Wyprawka według Nicoli

Wyprawka według Nicoli

Wiele z Was mnie prosiło, abym napisała post o wyprawce, czyli o tym w co przyszła mama powinna się zaopatrzyć, wiedząc że niedługo zostanie Mamą. Zbierałam się do tego wpisu od dawna, jak ten przysłowiowy pies do jeża, ale nie dlatego, że uważam, że to nie temat dla mnie. Jak najbardziej dla mnie – w końcu jestem nie tylko lekarką, ale przede wszystkim teraz już podwójną mamą. Ale dlatego, że napisanie takiego wpisu jest mozolne i długie – tych rzeczy mając nawet minimalistyczne podejście (a przekonacie się, że ja właśnie takie obecnie mam) to jest od groma i ciut ciut. Zatem i artykuł pewnie wyjdzie długaśny. Poza tym jestem święcie przekonana, że to co sprawdziło się u mnie, u innej mamy mogło się nie sprawdzić, a to co innej mamie wydawało się ratujące jej macierzyństwo mi osobiście mogło się wydawać zbędne… (tu dobrym przykładem są szumiące zabawki – ani jeden z moich synków pozytywnie na nie nie reagował, za to na szum z suszarki czy radia już tak… a wiem, że dla wielu mam te szumiące zabawki są zbawienne). Także od razu chce zaznaczyć, że czegoś takiego jak idealna wyprawka dla dziecka według mnie nie ma. Niemniej jednak zdecydowałam się ten artykuł napisać, bo moje podejście do zakupów i rzeczy dla niemowlęcia zupełnie się zmieniło od czasów mojego pierwszego synka. Wtedy kupiłam pełno zbędnych, a częściowo nawet niebezpiecznych (!) dla zdrowia i rozwoju dziecka rzeczy. Być może, a nawet jestem pewna, że przyszła pierwszorazowa mama coś tam z tego artykułu dla siebie wyciągnie.
Artykuł podzielę na kilka części – na początek przedstawię Wam rzeczy, które uważam za niezbędne.

Wiem, że kiedyś dzieci wychowywały się w jaskiniach i pojęcie niezbędne trochę jest może na wyrost… to niech będzie, że niezbędne w nowożytnym świecie i na dodatek według mnie 🙂

Niezbędne:

1. Do spania.
a. Miejsce do spania – u większości osób będzie to łóżeczko, ale u wielu z Was (zobaczycie…) łóżeczko będzie raczej pełniło funkcję pojemnika na pranie, bo dziecko będzie miało na własne łóżeczko „alergię” (taką alergię w cudzysłowie oczywiście, nie taką prawdziwie medyczną).
Spanie w łóżeczku, które jest w tym samym pokoju gdzie śpią rodzice pod względem medycznym jest najzdrowsze i najbardziej zmniejsza ryzyko śmierci łóżeczkowej. (Ważne jednak jest, aby łóżeczko było „gołe”, czyli bez ochraniaczy na szczebelki, bez poduszek, bez kołderek, bez lampek i innych kabelków – wyjątek stanowi tu monitor oddechu, który przy drugim synku miałam, ale to dlatego, że tak nam zalecono na karcie wypisowej. Nie ma obecnie standardowych zaleceń aby każde dziecko miało monitor oddechu.)
Do spania dla noworodka i niemowlęcia na pierwsze 2-3, a może nawet 4-6 miesięcy, BARDZO polecam kosz mojżeszowy. Jest to bezpieczne miejsce do spania, poza tym wygodne i PRZENOŚNE! Czyli jak chcecie robić obiad, to bierzecie kosz do kuchni – w szczególności jest to pomocne jak macie np. sypialnię na innym piętrze niż kuchnie.
Bardzo wygodnym rozwiązaniem jest również tzw. łóżeczko dostawne do Waszego łóżka. U nas właśnie tak jest – obaj synkowie (tzn. jeden teraz, a drugi kiedyś ;)) śpią w małym, dostawnym łóżeczku (40×80 cm) w nocy, a w dzień w koszu mojżeszowym. Często na Instagramie dostaje pytania o to skąd mam łóżeczko i skąd jest ten kosz. Łóżeczko jest polskiej firmy Meble Klupś, jest tanie i bardzo nam się sprawdza już drugi raz, poza tym pasuje mi do wystroju pokoju. Wiele moich znajomych poleca łóżeczko dostawne Chicco Next to me.

(Uwaga – jak zaczęłam pisać ten artykuł to jeszcze tego łóżeczka nie miałam, kupiłam półtora miesiąca temu i jestem ZACHWYCONA… genialne rozwiązanie i bardzo bezpieczne, nie musi być konkretnie tej firmy, jest kilka firm na rynku, które robią podobne i według moich znajomych i innych mam z Instagrama, równie dobrze się sprawdzają. Ja mam to Chicco i naprawdę POLECAM, żałuje że kupiłam je dopiero tak późno i dopiero przy drugim dziecku…)
A kosz Mojżesza mam klasyczny z Mothercare (firmy, której już niestety nie ma w Polsce, ale można zamówić przez Internet z UK) – nasz kosz ma 35 lat, tyle co ja i „wychował” już przynajmniej 8 dzieci w rodzinie. Także jakość mówi sama za siebie. Mam też kosz innej firmy, ale zdecydowanie wolę ten nasz historyczny z Mothercare.

Wybierając kosz, sugerujcie się jednym – to ma być kosz, a nie coś co nazywa się koszem, a jest taką jakby wanienką do spania. Kosz jest super bezpieczny, bo oddycha, tzn. przez jego ścianki swobodnie przepływa powietrze.
Do kosza kupiłam cienki, bawełniany pokrowiec na Ebay-u i mam do niego stojak też z Mothercare.

b. Czym przykryć dziecko? W szpitalu i w pierwszych tygodniach oboje moi synkowie spali w rożku niemowlęcym. Następnie, najbezpieczniejszym rozwiązaniem są śpiworki. Można też używać kocyka, ale powinien on być pleciony tak, aby w razie zarzucenia na główkę, była swobodna cyrkulacja powietrze (w literaturze nazywa się to cellular blanket).

c. Prześcieradełka na gumkę – tu dwie rady – numer jeden, kupcie ich dużo, sama miałam trzy sztuki i według mnie to za mało, nie raz było tak, że prześcieradło zmieniałam dwa razy dziennie, a trzecie było w praniu (moi synkowie to mali ulewacze ;)), ale nauczyłam się, tu rada numer dwa, od jednej położnej u mnie w szpitalu żeby zawsze dziecku pod buźkę kłaść czystą pieluszkę tetrową, taką złożoną na pół lub na cztery. Wtedy, w razie ulania nie trzeba zmieniać prześcieradła, tylko wystarczy częściej zmienić pieluszkę.
Niektóre mamy polecają podkład wodoodporny na materacyk – ja nigdy nie używałam, więc trudno mi polecać, ale nie widzę też większych przeciwwskazań, aby coś takiego kupić.

Edit – przy kolejnym pisaniu zmieniłam zdanie, idealnym prześcieradełkiem do łóżeczka dostawnego jest otulacz flanelowy lub tetrowy… raz użyłam bo mi się skończyły czyste prześcieradełka i było to moim odkryciem ostatnich tygodni, a że otulaczy mam „w bród” to od jakiegoś czasu głównie właśnie ich używam jako prześcieradełka.

d. Materacyk – nie będę udawać, że jestem ekspertem materacykowym. W obu łóżeczkach, tym mniejszym dostawnym i tym większym, które służyło raczej jako kosz na pranie, bo Roger wolał spać z nami, jak był już za duży na łóżeczko dostawane mieliśmy materacyk gąbkowy. Zwykły. Jest według mojej wiedzy bezpieczny i hipoalergiczny, u nas się sprawdził. U dziadków, Roger miał drugie łóżeczko, tam miał materacyk „lepsiejszy” jakiś lateksowo-coś tam, ale ogólnie syntetyczny. Wtedy była taka afera, że w tych naturalnych zalęgają się jakieś robaki i taki temat obiegł wtedy w 2015 roku Internet, ale podsumowując wcale nie spało mu się lepiej lub chętniej na tym droższym materacyku.

Więcej na temat łóżeczka i bezpiecznego snu pisaliśmy tu:
https://mamaginekolog.pl/zmniejszyc-ryzyko-smierci-lozeczkowej/

2. Do przewijania
a. Przewijak. Mój mąż stworzył dla nas przewijak według mnie idealny. Za kilkadziesiąt złotych kupiliśmy najtańszy stojący przewijak w Ikea i do niego Kuba sam stworzył takie blendy na wymiar, które przytwierdził po bokach – dzięki nim dziecko nie może z tego przewijaka spaść. (Byłam bardzo przewrażliwiona na tym punkcie, bo niestety dzieci spadają z przewijaków dość często i nie ma miesiąca, żeby nie było takiej sytuacji omówionej u nas na odprawie w szpitalu). Jeżeli zdecydujecie się na wolno stojący przewijak lub na taki przewijak montowany na łóżeczko, to dziecko na przewijaku musicie cały czas trzymać, nie może być takiej sytuacji, że odchodzicie nawet na pół metra, aby sięgnąć po czyste ubranko czy cokolwiek innego – nawet wtedy, gdy jesteście przekonani, że zajmie Wam to pół sekundy.
W gruncie rzeczy, dużo bezpieczniej jest dziecko przewijać na łóżku, na podłodze lub na kanapie. Wiem, że wiele osób tak robi i to też jest rozwiązanie. W sumie przewijak nie jest niezbędny, ale ten mój bezpieczny przewijak, osobiście wydaje mi się super niezbędnym meblem i uwielbiam z niego korzystać (jeżeli można mówić o uwielbieniu miejsca gdzie się zmienia pieluchy 😉 hahaha).

Do przewijaka warto pamiętać o miękkiej podkładce (sprawdźcie czy pasuje!) my kupiliśmy w Ikea taką, która nie pasowała do przewijaka z … lkea! Także warto sprawdzić… W końcu mój mąż tę podkładkę chałupniczo dociął i używając pokrowca nie widać, że jest docięta.
Pokrowców na przewijak warto mieć kilka – i uwaga… na przewijak pasują też zwykłe prześcieradełka frotte przeznaczone do kołysek… to najtańsza opcja, a jest to moim okiem dokładnie to samo, co coś co nazywa się „pokrowiec na przewijak”.

b. Pieluchy. U noworodka będziecie zużywać 8-10 pieluch dziennie. Moja rada: kupcie całkiem spory zapas. Kupienie dwóch paczek po 30 sztuk starczy Wam raptem na tydzień. Osobiście radzę kupić rozmiar 1 i takie wziąć do szpitala, ale kupcie sobie też kilka opakowań „2” – u jednych już po tygodniu będą dobre, u innych dopiero po kilku lub kilkunastu tygodniach, ale uwierzcie mi, że na pewno się w końcu zużyją.
(Piszę o pieluchach jednorazowych, bo nie mam doświadczenia z wielorazowymi i nie będę się o tym wypowiadać… Ale jeżeli jesteście zainteresowani tematem, to jest obecnie bardzo dobre i świadome rozwiązanie. Podobno współczesne pieluchy wielorazowe sprawdzają się super i w efekcie końcowym, poza tym, że są lepsze dla środowiska to wychodzą dużo taniej choć początkowo to większy wydatek.)

c. Maść do pupy – pupę niemowlęcia, która nie ma odparzenia pielęgnujemy tłustą maścią, a nie kremem z tlenkiem cynku jak wielu osobom się wydaje. Tlenek cynku wysusza skórę zamiast ją nawilżać. Najbardziej popularne kremy do pupy niemowlęcia w Polsce to te na bazie lanoliny, alantoniny lub panthenolu.

d. Chusteczki – Uwaga, bo tego większość osób nie wie… (!) Chusteczki mokre nie są obecnie zalecane do pielęgnowania dziecka na co dzień. Są super rozwiązaniem na wyjście na miasto czy w podróży. W domu najlepiej myć pupę zmoczonym w wodzie z kranu gazikiem, wacikiem lub chusteczką. Lub po prostu myć pupę dziecka w umywalce pod bieżącą wodą.

Więcej na temat zmiany pieluszki pisaliśmy tu:
https://mamaginekolog.pl/jak-prawidlowo-zmieniac-pieluszki/

3. Do kąpieli i higieny.
a. Wanienka. Przy pierwszym synku nie miałam wanienki, bo w naszym mieszkaniu umywalka w łazience miała idealny kształt do mycia tam dziecka. Mieliśmy wanienkę u moich rodziców gdzie jeździliśmy w odwiedziny na weekend. Teraz mamy umywalkę zbyt płytką więc mamy wanienkę.
Osobiście wolałam kąpanie w naszej umywalce w starym mieszkaniu niż w wanience…. Ale to chyba dlatego, że nie mam stojaka na wanienkę i kąpiemy synka w pozycji na kolanach z przygiętymi niewygodnie plecami. 😉 Także co kilka dni się zastanawiam czy nie dokupić stojaka. 😉 Ale potem sobie przypominam, że w gruncie rzeczy nasz pierwszy synek po kilku miesiącach był już kąpany w dużej wannie… także chyba obędę się i teraz bez stojaka.

b. Ręczniki. Mogą być takie specjalne dla niemowląt z kapturkiem na głowę lub zwykłe ręczniki kąpielowe. My mamy te z kapturkiem, mam ich 3 sztuki – zmieniam co 2-3 dni, nie po każdej kąpieli. Ale po każdym użyciu, ręcznik powinien kompletnie wyschnąć. Do wycierania dzieciątka po kąpieli można też używać tetrowego lub flanelowego otulacza (otulacz to taka wielka pielucha) – robiłam tak nie raz, gdy akurat wszystkie ręczniki były w praniu.

***c. Emolient.– to dla noworodka i kilkumiesięcznego dziecka najbardziej odpowiedni „płyn do mycia” a nie coś co się pieni niczym żel pod prysznic.  Kilka nakrętek emolientu wlewa się do wanienki, i myje dziecko tą wodą z emolientem. Zarówno ciało, jak i główkę. Emolient myje i nawilża w jednym.

WAŻNY edit !! (Specjalnie nie usuwam powyższego akapitu, ale po opublikowaniu tego artykułu, okazało się – że jako mama i lekarz uczę się całe życie i obecnie się podkreśla aby u zdrowego dziecka nie używać emolientów tak z założenia – najodpowiedniejsze jest podobno „zwykłe mydło w kostce dla niemowląt” lub płyn z dobrym składem już od pierwszego dnia, w razie przesuszania się skóry, lekarz może zalecić stosowanie emolientów, emolienty są natomiast zalecane jako podstawowy kosmetyk u wcześniaków urodzonych przed 32 tygodniem – stąd zalecenie aby stosowała emolienty u drugiego synka)

d. Coś do mycia. Nie polecam gąbek, są siedliskiem bakterii i grzybów – osobiście moich synków myłam zawsze pieluszką tetrową, którą po myciu susze i daje do prania, czyli używam jej tylko raz. Jeżeli używacie specjalnych myjek – takich jakby frotte nakładanych na ręce to jest to ok, pod warunkiem, że macie ich kilka i za każdym razem jest świeżo wyprana. (Teraz wymyśliliśmy, że super byłyby myjki nakładane na rękę z tetry, będą takie w naszym sklepie za kilka tygodni).

e. Szczotka z miękkiego włosia – to będzie ciekawe… szczoteczka nie ma za zadanie czesania jak u nas dorosłych – ma za zadanie pobudzić krążenie na główce dziecka, zapobiega to ciemieniusze, jest to sytuacja gdy u dziecka tworzy się taka jakby twarda skorupa zrogowaciałego naskórka na głowie.

f. Obcinacz do paznokci – chyba tłumaczyć nie muszę, ale pamiętajcie, że dziecko powinno mieć swój własny dostosowany rozmiarem do jego małych paluszków.

g. Aspirator do noska – coś bez czego nie wyobrażam sobie funkcjonowania z małym dzieckiem. Dzieciątko miewa zatkany nosek nie tylko jak jest przeziębione ale także może mieć tak od ulewania pokarmu. U nas rzadko kiedy jest dzień, aby aspirator chociaż raz przed snem nie szedł w ruch. My używamy takiego klasycznego, który ciągnie się ustami rodzica. Są też aspiratory do odkurzacza – mimo, że mam taki w domu, bo wysłała mi go firma, to nie mogę wydać opinii, bo najszczerzej nigdy go nie używałam. Głównie dlatego, że odkurzacz mam daleko od sypialni a poza tym często odciągamy „gile” w środku nocy i nie chciałabym obudzić drugiego dziecka. Choć wiem, że są mamy które ten sprzęt bardzo polecają – popytajcie koleżanek, może któraś ma z tym doświadczenie.

 

4. Na spacer
Na spacer stworzono tyle gadżetów, że jak to się mówi głowa mała. Nie dam rady wszystkich opisać…od oceny wózków też nie jestem – ale znam pewną lekarkę, której pasją są wózki i ma o tym blog… dentystyczno-wózkowy! Tak dobrze czytacie, jest o stomatologii i o gadżetach dziecięcych, głównie wózkach.

Ten blog to www.matkadentystka.pl – Karolina prywatnie jest moją koleżanką i z najczystszym sumieniem polecam poczytać jej opinie bo są bardzo fachowe, rzetelne i prawdziwe. To po prostu Karoliny pasja.
Na spacer potrzebny wam jest wózek… ale coraz częściej kobiety, które chcą zrezygnować z wózka, mają tylko chusty do noszenia dziecka. Mimo, że jestem fanką chusty, uważam że to super wynalazek, to jakoś nie wyobrażam sobie macierzyństwa bez wózka.
Z drugiej strony nie jestem też taką wózkoholiczką jak niektóre mamy, wręcz im zazdroszczę, że potrafią pół dnia spacerować z dzieckiem na świeżym powietrzu!
W naszych warunkach pogodowych do wózka potrzebujecie śpiworka, jakby nie było na pewno wasze dziecko trafi na zimę w pierwszym roku życia kiedy jeszcze nie chodzi… a raczej trafi na dwie lub trzy zimy korzystając z wózka. Co do śpiworka mam jedną radę, bierzcie ciemny kolor, który się nie brudzi, jeżeli chcecie jasny to kupcie co najmniej dwa śpiworki.
Co więcej, inne śpiworki są do gondoli a inne do spacerówki. Te uniwersalne do wszystkiego są zazwyczaj do… niczego. Ale tak jak mówiłam specjalistką od wózków nie jestem.
Z Rogerem miałam Cybexa Priama – bo moja koleżanka wtedy pracowała w Cybexie i załatwiła mi zniżkę, a z Gilbertem mam Bugaboo Bee i uwielbiam ten wózek, podpatrzyłam go u mojej przyjaciółki z Paryża Celii i od lat chciałam go mieć.
Każda mama ma inne marzenia wózkowe, lub ich brak – kupujcie rozsądnie.

Ps. Wózek to akurat coś, co można kupić używane. (bo np. laktatora elektrycznego czy fotelika samochodowego używanego kupić w Internecie nie polecam. Laktator może mieć pleśń w korpusie a fotelik może być po wypadku.)

 

5. Ubranka

Ile macie kupić tych ubranek i jakie wybierać, oto jest pytanie… i odpowiedzieć na nie tak „z góry” naprawdę trudno. Bo nie wiadomo jak często, wasze dziecko będzie wymagało przebierania. Są dzieci, którym wystarczy codziennie jeden zestaw ubranek na dzień i drugi na noc. A są takie dzieci i taki był mój pierwszy synek, którego trzeba było przebierać po 5-6 razy dziennie bo po każdym karmieniu ulewał tak, że miał pół ubranka mokrego. Nie mówiąc o tym, że zapach takiego nadtrawionego mleczka nosząc dziecko czy przytulając też najfajniejszy nie jest 😉 No więc przebierałam go po 6 razy dziennie, codziennie „szła” pralka, bo jak dwa dni nie zrobiłam prania to zwyczajnie brakowało mi ubranek.
Różne zapotrzebowanie będzie też wynikało z pory roku w jakiej się urodzi, oraz od czegoś czego się przewidzieć nie da… od tempa wzrostu. Część noworodków przeskakuje rozmiary dosłownie w kilka tygodni a inne dzieci noszą pierwszy rozmiar ciuszków nawet przez 3 miesiące. Obie te sytuacje są medycznie rzecz biorąc w granicach normy. Zazwyczaj dzieci najdłużej noszą rozmiary 68, 74 od około 3 do 9 miesiąca życia.
Także ile macie tych ubranek kupić to wam nie powiem… ale powiem wam jakie w ogóle ubrania dla dzieci są.  Pamiętam, że zanim urodziłam pierwszego synka nie miałam pojęcia co te wszystkie dziwne nazwy oznaczają. Dla mnie kiedyś wszystko to co nosi dziecko to były… śpioszki.

Tymczasem fachowo:
Śpiochy to spodenki zakrywające tułów i stopy.
Pajacyk to raczej to co większość osób nazywa śpiochami – jest to ubranie na całe ciało, zakrywające stopy i często też dłonie (uwaga, obecnie medycznie jest niepolecane zakrywać dłonie noworodka! Powinien on mieć wolne ręce, sprzyja to prawidłowemu rozwojowi koordynacji ruchowej od pierwszych dni życia)
Jest też coś takiego jak półspiochy – nazwa w ogóle abstrakcyjna jak ktoś ją pierwszy raz usłyszy – są to spodenki z zakrytymi stópkami.
Kaftanik to jest taka bluza, którą zazwyczaj ubiera się razem z klasycznymi śpiochami.
Najbardziej podstawowym strojem dziecka jest tak zwane „body” – czyli taki podkoszulek z długim lub krótkim rękawem zapinany w kroku.

I teraz jak to wszystko komponować?
Zimą zazwyczaj ubieramy dziecko na dwie warstwy czyli – body a na body pajacyk, lub body pod śpiochy, albo body do tego półspiochy i kaftanik.

Wiosną i jesienią zazwyczaj ubierzemy dziecko na długi rękaw ale na jedną warstwę czyli na przykład – sam pajacyk. Albo body i półspiochy.

Ciepłym latem ubieramy dziecko letnio – najczęstszym strojem jest tak zwany rampers – jest to jakby pajacyk z krótkimi nogawkami i krótkim rękawem. Można też ubrać dziecko w body na krótki rękaw i spodenki lub spódniczkę.
A jak jest bardzo, bardzo ciepło to zazwyczaj dziecko jest ubierane w samo body.

Ważne jest, aby ubranka dla dzieci były z naturalnych materiałów – najlepiej gatunkowej 100% bawełny z certyfikatem bezpieczeństwa dla dzieci.

Poniżej zdjęcie ściągawka – co jest czym i jak to wygląda dla tych, którym ciężko to sobie wyobrazić słowem pisanym.

6. Do wszystkiego
a. Pieluszki tetrowe i flanelowe
Zanim byłam mamą, w ogóle nie rozumiałam po co mi pieluszki tetrowe – myślałam, że są one jak nazwa wskazuje do noszenia jako pieluszka a nie zamierzałam ich tak używać. Kupiłam kilka pieluszek bo tak zalecały wszystkie strony o wyprawce, ale do samego końca nie rozumiałam po co mi one będą – tym czasem one są do wszystkiego! Haha, no dobra nie do wszystkiego, ale naprawdę jest to rzecz niezbędna przy noworodku i niemowlęciu. Zobaczycie.
Do karmienia, do ulewania, do podkładania pod główkę, do przewijania na mieście, do położenia na wagę w przychodni, funkcji pieluszek wszystkich wymienić nie dam rady. Ale pieluszek to kupcie tak 10 co najmniej! (A nawet bliżej 20 😉 )

Rzeczy, których nie miałam nigdy a są popularne:

Karuzela nad łóżeczko – sama nie wiem czemu tego nie miałam… ale nie miałam i nie mam.

Niania elektroniczna – jeżeli macie dom i pokoik dziecka jest na innym piętrze to uważam, że to jest bardzo przydatny gadżet – my mamy mieszkanie jednopiętrowe więc, po prostu zostawiam uchylone drzwi gdy dziecko śpi.

Szumiące zabawki – pisałam już o tym we wstępie, poza tym dodatkowo słyszałam od moich znajomych fizjoterapeutów dziecięcych, że nie jest to polecane aby szum dawać często i blisko dziecka.

(Ewa @mama.fizjoterapeuta obiecała mi napisać akapit na ten temat

oto on

Zabawki emitujące biały szum- często rodzice, którzy przychodzą do mnie na wizytę pytają mnie o łatwe sposoby na uśpienie dziecka i wśród różnych gadżetów do ułatwiania zasypiania wymienianych przez rodziców prym wiodą urządzenia emitujące biały szum. Amerykańska Akademia Pediatrii w 2014 wydała zalecenia dla producentów tych urządzeń oraz dla rodziców, którzy z nich korzystają. Zalecenia dla rodziców, którzy korzystają z zabawek wytwarzających dźwięki obejmują: umieszczanie zabawki jak najdalej od dziecka, nigdy w łóżeczku lub na szczebelkach łóżeczka; używanie niskiego poziomu głośności podczas zabawy; ograniczony czas użytkowania. Jako fizjoterapeuta jestem zwolennikiem obserwacji dziecka i jego potrzeb, wprowadzania stałego harmonogramu dnia, rytuałów wyciszających, rozwiązywania z pomocą specjalistów problemów zdrowotnych, z którymi boryka się niemowlę, zamiast poszukiwania prostych i szybkich rozwiązań. Zabawki emitujące biały szum powinny być moim zdaniem używane w wyjątkowych sytuacjach lub do zabawy, a nie jako stały punkt dnia.

Więcej możecie przeczytać tutaj: http://pediatrics.aappublications.org/content/133/4/677 )

 

 

Niekonieczne i nie polecam:

– ochraniaczy na łóżeczko, pościel, poduszki – zwiększają ryzyko śmierci łóżeczkowej.

 

 

Z rzeczy, które są „kontrowersyjne” ale bije się w pierś, że posiadam:

Leżaczek/bujaczek – mam dwa,, jeden elektroniczny Mamaroo (wydawało mi się to mega hitem w 2015 roku gdy byłam zupełnie nieświadoma tego jak wspierać rozwój noworodka) oraz ostatnio pożyczyłam od koleżanki popularny leżaczek bujaczek Baby Bjorn.
Prawda jest taka, że niemowlęta uwielbiają te bujaczki i jest to bardzo kuszące aby ich używać – ale powinniśmy to ograniczyć do minimum (wtedy kiedy musimy się wykąpać lub np. ugotować obiad) pozycja przygięta, którą przyjmuje dziecko w bujaczku nie jest idealna do rozwoju tak małego człowieka. Najlepiej jest dziecko kłaść na macie na podłodze.

Jako maty na podłogę możecie używać początkowo nawet rożka lub kocyka.
Jednak wraz z rozwojem niemowlęcia, gdy zacznie ono robić obroty na boki czy już stabilnie leżeć na brzuszku to dużo lepsze są gąbkowe „twarde” maty – w których dzieciątko się jakby nie zapada.

Czym dziecko będzie większe, tym bardziej będzie się interesowało otoczeniem i dopiero po kilku tygodniach tak naprawdę dziecku będą potrzebne jakieś pierwsze zabawki. Warto na pewno posiadać jakiś rodzaj „baby gym” (pałąk z zabawkami) chodzi mi o takie wiszące zabawki nad dzieckiem, które zachęcają do wyciągania rączek do góry lub skupiania na nich uwagi.

Wiem, że w tym artykule brakuje całego arsenału rzeczy do karmienia – czyli butelek, smoczków, sterylizatorów, suszarek do butelek, podgrzewaczy itp.
Nie ukrywam, że wszystkie te rzeczy posiadałam, ponieważ jestem mamą synków karmionych mieszanie czyli moim odciąganym mlekiem oraz mlekiem modyfikowanym.
Jeżeli uda wam się karmić piersią (za co mocno trzymam kciuki, bo jest to najzdrowszy pokarm dla dziecka) to wszystkie te wynalazki nie będą wam początkowo potrzebne i nie zachęcam aby się w nie zaopatrywać już na poziomie kompletowania wyprawki.

Na pewno w tym artykule o kilku rzeczach zapomniałam. Ale myślę, że wyszedł i tak już dość długi i mam obawy, kto dotrwał do końca. Dlatego tyle na dziś. Mam nadzieje, że choć trochę był on dla Was pomocny.

Ps.Chce podkreślić, choć mam nadzieję, że o tym wiecie – że ten artykuł nie jest w żaden sposób sponsorowany, napisałam Wam po prostu moje doświadczenia z produktami, które posiadałam, a czasami było mi trudno to napisać nie podając marki- bo i tak za chwile były by pytania o markę w komentarzach.

239 komentarzy

  1. Dodam, że na wszystko jest najlepsze mleko matki. Mleko matki na katarek do noska zamiast kropli, na zadrapania rany się dużo szybciej goją i nie ma blizn, na czerwoną pupę, na podrażnione brodawki matki karmiącej. Ja kąpiele dla dzieci robiłam z wodą i mlekiem matki i przemywanie dziecka wodą z mlekiem. Za każdym razem jak dziecko przewijałam to ciepła woda,mleko i scieteczka. Także żadnego mydła czy płynów czy kremów nie używałam i skórka dziecka jak aksamit. A jeżeli dziecko miało jak by łuszczącą skórę z zaczerwieniami to kąpie w wodzie z dodatkiem oliwy z oliwek. Serio, też w to z tym mlekiem nie wierzyłam, ale jak raz spróbowałam to się okazało spoko. Położna powiedziała, że jak mam mleko to już nic innego nie potrzebuje.

  2. Moja dzidzia w drodze i już planuję w miarę możliwości nie stosować żadnej chemii na dziecku. W Niemczech w szpitalach poleca się mycie dzieci wodą z naturalnymi olejami , np. lnianym czy winogronowym. Będę kąpać raz w tygodniu nie częściej. I oczywiście jestem zakochana w wielorazowych pieluszkach, wydaje mi się, że jednorazowe obecnie nie są zbyt rozsądnym wyborem ze względu na pestycydy i inne związki chemiczne, brak oddychania skóry pod poeluszką, konieczność stosowania chemii na pupę, liczne odparzenia czy pierwsze badania prowadzone nad niepłodnością u mężczyzn powiązaną z tymi pieluchami. Wolę nie ryzykować zdrowia dziecka. Zresztą teraz te pieluszki są takie śliczne i bardzo dużo mam je używa. Na fejsbooku są grupy można się wiele dowiedzieć.

  3. Zgadzam się co do używania zwykłej wody i wacików/gazików/chusteczki przy zmianie pieluchy przez pierwsze tygodnie ale są teraz dostępne wszędzie Water Wipes, które drastycznie różnią się od wszystkich innych chusteczek nawilżanych. Nie będę ich używać od pierwszych dni dziecka ale na pewno woda i waciki pójdą w odstawkę szybciej niż przy pierwszym dziecku- trzeba życie sobie ułatwiać a nie być matką męczennicą 😉

  4. Przy pierwszym nakupowałąm dużo niepotrzebnych rzeczy, a przede wszystkim nie miałam takiego rozeznania (nie miałam pojęcia o istnieniu miliona grup na fb, gdzie można znaleźć odpowiedź na dosłownie każde pytanie z każdej dziedziny). Więc starszy syn jeździł w łupinie-antymandacie, kupiłam chustę-pościelówę, wózek, który wcale sie nie sprawdził, mial mnóśtwo gadżetów, które tylko zawalały miejsce (nawet już nie pamiętam dokłądnie co)
    Przy młodszym kupiłam tylko sobie jeszcze jedna chustę i prządną łupinę, kilka ręcznikó z kapturem, nowy materac do łóżeczka i nowy nocnik, bo starszy stwierdził, że nie podzieli się z bratem (nhn od urodzenia).
    Przewijak to u nas zdecydowanie zbędny gadżet.
    Polecam pieluchy wielo, starszy był na jednorazówkach, bo nawet nie wiedziałam, ze można inaczej, młodszy odparzał sie do krwi, zgłębiłam temat i okazało się, że wielo sa super i wcale nie takie trudne i nie ma z nimi nie wiem ile roboty 🙂

  5. a co sądzicie o łóżeczku turystycznym od urodzenia i jaki materac do niego dokupić ?

  6. Wszystkie posty wyprawkowe są rewelacyjne, z pewnością pomogą niejednej przyszłej mamie! Wkrótce sama zabieram się za kompletowanie wyprawki i dzięki Wam będzie mi o wiele łatwiej 🙂 Dziękuję!

  7. Polecam bardzo czyszczenie nosa odkurzaczem! Początkowo byłam temu przeciwna i się balam tego Ale po uzyciu polecam sama probowalam na sobie i nie jest to nic strasznego. Oczyści nos dużo lepiej niż nasze pluca. Jak teraz przychodzi mi wydmuchiwac nos dziecka samej to zawsze nie mam siły ciagnac i sięgam od razu po odkurzacz bo wiem że będzie o stokroc lepszy efekt 🙂

  8. Super seria wyprawkowa! Czyta się bardzo przyjemnie (pomimo że wyprawka już za mną bo od 10tyg. jestem szczęśliwą mamą 🙂 ). Jedyne co chce dodać to to, że polecam zdecydowanie aspirator na baterie! Przy naszej córeczce jest używany nawet parę razy dziennie i nie wiem jak byśmy sobie bez niego poradzili, dodatkowym jego plusem są melodyjki które (chociaż na chwilę) zwracają uwagę dziecka

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*