Jak przetrwać upały z dzieckiem?

Jak przetrwać upały z dzieckiem?

Ten artykuł powstał spontanicznie. Dlaczego? Z powodu tak zwanego „muszę, bo się uduszę”. A to z dwóch przyczyn – po pierwsze nie mogę już patrzeć na to co widzę na ulicach, po drugie nie nadążam z odpowiadaniem na pytania na instagramie. Dlatego też postanowiłam postawić sprawę jasno w kilku kwestiach związanych z upałami i rozwiać (mam nadzieję) wątpliwości w kilku innych.

Zacznę od tej najbardziej rażącej.

Ledwo udało się nam (nam – jako społeczeństwu) uporać z ciepłymi czapkami, kombinezonami i kurtkami w słoneczne dni przy 20 stopniach, na ulicach zapanowały kolejne metody jak by tu jeszcze to dziecko ugotować. Za mocne słowa? Nie sądzę. Ale jeśli wolicie ukisić, nawiązując do ogórkowej kampanii społecznej, to proszę bardzo. Bo jak inaczej można nazwać trzymanie żywego stworzenia w zamkniętej przestrzeni wystawionej na słońce?

Wydawać by się mogło, że zostawianie dzieci (albo zwierząt) w zamkniętym samochodzie jest nie do pomyślenia i po tych wszystkich tragediach, które miały miejsce w ubiegłych sezonach letnich już nikt na to nie wpadnie. A jednak. Ciągle to się jeszcze zdarza. Ale oczywiście, oni tylko na chwilę. Moje pytanie brzmi – skoro tylko na chwilę, to czy na chwilę nie można dziecka wziąć ze sobą? A co jak ta chwila się wydłuży? Będzie kolejka, papier się skończy w kasie fiskalnej, rodzic będzie miał pilną potrzebę skorzystania z toalety, no cokolwiek. A dziecko będzie tkwiło w aucie. Wtedy tragedia murowana. Nie róbcie tego. Nigdy. Pod żadnym pozorem.
Zresztą jeśli o mnie chodzi, nie tylko latem ale nigdy nie zostawiam Rafałka samego w samochodzie. Niezależnie od tego na jak krótko i jak niewygodne miałoby to być. Nawet, żeby zapłacić za paliwo po tankowaniu. (nauczyłam się wykorzystywać kursy bez niego, albo stacje, w których płaci się bez wysiadania z auta). Bo pomijam już takie drastyczne scenariusze jak pożar na stacji, inny samochód wjeżdżający w mój gdzieś zaparkowany czy porwanie… Ale co jak maluch się chociażby zakrztusi? Śliną, ulanym mlekiem, czymkolwiek? A mnie by wtedy przy nim nie było…

Ale wróćmy do efektu szklarni. Myślę, że łatwiej przekonać kogoś do tego, że ma on miejsce w zamkniętym samochodzie niż do tego, że występuję również w przypadku zakrycia wózka pieluchą. Te pozakrywane wózki to istna plaga, a przecież tyle się mówi, aby tego nie robić. I nie, tutaj też nie ma uzasadnienia dla tej praktyki. Pielucha ogranicza przepływ powietrza (nie wspomnę już o kocykach, kurtkach czy innych rzeczach zarzucanych na wózek) i powoduje szybki wzrost temperatury wewnątrz. Nieważne czy tetrowa, bambusowa czy najmodniejsza w ostatnich latch muślinowa. Zmoczenie pieluchy też nie pomoże. Co więcej – wzrost wilgotności dodatkowo pogarsza odczuwanie gorąca (jeśli mieliście okazję być zarówno w saunie suchej jak i mokrej, to wiecie o czym mówię). Na swoim instagramie zrobiłam Wam kiedyś test z pieluchą bambusową producenta, którego cenię za jakość, cenę i wzory, ale niestety jednocześnie umieszczającego na opakowaniu przykrycie wózka jako opcję zastosowania. W szybkim tempie temperatura w wózku dobiła do 40 stopni (a wózek stał na balkonie i to w godzinach popołudniowych, nie w pełnym słońcu w samo południe). Oczywiście, możecie nie wierzyć testom w internecie. Ale jak chcecie zróbcie sami taki test. Możecie wykorzystać termometr do kąpieli, ale ostrzegam, że skala do 40 stopni może nie wystarczyć… A jeśli Wam się nie chce, to spróbujcie chociaż zakryć sobie usta pieluchą tetrową, bambusową, muślinową czy jakąkolwiek inną i pooddychać przez buzię. Oczywiście, da się, ale zapewniam, że już po jakiejś minucie poczujecie się tym oddychaniem wykończeni. A to właśnie dlatego, że przepływ powietrza przez taką pieluchę jest ograniczony. Albo jeszcze prościej! Dmuchnijcie w taką pieluchę. Rusza się? Bo gdyby powietrze przez nią swobodnie przechodziło, to przecież nie powinna zmieniać położenia… A to wszystko przy nasilonej sile ssącej/dmuchającej. Stojące powietrze czy wiatr mogą przez nią w ogóle nie przechodzić.
To co zrobić jak dziecku świeci słonko w twarz? Macie kilka opcji. Po pierwsze można zmienić kierunek spaceru albo wybierać trasy w cieniu. Po drugie, na rynku dostępne są parasolki, które dają cień bez ograniczania cyrkulacji powietrza. Dostępne są też daszki lub daszko-plandeki wydłużające budę gondoli, które nadal pozostawiają znaczny prześwit po bokach umożliwiający wymianę powietrza. A więc opcji jest kilka, nie trzeba ryzykować przegrzania dziecka.
Chciałabym w tym miejscu zauważyć, że o tyle o ile w artykule o ubieraniu dzieci czy na spacer, czy do domu martwiliśmy się głównie o takie długotrwałe skutki przegrzewania, o tyle tutaj skutki mogą być natychmiastowe. Bowiem dziecko zarówno w zamkniętym aucie jak i przykrytym wózku jest narażone na znaczny wzrost temperatury, co może skutkować udarem cieplnym, w skrajnym przypadku zakończonym zgonem.

Dlaczego tak się dzieje? Pozwolę sobie w tym miejscu na mini wykład z medycyny 🙂
Wymiana ciepła z otoczeniem odbywa się w różnych mechanizmach: parowania, promieniowania, przewodzenia i konwekcji. W wysokich temperaturach najefektywniejsze jest parowanie, jednak trzeba pamiętać, że nie może skutecznie zachodzić przy wilgotności powietrza mniej więcej powyżej 75%. Pozostałe 3 mechanizmy również przestają działać, kiedy temperatura otoczenia zaczyna przekraczać temperaturę skóry (zazwyczaj około 35 st.C)

Dodatkowo, nawet nie zamknięte w „szklarni” dzieci są bardziej narażone na przegrzanie od dorosłych. Jest to związane z większą produkcją ciepła w przeliczeniu na kilogram masy ciała (wyższa podstawowa przemiana materii), większym współczynnikiem powierzchni ciała do masy (większa absorpcja ciepłą z zewnątrz), mniejszą bezwzględną objętością krwi, która może potencjalnie przenosić ciepło z wnętrza organizmu ku skórze celem rozproszenia, mniejszą produkcją potu (i wyższym progiem temperatury pocenia), trudnością w samodzielnym uzupełnianiu płynów oraz dłuższym okresem adaptacji organizmu do warunków zewnętrznych – upałów.

W kontekście słońca, upałów i spacerów dodam jeszcze, że warto, jeśli to możliwe, unikać godzin największego nasłonecznienia. Jeśli mamy możliwość, lepiej wyjść z dzieckiem na spacer wczesnym rankiem, zanim temperatura wzrośnie a słońce osiągnie zenit lub późnym popołudniem, kiedy już opadnie.

Druga kwestia to ochrona przed słońcem. I jest to BARDZO ważne. Zwłaszcza w kontekście dzieci. Nie tylko dlatego, że ekspozycja skóry na słońce może powodować poparzenia słoneczne – choć oczywiście, to boli piecze i jest nieprzyjemne. Ale także dlatego, że ekspozycja na promienie słoneczne – promieniowanie UV jest pierwszym czynnikiem ryzyka wystąpienia nowotworów skóry, w tym najbardziej złośliwego – czerniaka. Co więcej, ekspozycja na słońce i poparzenia skóry w pierwszych dwóch latach życia dodatkowo znacznie podnosi to ryzyko. Dlatego tak ważne jest, aby chronić dzieci, zwłaszcza najmłodsze, przed promieniowaniem UV. Jak to robić?
Po pierwsze unikać słońca w ogóle. Na spacer wychodzić o innej porze niż godziny 10.00-15.00 (najsilniejsze promieniowanie UV), wybierać ścieżki w cieniu, a tam gdzie go nie ma, samemu cień zrobić (oczywiście, nie przy pomocy pieluchy na wózku).

Po drugie, zadbać o odpowiednią odzież – trudno sobie wyobrazić ubieranie dziecka w długi rękaw i długie spodnie w trakcie upału, zwłaszcza, że „zwykłe” materiały znacznie różnią się zdolnością zatrzymywania promieniowania UV. Dlatego warto pomyśleć o ubraniach z filtrem UV, których jest coraz lepsza dostępność. Szczególnie wtedy, kiedy planujemy przebywać z dzieckiem na otwartej przestrzeni (np. plaża).

Po trzecie krem z filtrem. Choć pisałam o tym już kilka razy, napiszę jeszcze raz. U dzieci konieczne jest jego stosowanie! W przypadku najmłodszych wybieramy filtry mineralne, nie chemiczne, które mogą przenikać przez skórę. I co ważne, nie ma granicy wieku, od której filtry stosujemy. Skóra noworodka jest szczególnie wrażliwa, więc jeśli eksponujemy ją na słońce od pierwszych dni życia, to już od pierwszych dni życia powinniśmy takiego filtru używać. Co do wyboru konkretnego preparatu, polecam Wam strony specjalistek od analizy składów kosmetyków, gdzie znajdziecie analizy zarówno filtrów aptecznych jak i drogeryjnych. Może jeszcze raz podkreślę (pisałam już o tym w poprzednich artykułach), iż argument o wytwarzaniu witaminy D nie powinien Was zniechęcić do stosowania kremów z filtrem u najmłodszych. Mając na uwadze ich stosowanie, powstały zalecenia o suplementacji witaminy D u niemowląt na stałe a u dzieci starszych w okresach o niedostatecznym nasłonecznieniu oraz wtedy, kiedy dziecko jest posmarowane filtrem.

No dobrze, a co jeśli w ogóle chcielibyśmy uciec od upałów? Na przykład do… klimatyzowanego pomieszczenia? Ja nie wiedzę przeciwwskazań, o ile zastosujemy się do pewnych zasad. Po pierwsze klimatyzacja, zwłaszcza w samochodzie, powinna być oczyszczona. Wiemy, że różne drobnoustroje lubią się w niej namnażać dlatego powinniśmy szczególnie o to zadbać jeśli chcemy aby maluszek korzystał z dobrodziejstw chłodu. Po drugie, nie należy przesadzać z tym chłodem. Różnica temperatur między zewnątrz a wewnątrz nie powinna być zbyt duża i przekraczać kilku (5-6) stopni Celsjusza, szczególnie w samochodzie, do którego częściej wsiadamy/wysiadamy. Jeśli auto jest mocno nagrzane, zanim wsadzimy do niego dziecko warto je najpierw szybko mocno schłodzić (najlepiej na początku też otworzyć okna, aby pierwsze „wyziewy” z klimatyzacji wydostały się z auta), a potem ustawić pożądaną temperaturę. Pamiętajmy również o dostosowaniu ubioru – jeśli przemieszczamy się z letniego skwaru do klimatyzowanej przestrzeni – warto mieć wtedy przy sobie coś do okrycia, aby dziecko nie odczuwało tak bardzo różnicy temperatur. No i może niekoniecznie ustawiajmy nawiew (czy to w aucie, czy w domu) bezpośrednio na maleństwo. A! I jeśli dziecko śpi przy klimatyzacji warto zadbać o to, aby w nocy się nie rozkopało – najlepiej korzystać z cienkiego śpiworka.

A co jeśli nie macie tego szczęścia i nie posiadacie klimatyzacji? W samochodzie nie pozostaje Wam nic innego jak jeździć z otwartymi oknami – tak, można otwierać okna wioząc niemowlę czy starsze dziecko. Nic mu nie będzie, głowy mu nie zwieje. W domu możecie ratować się wentylatorami, przenośnymi klimatyzatorami, albo… domowym basenikiem. Nas takowy ratował zeszłego lata – dmuchany, kupiony za grosze, wystawiony na balkon dawał ochłodę w chwilach kryzysu. Do takiego basenu możecie nalać wody z kranu kilka stopni chłodniejszej niż do kąpieli (w końcu ma służyć schłodzeniu). Ale też bez przesady – nie powinna być zimna. O ile dobrze pamiętam u nas miała około 32 stopni. (dla porównania temperatura na pływalniach sportowych to 25-28 stopni). W takim baseniku możecie kąpać nawet małe niemowlaki – jednak w ich wypadku musicie je asekurować jak przy zwykłej kapieli, gdyż nie trzymają jeszcze głowy a tym bardziej nie siedzą.

NAWADNIANIE I DOPAJANIE

Myślę, że nikomu już nie trzeba mówić o tym, że w czasie upałów należy dużo pić. Czy dorosły czy dziecko, powinien mieć zawsze ze sobą butelkę wody i stale tę wodę popijać. W upale wypacamy dużo płynów, a odwodnienie, już samo w sobie niekorzystne, nasila objawy przegrzania. No dobrze, ale co z tymi niemowlętami? Przepajać? Nie przepajać?

Sprawa wcale nie jest taka prosta i oczywista. I mogę się założyć, że niejednemu z Was zdarzyło się usłyszeć sprzeczne informacje nawet od lekarzy. Dlaczego? Ponieważ nie istnieją jasne wytyczne w tym zakresie i część lekarzy korzysta nadal ze starych poglądów, część opiera się już na najnowszych doniesieniach ze świata nauki. Co więcej, jeszcze trudniej o zalecenia, które by ściśle określały ilośc wody jaką należy podać niemowlęciu. O tyle, o ile u dzieci starszych wyliczanie podstawowego zapotrzebowania płynowego ma sens (100ml/kg na pierwszych 10 kg, 50 ml/kg, na kolejnych 10 kg i po 20ml/kg na każdy następny kilogram), o tyle u niemowląt objętości zjadanego mleka są większe niż wychodziłoby z powyższego wzoru.
Ale zacznijmy od podstaw. Niemowląt karmionych piersią przed rozpoczęciem rozszerzania diety NIE należy dopajać wodą. Nawet w upały! Takie dzieci należy częściej przystawiać, albo reagować na ich częstsze zgłaszanie się do piersi. Rok temu, w trakcie fali upałów Rafałek miał 2-5 miesięcy. Pamiętam, że wtedy przystawiał się dosłownie co godzinę, a czasem i co pół. Te karmienia zazwyczaj trwały 2-5 minut, a tylko co 3-4 ssał pierś dłużej niż tych 10 minut. Wtedy ewidentnie było widać, że sobie „popija”. Zdaję sobie sprawę że nie wszystkie dzieci same tak będą to regulowały, ale wtedy rolą mamy jest próbować dziecku tę pierś podać częściej. Oczywiście, przy tym wszystkim nie zapominamy o najważniejszym – o obserwowaniu dziecka. Czy zachowuje się normalnie, czy moczy pieluszki jak zwykle, czy kupki nie zmieniają częstości lub konsystencji.

A co z dziećmi karmionymi mlekiem modyfikowanym? Takie maluchy można dopajać wodą, ale absolutnie nie trzeba. Na pewno NIE robimy tego rutynowo u zdrowych dzieci nie narażonych na nadmierną utratę płynów (np. w czasie upałów). Co więcej, nawet w czasie upałów uważa się, że nie jest koniecznym podawanie wody, a sposobem na dodatkowe nawodnienie może być zwiększenie podaży mleka, np. poprzez dodanie 1 miarki (i odpowiedniej ilości wody) do 2-3 porcji/dobę. Czyli inaczej mówiąc przygotowanie nieco większej porcji mleka. Mleko modyfikowane ma odpowiednią osmolarność do tego aby nawadniać organizm dziecka. Zgodzę się, że w tym wypadku zwiększamy też podaż kalorii, co przy długotrwałym stosowaniu mogłoby sprzyjać nadmiernym przyrostom masy ciała, ale tu pozwolę sobie wrócić do punktu o spacerach. Nawet jeśli upały trwają 3 miesiące, to nie jest tak, że dziecko non stop jest narażone na wysokie temperatury. Jeśli unikamy godzin „upałowego szczytu”, staramy się aby w domu było na tyle chłodno, na ile się da lub korzystamy z klimatyzacji, to te dodatkowe mililitry nie są aż tak potrzebne. Z drugiej strony jeśli jesteśmy na wakacjach na plaży i maleństwo kilka godzin spędza w upale (choć w cieniu) to wtedy pewnie lepiej dać mu wodę. Trzeba przede wszystkim zachować zdrowy rozsądek i, ponownie, obserwować dziecko. I nie zapominajmy o jeszcze jednym aspekcie – dziecko też nam pokaże czy ma ochotę pić.
Ale dobrze, powiedzmy, że już zadecydowaliśmy, że maluszek wymaga dopajania. I tu pojawia się zasadnicze pytanie – jak? Czym? No i ile?

Po pierwsze zawsze dopajamy raczej po karmieniu, ewentualnie pomiędzy, nigdy przed! Wypełnienie żołądka wodą może zmniejszać apetyt i spowodować, że dziecko nie będzie chiało potem jeść. Jeśli podajemy dziecku wodę, może być to albo przegotowana woda z kranu, a jeśli butelkowana – to źródlana, nie mineralna, niskosodowa, najlepiej z atestem dla dzieci (w praktyce ta sama, której używacie do przygotowania mleka modyfikowanego). U najmniejszych niemowląt można podawać przez butelkę ze smoczkiem, w razie potrzeby też łyżeczką lub strzykawką. U starszych (tych, które mają już rozszerzaną dietę) z kubka-kapka, później otwartego kubka czy bidonu – z tego, z czego dziecko pije na co dzień. A ile? I to jest ten problem, o którym mówiłam. Nie ma co do tego jasnych zaleceń, ale z praktyki wiem, że niemowlaki nie są zbyt chętne do picia wody, także raczej nie wypiją więcej niż powinny. Dlatego w pierwszym półroczu można próbować podawać 20-30 ml, a ile dziecko z tego wypije, to jego. Starsze dzieci też niech piją ile mają ochotę.

Zalecenia odnośnie ubierania dzieci w różnych temperaturach pisałam tu

Jak ubierać dzieci na spacer?

Na koniec chciałabym napisać kilka słów o tym, co zrobić jeśli powyższe zalecenia nie wystarczą (albo ktoś się do nich nie zastosuje) i dojdzie do przegrzania dziecka.
Przede wszystkim trzeba rozpoznać problem, a nie zawsze jest to łatwe, gdyż objawy mogą nie być specyficzne i różnią się w zależności od zaawansowania. Większość z nas kojarzy objawy udaru cieplnego, jednak trzeba pamiętać, że jest to już najpoważniejszy etap przegrzania organizmu i lepiej do niego nie dopuszczać reagując szybciej.
Do objawów wynikających z przegrzania należą:

  • zaczerwienienie skóry, rumień, wystąpienie potówek; skóra jest wilgotna od potu, ustanie pocenia to późny, niepokojący objaw
  • obrzęki głównie w obrębie kończyn dolnych – raczej u starszych dzieci i dorosłych
  • zawroty głowy, niedociśnienie ortostatyczne (po pionizacji) z możliwym omdleniem i powrotem świadomości po położeniu na wznak
  • skurcze mięśni (u starszych dzieci, które biegają na słońcu mogą być mylone z tymi po wysiłku) – może im towarzyszyć podwyższona temperatura ciała
  • objawy tężyczki związane z hiperwentylacją (szybkim i głębokim oddychaniem) – może im towarzyszyć podwyższona temperatura ciała
  • wyczerpanie cieplne – gorączka (38-40 st.C), niewielkie zaburzenia świadomości (ustępujące w ciągu 30 min), nudności, wymioty, odwodnienie lekkiego stopnia, obfite pocenie się, wzmożone pragnienie, ból głowy
  • udar cieplny – ciężkie odwodnienie , gorączka nawet >40 st.C, zaczerwienienie twarzy, skóra gorąca i sucha, zawroty głowy, utrata przytomności, majaczenie, wstrząs

Postępowanie będzie oczywiście zależało od nasilenia objawów. W przypadku:

  • potówek zazwyczaj wystarczy rozebranie dziecka
  • obrzęków – przeniesienie do chłodniejszego miejsca i elewacja kończyny
  • zawrotów głowy i niedociśnienia ortostatycznego – przeniesienie do chłodniejszego miejsca, pozycja leżąca, nawadnianie – najlepiej doustnymi płynami nawadniającymi (czasem może być konieczne nawadnianie dożylne)
  • skurczów mięśni – delikatne rozciąganie mięśni oraz nawadnianie doustnym płynem nawadniającym lub dożylnie
  • tężyczki – przeniesienie do chłodniejszego miejsca a jeśli objawy nie ustąpią – podaż tlenu
  • wyczerpania cieplnego – natychmiastowe zaprzestanie wysiłku, przeniesienie do chłodniejszego pomieszczenia, rozebranie, nawadnianie chłodnym doustnym płynem nawadniającym lub dożylnie
  • udaru cieplnego – konieczne wezwanie karetki!, w międzyczasie przeniesienie do chłodnego miejsca, rozebranie, skórę można delikatnie skropić chłodną wodą i najlepiej wachlować (nie powinno się oblewać zimną wodą ani w takiej zanurzać na własną rękę – może dojść do dreszczy, które dodatkowo podniosą wewnętrzną temperaturę ciała). Dziecka z udarem cieplnym NIE poimy – zresztą nigdy nie wolno podawać nic doustnie osobom nieprzytomnym lub z zaburzeniami świadomości, gdyż może dojść do zachłyśnięcia. W przypadku gorączki w przebiegu przegrzania leki przeciwgorączkowe nie mają zastosowania.

Jeśli chodzi o to czy działać samemu, skonsultować się z lekarzem czy wzywać karetkę – to dość indywidualna sprawa. Trzeba przede wszystkim ocenić stan dziecka. Wiadomo – w przypadku udaru nie ma wątpliwości. Podobnie jeśli dziecko ma zaburzenia przytomności („odlatuje”, nie daje się dobudzić, jest podsypiające), dziwne dla rodzica ruchy twarzy czy kończyn – należy czym prędzej udać się do szpitala lub wzywać karetkę. Ale w przypadku skurczów łydek, obrzęków czy delikatnych zawrotów głowy można zacząć od opisanych powyżej czynności i zgłosić się do lekarza w razie braku poprawy.

Mam nadzieję, że artykuł spełnił moje i Wasze oczekiwania oraz, że niebawem widok wózka przykrytego pieluchą będzie rzadkością.

42 komentarze

  1. Świetny artykuł. Mam pytanie odnośnie tego jaką wodę podawać dziecku. Jaka jest różnica między wodą źródlaną a mineralną i dlaczego należy dziecku podawać tę pierwszą?

  2. Mam 4,5 miesięczniaka, od miesiąca tylko na mm, w te upały podajemu wode wg zalecenia pediatry. Trochę się dziwię że w artykule jest napisane by podawać 20-40ml nie więcej.. Mój mały potrafi w ciągu upalnego dnia wypić 150ml wody za cały dzień. Pije chętnie i widać że jest spragniony, mm je też chętnie i wg tebelki tyle ile trzeba. Mam się martwić że podaję za dużo wody?

  3. Może to głupie pytanie ale czy jeśli dziecko ma zwykle ubranka z bawełny a nie poliestrowe z filtrem UV to czy smarujemy kremem z filtrem tylko odsłonięte części ciała czy całe ciało?

  4. Artykuł super . Ale nawet taki artykuł nic nie pomoże . Jestem młodą kobietą bez dziecka i wiem dzięki mamie ginekolog o tym jak postępować w upały jak ubierać itp. od maleńkiego opiekowałam się dziećmi . A ostatnio była akcja kobieta z dzieckiem a na wózku pielucha zwróciłam uwagę tej pani a ta pani że słońce razi dziecku myślałam że mnie szlak trafi spytałam a pani to chyba ogórka szklarniowego urodziła . Ledwo powstrzymywałam się żeby nie wygarnąć tej kobiecie . Zwracajmy uwagę takim ludziom . Przykre to jest . 😔 Pozdrawiam i miłego dnia życzę 🙂

  5. Myślę, że można by wydrukować ten artykuł i w przychodniach, parkach rozłożyć, aby edukować społeczeństwo.

  6. Myślę, że trzeba sprecyzować fragment o otwieraniu okien w aucie w którym jedzie dziecko. U mojej siostry (wówczas kilkuletniej) taka wycieczka zakończyła się ciężkim porażeniem nerwu twarzowego.

  7. Aleksandra

    A czemu duże budki, które zakrywają sporo przestrzeni są lepsze od pieluch? Przecież są grubsze i zabierają więcej powietrza.
    Ja cienka bambusowa pieluchę w momencie jak muszę wyjsć na słońce na chwile przewieszają jak żagiel. Od dachu budki do raczki wózka. Tak ze nie zabiera powietrza, a daje cień. Lepsze niż parasolka bo zacienia większa powierzchnie i nie wydłubie nikomu oka 😉
    Oprócz tego polowe budki mam z możliwością odpięcia i siateczki.
    Myśle ze taki sposób użycia pieluchy jest Ok.

  8. Dlaczego nie mozna podawac dziecku wody z kranu?

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*