Przygotowanie do wakacji z dzieckiem

Przygotowanie do wakacji z dzieckiem

Sezon urlopowy w pełni i coraz więcej osób szykuje się do wyjazdów na wczasy. A taki wyjazd z maluchem to zupełnie inny rodzaj wakacji niż te, na które jeździło się samotnie… Jak się na taki wyjazd przygotować? Postaram się Wam napisać kilka rad w tym temacie. Ale uprzedzam – nie znajdziecie tu informacji jaki namiot plażowy jest najlepszy, i czy w ogóle lepszy jest namiot plażowy czy parawan. Ani jaki bagaż przysługuje niemowlęciu w samolocie. Od tego są blogi podróżnicze i parentingowe. Ja bym chciała przedstawić Wam tę medyczną stronę wyjazdów i parę wskazówek – co zrobić, żeby Wasze maluchy zachowały na nich zdrowie.

 

Zacznijmy od podstaw – gdzie można wyjechać na wakacje z dzieckiem?
Moim zdaniem – wszędzie. (Pomijając rejony generalnie niebezpieczne z powodu prowadzonych działań wojennych czy zagrożenia katastrofami naturalnymi). Trzeba jednak cel podróży dostosować do wieku i możliwości dziecka. Dwulatek może mieć problem z kilometrowymi szlakami górskimi, małe niemowlę niekoniecznie skorzysta z basenu ze zjeżdżalnią i opcji all-inclusive, za to dorastający nastolatek może się wynudzić w gospodarstwie agroturystycznym. Poza tym w przypadku dalekich podróży warto też pomyśleć o zagrożeniach epidemiologicznych i o tym, czy nasze dziecko można odpowiednio do wyjazdu przygotować (nie jest za młode na wymagane/zalecane szczepienia, może otrzymywać profilaktykę antymalaryczną itp.). Generalnie przed bardziej egzotycznymi podróżami z dziećmi polecam zasięgnąć opinii lekarza z Poradni Medycyny Podróży (link do listy poradni: https://zdrowiewpodrozy.mp.pl/medycynapodrozy/62902,lista-poradni-medycyny-podrozy ) albo przynajmniej Waszego pediatry. Na taką konsultację warto się zgłosić na 4-6 tygodni przed planowaną podróżą.

 

Jaki wybrać środek transportu?
To oczywiście zależy od celu jaki obierzemy. Ale chciałabym poruszyć tutaj dwie kwestie – samolotu i samochodu.

Często mnie pytacie od jakiego wieku dziecko może latać samolotem. Teoretycznie po zakończeniu tygodnia życia – nawet noworodki nie mają bezwzględnych przeciwwskazań do lotu. Wcześniej mogłyby mieć problem z adaptacją do zmieniających się warunków fizycznych. Zresztą większość linii lotniczych i tak nie wpuszcza młodszych dzieci na pokład, a i wyrobienie dokumentów w krótszym czasie byłoby trudne. Nie znaczy to jednak, że polecam latanie samolotem po świecie z noworodkiem! Tak naprawdę, nie zaleca się lotów do 6 tygodnia życia, ale pamiętajcie, że nie bez powodu pierwsze 3 miesiące życia nazywa się „4. trymestrem ciąży”. To jest szczególny okres w którym dziecko przystosowuje się do życia na zewnątrz, dojrzewają jego wszystkie układy i jest dużo wrażliwsze na czynniki infekcyjne i środowiskowe. Dlatego, w tym czasie odradzałabym jeszcze loty samolotem. W przypadku starszych niemowląt, przy zachowaniu podstawowych zasad „podróżniczego BHP” a przede wszystkim zdrowego rozsądku, lot samolotem może być komfortowy i bezpieczny.

Na początek, im młodsze i mniej doświadczone w lataniu dziecko, tym krótsze trasy powinniśmy wybierać. Trzeba pamiętać, aby w trakcie startu i lądowania ułatwić dziecku wyrównywanie ciśnienia w jamie bębenkowej – pomoże to w uniknięciu bólu ucha i tzw. barotraumy. Jak to zrobić? Dzieciom starszym można zalecić połykanie śliny, albo dla ułatwienia dać gumę do żucia lub cukierek do ssania. Niemowlętom i młodszym dzieciom można podać mleko z butelki albo przystawić do piersi. Jednak zmiany ciśnienia to nie jedyne zagrożenia związane z lotem. Są jeszcze infekcje! Niestety, w trakcie lotu wszyscy pasażerowie oddychają tym samym powietrzem, gdyż jego obieg jest zamknięty i nie trudno o zakażenie innych pasażerów. Co prawda teoretycznie linie lotnicze w przypadku chorób, zwłaszcza zakaźnych – wymagają od pasażerów zaświadczeń lekarskich o zdolności do podróżowania (np. w przypadku ospy wietrznej, pasażer może podróżować dopiero 7 dni od pojawienia się ostatniego wykwitu), jednak po pierwsze – ktoś może jeszcze nie wiedzieć, że już zakaża, a po drugie ludzie oszukują. (Serio! Kiedyś jedna z mam przyznała mi się, że smarowała dziecku zmiany ospowe podkładem, żeby nikt nie zauważył!). To też jest powód, dla którego uważam, że samolot nie jest dobrym miejscem dla bardzo małych niemowląt.

Po trzecie – suche powietrze, które wysusza nie tylko śluzówki (co dodatkowo osłabia te barierę ochronną i zwiększa ryzyko zakażenia), ale i skórę. Dlatego warto odsłoniętą, narażoną na wysuszenie skórę spryskać mgiełką soli fizjologicznej lub morskiej.

Na koniec – chyba nie muszę przypominać o tym, żeby dla malucha wziąć pieluszki i ubranka na zmianę. Zwłaszcza, jeśli lecimy w miejsce o odmiennym klimacie od tego, z którego wylatujemy. No i coś do okrycia, ponieważ w samolotach bywa po prostu zimno.

 

Podróż samochodem wydaje się być mniej skomplikowana. Chciałam tylko przypomnieć, że małe dzieci należy przewozić w dostosowanych do wieku, wagi i wzrostu fotelikach. Najbezpieczniej w tych ustawionych tyłem do kierunku jazdy. Natomiast w przypadku przewożenia niemowlęcia w foteliku tzw. nosidełku, gdzie pozycja jest półleżąca – konieczne jest robienie przerw, jeśli podróż jest daleka. Po pierwsze, pozycja w takim foteliku nie jest zdrowa dla dziecięcego kręgosłupa (pisałam o tym w artykule o rozwoju niemowląt). Po drugie, w badaniach zarówno na dzieciach donoszonych jak i przedwcześnie urodzonych stwierdzono, że już po 1,5-2 godzinach w takim foteliku odnotowywano spadki saturacji u niemowląt. A więc kolokwialnie mówiąc – dzieci te się podduszały. Dlatego pamiętajmy, aby mniej więcej co te 1,5-2 godziny zatrzymać się – można ten czas wykorzystać na karmienie czy zmianę pieluszki.

 

Apteczka na wyjazd

Przed wyjazdem na wakacje często zastanawiamy się jakie leki lub środki zabrać ze sobą – tak, aby w trakcie podróży nie szukać w panice apteki. W apteczce dziecka powinny znaleźć się środki na najczęściej spotykane w trakcie wyjazdów dolegliwości, a jej wielkość i zawartość powinna być uzależniona od tego gdzie jedziemy. Jeśli podróżujemy po naszym kraju, gdzie ewentualna wizyta w aptece nie będzie problemem, możemy pozwolić sobie na zabranie mniejszych zapasów. Przy wyjazdach zagranicznych, gdzie bariera językowa i odmienna organizacja ochrony zdrowia mogą utrudnić znalezienie pomocy – warto zaopatrzyć się lepiej.

 

Co powinniśmy zawsze mieć ze sobą?

 

  • leki przeciwgorączkowe/przeciwbólowe – gorączka lub ból mogą pojawić się zawsze i wszędzie. Warto mieć pod ręką przynajmniej jeden lek przeciwgorączkowy dostosowany do wieku i ograniczeń naszego dziecka (patrz artykuł „Gorączka”).
  • plastry i środek do dezynfekcji – im dziecko starsze tym łatwiej o drobny uraz w trakcie zabawy. Jeśli maleństwo się skaleczy lub przewróci dobrze takie miejsce zdezynfekować i zaopatrzyć,
  • doustny płyn nawadniający – biegunka lub wymioty mogą się pojawić zwłaszcza przy wyjazdach zagranicznych, z uwagi na odmienność flory bakteryjnej. Także upały mogą sprzyjać odwodnieniu,
  • probiotyk – w przypadku biegunki pomoże odbudować prawidłową florę jelitową,
  • lek antyalergiczny (przeciwhistaminowy) – nawet jeśli nasze dziecko nie ma stwierdzonej alergii, może się zdarzyć, że zostanie ugryzione przez owada lub jakiś nowy alergen spowoduje u niego wysypkę – warto mieć pod ręką taki lek w formie doustnej lub chociaż żelowej do zastosowania na skórę,
  • leki na chorobę lokomocyjną – jeśli planujemy dłuższą podróż samochodem ze starszym dzieckiem – zwłaszcza jeśli w przeszłości zdarzyło mu się wymiotować w aucie – pamiętajmy o podaniu czegoś, co złagodzi dolegliwości związane z podróżą. Jeśli nie wiesz jaki lek wybrać – zapytaj swojego pediatry,
  • krem z filtrem – konieczność przy wyjazdach wakacyjnych, ale o tym niżej,
  • ampułki z solą fizjologiczną – nie zajmują wiele miejsca, a mogą być bardzo przydatne – posłużą do oczyszczenia noska w razie kataru lub przemycia oczu jeśli dostanie się do nich piasek,
  • repelent – czyli środek przeciw owadom. Ale o tym też niżej.
  • wszystkie leki przewlekle przyjmowane przez dziecko – zadbaj o to, żeby w trakcie dłuższego wyjazdu nie zabrakło leków, które Maluch musi przyjmować
  • książeczkę zdrowia dziecka.

Ze sprzętów warto zabrać termometr – w razie potrzeby umożliwi zmierzenie temperatury dziecku. Wiele rodziców pyta też czy na wakacje zabierać nebulizator. Moja odpowiedź brzmi – to zależy. Jeśli macie dużo miejsca w bagażu, a Wasze dziecko ma częste infekcje dróg oddechowych – może warto. Natomiast jeśli lecicie samolotem tylko z bagażem podręcznym a ostatni katar był dawno temu – darujcie sobie. 🙂

 

 

Ochrona przed UV.

W przypadku dzieci jest bardzo istotna. Ba! Konieczna. Nawet jeśli Wy uwielbiacie „strzaskać się na hebanik”, dzieci opalać się nie powinny. Nie tylko jest to niezdrowe (o raku skóry chyba nikomu pisać nie trzeba), źle wpływa na cerę* ale u dzieci po prostu dużo łatwiej o poparzenie słoneczne, a co z tym związane – ból i cierpienie.

*Promieniowanie UV uszkadza skórę przyspieszając w niej procesy starzenia. Jeśli nie wierzycie, poszukajcie w internecie zdjęcie Billa McElligott’a – kierowcy ciężarówki, który przez 28 lat eksponował na słońce tylko 1 połowę twarzy.

Dlatego też po pierwsze, dzieci powinny unikać otwartego słońca. Jeśli tylko możliwe, należy szukać cienia. Po drugie, zawsze przed wyjściem na słońce powinniśmy posmarować skórę dziecka kremem z filtrem dostosowanym do wieku dziecka. Dla dzieci zaleca się filtry o SPF min. 30, a poniżej 3. roku życia SPF 50. Wybierajmy (zwłaszcza dla niemowląt) raczej filtry mineralne, unikać należy chemicznych filtrów przenikających. Jeśli macie wątpliwości co do tego, czy dany filtr ma dobry czy zły skład, możecie zajrzeć na bloga www.srokao.pl  lub www.piggypeg.pl gdzie autorki rozkładają wszystkie filtry (zarówno drogeryjne jak i apteczne) na czynniki pierwsze. Nie muszę chyba przypominać, że w trakcie pobytu na słońcu aplikację kremu należy powtarzać, zwłaszcza, jeśli dziecko bawi się w wodzie. Nawet jeśli napis na kremie głosi „wodoodporny”.

Planując wakacje na plaży warto się zastanowić nad zakupem ubranek z filtrem UV dla najmłodszych dzieci. Wbrew pozorom, nie wszystkie ubrania w 100% zatrzymują promieniowanie.

Przed słońcem należy również chronić oczy. Sami chętnie zakładamy okulary przeciwsłoneczne, a co z maluchami? W przypadku starszych dzieci, okulary słoneczne z powodzeniem mogą chronić oczy. Ważne, żeby kupować okulary z filtrem i atestami, nie zaś bardziej ozdobne modele z sieciówek czy straganów. Natomiast u niemowląt i dzieci do 2.-3. roku życia nie zaleca się używania okularów słonecznych, ponieważ w związku ze zmniejszeniem pola widzenia negatywnie wpływają na rozwój narządu wzroku. Jak zatem chronić te maleńkie oczka? Najlepiej zakładając czapkę z daszkiem lub kapelusik z rondem.

A skoro już przy czapkach jesteśmy. Muszę przyznać, że jest to pierwszy temat w którym ja i Nicole mamy zupełnie odmienne zdanie. Ona uważa, że jeśli dzieci mają włosy nie muszą chodzić z nakryciem głowy. Zwłaszcza, że nigdzie na świecie takiego zwyczaju nie ma. (Nicole, popraw mnie jak coś Ci tu nie pasuje;) ) Ja uważam, że jako prewencja przegrzania i ewentualnego udaru słonecznego, przy przebywaniu na otwartym słońcu dzieci powinny coś na głowie mieć. Zresztą dorośli też. Z racji naszego sporu, postanowiłam przeszukać bazy danych i piśmiennictwo na ten temat i… jednoznacznej odpowiedzi nie znalazłam. Były badania, które pokazywały, że stosowanie nakrycia głowy zmniejsza ryzyko poparzeń słonecznych jako jednej ze strategii unikania słońca. Są też ogólne zalecenia, aby nakrycia głowy nosić, ale jako takich wytycznych nie ma. Zwłaszcza, że jak się domyślacie, nie da się zrobić badania, w którym część dzieci wystawiło by się na słońce bez czapki, część w czapce i sprawdzało, w której grupie będzie więcej udarów słonecznych. Także nie pozostaje mi nic innego jak decyzję pozostawić Wam. Ja zostaję przy nakryciach głowy – zresztą mnie samą jak nic nie założę, to po całym dniu na plaży zawsze boli głowa.

 

No to dodam kilka słów od siebie (Nicole) – noszenie lub nienoszenie czapeczek przez dzieci na plaży jest jednym z głównym sporów oraz tematów stanowiących kontrowersję pod zdjęciami na instagramie. Osobiście mam bardzo liberalne zdanie i pierwotnie jako młoda mama “zmuszałam” mojego synka, aby przebywając na słońcu czapeczkę miał na głowie (ale umówmy się ile on na tym otwartym słońcu przebywał… sam z siebie wolał bawić się w cieniu parasola na plaży). Roger jako bardzo temperamentne dziecko po kilku minutach czapeczki ściągał. Pewnego razu (chyba z wakacji na Krecie jak Roger miał około 7 miesięcy) wrzuciłam zdjęcie na instagram gdzie – (Ola Boga!) mój synek nie miał czapeczki na głowie – no i zaczęła się prawdziwa instawalka instamam 😉 Podział na absolutne zwolenniczki przymusowego noszenia czapeczki i na matki liberalne był niemalże 50/50%. Jedne mamy mnie krytykowały jak mogę… inne pisały “wyluzujcie nigdzie poza Polską dzieci nie noszą czapek na plaży”. Podkuliłam ogon i przez jakiś czas zdjęć “bez czapeczki” – po prostu nie wstawiałam, na wszelki wypadek… co by znowu nie zostać nazwaną “złą matką”. Wszystko się zmieniło po naszych wakacjach w ubiegłym roku na Florydzie i w Meksyku – gdzie zauważyłam, że mimo dużo większego natężenia promieniowania słonecznego prawie żadne dziecko nie ma na sobie czapeczki na plaży – stwierdziłam, że podejdę do tematu bardziej naukowo i sprawdziłam jak to jest – i podobnie jak Alicja teraz pisząc ten artykuł nie znalazłam żadnych medycznych zaleceń, że dziecko czapeczkę na głowie nosić “musi”.

Odpuściłam i “na luzie” wrzucałam już zdjęcia mojego synka na plaży bawiącego się z innymi dziećmi amerykańskimi (bez czapeczek).

I teraz UWAGA – czy ja mówię – że macie dziecku nie zakładać czapki na plaży – zdecydowanie tak nie twierdzę. Uważam, że w zakresie czapeczki każda matka powinna decydować za swoje dziecko i nie przejmować się opinią innych. Bo obecna wiedza medyczna nie mówi ani, że noszenie czapeczki jest lepsze ani jest gorsze. Najważniejsze jest jednak aby małe dziecko nie przebywało długo na otwartym słońcu – a co to znaczy długo… to już będzie zależało od waszej obserwacji jego zachowania.

 

Ochrona przed owadami.
Przed wyjazdem na tereny wodne, leśne czy trawiaste – po prostu takie, gdzie bywają kleszcze, komary czy meszki, należy zaopatrzyć się w repelenty. Na rynku jest dość szeroki wybór, problem pojawia się gdy chcemy przed owadami zabezpieczyć niemowlę. Niestety, większość dostępnych w sklepach preparatów jest przeznaczona dla dzieci powyżej 12. miesiąca życia. W przypadku młodszych dzieci można zdecydować się na dostępne w aptekach środki oparte o naturalne olejki. Alternatywą mogą być też bransoletki przeciw owadom – co prawda nie powinno się ich nakładać niemowlętom, ale można je przyczepić do wózka.

Jeśli chodzi natomiast o choroby przenoszone przez kleszcze, to po pierwsze – najlepszą profilaktyką jest… unikać ukąszenia. 🙂 Po drugie, muszę to napisać. Na boreliozę nie ma szczepienia. Jest to choroba bakteryjna, którą (jeśli już wystąpi) można tylko leczyć. Szczepienia natomiast są dostępne na kleszczowe zapalenie mózgu, które jest potencjalnie groźną chorobą wirusową. Co ważne, aby uzyskać pełną ochronę na sezon, szczepienia powinno się rozpocząć poprzedniej jesieni. Jest to szczepienie zalecane dla leśników i osób często gryzionych przez kleszcze oraz przed wyjazdami w tereny endemiczne.

A wracając do boreliozy, co zrobić, kiedy już kleszcza znajdziemy? Po pierwsze jak najszybciej go wyjąć – pęsetą lub jednym z dostępnych w aptekach narzędzi. Kleszcza nie należy smarować masłem, ani niczym innym, dopiero po jego usunięciu zdezynfekować skórę. Obecnie nie zaleca się podawania antybiotyków profilaktycznie (wyjątkiem są mnogie pogryzienia). NIE zaleca się również badania kleszczy na obecność krętków. Dlaczego? Po pierwsze kleszczy się nie leczy. Po drugie – nawet jeśli stwierdzimy, że kleszcz krętki w sobie miał – nie oznacza to, że dostały się one do ludzkiego organizmu. Krętki bytują w żołądku kleszcza, udowodniono, że potrzebują minimum 12-24 godzin, aby przemieścić się stamtąd do aparatu gębowego a z niego, ze śliną do krwi. Także, przy szybkim usunięciu ryzyko zakażenia jest minimalne, chyba, że kleszcz zwymiotuje (dlatego nie smarujemy go niczym). Po ugryzieniu należy obserwować to miejsce przez 3 miesiące pod kątem wystąpienia rumienia wędrującego i w razie czego zgłosić się do lekarza.

Komary w naszej szerokości geograficznej raczej nie przenoszą chorób. Ich ukąszenia natomiast mogą być bardzo uciążliwe. Dlatego poza profilaktyką warto mieć wspomniany przeze mnie wyżej żel antyhistaminowy, który zmniejszy odczyn i ukoi świąd.

 

Na koniec jeszcze parę praktycznych porad odnośnie medycznych aspektów podróży.


Przed wyjazdem na wakacje w Polsce warto zorientować się gdzie najbliżej miejsca naszego pobytu znajduje się Nocna i Świąteczna Pomoc Lekarska (NPL) lub Szpital z Oddziałem Pediatrycznym. Gdy coś zacznie dolegać Twojemu dziecku od razu będzie wiadomo gdzie jechać. W stresie może być trudniej znaleźć adres.

Przed wyjazdem za granicę koniecznie pamiętaj o ubezpieczeniu zdrowotnym lub wyrobieniu karty EKUZ w przypadku podróży po Europie. W razie konieczności skorzystania z usług medycznych pozwoli Wam to uniknąć dużych kosztów.

Jeśli oddajesz pociechy pod opiekę dziadków lub wujostwa – warto przekazać im upoważnienie do decydowania o stanie zdrowia dziecka. W razie konieczności szybkiego udzielenia pomocy lub wizyty lekarskiej – brak opiekuna prawnego nie będzie przeszkodą.

44 komentarze

  1. Dosadnie napisane. Czytam…czytam … a tu koniec! Dlaczego tak krótko 🙂

  2. martucha

    Bardzo przydatny artykuł ????

    Written by sklep sklep.
    Hm. Bardzo dobrze pisze ten Wasz sklep ????

  3. A ja poruszę jeszcze jedną kwestię związaną z jazdą samochodem. Pracuję z niemowlakami i malutkimi dziećmi, rodzice często w ogromnych upałach przyjeżdżają z dzieciątkiem mokrusieńkim od potu… Na moje “ojeeej ciężko w 30 stopniach bez klimatyzacji” odpowiadają, że przecież klimatyzacja dziecku szkodzi i absolutnie jej nie włączą… Czy naprawdę nie lepiej byłoby dbać o czystość klimatyzacji, nie włączać nawiewu bezpośrednio na dziecko i się nad maluchem zwyczajnie zlitować…???

    • To prawda. Klimatyzacja nie jest przeciwwskazana. Należy jednak pamiętać, aby różnica temperatury wewnątrz i na zewnątrz samochodu nie była zbyt duża.

  4. Michalina

    Z kolei moja mama uwaza, ze moja corka powinna miec chociaz opaske, bo…. przewieje sobie uszy! Ile w tym prawdy? Dodam, ze mała ma 5 miesiecy.

  5. W kontekście boreliozy dodałbym jeszcze, że rumień pojawia się w mniej niż połowie przypadków i jest to pewny wyznacznik boreliozy ale w większości przypadków niewystepujacy. To co pojawia się zawsze, to objawy grypopodobne do miesiąca do ukąszenia przez kleszcza. Pozdrawiam, osoba z przebyta boreliozą bez rumienia po jedynym kleszczu w życiu 😉

  6. Super post, bardzo przydatny biorąc pod uwagę, że przed nami pierwszy lot samolotem i wakacje za granicą ;)! Mam pytanie dotyczące przeciwskazań do zakładania okularków dzieciom do 3go roku życia. Mój mąż okulista dziecięcy mocno się z tym zdaniem spiera ???? pozdrawiam serdecznie i dziękuje za przydatny wpis !

  7. Michalina też to przerabialam z ciotka mężaw zeszle wakacje. Nawet na moment nie mogłam dziecka zostawić bo zaraz nie dość ze w gondoli ciepło to pozamykala bude, ubrala opaske, a dziecko cale spocone -córka miala 3 miesiace. Zdejmowalam szybko, pytałam tez lekarza gorzej jest przegrzac uszy niż zawiac. Ale tak naprawdę jak ich nie mylas w przeciągu 2-3 godzin to nie zawiejesz. Rób jak Ci podpowiada rozsądek- ja się pozbylam na okres wakacji wszelkich opasek i czapek. Po prostu nie było ????powodzenia

  8. Michalina też to przerabialam z ciotka mężaw zeszle wakacje. Nawet na moment nie mogłam dziecka zostawić bo zaraz nie dość ze w gondoli ciepło to pozamykala bude, ubrala opaske, a dziecko cale spocone -córka miala 3 miesiace. Zdejmowalam szybko, pytałam tez lekarza gorzej jest przegrzac uszy niż zawiac. Ale tak naprawdę jak ich nie mylas w przeciągu 2-3 godzin to nie zawiejesz. Rób jak Ci podpowiada rozsądek- ja się pozbylam na okres wakacji wszelkich opasek i czapek. Po prostu nie było ????powodzenia

  9. asdfghjkl

    Niemowlakiem nie jestem, ale czapkę muszę nosić. Nie wiem czy to czarne włosy, czy jakaś słaba głowa, ale bez czapki zaraz mi gorąco i słabo. Młody czapkę dostaje, jak zdejmie to zdejmie, jak chce mieć to niech nosi.

  10. Malgosia

    A tak do czapek i słuszności ich zakładania.. Ja sama zakładam kapelusz sobie i dziecku.. Raz opaliĺa mi się skóra głowy “przedziałek”, myślałam że oszaleje.. Ból głowy, później swędzenie i łuszcząca sie skóra.. Wyglądało to jak okropny łupież.

  11. Dlaczego dzieci poniżej 3 roku życia muszą mieć filtr spf 50? Używam takiego, ale zastanawiam się czy jest to związane z tym, że skóra jest bardziej delikatna i wrażliwa?
    A jeśli chodzi o temat kleszczy to wzmianka jedynie o obserwacji miejsca ugryzienia przez 3 miesiące to trochę mało, przecież rumień w wielu przypadkach wystąpienia boreliozy nie wystąpi, warto dodać informację o innych możliwych objawach takich jak chociażby bóle stawów, objawy grypopodobne…

  12. a czy na spacer po lesie (slonce czasem brzebija) lub gdy slonce jest za chmurami tez trzeba noworodka smarować uv? Bo z zapychaniem przez kremy i niewchlanianiem się vit D, jest tak w niektórych zrodlach-czy to prawda?

  13. Ja dla mojego 8 miesięcznego syna wzięłam do samolotu jeszcze czapeczkę. Mi się często zdażało, że wysiadałam z przewianami zatokami a co dopiero dziecko.. i raz się przydała!

  14. Przydałoba się jeszcze informacja gdzie się udać z chorym dzieckiem – takie tam jednorazowe wizyty itp.

  15. Czyli tylko w tym pierwszym foteliku dziecko może podróżować z tym ograniczeniem czasowym? Michalina nie można uszu przewiac, chorujemy od programów nie id wiatru ????

  16. A ja chciałabym sie zapytać o stosowanie kremów z filtrem u noworodków, stosować czy nie?

  17. Ja również nie uważam, że dziecko musi mieć czapeczke. Sama nie nosiłam i było wszystko ok. Ale mój syn tak polubił czapkę z daszkiem, że nie wyjdzie bez na zewnątrz 😀 jak mu za gorąco to ją ściąga. Dodam,że ma niecale 2 latka. Jak jest mega upał i ide na plac zabaw, gdzie wiem, że będzie siedział dluugo ba otwartym słońcu to czapeczke zakładam. Jak wiem, że spędzi dzień w większości w cieniu to nie nalegam. Ale jak zdejmuje to przeciez na siłę nie wkładam. Jedynie, że razi go wtedy słońce ale jakoś sobie radzi 🙂

  18. O jak się cieszę na ten artykuł, szczególnie dziękuje za informacje o tych czapeczkach. Moja 11 miesięczna córka nagminnie wyrzuca czapkę z głowy i już się zamartwiam jak to będzie na wakacjach. Pozdrawiam:)

  19. Co do czapeczek zgadzam sie z Nicole. Mieszkałam na południu Włoch, teraz przeprowadzialam sie na Majorkę i jedyne dzici jakie widzę w czapeczkach to te z Polski i innych krajów Europy Wschodniej.

  20. Moja dwulatka też protestuje przeciwko kapeluszowi, i fakt, ja sama też wolę być z czapką bo inaczej mi się głowa bardzo szybko nagrzewa, ALE ja mam ciemne włosy, które po kilku minutach na słońcu robią się gorące, a córka jest blondynką i jej się tak głowa nie nagrzewa. Więc odpuszczam

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*