4 ssał pierś dłu­żej niż tych 10 mi­nut. Wte­dy ewi­dent­nie było wi­dać, że so­bie „po­pi­ja”. Zda­ję so­bie spra­wę że nie wszyst­kie dzie­ci same tak będą to re­gu­lo­wa­ły, ale wte­dy rolą mamy jest pró­bo­wać dziec­ku tę pierś po­dać czę­ściej. Oczy­wi­ście, przy tym wszyst­kim nie za­po­mi­na­my o naj­waż­niej­szym – o ob­ser­wo­wa­niu dziec­ka. Czy za­cho­wu­je się nor­mal­nie, czy mo­czy pie­lusz­ki jak zwy­kle, czy kup­ki nie zmie­nia­ją czę­sto­ści lub kon­sy­sten­cji.

Dziec­ki kar­mio­ne mle­kiem mo­dy­fi­ko­wa­nym

A co z dzieć­mi kar­mio­ny­mi mle­kiem mo­dy­fi­ko­wa­nym? Ta­kie ma­lu­chy moż­na do­pa­jać wodą, ale ab­so­lut­nie nie trze­ba. Na pew­no NIE ro­bi­my tego ru­ty­no­wo u zdro­wych dzie­ci nie na­ra­żo­nych na nad­mier­ną utra­tę pły­nów (np. w cza­sie upa­łów).

Co wię­cej, na­wet w cza­sie upa­łów uwa­ża się, że nie jest ko­niecz­nym po­da­wa­nie wody, a spo­so­bem na do­dat­ko­we na­wod­nie­nie może być zwięk­sze­nie po­da­ży mle­ka, np. po­przez do­da­nie 1 miar­ki (i od­po­wied­niej ilo­ści wody) do 2-3 por­cji/dobę. Czy­li in­a­czej mó­wiąc przy­go­to­wa­nie nie­co więk­szej por­cji mle­ka.

Mle­ko mo­dy­fi­ko­wa­ne ma od­po­wied­nią osmo­lar­ność do tego aby na­wad­niać or­ga­nizm dziec­ka. Zgo­dzę się, że w tym wy­pad­ku zwięk­sza­my też po­daż ka­lo­rii, co przy dłu­go­trwa­łym sto­so­wa­niu mo­gło­by sprzy­jać nad­mier­nym przy­ro­stom masy cia­ła, ale tu po­zwo­lę so­bie wró­cić do punk­tu o spa­ce­rach. Na­wet je­śli upa­ły trwa­ją 3 mie­sią­ce, to nie jest tak, że dziec­ko non stop jest na­ra­żo­ne na wy­so­kie tem­pe­ra­tu­ry. Je­śli uni­ka­my go­dzin „upa­ło­we­go szczy­tu”, sta­ra­my się aby w domu było na tyle chłod­no, na ile się da lub ko­rzy­sta­my z kli­ma­ty­za­cji, to te do­dat­ko­we mi­li­li­try nie są aż tak po­trzeb­ne. Z dru­giej stro­ny je­śli je­ste­śmy na wa­ka­cjach na pla­ży i ma­leń­stwo kil­ka go­dzin spę­dza w upa­le (choć w cie­niu) to wte­dy pew­nie le­piej dać mu wodę. Trze­ba przede wszyst­kim za­cho­wać zdro­wy roz­są­dek i, po­now­nie, ob­ser­wo­wać dziec­ko. I nie za­po­mi­naj­my o jesz­cze jed­nym aspek­cie – dziec­ko też nam po­ka­że czy ma ocho­tę pić.

Ale do­brze, po­wiedz­my, że już za­de­cy­do­wa­li­śmy, że ma­lu­szek wy­ma­ga do­pa­ja­nia. I tu po­ja­wia się za­sad­ni­cze py­ta­nie – jak? Czym? No i ile?

Po pierw­sze za­wsze do­pa­ja­my ra­czej po kar­mie­niu, ewen­tu­al­nie po­mię­dzy, nig­dy przed! Wy­peł­nie­nie żo­łąd­ka wodą może zmniej­szać ape­tyt i spo­wo­do­wać, że dziec­ko nie bę­dzie chia­ło po­tem jeść. Je­śli po­da­je­my dziec­ku wodę, może być to albo prze­go­to­wa­na woda z kra­nu, a je­śli bu­tel­ko­wa­na – to źró­dla­na, nie mi­ne­ral­na, ni­sko­so­do­wa, naj­le­piej z ate­stem dla dzie­ci (w prak­ty­ce ta sama, któ­rej uży­wa­cie do przy­go­to­wa­nia mle­ka mo­dy­fi­ko­wa­ne­go). U naj­mniej­szych nie­mow­ląt moż­na po­da­wać przez bu­tel­kę ze smocz­kiem, w ra­zie po­trze­by też ły­żecz­ką lub strzy­kaw­ką. U star­szych (tych, któ­re mają już roz­sze­rza­ną die­tę) z kub­ka-kap­ka, otwar­te­go kub­ka czy bi­do­nu – z tego, z cze­go dziec­ko pije na co dzień. A ile? I to jest ten pro­blem, o któ­rym mó­wi­łam. Nie ma co do tego ja­snych za­le­ceń, ale z prak­ty­ki wiem, że nie­mow­la­ki nie są zbyt chęt­ne do pi­cia wody, tak­że ra­czej nie wy­pi­ją wię­cej niż po­win­ny. Dla­te­go w pierw­szym pół­ro­czu moż­na pró­bo­wać po­da­wać 20-30 ml, a ile dziec­ko z tego wy­pi­je, to jego. Star­sze dzie­ci też niech piją ile mają ocho­tę.

Co zro­bić, gdy doj­dzie do prze­grza­nia dziec­ka?

Na ko­niec chcia­ła­bym na­pi­sać kil­ka słów o tym, co zro­bić je­śli po­wyż­sze za­le­ce­nia nie wy­star­czą (albo ktoś się do nich nie za­sto­su­je) i doj­dzie do prze­grza­nia dziec­ka.
Przede wszyst­kim trze­ba roz­po­znać pro­blem, a nie za­wsze jest to ła­twe, gdyż ob­ja­wy mogą nie być spe­cy­ficz­ne i róż­nią się w za­leż­no­ści od za­awan­so­wa­nia. Więk­szość z nas ko­ja­rzy ob­ja­wy uda­ru ciepl­ne­go, jed­nak trze­ba pa­mię­tać, że jest to już naj­po­waż­niej­szy etap prze­grza­nia or­ga­ni­zmu i le­piej do nie­go nie do­pusz­czać re­agu­jąc szyb­ciej.

Do ob­ja­wów wy­ni­ka­ją­cych z prze­grza­nia na­le­żą:

  • za­czer­wie­nie­nie skó­ry, ru­mień, wy­stą­pie­nie po­tó­wek; skó­ra jest wil­got­na od potu, usta­nie po­ce­nia to póź­ny, nie­po­ko­ją­cy ob­jaw
  • obrzę­ki głów­nie w ob­rę­bie koń­czyn dol­nych – ra­czej u star­szych dzie­ci i do­ro­słych
  • za­wro­ty gło­wy, nie­do­ci­śnie­nie or­to­sta­tycz­ne (po pio­ni­za­cji) z moż­li­wym omdle­niem i po­wro­tem świa­do­mo­ści po po­ło­że­niu na wznak
  • skur­cze mię­śni (u star­szych dzie­ci, któ­re bie­ga­ją na słoń­cu mogą być my­lo­ne z tymi po wy­sił­ku) – może im to­wa­rzy­szyć pod­wyż­szo­na tem­pe­ra­tu­ra cia­ła
  • ob­ja­wy tę­życz­ki zwią­za­ne z hi­per­wen­ty­la­cją (szyb­kim i głę­bo­kim od­dy­cha­niem) – może im to­wa­rzy­szyć pod­wyż­szo­na tem­pe­ra­tu­ra cia­ła
  • wy­czer­pa­nie ciepl­ne – go­rącz­ka (38-40 st.C), nie­wiel­kie za­bu­rze­nia świa­do­mo­ści (ustę­pu­ją­ce w cią­gu 30 min), nud­no­ści, wy­mio­ty, od­wod­nie­nie lek­kie­go stop­nia, ob­fi­te po­ce­nie się, wzmo­żo­ne pra­gnie­nie, ból gło­wy
  • udar ciepl­ny – cięż­kie od­wod­nie­nie , go­rącz­ka na­wet >40 st.C, za­czer­wie­nie­nie twa­rzy, skó­ra go­rą­ca i su­cha, za­wro­ty gło­wy, utra­ta przy­tom­no­ści, ma­ja­cze­nie, wstrząs

Po­stę­po­wa­nie bę­dzie oczy­wi­ście za­le­ża­ło od na­si­le­nia ob­ja­wów. W przy­pad­ku:

  • po­tó­wek za­zwy­czaj wy­star­czy ro­ze­bra­nie dziec­ka,
  • obrzę­ków – prze­nie­sie­nie do chłod­niej­sze­go miej­sca i ele­wa­cja koń­czy­ny,
  • za­wro­tów gło­wy i nie­do­ci­śnie­nia or­to­sta­tycz­ne­go – prze­nie­sie­nie do chłod­niej­sze­go miej­sca, po­zy­cja le­żą­ca, na­wad­nia­nie – naj­le­piej do­ust­ny­mi pły­na­mi na­wad­nia­ją­cy­mi (cza­sem może być ko­niecz­ne na­wad­nia­nie do­żyl­ne),
  • skur­czów mię­śni – de­li­kat­ne roz­cią­ga­nie mię­śni oraz na­wad­nia­nie do­ust­nym pły­nem na­wad­nia­ją­cym lub do­żyl­nie,
  • tę­życz­ki – prze­nie­sie­nie do chłod­niej­sze­go miej­sca a je­śli ob­ja­wy nie ustą­pią – po­daż tle­nu,
  • wy­czer­pa­nia ciepl­ne­go – na­tych­mia­sto­we za­prze­sta­nie wy­sił­ku, prze­nie­sie­nie do chłod­niej­sze­go po­miesz­cze­nia, ro­ze­bra­nie, na­wad­nia­nie chłod­nym do­ust­nym pły­nem na­wad­nia­ją­cym lub do­żyl­nie,
  • uda­ru ciepl­ne­go – ko­niecz­ne we­zwa­nie ka­ret­ki!, w mię­dzy­cza­sie prze­nie­sie­nie do chłod­ne­go miej­sca, ro­ze­bra­nie, skó­rę moż­na de­li­kat­nie skro­pić chłod­ną wodą i naj­le­piej wa­chlo­wać (nie po­win­no się ob­le­wać zim­ną wodą ani w ta­kiej za­nu­rzać na wła­sną rękę – może dojść do dresz­czy, któ­re do­dat­ko­wo pod­nio­są we­wnętrz­ną tem­pe­ra­tu­rę cia­ła). Dziec­ka z uda­rem ciepl­nym NIE po­imy – zresz­tą nig­dy nie wol­no po­da­wać nic do­ust­nie oso­bom nie­przy­tom­nym lub z za­bu­rze­nia­mi świa­do­mo­ści, gdyż może dojść do za­chły­śnię­cia. W przy­pad­ku go­rącz­ki w prze­bie­gu prze­grza­nia leki prze­ciw­go­rącz­ko­we nie mają za­sto­so­wa­nia.

Je­śli cho­dzi o to, czy dzia­łać sa­me­mu, skon­sul­to­wać się z le­ka­rzem czy wzy­wać ka­ret­kę – to dość in­dy­wi­du­al­na spra­wa. Trze­ba przede wszyst­kim oce­nić stan dziec­ka.

Wia­do­mo – w przy­pad­ku uda­ru nie ma wąt­pli­wo­ści. Po­dob­nie je­śli dziec­ko ma za­bu­rze­nia przy­tom­no­ści („od­la­tu­je”, nie daje się do­bu­dzić, jest pod­sy­pia­ją­ce), dziw­ne dla ro­dzi­ca ru­chy twa­rzy czy koń­czyn – na­le­ży czym prę­dzej udać się do szpi­ta­la lub wzy­wać ka­ret­kę. Ale w przy­pad­ku skur­czów ły­dek, obrzę­ków czy de­li­kat­nych za­wro­tów gło­wy moż­na za­cząć od opi­sa­nych po­wy­żej czyn­no­ści i zgło­sić się do le­ka­rza w ra­zie bra­ku po­pra­wy.

Mam na­dzie­ję, że ar­ty­kuł speł­nił Wa­sze ocze­ki­wa­nia oraz, że nie­ba­wem wi­dok wóz­ka przy­kry­te­go pie­lu­chą bę­dzie rzad­ko­ścią.

Ostatnia aktualizacja: 31.10.2021
filtry UVklimatyzacjakrem z filtremskórasłońce

10 czerwca 2019

15 min.

ZOBACZ RÓWNIEŻ

ul. Algierska 19W, 03-977 Warszawa. KRS 0000950016, NIP 5252678750, BDO 000108449
© © 2022 Roger Publishing Wójciccy Spółka komandytowa