Gdy urodzisz przedwcześnie

Gdy urodzisz przedwcześnie

W 2011 roku kiedy dostałam „pod opiekę” poradnię dla kobiet narażonych na poród przedwczesny, w brytyjskiej mieścinie, która zwie się Southend-on-Sea, temat porodu przedwczesnego stał się moim „ulubionym” w ginekologii i położnictwie („ulubionym” – jakkolwiek to brzmi… dziś uważam to za największą ironię losu). Kilka lat później zdecydowałam się pisać doktorat właśnie na ten temat.
Obudzona w środku nocy wyrecytuje Wam jaki procent dzieci rodzi się przedwcześnie, definicję według różnych towarzystw naukowych – czym poród przedwczesny jest, jaka jest statystyczna przeżywalność dzieci urodzonych w poszczególnych tygodniach ciąży, oczywiście jakie mogą być przyczyny i powikłania wcześniactwa (w teorii znam wszystkie!) Wydawało by się, że temat porodu przedwczesnego jak żaden inny w położnictwie jest mi „znany” – a wiecie co… g* prawda. Nie da się przygotować, oczytać i nauczyć bycia mamą wcześniaka… zanim tą mamą się nie zostanie.

Przekonałam się o tym na własnej skórze.
18.08.2018 roku, życie rzuciło mi największe wyzwanie jakiemu dotychczas musiałam sprostać. I staram się temu sprostać mniej lub lepiej od 3 miesięcy, co dzień. Bycie mamą wcześniaka, rozpoczyna się w dniu jego urodzin, ale nie kończy się w dniu jego wypisu ze szpitala, czy w dniu gdy pierwszy raz powie „mamo” – bycie mamą wcześniaka jest czymś co zmieni Was. I nie będę udawać, że potrafię nauczyć Was jak dać sobie radę z porodem przedwczesnym czytając ten artykuł. Tego się nie da inaczej nauczyć, jak niestety metodą prób, ogromu płaczu, błędów, znowu płaczu i znowu prób i małych (wielkich) kroczków.
Pamiętam dokładnie ten dzień, gdy jedna (i prawdopodobnie najbardziej doświadczona) z lekarek na oddziale neonatologii naszego szpitala, powiedziała mi piątego dnia po narodzinach mojego synka:
„Musicie nauczyć się być rodzicami wcześniaka” – bo widziała, że byłam w rozsypce, zupełnie nie dawałam sobie rady.
Tego dnia moja jedyna myśl była taka… nie poradzę sobie z kolejną śmiercią dziecka. Nie widziałam na końcu tunelu nas w domu, we czwórkę szczęśliwych, widziałam… czarny obraz, bo mnie to wszystko zupełnie przerosło.
Proste kilka słów. Ale te kilka słów, odmieniło moje życie. Bo mi się wydawało, że ja przecież wiem… jak zmienić pieluszkę czy wykąpać dziecko, wiem nawet jak trzymać takiego 1kg noworodka – bo nie raz wyciągałam go własnoręcznie z brzucha pacjentki, wiem przecież, jakie są jego szanse na dane powikłania i jakie szanse, że wyjdzie z tego wszystkiego… Ale tak naprawdę nie miałam pojęcia o tym co mnie czeka. Nikt tego pojęcia nie ma. No chyba, że rodzic wcześniaka.Jednak tu też, nawet w tej okropnej sytuacji są licytacje:

„Co ty wiesz o wcześniactwie – twój synek ważył dwa kilo a mój niespełna osiemset gram” (nie licytujmy się! I nie porównujmy).

Obok mojego syna leżało dziecko urodzone w 32 tygodniu, ważące dwa razy tyle co on i z dnia na dzień zmarło… a ja siedziałam obok z synem kilo z hakiem przytulonym do piersi.
Nie miałam pojęcia, że przez 54 dni moim dzieckiem będą głównie zajmować się pielęgniarki i położne, a nie ja… mama. Nie miałam pojęcia jak się zachować, gdy Pani położna akurat robiła coś ważnego (naprawdę ważnego!) i nie pozwalała mi wejść do dziecka… aby sobie na nie popatrzeć! Bo na więcej niż patrzenie nie było mnie stać. Nie miałam odwagi go dotknąć – bo bałam się, że go czymś zakażę (tu bycie lekarzem pogarsza sytuacje… bo jesteś świadoma wszystkich zarazków i powikłań, o których przeciętny rodzic nie pomyśli nawet). Nie miałam siły w sobie by do niego mówić, bo łamał mi się głos i tylko płakałam. A mówiono mi… nie płacz przy dziecku, płacz w samotności. (Tak! Tak mi mówiono… i nie zgadzam się z tym, płacz tam gdzie chcesz, nawet przy dziecku… zdecydowanie nie płacz w samotności, to Ci nie pomoże!).
Nie miałam pojęcia, jak się zachować gdy drugie dziecko nie rozumiało, czemu mamy ciągle nie ma bo „jedzie do jakiegoś abstrakcyjnego brata” i zostawia go to z ciocią, to z babcią, to z kolejną ciocią i kolejną bo potrzebuje takich cioć dwie dziennie…
Nie miałam w końcu pojęcia o takich najdrobniejszych życiowych „pierdołach”, które bardzo by mi pomogły gdybym wiedziała je wcześniej.

I w dzisiejszym artykule właśnie Wam o tych drobnych „radach” napiszę. Bo mimo tego, że od 18 tygodnia ciąży wiedziałam, że urodzę przedwcześnie, jeżeli w ogóle uda mi się urodzić a nie ponownie stracić ciążę (tak wiem, że to brzmi strasznie… ale z taką diagnozą żyłam przez 13 tygodni, co więcej niestety życiowo nauczona doświadczeniem takiej straty) to mimo tego, że wydawało mi się, że o porodzie przedwczesnym wszystko wiem, mimo tego że miałam komodę pełną ubranek dla wcześniaczków, na przewijaku były pieluszki rozmiar zero to…. Nic to mi nie dało. Tak samo jak każda z Was, która (naprawdę nie życzę) będzie w tej sytuacji, musiałam się nauczyć sobie radzić z tą sytuacją zupełnie inaczej niż miałam to gdzieś ułożone w głowie.

1. Laktacja
Jeszcze na sali pooperacyjnej, ponieważ miałam nagłe cięcie cesarskie w 31 tygodniu ciąży, przyszedł do mnie Pan ordynator neonatologii i powiedział coś tam o stanie dziecka – że jest stabilnie (to słowo stabilnie będziecie jako rodzice wcześniaków słyszeć codziennie… i niby fajnie. To niby dobrze, ale mnie to słowo zaczęło wkurzać. Chciałam słyszeć jest dobrze a nie tam jakieś stabilnie… dobra koniec dygresji). Do rzeczy, przyszedł Pan doktor i powiedział mi:
„Najlepsze co może Pani teraz zrobić dla dziecka to dać mu swój pokarm, to naprawdę bardzo ważne”.
Jak powiedział, tak zrobiłam, z pomocą położnej odciągnęłam już kilka godzin po cięciu 2 mililitry siary odwróconą strzykawką, które zostały Gilbertowi podane do buzi. Prawdopodobnie ich nie połknął, bo w kolejnych dniach się okazało, że jego przewód pokarmowy jeszcze nie jest gotowy na pokarm… na żaden pokarm. Było to dla mnie druzgocące.
Wiadomo – emocje, hormony, ale przecież powiedziano mi, że mój pokarm jest dla niego taki ważny… tymczasem on go nie chce. Co mu podadzą sondą (właśnie… bo takie dziecko nie ssie, ono ma sondę wprowadzoną do żołądka, wiedziałam o tym, ale przy własnym dziecku jak to zobaczyłam to tak jakbym tego wcześniej nie widziała) to on tego nie trawił. Zalegało mu w żołądku, przez prawie dwa tygodnie nie zjadł ani mililitra mojego pokarmu. Wciąż dostawał i wciąż mu odciągali dokładnie tyle co mu dali.
A ja co 2,5 godziny siedziałam przy tym laktatorze – tworzyłam to mleko dla niego… którego „nie chciał” – na szczęście mój mąż był mądrzejszy niż ja – rozemocjonowana mama. To on stał się naszą rodzinną doradczynią laktacyjną.
Wypożyczył najlepszy laktator, kupił woreczki do mrożenia pokarmu… ba! Kupił specjalny zamrażalnik na mleko. To on, mimo, że to niby ja powinnam być bardziej świadoma, że mleko mamy chociażby 10-krotnie zmniejsza ryzyko NEC (martwicze zapalenie jelit u wcześniaków) to poprawia ich odporność, sprzyja prawidłowej kolonizacji bakterii. To właśnie Kuba potrafił mnie zmotywować, że to co robię dziś (wtedy) nie robię na dziś, na teraz ale na przyszłość. Bo jeżeli jako mama wcześniaka nie zaczniesz od razu odciągać mleka to ono zaniknie. Nie możesz ściągać wtedy kiedy dziecko tego chce i potrzebuje. Musisz to robić mimo tego, że jeszcze nie chce.
To jest naprawdę trudne i pewnie mało kto to zrozumie. Ale mama która jest w tej sytuacji… niech wie. Byłam w tej sytuacji – to jest bardzo trudne! Dasz radę!
Odciąganie mleka dla wcześniaka, który nie jest przy Was jest… krótko mówiąc beznadziejne. Nie ma w tym nic fajnego.
Jedyne co możemy zrobić to z tej słabej sytuacji zrobić nieco mniej słabą… oto moje rady:
1.Koniecznie używaj laktatora elektrycznego, na dwie piersi na raz (kup lub wypożycz profesjonalny sprzęt) – nie wypożyczaj od koleżanki używanego laktatora, myślałam, że to takie gadanie firm aby nam sprzedać nowy sprzęt… aż zobaczyłam pleśń we własnym przewodzie od lakatora… i pomyślałam sobie, że taki pożyczyłabym kiedyś nieświadomie koleżance.
2. Kup, lub zrób sobie ze stanika sportowego gorset do odciągania pokarmu – to jest 15 minut razy 8 – czyli 2 godziny wolnych Twoich rąk. Uwierz mi, że jest to warte tego wydatku.
3. Kup, nie jeden (jak w zestawie) nie dwa… a trzy (!) zestawy do odciągania. To jest wydatek niestety paruset złotych… ale, te paręset złotych będzie warte tych minut, godzin (!) nie mycia i czyszczenia o 3 nad ranem. Bo odciągniesz koło godziny 24, potem około 3 w nocy i zdasz sobie sprawę, że na 6 rano nie masz zestawu. Ja dopiero od kiedy mam trzy zestawy zaczęłam się wysypiać.
4. Zamrażaj mleko! Na 50% Ci się przyda. Bo tyle wcześniaków, nie przechodzi na pierś i je pokarm odciągany.
5. Zamrażaj różne porcje – polecam zamrażać 70 ml, 100 ml, 150 ml. Jedna z mam mi to polecała, a ja nie posłuchałam bo nie rozumiałam „co za różnica”. Uwierz mi. To Ci się przyda. Jednego dnia może ci brakować 70 ml a innego więcej.
6. Zamrażaj w woreczkach na płasko. Zajmuje to mniej miejsca i szybciej się odmraża. Ja niestety dopiero po 3 tygodniach to odkryłam.
7. Opisuj woreczki z kiedy są i co najważniejsze ile mililitrów jest w środku.
8. To powinno być po pierwsze (!) ale się zapędziłam w pisaniu o odciąganiu…już w czasie pobytu dziecka na neonatologii skonsultuj się z certyfikowanym doradcą laktacyjnym (CDL),która (bo to same kobiety, nie ma w Polsce ani jednego CDL mężczyzny ;)) zaplanuje Ci cykle odciągania, jak często, czy możesz sobie pozwolić na tak zwaną przerwę nocną i jaka metoda odciągania pokarmu będzie dla Ciebie najbardziej odpowiednia. Poza tym, pomoże Ci przestawić dziecko na pierś… jak już nadejdzie czas. Życzę powodzenia, ale pamiętaj nie każdemu się udaje. I wtedy pamiętaj, to nie Twoja wina. Tak jest u 50% wcześniaków, że się nie udaje karmić bezpośrednio z piersi. Jeśli udało Ci się utrzymać pokarm to karm nawet z butelki, to naprawdę ważne. A jeśli pokarm Ci zanikł, to nie daj sobie wmówić, że to Twoja wina – tak po prostu bywa.

2. Wsparcie innych rodziców wcześniaków
Na początku unikałam kontaktu z innymi rodzicami na oddziale. Jakoś tak nie chciałam dopytywać, nie chciałam ich krępować. Ale po jakimś czasie zrozumiałam, że NIKT nie zrozumie mnie tak, jak ta mama dziecka z inkubatora obok. Nie bój się zagadać, pogadać, pożalić. Ona też to doceni.
Kolejna sprawa, to książki i filmy dokumentalne. Mi to bardzo pomogło zrozumieć, że nie jestem sama. Jest tego pełno, ale mi osobiście pomógł serial „600 gram szczęścia” który możecie znaleźć w Internecie na playerze TVP oraz książka „Za wcześnie” Marty Spryczak. Oglądałam i czytałam, płakałam… ale czułam się jakby taka pełna nadziei.

3. Dotyk i głos
Dotknęłam Gilberta raz pierwszego dnia po cięciu cesarskim a potem nie dotykałam go 5 dni, bo sobie wkręciłam, że dam mu jakieś zarazki. Miał wkłucie centralne (czyli taki jakby kanalik ze skóry prawie do serca, który go odżywiał) i nie chciałam aby mu się nic zakaziło. Pewnie każda inna mama nawet o tym nie pomyśli, a ja jako lekarz miałam całą listę drobnoustrojów szpitalnych przed oczami.
Aż w końcu ta sama pani doktor, która mi powiedziała, że muszę się nauczyć być mamą wcześniaka powiedziała, że mam się nie bać i go dotykać! Włożyłam rękę do inkubatora, to była 20:30 pamiętam. I co do sekundy trzymałam Bibkowi na brzuchu całą dłoń do 21. Poczułam taką ulgę… i poczułam, że on też poczuł ulgę, że ma mamę, że nie jest tu sam.
Od tego dnia za każdym razem dotykałam Gilberta. Było jeszcze za wcześnie na kangurowanie.
Tak długo jak miał wkłucie centralne było to niewskazane według naszego szpitala. Wiem, że w różnych szpitalach jest różnie i czasem dzieci z wkłuciem są kangurowane. Nie jestem neonatologiem ani mikrobiologiem, więc nie będę się wypowiadać co lepsze. Ja słuchałam moich lekarzy.
Kangurowanie to położenie dziecka na waszą pierś i brzuch, żeby czuło wasze ciepło, wasz oddech i aby dostało bakterie – wasze dobre bakterie ze skóry.
Jednak dopytujcie, bądźcie upierdliwi… kiedy w końcu będziecie mogli kangurować. To jest super. Jedno z  moich najlepszych wspomnień z tego czasu.
Mów do dziecka. Ono chce słyszeć Twój głos. Zdaje sobie sprawę, że mówienie przy innych osobach do noworodka, które nie reaguje jest bardzo trudne. Nie potrafiłam tego robić, póki jedna mama z Instagrama nie poradziła mi, by czytać Gilbertowi książkę, które sama napisałam, czyli Instaserial o miłości. Tak naprawdę, nie ma znaczenia czy przeczytasz dziecku dzisiejsza gazetę, ulotkę, bajkę, artykuł w Internecie, który Cię interesuje czy pracę naukową, ważne jest by słyszało Twój głos, będzie Ci łatwiej nie płakać. Pierwsze kilka dni, jak czytałam Bibkowi Instaserial, czułam się bardzo głupio, robiłam to po cichu pod nosem, a potem dopiero zdałam sobie sprawę, że robię to dla mojego dziecka i nie powinnam się tym przejmować, co inni o mnie pomyślą. Kilka tygodni później, zauważyłam, że inni rodzice też przychodzą z książką do dziecka.

4. Pobyt w szpitalu
Ten podpunkt to naprawdę trudny temat. I powiem Wam, że ułożyłam to sobie w głowie zanim urodziłam. Wiedziałam, że jeżeli urodzę przedwcześnie, to mimo tego, że mój szpital pozwala aby kobieta „oczekiwała na oddziale” na dziecko miesiącami, wyjdę do domu. Wyjdę, dla drugiego dziecka, dla męża i dla siebie.
Bo wiedziałam, że będąc na oddziale, czy będę tam czy będę dojeżdżać podobny czas spędzę z dzieckiem. A pobyt wielotygodniowy w szpitalu tylko popsuje moją psychikę, relacje z mężem i dzieckiem. Oczywiście, każda mama może mieć swoje zdanie… ale jako lekarz kobiet na oddziale położniczym widzę, że te które wyjdą do domu rosną w siłę. Duża część tych na oddziale, z dnia na dzień czuje się coraz gorzej. Także, jeżeli mogę Wam osobiście radzić, to nie siedźcie tygodniami w szpitalu czekając na dziecko… bo i tak z dzieckiem spędzicie podobną ilość czasu co dojeżdżając do niego z domu.
Mogłabym Wam tu kilka historii kobiet opisać, ale powiem tylko jedno.

Jak wyszłam do domu po 3 dniach od porodu i kolejnego dnia spotkałam jedną z ulubionych moich położnych, Panią Małgosię na korytarzu to powiedziała mi „Pani doktor, ale my wszystkie jesteśmy dumne, że Pani wyszła, Pani wie, że Pani z domu więcej dla niego zrobi”.

To nie jest koniec tego artykułu… ale będąc już w domu z moim kochanym wcześniakiem, więcej nie dam rady Wam dziś napisać. Także na dziś to tyle.
Jestem mamą wcześniaka i będę nią na zawsze. Czekam na ten dzień gdy mój synek nie będzie się niczym różnił od rówieśników. Wiem, że ja niestety będę się nieco różnić od ich mam, tym że moje macierzyństwo nie było szczęśliwe od początku, a takim powinno być. Powinno gdyby porodów przedwczesnych nie było. Ale są i dzięki postępowi medycyny, jesteśmy zatroskanymi, zmęczonymi i zestresowanymi…

Ale mamami – mamami małych wojowników.

326 komentarzy

  1. Czytam i płaczę. Jestem mamą wcześniaka z 29 tygodnia. Paulinka urodziła się 13 grudnia 2018 r. z waga 1270 g. 3 tygodnie byłam z nią w szpitalu. Najpierw na oddziale a później w hotelu dla mam. Ale mnie też to zabijało. Tym bardziej że w domu 3 letni synek który bardzo przeżywał moja nieobecność. Jeżdżę codziennie 40 km w jedną stronę do szpitala gdy synek jest w przedszkolu. Jest ciężko. Trzymam się dzięki odciaganiu pokarmu. Czuję się potrzebna. Chociaż zaczęłam dopiero 2 doby po cc udało się od razu. Mi też pomaga 600 gramów szczęścia. Oglądam i płacze. Jeszcze tyle przed nami.

  2. Jestem mamą małego wojownika z 31 tygodnia, czytając ten wpisy czułam wszystkie te emocje i uczucia jakie towarzyszą nam w tej sytuacji

  3. Jestem mamą wcześniaka. Mamą, która od początku ciąży wiedziała, że najprawdopodobniej urodzi przed czasem. Mamą, która znała wcześniaki z 36 tygodnia, nie odbiegające od rówieśników. Mamą, która myślała, że u niej będzie podobnie. Mamą, która rodząc dziecko w 31 tygodniu liczyła, że lekarze powiedzą, że jest ok. Mamą, która zamiast tego usłyszała: “Nie jestem wróżką, nie wiem jak będzie.” Mamą, która walczyła o lakatację i pół roku karmiła odciągniętym pokarmem, aż udało się przejść na pierś. Mamą, która poznała strach. Ale także mamą cudownej dziewczynki, która ma już 2,5 roku i swoją walcznością mogłaby obdzielić kilku dorosłych. Mamą dziecka, które cieszy się ze wszystkiego. Mamą, która nigdy nie zapomni o wcześniactwie, ale dziękuję losowi, że udało nam się z niego wyjść obronną ręką. Przeczytałam ten tekst i łzy staneły mi w oczach. Wspomnienia wróciły… Droga Nicole i inne Waleczne Mamy Wcześniaków wierzę, że dacie radę i mocno trzymam kciuki za każdą z Was.
    Ps naszą historię możecie poznać na moim blogu, zapraszam.

  4. Czytając artykuł zrozumiałam, ze nie będę jedyna mama wcześniaka. Jestem w 28 tygodniu ciąży i grozi mi wywołanie porodu, jest to straszne , nie mam nawet siły o tym pisać. Wierzymy, ze uda się dociągnąć ciąże chociaż jeszcze tydzień , dwa tygodnie.
    Moja ciaza od początku była zagrożona , nie była spokojna i szczęśliwa , jednak zaszłam już tak daleko . Musi się udać tym razem .

  5. Jestem mamą wcześniaka, z 28 tygodnia (cc). Proszę mnie źle nie zrozumieć, to nie hejt, tylko złość na podwójne standardy. Cieszę się, że Pani przeszła przez to spokojniej. Nie wiem czy to dobre słowo, ale naprawdę cieszę się, że czuła się Pani “zaopiekowana”, ale ja nie mogę zrozumieć, zaakceptować i wybaczyć że nie każda kobieta jest tak traktowana. Urodziłam w szpitalu na pl. Starynkiewicza, nie doczekałam się żadnej informacji z oddziału neonatologii nt stanu zdrowia dziecka, gdyby nie kilka słów rzuconych przez męża przez drzwi sali pooperacyjnej nic bym nie wiedziała. Pokarm. Po wyjściu z sali pooperacyjnej na oddział podreptałam ledwie żywa do dyżurki pielęgniarek poprosić o strzykawki do odciągania pokarmu i natrafiłam na mur obojętności. Strzykawki? Nie mogą mi dać. Prosiłam o L4 dla męża na opiekę nade mną, nie byłam w stanie sama zostać w domu i sama dojeżdżać do szpitala do dziecka – nie mogli/nie chcieli nam dać bo nie widzieli podstaw, natomiast zawsze chętnie podsuwali leki przeciwbólowe których nie potrzebowałam (byłam w szoku i ogromnym stresie – i nie chodziło o samo wcześniactwo, dziecko urodziło się z ogromnymi ubytkami w mózgu wynikającymi z komplikacji w ciąży, o czym dowiedzieliśmy się następnego dnia po cc). I zamiast zajmować się pochówkiem drugiego dziecka (brat bliźniak), odciąganiem pokarmu dla żyjącego dziecka czy starszą córką to my biegaliśmy po lekarzach prosząc o L4, ale to już zupełnie inna historia. Tak jak pisałam na wstępie to nie hejt. Przeczytałam Pani post i wszystko we mnie odżyło.

    • Współczuję Pani bardzo tego, co musiała pani przejść 🙁 Też urodziłam wcześniaka w 33 tc i również mój mąż nie otrzymał opieki nade mną po cc. Dopiero moja lekarka rodzinna się zlitowała i wypisała tydzień opieki ze względu na moją niemoc po cc….

  6. Witam, teraz gdy czytam twój artykuł to tak jakbym sama to napisała, słowo w słowo czułam się identycznie jak Ty. Swoją córeczkę urodziłam w 30 tyg, wazyla 1500g. Gdy dotarłam do szpitala i rozpoczęła się akcja pogodowa nie zdawałam sobie sprawy z tego co mnie czeka gdy urodze tak wcześnie i takie maleństwo. Po paru godz po porodzie mąż zabrał mnie na oddział neonatologii wtedy pierwszy raz zobaczyłam naszą córkę, płakałam później jeszcze przez miesiąc dzień w dzień z powodu bezradności. Że szpitala wypuścili nas dzień przed Bożym Narodzeniem, najwspanialszy prezent na gwiazdke dla wszystkich. Dziś moja córka ma skończone dwa latka nadal pije pierś 😉i cieszymy się z każdego dnia spędzonego razem.

  7. Jestem mama wcześniaka z 26 tc . Antoś ma już 17 msc . Na początku miałam tyle obaw tyle przeszliśmy. Sciagałam pokarm co 2-3 godziny i na początku Antoś dostał moje mleko z po kilku dniach nie dostawał bo nie trawił go i biłam sie z myslami ze pezeciez moje mleczko jest dla niego najlepszym lekarstwem a oni go mu nie podaja.Nicole czytając ten wpis płakałam jak szalona przypominając sobie nasza początki. Panie pielęgniarki na neonatologii kazały nam dotykać naszego małego szczęścia które ważyło zaledwie 830 gram później nawet 600 gram . A my byliśmy się to dotykać że zrobimy mu krzywdę Ale z dnia na dzień nasz strach przechodził kangurowalismy się na każdym kroku czytaliśmy książeczki. Aż w końcu po 4 miesiącach wyszliśmy do domu . Tak się bałam początków bez monitora z saturacja . A teraz Antoś chodzi śmieje się jest bardzo wesołym chłopcem . Każdy wcześniak to wojownik i jego mama też !!

  8. Tez mam inne doswiadczenia z opieka w szpitalu. Dziecko z 31t.c. nic nie zapowiadalo ze moze sie tak to wszystko potoczyc. Szpital uniwersytecki a wsparcia psychologa czy kogokolwiek brak.
    Sama bylam w ciezkim stanie po operacji towarzyszącej c.c. do dziecka nie mogłam pójść. Mąż mi donosil tylko jakies informacje i zdjecia z odzialu intensywnej terapii nowowrodka. A lekarza z oddzialu zobaczylam pierwszy raz w trzeciej dobie o 3 w nocy- przyszla mnie poinformowac ze stan dziecka jest krytyczny i nie pamietam jak to było ubrane w slowa ale dla mnie brzmialo- prosze jakos sie dostac na oddzial zeby zobaczyc dziecko poki zyje…
    Intensywna walka o zycie trwala 2 tygodnie. Przez caly czas slyszelismy ze stan dziecka jest stabilny ALE to jest wczesniak w kazdej chwili moze sie pogorszyc, moga nastapic powikłania itd. Nikt nie dawal nam slowa otuchy, nadziei. O odciaganiu pokarmu polozna porozmawiala ze mna w 4 dobie i wtedy zaczelam walke, oczywiście udało sie bo nawet pozniej w domu dziecko ssalo z piersi i utrzymalam laktacje 8 miesięcy.
    Caly pobyt dziecka w szpitalu trwał miesiąc, każdy telefon mrozil krew w żyłach czy to nie z oddzialu ze coś jest nie tak. Opinie lekarzy ze dziecko bedzie mialo problemy z rozwojem fizycznym i umyslowym. Morze wylanych łez…. Ciezkie sa chwile gdy w nocy zaczynasz odciagac pokarm i myslisz co sie dzieje na oddziale i ten ból ze nie mozesz tam byc. Z perspektywy 4 lat dla kobiet które zostaną mamą w takim szpitalu jak moj a nie Pani bądz z programu” moje 600 gram szczescia” dam dobra rade: zalozcie taka ochronna tarcze i slyszcie tylko te dobre rzeczy albo tylko to co slyszec chcecie. Nie wierzcie we wszystko: moje dziecko dzis jest w pełni zdrowe, wzrostem wykracza poza siatki centylowe, jest bardzo grzeczne uwielbia dlugo spac, a w przedszkolu najszybciej uczy sie wierszykow i piosenek w domu jest maniakiem puzzli i uwielbia sie tulic i okazywac uczucia. Wiec nie słuchajcie wszystkiego tylko kochajcie swoje wczesniaki i wierzcie ze wszystko bedzie dobrze.
    A jeszcze co do kochania… Ja na oddziale nie potrafilam poczuc instynktu macierzyńskiego… dopiero jak wrocilismy do domu i w swoim zaciszu zaczelam przebywać z dzieckiem w ciszy i spokoju oszalalm na jego punkci. Najlepsza decyzja bylo tez nieprzyjmowanie gosci przez pierwszy miesiąc, czas tylko dla nas żeby moc sie wyciszyć i poznać.

  9. Przeglądam komentarze i widzę tutaj praktycznie głosy samych mam, dlatego, mam nadzieję, że ku pokrzepieniu, chciałam zabrać głos z drugiej strony tej opowieści. Niedługo minie 19 lat odkąd moi rodzice, a przede wszystkim moja najwspanialsza mama, podjęli najodważniejszą decyzję swojego życia. Praktycznie od początku było wiadomo, że ta ciąża obarczona jest ryzykiem, ale nie byli świadomi, że aż takim. Jeden z lekarzy stwierdził, że jemu prędzej kaktus na dłoni zakwitnie niż moja mama urodzi dziecko. Jednak drugi lekarz postawił sprawę jasno: „Ma Pani 10% szans na urodzenie tego dziecka. Walczymy?” Moja mama bez wahania o mnie zawalczyła. Urodziłam się w 33 tygodniu, a moja mama krótko po porodzie dostała ostrego zakażenia, zignorowanego z początku przez lekarzy. Martwiła się o mnie, a na dodatek musiała zawalczyć o własne życie. Długo nie mogła mnie zobaczyć. Piszę to jednak przede wszystkim po to, żeby powiedzieć Wam, drogie mamy wcześniaków, że wyszłyśmy z tego szpitala. Zdrowe i szczęśliwe. Chociaż moi rodzice musieli zmierzyć się jeszcze z szeregiem pochopnych i bezrefleksyjnie wydawanych diagnoz, jak chociażby to, że mam porażenie mózgowe albo inne schorzenia, których nigdy nie miałam. Rozwijałam się później jak zdrowe dziecko, może z pewnym początkowym opóźnieniem, ale dogoniłam moich rówieśników, a nawet przegoniłam, patrząc na pole szkolne. Kochajcie i wierzcie w swoje wcześniaki, bo to są prawdziwi wojownicy!

  10. Jestem lekarzem, pracuję w szpitalu. Byłam w pracy, gdy nagle zaczęłam krawawić – odklejenie łożyska, 29 Hbd, pilne CC. To był najgorszy dzień w moim życiu. Nie dlatego, że urodziła się wyczekiwana córeczka, ale dlatego, że nigdy w życiu nie byłam tak przerażona i bezsilna. Myślę, że wykształcenie medyczne było w tej sytuacji bardziej ciężarem niż pomocą. Przed oczami miałam wszystkie możliwe powikłania i statystki. I mimo całej wiedzy poczucie winy, że może mogłam zrobić coś więcej/mniej/lepiej/inaczej.
    I najwspanialszy moment, kiedy w końcu mogłam przytulić moją Kruszynkę. I to ona dała mi siłę 🙂
    Teraz ma 3 lata i nikt nie zgadłby, że była wcześniakiem i jaką długą drogę przeszliśmy.

  11. Od miesiąca jestem mamą wczesniaka i dokładnie wiem co czujesz. Mój synek urodził się w 34tc poprzez cesarskie cięcie z powodu stanu przedrzucawkowego. To była szybka decyzja lekarza, który akurat był na dyżurze, decyzja, której wtedy nie rozumiałem, a teraz dziękuję mu za to że uratował moje dziecko. Mały oprócz tego, że urodził się przedwcześnie jest również hipotrofikiem, urodził się mając 1640g.
    Z racji tego, że po cc moje ciśnienie oraz białko mocz nie uregulowaly się pozostalam z nim w szpitalu przez około 2.5 tyg dopóki mały nie osiągnął 2 kg i mogli go zaszczepić i wypuścić do domu. Nie powiem, że był to łatwy czas, ale te chwile spędzone z nim dawały mi ogrom siły i motywacji żeby odciagac dla niego pokarm,tak jak napisałaś nie na wtedy ale na przyszłość.
    Teraz czekają nas specjalistyczne kontrole i monitorowanie oddechu(małemu zdarzają się bezdechy) ale nie zamienilabym żadnej chwili spędzonej z nim.

  12. “Czekam na ten dzień gdy mój synek nie będzie się niczym różnił od rówieśników. Wiem, że ja niestety będę się nieco różnić od ich mam, tym że moje macierzyństwo nie było szczęśliwe od początku, a takim powinno być. Powinno gdyby porodów przedwczesnych nie było. Ale są i dzięki postępowi medycyny, jesteśmy zatroskanymi, zmęczonymi i zestresowanymi…

    Ale mamami – mamami małych wojowników.”

    DZIĘKUJĘ! DZIĘKUJĘ za te słowa najbardziej … Tak bardzo to prawdziwe, trafione i w końcu wiem, że są jednak mamy które dokładnie wiedzą co czuję.

    Pozdrawiamy N i A (33tc) – dziś 2 latka,która nadal nie może dorównać rówieśnikom 🙁

  13. Moje słoneczko postanowiło pojawić się na świecie w 34 t.c. Co było i tak dużym sukcesem zważywszy że ochotę miało już w 29 t.c. Czytając wszystkie komentarze mogę powiedzieć, że jako mam wcześniaka miałam dużo szczęścia. Maluch w dniu c.c ważył 2730 g. Dużo choć dla mnie owinięty w kabelki w inkubatorze wydawał się malutki. Miałam szczęście trafiać na świetną Panią neonatolog, która 2 godziny po porodzie przyszła do mnie na salę i wytłumaczył dlaczego tak szybko go zabrali i jaki jest jego stan. Było stabilnie. Miał największe problemy z saturacją przez co przez 3 tygodnie tylko około 5 razy mogłam go podtrzymać na rękach. To było najgorsze. Nie móc przytulić ale jedna jedyna pielęgniarka zawalczyła i pozwalała mi go wyciągać z inkubatora. Z laktacja było super. Poszło dzięki pomocy pielęgniarkom i elektrycznemu laktatorowi a pierwszy raz małego karmiłam na dzień przed wyjściem że szpitala. I daliśmy radę. Ja i on. Karmilismy 9 miesięcy. Jedyne co mnie martwi to poradnie, które nas jeszcze nie wypisały bo zawsze coś tam się znajdzie co trzeba monitorować. Ale jest moim kochanym wcześniakiem choć energii na psoty ma jak każde dziecko urodzone po 37 🙂

  14. annapercy

    Nie da się przygotować, oczytać i nauczyć bycia mamą wcześniaka… zanim tą mamą się nie zostanie- mimo że ja nią nie zostałam, dwójkę dzieci urodziłam PO terminie, to artykuł napisany jest w tak porządny sposób, że wali na łeb i szyję wszystkie pozostałe, że mam ochotę napisać: tak, da się przygotować, wystarczy przeczytać ten artykuł!

  15. Mój syn urodził się w 35tc z wagą 2970, ktoś by pomyślał co to za wcześniak jak prawie donoszony. Niestety syn urodził się niedotleniony, odrazu przewieziony do szpitala oddalonego o 100km. Pierwszy raz zobaczyłam go po ponad tygodniu od narodzin. To był najgorszy czas w moim życiu 🙁

  16. Pani Aniu ( która wpis dała 9 stycznia 2019 ) proszę o jakiś kontakt chętnie porozmawiam z Panią ( mama wcześniaka -blizniaka-27 tydzień) obecnie córka na 4 lata.kontakt : malina.g@wp.pl

  17. A ja dziś urodziłam córeczkę w 24 tc… 750 G, 31 cm długości, moją księżniczkę zabrali do szpitala w Ostrowie Wielkopolskim, a ja zostałam 100 km od niej… Bardzo się martwię😞

  18. Popłakałam się. Sory, rozryczałam. 32tydz, poród nagły, blizniaczki. Ciąża po przejściach, dziewczyny miały zespół TTTS. Mleko nadal ściągam, już rok. Trzy silniczki pojedyncze, medeli(dobrze ciągną) regularnie zalewane mlekiem. Trzy zestawy do ściągania, milion buteleczek do karmienia I trzymania mleka w lodówce. Setki zużytych woreczków do mrożenia. Teraz są starsze, więc przeszliśmy na mniej rygorystyczne warunki przechowywania I jest łatwiej. Od 8msca (6korygowany) rozszerzamy diete- bardzo dobra decyzja, by nie wcześniej. Dziewczyny coraz mniej mleka potrzebują, ja coraz krócej ściągam. Według swojego planu. Gdyby nie mąż laktator wylądowałby z hukiem na ścianie- conajmniej raz dziennie. Daliśmy radę. 21dni w szpitalu pomogło uregulować laktację. W domu nie dałabym rady.. psychicznie. W szpitalu wiedziałam, że są tuż obok. Pierwszą miałam na rękach dwa tygodnie po porodzie, drugą babę kongurowałam po tygodniu… I tak, jestem inną mamą od mam, które urodziły o czasie- inną bo wymusiła to na mnie moja sytuacja.

  19. Dopiero teraz odpaliłam Twojego bloga ponownie. Czytam i płacze, wycieram łzy tak, żeby nie uszkodzić makijażu ☺️ swojego synka urodziłam mając 21 lat byłam bardzo młoda, ciąża zagrożona, odklejające łożysko, skurcze, krwawienia… Nigdy wcześniej bym nie pomyślała, że tak będzie wyglądała moja pierwsza ciąża. W 25/26 tydz ciąży odeszły mi wody (były zielone) i przez cc przyszedł na świat mój synek z waga 630g i 32 cm długości. Do dzisiaj pamiętam jak mój mąż (wtedy narzeczony) zawiózł mnie na wózku na salę intensywnej terapii noworodka 😥 teraz mój synek ma 8 lat jest zdrowym chłopcem ale to co dzieje się na oddziale neonatologicznym nikt tego nie zrozumie, czułam się okropnie i chociaż minęło już dużo czasu to nigdy tego nie zapomnę tamte wspomnienia wracają i czytając dzisiejszy Twój wpis wzruszyłam się ogromnie. Teraz jestem też po dwóch stratach, chociaż marzę o drugim dziecku to strach wygrywa.

  20. Mój wczesniak ma już 5 lat a ja do dziś pamiętam cały,, dramat” jaki przeszłam ja, mąż i nasze dziecko. Cały czas interesują mnie tematy wczesniakow, ponieważ historia każdego z nich jest zupełnie inna. Dziś już nie płacze nad każdym artykułem o wczesniaku to znak, że jest zdecydowanie lepiej z moim zdrowiem psychicznym niż rok lub 2 lata temu. Bardzo cieszę się, że Pani jako ginekolog i mama wczesniaka napisała ten tekst może kobiecie, która właśnie urodziła takie dzieciątko doda otuchy, że nie tylko jej przytrafiła się taka sytuacja. Pozdrawiam

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*