Gdy urodzisz przedwcześnie

Gdy urodzisz przedwcześnie

W 2011 roku kiedy dostałam „pod opiekę” poradnię dla kobiet narażonych na poród przedwczesny, w brytyjskiej mieścinie, która zwie się Southend-on-Sea, temat porodu przedwczesnego stał się moim „ulubionym” w ginekologii i położnictwie („ulubionym” – jakkolwiek to brzmi… dziś uważam to za największą ironię losu). Kilka lat później zdecydowałam się pisać doktorat właśnie na ten temat.
Obudzona w środku nocy wyrecytuje Wam jaki procent dzieci rodzi się przedwcześnie, definicję według różnych towarzystw naukowych – czym poród przedwczesny jest, jaka jest statystyczna przeżywalność dzieci urodzonych w poszczególnych tygodniach ciąży, oczywiście jakie mogą być przyczyny i powikłania wcześniactwa (w teorii znam wszystkie!) Wydawało by się, że temat porodu przedwczesnego jak żaden inny w położnictwie jest mi „znany” – a wiecie co… g* prawda. Nie da się przygotować, oczytać i nauczyć bycia mamą wcześniaka… zanim tą mamą się nie zostanie.

Przekonałam się o tym na własnej skórze.
18.08.2018 roku, życie rzuciło mi największe wyzwanie jakiemu dotychczas musiałam sprostać. I staram się temu sprostać mniej lub lepiej od 3 miesięcy, co dzień. Bycie mamą wcześniaka, rozpoczyna się w dniu jego urodzin, ale nie kończy się w dniu jego wypisu ze szpitala, czy w dniu gdy pierwszy raz powie „mamo” – bycie mamą wcześniaka jest czymś co zmieni Was. I nie będę udawać, że potrafię nauczyć Was jak dać sobie radę z porodem przedwczesnym czytając ten artykuł. Tego się nie da inaczej nauczyć, jak niestety metodą prób, ogromu płaczu, błędów, znowu płaczu i znowu prób i małych (wielkich) kroczków.
Pamiętam dokładnie ten dzień, gdy jedna (i prawdopodobnie najbardziej doświadczona) z lekarek na oddziale neonatologii naszego szpitala, powiedziała mi piątego dnia po narodzinach mojego synka:
„Musicie nauczyć się być rodzicami wcześniaka” – bo widziała, że byłam w rozsypce, zupełnie nie dawałam sobie rady.
Tego dnia moja jedyna myśl była taka… nie poradzę sobie z kolejną śmiercią dziecka. Nie widziałam na końcu tunelu nas w domu, we czwórkę szczęśliwych, widziałam… czarny obraz, bo mnie to wszystko zupełnie przerosło.
Proste kilka słów. Ale te kilka słów, odmieniło moje życie. Bo mi się wydawało, że ja przecież wiem… jak zmienić pieluszkę czy wykąpać dziecko, wiem nawet jak trzymać takiego 1kg noworodka – bo nie raz wyciągałam go własnoręcznie z brzucha pacjentki, wiem przecież, jakie są jego szanse na dane powikłania i jakie szanse, że wyjdzie z tego wszystkiego… Ale tak naprawdę nie miałam pojęcia o tym co mnie czeka. Nikt tego pojęcia nie ma. No chyba, że rodzic wcześniaka.Jednak tu też, nawet w tej okropnej sytuacji są licytacje:

„Co ty wiesz o wcześniactwie – twój synek ważył dwa kilo a mój niespełna osiemset gram” (nie licytujmy się! I nie porównujmy).

Obok mojego syna leżało dziecko urodzone w 32 tygodniu, ważące dwa razy tyle co on i z dnia na dzień zmarło… a ja siedziałam obok z synem kilo z hakiem przytulonym do piersi.
Nie miałam pojęcia, że przez 54 dni moim dzieckiem będą głównie zajmować się pielęgniarki i położne, a nie ja… mama. Nie miałam pojęcia jak się zachować, gdy Pani położna akurat robiła coś ważnego (naprawdę ważnego!) i nie pozwalała mi wejść do dziecka… aby sobie na nie popatrzeć! Bo na więcej niż patrzenie nie było mnie stać. Nie miałam odwagi go dotknąć – bo bałam się, że go czymś zakażę (tu bycie lekarzem pogarsza sytuacje… bo jesteś świadoma wszystkich zarazków i powikłań, o których przeciętny rodzic nie pomyśli nawet). Nie miałam siły w sobie by do niego mówić, bo łamał mi się głos i tylko płakałam. A mówiono mi… nie płacz przy dziecku, płacz w samotności. (Tak! Tak mi mówiono… i nie zgadzam się z tym, płacz tam gdzie chcesz, nawet przy dziecku… zdecydowanie nie płacz w samotności, to Ci nie pomoże!).
Nie miałam pojęcia, jak się zachować gdy drugie dziecko nie rozumiało, czemu mamy ciągle nie ma bo „jedzie do jakiegoś abstrakcyjnego brata” i zostawia go to z ciocią, to z babcią, to z kolejną ciocią i kolejną bo potrzebuje takich cioć dwie dziennie…
Nie miałam w końcu pojęcia o takich najdrobniejszych życiowych „pierdołach”, które bardzo by mi pomogły gdybym wiedziała je wcześniej.

I w dzisiejszym artykule właśnie Wam o tych drobnych „radach” napiszę. Bo mimo tego, że od 18 tygodnia ciąży wiedziałam, że urodzę przedwcześnie, jeżeli w ogóle uda mi się urodzić a nie ponownie stracić ciążę (tak wiem, że to brzmi strasznie… ale z taką diagnozą żyłam przez 13 tygodni, co więcej niestety życiowo nauczona doświadczeniem takiej straty) to mimo tego, że wydawało mi się, że o porodzie przedwczesnym wszystko wiem, mimo tego że miałam komodę pełną ubranek dla wcześniaczków, na przewijaku były pieluszki rozmiar zero to…. Nic to mi nie dało. Tak samo jak każda z Was, która (naprawdę nie życzę) będzie w tej sytuacji, musiałam się nauczyć sobie radzić z tą sytuacją zupełnie inaczej niż miałam to gdzieś ułożone w głowie.

1. Laktacja
Jeszcze na sali pooperacyjnej, ponieważ miałam nagłe cięcie cesarskie w 31 tygodniu ciąży, przyszedł do mnie Pan ordynator neonatologii i powiedział coś tam o stanie dziecka – że jest stabilnie (to słowo stabilnie będziecie jako rodzice wcześniaków słyszeć codziennie… i niby fajnie. To niby dobrze, ale mnie to słowo zaczęło wkurzać. Chciałam słyszeć jest dobrze a nie tam jakieś stabilnie… dobra koniec dygresji). Do rzeczy, przyszedł Pan doktor i powiedział mi:
„Najlepsze co może Pani teraz zrobić dla dziecka to dać mu swój pokarm, to naprawdę bardzo ważne”.
Jak powiedział, tak zrobiłam, z pomocą położnej odciągnęłam już kilka godzin po cięciu 2 mililitry siary odwróconą strzykawką, które zostały Gilbertowi podane do buzi. Prawdopodobnie ich nie połknął, bo w kolejnych dniach się okazało, że jego przewód pokarmowy jeszcze nie jest gotowy na pokarm… na żaden pokarm. Było to dla mnie druzgocące.
Wiadomo – emocje, hormony, ale przecież powiedziano mi, że mój pokarm jest dla niego taki ważny… tymczasem on go nie chce. Co mu podadzą sondą (właśnie… bo takie dziecko nie ssie, ono ma sondę wprowadzoną do żołądka, wiedziałam o tym, ale przy własnym dziecku jak to zobaczyłam to tak jakbym tego wcześniej nie widziała) to on tego nie trawił. Zalegało mu w żołądku, przez prawie dwa tygodnie nie zjadł ani mililitra mojego pokarmu. Wciąż dostawał i wciąż mu odciągali dokładnie tyle co mu dali.
A ja co 2,5 godziny siedziałam przy tym laktatorze – tworzyłam to mleko dla niego… którego „nie chciał” – na szczęście mój mąż był mądrzejszy niż ja – rozemocjonowana mama. To on stał się naszą rodzinną doradczynią laktacyjną.
Wypożyczył najlepszy laktator, kupił woreczki do mrożenia pokarmu… ba! Kupił specjalny zamrażalnik na mleko. To on, mimo, że to niby ja powinnam być bardziej świadoma, że mleko mamy chociażby 10-krotnie zmniejsza ryzyko NEC (martwicze zapalenie jelit u wcześniaków) to poprawia ich odporność, sprzyja prawidłowej kolonizacji bakterii. To właśnie Kuba potrafił mnie zmotywować, że to co robię dziś (wtedy) nie robię na dziś, na teraz ale na przyszłość. Bo jeżeli jako mama wcześniaka nie zaczniesz od razu odciągać mleka to ono zaniknie. Nie możesz ściągać wtedy kiedy dziecko tego chce i potrzebuje. Musisz to robić mimo tego, że jeszcze nie chce.
To jest naprawdę trudne i pewnie mało kto to zrozumie. Ale mama która jest w tej sytuacji… niech wie. Byłam w tej sytuacji – to jest bardzo trudne! Dasz radę!
Odciąganie mleka dla wcześniaka, który nie jest przy Was jest… krótko mówiąc beznadziejne. Nie ma w tym nic fajnego.
Jedyne co możemy zrobić to z tej słabej sytuacji zrobić nieco mniej słabą… oto moje rady:
1.Koniecznie używaj laktatora elektrycznego, na dwie piersi na raz (kup lub wypożycz profesjonalny sprzęt) – nie wypożyczaj od koleżanki używanego laktatora, myślałam, że to takie gadanie firm aby nam sprzedać nowy sprzęt… aż zobaczyłam pleśń we własnym przewodzie od lakatora… i pomyślałam sobie, że taki pożyczyłabym kiedyś nieświadomie koleżance.
2. Kup, lub zrób sobie ze stanika sportowego gorset do odciągania pokarmu – to jest 15 minut razy 8 – czyli 2 godziny wolnych Twoich rąk. Uwierz mi, że jest to warte tego wydatku.
3. Kup, nie jeden (jak w zestawie) nie dwa… a trzy (!) zestawy do odciągania. To jest wydatek niestety paruset złotych… ale, te paręset złotych będzie warte tych minut, godzin (!) nie mycia i czyszczenia o 3 nad ranem. Bo odciągniesz koło godziny 24, potem około 3 w nocy i zdasz sobie sprawę, że na 6 rano nie masz zestawu. Ja dopiero od kiedy mam trzy zestawy zaczęłam się wysypiać.
4. Zamrażaj mleko! Na 50% Ci się przyda. Bo tyle wcześniaków, nie przechodzi na pierś i je pokarm odciągany.
5. Zamrażaj różne porcje – polecam zamrażać 70 ml, 100 ml, 150 ml. Jedna z mam mi to polecała, a ja nie posłuchałam bo nie rozumiałam „co za różnica”. Uwierz mi. To Ci się przyda. Jednego dnia może ci brakować 70 ml a innego więcej.
6. Zamrażaj w woreczkach na płasko. Zajmuje to mniej miejsca i szybciej się odmraża. Ja niestety dopiero po 3 tygodniach to odkryłam.
7. Opisuj woreczki z kiedy są i co najważniejsze ile mililitrów jest w środku.
8. To powinno być po pierwsze (!) ale się zapędziłam w pisaniu o odciąganiu…już w czasie pobytu dziecka na neonatologii skonsultuj się z certyfikowanym doradcą laktacyjnym (CDL),która (bo to same kobiety, nie ma w Polsce ani jednego CDL mężczyzny ;)) zaplanuje Ci cykle odciągania, jak często, czy możesz sobie pozwolić na tak zwaną przerwę nocną i jaka metoda odciągania pokarmu będzie dla Ciebie najbardziej odpowiednia. Poza tym, pomoże Ci przestawić dziecko na pierś… jak już nadejdzie czas. Życzę powodzenia, ale pamiętaj nie każdemu się udaje. I wtedy pamiętaj, to nie Twoja wina. Tak jest u 50% wcześniaków, że się nie udaje karmić bezpośrednio z piersi. Jeśli udało Ci się utrzymać pokarm to karm nawet z butelki, to naprawdę ważne. A jeśli pokarm Ci zanikł, to nie daj sobie wmówić, że to Twoja wina – tak po prostu bywa.

2. Wsparcie innych rodziców wcześniaków
Na początku unikałam kontaktu z innymi rodzicami na oddziale. Jakoś tak nie chciałam dopytywać, nie chciałam ich krępować. Ale po jakimś czasie zrozumiałam, że NIKT nie zrozumie mnie tak, jak ta mama dziecka z inkubatora obok. Nie bój się zagadać, pogadać, pożalić. Ona też to doceni.
Kolejna sprawa, to książki i filmy dokumentalne. Mi to bardzo pomogło zrozumieć, że nie jestem sama. Jest tego pełno, ale mi osobiście pomógł serial „600 gram szczęścia” który możecie znaleźć w Internecie na playerze TVP oraz książka „Za wcześnie” Marty Spryczak. Oglądałam i czytałam, płakałam… ale czułam się jakby taka pełna nadziei.

3. Dotyk i głos
Dotknęłam Gilberta raz pierwszego dnia po cięciu cesarskim a potem nie dotykałam go 5 dni, bo sobie wkręciłam, że dam mu jakieś zarazki. Miał wkłucie centralne (czyli taki jakby kanalik ze skóry prawie do serca, który go odżywiał) i nie chciałam aby mu się nic zakaziło. Pewnie każda inna mama nawet o tym nie pomyśli, a ja jako lekarz miałam całą listę drobnoustrojów szpitalnych przed oczami.
Aż w końcu ta sama pani doktor, która mi powiedziała, że muszę się nauczyć być mamą wcześniaka powiedziała, że mam się nie bać i go dotykać! Włożyłam rękę do inkubatora, to była 20:30 pamiętam. I co do sekundy trzymałam Bibkowi na brzuchu całą dłoń do 21. Poczułam taką ulgę… i poczułam, że on też poczuł ulgę, że ma mamę, że nie jest tu sam.
Od tego dnia za każdym razem dotykałam Gilberta. Było jeszcze za wcześnie na kangurowanie.
Tak długo jak miał wkłucie centralne było to niewskazane według naszego szpitala. Wiem, że w różnych szpitalach jest różnie i czasem dzieci z wkłuciem są kangurowane. Nie jestem neonatologiem ani mikrobiologiem, więc nie będę się wypowiadać co lepsze. Ja słuchałam moich lekarzy.
Kangurowanie to położenie dziecka na waszą pierś i brzuch, żeby czuło wasze ciepło, wasz oddech i aby dostało bakterie – wasze dobre bakterie ze skóry.
Jednak dopytujcie, bądźcie upierdliwi… kiedy w końcu będziecie mogli kangurować. To jest super. Jedno z  moich najlepszych wspomnień z tego czasu.
Mów do dziecka. Ono chce słyszeć Twój głos. Zdaje sobie sprawę, że mówienie przy innych osobach do noworodka, które nie reaguje jest bardzo trudne. Nie potrafiłam tego robić, póki jedna mama z Instagrama nie poradziła mi, by czytać Gilbertowi książkę, które sama napisałam, czyli Instaserial o miłości. Tak naprawdę, nie ma znaczenia czy przeczytasz dziecku dzisiejsza gazetę, ulotkę, bajkę, artykuł w Internecie, który Cię interesuje czy pracę naukową, ważne jest by słyszało Twój głos, będzie Ci łatwiej nie płakać. Pierwsze kilka dni, jak czytałam Bibkowi Instaserial, czułam się bardzo głupio, robiłam to po cichu pod nosem, a potem dopiero zdałam sobie sprawę, że robię to dla mojego dziecka i nie powinnam się tym przejmować, co inni o mnie pomyślą. Kilka tygodni później, zauważyłam, że inni rodzice też przychodzą z książką do dziecka.

4. Pobyt w szpitalu
Ten podpunkt to naprawdę trudny temat. I powiem Wam, że ułożyłam to sobie w głowie zanim urodziłam. Wiedziałam, że jeżeli urodzę przedwcześnie, to mimo tego, że mój szpital pozwala aby kobieta „oczekiwała na oddziale” na dziecko miesiącami, wyjdę do domu. Wyjdę, dla drugiego dziecka, dla męża i dla siebie.
Bo wiedziałam, że będąc na oddziale, czy będę tam czy będę dojeżdżać podobny czas spędzę z dzieckiem. A pobyt wielotygodniowy w szpitalu tylko popsuje moją psychikę, relacje z mężem i dzieckiem. Oczywiście, każda mama może mieć swoje zdanie… ale jako lekarz kobiet na oddziale położniczym widzę, że te które wyjdą do domu rosną w siłę. Duża część tych na oddziale, z dnia na dzień czuje się coraz gorzej. Także, jeżeli mogę Wam osobiście radzić, to nie siedźcie tygodniami w szpitalu czekając na dziecko… bo i tak z dzieckiem spędzicie podobną ilość czasu co dojeżdżając do niego z domu.
Mogłabym Wam tu kilka historii kobiet opisać, ale powiem tylko jedno.

Jak wyszłam do domu po 3 dniach od porodu i kolejnego dnia spotkałam jedną z ulubionych moich położnych, Panią Małgosię na korytarzu to powiedziała mi „Pani doktor, ale my wszystkie jesteśmy dumne, że Pani wyszła, Pani wie, że Pani z domu więcej dla niego zrobi”.

To nie jest koniec tego artykułu… ale będąc już w domu z moim kochanym wcześniakiem, więcej nie dam rady Wam dziś napisać. Także na dziś to tyle.
Jestem mamą wcześniaka i będę nią na zawsze. Czekam na ten dzień gdy mój synek nie będzie się niczym różnił od rówieśników. Wiem, że ja niestety będę się nieco różnić od ich mam, tym że moje macierzyństwo nie było szczęśliwe od początku, a takim powinno być. Powinno gdyby porodów przedwczesnych nie było. Ale są i dzięki postępowi medycyny, jesteśmy zatroskanymi, zmęczonymi i zestresowanymi…

Ale mamami – mamami małych wojowników.

288 komentarzy

  1. Mama wcześniaka

    Nicole czytając ten artykuł wspomnienia wróciły i te dobre i te złe, kiedy moja córeczka urodziła się przedwcześnie w 32tc. Miałam takie same odczucia i dylematy jak Ty. Choć początki macierzyństwa z wcześniakiem nie są kolorowe i są wypełnione strachem to my, jako mamy staramy się być silne dla naszych maluchów. Najważniejsze jest wsparcie bliskich i personelu medycznego, które podbudowuje i motywuje do działania. Pozdrawiam serdecznie i życzę zdrówka dla Gilberta oraz całej Waszej rodzinki a także coraz rzadszych wizyt u lekarzy.

  2. Mój syn urodził się pod koniec 35 tc, mimo, że był już na tyle duży, że mogłam karmić go piersią, przytulać to czułam dokładnie to samo, tę permanentny smutek i zmartwienie o każdy szczegół, w szpitalu spędziliśmy 2 tyg. Pełne sinusoidy rokowań neonatologów.
    Mimo, że mój wcześniak był “całkiem stary jak na wcześniaka” to bycia rodzicem takiego maleństwa trzeba się naprawdę nauczyć.

  3. Ja też płaczę. Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za wiedzę i doświadczenie, które przekazujesz.

  4. Nicole jesteś naprawdę dzielną kobietą, mimo tego, że los Cię nie oszczędzał. Dopiero z artykułu dowiedziałam się, że urodziłaś wcześniaka i łzy same ni się cisną do oczu. Wszystko Wam się ułoży, bo dobro wraca, pamiętaj.

  5. Mama od 5 lat

    Do tej pory czytałam Twoje artykuły tak in cogito. Fajne i takie z jednej strony naukowe z drugiej strony od serca. Nie chciało mi się komentować. Dziś po przeczytaniu tego, znając Twoją historię zapragnelam napisać że jestem pełna podziwu i szacunku dla tego co robisz. Pewnie jak zaczynałaś swoją przygodę z blogiem to nie zdawałaś sobie sprawy jak dużo trudnych tematów doswiadczysz na własnej skórze. Ja widzę w tym wszystkim, choć brzmi to górnolotnie, jakiś plan Boga, siły wyższej niech każdy wybierze w co wierzy… Choć jestem mamą dwóch zdrowych dzieci to wiem jakim wsparciem i dobrem jest Twój przykład, Twoja szczera relacja z tego co Cię spotkało. Nie każdy by się na to zdecydował, nie każdy by się nadawał. Brawo! Ogromny szacunek i dużo siły by dalej robić tyle dobra!

  6. polecam dla zobrazowania reality show “6 razy córka” – Danielle urodziła pięcioraczki (wszystkie dziewczynki) w 28 tc. Szczególnie 1 sezon.

  7. Czytam i oczywiście płaczę. Sama jestem w 35 tyg ciązy i od tygodnia leżę na patologii ciąży z powodu ryzyka przedwczesnego porodu – skrócona szyjka do 8 mm. Najpierw byłam tylko zła, że tu trafiłam, bo nie znoszę szpitali, ale teraz – też dzięki Twojemu artykułowi – widzę, że mimo że mnie tu nie jest najlepiej, to dla mojego małego robię teraz coś mega ważnego probując dotrwać do 37-38 tygodnia ciąży… Codziennie się martwię, że będzie wcześniakiem i że coś będzie nie tak, ale będę walczyć o to, żeby był w brzuszku jak najdłużej.
    Dajesz dużo siły, Nicole. I wszystkie inne Mamy, nikt nie jest tak silny jak Wy (My).

  8. I ja również leże na patologii ciąży od 22 tc – obecnie 31 i ciesze sie kazdym dniem,kopniakiem malej! Mialam nadany calkowity reżim lozkowy – teraz od 3 dni wstaje do toalety i moge wziac prysznic. A tak to leze caly czas i ani mysle sie ruszac! Czuje ze bede mama wczesniaczka ale wciaz mam nadzieje, ze dotrwamy w dwupaku do 34tc bo taki byl moj cel! Szyjka 0mm calkowicie zgladzona, uwypuklony pecherz plodowy! Stwierdzona niewydolnosc ciesniowo szyjkowa. Rozumiem kazda kobiete na patologii ciazy! Z czym by tu nie przyszly to nie ich wybor, ale wciaz sie zastanawiam jak to jest ze ludzoe lataja w kosmos a w przyziemnych sprawach nie potrafimy przeciwdzialac takim sytuacjom. Dlaczego ginekologia od 30 lat stoi rozwojowo w miejscu, rozklada rece i niewiele moze zrobic, nie umie pomoc? Zdalam sobie sprawe, ze gdyby nie gigantyczny rozwoj neonatologii, wiele mam wczesniakow, nie mialoby szansy nimi byc! Wciaz mam nadzieje, ze cos sie ruszy… choc zawsze natura bedzie silniejsza od nas!

  9. Jest późno gdy czytam i piszę, nigdy wcześniej nie komentowałam ale gdy mój wcześniak śpi spokojnie obok w łóżeczku wróciły wszystkie wspomnienia. I masz rację że pobyt matki w szpitalu to koszmar, ja się poświęciłam dla mojego syna i zostałam bo musiała bym dojeżdżać 80km, no i tego pobytu nie zapomnę do końca życia… Nocne ściąganie pokarmu i bieganie na intensywną z każdą porcją mleka, nigdy nie zapomnę zapachu płynu do dezynfekcji rąk i pikania tych maszyn, i tego widoku szczęśliwych matek z dziećmi a ja sama, i tatusiów którzy przychodzili po odbiór swoich żon z dziećmi a ja nadal zostawałam w szpitalu( 21 dni) i wielu różnych rzeczy…..to był bardzo ciężki okres dla mnie i mojej rodziny, zostawiłam w domu 7 latka, a mój mąż codziennie jeździł aby mnie wspierać, ale warto było, nas to umocniło a mój Julek powoli będzie doganiał rówieśników. I dziś gdy jestem niewyspana wystarczy że przypomnę sobie pobyt w najupalniejsze dni w szpitalu od razu zapominam o zmęczeniu. Wszystkiego dobrego życzę, będzie dobrze, te słowa słyszałam bardzo często.

  10. Jestem mamą wczesniaka z 25 tygodnia, waga 880g. Na początku odciagalam pokarm, potem udało się przystawic synka do piersi i tak zostało przez rok. Miałam wrażenie, że na początku nie rozstaje się z laktatorem. Syn spędził na oddziale 3 miesiące. Wyszedl w dniu, w którym przewidywany był termin porodu. Obecnie syn ma 5 lat, a ja jestem w 17 tygodniu ciazy. I nie ma dnia żebym się nie martwiła o to, jak będą wyglądały kolejne tygodnie…

  11. Bardzo wzruszające to jest. Czuć Twoje silne emocje. Jesteś dla mnie kimś z kogo warto brać przykład, masz w sobie tyle siły i energii. Sama nie mam dzieci, choć bardzo bym chciała. Jednak jeszcze nie przeszedł na to czas, od zawsze chciałabym być mamą szkraba. Nawet nie wyobrażam sobie siebie w tak trudnej sytuacji. Ty sobie radzisz, jesteś silną kobietą. Bycie mamą musi być ciężkim ale i fantastycznym momentem w życiu. Pozdrawiam Cię i cała Twoją rodzinę 😉

  12. Nicole, a mógłabyś powiedzieć z jakiego powodu urodziłaś przedwcześnie?

  13. Obserwuje Cię od długiego czasu i znam historię z instagrama ale szczerze nie miałam odwagi do tej pory przeczytać Twojego artykułu. Jestem obecnie w ciąży, wszystko jest ok ale sama myśl o tym co przechodzą mamy wczesniakow i że to się zdarza paraliżuje mnie. Ogólnie jestem dobrej myśli i byłam, kibicując Ci w tej ciężkiej drodze, dlatego czytając artykuł czułam wielkie emocje. Wielki ukłon dla Waszej rodziny i dla wszystkich walczących mam. Ten artykuł jest piękny i ważny chociaż trudny. Dziękuję Nicola, że jesteś z nami, że dzielisz się swoimi rozterkami i uczysz nas tyle o macierzyństwie pakazujac wszystkie strony nawet gdy nie są kolorowe. Uściski!

  14. Jesteś bardzo dzielna. Mam nadzieję, że z każdym dniem odzyskujesz siły. Podziwiam Cię za odwagę dzielenia się matczynymi troskami ze światem. Może kiedyś znajdziesz czas na to, aby napisać coś o matkach dzieci urodzonych z problemami, np. niedotlenionych… Jestem taką mamą, po narodzinach mojego dziecka chowałam się przed światem, bo czułam się gorsza. Ta, co prawie udusiła dziecko:(. Mało się mówi o tym, co przeżywają rodzice po trudnych porodach. Jak bardzo potrzebują wsparcia psychologicznego. Macierzyństwo nie jest słodko-różowo-błękitne:(. Dużo zdrówka dla Twojej Rodziny!

  15. Tez to przezylam, urodziłam córkę w 33tyg,z ciąży zagrozonej od jakiegoś 24tyg.I jest tak jak napisałaś, człowiek jest w szoku, boi się dotknąć to maleństwo. Ja na początku tylko płakałam ale już od drugiej doby odciagalam pokarm dka małej, nie wiedziałam wtedy ze uchronilam ja przed martwiczym zapaleniem jelit, o tym dowiedziałam się juz później. Wszystko robiłam instynktownie aby pomóc jej przeżyć, po dwóch tygodniach wzięliśmy to nasze 2kg do domu i wtedy to dopiero się zaczęło, stres bo niejadla, stres czy będzie zdrowa. Tak chuda i smutna nie byłam chyba nigdy. Niedługo mala skończy 4lata i mogę powiedzieć dopiero od jakiegoś roku ze oddycham z ulga, jest zdrowa, może oprócz minimalnych problemów, chodzi do przedszkola a intelektem przewyższa niekiedy swoich rówieśników (nie moja to opinia ale pań przedszkolanek). Ale dla mnie zawsze ona będzie ta moja kruszynka wczesniaczkiem i zawsze się będę o nią bać. Powodzenia Wam życzę bo bycie mama wcześniaka to naprawdę szkoła życia i to po całości.

  16. Czytam ten wpis i lza mi sie kreci w oku – wszystkie wspomnienia wrocily jak bumerang. 2,5 roku temu urodzilam dwoch niespelna 1.5 kg chlopcow. Cala ciaza z komplikacjami od skrocenia szyjki, anemia a na koncu zakonczona cholestaza (powod cc w 31 tc). I chociaz wiedzialam, ze urodze przed terminem – na to jak piszesz, nie da sie przygotowac. Bardzo mocno trzymam kciuki – wiem, przez co przechodzicie. Duzo sily i wytrwalosci :*

  17. Jestem mamą wcześniaka z 30 tygodnia. Dwie rzeczy, o których informacji nigdzie nie znalazłam, a które kosztowały mnie sporo nerwów. Po pierwsze skrajny wcześniak nawet jeśli zapłacze to cichutko. Kiedy na sali porodowej usłyszałam polecenie ordynatora do młodszego lekarza “To już Pan doktor skończy zszywać” byłam przekonana, że synek nie żyje, bo nie słyszałam płaczu. Dopiero jak się rozpłakałam i powiedziałam, że jednak się nie udało i nie żyje, to cały zespół zamilkł, a ja usłyszałam cichuteńkie kwilenie. Niby logiczne, że dzieci ze słabo rozwiniętymi płucami nie będą się darły wniebogłosy, ale jakoś mi tej logiki na porodówce zabrakło i znając porody tylko z filmów oczekiwałam, że nawet maluch w skrajnie złym stanie musi głośno krzyknąć zanim go zaintubują. Druga kwestia to fakt, że z pękniętym pęcherzem płodowym można jeszcze “przetrzymać” (oczywiście w szpitalu pod ścisłą obserwacją) nawet kilka tygodni. Kiedy w 27 tygodniu zaczęły odchodzić mi wody myślałam, że nic nie da się już zrobić i za kilka godzin urodzę. Lekarze co prawda mówili, że staramy się zatrzymać małego w brzuchu jak najdłużej, ale myślałam, że to kwestia raczej godzin niż dni. Dopiero jedna położna pocieszyła mnie, że jej udało się tak przeleżeć kilka tygodni i mam być dobrej myśli. Mi udało się prawie 4.

  18. Pisząc ten artykuł nawet nie wiesz jak dużo dobrego zrobilas dla mam wcześniaków.Teraz wiemy,ze nie jestesmy same.Jestem mamą wcześniaka z 28hb i dla pocieszenia powiem,że mam teraz zdrowego pieciolatka,ktory ma już dużo do powiedzenia☺wierzę,że u Was też tak będzie!!!

  19. Jestem mamą wcześniaka z 34 tygodnia, dodatkowo na badaniu w szpitalu gdzie rodziłam u syna wyszła koarktacja aorty i dwupłatkowa zastawka, więc była konieczna natychmiastowa operacja. Mały, nie był taki mały, bo ważył 2,7 kg natomiast był słaby i nie potrafił ssać piersi. I nagle w szpitalu, kiedy odciągane mleko skończyło się w butelce zapytałam czy mogę próbować przystawić go do piersi. Stał się cud. Bez pomocy rehabilitantów, po kilku tygodniach sond, kroplówek a później butelki synek prawidłowo się przyssał. I tak już zostało. Obecnie rozwija się jak pączek w maśle i tak też wygląda. Jest pod kontrolą kardiologa ale jesteśmy już spokojni, bo panujemy nad tą sytuacją która nas spotkała. Grunt to oswojenie sytuacji. Pozdrawiam Was wszystkie i wiem, że damy radę.

  20. Dwójka moich synków urodziła się w punkt, a córeczka w 35 tyg. Miałam wychodzić ze szpitala, gdy nagle zatrzymał mnie lekarz… Powiedział, że prawdopodobnie będzie cesarka dzisiaj… Dzisiaj… Bylam w takim szoku… Czekałam na wyniki… Były voraz gorsze… Lekarz wczesniej nie zauwazyl… Szok… Strach! Złość! Wszystko złe w głowie. Jak to sie moglo stac? Moja wyczekana coreczka, jest za mala… Placze jak to wspominam, choc lzej mi widzac ja dzisiaj. Dwulatke zupelnie nie odbiegajaca od rowiesnikow… Ale tamtego dnia nie byli w stanie sie wkluc… 10 razy wbijany wenflon… Nic nie wchodzilo. Zyly mialy dosyc, ja mialam dosyc, ale wiedzialam ze musze byc silna dla niej mimo tych emocji, uczuc niechcianych. W koncu sciagneli pania ktora sobie poradzila. Chodzilo o moje zycie i zycie Lusienki… Urodzila sie… Nie bylo jej przy mnie. Winilam sie.. Ale trafilam na wspaniala pania polozna w szpitalu w Toruniu. Ona dodala mi radosci, sil… Do czasu… Kiedy poszlam ja zobaczyc… Byla cala podpieta do rurek, karmiona sonda. Bylam w takiej rozsypce. Plakalam, wyzywalam sie na mezu. Ta zlosc cala na nim.. On to przyjmowal. Choc juz nie pamietam. Wowczas spotkalam sie z niezrozumieniem dwoch kobiet wczesniakow z mojej sali. Uznali mnie za wariatke, choc same to samo przezywaly, choc same tak sie zachowywaly. Moze bez tej zlosci. Wowczas tak sie zmobilizowalam ze po tygodniu opuscilismy szpital. Dlaczego? 1. Uparlam sie ze moja Lusia umie ssac i ze ja naucze. Nauczylam!
    2. Bylam radosna i usmiechnieta! Wiedzialam ze musze dac dziecku ogrom pozytywnej energii
    3. Niestety musialam walczyc o dziecko z lekarzami, ktorzy potrafili powiedziec : niech pani sie tak nie piesci do dziecka. Szok! Dzieki temu moje dziecko zaskoczylo wszystkich. To ze na moim mleku przybieralo wiecej niz na mieszankach i butelce lub sondzie. Uparlam sie! I potem mnie przepraszano.
    Ale dzieki tej mobilizacji, mowieniu do dziecka, muzyce ktora puszczalam, dotyku, karmieniu piersia i pewnoscia siebie osiagnelysmy z Lusia sukces 🙂 trzeba nigdy nie tracic wiary. Dopuki sie walczy jest sie wygranym!

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*