Poronienie – przyczyny, statystyki i postępowanie

Poronienie – przyczyny, statystyki i postępowanie

Każda kobieta po poronieniu zadaje sobie te same pytania- pytania o przyczyny, o to czy to rzeczywiście jest tak częste jak lekarze ją pocieszają i o to co dalej…

Celem tego postu jest  odpowiedzenie na Wasze pytania. Pytania, które życzę Wam, żebyście nigdy nie musieli sobie zadać.
Trudno jest ocenić jak częste są poronienia, co źródło to nieco inne dane. Istnieje coś takiego jak poronienie, o którym nawet nie wiemy czyli ciąża, która kończy się zanim kobieta zdąży zrobić test ciążowy. Nie wie, że była w ciąży, dostaje miesiączkę i nie ma pojęcia, że właśnie w tej miesiączce były zalążki nowego życia. Takie poronienia to podobno aż 50% ciąż. Liczba ogromna, jednak w tym poście nie chcę się na tych sytuacjach skupiać.
Pomiędzy momentem kiedy kobieta, się dowie o ciąży a 12 tygodniem –  do poronienia dojdzie u 10-20% kobiet.

Istnieją dwa przełomowe momenty:

Pierwszy i najbardziej znaczący, to pojawienie się akcji serca (FHR – fetal heart rate) – wtedy ryzyko poronienia z dnia na dzień staje się przynajmniej o połowę niższe. Czynność serca pojawia się pomiędzy skończonym 5 a 6 tygodniem. Kiedy zarodek ma 3 do 6 mm. Początkowo czynność serca jest podobna do czynności serca mamy i wynosi około 80 uderzeń na minutę, z każdym dniem FHR przybiera na prędkości i około 10 tygodnia jest najwyższe- około 170 uderzeń na minutę. Dlaczego o tym piszę? Ponieważ opracowania naukowe mówią jednoznacznie, że bradykardia (czyli zwolnione bicie serca) w tym okresie jest czynnikiem bardzo źle rokującym. Nie znaczy to jednak niestety, że jeżeli serduszko bije prawidłowo, to poronienie nam się nie przydarzy.
Kolejnym przełomowym momentem jest moment po badaniu USG pomiędzy 11-13 tygodniem- uważa się, że jeżeli nie rozpoznamy w tym badaniu odchyleń od normy lub wad to ryzyko poronienia staje się najniższe w całej ciąży i wynosi ok 1%. O poronieniu mówimy do 20(22) tygodnia ciąży (zależnie od różnych definicji). Po tym momencie, jeżeli ciąża się przedwcześnie zakończy nazywamy to porodem przedwczesnym.
Poronienia mogą mieć bardzo różne rodzaje- ale zasadniczo możemy je podzielić na trzy typy.

Poronienie samoistne– kiedy kobieta zaczyna krwawić i roni w postaci obfitej miesiączki.

Poronienie niezupełne– kiedy poronienie samoistnie się rozpoczyna, ale nie może się w pełni dokonać bez pomocy lekarskiej.

Poronienie zatrzymane– (missed miscarriage) kiedy kobieta dowiaduje się dopiero na USG, że ciąża obumarła, mimo, że jej organizm mógł nie dawać żadnych oznak tego, że ciąża przestała się rozwijać. Taka sytuacja według literatury jest w około 2% ciąż- z mojego osobistego doświadczenia w pracy wydaje mi się, że jest to częściej.

Poronienie może również przebiegać z ogólnym zakażeniem matki, nazywa się to poronieniem septycznym, na szczęście w obecnej dobie opieki medycznej zdarza się coraz rzadziej.
Wydaje mi się, że każda kobieta, która przechodzi to bardzo nieprzyjemne doświadczenie jakim jest poronienie, dodatkowo zaczyna obwiniać siebie, zaczyna myśleć co zrobiła źle. Taki jest nasz naturalny ludzki odruch. Chcemy wiedzieć dlaczego. Już jako dzieci rodzice nas uczą związków przyczynowo-skutkowych. Bolą nas paluszki, bo przytrzasnęliśmy je sobie w szafce, a mama mówiła, żeby nie bawić się szufladą. Dostaliśmy jedynkę z matematyki, bo zamiast uczyć się do klasówki graliśmy w grę na komputerze. Mieliśmy stłuczkę, bo zachowaliśmy za mały odstęp i nie zdążyliśmy wyhamować.
Co zatem zrobiłyśmy źle, że poroniłyśmy? Czy to pytanie nie wydaje się naturalne?
Według badań ponad 60% osób wierzy, że poronienie może nastąpić po podniesieniu ciężkiego przedmiotu. Ponad 70% wierzy, że stres powoduje poronienie. Nie jest to prawda, świadczą o tym bardzo ciekawe badania wykonane w Izraelu- gdzie pokazano, że nawet ogromny przewlekły codzienny stres związany z realnym zagrożeniem życia, tylko o jeden punkt procentowy zwiększa ryzyko poronienia.
A ile kobiet wierzy, że wysiłek fizyczny powoduje poronienie, ile wierzy, że przepracowanie, ile wierzy, że ta jedna kawa, którą wypiły albo ten kęs sera pleśniowego, którego nie zauważyły w sałatce, ile wierzy, że podróż samolotem, ile wierzy, że to właśnie stosunek płciowy z mężem kilka dni wcześniej, ile wierzy, że noszenie starszego dziecka na rękach- było przyczyną – statystyk na to nie znalazłam, ale myślę, że były by one podobne.

ŻADNA z tych sytuacji nie powoduje poronienia. Co zatem jest przyczyną poronienia?

W 60% przypadków (i jest to dobrze udokumentowane medycznie) powodem jest wada chromosomalna – nie wynikająca z wady u rodziców, tylko powstająca z niezależnych od nas powodów podczas powstawania gamet (jajeczka i plemników – choć zdecydowanie częściej wady te powstają po stronie kobiety i ich częstość wzrasta wraz z wiekiem matki), dlatego czym starsza jest kobieta tym większe ryzyko poronienia.

Kolejne 20% poronień spowodowane jest innymi wadami genetycznymi, które nie wychodzą w klasycznym badaniu chromosomów. Pozostaje nam 20% przyczyn- do tej grupy możemy zaliczyć – zaburzenia hormonalne np. niewyrównane (!) choroby tarczycy – prawidłowo leczona choroba tarczycy nie jest przyczyną poronienia, silne urazy brzucha, infekcje (np. kiła, chlamydia, ureoplasma, toksoplazmoza, cytomegalia, zwykła grzybica pochwy nie będzie przyczyną poronienia), zaburzenia krzepnięcia (trombofilie), czynniki środowiskowe – i tu uwaga – oto będą rzeczy, na które rzeczywiście mamy wpływ – palenie papierosów, spożywanie alkoholu, używanie niedozwolonych leków lub narkotyków, kontakt z toksynami w pracy, kontakt z promieniowaniem jonizującym (RTG, terapie nuklearne)– mogą spowodować poronienie. Ale i to jest bardzo ważne – wszystkie te przyczyny, będą miały znacznie PO terminie spóźnionej miesiączki, czyli 14 dni po zapłodnieniu. Przez pierwsze 14 dni – obowiązuje w biologii rozrodu tak zwana zasada „wszystko albo nic” – czyli albo po czynniku toksycznym dojdzie do zatrzymania rozwoju ciąży na bardzo wczesnym etapie (zanim o niej wiemy) albo czynnik ten nie będzie miał wpływu.

Wniosek powinien być taki – jeżeli nie paliłyście, nie piłyście alkoholu, nie brałyście zabronionych substancji, nie miałyście kontaktu ze szkodliwymi czynnikami toksycznymi oraz– byłyście u ginekologa na rutynowej wizycie, w której zlecił badania laboratoryjne- wykluczające zdecydowaną większość wtórnych przyczyn poronień, to NIE zrobiłyście NIC źle- po prostu Wasze dzieciątko, Wasz zarodek – był chory i natura wiedziała, że nie da sobie rady.

Powyższe przyczyny dotyczą głownie kobiet z jednym lub dwoma poronieniami- przy trzecim poronieniu, powinniśmy doszukiwać się wtórnych przyczyn- najczęściej będą to – zaburzenia krzepnięcia lub choroby autoimmunologiczne u mamy, nosicielstwo wad genetycznych u rodziców lub zaburzenia hormonalne.

Każda kobieta po trzecim poronieniu powinna mieć zrobiony specjalistyczny panel badań, aby możliwie wszystkie te przyczyny wykluczyć.

Niestety dwa poronienia uważa się medycznie jeszcze za – i teraz okropne słowo – „normę”.

Postępowanie przy poronieniu w pierwszym trymestrze (do 13 tygodnia)

Po poronieniu samoistnym – czyli takim, które nastąpiło samo bez ingerencji lekarskiej. Powinniśmy koniecznie zgłosić się na kontrolę do ginekologa, aby sprawdzić czy poronienie jest „zupełne” – jeżeli jest zupełne to teoretycznie, jeżeli mamy taka wolę, możemy już w kolejnym cyklu starać się o ciążę.

Przy poronieniu zatrzymanym lub niezupełnym – lekarze mają dwie możliwości, aby pomóc kobiecie oczyścić jamę macicy z martwych tkanek. Kiedyś standardem postępowania był zabieg łyżeczkowania. Zaletą tego zabiegu jest to, że jest on skuteczny i dla kobiety niebolesny (wykonuje się go w znieczuleniu ogólnym). Wadą jest to – że po zabiegu trzeba odczekać przynajmniej 3 miesiące do starań o kolejną ciążę oraz możliwość powikłań, takich jak zrosty wewnątrzmaciczne oraz przebicie macicy (oba powikłania są na szczęście bardzo rzadkie). Po zabiegu zazwyczaj podaje się również profilaktyczną antybiotykoterapię, aby uniknąć zakażenia.

Opcją dużo częstszą, która w większości szpitali staje się standardem jest farmakologiczna indukcja poronienia- u kobiety, u której stwierdzamy obumarcie ciąży – podajemy leki, które powodują skurcze i samoistne opróżnienie się macicy. Takie postępowanie „zachowawcze” jest dla kobiety dużo mniej obciążające w takim sensie, że już po jednym prawidłowym cyklu od dokonanego z pomocą farmakologiczną poronienia może starać się o kolejną ciążę, a ryzyko powikłań jest minimalne. Wadą tej metody jest to, że może być ona bolesna, jest nieprzewidywalna w czasie- poronienie może nastąpić już kilka godzin po podaniu leków, a może trwać nawet kilka dni. (U większości kobiet dochodzi do poronienia w przeciągu 12h). Wadą jest również to, że nie zawsze poronienie jest zupełne – czyli i tak konieczny jest zabieg łyżeczkowania. Udana i zupełna farmakologiczna indukcja poronienia jest u około 75% kobiet – więc jeżeli kobieta chce niebawem zajść w kolejną ciążę to warto tę opcję rozważyć.

Przy poronieniach późniejszych niż 13 tydzień – zazwyczaj nie da się zabiegu uniknąć – i kolejna ciąża jest wskazana dopiero po trzech prawidłowych cyklach.

Kolejnym trudnym tematem związanym z poronieniami w drugim trymestrze – zazwyczaj tymi po 16 tygodniu – jest kwestia zatrzymania laktacji. Zachęcam, aby wziąć do tego stosowne leki przepisane przez lekarza, a nie starać się zatrzymać laktację „naturalnymi” metodami. Pojawienie się mleka z piersi u kobiet po poronieniu potrafi mieć bardzo trudne psychologicznie aspekty, nie mówiąc już o ryzyku zastojów oraz zapalenia piersi.

Warto również pamiętać, że u kobiet z grupą krwi Rh ujemną – powinniśmy po poronieniu (od 12 tygodnia według zaleceń) – zastosować profilaktykę konfliktu serologicznego w postaci zastrzyku z immunoglobuliny.

Każda kobieta przechodzi poronienie inaczej – jedne kobiety chcą o tym mówić, inne wolą aby temat przemilczeć. Nie ma na to recepty, jedno jednak jest najważniejsze, aby każda kobieta, która poroniła zrozumiała, że to nie jej wina i że poronienia niestety należą do naszej ludzkiej natury. Natury, która chce abyśmy rodziły zdrowe i silne dzieci.

 

219 komentarzy

  1. Do szpitala trafiłam z poronieniem zagrażającym (krwawienie) nie dosyć ze zamiast w pierwszy dzień usg zrobili mi w drugim dniu pobytu to jeszcze usłyszałam „ee nic z tego nie bedzie”…

  2. Po 2 poronieniach i jednym żywym porodzie z hipotrofia lekarz zasugerował drogie prywatne badania w kierunku chorób związanych z krzepliwością, jednocześnie dał skierowanie do hematologa i dał wybór. Hematolog na NFZ zrobił mi cały panel badań i dopiero genetyka wykazała mutacje genu MTHFR. Dzisiaj jestem w 15 tyg. zdrowej ciąży bliźniaczej, biorę Acard i zastrzyki z heparyny, dzieci są zdrowe, ciaza bez zagrożeń. Polecam przy martwych porodach i poronienia badania na mutacje tego genu, można zaoszczędzić sobie łez dzięki codziennym zastrzykom.

  3. Pierwszą ciążę rozwiązali u mnie cesarskim cięciem ponieważ miałam zatrucie ciążowe w 28 tygodniu i życie dzieci było zagrożone a kolejna skończyła się już w 8 tygodniu poronieniem. Lekarze najpierw mówili że jest wszystko ok że krwawienie ustaje i poleżę na podtrzymaniu po czym że ciąży niema i dopiero badanie USG potwierdziło że to naprawdę koniec również obwiniałam bardzo długo siebie o to że nie umiem donosić ciąży jak pierwszej tak i drugiej. Pierwsza zakończona komplikacjami a kolejna poronieniem byłam pewna że to ja robię coś źle więc bardzo dziękuję za artykuł.

  4. Miałam dwa poronienia 13 tc i 11 tc. Oba poronienia zatrzymane. Jednak przy pierwszym 13 tc (częściowy zasniad ) dokonano próżniowego usunięcia. Samo lyzeczkowanie by nie wystarczyło? Dopiero przy drugim poronieniu najpierw leki na wywołanie i później zabieg lyzeczkowania.

  5. Jestem (byłam) w ciazy blizniaczej. Starania o dwie kreski na tesci trwaly dwa lata… mnostwo badan, lez, pytan dlaczego? Az w koncu sie udalo. Dwie kreski pojawily sie w pazdzierniku 2016… nie wierzylam, balam sie ze to efekt terapii hormonalnej… czekalam na usg, a tu dwa dzieciatka ukazaly sie na monitorze… szalelismy z mezem ze szczescia, tak dlugi okres staran zostal wynagrodzony nam. Drugie badanie usg ok 8 pieknie bija serduszka, pani ginekolog wszystko dokladnie pokazuje… placze, lzy szczescia sa takie cieple… badanie w 12 tyg…usg, widze ze cos jest nie tak zanim ginrkolog cokolwiek powie, widze ze jedno malenstwo sie nie rusza, jest zdecydowanie mniejsze… cos sciska mnie w gardle, nie chce uslyszec od niej tego co chce mi powiedziec, boje sie, chce wyjsc z gabinetu I nadal mnie obie istotki zywe w sobie… wychodze, dzwonie do meza, mowie ze jedna kruszynka zmarla…slysze jego glos, slysze lzy ktore splywaja mu po policzkach… nie zapomne nigdy tego malenstwa… strach o utrzymanie drugiego plodu…codzienna dawka zastrzykow, czeste badania…i wciaz pojawiajacy sie w karcie ciazy zapis: „ciaza blizniacza, obumarcie jednego plodu…”… boje sie, jestem w 36 tyg tej ciazy…mala jest z nami, chce juz ja na swiecie, tulic I chronic… bo jej braciszka nie bylam w stanie… lzy, zimne lzy…zimne bo pelne cierpienia… nie zapomne kochany… twoja mama…

  6. Jestem mamą aniołka Kornela (38tydzień).
    Mieszkam w UK.Listopad 2014 zaczęliśmy z mężem starania o nasze maleństwo, tak podchodzilam do tego jeszcze z dystansem bo ślub mieliśmy zaplanowany na kwietnia 2015 i nie spieszylo nam się, aż tak bardzo, że chcemy już teraz.
    Luty 2015 nie ma spodziewanej miesiączki jakoś w ogóle nie myślałam o tym,dopiero przyjaciółka pyta no i jak dostałaś miesiączkę?Ja odpowiadam nie jeszcze nie dostałam i w głowie już myśl, że przecież powinnam już dostać dawno, cały styczeń nie dostałam, a już luty się zaczął. Już czułam to,że jest we mnie nowe życie. Cała ciąża super, trochę mdłości i zmęczenia, ale jeśli chodzi o maleństwo było wszystko jak najbardziej ok,banania w Polsce i w UK wszystko było super.37 tydzień ciąży zaczęłam prać, prasować,szykować torbę do szpitala, wszystko to co już powinno być gotowe na powitanie maleństwa.
    Sobota, mąż szykował się do pracy na nocną zmianę ja mowie wiesz co coś dziś słabo czuje Kornela nie wiem, pójdę się wykąpać on zawsze jak leże w wannie to wariuje, nalałam wodę do wanny i położyłam się leże tak 10 minut i nic przez 10 minut żadnego znaku. Ogarnęła mnie straszna panika, ale mówię przecież co się może stać wszystko musi być dobrze. Dzwonię do szwagierki, żeby pojechała ze mną do szpitala sprawdzić, a do męża mówię jedz do pracy jak coś będzie nie tak to zadzwonię do Ciebie.
    Czekamy w poczekalni, mówię do szfagierki o ruszył się, ulżylo mi,ale to było tylko moje urojenie. Wchodzimy do pokoju, kładę się na fotel, przychodzi położna włącza dedakor nic nie słychać, łzy napływają mi do oczu, położna mówi Natalia spokojnie jeszcze nic nie wiadomo może mały jest tak ułożony że nie słychać zrobimy usg.Idę do kolejnego pokoju jeszcze z lekką nadzieją, że będzie wszystko dobrze, ale tam słyszę najgorsze słowa, które słyszałam w moim całym życiu „Przykro mi Natalia Twoje dziecko nie żyje, nie ma serduszka”
    Co wtedy czułam nie jestem w stanie opisać, na pewno złość i pytania, ale jak to przecież dwa tygodnie temu byłam i było wszystko dobrze. Zadzwoniłam do męża, te słowa pamiętam do dziś „Myszko przyjeżdżaj nasz Kornel nie żyje” płakałam strasznie nic i nikt nie mógł mnie uspokoić, zaczęłam głaskać brzuch mówiąc dlaczego synku doszedłeś,dlaczego?
    Przyszła położna pytają czy chcę os razu przejść do porodu czy poczekać i przyjść na następny dzień, odpowiedziałam, że chcę od razu dostałam leki na wywołanie poród był ciężki psychicznie, ale lżejszy fizycznie (stwierdzam to teraz, po drugim porodzie).
    Mój synek taki piękny czarne włoski po mnie, ale z twarzy podobny do taty. mój najdroższy.
    Może was to zdziwić, ale w UK zupełnie inaczej podchodzą do śmierci.
    Od niedzieli rana gdy go urodziłam do poniedziałku wieczorem był cały czas z nami w swoim pokoju, który znajdował się w pokoju większym, którym byliśmy my z mężem i szfagierką.Może wydawać się to dziwne, ale dla mnie było to najpiękniejsze co mogło mnie spotkać, że mogłam z nim spędzić trochę czasu, bardzo mi to pomogło psychicznie.
    Przyczyną śmieci mojego synka był zakrzep krwi w pępowinie, po 3miesiącach zaczęłam starania o kolejne maleństwo było ciężko bardzo, ale się udało i mam już obok siebie córeczkę 5miesięczną.
    Moim zdaniem powinno się robić więcej badań co do krzepliwosci krwi w ciąży bo to jest też duża przyczyną wielu poronien lub śmierci w późniejszej ciazy.
    Pierwszy raz piszę to co mnie spotkalo.
    Mamaginekolog ściskam Cię mocno nasze aniolki kochane pewnie patrzą na Nas z góry i czuwają nad nami, nad swoim rodzeństwem.
    P.S przepraszam, że tak odpisałam wszystko,ale bardzo tego potrzebowałam.
    Ściskam mocno mamy aniołków.

    • Tez jestem w UK … tez jestem mama Aniolka (Oliver 25tc)
      I tez zakrzep w pepowinie……… tez mialam wrazenie, ze czuje ruchy…. uslyszec od poloz ej/lekarza ,ze serduszko nie bije to najgorsze co moze spotkac przyszla mame……. tule mocno 😘

  7. Moja pierwsza ciąża okazała się pustym jajem co na tamten moment było dla mnie wielkim znakiem zapytania bo nie miałam pojęcia co to jest, dlaczego i w ogóle o co chodzi? Zdrowa 30tka, nie pijąca, nie paląca a tu takie coś. Szpital, czyszczenie, trauma, stres, strach przed zajściem w kolejną ciąże… trwało to rok. Po roku który minął na czytaniu wszelkich informacji na temat pustego jaja, leczenia prolaktyny (niby za wysoka?) zaszłam w ciąże i urodziłam zdrową córę. Po kolejnych kilku latach ponownie zaszłam w ciąże i urodziłam zdrowego synka. Niestety z powodu pierwszej nieudanej ciąży – bałam się cieszyć z kolejnych ciąż, wciąż mi się wydawało że jak się będę cieszyć to skończy się to poronieniem więc na wszelkie kontrole chodziłam z duszą na ramieniu i nastawieniem „napewno jest źle”. Na szczęście się udało. Nikomu nie życzę poronienia – a szczególnie kobietom które mają już trochę latek i bardzo chcą maluszka. Ja po poronieniu nienawidziłam wszystkich kobiet które mijałam z wózkami, nie mogłam patrzeć na dzieci, na kobiety w ciąży i nienawidziłam siebie. Jakoś z tego wybrnęłam ALE mimo iż minęło 7 lat wspomnienia nadal są i bolą.

  8. Może napiszesz coś o zaśniadzie? Wiem ,że temat nie jest zbyt popularny. Ja przeszłam przez leczenie po zaśniadzie całkowitym i był to temat obcy w internecie.

    • Ja miałam zasniad częściowy. Zaczynam kolejny miesiac antykoncepcji…boję się ryzykować…Ale wiem, ze tylko kolejna ciaza da mi ukojenie. ..

  9. Kiedy wybralam sie do szpitala z krwawieniem w 6-7tygodniu to w Uk doktorka powiedziala ze nic nie widzi i ze musze koniecznie przyjsc na badania krwi nastepnego dnia. Akurat lecialam do Polski wiec tam poszłam raz jeszcze. Lekarz od razu powiedzial, że doszło do poronienia. Byłam prywatnie i łyżeczkowanie mialam bez znieczulenia.

  10. Mama 6 aniolkow, wszystkie odeszly pomiedzy 5 a 6 tygodniem. Dzieki IVF w brzuchu kopie mi syn,27 Tydzien. Strachu i codziennej paranoi nie jestem w stanie opisac . Kazdy dzien jest cudem ,kazdy ruch a do mety jeszcze tak daleko.

  11. Ja też miałam puste jajo płodowe. A tak się cieszyliśmy z mężem że będziemy rodzicami. Radość trwała 2 tygodnie. Pani doktor po stwierdzeniu pustego jaja płodowego kazała mi czekać na samoistne poronienie, do którego nie doszło. Dopiero znajomy ginekolog pracujący u nas w szpitalu, kazał mi przyjechać do szpitala na czyszczenie. Nie wspomne o traktowaniu przez pielegniarki, przy przyjęciu jedna darła po mnie gębe, że karta ciąży itp, ja mówię że nie dostałam. „To jest pani w ciąży czy nie?”. Nie mogły mi welflonu wkłoć, pękały mi żyły i zrobiło mi się za 4 czy 5 wkłóciem słabo, to jedna mi powiedziała „jak pani chce ten zabieg przejść, jak pani mdleje przy zakładaniu welflonu”. No masakra jakaś. Ja przerażona a te się jeszcze na mnie wyżywają. Łyżeczkowanie zrobiono pod narkozą, bez podania jakichkolwiek leków rozkurczowych itp. Na następny dzień wypisali mnie do domu, nie na długo, bo po 2 dniach wróciłam do szpitala z gorączką, i silnym stanem zapalnym macicy (zatrzymanie odchodow). Ból masakryczny. Dopiero wtedy podano mi jakieś leki rozkurczowe, antybiotyki 3 razy dziennie. Po dobie dostałam tak silnych skurczy i krwotoku, jak nigdy w życiu, byłam pewna że macica się oczyściła. Ale na usg wyszło że niestety nie, równy tydzień po pierwszym łyżeczkowaniu wyłyżeczkowali mnie ponownie :-(. 30 letnią nieródkę. 2 zabiegi w ciągu tygodnia! Byłam załamana. Bałam się że będę miała problemy z ponownym zajściem w ciążę i z utrzymaniem jej. Miesiąc wyłam i płakałam po kątach, tak żeby mąż nie widział. Ale wzięłam się w garść, przestałam martwić, zaczęłam myśleć pozytywnie i po 4 miesiącach byłam w kolejnej ciąży która przeszłam książkowo. Teraz właśnie leżę koło 8 miesięcznej córeczki, która słodko śpi wtulona we mnie. Dziewczyny kochane, głowy do góry, bo życie czasami nas doświadcza, ale potrafi też dawać piękne prezenty!

  12. Super artykuł, napewno wyjaśnia​ wiele wątpliwosci. Chcialabym trafić na takiego lekarza jak Nicole. Bardzo czekam na temat ciąży pozamacicznej. Pozdrawiam 😉

  13. Jest nas tak dużo… My staraliśmy się o dziecko przez ponad 3 lata – dwie kreski i niedowierzanie… Następnego dnia pojawiły się plamienia – już wiedziałam, że nic dobrego to nie zapowiada a lekarz tylko potwierdził w badaniu, że mogę się spodziewać najgorszego. Następnego dnia nastąpiło poronienie – nawet nie miałam możliwości zobaczyć maleństwa 🙁 Minął ponad rok i znów dwie wymarzone kreski na teście – tym razem już bez wczesnej euforii – wizyta u lekarza ale bez usg i zapewnienie, że jest ok – następna wizyta po Bożym Narodzeniu. Cudowne Święta i zaraz po nich usg, na którym miałam po raz pierwszy zobaczyć nasze wyczekane maleństwo… Na obrazie usg widzę mały punkcik – jest, ale… nieruchome… 🙁 No i wyrok lekarza – brak akcji serca – maleństwo nie rozwija się. Potem długie czekanie na poronienie – co kilka dni wizyta w szpitalu na usg, czy jest szansa na poronienie samoistne – KOSZMAR… Czekać ostatecznie już dłużej nie można – zabieg w szpitalu. Powoli godziłam się z faktem, że mamą nie mam szans zostać – postanowiliśmy podjąć jeszcze jedną próbę – inny lekarz, porządna diagnostyka, wprowadzenie leków… Po pięciu latach starań znów dwie kreski… już tym razem bardzo ostrożnie z radością… Wyjechaliśmy na weekend żeby nie myśleć… Pierwsze usg – zanim mój wspaniały lekarz powiedział cokolwiek, zobaczyłam maleńką kropkę rytmicznie się poruszającą – już wszystko wiedziałam 🙂 Łzy wzruszenia same popłynęły… 39 tygodni książkowej ciąży, którą cieszyłam się, ale bardzo ostrożnie – jakbym byłam w jakimś letargu – jakbym nie do końca wierzyłam, że to się dzieje naprawdę…
    Dziś moje 2 letnie szczęście biega po domu jak szalone a ja patrząc na nią ciągle pamiętam o tamtych latach wielkiej próby.

  14. Mam dopiero 19 lat, dzieci w najbliższych kilku latach nie planuję, ale nieco się przeraziłam, bo cierpię na chorobę autoimmunologiczną, a także zaburzenia hormonalne.😭

  15. Ja moja Myszkę straciłam w 22tyg ciąży. Niestety wiedziałam że finał nie będzie szczęśliwy. Mała cierpiała na wadę wrodzona ośrodkowego układu nerwowego bezmozgowie. Nie docieralo do mnie jakim cudem taka wada jest wg możliwa. Lekarze położne i pielęgniarki cud nie mogę na nich powiedzieć złego słowa.

  16. Kiedy ja poroniłam w 6 tygodniu ciąży to usłyszałam właśnie od lekarza to norma…kazał mi brać tabletki antykoncepcyjne tylko i wyłącznie na podstawie podwyższonego testosteronu. Oczywiście nie zastosowałam się do zaleceń. nigdy nie brałam tabletek i czułam, ze to nie dla mnie…przecież ja właśnie starałam się a nie zapobiegłam ciąży…. Postanowiłam poszukać innego lekarza. Dzięki koleżance poznałam naprotechnologa. Pierwsza wizyta trwała 3, 5 godz. zlecono szereg badan jak i również pytano mnie o tryb życia (palenie, alkohol, kawa, poronienia w rodzinie etc…). Już wkrótce okazało się, że mam podwyższoną prolaktynę. Po zastosowaniu leku już w ciągu 2 tygodni spadła do normy. Myślałam, że to koniec i że teraz się uda, ale mijały tygodnie….ciąży brak….Po kolejnych badaniach okazało się, że miałam ureaplasmę. Zastosowano u mnie i męża (braliśmy równocześnie) doxycykline UNIDOX. Po 3 tygodniach ureaplasmy brak. Ale byłam sceptycznie nastawiona bo po poronieniu minęło już półtora roku a ciąży brak… cieszyłam się że wykryto ewentualne przyczyny trudności w zajściu w kolejną ciąże jak i poronienia, ale te badania mnie już męczyły, częste wizyty, to ciągłe myślenie dlaczego tak trudno mi zajść w ciążę? odliczanie dni do miesiączki, a potem zawód że przyszła… byłam już tym zmęczona. Podziękowałam lekarzowi i zdecydowałam się z mężem na adopcję. Zaplanowaliśmy ją rozpocząć na styczeń 2018. Teraz był czas dla mnie….koniec myślenia o ciąży! ale nie trwało to długo w drugim cyklu od wyleczenia ureaplasmy zaszłam w ciąże:) dziś jestem w 10 tygodniu, termin na styczeń wtedy co planowana adopcja:) Trzymajcie kciuki, aby wszystko było ok. A tym które się starają lub straciły swoje dzieciątko chciałam powiedzieć żeby nie traciły nadziei. Wiem, ze swoje trzeba przepłakać, ja też przepłakałam. Ale dociekajcie potencjalnej przyczyny już po pierwszym poronieniu… to może być natura, ale być może tak jak u mnie bakteria czy hormony….Róbcie to co podpowiada wam również intuicja….

  17. Bardzo dziękuje Ci za ten post, czytałam go przed pójściem so szpitala. W sobotę dostałam pierwsza dawkę leków dopochwowych w niedziele kolejne dwie, po ostatniej odeszły mi wody i mocno krwawiłam. W poniedziałek miałam zabieg i kiła godzin później wróciłam do domu. Nie dostałam antybiotyku. Od wyjścia ze szpitala niewiele krwawię. Moje dzieciątko przestało się rozwijać w 10tc, zabieg miałam w 12tc. Czy możesz napisać jakie dolegliwości po zabiegu są czymś normalnym? Bardzo delikatnie pobolewa mnie podbrzusze – ból taki jak przy okresie ale mniejszy. O psychicznym bólu pisać nie będę 🙁

  18. Przy okazji tego tematu może odniosę się do bardzo złej sytuacji która ma miejsce niestety jeszcze w wielu szpitalach. Po terminie porodu trafiłam na patologie. Po wejściu do pokoju zauważyłam 3 kobiety siedzące na krzesłach, położna natomiast kazała mi wybrać łóżko mówiąc ze tylko jedno jest zajęte. W ciągu godziny reszta łózek się zapełniła. Wszystkie ciężarne ‚łóżkowe’ gałyśmy, ja np. mówiłam jak bardzo bym już chciała dostać skurcze. Dziewczyny na krzesłach cały czas siedziały i nic nie mówiły. Potem kolejno je zabierano na zabieg. Okazało się potem że był to zabieg łyżeczkowaania. Jak personel medyczny mógł pozwolić umieścić ciężarne które cieszą się z brzuszków razem z osobami które przeżywają tragedię. Czy oni serca dla tych kobiet nie mieli, przecież im musiało być jeszcze trudniej patrząc na nas i słuchając tego co mówimy(nieświadome ich sytuacji). Po drugie jak one mogły kazać im tylko siedzieć na tych krzesłach, czy nie mogli dać im osobnej sali, łóżek nawet jak wychodziły jeszcze tego samego dnia. Uważam że takie sprawy powinny być nagłośnione, aby kobiety przeżywające ten trudny czas nie miały go jeszcze utrudnionego.

  19. Od razu po pierwszym poronieniu zrobiłam wszystkie badania: immunologiczne w kierunku APS, genetyczne w kierunku trombofilii, wszystkie hormony. Wyszły niezłe kwiatki w wynikach, lekarze za głowy się łapali jak ja funkcjonuję, problemy z tarczycą, przysadką, glikemią – podejrzenie guza trzustki, niedomoga lutealna a do tego wszystkiego trombofilia wrodzona o podłożu genetycznym. Kilka miesięcy intensywnego leczenia przyniosło oczekiwane skutki, udało się zajść w ciążę, dzięki progesteronowi, heparynie i acardowi jestem w 15 tygodniu a wyniki oboje z maluszkiem mamy książkowe. Niestety po drodze przeszłam jeszcze 3 ciąże biochemiczne, które kończyły się po kilku-kilkunastu dniach.

    Kiedy mówiłam lekarzom, że podejrzewam, że mogę mieć trombofilię bo mam okropnie obciążony wywiad rodzinny to się ze mnie śmiali, że sobie wymyślam choroby i szukam dziury w całym. Wszyscy ginekolodzy, u których byłam po poronieniu mówili, że to przypadek, żebym się nie martwiła tylko starała dalej, że następnym razem będzie ok. Dziękuję mojej intuicji, że nie posłuchałam lekarzy i na własną rękę zrobiłam badania. Dzięki nim uniknęłam kolejnych tragicznych przeżyć.

    Dziewczyny, jeśli macie podobną sytuację i w rodzinie było sporo przypadków jakichś konkretnych chorób (choroby serca czy autoimmunologiczne) to nie zastanawiajcie się tylko róbcie badania!

  20. Katarzyna Gdaniec

    Mam pytanie dot. bicia serduszka w okolicy 10 tyg. – 10 tyg. liczone od dnia ostatniej miesiączki, czy od okolicy dnia zapłodnienia ? Mam duży problem z „poprawnym” określeniem tygodnia ciąży. Na USG dziecko ma 1,96 cm (174 bicie serduszka) i opisane jest na 8w4d. Jest to nijak do pierwszego dnia ostatniej miesiączki lub do dnia poczęcia (wg mnie jestem w 6w2d +/- 2 dni). Nie wiem zatem jak powinnam określać swoj wiek ciąży… bardzo proszę o pomoc!!
    P.S. Gratuluje rocznicy ślubu !! Samego szczęścia dla Was !!

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*