Poronienie – przyczyny, statystyki i postępowanie

Poronienie – przyczyny, statystyki i postępowanie

Każda kobieta po poronieniu zadaje sobie te same pytania- pytania o przyczyny, o to czy to rzeczywiście jest tak częste jak lekarze ją pocieszają i o to co dalej…

Celem tego postu jest  odpowiedzenie na Wasze pytania. Pytania, które życzę Wam, żebyście nigdy nie musieli sobie zadać.
Trudno jest ocenić jak częste są poronienia, co źródło to nieco inne dane. Istnieje coś takiego jak poronienie, o którym nawet nie wiemy czyli ciąża, która kończy się zanim kobieta zdąży zrobić test ciążowy. Nie wie, że była w ciąży, dostaje miesiączkę i nie ma pojęcia, że właśnie w tej miesiączce były zalążki nowego życia. Takie poronienia to podobno aż 50% ciąż. Liczba ogromna, jednak w tym poście nie chcę się na tych sytuacjach skupiać.
Pomiędzy momentem kiedy kobieta, się dowie o ciąży a 12 tygodniem –  do poronienia dojdzie u 10-20% kobiet.

Istnieją dwa przełomowe momenty:

Pierwszy i najbardziej znaczący, to pojawienie się akcji serca (FHR – fetal heart rate) – wtedy ryzyko poronienia z dnia na dzień staje się przynajmniej o połowę niższe. Czynność serca pojawia się pomiędzy skończonym 5 a 6 tygodniem. Kiedy zarodek ma 3 do 6 mm. Początkowo czynność serca jest podobna do czynności serca mamy i wynosi około 80 uderzeń na minutę, z każdym dniem FHR przybiera na prędkości i około 10 tygodnia jest najwyższe- około 170 uderzeń na minutę. Dlaczego o tym piszę? Ponieważ opracowania naukowe mówią jednoznacznie, że bradykardia (czyli zwolnione bicie serca) w tym okresie jest czynnikiem bardzo źle rokującym. Nie znaczy to jednak niestety, że jeżeli serduszko bije prawidłowo, to poronienie nam się nie przydarzy.
Kolejnym przełomowym momentem jest moment po badaniu USG pomiędzy 11-13 tygodniem- uważa się, że jeżeli nie rozpoznamy w tym badaniu odchyleń od normy lub wad to ryzyko poronienia staje się najniższe w całej ciąży i wynosi ok 1%. O poronieniu mówimy do 20(22) tygodnia ciąży (zależnie od różnych definicji). Po tym momencie, jeżeli ciąża się przedwcześnie zakończy nazywamy to porodem przedwczesnym.
Poronienia mogą mieć bardzo różne rodzaje- ale zasadniczo możemy je podzielić na trzy typy.

Poronienie samoistne– kiedy kobieta zaczyna krwawić i roni w postaci obfitej miesiączki.

Poronienie niezupełne– kiedy poronienie samoistnie się rozpoczyna, ale nie może się w pełni dokonać bez pomocy lekarskiej.

Poronienie zatrzymane– (missed miscarriage) kiedy kobieta dowiaduje się dopiero na USG, że ciąża obumarła, mimo, że jej organizm mógł nie dawać żadnych oznak tego, że ciąża przestała się rozwijać. Taka sytuacja według literatury jest w około 2% ciąż- z mojego osobistego doświadczenia w pracy wydaje mi się, że jest to częściej.

Poronienie może również przebiegać z ogólnym zakażeniem matki, nazywa się to poronieniem septycznym, na szczęście w obecnej dobie opieki medycznej zdarza się coraz rzadziej.
Wydaje mi się, że każda kobieta, która przechodzi to bardzo nieprzyjemne doświadczenie jakim jest poronienie, dodatkowo zaczyna obwiniać siebie, zaczyna myśleć co zrobiła źle. Taki jest nasz naturalny ludzki odruch. Chcemy wiedzieć dlaczego. Już jako dzieci rodzice nas uczą związków przyczynowo-skutkowych. Bolą nas paluszki, bo przytrzasnęliśmy je sobie w szafce, a mama mówiła, żeby nie bawić się szufladą. Dostaliśmy jedynkę z matematyki, bo zamiast uczyć się do klasówki graliśmy w grę na komputerze. Mieliśmy stłuczkę, bo zachowaliśmy za mały odstęp i nie zdążyliśmy wyhamować.
Co zatem zrobiłyśmy źle, że poroniłyśmy? Czy to pytanie nie wydaje się naturalne?
Według badań ponad 60% osób wierzy, że poronienie może nastąpić po podniesieniu ciężkiego przedmiotu. Ponad 70% wierzy, że stres powoduje poronienie. Nie jest to prawda, świadczą o tym bardzo ciekawe badania wykonane w Izraelu- gdzie pokazano, że nawet ogromny przewlekły codzienny stres związany z realnym zagrożeniem życia, tylko o jeden punkt procentowy zwiększa ryzyko poronienia.
A ile kobiet wierzy, że wysiłek fizyczny powoduje poronienie, ile wierzy, że przepracowanie, ile wierzy, że ta jedna kawa, którą wypiły albo ten kęs sera pleśniowego, którego nie zauważyły w sałatce, ile wierzy, że podróż samolotem, ile wierzy, że to właśnie stosunek płciowy z mężem kilka dni wcześniej, ile wierzy, że noszenie starszego dziecka na rękach- było przyczyną – statystyk na to nie znalazłam, ale myślę, że były by one podobne.

ŻADNA z tych sytuacji nie powoduje poronienia. Co zatem jest przyczyną poronienia?

W 60% przypadków (i jest to dobrze udokumentowane medycznie) powodem jest wada chromosomalna – nie wynikająca z wady u rodziców, tylko powstająca z niezależnych od nas powodów podczas powstawania gamet (jajeczka i plemników – choć zdecydowanie częściej wady te powstają po stronie kobiety i ich częstość wzrasta wraz z wiekiem matki), dlatego czym starsza jest kobieta tym większe ryzyko poronienia.

Kolejne 20% poronień spowodowane jest innymi wadami genetycznymi, które nie wychodzą w klasycznym badaniu chromosomów. Pozostaje nam 20% przyczyn- do tej grupy możemy zaliczyć – zaburzenia hormonalne np. niewyrównane (!) choroby tarczycy – prawidłowo leczona choroba tarczycy nie jest przyczyną poronienia, silne urazy brzucha, infekcje (np. kiła, chlamydia, ureoplasma, toksoplazmoza, cytomegalia, zwykła grzybica pochwy nie będzie przyczyną poronienia), zaburzenia krzepnięcia (trombofilie), czynniki środowiskowe – i tu uwaga – oto będą rzeczy, na które rzeczywiście mamy wpływ – palenie papierosów, spożywanie alkoholu, używanie niedozwolonych leków lub narkotyków, kontakt z toksynami w pracy, kontakt z promieniowaniem jonizującym (RTG, terapie nuklearne)– mogą spowodować poronienie. Ale i to jest bardzo ważne – wszystkie te przyczyny, będą miały znacznie PO terminie spóźnionej miesiączki, czyli 14 dni po zapłodnieniu. Przez pierwsze 14 dni – obowiązuje w biologii rozrodu tak zwana zasada “wszystko albo nic” – czyli albo po czynniku toksycznym dojdzie do zatrzymania rozwoju ciąży na bardzo wczesnym etapie (zanim o niej wiemy) albo czynnik ten nie będzie miał wpływu.

Wniosek powinien być taki – jeżeli nie paliłyście, nie piłyście alkoholu, nie brałyście zabronionych substancji, nie miałyście kontaktu ze szkodliwymi czynnikami toksycznymi oraz– byłyście u ginekologa na rutynowej wizycie, w której zlecił badania laboratoryjne- wykluczające zdecydowaną większość wtórnych przyczyn poronień, to NIE zrobiłyście NIC źle- po prostu Wasze dzieciątko, Wasz zarodek – był chory i natura wiedziała, że nie da sobie rady.

Powyższe przyczyny dotyczą głownie kobiet z jednym lub dwoma poronieniami- przy trzecim poronieniu, powinniśmy doszukiwać się wtórnych przyczyn- najczęściej będą to – zaburzenia krzepnięcia lub choroby autoimmunologiczne u mamy, nosicielstwo wad genetycznych u rodziców lub zaburzenia hormonalne.

Każda kobieta po trzecim poronieniu powinna mieć zrobiony specjalistyczny panel badań, aby możliwie wszystkie te przyczyny wykluczyć.

Niestety dwa poronienia uważa się medycznie jeszcze za – i teraz okropne słowo – “normę”.

Postępowanie przy poronieniu w pierwszym trymestrze (do 13 tygodnia)

Po poronieniu samoistnym – czyli takim, które nastąpiło samo bez ingerencji lekarskiej. Powinniśmy koniecznie zgłosić się na kontrolę do ginekologa, aby sprawdzić czy poronienie jest “zupełne” – jeżeli jest zupełne to teoretycznie, jeżeli mamy taka wolę, możemy już w kolejnym cyklu starać się o ciążę.

Przy poronieniu zatrzymanym lub niezupełnym – lekarze mają dwie możliwości, aby pomóc kobiecie oczyścić jamę macicy z martwych tkanek. Kiedyś standardem postępowania był zabieg łyżeczkowania. Zaletą tego zabiegu jest to, że jest on skuteczny i dla kobiety niebolesny (wykonuje się go w znieczuleniu ogólnym). Wadą jest to – że po zabiegu trzeba odczekać przynajmniej 3 miesiące do starań o kolejną ciążę oraz możliwość powikłań, takich jak zrosty wewnątrzmaciczne oraz przebicie macicy (oba powikłania są na szczęście bardzo rzadkie). Po zabiegu zazwyczaj podaje się również profilaktyczną antybiotykoterapię, aby uniknąć zakażenia.

Opcją dużo częstszą, która w większości szpitali staje się standardem jest farmakologiczna indukcja poronienia- u kobiety, u której stwierdzamy obumarcie ciąży – podajemy leki, które powodują skurcze i samoistne opróżnienie się macicy. Takie postępowanie “zachowawcze” jest dla kobiety dużo mniej obciążające w takim sensie, że już po jednym prawidłowym cyklu od dokonanego z pomocą farmakologiczną poronienia może starać się o kolejną ciążę, a ryzyko powikłań jest minimalne. Wadą tej metody jest to, że może być ona bolesna, jest nieprzewidywalna w czasie- poronienie może nastąpić już kilka godzin po podaniu leków, a może trwać nawet kilka dni. (U większości kobiet dochodzi do poronienia w przeciągu 12h). Wadą jest również to, że nie zawsze poronienie jest zupełne – czyli i tak konieczny jest zabieg łyżeczkowania. Udana i zupełna farmakologiczna indukcja poronienia jest u około 75% kobiet – więc jeżeli kobieta chce niebawem zajść w kolejną ciążę to warto tę opcję rozważyć.

Przy poronieniach późniejszych niż 13 tydzień – zazwyczaj nie da się zabiegu uniknąć – i kolejna ciąża jest wskazana dopiero po trzech prawidłowych cyklach.

Kolejnym trudnym tematem związanym z poronieniami w drugim trymestrze – zazwyczaj tymi po 16 tygodniu – jest kwestia zatrzymania laktacji. Zachęcam, aby wziąć do tego stosowne leki przepisane przez lekarza, a nie starać się zatrzymać laktację “naturalnymi” metodami. Pojawienie się mleka z piersi u kobiet po poronieniu potrafi mieć bardzo trudne psychologicznie aspekty, nie mówiąc już o ryzyku zastojów oraz zapalenia piersi.

Warto również pamiętać, że u kobiet z grupą krwi Rh ujemną – powinniśmy po poronieniu (od 12 tygodnia według zaleceń) – zastosować profilaktykę konfliktu serologicznego w postaci zastrzyku z immunoglobuliny.

Każda kobieta przechodzi poronienie inaczej – jedne kobiety chcą o tym mówić, inne wolą aby temat przemilczeć. Nie ma na to recepty, jedno jednak jest najważniejsze, aby każda kobieta, która poroniła zrozumiała, że to nie jej wina i że poronienia niestety należą do naszej ludzkiej natury. Natury, która chce abyśmy rodziły zdrowe i silne dzieci.

 

240 komentarzy

  1. Jestem w “gronie” poronien zatrzymanych…szczęśliwi czekaliśmy 15.12.2016 pod gabinetem na usg prenatalne…gdy lekarz przyłożył na brzuch słuchawkę …wiedziałam że nasza mała istota już nie jest z nami. – płód zatrzymał się 7/8 tygodniu- to usłyszałam od lekarza. I to co Nicole powiedziałaś na samym początku…-to się bardzo często zdarza, proszę się nie przejmować. Jak?! Ten dzień był najgorszy w moim życiu…jak cień w mantrze jechałam do lekarza prowadzącego-szpital-lekarz prowadzący. Pamiętam telefon do mamy (mieszka w Irlandii) …powiedziałam tylko co się stało bo wiedziałam ze czeka na zdjęcie usg…
    Najgorsze były “pocieszenia” typu będziecie jeszcze mieć dzieci – tak jakby nic się nie stało…w sumie to w tamtym okresie co by ktoś nie powiedział było co najmniej denerwujące.
    Pierwszy raz mogę to wydusić z siebie.
    Wydaje się silną osobą, nie użalam się nad sobą … ale w tym okresie gdyby nie mąż który na każdym kroku obrywal “rykoszetem” nie wiem jak bym sobie poradziła.
    Żadne slowa nie są w stanie opisać co czuje kobieta po stracie dziecka, bez znaczenia czy jest to 6,16 czy 26 tydzień…
    Od początku nosimy w sobie ŻYCIE które W NAS przestało bić…
    Dziękuję Nicole za twój blok i utwierdzenie – to nie twoja wina!

  2. W pierwszej ciazy mialam poronienie samoistne w okolo 7 tyg. Nie potrafiłam o tym rozmawiac, oczywiscie obwiniałam siebie, że za dużo pracowalam. Nie rozmawiałam z nikim o tym poza mężem i lekarzem, mysle że to pomoglo Nam aby po drugim cyklu cieszyc sie kolejną fasolką. Obecnie jestem w 20 tyg ciazy i do chwili obecnej bez zastrzeżeń. Tryb zycia od tego momentu zmienił się o 180 stopni. Nie ma nic ważniejszego jak ten czas oczekiwania tej małej kruszynki. Mamaginekolog bardzo mi przykro, myslami jestem z Toba.

  3. Ja poronilam w 6 tygodniu lekarz stwierdził że ciąża obumarla mojemu maleństwo przestało serduszko bić. A bardzo pragnęłam tego dziecka 😢

  4. Dziękuję Ci serdecznie za ten artykuł.Poroniłam w 10 t.c miałam zabieg łyżeczkowania,była to moja pierwsza upragniona,wyczekiwana ciąża.W jednej chwili zawalił mi się cały świat,miliony łez,pytań bez odpowiedzi co zrobiłam nie tak,dlaczego to mnie spotkało….powoli wracam do rzeczywistości,codziennie wieczorem modlę się do Mojego Aniołka.Widocznie tak musiało być….życzę Ci dużo siły i wiary w to że będzie dobrze,Trzymaj się ciepło:)

  5. Poroniłam dwa.razy , pierwszy 6 tydzień drugi 13 tydzień. Teraz mam synka 10 miesięcy, jestem bardzo szczęśliwa, Gdyby nie wsparcie Męża i Siostry i Najbliższych byłoby bardzo ciężko. Dziękuję za bardzo mądry artykuł wiele mi wyjaśnił……

  6. Miło że powoli wracasz Nicole 💛 ja straciłam synka w 11 tygodniu rok temu w lutym wiem, że to chlopiec bo robiłam badania. W tym roku w lutym przyszedł na świat mój drugi synek Nikos jest duży i silny, przez całą ciążę wyniki wzorowe. Natura wie lepiej, strata zawsze boli ale widocznie tym naszym nienarodzonym aniolkom nie było by tu dobrze.

  7. Czekaliśmy na Maleństwo prawie dwa lata. Poroniłam w 10 tygodniu ciąży, ponad 2 lata temu, Ciąża obumarła. Nigdy nie zapomnę twarzy lekarza, gdy zrobił mi usg. Było mi bardzo ciężko, tym bardziej ze nie miałam żadnego wsparcia… Trochę trwało zanim doszłam do siebie, ale cały czas myślę co by było gdyby… Można się łudzić ze się zapomni ale tak na prawdę na zawsze zostanie rana na sercu.
    Wierze ze wszystko w życiu ma sens, nawet tak bolesne doznania.
    Po czasie wiem ze dla większości społeczeństwa poronienie jest tematem tabu, a moim zdaniem nie powinno tak być, brakuje wsparcia, zrozumienia nawet przez personel medyczny.
    Powinno się to zmieniać, powinniśmy o tym mówić, bo wiem z własnego doświadczenia, że bardzo jest potrzebna rozmowa, wsparcie szczególnie osoby która wie co się czuje w tych momentach.

  8. Mam 26 lat,podczas ciąży miałam wykonywane wszystkie badania prenatalne wraz z amniopunkcja.Mialam bardzo zły wynik testu Papa i podwyższone NT.
    Amniopunkcja wykazała ze nosze zdrowego synka.
    Niestety pół roku temu urodziłam martwego synka w 37tygodniu.Pomimo licznych konsultacji,badań ,sekcji…nie wykryli żadnej przyczyny.Syn był całkowicie zdrowy,wszystkie narządy poprawnie wykształcone.
    Obecnie jestem w 10 tygodniu ciąży.Po takiej stracie trudno się cieszyć w pelni ciąża…bo nawet przy końcówce może stać się tragedia.
    Pozdrawiam ciepło Nicole!

  9. Łączę się z Tobą w bólu Nicole. Tydzień temu straciłam moją wymarzoną córeczkę w 22 tygodniu. Wyczekana po kilku latach starań. Dziecko było anatomicznie prawidłowe, badania genetyczne skory dziecka prawidłowe. W badaniu usg tydzień przed lekarze wykryli że dzieciątko wyhamowało tempo wzrostu. Miałam mieć kolejne usg za parę dni.Czułam spięcia macicy kilkanaście razy dziennie. Po 2 dniach od badań przestałam czuć ruchy. Kolejne usg potwierdziło moje obawy. Potem szpital, wywołanie porodu, łyżeczkowanie.. dopiero powoli staję na nogi. Ciągle myślę ze stres jaki przeżywałam odkąd dowiedziałam się ze cos jest nie tak mógł zabić moją córkę. Gdybym umiała wtedy nad nim zapanować może wszystko potoczyłoby się inaczej. Dziecko rosło by powoli ale by rosło. Boję się ze to była moja ostatnia szansa ze względu na mój wiek. Poradzisz jakie badania immunologiczne mogę zrobic w tym momencie chwile po porodzie w kierunku wyjaśnienia co z mojej strony mogło być przyczuną? Wiem że przepływy nie były chyba dobre..

  10. Ponad rok temu straciłam ciąże. Poronienie zatrzymane. Trafiłam na świetnego lekarza, który pomóg mi zrozumieć to co mnie spodkało.

  11. Mnie również spotkało poronienie. Straciłam ciążę trojaczą, a było to tym trudniejsze, bo po dwóch latach leczenia niepłodności. Wiem jak ważne jest wsparcie psychologa w tym momencie, którego w szpitalu na Karowej nie doświadczyłam. Bardzo, bardzo pomogła mi psycholog z Invimedu. Jeśli któraś z was potrzebuje wsparcia to szczerze polecam. Żałobę trzeba przeżyć, świadomie.

    Niestety nasze prawo jest tu nieludzkie. Wsparcie psychologa powinno być powszechnie dostępne (i nie jedno, a kilka spotkań), a urlop macierzyński po poronieniu łatwiejszy do uzyskania. Szpitale często nie informują o takiej możliwości (Karowa), albo zasłaniają się przymusem określania bardzo kosztownymi badaniami płci dziecka (w moim przypadku trójki).
    A co w przypadku pustego jaja płodowego? Albo straty bardzo wczesnej ciąży? Czy kobieta wtedy cierpi mniej i ma wrócić do pracy/obowiązków po tygodniu zwolnienia lekarskiego? Nie sądzę.

  12. Cześć ja również poroniłam było to w 12tc gdy przyszłam na wizytę dowiedziałam się, że przestało bić serduszko. Łyżeczkowanie 21stycznia zrobiłam badania okazało się, że mam niedoczynność tarczycy zaczęłam brać leki a już 3marca zaszłam w kolejną ciążę 1grudnia na świat przyszła moja córeczka 😙 udało się jestem mega szczęśliwa 😉

  13. Przepraszam, bo wiem, ze nie na temat, ale może napiszesz coś o goleniu przed porodem…Trzeba czy nie trzeba? A jesli trzeba to czy trzeba tak calkiem? Czy to zależy od szpitala?

  14. Wiem, że temat trudny, ale warto wspomnieć o tym, że w przypadku gdy ciąża obumarla można się starać o wypłatę z ubezpieczenia z tytułu “urodzenia martwego dziecka”. Problem jest taki, że szpitale niechętnie wystawiają zaświadczenia po takim zabiegu (psuje im to statystyki – sic!) no i trzeba zarejestrować dziecko w urzędzie – a zatem wybrać mu imię. Być może nie wszyscy się na to zdecydują, ale jest to nasze święte prawo i za to płacimy ubezpieczalniom! A lekarze niestety o tym rzadko wspominają…

  15. Przeszlam dwa poronienia, pierwsze w 8 tyhodniu z zabiegiem lyzeczkowania. W drugim cyklu po zabiegu zaszlam w ciąże urodzilam zdrowego synka. Trzy lata pozniej drugie poronienie, w 6 tygodniu, tym razem samoistne. W pierwszym cyklu po poronieniu zaszlam w kolejna ciaze . Teraz jestem juz w 19 tygodniu i oaza rozwija sie prawidłowo. Nigdy nie poznałam konkretnej przyczyny poronienia. Ale teraz profilaktycznie biorę aspirynę na rozrzedzenie krwi i w obu ciążach progesteron dopochwowo do 12. Tygodnia.
    Pozdrawiam wszystkie mamy i dzieci aniołków .

  16. Niestety i mi ten temat nie jest obcy. Dwa dni temu straciłam swoje dziecko. Paradoksalnie w dzień, który dedykowany jest właśnie dzieciom. To co teraz czuje, nie jestem w stanie obrać w słowa. Zaczęło się od odrobiny krwi…jadąc do lekarz w duchu powtarzałam sobie, przecież czasem tak się dzieje, nie ma tego dużo, wszystko jest ok. Moment kiedy na monitorze usg zobaczyłam pustkę, był najgorszym przeżyciem mojego życia. Pusta z monitora zalała moje serce i na tą chwilę nic nie jest w stanie mi tej pustki wypełnić. Moje serce rozleciało się w drobny mak. Nie znajduje odpowiedzi dlaczego tak się stało. Momentami sobie myślę, że może to był tylko zły sen, z którego zaraz się obudzę. Niestety mimo wszelkich starań, wybudzić sie nie potrafię. Mój syn dziś podszedł do mnie i z uśmiechem na twarzy popukał mi po brzuchu i powiedział “puk puk…jest tam ktoś?”. Nie ma i nie wiadomo kiedy znowu będzie:( Lekarka kazała mi jechać do szpitala na ewentualne czyszczenie…nie dałam rady 🙁 Licze na to, że sama się oczyszczę 🙁
    Ludzie mówią…trzeba żyć dalej, masz dla kogo. Ja to wiem, ale jak to zrobić kiedy cześć mojego serca trwale umarło 🙁

    • Kochana ja poronilam w marcu w 12 tyg. Pustki jaką od tego momentu odczuwam nie da się opisać. Do dziś mam wrażenie że mnie wszyscy oszukali i tak naprawdę moje dzieciątko dalej jest w brzuchu albo że to wszystko to tylko zły sen… następna ciaza będzie koszmarem i ciągłym strachem…

    • Nigdy słowa nie wyrażą bólu, po stracie dziecka. Ja poroniłam w czwartek, tydzień temu. Zabieg łyżeczkowania miałam w Dzień Matki…. jak strasznie boli fakt utraty dziecka! Moja ciąża miała 10 tyg i dwa dni. Nic nie wskazywało, że coś może być nie tak. W 8 tyg widziałam bijące serduszko…w 10 tyko zwinięty płód na monitorze. Pragnę być mamą, za jakiś czas, po wszystkich badaniach i kontrolach znowu będziemy chcieli starać się o dziecko. Ale tego co się stało nigdy nie zapomnę. Dziewczyny, jest nas tak dużo z tym problemem….

  17. Nicole, przeczytaj jeśli będziesz miała czas i chęci.

    http://pinchofyum.com/sweet-afton

  18. Przeszłam przez poronienie dwukrotnie.. Pierwsza, bliźniacza utracona w 10 t.c., druga pojedyncza w 5 t.c. W obu przypadkach musiałam przejść przez łyżeczkowanie macicy..za każdym razem w znieczuleniu miejscowym. Pierwszy przypadek w Polsce. Rekonwalescencja 1,5 miesiąca bowiem nie zostałam “doczyszczona”. Drugą ciążę porobiłam na urlopie w Czarnogórze…bałam się ogromnie bo wiedziałam co mnie czeka. Zabieg ostatecznie przeprowadzony taką metodą, że musiałam przeleżeć dwa dni w łóżku.. na trzeci dzień mogłam korzystać z kąpieli p. Nie było łatwo..myśli “dlaczego???? krążyły w głowie. Na szczęście mąż, znajomi z którymi byliśmy i szybkie dojście do zdrowia po zabiegu spowodowały, że nie załamałam się… Sama w głębi serca wiedziałam, że natura wiedziała co robi. Na dodatek jeszcze nie mogłam poczuć ruchów dziecka… Po tych wydarzeniach nie mogłam patrzeć na mamy z brzuszkami, nawet oglądać filmów gdzie rodziły się dzieci, bo od razu do oczu napływały mi łzy… Potem przyszły koszmary senne i tak przez dwa lata. Aż odpuściliśmy starania o dziecko…i…stało się…zaszłam w kolejną ciążę. Ciążą zagrożona, na podtrzymaniu. Nie przyzwyczajałam się do niej, bo bałam się kolejnego rozczarowania. Szczęśliwie dobrnęliśmy do końca 😊. Urodziłam córcię, która według trzech lekarzy miała być chłopcem 😁. Niespełna dwa lata później przyszedł na świat nasz synek. Obecnie jestem w 30 tygodniu, nieplanowanej 😉 ciąży… będzie córcia. Sama jestem jedynaczką i najśmielszych snach, nigdy nie przypuszczałam, że będę mieć trójkę maluchów. Po wcześniejszych doświadczeniach myślałam, że już nigdy nie będę mieć dzieci…a tu taaaka wesoła gromadka będzie…potrzebowaliśmy jednego CZASU by pogodzić się niepowodzeniami i znaleźć się w obecnym położeniu.
    Niestety my ludzie nie jesteśmy doskonali…Jak piszą genetycy tylko 40% szansy mamy na zajście w ciążę podczas owulacji (o ile będzie)..ale to nie gwarantuje, że ciążę donosimy. Z takim podejściem wydaje się, że niestety z poronieniem my kobiety musimy się liczyć. Problem w tym, że po jednej stronie statystyczna rzeczywistość, po drugiej psychika a lekarz ginekolog musi manewrować pomiędzy wiedzą i uczuciami ludzkimi.

    Dzisiaj piszę, to wszystko z ogromnym dystansem, co jednak nie znaczy, że jest mi obojętne… Czas załagodził ból i mimo wszystko doczekałam się własnego potomstwa. Nagorzej mają Ci, którym mimo starań nie udaje się zrealizować marzenia o własnym, upragnionym maluszku.

    Pozdrawiam serdecznie i życzę szczęścia mamom które się spodziewają i nadziei tym, które wracają na początek starań o własne, małe-wielkie szczęście 💕.

  19. Większość z Nas myśli ciąża wspaniały czas. Dwie kreski potem USG bicie serca kopniaki poród… Jeszcze 6at temu sama tak myslalam. lecz życie okazało się zbyt brutalne. Temat poronień i temat martwych ciąż jest w Polsce tematem tabu. Co według mnie powinno się diametralnie zmienić. Niestety kobiet po stratach jest dużo za dużo… Które często nie mają wsparcia i przede wszystkim pomocy. Ja sama byłam 5 razy w ciąży… 1 ciąża poronienie zatrzymane .. dwa tygodnie chodziłam z martwym dzieckiem aż doszło do zakażenia… Potem jajo płodowe puste. Potem narodził się mój Synek. Po nim znów jajo płodowe puste…teraz w styczniu urodziłam Synka… Wypadł mi pęcherz płodowy… Zero objawów..nic… Aż nagle … Szpital .
    USG dziecko żyje… Ale nie miało szans..odeszły wody. Poród… Zabieg łyżeczkowania…. I pytanie dlaczego ? Dlaczego ja ? Potem koszmarne załatwianie aktu martwego irodzenia… i itd
    …Ufałamu lekarzowi… Wierzyłam mu… Lecz powiedzialam basta ! Poszłam na wizytę do kliniki nieplodnosci…. Szok i nieodowierzanie . Czeka mnie i męża masa badań… Być może można było tego wszystkiego uniknac… Ale czasu się nie cofnie….
    Dziewczyny nie możecie się zadręczac. Niestety nie mamy często na nic wpływu. Życie jest zbyt brutalne.
    Teraz każda ciaza to okres strachu leku…. Żaden tydzień czy miesiąc ciąży nie jest bezpieczny … Żaden…
    Nicole podziwiam Cię że dałaś radę napisać ten post ! Lecz z drugiej strony nie dziwię się… Gdybym mogła sama bym tylko o tym mówiła. Lecz tak nie można. Zwłaszcza że masz Kochanego Rogera . To siła napędowa !!
    Jeżeli któraś z Was chce porozmawiać z kimś po stratach… Zapraszam mój mail pjakubczak@onet.pl

  20. Czy przy poronieniu zatrzymanym lub niezupełnie kobieta może “poprosic” o “lyzeczkowanie” czy szpital może odmówić i w pewnym sensie zmuszać do farmakologicznej indukcji poronienia które tak jak napisałaś i tak często kończy się zabiegiem?

    • Myślę że możesz poprosić. Ale lepiej spróbować lekami. Dlatego że organizm lepiej dochodźi do siebie. Ja przy 1 ciąży przy poronieniu zatrzymanym dostałam lek . Było to dla mnie męczarnia pod względem psychicznym. Bo musislam uważać by fragmenty nie wleciały np do toalety by można je było dać do histopatologii. Ból jest wiele większy jak przy okresie. Niestety i tak zakończyło się łyżeczkowaniem..

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*