Mamagineolog

Za drzwiami gabinetu

W pracy w gabinecie ginekologicznym jest kilka zasad i kilka specyficznych typów pacjentów – opowiem wam dziś o kilku z nich.

1. Jeżeli kobieta wchodzi do gabinetu z mężczyzną, to NA PEWNO jest w ciąży. Nie trzeba się wstydzić i od razu można spytać ją czy to ciąża. 100% badanych to potwierdza. ☺️

2. Kobiety, które przychodzą z partnerem do przychodni, ale wchodzą same do gabinetu, przychodzą albo po antykoncepcję, albo z infekcją.

3. Jeżeli kobieta wchodzi z grubą teczką lub segregatorem ??, to na 95% jest w trakcie starań o ciąże i była już u kilku ginekologów. Pozostałe 5% kobiet z segregatorami, to kobiety z poważnymi schorzeniami (kobiet z segregatorem się boimy) ?

4. Są też kobiety, które nazywam pieszczotliwie „Jatylki”. Są to pacjentki, które już od progu mówią „ – ja tylko po receptę”??. Niektórzy lekarze uwielbiają Jatylki ☺️, ja jednak wolę przebadać pacjentkę. Niestety Jatylki mają to do siebie, że zazwyczaj przychodzą wtedy, kiedy mają miesiączkę i dokładnie zbadać się ich nie da.

5. Największy fenomen stanowią dla mnie „mężczyźni w ciąży”❓❗️? (swoją drogą, to urocze). Przychodzą na każdą wizytę z partnerką, zawsze mają masę pytań, a na moje pytania do pacjentki potrafią odpowiadać zanim ona zdąży otworzyć usta.
„ – Czy ciśnienie ma Pani dobre w domu? – Tak ciśnienia mamy dobre.
– Czy przyjmuje Pani kwas foliowy?
– Tak przyjmujemy .
– Jak to Pan przyjmuje?!”
Wtedy on się śmieje i mówi, że nie przyjmuje, ale podaje codziennie żonie. ?
„ – Czy rodziła Pani siłami natury?
– Rodziliśmy dwa lata temu. Poród był męczący trwał 20 godzin.” Aż ciśnie mi się na usta – męczący dla Pana. 
I w końcu moje ulubione: „ – Kiedy miała pani ostatnią miesiączkę? – Ostatnią miesiączkę mieliśmy 15 czerwca, trwała 3 dni” – mówią z pełną powagą. ? 
Ja tych Panów uwielbiam! Twarz mam kamienną, ale moja dusza się śmieje! ?

A może są tu inni lekarze, którzy chcą się podzielić w komentarzach swoimi ulubionymi typami pacjentów?❓ ☺️
Fajne? Śmieszne? Ciekawe? Udostępniajcie ❤️

#lekarz#medycyna

46 komentarzy

  1. Nie zgodzę się z punktem pierwszym, podczas diagnostyki niepłodności kilkakrotnie mąż był ze mną. Na początku, gdy szukałam wiedzy i wsparcia i się bałam, a później, gdy miały przyjść jakieś kluczowe informacje czy zapaść ważne decyzje (np. o operacji). U fizjoterapeuty tam samo kilkakrotnie towarzyszył. Moje zdrowie to nasz wspólny problem, po prostu.

  2. Rewelacja. Usmialam sie strasznie. Pozdrawiam pani dr

  3. Szkoda, że nie było tego bloga gdy byłam w ciąży, a więcej ciąż już nie planuję 🙂
    Wystarczy 4 letnią córką i 2 miesięczne bliźnięta 🙂 pozdrawiamy

  4. Muszę przyznać, że sama byłam pacjentką z segregatorem, ale akurat w tych 5 procentach, tylko może nie z tych poważnych przypadków, tzn. zrobiłam sobie segregator, gdy zasugerował mi to lekarz, żeby wszystkie papiery były poukładane 😀 No i oczywiście byłam pacjentką, która wchodzi z mężem do gabinetu również.

  5. To ja byłam raz niesforną pacjentką w oczach mojego ginekologa. Miałam jechać na badanie profilaktyczne, mąż miał wolne, więc postanowiliśmy pojechać w czwórkę i pokazać jak wyrosły nasze dziewczynki. W drodze w samochodzie młodsza zasnęła. Starsza za nic nie chciała zostać z tatą i maluszkiem. Zabrałam więc 2,5 latkę do gabinetu. Pan doktor bardzo się ucieszył, pogadał, ale jak doszło do badania zaskoczony zapytał: “Ona zostaje?”. Do tej pory nie widziałam problemu, nawet ulotki z dzidziusiami pozbierałyśmy z poczekalni żeby się nie nudziła… ale ten wzrok zapamiętam do końca życia! I to skrępowanie lekarza. Z perspektywy czasu nie wiem czy to był dobry pomysł, mogłam wywołać lawinę pytań. Ale chyba psychiki córce nie zryłam 😉 Miała Pani takie “trudne” przypadki?

    • Dość czesto mamy przchodza z dziecmi. Ja sie udaje to Panie z recepcji sie dzieckiem zajmuja a jak nie to zostaje w gabinecie. Mysle, że nie musi się Pani tym przejmować. Pozdrawiam serdecznie

  6. Kaśka Aśka

    Hehe mam jednego znajomego, który był w ciąży 🙂 też na wszystkie pytania o ciążę odpowiadał MY :))) przez chwilę po rozmowie z nim nawet pomyślałam że mój mąż za mało się wczuwa w NASZĄ ciążę 😉 ale później mi przeszło 🙂

  7. Aż zostawię komentarz :)) jestem mamą 6 miesięcznej dziewczynki, i jak to nazwałaś ” segregatorem” mieszczącym się w tych 5% 🙂 na dodatek zaszłam w ciążę 2,5 miesiąca po ostatniej miesiączce, co stanowiło nie lada zagwostke dla mojego ginekologa ( miałam mieć wywoływany okres, bo tak długi brak miesiączki przy braku ciazy byl niepokojący… ale pojechałam na wakacje i bum – owulacja ( potwierdzona badaniem usg) a po kolejnych 2 tygodniach dodatni test :)) dodam ze mam pcos, hashimoto, cukrzyce i przewlekłe zapalenie trzustki połączone z kamicą…. A ciążę przeszłam wzorowo, porod SN bez nacięcia, karmie piersią i nic mi sie nie stało ( tfu tfu) pozdrawiam 😉

  8. Facet wchodzi z kobietą do gabinetu jeszcze wtedy kiedy np kobieta poroniła. Akurat mój przypadek.

  9. Ja też zawsze wchodzę z mężem. Jestem po ciąży obumarłej. Podczas starań też zawsze wchodziliśmy razem. To nasza wspólna sprawa..

  10. mój mąż też chodził ze mną na każdą wizytę w ciąży.
    Co prawda nie odpowiadał na każde pytanie za mne, ale miał milion pytań, czy mogę to czy tamto.. czasami bardzo denerwował moje hormony 😛
    A może nie róbmy tak dużo tego usg, a czy to na pewno nie zaszkodzi dziecku ?
    wrrrr
    Oczywiście przy padaniu na fotelu zabraniałam mu patrzeć nawet w moją stronę, pomimo że zna mnie do góry do dołu, to samo badanie jest dość intymne 🙂

    Właśnie i tu rodzi się może kolejny temat USG w ciąży.
    Mój lekarz powtarzał że nie jest zwolennikiem częstych usg, ze względu na to że to jednak jakies fale..
    Może warto napisac coś o tym. 🙂

  11. Mój mąż także podczas ciąży jeździł ze mną na wszystkie wizyty. Nie odpowiadał co prawda za mnie na pytania (albo nie było to aż tak rażące bo nie przypominam sobie) ale sam miał mnóstwo pytań na które czasami aż sama odpowiadałam albo zaczynałam się denerwować gdy były dla mnie głupkowate. Jeśli chodzi o samo badanie to lekarza mieliśmy z dużym poczuciem humoru, który potrafił rozładować sytuację już od pierwszej wizyty (teksty typu: a teraz będziemy robić cytologie, proszę się przyglądać to następne będzie pan już sam robił; badał pan żonę czy trzeba badać?). Za to mój małżonek był w ciąży razem ze mną: przytył jak większość mężczyzn w ciąży plus do tego gdy u mnie zaczęła się zgaga on miał także.
    A jeśli chodzi o temat kobiet przychodzących na badanie samej to w moim przypadku bardziej czułabym się nie komfortowo bo wydaję mi się, że byłoby to źle widziane przez lekarza. Takie moje wrażenie które może być całkowicie mylne 😛

  12. Kuchcinka

    Zgadzam sie z Marią co do pkt 1 , ja w ciazy nie jestem a rownież razem do ginekologa chodzimy bo staramy sie o dziecko od 16 miesięcy i jesteśmy po jednym poronieniu…

  13. Ja zawsze chodze z partnerem do ginekologa, bo po prostu pewnie sie czuje, a w ciazy nigdy nie bylam i nigdy nie podejrzewalam jej na tyle, by isc do lekarza 😉

  14. Typologie pacjentów czasami zawodzą. Mnie z kolei niezmiennie fascynuje skąd poruszenie u lekarza, kiedy mimochodem odezwę się w sposób, który mnie zdradza jako człowieka “z branży” – lekarza z wykształcenia, aczkolwiek nie wykonującego zawodu? Czasami bywa zabawnie, ale zawsze miło. Większość lekarzy od razu zaczyna zachowywać się nieco inaczej, część automatycznie jakby “podskakuje” na fotelu i odnosi się do mnie jakby z uznaniem, zaskoczeniem czy mniej sympatyczni stają się bardziej sympatyczni? A przecież jestem taką samą pacjentką jak inni. A co do typologii – ja np. do internisty z infekcją typu katar czy do innych lekarzy chodzę z kartką, na której daję opis w ….schemacie SAMPLE. Uważam, że to bardzo pomaga ustrukturyzować wywiad, nie pozwala niczego kluczowego zapomnieć no i oszczędza czas lekarza poświęcony na tę część, dzięki czemu pacjent, możemy chwilę dłużej z lekarzem porozmawiać w innych kwestiach i budować w ten sposób relację. A niestety w dzisiejszych realiach czas lekarza jest zasobem bardzo ograniczonym.

  15. Hmmm… Zawsze do ginekologa chodzi ze mną mój mąż (wcześniej partner) i czeka w poczekalni. Dodam, że infekcji w życiu nie miałam, a antykoncepcję stosowałam tylko przez pewien czas. Po prostu idzie ze mną do towarzystwa 😉

  16. A ja przez 9 lat chodziłam do ginekologów z coraz to bardziej puchnącą teczką badań, mąż był pomocny ale nie zawsze był w stanie pojechać ze mną. Lublin Warszawa w końcu w Poznaniu powiedziano nam żebyśmy odpuścili starania o dziecko bo” nic z tego nie będzie”, chodziło o hormon antymillerowski i niedojrzewające jajeczka. 3 miesiące po tej diagnozie zaszłam w ciążę naturalnie, bez żadnych ” starań”, urodziłam zdrowe dziecko, rok pozniej drugie. Z trzecim dzieckiem juz tak łatwo nie było, 2 poronienia, najprawdopodobniej niedomoga lutealna, ale jednak jestem teraz 22tyg ciąży z suplementacją progesteronu w 1 trymestrze. Co nam pomogło w walce o rodzicielstwo? Ostatecznie modlitwa. Chciałabym dodać otuchy tym wszystkim kobietom które tracą nadzieję i nie wiedzą co dalej robić. Szukajcie kompetentnych lekarzy ale też pamiętajcie że są rzeczy o których sie mądrym tego świata nawet nie śniło.

  17. najgorsze, że to prawda i tez mam taki segregator ze starań o synusia :), widziałam jak oczy mojego lekarza się śmiały :), oczywiście powaga w głosie itd. mi ten segregator przypomina, jak bardzo chciałam i czekałam na dziecko i jak dużo zrobiłam żeby był z nami i czuję taką dumę, że od początku do końca wszystko zorganizowałam,dla mnie to miłe uczucie, a w ogóle lubię sobie robić wyniki badań, to ciekawe doświadczenie

  18. Ja jestem położną i spotykam się z podobnymi sytuacjami w momencie przyjmowania pacjentki na oddział. Mam za zadanie przeprowadzić cały szczegółowy wywiad, a mam wrażenie, że część panów więcej wie na temat cyklów miesiączkowych swoich partnerek, jak one same. Wiedzą nawet w jakim wieku miały pierwszą miesiączkę. 🙂

  19. Moja Nelka ma 5 tygodni…i tak to prawda zawsze chodziłam z mężem 🙂 ale na usg brzuszne i ktg … Nie czulabym się swojo przy cytologi – On też nie. Dodam że jak mamy iść do ginekologa to stres ma mąż nie ja :))))

  20. Ja tam chodzę i wchodzę sama, w ciąży nie jestem a nawet gdybym była to wolałabym żeby mnie mój mąż widział w pozycji “za piętnaście trzecia” gdy ginekolog wkłada mi palce tam, gdzie on zwykle wkłada…co innego ???
    A w ogóle to mój mąż jest obcokrajowcem i i tak niczego by nie zrozumiał.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*