Odstawienie od piersi

Mama
19 sierpnia 2019
Nicole

Odstawienie od piersi to z wielu względów trudny temat. I nie chodzi o sam moment, w jakim dziecko „powinno” przestać ssać pierś, choć budzi to wiele kontrowersji. Jest tak przede wszystkim dlatego, że jest to skomplikowany emocjonalnie proces, w którym trzeba znaleźć kompromis pomiędzy potrzebami dwóch osób – mamy i dziecka. Często mamy zastanawiają się, jak ich dziecko to zniesie, nie spodziewają się natomiast uczuć jakie mogą pojawić się w nich samych. Od wielu z nich słyszałam, że nie spodziewały się, że będą tak bardzo przeżywać koniec karmienia. Niektóre wręcz przeżywają coś na kształt żałoby po karmieniu. I wcale mnie to nie dziwi. Dużo kobiet ma trudne początki laktacji, nie raz walczą z bólem o każdą kroplę mleka, w końcu się udaje, karmienie staje się przyjemnością, jest wyjątkowym czasem spędzanym z dzieckiem i... nagle ma się zakończyć? Czasem nawet najbardziej logiczne i opanowane kobiety nie są w stanie podejść do tego na chłodno. Co więcej, podobne emocje mogą towarzyszyć mamom karmiącym mlekiem odciągniętym, choć teoretycznie powinno być łatwiej, bo przecież nie ma aspektu przywiązania dziecka. A jednak... I trzeba sobie dać na to przyzwolenie, bo jest to całkiem normalne.

 

Ale zacznijmy od podstaw. Kiedy zakończyć karmienie? Nikt się jeszcze nie odważył wyznaczyć górnej granicy dla karmienia piersią. Światowa organizacja zdrowia (WHO) zaleca minimum 6 miesięcy wyłącznego karmienia piersią i utrzymanie karmienia z jednoczesnym wprowadzeniem pokarmów uzupełniających do końca 2. roku życia. Trzeba też pamiętać, że mleko (czy to z piersi czy modyfikowane) jest podstawą żywienia dziecka do końca 1. roku życia. A co potem? Można karmić tak długo jak chcą tego matka i dziecko. Czy ma to sens? Oczywiście. Po 12 miesiącach laktacji mleko mamy zmienia swój skład, zawiera więcej białka, przeciwciał... Choć dostarcza już „tylko” około 30% potrzebnych kalorii to nadal spełnia funkcję odżywczą (zawiera białko, tłuszcze, witaminy, laktozę, minerały), dostarcza dziecku przeciwciał a także pełni funkcję emocjonalną. I o tej ostatniej nie należy zapominać. Z drugiej jednak strony nie można tylko do niej ograniczać długiego karmienia. Ponieważ samo długie karmienie nie jest przedmiotem tego artykułu, osoby zainteresowane tematem odsyłam do publikacji Centrum Nauki o Laktacji, w której temat jest opisany dość wyczerpująco.

http://cnol.kobiety.med.pl/pl/karmie-dlugo/

 

No dobrze. To wróćmy do tego „jak długo chcą tego matka i dziecko”.

 

Kiedy dziecko samo chce zakończyć karmienie, mówimy o samoodstawieniu. Niektóre mamy uważają to za sytuację idealną, inne wręcz przeciwnie – czują się wówczas odrzucone przez dziecko. Jak rozpoznać, że dziecko już nie chce piersi? Myślę, że nie jest to trudne – kiedy maluch przestaje domagać się piersi, przed snem zamiast sięgać łapką do dekoltu przytula się do misia, w porze posiłku odwraca się od piersi, za to ochoczo pokazuje na blat w kuchni mówiąc „am am” to znak, że dziecko pożegnało się już z piersią. Czasem dochodzi do tego stopniowo, czasem jest to zaskoczenie dla mamy. Ważne, żeby pomimo rozżalenia i własnej chęci kontynuacji karmienia, nie zmuszać dziecka do ssania. „No jedz, nie rób mamie przykrości, mama chce Cię jeszcze karmić” może u dziecka wywołać negatywne emocje i skojarzenia z piersią oraz sprawić, że karmienie nie będzie miłym wspomnieniem.

Dotyczy to rzecz jasna dzieci pod koniec pierwszego roku życia i starszych. Jeśli 4-ro czy 6-cio miesięczne niemowlę nagle przestaje ssać pierś, to raczej nie jest to świadoma decyzja. Należy wówczas poszukać przyczyny i skonsultować się z pediatrą lub doradcą laktacyjnym. Może to być bowiem objaw choroby, ząbkowania, awersji czy innej przyczyny, która wymaga zdiagnozowania i ewentualnej interwencji. Znam też dzieci, których „odstawienie się” było pierwszym zwiastunem rodzeństwa :) Choć wiele mam karmi z powodzeniem całą ciążę i zmiana smaku mleka (w ciąży mleko znów zaczyna przypominać siarę) maluchom kompletnie nie przeszkadza.

Pamiętajmy też, że jeśli dziecko odstawia się od piersi przed końcem roku wymaga podawania mleka modyfikowanego butelką. Żeby zwiększyć szanse zaakceptowania butelki przez dziecko, warto zadbać o prawidłowo technikę karmienia opisaną w artykule o karmieniu butelką. (LINK https://mamaginekolog.pl/karmienie-butelka/) Po zakończeniu 12 m.ż. nie ma takiej potrzeby – jako źródło wapnia dziecko może dostawać mleko krowie lub produkty mleczne.

 

A co kiedy to mama chce zakończyć karmienie?

Wiele kobiet decyduje się na odstawienie maleństwa zanim ono samo podejmie taką decyzję. Przyczyny mogą być najróżniejsze. Powrót do pracy, zmęczenie, choroba, gryzienie czy akrobacje dziecka przy piersi, kolejna ciąża, presja otoczenia albo przekonanie, że wraz z końcem karmienia znikną problemy – skończą się nocne pobudki a niejadek zacznie wszystko jeść. Trzeba jednak pamiętać, że takie „mam już dość” może wynikać ze zmęczenia lub emocji – łatwo wtedy o pochopną decyzję. I obserwuję to u wielu mam. Pewne chęci odstawienia zaczynają cały proces, narażając siebie i dziecko (a często i wszystkich domowników) na stres, a w trakcie zmieniają zdanie. I oczywiście, mają do tego prawo, bo tylko krowa nie zmienia zdania, ale może warto wcześniej naprawdę porządnie zastanowić się i odpowiedzieć sobie na pytanie – dlaczego właściwie myślę o zakończeniu karmienia? Być może wtedy uda nam się nazwać konkretny problem i okaże się, że gdyby go rozwiązać to w sumie mogłybyśmy karmić dalej?

Oczywiście, każda mam musi to rozpatrzeć w kontekście własnej sytuacji oraz potrzeb, ale chciałabym skomentować kilka typowych powodów do odstawienia. Żeby nie było – każdy z nich jest dobry (no, poza jednym), ale może nie wystarczający? Być może to co napiszę, będzie trochę przewrotne, trochę zaczepne, ale nie odbierajcie tych słów jako oceniających. Bo tak naprawdę nikt nie wie co mama karmiąca czuje i oceniać jej decyzji nie ma prawa!

I w tym kontekście zacznę od presji otoczenia. Doskonale wiem, że łatwiej to powiedzieć niż zrobić, ale nie słuchajcie co mówią inni. To Wasze dziecko, Wasze piersi, Wasze mleko, Wasz sposób spędzania czasu z dzieckiem. Jak już wspomniałam wcześniej – nie ma żadnej medycznie uzasadnionej górnej granicy dla karmienia, więc jeśli tylko Wy się dobrze czujecie w roli mam karmiących, to róbcie to dalej. Bo ani mąż, ani teściowa, ani nawet lekarz nie wie co czujecie. A więc „bo inni naciskają” nie jest dobrym argumentem za odstawieniem dziecka od piersi.

Powrót do pracy bywa bardo trudny. Nie tylko emocjonalnie (często po wielu miesiącach pierwszy raz zostawiacie maleństwo na tak długo), ale i fizycznie. Konieczność codziennego wstawania, zwłaszcza wobec nocnych pobudek, może być wyczerpująca. Ale tu bym chciała zwrócić uwagę na to, że dla dziecka sam powrót mamy do pracy może być stresujący, więc może to nienajlepszy moment na odstawianie? Może warto się zastanowić, czy da radę to rozdzielić w czasie? Przemyśleć, czy w pracy w razie konieczności będzie możliwość odciągnięcia pokarmu, a może laktacja jest już na tym etapie, że da radę bez odciągania? Wiadomo, powrót powrotowi nierówny, ale warto mieć to na uwadze.

Choroba mamy sama w sobie jest stresem, więc jeśli łączy się z koniecznością odstawienia to dodatkowy problem. Wiele mam nagle kończy karmienie (o nagłym odstawieniu będzie dalej) z powodu choroby lub konieczności przyjmowania leków. Zazwyczaj jest to wyjątkowo trudne, może się zdarzyć znacznie wcześniej niż się planowało i maleństwo musi przejść na mleko modyfikowane, a mamy jeszcze długo sobie wyrzucają, że zbyt wcześnie odstawiły dziecko. Drogie mamy! Jak trzeba, to trzeba. Założę się, że żadna z Was nie chciał być chora i gdyby tylko mogła wybrać, wybrałaby zdrowie i dalsze karmienie. Nie miejcie wyrzutów sumienia, nie czujcie się gorsze z tego powodu.

Z drugiej strony, tutaj chciałabym zaznaczyć, że część z tych odstawień nie jest bezwzględnie konieczna, ponieważ bardzo dużo leków jest bezpiecznych w laktacji. Trzeba mieć świadomość, że producenci nie prowadzą badań na kobietach karmiących a tworząc ulotki zabezpieczają się przed ewentualną odpowiedzialnością. Część lekarzy odruchowo zaleca przerwanie karmienia nie upewniając się, czy przypadkiem jego kontynuowanie nie byłoby możliwe. Dlatego w tym miejscu odsyłam Was do artykułu o lekach w trakcie karmienia. (LINK:https://mamaginekolog.pl/leki-w-trakcie-laktacji/). Natomiast jeśli macie wątpliwości, zawsze można skonsultować się z doradcą laktacyjnym – czasem nawet przy lekach teoretycznie niekompatybilnych z karmieniem można tak dobrać pory przyjmowania leków i przystawienia do piersi, że karmienie da się kontynuować.

Przy chorobie nie sposób nie wspomnieć o zastojach czy zapaleniach piersi, które u wielu kobiet prowadzą do zakończenia karmienia. Niestety, często przy zastoju pozbawienie się najskuteczniejszej metody opróżnienia piersi nie jest dobrym rozwiązaniem i może pogorszyć sprawę. Dlatego w takim wypadku warto skonsultować się z lekarzem lub doradcą laktacyjnym. Zwłaszcza jeśli problem nawraca, a tym bardziej w tym samym miejscu. Należy wówczas poszukać innej przyczyny niż karmienie samo w sobie.

Podobnie jest z kolejną ciążą. Oczywiście, są przypadki kiedy należy karmienie zakończyć, ale w zdrowej ciąży nie ma takiej konieczności. Wiele mam z powodzeniem karmi całą ciążę, a nawet potem w tandemie. Inną sprawą jest to, że kobieta ciężarna może po prostu nie mieć siły, mieć nasilone nudności, być zmęczoną a karmienie piersią dodatkowo utrudnia wówczas przetrwanie ciążowych dolegliwości. Dlatego poza wskazaniami/przeciwskazaniami medycznymi, mama musi też wziąć pod uwagę to, jak się w tej sytuacji odnajduje.

Jeśli chodzi o rozwiązanie problemów ze snem w nocy albo apetytem, chciałam przestrzec tylko, że rozwiązanie wcale nie jest takie oczywiste. Jest grupa dzieci, która po odstawieniu od piersi zaczyna jeść i przesypiać noce. Są też dzieci, które mimo karmienia mają świetny apetyt i przesypiają noce. Są też takie, które po odstawieniu budzą się częściej i w ramach protestu odmawiają jedzenia czegokolwiek innego. Wreszcie są dzieci, u których zamierzony efekt można osiągnąć w inny sposób niż przez odstawienie. I niestety, nie jesteśmy w stanie przewidzieć jak konkretne dziecko zaadaptuje się do nowej sytuacji. Dlatego też, nie ma co się sugerować tym, że dziecko sąsiadki zaczęło przesypiać noce po odstawieniu. Bo jeśli jest to jedyny powód dla zakończenia karmienia piersią, to cały proces może się zakończyć rozczarowaniem, co z kolei może wzbudzić w mamie poczucie winy. W takich sytuacjach warto też rozważyć częściowe odstawienie, ale o tym później.

W kontekście trudnych zachowań przy piersi maluchów, chciałam wszystkim mamom, które to irytuje powiedzieć, że to nie jest okropne, że tak myślicie. Ciągłe wkładanie ręki pod bluzkę, skakanie z brodawką między zębami czy gryzienie naprawdę może irytować nawet najbardziej oddaną dziecku mamę. Innej zaś może w ogóle nie przeszkadzać. Ale jeśli z tego powodu mama zaczyna czuć złość wobec dziecka, a karmieniu zaczynają towarzyszyć negatywne emocje, to może faktycznie nie warto tego kontynuować. Ale! Może jeśli to jedyny problem i udałoby się dziecko oduczyć tych zachowań, to dalsze karmienie byłoby możliwe? Tutaj pozwolę sobie tylko przypomnieć, że dzieci to bardzo inteligentne istoty, które rozumieją co się do nich mówi i wiele można im wytłumaczyć. Taką podstawową zasadą, jeśli dziecko robi przy piersi coś, co nam się nie podoba jest przerwanie karmienia i wytłumaczenie dziecku co robi nie tak. Np. „synku, mamę boli jak ciągniesz ząbkami, jak będziesz tak robił, będziemy kończyć karmienie”. Nawet jeśli nie od razu, to za którymś razem powinno zadziałać.

I na koniec parę słów o zmęczeniu. To chyba znak rozpoznawczy wszystkich mam, niezależnie od tego czy karmią piersią, mlekiem odciągniętym czy modyfikowanym. Bycie mamą to pełnoetetowa praca, w której nie można iść na zwolnienie a i urlopu zazwyczaj mniej niż 26 dni w roku. Jeśli do tego wszystkiego mama jest budzona w nocy co godzinę, a samotne wyjście z domu byłoby możliwe wyłącznie po odcięciu i pozostawieniu piersi przy dziecku, to ja się nie dziwię, że prędzej czy później w głowie wybrzmiewa „mam dość”. Zwłaszcza, jeśli pomoc taty czy babci jest ograniczona brakiem posiadania piersi pełnych mleka. Takie zmęczenie obniża próg cierpliwości, nasila irytację i może być powodem do odstawienia dziecka od piersi. Ale też może troszkę zaburzać osąd. Być może jednak da się jakoś zorganizować sobie chwilę wytchnienia, żeby naładować baterie? Albo wciągnąć tatę w opiekę? Być może płacz i histeria jakie będą temu towarzyszyć wcale nie będą większe niż te w trakcie odstawiania...

 

Jeszcze raz podkreślę, powyższy fragment nie miał Was zniechęcić do odstawienia dziecka od piersi a jedynie zachęcić do zastanowienia się, czy to jest właśnie to, czego naprawdę potrzebujecie. A jeśli tak, to wiedząc w czym leży problem łatwiej też będzie cały proces zaplanować. Takżę jeśli decyzja zapadła, to... do dzieła!

 

Po pierwsze trzeba się zastanowić w jaki sposób chcemy dziecko od piersi odstawić. A istnieją 3:

  1. Częściowe odstawienie.

  2. Nagłe odstawienie.

  3. Planowe odstawienie.

 

Odstawienie częściowe polega nie tyle na całkowitej rezygnacji z karmienia, co na ograniczeniu ilości karmień w ciągu doby. Czyli np. pozostawieniu 1-2 karmień na dobę. I takie karmienie może trwać nawet miesiącami. Będzie to dobre rozwiązanie dla tych mam, które po przemyśleniu sprawy stwierdzą, że nie koniecznie przeszkadza im samo karmienie, a może tylko np. ilośc karmień w ciągu doby lub karmienia nocne. Albo wręcz przeciwnie – wracają do pracy w dzień i chcą zostawić wyłącznie nocne karmienia. Najlepiej dojść do niego w sposób planowy, choć czasem może być konieczność nagłej zmiany.

 

Nagłe odstawienie jest najmniej łagodnym i najmniej bezpiecznym sposobem, ale czasem koniecznym albo jedynym skutecznym. Jeśli mama nagle zachoruje, musi wyjechać albo dotychczasowe próby nie przyniosły efektu – może nie być innego wyjścia jak odstawić dziecko z dnia na dzień. Jest ono bardzo trudne, ponieważ grozi zastojem po zaprzestaniu karmienia zwłaszcza, jeśli dotychczas mama jeszcze sporo karmiła. W tym wypadku należy szczególnie obserwować piersi. Podstawowe zasady to zimne okłady, odciąganie mleka do uczucia ulgi (przypominam, że piersi „puste” produkują 6 razy więcej mleka niż „pełne”, dlatego należy z jednej strony zapobiegać nadmiernemu ich przepełnieniu a z drugiej strony starać się nie stymulować laktacji). U niektórych kobiet skuteczne mogą być zioła zmniejszające laktację (np. szałwia). Część mam może wymagać podania leków hamujących laktację, jednak trzeba pamiętać o ich potencjalnych działaniach niepożądanych i ostateczności tego rozwiązania. 
Ten sposób odstawienia często też wiąże się z bardzo silnymi emocjami zarówno u dziecka jak i mamy, może nawet prowadzić do obniżenia nastroju. Dlatego decydując się na nagłe odstawienie należy szczególnie unikać podjęcia pochopnej decyzji, ponieważ może się okazać, że odwrotu już nie ma.

Nie wiem czemu, ale mam wrażenie, zwłaszcza czytając Wasze wiadomości na instagramie w tym temacie, że dla dużej części mam jest to podstawowy sposób odstawienia dziecka. A nie powinien! Dużo lepsze, jeśli tylko macie na to czas i przestrzeń, jest odstawienie planowe.

 

Odstawienie planowe najbardziej przypomina naturalny proces odstawienia. Zazwyczaj nie wywołuje aż takiej burzy emocji, pozwala stopniowo oswoić się obu stronom z nową sytuacją, nie grozi zastojem. Polega na eliminowaniu 1 karmienia na kilka dni. Zazwyczaj zaczynamy od najmniej ważnego karmienia a najważniejsze likwidujemy jako ostatnie. Dla niektórych dzieci najważniejsze są karmienia przed snem, inne muszą zacząć dzień od mleka z piersi. Mama musi ocenić, które z karmień będzie najłatwiej pominąć. Najważniejsze to ustalić sobie plan – np. że chce się zakończyć karmienie w ciągu 2 tygodni, miesiąca, albo do wesela brata. Policzyć ile tych karmień jest dotychczas i realnie rozłożyć to w czasie. Trzeba też w tym planie uwzględnić uczucia dziecka. Zabranie cycusia może być dużym ciosem dla dziecka, dlatego może warto zaplanować je w czasie, kiedy dziecko nie ma dodatkowych powodów do stresu. Dlatego wyżej już wspomniany powrót do pracy, pójście do żłobka, wyjazd taty w delegację (to kiepski moment również ze względu na brak pomocy), zabranie smoczka czy początek odpieluchowywania nie są koniecznie najlepszym momentem na start. Pamiętajmy też, że są sytuacje, w których dzieci potrzebują piersi bardzie niż zazwyczaj, więc jeśli dziecko akurat choruje, czeka je operacja, albo ząbkuje może warto poczekać aż sytuacja ulegnie poprawie.

 

No dobrze, ale jak tego dokonać?

 

Po pierwsze uważam, że należy z dzieckiem o tym porozmawiać. Wiecie, że jestem fanką tłumaczenia dzieciom wszystkiego i w tym wypadku nie jest inaczej. Nawet niemowlęta rozumieją dużo, o starszych dzieciach nie wspominając, dlatego należy je uprzedzić, że ich życie się niedługo zmieni. W trakcie samego odstawiania też warto próbować tłumaczyć dzieciom dlaczego nie mogą dostać piersi. Należy oczywiście dostosować przekaz i argumenty do tego, co dla dziecka zrozumiałe. Część mam mówi, że cycuś jest chory kiedy definitywnie kończy karmienie (czasem pomaga naklejenie plasterka, niektóre mamy nawet bandażują piersi dla poparcia tej informacji), część, że mleczko po prostu się skończyło i w zależności od rodzaju odstawienia – już go nie będzie, albo musi się nazbierać. Każdy argument jest dobry o ile nie będzie to „nie, bo nie”. W przypadku mam w ciąży można powiedzieć, że mleczko jest dla siostrzyczki/braciszka, ale z tym argumentem należy uważać, aby dziecko nie traktowało rodzeństwa jako tego, przez kogo zabrano mu mleczko. Tutaj dużo będzie zależało od zaawansowania ciąży w jakim mama decyduje się na odstawienie i stosunku starszaka do maleństwa w brzuszku.

 

Po drugie jeśli eliminujemy dane karmienie musimy z jednej strony spróbować odwrócić uwagę od piersi w danej porze, z drugiej zaproponować dziecku inny rodzaj bliskości. Może to być spacer, wspólna zabawa, albo tarzanie po łóżku czy czytanie książeczki i przytulanie zamiast piersi przed snem. Dzięki temu dziecko wie, że razem z cycusiem nie traci mamy.

W przypadku starszych dzieci (tak od ok. 18. miesiąca) warto też przy tym mówić, że cycuś będzie, ale później, albo wieczorem, albo rano jak się obudzi. Wtedy dziecko wie, że to, że teraz nie, nie znaczy, że w ogóle go nie będzie. Łatwiej mu wówczas odpuścić. U młodszych lepiej się jednak sprawdzi odwracanie uwagi.

No i oczywiście, jeśli dane karmienie spełniało funkcję posiłku, zaproponujmy coś innego do jedzenia w zamian. Głód to jeden z silniej przypominających o ssaniu czynników. Dobrym pomysłem jest wybranie czegoś, co dziecko lubi tak, aby ten posiłek był dla dziecka atrakcyjny i mógł choć w pewnym stopniu konkurować z piersią. Przypominam też że zastępując mleko z piersi pokarmem stałym zmniejszamy dziecku podaż płynów, więc trzeba pamiętać o częstszym podawaniu wody.

Po trzecie unikajmy skojarzeń z karmieniem. W okresie odstawiania zrezygnujmy z dużych dekoltów (tutaj pojawia się zrozumienie dla mam, które latem chodzą w golfach ;p), siadania na fotelu do karmienia czy brania dziecka na rączki w pozycji w jakiej zazwyczaj karmiłyśmy. Bo to trochę tak jak z dietą. Łatwiej wytrwać jeśli nie idziemy ze znajomymi do knajpy gdzie serwują nasze ulubione burgery, czyż nie?

Po czwarte, starajmy się nie proponować dziecku piersi, jeśli samo się nie upomina. Nawet jeśli zaplanowałaś wyeliminować wieczorne karmienie, a dziecko akurat w czasie popołudniowego zajmie się zabawą, to nie przypominajmy mu o piersi na zasadzie „zjedz teraz bo potem nie dostaniesz”. Może jednak to popołudniowe ma dla niego mniejsze znaczenie i łatwiej z niego zrezygnuje?

 

Jeśli planujesz rezygnację z nocnych karmień, nie wszystkie powyższe sposoby mają zastosowanie. O 3:00 w nocy raczej nie zasiądziecie do kanapek ani nie rozsypiecie klocków na środku łóżka. Nocne karmienia dla dużej części mam są najtrudniejsze do zakończenia, i często ciężko się obyć bez pomocy taty. Może być tak, że w razie pobudki mama wstaje do dziecka ale nie podaje piersi, w zamian maleństwo kołysze, przytula, śpiewa, podaje picie (warto zostawić przy łóżeczku coś niesłodzonego przed nocą). W wielu przypadkach sprawdza się to, że tata wstaje do dziecka lub śpi z nim w jednym pokoju, kiedy mama jest za ścianą. Czasem jednak dziecko jest tak sprytne, że nie da się oszukać, wyrwie się tacie i pobiegnie do mamy. W takich wypadkach można pomyśleć o nocowaniu u siostry/mamy/koleżanki. Jest też duża grupa mam, u których taka sytuacja będzie wymuszona po prostu przez nocną pracę.

W tym miejscu chciałam zwrócić się do Panów, jeśli jakimś cudem mnie czytają. Przykro mi, to nie będzie łatwe. Maluch na pewno będzie płakał, często też wołał „mama” czy „am am”. Ale musicie wziąć to na klatę. Podejrzewam, że jeśli Wasza partnerka dotychczas karmiła maleństwo w nocy, to jednak ona częściej od Was zarywała noce. Teraz macie okazję się odwdzięczyć. Zwłaszcza, że jak znam życie, w tym czasie ona wcale nie będzie słodko spała, a wypłakiwała się w poduszkę za ścianą.

 

Dużo mam wypracowało też swoje triki – słyszałam np. o smarowaniu piersi czymś gorzkim, aby zniechęcić dziecko do piersi. Osobiście nie wiem, czy akurat wywoływanie awersji do piersi u dziecka jest dobrym pomysłem, ale z drugiej strony – tonący brzytwy się chwyta. Jeśli zdecydujecie się na tę metodę – sprawdźcie tylko, proszę, czy wybrany preparat można bezpiecznie zjeść :)

 

Chciałabym jeszcze zwrócić uwagę na jedną rzecz. Mianowicie, żeby niezależnie od sposobu odstawiania obserwować siebie i dziecko. Nawet przy planowym odstawieniu jego postęp może okazać się zbyt szybki – dla mamy lub dla dziecka. Jeśli dziecko zaczyna prezentować niepokojące zachowania np. ssanie kołderki lub zabawek, obgryzanie paznokci, znacznie nasilony lęk przed rozłąką z mamą, jąkanie czy nagłe napady agresji – może to oznaczać, że trzeba zwolnić tempo lub nawet odłożyć cały plan w czasie. Jeśli u mamy dojdzie do zastojów czy obrzęku, to również może być znak, że należy zwiększyć ilość dni, co które eliminujemy karmienie. 
I przede wszystkim, choć z jednej strony chciałabym napisać, że najważniejsza dla sukcesu jest konsekwencja, to z drugiej myślę, że gdzieś z tyłu głowy trzeba dać sobie prawo do tego, żeby zmienić zdanie jeśli okaże się to dla nas za trudne.

 

No dobrze ale to wszystko teoria i nie zdziwię się jeśli stwierdzicie, że łatwiej powiedzieć niż zrobić. Dlatego postaram się opowiedzieć Wam naszą historię odstawiania. Pamiętajcie jednak, że każda taka historia będzie inna i to co u jednego się sprawdziło, u drugiego może być totalną klapą.

Chyba nigdy o tym jeszcze nie mówiłam publicznie, ale zanim zostałam mamą myślałam, że swoje dziecko będę karmić góra rok. Oczywiście, znałam wszystkie zalecenia, wiedziałam, że z medycznego punktu widzenia długie karmienie ma sens, ale... jakoś nie widziałam siebie karmiącej tak duże dziecko. Wszystko się zmieniło kiedy Rafałek już się urodził i po trudnych początkach wreszcie udało nam się wyjść na laktacyjną prostą. Pamiętam, że Rafał miał jakieś 2 miesiące a ja już myślałam, że nie wyobrażam sobie, że bym go miała kiedykolwiek od piersi odstawić. To było coś naszego, coś co bardzo lubiłam i dzięki czemu czułam z nim wyjątkową więź. Rafał był typowym cyckoholikiem, w dzień jadł często, ale niezbyt duże porcje. Rok temu, w trakcie wakacyjnych upałów potrafił się nawet domagać piersi co pół godziny! Koło 3. miesiąca zaczął już zasypiać koło 18.00-19.00, ja go karmiłam „na śpiocha” przed swoim snem, on budził się jeszcze zawsze o 2:30, a potem dopiero rano. I tak było do 6. mż. Wtedy wyrósł nam z dostawki i „wyprowadziliśmy” go do jego pokoju, ja częściowo wróciłam do pracy i zaczęliśmy rozszerzać dietę. Który z tych czynników miał największy wypływ, nie wiem – ale doszliśmy do momentu, że ja już nawet nie wiedziałam ile tych karmień w nocy jest...

Ale wróćmy do dnia. Rozszerzając dietę Rafałkowi wiedziałam, że lada chwila wrócę do pracy i bałam się, że nie dam rady odciągnąć wystarczająco dużo mleka, żeby wystarczyło na czas mojej nieobecności. Chciałam, żeby w tym czasie tata lub babcia mogli mu podać 1 stały posiłek. I choć pracowałam tylko 2 dni w tygodniu to dość szybko Rafał dostosował się do takiego rytmu – jakie było moje zdziwienie gdy któregoś dnia zorientowałam się, że Rafałek całe przedpołudnie nie je piersi! Nawet trochę mi było smutno... Potem z 1 posiłku zrobiły się 2: śniadanko i obiadek, i tak funkcjonowaliśmy do czasu pójścia małego do żłobka. Na spotkaniu organizacyjnym pytałam nawet czy jest możliwość podawania mojego mleka, ale gdy Rafał już poszedł do żłobka okazało się to zbędne. Pierś dostawał po przebudzeniu a potem po powrocie do domu. Co prawda do żłobka chodził 2 x/tydzień, ale jakoś z automatu determinowało nam to pory posiłków również w inne dni. Przy czym zostawał w nim coraz dłużej, więc i w naturalny sposób coraz więcej posiłków zjadał w żłobku, a co za tym idzie, coraz dłuższa robiła się przerwa w karmieniu piersią. Zauważałam to przede wszystkim po konieczności odciągania mleka w pracy. Na początku musiałam odciągać w połowie 8-godzinnego dyżuru i ledwo wytrzymywałam 12 godzin z 1 odciąganiem w połowie. Potem 8 godzin robiło się bezproblemowe i nie wymagało odciągania wcale, a na przerwę w trakcie 12-godzinnego dyżuru nie zjeżdżałam już z tak bardzo przepełnionymi piersiami. W pewnym momencie dołączyłam mu też kolacje i tak dalej stopniowo zmniejszała się liczba dziennych karmień. Za to przed snem i w nocy Rafałek nadrabiał. W dzień jadł dość chętnie, nie był natomiast fanem picia wody – udawało mi się w niego wcisnąć max pół kubka. Ale rozwijał się prawidłowo, przybierał ładnie, szedł wzdłuż jednego kanału centylowego, nie budził mojego niepokoju.

W maju Rafałek zaczął już żłobek „na pełen etat” i doszliśmy do 3 karmień w dzień – po przebudzeniu, po żłobku i przed snem, plus te nieszczęsne noce. Pomijając aspekt karmienia, w tamtym okresie czułam się bardzo zmęczona. Marzyło mi się wyrwać z domu choć na chwilę. Od urodzenia Rafał spędził tylko 1 noc bez mamy i to w czasie kiedy by bardzo malutki. A tak to zawsze byłam z nim, nawet wyjeżdżałam z nim bez męża. Także po prostu potrzebowałam chwili dla siebie. Zaplanowałyśmy wtedy wyjazd z przyjaciółką do spa. Początkowo bez większego planu.

Gdy wróciłam do pracy na etacie było jeszcze gorzej. Rafał budził się jeszcze częściej, ja spałam jeszcze krócej a do tego zachorował na „mamozę”. Chciał być ciągle noszony a wzięty na ręce od razu próbował dobierać się do piersi. Albo rączką albo wyginał się w chińskie 8 i próbował jeść. Do tego wszystkiego zmienił sposób ssania i po każdym karmieniu zostawiał mi pięknie odbity garnitur zębów. To bolało, zaczęło mi przeszkadzać i miałam dość. Z tego wszystkiego pomyślałam, że wykorzystam ten wyjazd do odstawienia go od piersi. W końcu 1,5 roku to i tak dobry wynik, a szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko.

Powiedziałam o tym mężowi, uznał, że „najwyższy czas” i taki był plan. Obejmował też wzięcie leków hamujących laktację na wyjeździe, żeby nie nabawić się zastoju. Do tego czasu wychodząc na spacer czy plac zabaw wyeliminowaliśmy też karmienie „po żłobku”, a Rafałek coraz częściej był usypiany przez tatę, dzięki czemu zasypiał bez piersi. (W tym miejscu muszę podziękować mojemu mężowi, który pomimo wołania o mamę nigdy się nie poddawał i nie pozwalał mi „wkroczyć do akcji” tylko dalej tulił, lulał, śpiewał, czytał...) Wszystko szło zgodnie z planem, jednak im bliżej wyjazdu tym większe miałam wątpliwości. Bo przecież on jeszcze mały i może jednak to odstawienie to nienajlepszy pomysł... Przed samym wyjazdem zrezygnowałam z pomysłu brania leków. W zamian postanowiłam zabrać laktator, żeby decyzja nie była ostateczna. Kiedy rano w dniu wyjazdu wstałam na pociąg jakoś nie byłam sobie w stanie wyobrazić, że to miałoby być nasze ostatnie karmienie. W trakcie weekendu mimo rozsądnego moim zdaniem odciągania (choć przyznaję, nie robiłam zimnych okładów) i tak pojawił się problem z miejscowym zastojem i bólem piersi. W 3. dniu wyjazdu doszło nawet do sytuacji, w której byłam w stanie odciągnąć cokolwiek tylko po ciepłym prysznicu. Brałam ibuprofen i marzyłam o powrocie do domu i przystawieniu Rafałka do piersi. (Stąd moja rada, naprawdę obserwujcie swoje piersi, bo u mnie czas po jakim zazwyczaj wymagały odciągania, w tym okresie okazał się zbyt długi.)

W międzyczasie rozmawiałam z mężem, który powiedział, że pierwszą noc Rafałek przepłakał za mamą, druga była już trochę spokojniejsza. Gdy powiedziałam, że chyba jednak go nie odstawię, był zły. To by bowiem oznaczało, że na darmo przemęczył się przez te noce. A ja byłam rozdarta i nie wiedziałam co mam zrobić. Z jednej strony rozsądek kazał iść za ciosem, z drugiej serce pękało na samą myśl, że miałabym go już nigdy nie karmić.

Kiedy wróciłam do Warszawy pechowo miałam na sobie bluzkę kopertową (nie przemyślałam sprawy pakując się) i Rafałek zaczął sięgać do piersi, co dodatkowo mnie poruszyło. Do snu ululał go tata, a ja wtedy nie wytrzymałam. Popłakałam się tak, że nie byłam w stanie wydusić z siebie słowa, prosiłam żeby mąż pozwolił mi go jeszcze karmić chociaż raz dziennie, że on jeszcze taki malutki a ja taka niegotowa. Myślę, że wtedy zrozumiał jak trudne i ważne jest to dla mnie i powiedział, żebym zrobiła jak chce. Ustaliliśmy tylko, że nie wracamy do karmienia w nocy, skoro poprzednią już prawie przespał.

Tej nocy Rafałek obudził się raz – chciał jeść, ale powiedziałam mu, że cycusie już śpią i nie wolno ich budzić, że musi poczekać do rana aż się obudzą a teraz może dostać wodę. Ku mojemu zaskoczeniu grzecznie napił się wody i poszedł spać dalej. A pierś dostał rano. Nocne pobudki zdarzają się jeszcze sporadycznie, ale tekst o śpiących cycusiach zazwyczaj zamyka temat karmienia.

Podsumowując – Rafałka odstawiłam częściowo, może sposób nie był optymalny, może zbyt burzliwy, ale był podyktowany moimi emocjami.

Teraz jest karmiony 1 albo 2 razy dziennie (w zależności od tego kto go usypia) i, co ciekawe, nawet jeśli dostaje pierś, to już przy niej nie zasypia. Po nakarmieniu wkładam go do łóżeczka i siedzę przy nim aż zaśnie. Trwa to różnie długo, ale usypianie dzieci to oddzielny temat.

Co się zmieniło? Ma jeszcze lepszy apetyt (choć nie sądziłam, że to możliwe) i zamiast pół kubka wody, wypija dziennie 3-4. To oznacza, że to wszystko musiał wcześniej wysysać ze mnie w nocy!

Jednocześnie zauważyłam, że niekiedy wieczorem nie rzuca się na piersi gdy tylko usiądziemy w fotelu jak kiedyś , ale po prostu przytula się do mnie. I jako ciekawostkę powiem jeszcze, że został mu odruch sięgania rączką do dekoltu, a próby wyjęcia tej ręki kończyły się płaczem. Kończyły, bo kilka dni temu, mając zajęte obie ręce (matka polka wracająca z zakupami i dzieckiem na ręku do domu), nie mogłam go złapać za rączkę powiedziałam w bezsilności „Rafał, proszę, zabierz rączkę” i zabrał. I to zdanie działa dotychczas za każdym razem!
Myślę, że obojgu nam jest teraz dobrze. I choć czuję, że być może niedługo odstawi się sam, to przyjmuję to z większym spokojem niż swoją próbę odstawienia. Przynajmniej na chwilę obecną. Zobaczymy co będzie jak to JUŻ się stanie.

 

Chyba to już wszystko w temacie odstawienia. Mam nadzieję, że ta porcja teorii i nasza historia ułatwią Wam choć trochę przejście tego procesu. Najważniejsze to pamiętać o 4 rzeczach:

Po pierwsze, nie ma sensu zakładanie jak długo będzie się karmić – ten plan weryfikuje życie, więc po co się stresować, że coś idzie niezgodnie z planem?

Po drugie, żeby decyzja była dobrze przemyślana i gdy tylko to możliwe, spróbować zacząć od odstawiania planowego dając sobie i dziecku czas.

Po trzecie, odstawienie od piersi jest procesem naturalnym – kiedyś musi nastąpić, taka kolej rzeczy – dzieci rosną i „dorastają”.

Po czwarte, jeśli z jakiegokolwiek powodu musisz lub chcesz odstawić dziecko wcześniej niż (no właśnie, niż co?) to nie oznacza, że jesteś gorszą matką i robisz dziecku krzywdę. Czasem po prostu trzeba. Zdrowie i szczęście mamy też mają znaczenie!

No dobrze, to już na sam koniec... Powodzenia!

 

zdjęcie - Paula Romanowska

artykuł - Alicja Jaczewska