Karmienie piersią – historia rodzinna

Karmienie piersią to największy dar natury, przeczytajcie i się przekonajcie. Bo karmienie wcale nie jest łatwe, są momenty zwątpienia i ogromnego trudu, a potem wielkiej radości. Dodajmy sobie sił, motywujmy się.

A poniżej historia mojej babci i jej siostry bliźniaczki – historia o karmieniu.

Pewnego dnia wstałam rano i nawet nie wiem jak to się stało, że obiecałam wam historie kobiece z życia moich babć. Obie moje babcie nie żyją – ale obie dokładnie (jak mi się do tej pory wydawało) dopytałam o ich miesiączki, ciąże, porody i historie karmienia. Jednak tego czego się dziś dowiedziałam, nie mogłam się spodziewać.

Zadzwoniłam do mojej „cioci–babci”, czyli siostry bliźniaczki jednojajowej mojej babci Reni, żeby potwierdzić historię porodową mojego taty, zanim wam ją opiszę. Ciocia Jadzia z przyjemnością mi wszystko opisała. Wszystko się zgadzało z tym co zapamiętałam od babci, która zmarła 10 lat temu. Na koniec spytałam: „Ciociu, a czy ty albo babcia miałyście jakiś problem z karmieniem piersią? – Nie Nicolka, kiedyś czegoś takiego nie było”.

Po chwili ciszy ciocia dodała coś, co powaliło mnie na kolana.
„ – A wiesz Nicolka, że tylko jedna z nas była przez mamę karmiona piersią? – tak jej zalecono.
– Jak to ciociu? – spytałam w ogromnym zaskoczeniu.
– No takie były czasy…”

A teraz to szokujące tło.

Moja „ciocia–babcia” ma 90 lat! Nigdy na nic nie chorowała, jest okazem zdrowia fizycznego i psychicznego. A moja babcia Regina miała w swoim życiu 4 (!) nowotwory, chorobę niedokrwienną serca i nadciśnienie tętnicze. Babcia miała raka nerki, mięśniaki macicy, oponiaki mózgu z dwiema operacjami na otwartej czaszce. Miała również raka płuc, na którego zmarła w wieku 80 lat (dodam, że nigdy nie paliła).

Pamiętam jak siedziałam i rozmawiałam z babcią, będąc jeszcze studentką medycyny. Zastanawiałyśmy się czemu ona jest taka schorowana, a ciocia jest okazem zdrowia, mimo że genetycznie są takie same. Mieszkały całe życie kilka ulic od siebie, miały podobne zawody i podobne nawyki żywieniowe. Nigdy nie doszłyśmy do tego co było przyczyną.

Nie wiem czy to zbieg okoliczności czy nie, ale to moja ciocia była karmiona mlekiem matki, a babcia mlekiem krowim (bo urodziła się silniejsza). Nie będę demonizować. Moja babcia dożyła 80 lat. I było to mleko krowie a nie modyfikowane… ale uważam (czy wy nie uważacie…?) za zastanawiające, że dwie genetycznie identyczne dziewczynki miały tak różne zdrowotne losy?

Tą osobistą rodzinną historią dzielę się z wami ja – mama Rogera, lekarz ginekolog, matka która poniosła laktacyjną klęskę i po 2,5 miesięcznej walce się poddała. Po dzisiejszym dniu tym bardziej podziwiam was matki karmiące. Uważam, że dajecie waszym dzieciom ogromne dobro.

Mówcie co chcecie, ale dla mnie ta historia jest wyjątkowa. Jeżeli też tak uważacie – proszę podzielcie się nią z innymi matkami karmiącymi oraz osobami związanymi profesjonalnie z karmieniem piersią a także przesyłajcie go dalej korzystając z opcji udostępnienia, która znajduje się pod tym wpisem. Dziękuję.

A od siebie dodam, że postaram się to naukowo opisać i opublikować. Na koniec – Dziękuje, że jesteście i dzięki wam „niechcący” dowiedziałam się o tej NIESAMOWITEJ historii z mojej rodziny i… medycyny.

 

Ps. Post pisałam kilka mięsięcy temu – stąd to “dzisiaj” to nie dzisiaj ale było to “dzisiaj” wtedy 🙂

75 komentarzy

  1. Bardzo Ci dziękuję za słowa “Po dzisiejszym dniu tym bardziej podziwiam was matki karmiące. Uważam, że dajecie waszym dzieciom ogromne dobro.” Nie wiem dlaczego ale napłynęły mi do oczu łzy. Karmię już 7 miesięcy, były momenty zwątpienia, namowy pielęgniarek!!! w szpitalu aby dokarmić mlekiem modyfikowanym, co uczyniły bez mojej zgody raz a drugi niestety za moim przyzwoleniem. Jednak Ktoś na mojej drodze postawił dwie osoby dzięki którym karmię piersią. Te osoby mnie uspokoiły, pokazały co i jak. Co do historii Twojej Rodziny to wierzę, że tak mogło być, Ciocia została zaopatrzona w dobroczynne składniki mleka matki, które pozowliły zbudować organizm silniejszy i odporniejszy. Pozdrawiam serdecznie.

  2. Karmię córkę już 16 miesięcy. Na początku droga była bardzo trudna- brak wsparcia i jakiejkolwiek pomocy ze strony czy to pielęgniarek w szpitalu, położnej czy rodziny. Pomógł mi trochę internet i własny upór. Pediatrzy straszyli że za mało przybiera na wadze, by dokarmiać itd. A Mała nie szła książkowo, ale regularnie 0,5kg na miesiąc i tak prawie do roku. Chwil zwątpienia było dużo i są co jakiś czas ale w tych trudnych momentach trafiałam na artykuły z historiami mam które karmią i to dawało mi siłę. Nie wiem kiedy się odstawimy ale wiem, że daję jej to co mogę najlepsze w tym momencie.

  3. Moją córkę 16 lat temu przez 6 tygodni karmiłam ….krwią i mlekiem. Była maleńkim 2,5 kg wcześniakiem z końca 35 tygodnia, który miał maleńkie usteczka, słaby odruch ssania, budziła się na karmienie co 2h z czego godzinę ssała i tak 6 tygodni. Poraniła mi piersi tak, ze za każdym razem otwierała żywą ranę a ja wyłam z bólu przy pierwszych kilku ssaniach, potem zaciskałam zęby i tak do następnego karmienia. W międzyczasie przeszłam kilka razy zapalenie przewodu mlekowego z ogromnym bólem i temp.ponad 39 stopni, wizytą u chirurga bo ropień się zrobił, miałam nawet zapalenie mięśnia na plecach bo tak się spinałam Była i kapusta i antybiotyki. Po 6 tyg.stal się cud, rany się zasiliły. i zaczekam to uwielbiać. Obsesyjnie dbałam o bardzo zdrowe odżywianie i siebie i jej potem jak po roku ją odstawiłam, bo szlam do pierwszej pracy. Natychmiast zachorowała i pierwszy tydzień pracy spędziliśmy w szpitalu zakaźnym z rotawirusem. Wracaliśmy z ciężkim jeszcze 2 razy do szpitala potem. Chorowała non stop pierwsze 2 lata przedszkola: tydzień w przedszkolu,2 tyg w domu i tak cały czas, każdy katar = zap.ucha na drugi dzień + antybiotyk zanim polecona pediatra zasugerowała że przyczyna może być alergia.
    Czy moje poświęcenie coś dało? Bardzo trudno to powiedzieć, bo jest i była bardzo chorowitym dzieckiem. Nie urosła za bardzo, jest alergikiem, ma problemy z utrzymaniem wagi a jeśli choruje to na całego długo, często, intensywnie. Wielu rzeczy nie je bo nie lubi…. to wszystko w przeciwieństwie do dziś już 12 letniego syna, który nie dość, ze był jeszcze wcześniejszym 3kg(!) wcześniakiem z końca 34 tyg, to był karmiony tylko 7 miesięcy (sam się odstawił jak wróciłam do pracy), znacznie mniej przejmowałam się jego dieta, praktycznie nie choruje w ogóle a jak choruje to łagodnie, krótko. Je wszystko. Rośnie jak na drożdżach, raz w życiu brał antybiotyk, jest lekkim alergikiem. Karmienie od samego początku obyło się bez żadnych ran czy kłopotów:). Równie inteligentny jak siostra 🙂
    Różni ich tylko to, że córka była urodzona przez cc (wykonane w trybie natychmiastowym, bo gwałtownie zaczęła tracić tętno podczas porodu naturalnego) a syn urodzony naturalnie:) może tu tkwi przyczyna;)? PS. Przy okazji – nigdy nie zamieniłabym porodu naturalnego w znieczuleniu zewnątrzoponowym na cesarkę – zdecydowanie lepsze samopoczucie i dochodzenie do siebie po naturalnym:)))

  4. Zdecydowałam się napisać tutaj, bo jesteś lekarzem i będziesz wiedziała przez co przeszłam. Urodziłam córkę przez planowe cc. niestety w narkozie, bo ze względu na problemy z kręgosłupem nie udało się podać innego znieczulenia. CC zakończyło się niemal 5h ratowaniem mojego życia. Miałam atonie macicy, perforację przedniej ściany macicy i bardzo masywny krwotok (kwalifikowałam się do usunięcia macicy). Wpadłam we wstrząs. Mój mąż i rodzice, czekający pod salą, przeżywali horror. Pani doktor która mnie operowała, uratowała nie tylko mnie, ale i zachowała macicę (to była pierwsza ciąża).
    Po tym wszystkim, z ogromną anemią, ledwo trzymając się na nogach zaczęłam walczyć o karmienie. Córkę pierwszy raz mogłam przystawić do piersi w 3 dobie życia. W trzeciej! A córka nie wiedziała co ma robić…Ja byłam zrozpaczona, panie położne próbowały pomóc, ale byłam w takim stanie fizycznym (i psychicznym), że niewiele do mnie docierało. Mleka nie miałam ani kropli. Podpierając się praktycznie nosem, przystawiałam na zmianę córkę i laktator, przez całą dobę. Mleka zero. W 11 dobie pojawił się pierwszy mililitr. Ale córka piersi nie umiała nadal. Walczyliśmy razem z konsultantką laktacyjną. Ja zalana łzami, że nie umiem nakarmić własnego dziecka. Moje dziecko, które poznało mnie w 3 dobie życia, nie wiedziało, że mogę je nakarmić. Przeżywałam dramat. Nie słuchałam nikogo, bo najważniejsze było dla mnie uruchomienie laktacji. Ale koniec końców karmiłam butelką (swoim odciągniętym pokarmem). I powiem Ci, że głosem rozsądku była konsultantka laktacyjna, którą (zalewając się łzami) zapytałam chyba w 4 czy 5 tygodniu walki (córka ANI razu nie chwyciła poprawnie brodawki, nie umiała zassać). czy ta walka ma szansę skończyć się powodzeniem. Odpowiedziała mi, że najważniejsze, że dostaje mleko, co przy przejściach, które miałam, jest ogromnym sukcesem. I wtedy odpuściłam. Bardzo ciężka jednak była walka z personelem medycznym, który wiedząc przez co przeszłam, nadal uparcie twierdził “przystawiać”. Czasami się nie da. Czasami, w takich sytuacjach trzeba powiedzieć takiej mamie, która jest totalnie pogubiona, żeby odpuściła. Ja przetrwałam dzięki wsparciu mamy, męża i przyjaciółki. To oni mi dali siłę. I konsultantka, która jako jedyna z całego personelu medycznego z którym miałam styczność po porodzie (już w domu), powiedziała, że to że mam mleko to cud, to moja zasługa. U mnie dochodziła jeszcze bardzo słaba kondycja psychiczna po tym wszystkim, byłam bliska depresji. Wyrzucałam sobie dlaczego ja, czy coś źle zrobiłam. Długo trwało zanim pogodziłam się z tym, że to po prostu smutna statystka. Po prostu na mnie trafiło. Jednak wsparcie pediatry/położnej/pielęgniarki na wizycie lekarskiej, w stylu “o super, po takich przejściach udało się zawalczyć o mleko” dodałoby mi skrzydeł. A ja słyszałam tylko “pani przystawi, córka się nauczy”. To mi te skrzydła podcinało 🙁 Absolutnie jestem za karmieniem piersią, wiem że to najlepsze dla dziecka, ale czasami ważna jest też mama. Jej zdrowie, życie (!), kondycja psychiczna, siła fizyczna do wstawania co 2h na sesję z laktatorem…
    Drugiego dziecka mieć nie będę, nie potrafię podjąć decyzji o ciąży, znając możliwe powikłania. Nie jestem w stanie przestać myśleć o tym, co by było, gdyby taki poród wydarzyłby się drugi raz.

  5. U nas poczatki tez byly trudne, musielismy wrocic do szpitala. Ale dalismy rade i karmie juz 19 miesiac!

  6. Ja od początku ciąży wiedziałam, że chcę karmić piersią. I zaraz po porodzie wszystko było cacy, ale potem u syna wyszła żółtaczka na histerycznym poziomie (max. 23bilir.) i mądre doktorki kazały odstawić, do tego ordynator przepisał mi antybiotyk na 7 dni. Wystarczyło, żeby noworodek polubił butelkę i mm. Ale walczyłam. 1,5 miesiąca. Ściągałam do butelki, przystawiałam i wreszcie dziecię wróciło do piersi i tylko piersi. Karmiłam ponad 2 lata. I jestem pierońsko z siebie dumna. Warto walczyć o laktację. I nawet po długich przerwach można wrócić do KP. Pozdrawiam serdecznie wszystkie karmicielki ?

  7. Mamaginekolog dziekuje za ten post! U nas tez jest ciezko z karmieniem, ale nie odpuszczamy. Minelo juz 1,5 miesiaca. Wydawac by sie moglo co to jest, ale tyle juz przeszlam, ze teraz tym bardziej warto sie starac. Pomimo ze musimy dokarmiac Malego, mysle, mam nadzieje, ze kazda ilosc mojego pokarmu jest cenna 🙂
    Dziewczyny nie poddawajcie sie! Mnie nikt nie uprzedzil, ze karmienie moze byc takie trudne, ale korzysci sa warte samozaparcia i poswiecenia. Takie wpisy buduja 🙂

  8. Ale historia! Niesamowite. Skoro to Babcia była silniejszym z bliźniąt to faktycznie może nie rozwój w życiu plodowym wpłynął na chorowitość a właśnie rodzaj pokarmu?

    Ja karmilam syna 22 miesiące. Początki były trudne, ale głównie dlatego, że to bardziej gryzoń niż ssak był 😉 (mamy też za sobą wizytę w szpitalu z powodu zwymiotowania krwią – jak się okazało wyssaną). Synek zrezygnował sam – codziennie chciał mniej i mniej, aż w końcu przestał być zainteresowany.
    Córkę karmię już 14 miesięcy i nie tylko początki były trudne – ogólnie jakoś gorzej nam to szło(teraz obawiam się, że tak sama jak syn to nie zrezygnuje z tej przyjemności).
    Niemniej uparlam się przy obojgu, że nie dostaną modyfikowanego i udało się (chociaż córka była już blisko). Jest to faktycznie wspaniałe przeżycie, ale i naprawdę trudna sprawa.

  9. Jeszcze mam pytanie.
    “I było to mleko krowie a nie modyfikowane…”
    Jak to rozumieć? Uważasz Nicole, że krowie jest lepsze niż modyfikowane dla maluszka?

    • Gorsze! Mleko krowie ma zaspokoić potrzeby cielaczka a nie człowieka. W tamtych czasach nie było mekka modyfikowanego i jeśli matka nie mogła karmić piersią karmiono mlekiem krowim czyli jedynym dostępnym. Dopiero lata badań doprowadziły do opracowania mleka modyfikowanego, które jest zdecydowanie bardziej zbliżone do ludzkiego

      • Również posiadam taką wiedzę, ale z wpisu zrozumiałam coś innego, dlatego dopytuję o opinię Nicole.
        Może źle zinterpretowalam ten fragment tekstu.

  10. Karmiłam piersią w sumie 6 lat. Mam dwóch synów, starszego karmiłam 2,5 roku i podobnie później z młodszym tylko już 3,5 roku. Tak zebrało się tego karmienia 6 lat:). Moje dzieci mają dziś 11 i 18 lat,to zdrowe i silne chłopaki, póki co omijały nas wszelkie “choróbska” poza ospą wietrzną u obu, gdy panowała epidemia w przedszkolu.Poza nabywaną z mlekiem matki odpornością moi synowie nigdy nie mieli kontaktu z gumowymi smoczkami,mlekiem z butelki itp. Obserwowałam u niej swoisty “smoczkowstręt, który wystąpił samoistnie bo podejmowałam próby ze smoczkami ale niestety zostawały wypluwane.

  11. Bardzo zaciekawił mnie ten temat, ponieważ mam podobne obserwacje. Chodzi o mojego męża i jego brata bliźniaka (jednojajowych). Zastanawiało mnie, czy to ja wysnułam taką teorię na podstawie rodzinnych historii i obserwacji, czy może coś w tym rzeczywiście jest, ale nie mogę się oprzeć wrażeniu, że fakt, że tylko brat mojego męża był karmiony piersią ma wpływ na różnice w ich stanie zdrowia. Mój mąż był karmiony mlekiem modyfikowanym (przypuszczam, że gorszym, niż stosowane obecnie, bo to był początek lat 80-tych w bardzo biednym kraju, daleko poza Europą), ponieważ na próby karmienia piersią reagował wymiotami.
    Mąż i jego brat bliźniak są jeszcze młodzi, więc dla postronnych osób różnica w ich stanie zdrowia raczej nie jest widoczna, ale tylko mój mąż ma duże problemy z układem pokarmowym (zespół jelita drażliwego, gwałtownie się objawiająca nietolerancja laktozy, praktycznie nie może funkcjonować bez codziennego przyjmowania probiotyków, zanim ja się tym zajęłam wiecznie cierpiał na bóle brzucha i wielotygodniowe biegunki, czasem bał się wyjść z domu na spacer, bo bał się nagłych problemów z jelitami), bardzo łatwo ulega kontuzjom i potem problemy z nimi ciągną się latami, ma problemy z przybraniem na wadze, często jest wychudzony- jedząc dokładnie to samo, co jego brat- po prostu jest słabszy fizycznie… Warunki, w jakich się wychowywali były poza karmieniem piersią identyczne, a we wczesnym dzieciństwie to mój mąż był tym większym i silniejszym bliźniakiem. Pozostaje mi mieć tylko nadzieję, że w przyszłości nie będziemy musieli się mierzyć z mężem z większymi problemami zdrowotnymi i że głównym następstwem braku karmienia naturalnego pozostanie ten słaby stan układu pokarmowego, który w jakimś stopniu udaje nam się kontrolować…

  12. matka polka

    Urodziłam trzy najcudowniejsze istoty! Całą trójkę chciałam karmić piersią i poniekąd udało mi sie!z małymi problemami ale udało sie! I tu zaczuna sie paradoks, moja najstarsza córka mając pół roku dosłownie wypieła sie na mnie!najgorsze było to że żadme modyfikowane mleko nie wchodziło w gre!!i zaczeły sie kombinacje!skończyłyśmy na krowim mleku kartonowym niestety!!syn to juz inna bajka półtora roku bez przerwy!najmłodsza córka dwa lata na piersi:)
    Najgorszym problemem było odstawienie!ale dalismy rade!
    Nie wiem jak to wpłynie na zdrowie moich dzieciaków!Póki co syn najmniej choruje natomiast córki ciągle łapią jakieś choróbska!
    Dla mnie karmienie piersią było najpiękniejszą przygodą związaną z macierzyństwem ale też i wyzwaniem!herbatki laktacyjne, inka , herbata z mlekiem!paradoks jest taki że żaden laktator nie wchodził w gre ponieważ mleko nie chciało leciec!

  13. ZuzaMalwina

    Fantastyczny, bogaty w treść Post; co więcej myślę, że taki przykład – jako informacja powinien być od razu przekazywany po porodzie (dla przypomnienia). Chociaż; myślę Nicole – że w tym poradniku również powinna się znaleźć taka informacja- jako fantastyczny przykład (z życia wzięty) karmienia piersią.
    Zerkam już długo, książkę przeczytałam- polecam Ciebie dalej 🙂
    “Robisz” fantastyczną “robotę”- dla tych z nas które – będą chciały- skorzystają bardzo dużo. Lekarze również powinni Ci dziękować ponieważ Dzięki Tobie łatwiej będzie się rozmawiało z nami pacjentkami :).
    Tak dla wstępu 🙂
    Karmienie- mega trudna sprawa…- zapewne powstaje w głowie- im bardziej nam zależy tym – nie łatwiej…
    Pierwszego Synka urodziłam mając 36 lat po wielu latach starań i baaaardzo mi zależało na karmieniu; walka walka walka- wszystko co możliwe chyba (Diety, Karmi, granulki na laktacje, tabletki ziołowe na laktacje, herbatki, kawki, drożdżówki, koper włoski,SNS,laktator non stop-pobudzanie, tabletki sprowadzane których skutkiem ubocznym była laktacja nawet) – Jednak od początku musiało być dokarmianie- ale karmiłam do 11 miesiąca Synka. Drugiego Synka urodziłam mając 37 lat 🙂 (w pierwszym cyklu po odstawieniu wspomnianego karmienia :)). Tutaj już spokojniej podeszłam, wiedząc co mnie może czekać – przygotowana we wszystko co możliwe (wspomagacze)- i od początku walka z laktatorem i przystawianiem – to co ściągnęłam – podawałam (a ściąganie było- po 10ml !!!- słownie: dziesięć – w CAŁYM dniu ściągania…) – przy piersi od porodu był albo Synek albo laktator- (systemem ściągania)- przerwa na jedzenie i prysznic – dosłownie. Byliśmy dłużej w szpitalu (Bilirubina podwyższona za szybko); w piątym dniu po porodzie- z opisaną walką i spokojem w głowie- co jest MEGA trudne… (inne młodsze mamy- w pokoju laktacyjnym odciągają drugą butelke- a ja mam powietrze w swojej…); a wiec w PIĄTYM dniu – poczułam twarde jak kamienie piersi :))) – pomyślałam, że nadzieja jest 🙂 – udało się – Synkowi pokarmu wystarczało- nie udało się uzbierać zapasów… ale tyle co potrzeba było 🙂 – dosłownie parę buteleczek na potrzebę jakiegoś wyjazdu. Karmiłam również do roku. Taka moja historia karmienia :)) (Byłam w Trzeciej Ciąży- zakończona tak jak u Ciebie Druga… 🙁 ) Chciałabym jeszcze doświadczyć Tych Pięknych chwil :)))

  14. Pierwsze dziecko -synka karmiłam blisko 1,5 roku. Odstawił się sam, ponieważ byłam już wtedy w drugiej ciąży i zwyczajnie mleko przestało mu smakować. Przez okres karmienia chorował może ze dwa razy. Drugą- córeczkę karmiłam równo 3 latka, również sama odstawiła się od piersi. Po skończeniu pół roku zaczęła chorować. W pierwszym roku życia dwukrotnie byłyśmy w szpitalu z zapaleniem płuc:-( Bardzo wierzyłam w to, że karmienie piersią uchroni dzieci przed chorobami, niestety oboje są alergikami i cierpią na astmę oskrzelową, mimo, że nikt w rodzinie nie choruje na te choroby.

  15. Karmienie to najwspanialsza rzecz jaką może matka dbać swojemu dziecku. U mnie karmienie to najlepsze co mnie spotkało, czysta przyjemność. I mogę się pochwalić brakiem kłopotów przy karmieniu – jak mówię, normalnie matka polka 😉 Jedyny kłopot, że straszy synek porzucił pierś mając 7 mies., a ja byłam już w 17 tc. Drugi synek porzucił pierś w wieku 8 mies. (po dłuższym rozstaniu z piersią już jej nie chciał 🙁 )

  16. Ja bardzo chciałam kp uparlam się zaparlam a tu słup i to gdzie w szpitalu! Bo ja taka drobna więc i piersi małe a synek urodzony wprawdzie sn ale duzy 3900/57.I chodzily położne śmiały się, że nie ma szans, że dziecko głodne będzie.Ja uparcie przystawialam Małego do piersi dopiero potem jak widzilam ze jest nadal głodny zgodzilam sie jednorazowo na 50ml mm, na drugi dzień podobnie ale mm wypil juz tylko 20ml.I co? Wygralam 🙂 do 8 miesiąca synek byl tylko na piersi a przez pierwsze kilka mial nawet nadwagę 😉 To my mamy wiemy co dla naszego dziecka jest najlepsze 🙂

  17. No właśnie, opieka laktacyjna…
    Zaraz po porodzie dostałam córkę skóra do skóry i pielęgniarka neonatologiczna zamierzała pomóc mi przystawić Małą. Zanim to się stało normalnie na mnie nakrzyczała, że mam płaskie sutki i jak ja sobie teraz wyobrażam karmienie. Przecież się nie da! A ja powinnam w ciąży te sutki wyciągać… W szpitalu tylko na wyraźną prośbę ktoś przychodził pomóc mi przystawić córkę (i to z wielką niechęcią), a pomoc trwała 3 minuty. Spędziłyśmy w szpitalu 5 dni, bo Mała za bardzo chudła. Ja nie potrafiłam jej przystawić i nikt nie potrafił mi pomóc. Po 5 dniach wyszłyśmy na moją prośbę, na co neonatolog – “nie powinna Pani wychodzić, może Małej się poprawi”. Poprawić to Jej się mogło też w domu… Po powrocie zadzwoniłam do poradni laktacyjnej. Nie mogłam się dostać do pediatry (bo o zgrozo trzeba mieć skierowanie od pediatry!) i wizyta kosztowała 120 zł. Umówiłam się na termin 4 dni później. Pani z poradni zapytała mnie przez telefon, jak karmię, więc odpowiedziałam, że przystawiam do piersi, ale nie Mała nie je, więc ściągam i próbuję podawać butelką, ale też nie chce. Po całej procedurze dostaje MM i zjada. Pani więc na mnie nakrzyczała, że jak mogę wylewać swoje mleko i karmić dziecko krowim! Cała ta sytuacja dla matki po porodzie to istny dramat… To moje pierwsze dziecko, więc byłam zagubiona, a te wszystkie wyrzuty tylko sprawiały, że czułam się beznadziejna, jakbym krzywdziła moje dziecko. Po kilku wizytach w poradni karmiłam 19 miesięcy, a mleka miałam tyle, że mała dobiła na samym mleku z piersi do wagi poza siatką centylową i nawet jedna z Pań pediatrów zaleciła odchudzanie (podkreślam, że córka była tylko na piersi!). Dopóki będzie to wyglądało jak powyżej, wiele matek karmić nie będzie.

  18. Marta Ż.

    Ja karmie corke juz 17 miesiecy. Przyznaje byl okres kiedy chcialam sie poddac. Nawet podalam mm ale moja corcia madrzejsza od mamy zaprotestowala i tyko piers akceptowala. W szpitalu po porodzie mialam cudowna pania dzięki ktorej poprawnie przystawilam mala do piersi i zaczelo plynac mleczko ( dopiero na 3 dobe). Powiedziano mi nawet ze poranione sutki lepiej smarowac mlekiem niz masciami i pomoglo!! Kiedy corka miala sucha skore odciagalam mleko i dodoawalam do wanienki z woda (3 kapiele wystarczyly). Wiec cos nagicznego w tym mleku jest!!!

  19. Mój synek dopiero po 5 miesiącach nauczył się prawidłowo jeść z piersi. Początki były bardzo trudne dla mnie i dla niego. Przez 2 miesiące dokarmialiśmy się mlekiem modyfikowanym, zanim moja laktacja zaczęła zaspokajać jego potrzeby. Teraz synek ma prawie 8 miesięcy i bez cycka ani rusz 🙂 a ja jestem szczęśliwa, że mój upór tak się zakończył.

  20. Małgorzata

    Córeczka mojej siostry w 4 dobie życia zachorowała na zapalenie opon mózgowych i sepsę, pierwszy miesiąc życia spędziła w szpitalu 80 km od domu Ale siostra co 2 dni woziła odciągnięty pokarm dla niej. Lekarze powiedzieli ze nie ma lepszego lekarstwa niż mleko mamy. Dzięki temu tak szybko doszła do zupełnego zdrowia. Karmi ja do dziś dnia choć mała ma już 16 miesięcy. Ja swoją córkę karmię już 8 miesięcy i mam nadzieję że jeszcze kilka miesięcy się uda karmić ?

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*