Moja trudna historia karmienia piersią

Moja trudna historia karmienia piersią

Karmisz? Takie pytanie prawdopodobnie słyszała każda matka. Te, które karmią piersią z dumą mogą powiedzieć – tak, karmię. A co mogą powiedzieć te mamy, które z różnych względów karmią swoje kochane dziecko mlekiem modyfikowanym? Kontrowersje na ten temat pewnie zrozumie tylko mama, która znalazła się w takiej sytuacji.

Ja jestem taką mamą. Przez całą ciążę (ba! nawet mogę powiedzieć, że przez całe życie lub przyznajmniej od kiedy zaczęłam myśleć o moim macierzyństwie) było dla mnie oczywiste, że będę karmić piersią. Przecież to naturalne, wygodne, no i co najważniejsze – najzdrowsze dla dziecka.

Uważałam, że mleko modyfikowane jest po prostu gorsze od mleka mamy – tak mnie nauczono na studiach. Do dziś pamiętam jedne z pierwszych zajęć z pediatrii na 3 roku studiów medycznych, gdzie dostaliśmy do spróbowania różne mleka dla noworodków. Czym bardziej mleko było przetworzone, tym smakowało gorzej. Pamiętam smak jednego z hydrolizatów w moich ustach – nie mogłam wtedy uwierzyć, że jakikolwiek noworodek będzie chciał coś takiego pić.

Jak to w życiu bywa – zderzenie z rzeczywistością okazało się zupełnie inne. Mój synek urodził się z hipotrofią (ważył 2660g), którą podejrzewaliśmy już w ciąży, więc nie była zaskoczeniem. Zaskoczeniem jednak było to, że od pierwszych chwil swojego życia nie był zbyt zainteresowany moimi piersiami. Nie za bardzo wiedział jak chwycić brodawkę. Ja – zagubiona młoda matka do każdego karmienia wołałam położną do pomocy. Ponieważ leżałam u siebie w szpitalu, wszystkie Panie położne, łącznie ze wspaniałą położną laktacyjną Panią Agnieszką Minko, pomagały mi jak tylko mogły.

Po dwóch dniach udało nam się wyjść do domu. Siedziałam z Rogerkiem non stop przy tak zwanym cycku, a on wciąż płakał lub spał… Myślałam, że to kolki. Nie wpadłam na pomysł, że jest głodny. Przecież niby ssał cycka godzinami.

Po tygodniu zaczęło mnie zastanawiać dlaczego nie miałam nawału pokarmu, dlaczego wkładki w biustonoszu nigdy nie były zmoczone. Byłam cały czas pod nadzorem położnych. Mówiły, że skoro synek tak dużo jest przy piersi, to po prostu tego potrzebuje i na pewno wszystko z karmieniem jest w porządku. Na różnych wagach wychodziły różne wartości masy ciała Rogerka i było podejrzenie, że źle przybiera na wadze, ale z drugiej strony – cały czas dawano nam szansę na wyłączne karmienie naturalne. Bo ja bardzo chciałam.

Po niemalże trzech tygodniach, gdy chodziłam już na rzęsach ze zmęczenia – Rogerek nie chciał się rano obudzić. Żeby nie siać paniki – widziałam, że oddycha, ale spał ponad 6 godzin od ostatniego karmienia i delikatne próby obudzenia go były zupełnie nieskuteczne. Spróbowałam mokrą szmatką – spał dalej. Przerażona zadzwoniłam do mojego szpitala na oddział noworodkowy.

„Podrap go paznokciem po stopie, jeżeli dalej będzie spał, przyjeżdżaj do szpitala.”
Trochę się przebudził, ale za chwilę znowu zasnął.

W szpitalu okazało się, że zważony na tej samej wadze co po porodzie waży 2400g. Czyli w swoim trzecim tygodniu życia ważył zdecydowanie mniej niż przy porodzie.

„ – Nicola, od teraz będziesz go karmić nie z piersi, tylko butelką – musimy monitorować ile zjada i ile mleka produkujesz.
– Ale jak to nie będę już karmić piersią?
– Będziesz, ale do jutra proszę karm go tylko butelką – co 3 godziny ma zjeść 60ml.”
Dobrze, że byłam z moją mamą w gabinecie, bo to ona spytała:
„ – A co jeśli córka nie odciągnie tyle pokarmu?
– To proszę podać mleko modyfikowane wysokokaloryczne, przeznaczone głównie dla wcześniaków.”

Pojechałam do domu i usiadłam z laktatorem, bardzo dobrym, prawdopodobnie najlepszym domowym elektrycznym laktatorem na rynku. Po pół godzinie odciągnęłam 5 ml.

Przez łzy zadzwoniłam do męża –
„Kuba kup w aptece mleko dla Rogerka – ja nie mam mleka dla niego.”

Następne tygodnie były tylko gorsze. Karmiłam, jak to nazywałam, na trzy raty. Najpierw przystawiałam synka do piersi, przed karmieniem go ważyłam, po karmieniu również. Następnie dawałam mu mleko modyfikowane w zalecanej ilości. Próbowałam też systemu SNS – ale nie sprawdził się u nas. System SNS jest to rodzaj karmienia (nazwijmy go hybrydowym). Dziecko ssie brodawkę, która jest połączona specjalnym cewnikiem, z którego leci mleko modyfikowane.
Po karmieniu butelką siadałam ponownie z laktatorem, żeby pobudzić laktację. I tak co 2 godziny. Przez kolejne tygodnie nie robiłam nic innego, a mleka w piersiach zamiast być więcej – było coraz mniej.

Popadałam w depresję. Rogerek był coraz szczęśliwszy, przybierał na wadze, już nie płakał. To co podejrzewałam jako kolki, a było po prostu głodem – nagle minęło.

Po dwóch i pół miesiącach walki o każdą kroplę mleka, za namową mojego męża poddałam się. On najlepiej z boku widział, że nie dawałam już rady.

Długo zastanawiałam się co zrobiłam źle. Przecież miałam motywację do karmienia naturalnego, a także miałam profesjonalną pomoc na każde moje zawołanie. Podobno miałam też idealne warunki anatomiczne do karmienia, a mimo wszystko nie udało się. Mimo wiedzy, wsparcia i motywacji zarówno mojej wewnętrznej, jak i tej płynącej z otoczenia.

Od trzeciego miesiąca życia mój synek był wyłącznie na mleku modyfikowanym. Był i jest zdrowym, szczęśliwym dzieckiem. A ja długo kryłam się z butelką. Wstyd było mi się przyznać do „mojej porażki” – tak, rozumiałam to jako moją osobistą porażkę.

Teraz inaczej na to patrzę. Wiem, że zrobiłam wszystko co mogłam i nie mam sobie nic do zarzucenia. Mimo, że zdecydowanie uważam, że karmienie naturalne jest najlepsze, to chciałabym tym artykułem wyrazić swoje zrozumienie i wsparcie dla tych kobiet, którym z różnych względów nie udało się karmić dziecka wyłącznie naturalnie.

276 komentarzy

  1. Mamagabrysi

    Też myślałam że będę kp ale to nie było takie proste.. Poród idealny, mając 8 cm rozwarcia pisałam smsy do mamy.. Urodziła się Gabi 3600 kg. przystawili mi ją do piersi, ssala bardzo ładnie i długo ale mleka nie było w szpitalu mi nikt nie pokazał jak przystawiac mała, piła przez pierwsze dwa dni siare która jej nie wystarczala bo płakała i musieli ja dokarmiac w 3 dobie dostałam nawału laktator poszedł w ruch, mała niby ssala nigdy nie płakała wyczytałam na internecie że noworodek ma jeść co 3 h i tak ja przystawialam po dwóch tyg okazało się że przybrała tylko 60 gram okazało się że młoda nie umie do końca łapać sutka i za zadko ja przystawiam, doszła butla z mm zaczęłam odciągnąć laktatorem metoda 7-5-3żeby pobudzić laktacje wstawalam w nocy między karmieniami w dzień też po każdym karmieniu odciagalam, mleka przybywało ale opornie coraz częściej dawałam mm wkoncu jak mi się rozkrecilo i zaczęłam odciagac po 130 ml młoda też zaczęła ładnie ssać to dostała alergii, odstawilam połowę produktów spożywczych mleko znowu zaczęło zanikac ja chudlam, wiecznie głodna.. Gabi się złościla między czasie zrobił mi się zastój, po tym mi się laktacja unormowala ale młoda musiała dłużej possac żeby mleko poleciało, ja w stresie że głodne dziecko bo przecież większości rzeczy nie jem więc skąd ona ma mieć witaminy z tego mleka zaczęłam podawać częściej mm, jak skończyła 3 miesiące wogole nie chciała złapać sutka, rzucala się, tylko w nocy piła więc zaczęłam odciagac i dawać z butli trwało to jeszcze miesiąc na początku naprawdę dużo odciagalam i z dnia na dzień coraz mniej bo już mi się nie chciało siedzieć i stymulować piersi byłam wykończona to była walka każdego dnia i jeszcze ta dieta która spowodowała że ważę 48 kg.. Chciałam bardzo karmić ale nikt w szpitalu mi nie pokazał jak przystawiac jak często, że powinno się odrzucić smoczek.. Teraz już to wiem i przy drugim dziecku zrobię wszystko inaczej.. Udało mi się te 4 miesiące karmić mieszanie i brakuje tych chwil gdy mała się przytula do cycusia też płakałam jak musiałam dać mm..straszne to było

  2. Ja również miałam podobnie. Byłam pewna, że po urodzeniu synka będę mogła karmić piersią, nawet przez 9 mc nie pomyślałabym, że może być inaczej…Jednak życie samo zweryfikowało. W telegraficznym skrócie: synek świetnie się przystawiał i ssał, bo kilku dniach miałam duże bolesne strupy na brodawkach, płakałam z bólu jak go karmiłam, nie miałam nakładek, zresztą ambitnie nie chciałabym ich w tamtej chwili używać. Dopadł mnie nawał z zastojem, tu kolejny ból i płacz, laktacyjne na siłe mi wyciskały pokarm i odpychały kanaliki, myślałam, że zdechnę z bólu. W końcu zaczęłam używać nakładek, żeby złagodzić ból. Niestety pokarmu miałam tak mało, że laktatorem szpitalnym (moje sobie nie radziły) systemem 3/5/7 udawało mi się udoić pare kropelek, które potem były rurką podawane synkowi. Już w szpitalu konieczne było podanie dziecku mm, ja nie byłam w stanie go wykarmić 🙁 Byłam załamana. Po powrocie do domu dalej walczyłam z całych sił o laktację. Piłam bocianki, lactosany, femaltiker, inne mieszanki ziół z kozieradka, jadłam kaszę jaglaną…to nic nie dawało, nie pomagało. Wypożyczyliśmy profesjonalny laktator na 3 tyg udawało się odciągać najpierw pare kropelek, a potem jedynie max po 5ml z cyklu. Poprosiłam znów o wsparcie doradcy laktacyjnego, zapisałam się na akupunkturę. Po akupunkturze udawało mi się dużo więcej odciągać pokarmu, po 2 tyg chodzenia doszłam z 5ml do 40-50ml z jednego cyklu, dla mnie to była ogromna poprawa. Jednak nadal to była kropla w morzu potrzeb. Za namową laktacyjnej wprowadziłam do karmienia system SNS MEDELA + laktator, aby móc karmić piersią i stymulować dalej brodawki i odstawić butelkę. Początkowo było to bardzo trudne do ogarnięcia, miałam chwile zwątpienia, ale weszłam w tryb i teraz nie sprawia mi to trudności. Miałam sobie dać na rozbuchanie laktacji w ten sposób 3 tyg, jak nie będzie więcej mleka to dać sobie spokój i karmić SNS. Synek ma już 2,5 mc i nadal karmimy się piersią z SNS wypełniony mm. Obecnie wypija do 90 ml mieszanki, reszta to jest to co sobie wyciągnie z piersi. Przestałam się już sama biczować za to, że nie mogę kp. Dzięki wpisowi i komentarzom widzę, że to nie jest tylko mój problem. Czasami zastanawiam się co jest przyczyną tego, że nie mogę mieć rzeki mleka… I ten brak odpowiedzi czasami mnie bardzo irytuje. Bardzo mi przykro, że nie mogę karmić synka wyłącznie piersią, jest to gdzieś tam moją porażką, ale wiem, że zrobiłam naprawdę wszystko, żeby ruszyć laktację. Pozdrawiam wszystkie Mamusie:)

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*