Jestem kobietą po stracie

Jestem kobietą po stracie

Jestem kobietą po stracie

Każda z nas marzy o szczęściu, radości, zdrowiu.

Jakbyście mnie spytali kilka miesięcy temu, powiedzmy nawet miesiąc temu, czy kiedykolwiek napiszę coś o moich uczuciach związanych ze stracą ciąży – to kazałabym wam puknąć się w głowę. Mimo, że cały świat – no dobra to oczywiście przenośnia – wiele osób w internecie – patrzyło jak jestem w ciąży i moją upragnioną ciążę tracę – to ja zrobiłam jedyne co mogłam. Ja się od tego „zdysocjowałam” – czyli odcięłam.
Nie wiem skąd zebrałam w sobie tyle siły i wtedy nawet nie wiedziałam, że to było dobre, ale po prostu uznałam – że to nie dotyka mnie – to dotyka jakiejś innej osoby, osoby którą znam, jest mi bliska, ale to nie ja.

Wiem, że z punktu psychologicznego, że „dysocjacja” jest zła. Wiem bo teoretycznie przynajmniej według Uniwersytetu Warszawskiego – sama jestem absolwentką psychologii.

Pewnie nie każe z was mnie zrozumie – ale te osoby, które przeżyły tak ogromną stratę, że po prostu nie mogły sobie z tym poradzić, pewnie zrozumieją.
Nie byłam w stanie sobie poradzić, więc moją stratę po prostu wyparłam.

Pamiętam, jak tańczyłam z Rogerem do „Ciao Ciao Siciliano” tydzień po porodzie Ernesta – Kuba na to patrzył i był taki szczęśliwy, że tak dobrze sobie radzę.

Czy rzeczywiście sobie dobrze radziłam?
Raczej nie. Bo nie przeżyłam smutku. Albo inaczej nie przeżywałam go. Znajdowałam sobie wciąż zadania, wszystko byle nie myślec o tym co mi się stało. Wszystko byle nie myślec o tym, że nie dość, że mi się to stało to tyle osób na to patrzy. I czeka… czeka… jak sobie z tym poradzę.

Prawda o mojej trzeciej ciąży, czyli tej o której myślicie czytając ten tekst jest taka – że ja pogodziłam się z jej strąceniem „wiele” tygodni wcześniej. W 13 tygodniu przyjechałam na izbę przyjęć mojego szpitala – roniąc. Nikt, w tym ja, nie wierzył, że utrzymam ciążę do rana.
Nie mogłam uwierzyć, że PONOWNIE, mnie to spotyka, przecież kilka miesięcy temu też poroniłam.
Erneścik walczył – miał najgorsze warunki z możliwych, a ja podjęłam – szczerze to z punktu widzenia nie pacjentki ale lekarza – dość heroiczną decyzję – ja kompletny przeciwnik leżenia w ciąży – położyłam się do łóżka na kilka miesięcy.
Wróciłam z mężem do domu rodziców – bo nie byłam w stanie zadbać o własny dom, straciłam kontakt z zawodem i pacjentkami – niby nic ale to było coś co ogromnie kochałam.
Wszystko to mogłam przeżyć – ale jak wytłumaczycie waszemu rocznemu dziecku, że mama nie może go wziąć na ręce?
Rogerek, mój kochany, poczuł się odrzucony. Mama nie chciała (nie mogła) go nosić i przytulać. Nie rozumiał, że chce go przytulać ale na leżąco, nie rozumiał, że nie może dotykać i tulić mamy brzuszka.
To były jedne z najgorszych chwil w moim życiu.
Właśnie wtedy przeżyłam żałobę – żałobę nad ciążą którą nosiłam w sobie. Wiedziałam, że Ernest nie ma szans, a co gorsza poświęcałam moje relacje z zdrowym dzieckiem dla tego, które prawdopodobnie nigdy nie wyda pierwszego krzyku.

I wszystko pewnie było by ok – i w „miarę” normalnie – choć to bardzo nieadekwatne słowo – gdybym ciążę wtedy straciła.
Jednak ciąże straciłam dwa miesiące poźniej –wtedy kiedy już zaczęłam mieć nadzieję- że ta moja żałoba była niepotrzebna i to moje leżenie … jednak miało sens…
Zaczęłam rodzić w nocy, do końca życia nie zapomnę tego lęku, tego uczucia.
O dalszym ciągu nie chce opowiadać … ale dziękuje wszystkim, którzy mnie tego dnia wsparli.

Nie mniej jednak – moje przesłanie mimo, że bardzo emocjonalne jest nieco inne. Wbrew pozorom dużo gorzej przeżyłam stratę mojej drugiej ciąży w 10 tygodniu w październiku.

Miałam idealną ciążę, nic nie wskazywało by na jakiekolwiek powikłania.
W sobotę nie zgłosiła sie jedna pacjentka – siedziałam i się „nudziłam” w gabinecie. Przyłożyłem sobie sondę do brzucha i zobaczyłam, że serce nie bije.

Sama rozpoznałam u siebie poronienie zatrzymane, sama siebie zawiozłam do szpitala, sama sobie podałam leki – przynajmniej dwa tygodnie nie mogłam potem dojść do siebie.

A wiecie co mi pomogło?
Przypadkowo zadzwoniłam do koleżanki, koleżanki którą widziałam kilka tygodni wcześniej w ciąży.
Powiedziała mi, że straciła ciąże w 21 tygodniu. W nagle zdałam sobie sprawę, że jednak nie mam najgorszej.Mam zdrowe, szczęśliwe dziecko – które potrzebuje mamy.

Nie wiem jak kobiety bez dzieci sobie ze stratą radzą. Nie wiem i najszczerzej was podziwiam! Bo strata to jedno ale codzienność to drugie.

Nie powiem wam jak wrócić do codzienności… mimo, że mam niby doświadczenie, jednak szczerze na to nie ma recepty… i niestety na zawsze pozostaniecie „kobietą po stracie”.

Moja rada – uczynicie to czymś co was wzmacnia, coś na zasadzie „Straciłam ciążę, ale się podniosłam, to jest moja super moc”. Innego pomysłu nie mam.

Wiecie czego się najbardziej boje?
Te z was, które przeżyły to co ja wiedzą…

Część z was pomyśli po co to piszę?

Zrozumieją to, te z was do których to piszę. Te 25% kobiet.

 

Ps. Nie wyrażam zgody na publikowanie tej treści bez mojej zgody.

962 komentarze

  1. to bylo dwa lata temu. w wieku 19 lat, w 8 tygodniu ciąży też poroniłam. zaczęło się jakbym dostała miesiączki. lekkie krwawienie, szybki telefon do położnej, wizyta u ginekologa poza kolejka. o ciąży dowiedziałam się w 6 tygodniu, o poronieniu w 8.

  2. Hmm mam synka w maju skończy 6lat. Z mężem staraliśmy się o dziecko kilka miesięcy. Dziwilismy się, że jest problem z zajściem w ciążę druga, ale udało się. Wszyscy się cieszyli. Jednak pojawił się problem… pecherzyk był pusty. Bardzo bolał mnie brzuch, ciągle krwawilam. Poszłam do lekarza,skierował mnie do szpitala na czyszczenie. Spakowałem torbę, że łzami w oczach zglosilam się na izbę, przeprowadzili wstępne badania, założyli opaskę na rękę, podpisałam papiery…I badanie usg. Lekarz pyta się jak się czuje..powiedziałam że mimo krwawien i bolu brzuchu nie jest źle (.islam bardzo bolesne miesiączki od 10go roku zycia). Zawołał ordynatora i stwierdzili że nie chcą mu nadziei robic, ale jak dam radę,to żeby poczekać…bo chyba coś tam jest. Podarlam papiery i poszłam do domu. Po 2 tyg poszłam na kontrolne usg, okazało się że jest zarodek, ale pojawił się kolejny problem- serce nie bije- znowu skierowanie,badanie, podpisane papiery, opaska na ręce. Hmm i lekarz znowu poprosił innego lekarza, później zadzwonił po następnego i do tego ordynator.. leżałam tak przed 4 ginekologami i płakałam.. powiedzieli: nie chcemy znowu robic nadziei, ale jeśli da radę Pani poczekajmy, może zacznie bić… minęły 3tyg i zaczęło bic:):). Za 3miesiace zaczęła puszczać mi szyjką macicy.. byl .one Ty gdy znowu mieli usunąć mi ciążę… dzisiaj mając dwójkę dzieci syna prawie 6 lat i córkę która w końcu się urodziła, która walczyła… (oczywiscie ciąża przelezana i do tego wymioty kilkanaście razy dziennie do samego porodu,okropne bóle krwgislupa)… Jak patrzę na nią i myślę o tym że 3 razy mogłam ja usunąć, że płakałam… gdyby nie to czekanie nie było by jej… ciągle o tym myślę, i mimo że nie straciłam ciąży to jest to okropne doświadczenie… moja córka jest prawdziwym śliczny Aniołkiem A syn z kolei to cudowny Diabełek:) cali, żywi wspaniali…:*

  3. W październiku 2018 dowiedziałam się o ciąży, to były wspaniałe chwile szczęścia z mężem. Niestety końcem listopada w 9 tyg ciąży okazało się ze poroniłam- ciąża obumarła. Cieszę się, że trafiłam na cudownego lekarza. Starałam się to zrozumieć ale się nie da… ból psychiczny po stracie jest ogromny. W tym okresie najbardziej drażniły mnie słowa bliskich którzy właśnie mówili: tak musiało być- źle się rozwijało, jeszcze będziecie mieć dziecko nie jedno, nie jesteś jedyna bo wiele kobiet poroniło i urodziły zdrowe dzieci. Wiem, że chcieli dobrze ale efekt był odwrotny. Wolałam motywujące słowa męża damy radę, będzie dobrze, płacz jeśli potrzebujesz. Później kolejne starania i okazało się, że jestem we wczesnej ciąży jednak się nie utrzymała. Teraz czasem czuje rozczarowanie w innym dniu niemoc a chwilami nawet złość. Co ma być to będzie… boje się ale myślę pozytywnie i nie poddam się bo chce kiedyś zostać mamą!

  4. Dziękuję Nicole za ten wpis. Rozumiem… Strata dziecka jest ogromnym bólem… Ja dokładnie 5 lat temu straciłam ciążę w 8 tygodniu… Płacz, obwinianie siebie, lekarzy, Boga… Ogarnęłam się dopiero jakieś 2 lata temu. Nie mogłam się pozbierać, nic mnie nie cieszyło. Jak widziałam kobietę w ciąży po prostu płakałam. Wiecie czego żałuję? Że nie poszłam wtedy do psychologa. Bo te trzy lata żałoby to trzy lata wycięte z mojego życia. Potem starania o maleństwo, bez skutku. Dopiero jak odpuscilam i pogodzilam się z tym, że pewnie nie będę mieć dzieci to nastąpił cud. Teraz jestem w 23 tc i nadal mam strach i obawy, czy wszystko będzie OK. Ale wierzę w to, że będzie dobrze. Kolejnej straty bym nie przeżyła.

  5. O stracie ciąży dowiedziałam się dwa dni temu. Pojechaliśmy z mężem na rutynową kontrolę do lekarza. 10 TC. Nic nie wskazywało na to że coś jest nie tak na monitorze ujrzałam swoje maleństwo. Widziałam jakie jest duże. Wszyscy zamarli. Lekarz powiedział że ciąża obumarła. Serduszko nie bije. Nie wiem co się stało stało. Wszystko było dobrze oprócz tego że na ustach wychodziła mi opryszczka. Brałam Heviran. Ciężko mi pogodzić się strata. Cały czas płacze. I ten lęk o którym piszecie. Co jeżeli sytuacja będzie się powtarzać.

  6. Nicole czy jest sens robić badania genetyczne płodu który przestał się rozwijać (brak bicia serca) w siódmym tygodniu (szósty skończony)? W szóstym tygodniu na usg stwierdzono bicie serca.To pierwsza ciąża i pierwsza poroniona. Będę wdzięczna za odpowiedź.

  7. Moja pierwsza ciąża, rok 2014. Pierwsze USG potwierdziło ciążę i bijące serduszko. Minęły 2 tyg i pojawiło się plamienie. W szpitalu okazało się, że serduszko nie bije, a stało się to niedługo po pierwszym USG (tak ocenił lekarz oglądając zdjęcie z tamtego usg). Następnego dnia zabieg. Ryczałam, nie mogłam z nikim rozmawiać, wolałam pisać SMS do rodziny, bo gardło ściśnięte i … modliłam się. Pamiętam, że w sali szpitalnej był obrazek z Jezusem Chrystusem. Patrzyłam na Niego i powiedziałam Mu głośno: Wierzę, że będę mamą. Pamiętam też wspaniałą pielęgniarkę, która trzymała mnie za rękę przed zabiegiem i sama sobie ocierała łzy ukradkiem. Płakać przestałam krótko po zabiegu, gdy zapytałam, czy wszystko dobrze i czy mogę się starać kolejny raz. Ja miałam tak, że chciałam od razu próbować, a udało się “dopiero” po roku.
    Dziś mamy dwoje zdrowych dzieci.
    Człowiek wierzący jest szczęśliwszy. Ufam, że i Wam się uda Kochane :*

  8. Nicole od niedawna obserwuje Twój profil czytam wszystko .. Mam synka 4 letniego .. Nie mogłam zajść w 2 ciążę.. Ale udało się! Tak sie cieszyliśmy mówiliśmy synkowi bedziesz starszym bratem .. W 6 tyg slyszalam serduszko a w 9 na wizycie okazało sie ze serduszko nie bije 😭 bylam w szpitalu 2 dni wogole nie wiem co sie ze ma działo.. Byl tylko placz i rozpacz.. Ale wróciłam do domu przed wigilia.. Chociaż co noc placze w poduche to trzymam sie dla synka.. Chociaz serce krwawi to czlowiek smieje sie do dziecka.. Dziękuję za ten wpis

  9. 26 tc, 2 ciąża, 2 małe serduszka przestają bić. 20 tygodni nadziei, najlepsi specjaliści w naszym kraju i niestety nie udało się. Są takie sytuacje na , które nie mamy żadnego wpływu, a mimo to warto walczyć.

  10. W 5t6d poszłam na pierwszą wizytę. Nie spieszylam się, gdyż chialam by było coś widać na usg. Było widać tylko pecherzyk. Lekarz stwierdził, że być może ciąża młodsza i kazał przyjść za 1miesiąc. Niestety nie doczekałam tej wizyty. 02.01.2019 dostałam plamienia. Byłam u 2 ginekologia by potwierdzili najgorsze(po pierwszym miałam nadzieję że się myli) 06.01.2018 w 9t2d miałam zabieg. “Pociesza” mnie fakt, że mam 2 dzieci przy sobie. Nie wiem jak Wy, ale mnie wyprowadzają z równowagi pytania znajomych czy już mi lepiej, bądź czy mi przeszło.

    • Tak, wyprowadzają z równowagi. Podobnie jak i inne dobre rady osób, które nigdy podobnej sytuacji nie miały.

  11. To był 31 t.c. jechałam na wizyte z taką ekstytacją, że ponownie zobaczę synka.. Jednak nie sądziłam, że to będzie tak bolesna, i pełna łez wizyta. Lekarz po zbadaniu mnie na “samolocie” zaczął bardzo dociekliwie pytać czy dobrze się czuje, jak ruchy dziecka itp. Nie sądziłam, że coś jest nie tak. Bo badaniu usg widziałam w oczach lekarza przerażenie, inaczej łzy.. Wtedy zawołał narzeczonego do środka i powiedZiał że serduszko nie bije.. Nie bije od kilku dnim jak to możliwe skoro czułam ruchy.? To były raczej wody płodowe i wyobraźnia. Świąt zawalił się. Poród sn, psycholog, połóg, mleko które musiałam tamować.. Koszmar dopiero zaczął się kiedy znajomi zobaczyli mnie bez “brzuszka” siły brakowało mi. Zamknęłam się w sobie. Trwało to jakiś czas.. Po dwóch latach urodziłam syna, zdrowego, silnego
    Obecnie jestem w drugim miesiącu ciąży, ale czuję, że będzie dobrze!

    • Trzymam mocno za Ciebie kciuki. Doskonale wiem co przeżyłaś… moja historia jest pełna łez, bólu, nadziei… ciągła sinusoida. Najpierw dwie kreski, ogromna radość, później krwawienie i szpital, strach i łzy. Lekarz dyżurny stwierdził brak echa zarodka, cała noc przepłakana, następnego dnia na usg biło serduszko. Znów ogromna radość. I walka. Ogromny krwiak podkosmowkowy, musiałam leżeć. Około połowy ciąży znowu radość, bo krwiak się wchłonął. I myślałam, ze najgorsze za nami. 25 tc krwawienie. I znów ogromny strach. Odeszły wody … znowu szpital, tym razem w mieście prawie 100km od domu, rokowania kiepskie. Znowu łzy. Mijały dni, tygodnie. Wróciła nadzieja, lekarze i położne bardzo nam kibicowały i pocieszały, ze z beznadziejnej sytuacji jest naprawdę dobra. Zaczęłam wierzyć, ze będzie dobrze. Pod koniec 29tc zaczęłam rodzic. Usłyszałam krzyk córeczki i odetchnęłam. Jednak neonatolodzy nie mogli sobie z nią poradzić, przetransportowali Ja do innego szpitala. Strasznie to wszystko przeżyłam. Następnego dnia Córeczka zmarła … 🙁 Mój świat legł w gruzach. Byłam rozżalona, pytałam po co to wszystko było, po co ta walka, po co ta nadzieja. Byłam zła na swoje ciało, ze pomimo brania leków produkował się pokarm, a nie miałam kogo karmić. To miał być piękny rok, mnóstwo znajomych akurat było w ciąży, wszystkie koleżanki szczęśliwie tuliły w ramionach swoje dzieci a ja płakałam w poduszkę.
      Rok później zaszłam w ciaze, która poroniłam. Było mi smutno, ale nie przeżyłam tego tak jak pewnie przeżyłabym jeszcze niedawno. Może dlatego, ze po śmierci dziecka poronienie było już dla mnie tragedia dużo mniejszego kalibru, a może dlatego, ze “wolałam”, żeby to się zakończyło na tym etapie niż jak to było rok temu, nie chciałabym znów przechodzić przez to samo. W następnym cyklu zaszłam znowu w ciaze. Ciaze pełna strachu. Niedawno urodziłam kolejna Córeczkę. Zdrowa, wymarzona, cudowna. Wierze, ze i Ty będziesz wkrótce tulić swoje maleństwo. I ze będziesz tak szczęśliwa jak w końcu ja jestem 🙂 ściskam ❤️

  12. Zaledwie 20 lat. Młoda matka.. To był 31 t.c. jechałam na wizyte z taką ekstytacją, że ponownie zobaczę synka.. Jednak nie sądziłam, że to będzie tak bolesna, i pełna łez wizyta. Lekarz po zbadaniu mnie na “samolocie” zaczął bardzo dociekliwie pytać czy dobrze się czuje, jak ruchy dziecka itp. Nie sądziłam, że coś jest nie tak. Bo badaniu usg widziałam w oczach lekarza przerażenie, inaczej łzy.. Wtedy zawołał narzeczonego do środka i powiedZiał że serduszko nie bije.. Nie bije od kilku dnim jak to możliwe skoro czułam ruchy.? To były raczej wody płodowe i wyobraźnia. Świąt zawalił się. Poród sn, psycholog, połóg, mleko które musiałam tamować.. Koszmar dopiero zaczął się kiedy znajomi zobaczyli mnie bez “brzuszka” siły brakowało mi. Zamknęłam się w sobie. Trwało to jakiś czas.. Po dwóch latach urodziłam syna, zdrowego, silnego
    Obecnie jestem w drugim miesiącu ciąży, ale czuję, że będzie dobrze!

  13. Rok temu leżałam na ginekologii z wyciętym lewym jajowodem po ciąży pozamacicznej. Było mi żal strasznie ale w domu miałam 5 letnią córkę i tak naprawdę ten fakt sprawił że nie cierpiałam psychicznie to i jeszcze fakt że na pokoju leżałam z dwoma kobietami. Jedna drugi raz ciąża martwa, druga po raz szósty! Obydwie nie miały dzieci, obydwie po 35 roku życia i to był dla mnie taki kop w dupsko, żebym się wzięła w garść. Teraz jestem w 13 tygodniu ciąży i ciągle się zanartwiam, niestety w ciąży wiedzą o tym co może pójść nie tak nie jest najlepszym sposobem by wyluzować! Ta lekcja dałam mi wiele, nie boje się mówić o tym co mnie spotkało, bo kiedy zaczęłam to okazało się że w moim otoczeniu jest wiele kobiet które przeżyły to co ja i mają po tej operacji po klka dzieci! Najgorsze jest duszenie w sobie, rozmawiajmy!

  14. Ja straciłam córeczkę która miała nie całe dwa latka.. Była to nasza jedyna wtedy córeczka.. Miałam ochote sama ze sobą skończyć. Ból który przeżywałam i przeżywam do tej pory jest niewyobrażalny. Żadna matka nie powinna być w takiej sytuacji w jakiej byłam np Ja. Po śmierci naszej księżniczki dowiedziałam się że jestem w ciąży i tylko nasze kolejne dziecko podtrzymuje mnie przy życiu. Kto nigdy nie przezyl straty dziecka nigdy ale to nigdy nas nie zrozumie.

  15. Aniołkowa Mama

    Nigdy nie sądziłam, że i mnie to spotka, ale niestety też jestem “kobietą po stracie” . Poroniłam dokładnie w niedzielę ponad tydzień temu. Ciąża przestała się rozwijać od 5 tygodnia, w 10 dowiedziałam się, że płód jest martwy. W sobotę wizyta w szpitalu, ponieważ czułam, że jest coś nie tak, a w niedziele roniłam w domu… Boję się, że każda kolejna też może się tak skończyć… Żadna kobieta nie powinna przez to przechodzić.

  16. Doskonale cię rozumiem, poronilam dwa razy w 17 tc i 20 tc. 🙁

  17. Listopad 2018. Moje 25 urodziny. Miesiączka się spóźnia. Coś podkusiło i zrobiłam test. Niby nic nie było widać, ale za chwilę pojawiła się ledwo widoczna druga różowa kreska. Szok! Radość! Tak bardzo chcę być mamą. Pod koniec listopada wizyta u lekarza. Stwierdza, że nie widzi pęcherzyka. Poszłam na betę. No trochę mało przyrosła. Lekarz mówi że spokojnie, ciąża moze być młodsza. Reszta potoczyła się szybko. Na następny dzień dostałam plamien. Poszłam na IP. Brak pęcherzyka, podejrzenie ciąży pozamacicznej. Kolejnego dnia sprawdziłam betę, która minimalnie spadła. Ja już wiedziałam. Dalej było tylko krwawienie i stwierdzenie poronienia samoistnego. Święta były najgorsze, gdyż chcieliśmy rodzicom powiedzieć właśnie w wigilię.. Teraz dostałam zielone światło, ale boję się… Co jak znowu je stracę? Dziękuję, że piszesz i poroszuszasz takie tematy.

    • Moja sytuacja jest bardzo podobna . Mam 25 lat i świadomie staramy się o dziecko od około roku.Nie czuliśmy wielkiej presji aż do czerwca 2018, kiedy zamiast normalnej miesiączki plamilam przez prawie dwa tygodnie. Zrobiłam test ciążowy , wyszedł pozytywnie ale objawy były bardzo dziwne. HCG dość niskie .. stwierdzono ciąże poza maciczna i samoistne poronienie. Kilka dni później z bólami podbrzusza trafiłam na sale operacyjna i wycięli mi jeden jajowod, okazało się ze pęcherzyk nadal był w jajowodzie i zaczął powoli krwawić. Podczas operacji okazało się ze moje jajowody są jakby „zaklejone” . Jeden straciłam a drugi został oczyszczony po kilku miesiącach. Lekarz dał nam zielone światło , jednocześnie ostrzegając ze mój jajowod może mieć tendecję do ponownego „zaklejenia”. Mój największy problem ? Zaufać mojemu ciału na nowo. Straciłam w nie wiarę i gdzieś z tylu głowy siedzi ta myśl , ze to nigdy się nie uda. Walczę z tym negatywnym nastawieniem ale mimo wszystko co miesiąc w trakcie owulacji moje ciało opanowuje stres zmieszany z nadzieja. Podziwiam kobiety które stracily ciąże o wiele później niż ja i mimo wszytsko nie poddały się, walczyły dalej i są dumnymi mamami.
      Jak zebrać te sile i wiarę na nowo ?

    • Moja sytuacja jest bardzo podobna, choć świadomie staramy się o dziecko od około roku to Nie czuliśmy wielkiej presji aż do czerwca 2018, kiedy zamiast normalnej miesiączki plamilam przez prawie dwa tygodnie. Zrobiłam test ciążowy , wyszedł pozytywnie ale objawy były bardzo dziwne. HCG dość niskie .. stwierdzono ciąże poza maciczna i samoistne poronienie. Kilka dni później z bólami podbrzusza trafiłam na sale operacyjna i wycięli mi jeden jajowod, okazało się ze pęcherzyk nadal był w jajowodzie i zaczął powoli krwawić. Podczas operacji okazało się ze moje jajowody są jakby „zaklejone” . Jeden straciłam a drugi został oczyszczony po kilku miesiącach. Lekarz dał nam zielone światło , jednocześnie ostrzegając ze mój jajowod może mieć tendecję do ponownego „zaklejenia”. Mój największy problem ? Zaufać mojemu ciału na nowo. Straciłam w nie wiarę i gdzieś z tylu głowy siedzi ta myśl , ze to nigdy się nie uda. Walczę z tym negatywnym nastawieniem ale mimo wszystko co miesiąc w trakcie owulacji moje ciało opanowuje stres zmieszany z nadzieja. Podziwiam kobiety które stracily ciąże o wiele później niż ja i mimo wszytsko nie poddały się, walczyły dalej i są dumnymi mamami.
      Jak zebrać te sile i wiarę na nowo ?

  18. Właśnie mija pół roku odkąd poroniłam. Z moim partnerem a później mężem staraliśmy się o dziecko od prawie roku. Kiedy zobaczyliśmy dwie kreseczki na teście byliśmy wniebowzięci. W szóstym tygodniu widzieliśmy juz pięknie bijące serduszko. Byłam wtedy u mojego partnera w Londynie.Kiedy zbliżał sie czas na badanie przeziernosci karkowej, okazało się że nastąpiło poronienie w ósmym tygodniu. Chodziłam już ponad trzy tygodnie z martwym dzieciątkiem!! Lekarze powiedzieli mi że poronienie może się zacząć lada chwila. Dwa dni po tej smutnej nowinie był umowiony nasz ślub. Był to najwspanialszy dla nas dzień mimo że cały czas mieliśmy świadomość tego co sie stało. Cztery dni po naszym ślubie nastąpiło to co miało sue stać. Zaczelo sie bólem jak na miesiączkę…po kilku godzinach ból był nie do opisania. Po wszystkim dostałam krwotoku. Następnego dnia miałam umówiony zabieg w londynskim szpitalu. Zrobiono mi aspirację próżniową. Cały pobyt w szpitalu wspominam bardzo dobrze, wspaniała opieka, przyjazne polskie pielęgniarki. Po kilku godzinach opuscilam szpital jeszcze tego samego dnia. Jesli czytają to kobietki ktore doswiadczyly tego samego to chce im powiedzieć: trzymajcie się, głowa do góry, płacz nic nie pomoże a tylko zaszkodzi. Moj wspaniały mąż byl przy mnie, dzięki niemu nie zalamalam się. Teraz tez sie staramy ale co ma byc to będzie. Pozdrawiam.

  19. Ja straciłam dwie córeczki w 27 tyg. Ciąży, była to ciąża bliźniacza. Może nie do końca wyparlam to z siebie Ale minęło już 8 lat A ja dalej w to nie wierzę. Chodzę na grób i po prostu nie wierzę….
    Udało mi się jakoś podnieść z tego i zacząć żyć. Strach przed strata towarzyszyl mi zawsze ale udalo sie,mam dwie wspaniale córeczki 7 i 2 letnia . Jestem przeszczesliwa

  20. Czytając ten tekst aż czułam ciarki na ciele… Nie potrafie nawet wyobrazić sobie tak wielkiej straty. Ogromnie wspolczuje wszystkim kobietom, które musialy przez to przejść. Sama w czerwcu urodzilam zdrową córeczkę, choć na początku moja ciąża była zagrożona

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*