Gdy urodzisz przedwcześnie

Gdy urodzisz przedwcześnie

W 2011 roku kiedy dostałam „pod opiekę” poradnię dla kobiet narażonych na poród przedwczesny, w brytyjskiej mieścinie, która zwie się Southend-on-Sea, temat porodu przedwczesnego stał się moim „ulubionym” w ginekologii i położnictwie („ulubionym” – jakkolwiek to brzmi… dziś uważam to za największą ironię losu). Kilka lat później zdecydowałam się pisać doktorat właśnie na ten temat.
Obudzona w środku nocy wyrecytuje Wam jaki procent dzieci rodzi się przedwcześnie, definicję według różnych towarzystw naukowych – czym poród przedwczesny jest, jaka jest statystyczna przeżywalność dzieci urodzonych w poszczególnych tygodniach ciąży, oczywiście jakie mogą być przyczyny i powikłania wcześniactwa (w teorii znam wszystkie!) Wydawało by się, że temat porodu przedwczesnego jak żaden inny w położnictwie jest mi „znany” – a wiecie co… g* prawda. Nie da się przygotować, oczytać i nauczyć bycia mamą wcześniaka… zanim tą mamą się nie zostanie.

Przekonałam się o tym na własnej skórze.
18.08.2018 roku, życie rzuciło mi największe wyzwanie jakiemu dotychczas musiałam sprostać. I staram się temu sprostać mniej lub lepiej od 3 miesięcy, co dzień. Bycie mamą wcześniaka, rozpoczyna się w dniu jego urodzin, ale nie kończy się w dniu jego wypisu ze szpitala, czy w dniu gdy pierwszy raz powie „mamo” – bycie mamą wcześniaka jest czymś co zmieni Was. I nie będę udawać, że potrafię nauczyć Was jak dać sobie radę z porodem przedwczesnym czytając ten artykuł. Tego się nie da inaczej nauczyć, jak niestety metodą prób, ogromu płaczu, błędów, znowu płaczu i znowu prób i małych (wielkich) kroczków.
Pamiętam dokładnie ten dzień, gdy jedna (i prawdopodobnie najbardziej doświadczona) z lekarek na oddziale neonatologii naszego szpitala, powiedziała mi piątego dnia po narodzinach mojego synka:
„Musicie nauczyć się być rodzicami wcześniaka” – bo widziała, że byłam w rozsypce, zupełnie nie dawałam sobie rady.
Tego dnia moja jedyna myśl była taka… nie poradzę sobie z kolejną śmiercią dziecka. Nie widziałam na końcu tunelu nas w domu, we czwórkę szczęśliwych, widziałam… czarny obraz, bo mnie to wszystko zupełnie przerosło.
Proste kilka słów. Ale te kilka słów, odmieniło moje życie. Bo mi się wydawało, że ja przecież wiem… jak zmienić pieluszkę czy wykąpać dziecko, wiem nawet jak trzymać takiego 1kg noworodka – bo nie raz wyciągałam go własnoręcznie z brzucha pacjentki, wiem przecież, jakie są jego szanse na dane powikłania i jakie szanse, że wyjdzie z tego wszystkiego… Ale tak naprawdę nie miałam pojęcia o tym co mnie czeka. Nikt tego pojęcia nie ma. No chyba, że rodzic wcześniaka.Jednak tu też, nawet w tej okropnej sytuacji są licytacje:

„Co ty wiesz o wcześniactwie – twój synek ważył dwa kilo a mój niespełna osiemset gram” (nie licytujmy się! I nie porównujmy).

Obok mojego syna leżało dziecko urodzone w 32 tygodniu, ważące dwa razy tyle co on i z dnia na dzień zmarło… a ja siedziałam obok z synem kilo z hakiem przytulonym do piersi.
Nie miałam pojęcia, że przez 54 dni moim dzieckiem będą głównie zajmować się pielęgniarki i położne, a nie ja… mama. Nie miałam pojęcia jak się zachować, gdy Pani położna akurat robiła coś ważnego (naprawdę ważnego!) i nie pozwalała mi wejść do dziecka… aby sobie na nie popatrzeć! Bo na więcej niż patrzenie nie było mnie stać. Nie miałam odwagi go dotknąć – bo bałam się, że go czymś zakażę (tu bycie lekarzem pogarsza sytuacje… bo jesteś świadoma wszystkich zarazków i powikłań, o których przeciętny rodzic nie pomyśli nawet). Nie miałam siły w sobie by do niego mówić, bo łamał mi się głos i tylko płakałam. A mówiono mi… nie płacz przy dziecku, płacz w samotności. (Tak! Tak mi mówiono… i nie zgadzam się z tym, płacz tam gdzie chcesz, nawet przy dziecku… zdecydowanie nie płacz w samotności, to Ci nie pomoże!).
Nie miałam pojęcia, jak się zachować gdy drugie dziecko nie rozumiało, czemu mamy ciągle nie ma bo „jedzie do jakiegoś abstrakcyjnego brata” i zostawia go to z ciocią, to z babcią, to z kolejną ciocią i kolejną bo potrzebuje takich cioć dwie dziennie…
Nie miałam w końcu pojęcia o takich najdrobniejszych życiowych „pierdołach”, które bardzo by mi pomogły gdybym wiedziała je wcześniej.

I w dzisiejszym artykule właśnie Wam o tych drobnych „radach” napiszę. Bo mimo tego, że od 18 tygodnia ciąży wiedziałam, że urodzę przedwcześnie, jeżeli w ogóle uda mi się urodzić a nie ponownie stracić ciążę (tak wiem, że to brzmi strasznie… ale z taką diagnozą żyłam przez 13 tygodni, co więcej niestety życiowo nauczona doświadczeniem takiej straty) to mimo tego, że wydawało mi się, że o porodzie przedwczesnym wszystko wiem, mimo tego że miałam komodę pełną ubranek dla wcześniaczków, na przewijaku były pieluszki rozmiar zero to…. Nic to mi nie dało. Tak samo jak każda z Was, która (naprawdę nie życzę) będzie w tej sytuacji, musiałam się nauczyć sobie radzić z tą sytuacją zupełnie inaczej niż miałam to gdzieś ułożone w głowie.

1. Laktacja
Jeszcze na sali pooperacyjnej, ponieważ miałam nagłe cięcie cesarskie w 31 tygodniu ciąży, przyszedł do mnie Pan ordynator neonatologii i powiedział coś tam o stanie dziecka – że jest stabilnie (to słowo stabilnie będziecie jako rodzice wcześniaków słyszeć codziennie… i niby fajnie. To niby dobrze, ale mnie to słowo zaczęło wkurzać. Chciałam słyszeć jest dobrze a nie tam jakieś stabilnie… dobra koniec dygresji). Do rzeczy, przyszedł Pan doktor i powiedział mi:
„Najlepsze co może Pani teraz zrobić dla dziecka to dać mu swój pokarm, to naprawdę bardzo ważne”.
Jak powiedział, tak zrobiłam, z pomocą położnej odciągnęłam już kilka godzin po cięciu 2 mililitry siary odwróconą strzykawką, które zostały Gilbertowi podane do buzi. Prawdopodobnie ich nie połknął, bo w kolejnych dniach się okazało, że jego przewód pokarmowy jeszcze nie jest gotowy na pokarm… na żaden pokarm. Było to dla mnie druzgocące.
Wiadomo – emocje, hormony, ale przecież powiedziano mi, że mój pokarm jest dla niego taki ważny… tymczasem on go nie chce. Co mu podadzą sondą (właśnie… bo takie dziecko nie ssie, ono ma sondę wprowadzoną do żołądka, wiedziałam o tym, ale przy własnym dziecku jak to zobaczyłam to tak jakbym tego wcześniej nie widziała) to on tego nie trawił. Zalegało mu w żołądku, przez prawie dwa tygodnie nie zjadł ani mililitra mojego pokarmu. Wciąż dostawał i wciąż mu odciągali dokładnie tyle co mu dali.
A ja co 2,5 godziny siedziałam przy tym laktatorze – tworzyłam to mleko dla niego… którego „nie chciał” – na szczęście mój mąż był mądrzejszy niż ja – rozemocjonowana mama. To on stał się naszą rodzinną doradczynią laktacyjną.
Wypożyczył najlepszy laktator, kupił woreczki do mrożenia pokarmu… ba! Kupił specjalny zamrażalnik na mleko. To on, mimo, że to niby ja powinnam być bardziej świadoma, że mleko mamy chociażby 10-krotnie zmniejsza ryzyko NEC (martwicze zapalenie jelit u wcześniaków) to poprawia ich odporność, sprzyja prawidłowej kolonizacji bakterii. To właśnie Kuba potrafił mnie zmotywować, że to co robię dziś (wtedy) nie robię na dziś, na teraz ale na przyszłość. Bo jeżeli jako mama wcześniaka nie zaczniesz od razu odciągać mleka to ono zaniknie. Nie możesz ściągać wtedy kiedy dziecko tego chce i potrzebuje. Musisz to robić mimo tego, że jeszcze nie chce.
To jest naprawdę trudne i pewnie mało kto to zrozumie. Ale mama która jest w tej sytuacji… niech wie. Byłam w tej sytuacji – to jest bardzo trudne! Dasz radę!
Odciąganie mleka dla wcześniaka, który nie jest przy Was jest… krótko mówiąc beznadziejne. Nie ma w tym nic fajnego.
Jedyne co możemy zrobić to z tej słabej sytuacji zrobić nieco mniej słabą… oto moje rady:
1.Koniecznie używaj laktatora elektrycznego, na dwie piersi na raz (kup lub wypożycz profesjonalny sprzęt) – nie wypożyczaj od koleżanki używanego laktatora, myślałam, że to takie gadanie firm aby nam sprzedać nowy sprzęt… aż zobaczyłam pleśń we własnym przewodzie od lakatora… i pomyślałam sobie, że taki pożyczyłabym kiedyś nieświadomie koleżance.
2. Kup, lub zrób sobie ze stanika sportowego gorset do odciągania pokarmu – to jest 15 minut razy 8 – czyli 2 godziny wolnych Twoich rąk. Uwierz mi, że jest to warte tego wydatku.
3. Kup, nie jeden (jak w zestawie) nie dwa… a trzy (!) zestawy do odciągania. To jest wydatek niestety paruset złotych… ale, te paręset złotych będzie warte tych minut, godzin (!) nie mycia i czyszczenia o 3 nad ranem. Bo odciągniesz koło godziny 24, potem około 3 w nocy i zdasz sobie sprawę, że na 6 rano nie masz zestawu. Ja dopiero od kiedy mam trzy zestawy zaczęłam się wysypiać.
4. Zamrażaj mleko! Na 50% Ci się przyda. Bo tyle wcześniaków, nie przechodzi na pierś i je pokarm odciągany.
5. Zamrażaj różne porcje – polecam zamrażać 70 ml, 100 ml, 150 ml. Jedna z mam mi to polecała, a ja nie posłuchałam bo nie rozumiałam „co za różnica”. Uwierz mi. To Ci się przyda. Jednego dnia może ci brakować 70 ml a innego więcej.
6. Zamrażaj w woreczkach na płasko. Zajmuje to mniej miejsca i szybciej się odmraża. Ja niestety dopiero po 3 tygodniach to odkryłam.
7. Opisuj woreczki z kiedy są i co najważniejsze ile mililitrów jest w środku.
8. To powinno być po pierwsze (!) ale się zapędziłam w pisaniu o odciąganiu…już w czasie pobytu dziecka na neonatologii skonsultuj się z certyfikowanym doradcą laktacyjnym (CDL),która (bo to same kobiety, nie ma w Polsce ani jednego CDL mężczyzny ;)) zaplanuje Ci cykle odciągania, jak często, czy możesz sobie pozwolić na tak zwaną przerwę nocną i jaka metoda odciągania pokarmu będzie dla Ciebie najbardziej odpowiednia. Poza tym, pomoże Ci przestawić dziecko na pierś… jak już nadejdzie czas. Życzę powodzenia, ale pamiętaj nie każdemu się udaje. I wtedy pamiętaj, to nie Twoja wina. Tak jest u 50% wcześniaków, że się nie udaje karmić bezpośrednio z piersi. Jeśli udało Ci się utrzymać pokarm to karm nawet z butelki, to naprawdę ważne. A jeśli pokarm Ci zanikł, to nie daj sobie wmówić, że to Twoja wina – tak po prostu bywa.

2. Wsparcie innych rodziców wcześniaków
Na początku unikałam kontaktu z innymi rodzicami na oddziale. Jakoś tak nie chciałam dopytywać, nie chciałam ich krępować. Ale po jakimś czasie zrozumiałam, że NIKT nie zrozumie mnie tak, jak ta mama dziecka z inkubatora obok. Nie bój się zagadać, pogadać, pożalić. Ona też to doceni.
Kolejna sprawa, to książki i filmy dokumentalne. Mi to bardzo pomogło zrozumieć, że nie jestem sama. Jest tego pełno, ale mi osobiście pomógł serial „600 gram szczęścia” który możecie znaleźć w Internecie na playerze TVP oraz książka „Za wcześnie” Marty Spryczak. Oglądałam i czytałam, płakałam… ale czułam się jakby taka pełna nadziei.

3. Dotyk i głos
Dotknęłam Gilberta raz pierwszego dnia po cięciu cesarskim a potem nie dotykałam go 5 dni, bo sobie wkręciłam, że dam mu jakieś zarazki. Miał wkłucie centralne (czyli taki jakby kanalik ze skóry prawie do serca, który go odżywiał) i nie chciałam aby mu się nic zakaziło. Pewnie każda inna mama nawet o tym nie pomyśli, a ja jako lekarz miałam całą listę drobnoustrojów szpitalnych przed oczami.
Aż w końcu ta sama pani doktor, która mi powiedziała, że muszę się nauczyć być mamą wcześniaka powiedziała, że mam się nie bać i go dotykać! Włożyłam rękę do inkubatora, to była 20:30 pamiętam. I co do sekundy trzymałam Bibkowi na brzuchu całą dłoń do 21. Poczułam taką ulgę… i poczułam, że on też poczuł ulgę, że ma mamę, że nie jest tu sam.
Od tego dnia za każdym razem dotykałam Gilberta. Było jeszcze za wcześnie na kangurowanie.
Tak długo jak miał wkłucie centralne było to niewskazane według naszego szpitala. Wiem, że w różnych szpitalach jest różnie i czasem dzieci z wkłuciem są kangurowane. Nie jestem neonatologiem ani mikrobiologiem, więc nie będę się wypowiadać co lepsze. Ja słuchałam moich lekarzy.
Kangurowanie to położenie dziecka na waszą pierś i brzuch, żeby czuło wasze ciepło, wasz oddech i aby dostało bakterie – wasze dobre bakterie ze skóry.
Jednak dopytujcie, bądźcie upierdliwi… kiedy w końcu będziecie mogli kangurować. To jest super. Jedno z  moich najlepszych wspomnień z tego czasu.
Mów do dziecka. Ono chce słyszeć Twój głos. Zdaje sobie sprawę, że mówienie przy innych osobach do noworodka, które nie reaguje jest bardzo trudne. Nie potrafiłam tego robić, póki jedna mama z Instagrama nie poradziła mi, by czytać Gilbertowi książkę, które sama napisałam, czyli Instaserial o miłości. Tak naprawdę, nie ma znaczenia czy przeczytasz dziecku dzisiejsza gazetę, ulotkę, bajkę, artykuł w Internecie, który Cię interesuje czy pracę naukową, ważne jest by słyszało Twój głos, będzie Ci łatwiej nie płakać. Pierwsze kilka dni, jak czytałam Bibkowi Instaserial, czułam się bardzo głupio, robiłam to po cichu pod nosem, a potem dopiero zdałam sobie sprawę, że robię to dla mojego dziecka i nie powinnam się tym przejmować, co inni o mnie pomyślą. Kilka tygodni później, zauważyłam, że inni rodzice też przychodzą z książką do dziecka.

4. Pobyt w szpitalu
Ten podpunkt to naprawdę trudny temat. I powiem Wam, że ułożyłam to sobie w głowie zanim urodziłam. Wiedziałam, że jeżeli urodzę przedwcześnie, to mimo tego, że mój szpital pozwala aby kobieta „oczekiwała na oddziale” na dziecko miesiącami, wyjdę do domu. Wyjdę, dla drugiego dziecka, dla męża i dla siebie.
Bo wiedziałam, że będąc na oddziale, czy będę tam czy będę dojeżdżać podobny czas spędzę z dzieckiem. A pobyt wielotygodniowy w szpitalu tylko popsuje moją psychikę, relacje z mężem i dzieckiem. Oczywiście, każda mama może mieć swoje zdanie… ale jako lekarz kobiet na oddziale położniczym widzę, że te które wyjdą do domu rosną w siłę. Duża część tych na oddziale, z dnia na dzień czuje się coraz gorzej. Także, jeżeli mogę Wam osobiście radzić, to nie siedźcie tygodniami w szpitalu czekając na dziecko… bo i tak z dzieckiem spędzicie podobną ilość czasu co dojeżdżając do niego z domu.
Mogłabym Wam tu kilka historii kobiet opisać, ale powiem tylko jedno.

Jak wyszłam do domu po 3 dniach od porodu i kolejnego dnia spotkałam jedną z ulubionych moich położnych, Panią Małgosię na korytarzu to powiedziała mi „Pani doktor, ale my wszystkie jesteśmy dumne, że Pani wyszła, Pani wie, że Pani z domu więcej dla niego zrobi”.

To nie jest koniec tego artykułu… ale będąc już w domu z moim kochanym wcześniakiem, więcej nie dam rady Wam dziś napisać. Także na dziś to tyle.
Jestem mamą wcześniaka i będę nią na zawsze. Czekam na ten dzień gdy mój synek nie będzie się niczym różnił od rówieśników. Wiem, że ja niestety będę się nieco różnić od ich mam, tym że moje macierzyństwo nie było szczęśliwe od początku, a takim powinno być. Powinno gdyby porodów przedwczesnych nie było. Ale są i dzięki postępowi medycyny, jesteśmy zatroskanymi, zmęczonymi i zestresowanymi…

Ale mamami – mamami małych wojowników.

320 komentarzy

  1. Tez czytam i łza mi płynie po policzku… pamietam Te chwile jakby to było tydzień temu. Mój wcześniak byl dosyć późnym wcześniakiem bo z 35tyg ważył 2.21kg. Spędziliśmy w szpitalu 2 tygodnie. Nie zdawałam sobie sprawy co znaczy byc mama wcześniaka, nikt mi o tym nie opowiadał ani ja tez nie wpadłam na to zeby o tym poczytać. Rzeczywistość uświadomiła mi ze jest to mega wyzwanie. Nie spałam w szpitalu przez 5 dni dłużej niż 2-3h na dobę podzielone na 5razy). Inkubator, duża żółtaczka, sonda, odciąganie pokarmu, ciagle ulewanie, refluks i płacz przez 1.5h po każdym karmieniu…potem przepuklina pępkowa i pachwinowa, operacja na przepukline… niestety wszystko to jest powiązane często z wczesniactwem. Trzeba byc silnym psychicznie i fizycznie ale warto! Bo takie małe istotki potrzebują nas najbardziej w takich momentach! Pózniej doganiają lub nawet przeganiają swoich rówieśników a my mimo ze mamy czasem niezbyt przyjemne wspomnienia z początkowych miesięcy to zdecydowana większość z nas myśli ze zrobiłaby to ponownie jesli była by taka potrzeba!

  2. Nie jestem mamą wcześniaka i mam nadzieję że nigdy nie będę. Jestem za to mamą, która niestety siedziała przy inkubatorze przez kilka dni. Łatwe to dla nas nie było ale daliśmy radę. Dlatego ogromnie was podziwiam i przesyła móc uścisków dla wszystkich mam które walczą wraz ze swoimi pociechami dniami tygodniami czy miesiacami. Jesteście wielkie! <3

  3. Pieknie to opisalas. wszystkiego dobrego dla Was

  4. Dziękuję… trzy lata temu, gdy nagle 32 tc urodził się mój wcześniak bardzo mi takiego artykułu brakowało.
    Nie powiedziano mi o odciąganiu mleka od razu, dowiedzialam soe o tym 7bgodzin po porodzie… bylo ciezko, ale na szczescoe nie za pozno…
    Ja też czytałam Dziecku (Szatana z siodmej klasy). W tym roku tez miałam zagrożenie przedwczesnego porodu. 16 tygodni spędziłam w szpitalu, ale warto bylo, urodziłam dzień po planowanym terminie. Rodzicielstwo Wcześniaka i donoszona to dziecka to dwie zupełnie inne sprawy. Tak jak piszesz – jedna szczęśliwa druga pełna łez i obaw…

  5. Cześć Nikola. Spodziewamy się z mężem drugiego dziecka tym razem wcześniaka. I powiem ci , ze jestem zielona w tym temacie. Walczymy bo jestem w 28tyg. Wcześniejsza ciąża przebiegała bez żadnych problemów . A tu z nienacka białko mi się obniża we krwi, silne obrzęki, ciśnienie skacze itd. I łzy mi lecą jak to piszę.
    Czy mogłabyś mi napisać tytuł książki o wcześniactwie która czytałaś i ci pomogła ? Będę bardzo wdzięczna . Ja od początku trzymam za Gilberta i was kciuki , a tu teraz na własnej skórze odczuwam wszystko.. i staram się być silna i spokojna. Trzymajcie sie ciepło.
    Paulina Dałkowska -Skorupa
    (Znutamilosci)

  6. Witam.
    W którym tygodniu jest bezpiecznie urodzić dziecko ? Obecnie jestem w 36+2 tgodniu ciąży , tydzień temu byłam w spzitalu ponieważ szyjka mi się skracała , podawano mi sterydy . Wszystko się dobrze zakończyło i wypisano mnie do domu . Teraz siedzę w domu i rozmyślam czy jakby sie teraz urodził czy byłby wcześniakiem ? Kazdy lekarz inaczej mówi i nie wiem kogo słuchać . Na ten moment mały wazy 2700 lekarz powiedział ,ze wiecej nie przybierze ponieważ ja też jestem drobniutka i mąż .

  7. Bohaterka

    Czesc jestem Maria!! 👶🏻
    Maria-Wiktoria ✌️
    Urodziłam sie w 31 tygodniu. Miałam 1610g i 43cm. 8 pkt w skali Apgar!!
    Mama z Tata mówią ze ze mnie wojownicza księżniczka 💪 moze dlatego ta Victoria… 🤔😏😏
    Ja uważam ze to moja mama jest bohaterka i dzieki niej jestem z wami, chociaz ona tak nie myśli… nie wiem czemu.
    To ona przyjechała w piatek sama do szpitala, kontrolnie, mimo ze wszyscy mowili ze to tylko gorączka i ma wypoczywać… Zostawili ją w szpitalu na obserwacji. W niedziele o 6 rano na kolejnym rutynowym badaniu KTG, doktor postanowił o cesarskim cięciu. Miałam słabsze tętno. W ciągu 2min przygotowali Mame do operacji… Było spore zamieszanie bo mama była w ogromnym szoku! Przeciez do tej pory było wszystko dobrze! Zero komplikacji! Duzo sie ruszałam w brzuszku. Wcześniejsze badania te w Poznaniu i te stad były poprawne! Chyba po prostu chciałam szybciej mame zobaczyc Hihi 😄
    Wracając…Mama zdążyła zadzwonic jeszcze po Tatę (ktory o dziwo odebrał telefon!) miedzy wkładaniem cewnika, przebieraniem w fartuch, podawaniem jakiś syropow, podpisywaniem papierów… 🙄 Nagle pojawiło sie 10 lekarzy na sali operacyjnej! Każdy od czegoś innego! Kazdy wiedział co ma robic i tak to szybko poszlo ze 10min pozniej Mama usłyszała moj pierwszy płacz!! Szybko sie mna zajęli. Mame pozszywali i Tata juz na nia czekał na pooperacyjnej. Dla mnie zamówili specjalna karetkę, ktora zawiozła mnie do Ostrowa Wlkp. Tu jest jak w szpitalu 5 gwiazdkowym!!!🤩 Tata starał sie mnie dogonić ale karetka była szybka jak błyskawica!!
    Niestety musiałam zostawić Mame ☹️ ale to wszystko dla mojego dobra. Pielęgniarki tutaj sa mega profesjonalne! Wszystko chodzi jak w zegarku!! Szwajcarskim! Mama została z cała rodzina, babcie ciocie teście… Było jej bardzo smutno i nie wiedziała dlaczego tak sie stalo. Jeszcze na kilka dni po operacji duzo płakała i miała ciagle wyrzuty sumienia… Dobrze ze jej szwy nie popękały od tego placzu! No bo brzuch ciagle napinała, a przeciez niedawno co ją w pół przecięli! Przeciez gdyby nie jej instynkt macierzyński to by leżała w domu z Apapem jak jej dr zalecił… i reszta rodziny. I nie wiadomo co by… Lepiej nie myśleć 🤭 Dlatego moja Mama to moja BOHATERKA!! Wszyscy tak mówią! Tata, rodzina, położna, pani psycholog.
    Tata ją bardzo wspiera! Gdyby nie on to by się pewnie rozleciała na kawałki 🤯🤪 W ogole Tata jest najlepszy!!! Codziennie mnie odwiedza i wysyła filmy Mamie jak dobrze sobie tu radzę! 💪
    Dzis Mama wychodzi ze szpitala!!! W koncu sie zobaczymy!!! Jestem tak podekscytowana, ze nie moge spac!!!! Mama pewnie tez…😏 A to nie dobrze bo musi duzo wypoczywać i zbierać siły!! Narazie to zbiera mleko. Jest jak wielka wytwórnia mleka!!! 🍼🍼🍼🍼🍼 Przecież ja tego wszystkiego nie przejem 😂

  8. Też nagle się okazało że zostałam mamą wcześniaka. Martyna miała się urodzić w styczniu ale 25 listopada nagle w nocy zaczęły mi odpływać wody. Była chwila konsternacji co się dzieje, ale o dziwo bez wiekszej (jeszcze) paniki pojechaliśmy do szpitala. Tam jak wyrok dla mnie inf z potwierdzeniem,że jednak się nie pomyliłam i czas rodzić. A ja się cały czas pytałam jaki czas, przecież to dopiero niecały 34 tydzień. Ogólnie cały ten przedwczesny poród był wielkim zaskoczeniem też dla mojego lekarza, który szczęśliwym zarządzeniem losu od rana zaczynał dyżur. I tak dzięki jego dycyzji bo z Małą było w KTG wszystko ok urodziłam naturalnie pierwsze tak wyczekiwane i wystarna przez lata dziecko-wcześniaka ważącego na starcie 2100 i mierzącego 47cm. W skrajnym spadku ważyła 1840g. Mała od początku oddychała sama, ale dla pewności zabrano ją na OITN. Dopiero po 4 dniach zaczęła tracić oddech i kardio. Potem okazało się że to wrodzone zapalenie płuc.
    O oddciąganiu dowiedziałam sie od razu ale przez 3 dni ani kropli. Placz w poduszkę tez nie pomagał. Potem z dnia na dzień dzięki laktatorowi właśnie ektrycznemu, bo ręcznym nic nie zdziałałam, udało mi się zwiększać porcje tak by ostatecznie przejść tylko na mój pokarm. A z tego czasu największą traumą pozostało to że mi dziecko przystawione do piersi nagle przestaje oddychać (w domu powoli się przystawiamy, ale strach pozostał) i to że butelką też nie umiem jej nakarmić i tylko dzięki położnym jadła.
    Obwinianie się, że może coś przeoczyłam i dałoby się unikąć wcześniejszego porodu towarzyszy cały czas gdzieś z tyłu głowy… Ale…Chyba nie tędy droga. Bo nie napisałam najważniejszego o Małej po urodzeniu, a mianowicie urodziła się z przeprostem ułóżeniowym lewego kolanka, tłumacząc najprościej kolano bylo wygięte w przeciwnym kierunku niż normalnie. Po konsultscji ortopedycznej powiedziano mi, że czeka nas długa droga. Ale powiem Wam, że nasze dziecko udowodniło że wcześniaki to najwięksi wojownicy i w 6 dobie sama je przeprostowała. Co prawda ortopeda wcześniej pokazał jak z nią ćwiczyć by będąc w szpitalu nie tracić czasu, ale uważam to za cud. I też już po wyjściu ze szpitala i wizycie u ortopedy przestałam się tak zadręczać co poszło nie tak. Bo w gabinecie usłyszalam, ze 6 tyg jeszcze w brzuszku spowodowało by pewnie tylko zastanie się stawu i pewnie był by gips czy operacja a tak na chwilę obecną są tylko ćwiczenia.
    W szpitalu spędziłyśmy 15 dni, jedni powiedzą ze nie dużo, ale dla mnie było to 15 najdłuższych dni w życiu. Czułam się okropnie. Dobrą praktyką w moim szpitalu jest że mamy wcześniaków leżą razem, bo i razem chodzą odciagać mleko ale też rozumieją się nawzajem. Mają te same problemy, że dzieci nie chcą jeść i rozumieją radość po ważeniu że dziecko przybralo 10g czyli jest postęp 😉.
    Podsumowując uważam, że do bycia mamą wcześniaka nie da się przygotować. Emocje są tak skrajne jak na kolejce górskiej. Jedna z położnych powiedziała mi, że z wcześniakami jest tak, że jeden krok do przodu i dwa kroki w tył. Chyba coś w tym jest. Ale będzie dobrze bo przecież jesteśmy mamami malych wojowników ❤️❤️😘

  9. Witam, jestem mama bardzo dzielnej Karolinki, która urodziła się w 24 tc i wazyla 700 gram w 4 dobie już tylko 500 gram . Dziś ma 7 lat za nami bardzo duża ciężkiej pracy ale efekty widać, ktoś kto nie zna naszej histri nie pomyśli że dziewczynka którą widzi walczyła przez 4 miesiące na oddziale intensywnej terapii i do dziś walczy i ćwiczy aby nie odróżniać się od rówieśników. Ktoś kto nie doznał takiego przeżycia nie ma pojęcia Nawet 1% o bólu cierpieniu bezradności w takich ciężkich chwilach. Życzę dużo zdrowia , cierpliwości i wytrwałości.

  10. Witam,
    Jestem mamą dwóch wcześniaków bliźniąt urodzonych w skończonym 30tc. Doskonale pamiętam każdy dzień ich pobytu w szpitalu. To było bardzo trudne dla mnie męża naszego starszego syna który wtedy miał 2 lata. Tak jak Ty Nikol wyszłam że szpitala po prawie trzech domach by być że starszym synem. Do tej pory pamiętam to ciągle uczucie poczucia winy że powinnam być gdzieś indziej. Jak byłam w domu czułam że powinnam siedzieć w szpitalu przy tych dwóch inkubatorach. Znowu będąc w szpitalu czułam że powinnam być ze starszym synem w domu bo przecież on nic nie rozumiał wiedział że mama ma q brzuszku dwóch braci pewnego dnia mamą zniknęła pojawiła się po trzech dniach sama bez dużego brzuszka i wyczekiwanych braci. Jak mu wytłumaczyć że oni muszą zostać w szpitalu. Pierwszy raz dotknęłam ich w 5 dobie bo się bałam za zrobię im krzywdę. I właśnie potem przyszlo załamanie U jednego z chłopców gorączka długo myslalam że to była moja wina bo go dotknęłam. Nie czytałam im Ale śpiewałam ulubiona kolysanke starszego syna. Wtedy przez te 34 dni ich pobytu w szpitalu chciałam się rozdwoic by móc jednocześnie ich kangurowac. Szkoda że Trzy lata temu nie trafiłam na podobny artykuł. Bardzo by mi wtedy pomógł. Dziś moi chłopcy są zdrowi. Rozwijają się prawidłowo nie ma powikłań. Gdzieś ktoś nad nami czuwa. Jednak ja już zawsze będę się zastanawiać czy mogłam temu zapobiec czy mogłam coś zrobić by zostali we mnie choć trochę dłużej.

  11. Czekam właśnie na wcześniaka z hipotrofią i jestem przerażona…dobrze wiedzieć że nie jestem sama.

  12. Niecały miesiąc temu zostałam mamą “późnego” wcześniaka urodzonego w 36 tygodniu ciąży. U mnie szczęśliwie obyło się bez większych komplikacji, bo córeczka dostała jedynie antybiotyk, przez co leżałyśmy przez tydzień w szpitalu. Myślę,że ten przedwczesny poród, to, że nie mogłyśmy być razem od chwili urodzenia (mała po porodzie została na obserwacji na sali adaptacyjnej przez co zobaczyłam ją dopiero po połowie doby – niby niedługo,ale już rozumiem jak to jest,gdy wszyscy wokół mają dzieci przy sobie, a samemu nie ma się takiej możliwości), początkowe dokarmianie mlekiem odciągniętym z piersi i na koniec długi pobyt w szpitalu dają matce naprawdę dużo siły i dużo mniej straszne są później typowe problemy z noworodkiem.

  13. Czytając Twój wpis, jak też pisząc ten komentarz, łzy ciekły mi po policzkach. Ja również jestem mamą wczesniaka urodzonego w 35 tyg. ciąży. Córka urodziła się w zamartwicy, dostała 2 pkt Apgar. Zaraz po porodzie zaczęły się nasze traumatyczne przeżycia… Jak dziś pamiętam pierwsze sekundy… bladziutkie ciałko mojej córeczki na moim brzuchu, poklepywane przez położne do pobudzenia funkcji oddechowych i to przeczucie, że dzieje się coś niedobrego… Zaraz po tym zabrano córkę obok, zaintubowano, a ja pytałam jak opętana “co się dzieje, co z moim dzieckiem”… Sytuacja była bardzo poważna, wszyscy zajęci byli córka, nikt nawet nie miał jak odpowiedzieć na moje pytania… Razem z mężem, który był przy porodzie, byliśmy przerażeni, tak mali wobec tej sytuacji… Dziecko ostatecznie trafiło karetka w mobilnym inkubatorze w stanie ciężkim do szpitala o wyższej specjalności, nawet uprzednio mi jej nie pokazując, bo liczyła się każda sekunda… Mnóstwo niewiadomych, płacz, żal, ciągle pytania i zadnych odpowiedzi… Córka została wprowadzona w stan hipotermii i czekaliśmy na wybudzenie… Dopiero wowczas lekarze mogli coś powiedzieć. Z każdym dniem dostawaliśmy dobre wiadomości… Niedotlenienie było tylko okołoporodowe, narządy wewnętrzne w porządku, mózg cały, bez uszkodzeń, dziecko wraca do siebie… Dziś już córcia bardzo ładnie się rozwija, wszystkie kontrole pomyślnie…
    To, co przeżyliśmy przez ten miesiąc w szpitalu było katorgą, ale też czasem pełnym nadziei, który pokazał nam co jest na prawdę ważne. Jak doceniać każdy dzień i drobne rzeczy, jak kochać, bo życie jest takie kruche…spotkaliśmy tam mnóstwo dobrych ludzi, lekarzy, pielęgniarek, innych rodziców. Im zawdzięczamy zdrowie naszej córci
    Wiem co to ściąganie pokarmu co 2-3 godziny, wyparzanie, codzienne jeżdżenie do szpitala oddalonego o ok 60 km, nawet 3 razy dziennie ze znikoma ilością mleka, bo było go tak mało, że nie można było zrobić zapasu.
    Nikomu nie życzę takich przeżyć. Rozumiem Twój ból i żal. Trzeba jednak wierzyć w takich sytuacjach, że dzieci są silne i dadzą radę. I my też musimy być silne dla nich.

  14. Jestem mama wczesniaka. Cala ciaze mowiono mi ze dziecko jest male ale to nic zlego, ze kazde dziecko jest inne, ze mam sie nie przejmowac. Az do 16.12.16r. Bylam na usg w 34 tyg. Lekarz wykonal badanie, kazal wstac i ze spokojem wypisal skierowanie do szpitala “na juz”. Tego samego dnia trafilam do szpitala i po ktg na stol ze wzgledu na zanikajace tetno. Chwile pozniej synek byl juz po drugiej stronie brzucha, wazyl 1500g. Trauma niesamowita. Mialam zal do lekarza, ktory prowadzil moja ciaze. Bylam wsciekla i zdezorientowana. Syn w szpitalu spedzil rowny miesiac. Ja jezdzialam dwa razy dziennie z domu z mlekiem ale nie wchodzilam do niego bo balam sie ze bede musiala go wziac na rece. Dopiero jak wrocil do domu zaczelam sie oswajac z sytuacja. Ale bylo ciezko. Nikomu nie zycze podobnych doswiadczen.

  15. Urodziłam syna w 36tyg. Poród zaczął się nagle,
    Niespodziewanie, dlatego nie zdążyliśmy dojechać do szpitala. Poród odebrał maz w domu. Szczęście takie, że syn szybko się urodził z drugim opartym skurczem, kiedy usłyszałam jego płacz wiedziałam że jest dobrze. Karetka zdążyła dojechac na odcięcie pępowiny. Obyło się bez powikłań, jedynie bilirubina podwyższona.
    Emocje które towarzyszyły podczas porodu strach przerażenie, żeby wszystko było dobrze z synkiem.

  16. Pięknie to wszystko ujęłaś i przekazałaś cenne wskazówki dla mnie jako mamy wcześniaka z 26tc. Urodziłam 5 tygodni temu, nadal jesteśmy w szpitalu i walczymy !

  17. Ja też jestem mamą wczesniak moja córka urodzila się w 33 tyg. 1357kg. To wszystko co odpisałaś tak bardzo się zgadza z tym co my przezywalismy. Ja w szpitalu też bałam się dotknąć małej. Miałam z tego duże wyrzuty sumienia co ze mnie za matka… Teraz moja malutka ma 6 miesięcy. Rośnie dobrze ale zmartwień to jeszcze nie koniec, ciągle ulewewanie pokarmu refluks przepuchlina. Nie mogę się doczekać jak moja malutka już pujdzie do szkoły i będziemy razem lekcie odrabiać itp.

  18. Bardzo wzruszająca historia. Cudownie że toczy się happy never ending story 🙂

  19. Oj doskonale Cie rozumiem, bo kto zrozumie lepiej niż mama wcześniaka. Nasza Laura urodzila się w 28 tyg i 6 dni było to nagle, niespodziewanie do tego stopnia, że w pierwszej chwili.myślałam, że lekarze roboą sobie ze mnie żarty. Moim powodem do zadzwonienia do położnych był fakt, że czułam słabsze ruchy, w sumie zwlekałam 5 dni, bo nie byłam pewna czy wymyślam sobie, może dziecko.ma juz mniej miejsca, nie chcialam wyjsc na jakas nadgorliwa babe a jedak ta moja intuicja, ktora nie dawala.mi spac w nocy dobrze mi podpowiadala. Uratowala swoja corke! Nie wiem ile to by jeszcze trwalo, bo tetno.miala coraz slabsze… lepiej byc przewrazliwionym w kwestii ruchow niz.czekac za dlugo. Nasza Kruszynka po urodzeniu wazyla zaledwie 1106g. Nie bylam przygotowana na tak nagle zostanie MAMA i do tego jeszcze w tal traumatucznych okolicz osciach, w obcym kraju… Niesety najgorszy dzien Naszego zycia byl dopiero przed Nami. W 3 dobie odbyla sie operacja, Nasza Kruszynka miala NEC, jadac o 1 w nocy do szpitala, bo Mala byla przewozona, jechalismy z nastawieniem, że musimy byc.gotowi na najgorsze, z reszta.lekarze dali Nam 3 opcje, jedna wlasnie byla smierc dziecka, ktore mialo niespelna 3 dni i ktorego nie zdazylam nawet poznac i przytulic. Opceracja przebiegla jednak dobrze, Laura dobrze zdrowiala, pozbyla sie respiratora i oposcila nawet intensywna terapie. Ale po 3 tyg przyszla sepsa i znowu IT, respirator, morfina i antybiotyki i ogromy strach, placz, zalamanie – powrot do poczatku. Nasza Kruszynka jednak walczyla dzielnie i pokonala wszystko! Te male dzieciatka sa silniejsze niz.my dorosli, potrafia zniesc ogrom! Tylko trzeba w nie wierzyc.i byc przy Nich, mowic do.Nich, kangurowac i.mocno kochac ♥️ teraz piszac to Nasza Mala.Kruszynka ma.juz 3,4 kg i pije mleczko z piersi… ten moment kiedys byl dla mnie odleglym marzeniem ale malymi kroczkami.dojdzie sie do tych wspanialych chwil♥️ Dla Mam Wczesniakow duzo sil! Dotrwacie do tego momentu swoich marzen ♥️

  20. Cześć. Jestem mamą wcześniaka z 31tc. Od początku po cc uważałam ze to moja wina ze nie dałam rady aby moja kruszynka była dłużej. Miałam ciężki stan przedrzucawkowy. Obrzeki narastający białko mocz oraz nadciśnienie. Od tego pogorszyły się przepływy i mała przestała przybierać. Urodziła się z wagą 1385g po 5 tygodniach na oddziale wróciła do domu. Tak samo płakałam pierwsze dni były ciężkie psychicznie. Mimo to co przeszliśmy i tak napędza mi łzy do oczu. Teraz mała ma ponad dwa miesiące i prawie 4 kg.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*