Jestem kobietą po stracie

Jestem kobietą po stracie

Jestem kobietą po stracie

Każda z nas marzy o szczęściu, radości, zdrowiu.

Jakbyście mnie spytali kilka miesięcy temu, powiedzmy nawet miesiąc temu, czy kiedykolwiek napiszę coś o moich uczuciach związanych ze stracą ciąży – to kazałabym wam puknąć się w głowę. Mimo, że cały świat – no dobra to oczywiście przenośnia – wiele osób w internecie – patrzyło jak jestem w ciąży i moją upragnioną ciążę tracę – to ja zrobiłam jedyne co mogłam. Ja się od tego „zdysocjowałam” – czyli odcięłam.
Nie wiem skąd zebrałam w sobie tyle siły i wtedy nawet nie wiedziałam, że to było dobre, ale po prostu uznałam – że to nie dotyka mnie – to dotyka jakiejś innej osoby, osoby którą znam, jest mi bliska, ale to nie ja.

Wiem, że z punktu psychologicznego, że „dysocjacja” jest zła. Wiem bo teoretycznie przynajmniej według Uniwersytetu Warszawskiego – sama jestem absolwentką psychologii.

Pewnie nie każe z was mnie zrozumie – ale te osoby, które przeżyły tak ogromną stratę, że po prostu nie mogły sobie z tym poradzić, pewnie zrozumieją.
Nie byłam w stanie sobie poradzić, więc moją stratę po prostu wyparłam.

Pamiętam, jak tańczyłam z Rogerem do „Ciao Ciao Siciliano” tydzień po porodzie Ernesta – Kuba na to patrzył i był taki szczęśliwy, że tak dobrze sobie radzę.

Czy rzeczywiście sobie dobrze radziłam?
Raczej nie. Bo nie przeżyłam smutku. Albo inaczej nie przeżywałam go. Znajdowałam sobie wciąż zadania, wszystko byle nie myślec o tym co mi się stało. Wszystko byle nie myślec o tym, że nie dość, że mi się to stało to tyle osób na to patrzy. I czeka… czeka… jak sobie z tym poradzę.

Prawda o mojej trzeciej ciąży, czyli tej o której myślicie czytając ten tekst jest taka – że ja pogodziłam się z jej strąceniem „wiele” tygodni wcześniej. W 13 tygodniu przyjechałam na izbę przyjęć mojego szpitala – roniąc. Nikt, w tym ja, nie wierzył, że utrzymam ciążę do rana.
Nie mogłam uwierzyć, że PONOWNIE, mnie to spotyka, przecież kilka miesięcy temu też poroniłam.
Erneścik walczył – miał najgorsze warunki z możliwych, a ja podjęłam – szczerze to z punktu widzenia nie pacjentki ale lekarza – dość heroiczną decyzję – ja kompletny przeciwnik leżenia w ciąży – położyłam się do łóżka na kilka miesięcy.
Wróciłam z mężem do domu rodziców – bo nie byłam w stanie zadbać o własny dom, straciłam kontakt z zawodem i pacjentkami – niby nic ale to było coś co ogromnie kochałam.
Wszystko to mogłam przeżyć – ale jak wytłumaczycie waszemu rocznemu dziecku, że mama nie może go wziąć na ręce?
Rogerek, mój kochany, poczuł się odrzucony. Mama nie chciała (nie mogła) go nosić i przytulać. Nie rozumiał, że chce go przytulać ale na leżąco, nie rozumiał, że nie może dotykać i tulić mamy brzuszka.
To były jedne z najgorszych chwil w moim życiu.
Właśnie wtedy przeżyłam żałobę – żałobę nad ciążą którą nosiłam w sobie. Wiedziałam, że Ernest nie ma szans, a co gorsza poświęcałam moje relacje z zdrowym dzieckiem dla tego, które prawdopodobnie nigdy nie wyda pierwszego krzyku.

I wszystko pewnie było by ok – i w „miarę” normalnie – choć to bardzo nieadekwatne słowo – gdybym ciążę wtedy straciła.
Jednak ciąże straciłam dwa miesiące poźniej –wtedy kiedy już zaczęłam mieć nadzieję- że ta moja żałoba była niepotrzebna i to moje leżenie … jednak miało sens…
Zaczęłam rodzić w nocy, do końca życia nie zapomnę tego lęku, tego uczucia.
O dalszym ciągu nie chce opowiadać … ale dziękuje wszystkim, którzy mnie tego dnia wsparli.

Nie mniej jednak – moje przesłanie mimo, że bardzo emocjonalne jest nieco inne. Wbrew pozorom dużo gorzej przeżyłam stratę mojej drugiej ciąży w 10 tygodniu w październiku.

Miałam idealną ciążę, nic nie wskazywało by na jakiekolwiek powikłania.
W sobotę nie zgłosiła sie jedna pacjentka – siedziałam i się „nudziłam” w gabinecie. Przyłożyłem sobie sondę do brzucha i zobaczyłam, że serce nie bije.

Sama rozpoznałam u siebie poronienie zatrzymane, sama siebie zawiozłam do szpitala, sama sobie podałam leki – przynajmniej dwa tygodnie nie mogłam potem dojść do siebie.

A wiecie co mi pomogło?
Przypadkowo zadzwoniłam do koleżanki, koleżanki którą widziałam kilka tygodni wcześniej w ciąży.
Powiedziała mi, że straciła ciąże w 21 tygodniu. W nagle zdałam sobie sprawę, że jednak nie mam najgorszej.Mam zdrowe, szczęśliwe dziecko – które potrzebuje mamy.

Nie wiem jak kobiety bez dzieci sobie ze stratą radzą. Nie wiem i najszczerzej was podziwiam! Bo strata to jedno ale codzienność to drugie.

Nie powiem wam jak wrócić do codzienności… mimo, że mam niby doświadczenie, jednak szczerze na to nie ma recepty… i niestety na zawsze pozostaniecie „kobietą po stracie”.

Moja rada – uczynicie to czymś co was wzmacnia, coś na zasadzie „Straciłam ciążę, ale się podniosłam, to jest moja super moc”. Innego pomysłu nie mam.

Wiecie czego się najbardziej boje?
Te z was, które przeżyły to co ja wiedzą…

Część z was pomyśli po co to piszę?

Zrozumieją to, te z was do których to piszę. Te 25% kobiet.

 

Ps. Nie wyrażam zgody na publikowanie tej treści bez mojej zgody.

962 komentarze

  1. Witam wszystkie mamy Aniolkow…
    Miesiac temu stracilam swojego synka w 39 tygodniu ciazy…Cala ciaza byla ksiazkowa , malutki wazyl 4 kg ..Az pewnego wieczoru w domu dostalam silnego krwotoku z drog rodnych, maz zawiadomil szybko karetke, ktrora dotarla w ciagu 5 minut,ale niestety wszystko za bylo pozno.. w szpitalu na usg okazalo sie, ze lozysko odkeilo sie 🙁 wciaz czekamy na autopsje lozyska .. jest bardzo ale to bardzo ciezko pogodzic sie ze strata tak pieknego duzego chlopczyka 🙁

    • Tak bardzo wiem co czujesz i tak bardzo Ci współczuje. O ciąże staraliśmy się 2,5 roku. W czerwcu nareszcie zobaczyłam 2 kreski. Bałam się cieszyć, tyle słyszałam o poronienia w pierwszym tymestrze. Każde kolejne badania potwierdzały jednak, że wszystko jest w porządku. Ciąże przezornie prowadziłam u dwóch lekarzy, w tym jednego z najlepszych ginekologów w Wawie. Całą ciążę czułam się bardzo dobrze aż do pewnej nocy w 29 tc, kiedy to zaczął boleć mnie brzuch. Moja położna powiedziała, że jeśli bóle nie są regularne, nie krwawię i nie odeszły mi wody to jest to „normalne” uczucie, w końcu to już 3 trymestr. Nie posłuchałam. Pojechaliśmy na IP. Tam 1,5 godz czekaliśmy na ktg. Potem badanie. Ciśnienie 160/100, ale ktg prawidłowe, pielęgniarka mówi, że serduszko małej bije miarowo, że pewnie dostanę nospę i pojadę do domu, ale dla pewności Kazała czekać jeszcze na usg. Po kolejnej godzinie robią mi ponownie ktg. Mówi, że nie może znaleść tętna, potem pojawia się lekarz, robi usg. Mówi, że dziecko nie żyje. Szok, niedowierzanie, krzyk, płacz, serce rozpada się na milion kawałków. Nagle wokół mnie pojawia się mnóstwo ludzi, pytają czy mała była zdrowa. Mówię, że tak, że mają tam usg genetyczne, Test pappa, inne wyniki. Dopiero ordynator mówi, że to nie wina dziecka, łożysko całkowicie się odkleiło i decyduje o CC. Nie rozumiem co się stało. Ciągle analizuje przebieg tych ostatnich dni życia malutkiej. 4 dni wcześniej byłam u lekarza. Wszystko było dobrze. To tak bardzo boli. Tęsknie za moją córeczką. Wiem, że żadne inne dziecko mi jej nie zastąpi, ale mam nadzieje, że jeszcze kiedyś zostanę mamą, choć tak bardzo się boje.

  2. Straciliśmy swoja upragniona Zosię w 12 tygodniu, serduszko przestało bić w 9tc. Pamiętam tylko ze płakałam na fotelu kiedy mała już była w drogach rodnych a pielęgniarka ocierala mi łzy. Pozniej narkoza, zabieg i powrót do domu. Na drugi dzień jakby wszystko pękło. Ból rozdzierający serce. I te teksty rodziny : jesteś młodą bedzie kolejne, ciesz się że masz dwójkę zdrowych dzieci w domu, lepiej teraz niż miałoby to stać się później. A jaka to różnica? To był i tak o jeden raz za duzo.

  3. Mam 20 lat. Planowalismy bo chcielismy miec swojego malutkiego dzidziusia ktory dopelnil by nasze szczescie. Staralismy sie ale nie wychodzilo. Na wizycie ginekologicznej byla plamka. Pani ginekolog stwierdzila ze to jajeczko i to sa dni plodne wiec dzisiaj jest okazja. Jakis czas puzbiej czulam sie zle. Bylo mi niedobrze. Umowilam sie na wizyte. Trzeba bylo troszke poczekac. Dla pewnosci zrobilam test. Dwie kreski. Wszyscy sie cieszyli rodzice skakali ze szczescia ze beda mieli wnuka. Na wizycie okazalo sie ze to koncowka 8tc(czyli na wczesniejszej wizycie bylam juz w ciazy) zrezygnowalam z cwiczen oraz podnoszenia rzeczy zeby sie nie przemeczac bo wiedzialam ze pierwsze miesiace sa bardzo wazne. Mialam problemy z tarczyca to odrazu pierwsze co to do endekrynologa. Wszystko bylo okey. 2 tyg puzniej poszlam z wynikami do pani doktor ginekolog sprawdzic czy wszystko okey. Z tej wizyty pamietam tylko “serduszko mu nie bije” i w tym momencie caly swiat mi sie zawalil. Nic wiecej z rozmowy z pania doktor nie pamietam. Narzeczony zalamany. Rodzice zalamani. Mama nie mogla uwiezyc. Najlepsza ginekolog w powiecie a mama mowila tylko ze ona napewno musiala sie pomylic bo jej wnuk zyje. Nikt nie chcial przyjac tego do wiadomosci. Puzniej szpital. Ta sama diagnoza. A najgorsze bylo to ze nosilam go w sobie 10 dni martwego i nic nie bolalo nic nie krwawilo. Dostalam leki ktore na mnie nie dzialaly. Dostalam ich bardzo duzo. Lekarz powiedzial ze chyba malutki nie chce ze mnie wyjsc. Musieli na sucho zrobic łyżeczkowanie. Pochowalismy naszego aniolka choc to bylo malenstwo. Nigdy bym nie pozwolila zutylizowac mojego dziecka. Wiem co to znaczy stracic 😢

  4. Mam 20 lat. Planowalismy bo chcielismy miec swojego malutkiego dzidziusia ktory dopelnil by nasze szczescie. Staralismy sie ale nie wychodzilo. Na wizycie ginekologicznej byla plamka. Pani ginekolog stwierdzila ze to jajeczko i to sa dni plodne wiec dzisiaj jest okazja. Jakis czas puzbiej czulam sie zle. Bylo mi niedobrze. Umowilam sie na wizyte. Trzeba bylo troszke poczekac. Dla pewnosci zrobilam test. Dwie kreski. Wszyscy sie cieszyli rodzice skakali ze szczescia ze beda mieli wnuka. Na wizycie okazalo sie ze to koncowka 8tc(czyli na wczesniejszej wizycie bylam juz w ciazy) zrezygnowalam z cwiczen oraz podnoszenia rzeczy zeby sie nie przemeczac bo wiedzialam ze pierwsze miesiace sa bardzo wazne. Mialam problemy z tarczyca to odrazu pierwsze co to do endekrynologa. Wszystko bylo okey. 2 tyg puzniej poszlam z wynikami do pani doktor ginekolog sprawdzic czy wszystko okey. Z tej wizyty pamietam tylko “serduszko mu nie bije” i w tym momencie caly swiat mi sie zawalil. Nic wiecej z rozmowy z pania doktor nie pamietam. Narzeczony zalamany. Rodzice zalamani. Mama nie mogla uwiezyc. Najlepsza ginekolog w powiecie a mama mowila tylko ze ona napewno musiala sie pomylic bo jej wnuk zyje. Nikt nie chcial przyjac tego do wiadomosci. Puzniej szpital. Ta sama diagnoza. A najgorsze bylo to ze nosilam go w sobie 10 dni martwego i nic nie bolalo nic nie krwawilo. Dostalam leki ktore na mnie nie dzialaly. Dostalam ich bardzo duzo. Lekarz powiedzial ze chyba malutki nie chce ze mnie wyjsc. Musieli na sucho zrobic łyżeczkowanie. Pochowalismy naszego aniolka choc to bylo malenstwo. Nigdy bym nie pozwolila zutylizowac mojego dziecka. Wiem co to znaczy stracic 😢nie dane mi bylo zostac mama. Nadal to w glowie siedzi. Boje sie zajsc w druga ciaze. A minol dopiwero miesiac.

  5. Urodziłam swojego synka w 18 tc… W 15 tc odeszły mi wody, miałam 3 tygodnie na oswojenie się ze śmiercią własnego dziecka. Nie potrafię, nie ma dnia żebym o nim nie myślała, zadręczała się. Ból jest okropny…

  6. Uwielbiam Pabi wpisy. Dodają mi otuchy. Najbardziej boję się kolejnej ciąży. Jestem pół roku po stracie mojego Aniołka. Pochowanie Maleństwa pozwoliło mi w jakimś sensie się uspokoić, wiem że jest przy mnie , że mogę iść z nim zawsze porozmawiać. Chcemy z mężem znowu starać się o dziecko ale tak cholernie się boję. Wiem, że będę cały czas o tym myśleć co się stało. Co mam zrobić żeby było inaczej ? Podchodzę teraz do tego z trzeźwą głowa, przygotowuje się w jakiś sposób zdrowy tryb życia, kwas foliowy już prawie 3 miesiące, ale jak nie czuć tego strachu, że znowu to się stanie. 🙁

  7. 2,5 roku starań 27.10 upragnione dwie kreski łzy szczęścia, wizyta u lekarza potwierdzenie ciąży, radość męża niesamowita.. 5.12 wizyta rutynowa 10 tc a lekarz mówi że jest mu przykro ale serduszko przestało bić.. zamarłam ale trzymałam się jak by to nie dotarło do mnie, gdy weszłam do auta płacz krzyk żal ból złość nienawiść wszystko na raz.. 6.12 zabieg i pustka;( strach przed następnymi próbami że znowu się nie uda, że coś będzie nie tak albo trzeba będzie się znowu tak długo starać i obawa że nie wytrzymam tego psychicznie..

  8. Moja pierwsza ciąża… upragnione dziecko, i ta radość, które nie trwała długo – 12 czerwca trafiłam do szpitala z krwawieniem. Było to poronienie samoistne w 7 tc. Był płacz i ogromny ból. Pocieszanie że tak się zdarza… jakoś doszłam do siebie i zaczęliśmy staranie o kolejne dziecko. Wrzesień – jestem w ciazy bliźniaczej. Tym razem była radość i jednocześnie obawa. 8 października na wizycie  rozpoznanie obumarłej ciazy w 8 tc. W szpitalu podano mi dopochwowo tabletki z prostaglandyna i po paru godzinach przeprowadzono zabieg wyłyżeczkowania. Po stracie drugiej ciazy nie płakałam, wróciłam do pracy i udawałam że nic się nie stało, nie byłam na cmentarzu, nie zapaliłam świeczki przy pomniku dzieci utraconych. Ból po stracie jest większy, boli tak bardzo. Wchodząc na fb i oglądając zdjęcia ciążowe znajomych, zadaje cały czas pytanie dlaczego ja nie mam takich zdjęć, co złego w życiu zrobiłam że to mnie spotkało. Nie potrafię się śmiać. Tak bardzo chciałabym mieć dziecko, ale bardzo się boję.

  9. poronienie w 13 tc przy pierwszej ciąży po długich staraniach.. nie byłam byłam stanie funkcjonować, mąż musiał wrócić do pracy jako kierowca międzynarodowy, zostałam sama.. nie byłam w stanie nawet patrzeć na dzieci a każda wiadomość ze ktoś znajomy jest w ciąży była jak sztylet w serce.. doszłam do siebie dopiero gdy zaszlam w drugą ciążę.

  10. Marzena Seremet

    Ja straciłam swoją kruszynke w 20 tyg. Wszystko było idealnie…. aż do 17 tyg poszłam na zwykłą kontrolę a usłyszałam że moje dzieciątko nie ma szans na przeżycie… że to kwestia czasu. I jak żegnać się ze swoim nienarodzonym dzieckiem?!! Jak nie bać się próbować? Strasznie za nią tęsknię…

  11. Też jestem kobietą po stracie, w 2016 roku zaaszlam w ciaze bliźniacza, byłam pełną obaw a jednak nie przypuszczałam że coś może pójść nie tak w końcu miałam już dwie zdrowe córki i każda ciąża była u mnie książkowa, jednak gdy poszłam na wizytę w 8tc okazało się że żadne z serduszek nie bije. Złamało mnie to tym bardziej bolało że w kolejną ciążę długo nie mogłam zajść. Gdy okazało się wreszcie po długim czasie że się udało nie mogłam w to uwierzyć całą ciążę byłam przerażona i zestresowana że coś może by nie tak. Gdy szłam na wizytę nie byłam w stanie popatrzeć w monitor dopóki lekarz nie powiedział że serce bije. Dokładnie dwa lata po tamtej stracie na świat przyszedł mój syn, długo wyczekiwany, wymodlony, który uratował mnie, który uratował mi życie. W pamięci zawsze będę miała aniołki którym nie dane było się urodzić, dziś miałyby 1,5 roku.

  12. W 8 tygodniu straciłam maleństwo i został przeprowadzony zabieg łyżeczkowania ( w marcu 2018r.). Z mężem straramy się od nowa od lipca i niestety nic.. Na dodatek teraz nawet nie potrafię rozpoznać u siebie owulacji…

  13. Straciłam 4 dzieci – nam za sobą także te jedna ciążę zakończoną finałem najszczęsliwszym z możliwych – narodzinami zdrowego Syna. Leżałam całe 7 miesięcy. Warto. Teraz bardzo chciałabym powalczyć o kolejny cud – o rodzeństwo dla mojego superbohatera Gustawa ale na to chyba jeszcze nie jestem gotowa. Za miesiąc przypada termin mojego porodu – porodu,który odbył się zdecydowanie za wcześnie bez szans na kolejny cud choć tak bardzowo chciałam by i tym razem się zdążył. Wiem że jeszcze zawalczę i wygram walkę z przeciwciałami – bo w moim przypadku to one są problemem. A Gustaw będzie miał rodzeństwo!

  14. Poroniłam 4 razy, za każdym razem bolało inaczej. Nadal nie mam dziecka.. Mam kochanego męża który mnie wspiera, obyśmy doznali w końcu cudu bycia rodzicami.
    Nicole, dziękuję że jesteś że piszesz, że wspierasz kobiety “po stracie”

  15. 11 tydzień. Wizyta u ginekologa . Płód przestał rozwijać się w 8 tyg. Kręgi się nie rozwinęły. Serduszko nie bije. I wiele innych. zespół Downa albo człowiek roślina. Nie wiele pamietam z tej wizyty . Taki szok. Jutro mam zabieg. Tak cholernie się boje. A najgorsze jest to że dopiero co dotarlo do mnie że będę mamą i ta mała fasolka będzie z nami. Nie ważne chlopiec czy dziewczynka-wazne żeby było zdrowe . A jutro Aniołka już nie będzie w moim ciele. Okropne

  16. Joanna Kehoe

    Dziękuje Ci za to ze o tym piszesz. Ja tez jestem kobieta po stracie. Dowiedziałam sie w 16 tyg ze moja córka ma zespół Turnera i przy tym dużo innych komplikacji które raczej nie pozwolą jej dotrwać do połowy ciąży. Więc miałam 2 wybory, aborcja ( mieszkam w USA i tu do 24 tyg jest legalna) lub czekać aż jej serce przestanie bić. Więc czekałam jeszcze 7 tygodni. Tego ranka kiedy pojechałam na kolejne USG byłam już u kresu wytrzymałości dowiedziałam sie ze serce malutkiej już nie bije i był to 22 tydzień. Oczywiście później wywoływanie porodu, noc spędzona na sali osobnej. Kiedy zostałam wypisywana do domu, moja pielęgniarka przyniosła mi pakiet dla matki która straciła dziecko, czyli misia, opaski takie jak nakłada sie na raczki dziecka po porodzie z jej danymi. Byla tez karteczka na której byla przyczepiona mała obrączka a obok widniałby odbicia stopek mojej córeczki o które poprosiłam przed porodem. Oprócz tego zeszyt do pracy do przeżycia żałoby. Później 3 miesiące jaka ja jestem silna i ze ile potrafie wytrzymać, a po tym czasie „chwały” skończyło sie depresja i terapia . Chciałabym Aby wszytkie kobiety wychodzily ze szpitala z takim pakietem po stracie dziecka, aby czuły sie rozumiane i dały sobie przyzwolenie na poczucie swojej wielkiej straty.

  17. Właśnie tracę ciążę… wczoraj sprawdziłam betę, spadająca. Od razu na usg, serce nie bije, dziecko wyglada na 6 tydzień, a jest dziewiąty. Rok temu z powodu wad letalnych przerwałam ciążę w 17 tc. 3 miesiące wcześniej poroniłam w 7 tc.
    Teraz czekam na krwawienie, w środę idę po skierowanie na wyłyżeczkowanie. Nie wiem czy mam szanse na udaną ciążę i zdrowe dziecko. Ale wiem ze muszę być silna dla mojego czterolatka…

  18. Natalia - mama Aniołka

    Nicole dziekuje Ci ze jestes i piszesz o tym. Ja jestem wlasnie po zabiegu (04 stycznia). Poszlam na rutynowa kontrole 10 tydzien ciazy 02 stycznia) wszystko do tamtego dnia bylo w jak najlepszym porzadku, to pierwsza wyczekana ciaza. Diagnoza – serduszko nie bije. Swiat sie zalamal, strach przed kolejna ciaza jest ogromny, drugi raz nie wiem czy to przezyje…sile biore od takich kobiet jak Ty, bardzo Cie podziwiam! Pozdrawiam wszystkie mamy Aniolkow.

  19. 35 tygodni i 5 dni. Trudno opisac co sie czuje gdy ze szpitala zamiast z dzidzia wychodzi sie z pudelkiem pamiatek po malym aniolku. 2 lata pozniej wielka radosc z powodu teczowej coreczki:) Usciski dla wszystkich wspanialych mam po stracie.

  20. Martwy płód 20 tydzień. To dla mnie za dużo. W szpitalu ciężko uzyskać jakichkolwiek informacji. Przykre jest to, że oczekując na poród kobieta musi szukać w internecie co może, czego nie….
    Podjęliśmy decyzję, że nie chcemy przechodzić przez pogrzeb. Gdzieś wyczytałam, że do 22 tygodnia mamy wybór. Chcielibyśmy, aby nasze dzieciątko już po wszystkim po prostu zostało spalone. Czytałam, że do 22 tygodnia szpital może ?spopielić? szczątki jako odpad medyczny. Wiem, że może to wydać się okrutne……. Ja po prostu nie chcę przez to wszystko przechodzić. Może kiedyś będę żałować. Ale teraz chcę po prostu wrócić do domu i spróbować zapomnieć. Nie wyobrażam sobie tego, że miałabym odwiedzać moje dziecko na cmentarzu….Bez pochówku. Bez żadnych formalności. Ale czy mamy do tego prawo?

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*