Zwolnienia lekarskie w ciąży

Zwolnienia lekarskie w ciąży

To będzie niezwykle istotny tekst, który mam pewne obawy napisać. Być może po tym artykule oberwie mi się od innych kolegów po fachu, że powiem (napiszę) głośno, jak to rzeczywiście wygląda. Część pewnie się zarzeknie, że to, co piszę nie jest prawdą… albo przynajmniej ich nie dotyczy. Ale uwierzcie mi – to, co napiszę dotyczy 99% ginekologów w Polsce. I na pewno też wysokiego procenta lekarzy pracujących w innych specjalizacjach.

Być może po tym tekście nie opędzę się od kontroli ZUS w mojej dokumentacji medycznej pacjentek, którym wypisuje zwolnienia… Ale zaryzykuję, bo uważam, że to trzeba w końcu powiedzieć!

System wystawiania zwolnień dla kobiet w ciąży w Polsce  jest pełen niedomówień i… wad!

System wymusza naciągnięcia na lekarzach – bo lekarze w ogromnej większości chcą dobrze dla pacjentki w ciąży. Jeżeli pacjentka mówi lekarzowi, że po prostu „nie ma siły pracować”, to większość lekarzy się ugnie i zwolnienie wypisze – bo nikt nie chce ryzykować, że pacjentce się coś stanie.

 

Zacznijmy od najważniejszej informacji, o której mam wrażenie bardzo duży odsetek społeczeństwa nie wie. Nie ma czegoś takiego jak zwolnienie lekarskie… bo kobieta jest w ciąży!

Zwolnienia lekarskie, tzw. ZUS-ZLA może wystawiać lekarz, który uzyskał uprawnienia do ich wystawiania. Jako ciekawostka – to nie jest coś oczywistego i każdy lekarz, który chce wystawiać zwolnienia musi się o coś takiego ubiegać.

Takie uprawnienia dostaje się niemalże z automatu po złożeniu wniosku – ALE – te uprawnienia można stracić, jeżeli się nie będzie stosowało do zasad wystawiania zwolnień lekarskich.

A zwolnienia lekarskie lekarz może wystawić tylko osobie CHOREJ. Bycie w ciąży nie oznacza choroby.

Jeżeli lekarz chce ciężarnej wypisać zwolnienie lekarskie, to musi napisać na nim kod choroby. Kody są wybierane z klasyfikacji kodów chorobowych ICD-10 gdzie pod literą „O” kryją się choroby, które mogą wikłać ciąże.

Istnieje też taki dość enigmatyczny kod – dokładnie O 26.

O26 – Opieka położnicza z powodu stanów związanych głównie z ciążą

 

Zgadnijcie na jaki kod w Polsce u kobiet w ciąży jest wypisywane często zwolnienie?

Na O 26 oczywiście.

A ten kod sam w sobie za wiele nie znaczy. Może de facto znaczyć wszystko i nic.

Może to być stan kiedy pacjentka wymiotuje wiele razy dziennie – jeszcze nie można tego nazwać niepowściągliwymi wymiotami ciężarnych ( O 21), ale już pacjentka nie jest w stanie chodzić do pracy.

Może to oznaczać bóle podbrzusza w pozycji siedzącej. Może oznaczać napinania brzucha przy wysiłku u ciężarnej.

A wiecie co to też może oznaczać?

 

Że lekarz poszedł pacjentce na rękę – bo jest przedszkolanką, która obawia się dalszej pracy a pracodawca umywa ręce.

 

Opowiem wam typową sytuację z gabinetu lekarskiego.

Przychodzi kobieta na wizytę do ginekologa około 7 tygodnia ciąży, czuje się dobrze, mówi że chce dalej pracować, ale obawia się o swoje zdrowie, bo pracuje z dziećmi (z mięsem, długo stoi… tu można wymieniać wiele czynników, które potencjalnie mogą być szkodliwe w ciąży).

Lekarz, działając zgodnie z prawem wystawia kobiecie zaświadczenie do pracodawcy, informujące pracodawcę o konieczności zmiany stanowiska pracy i dostosowania go dla kobiety ciężarnej.

Lekarz nie może wypisać zdrowej pacjentce zwolnienia… bo ona się obawia o swoją ciążę.

Lekarz tłumaczy pacjentce, że z tym zaświadczeniem ma iść do pracodawcy i ten ma prawny OBOWIĄZEK stworzyć jej takie stanowisko pracy, aby było dla niej bezpieczne

LUB

Jeżeli nie jest w stanie stworzyć takiego stanowiska to musi oddelegować pacjentkę do domu, zwolnić z obowiązku przychodzenia do pracy, ale… dalej wypłacać jej pełną pensję.

(Takie jest prawo, a w mojej całej karierze lekarskiej spotkałam się z jednym takim pracodawcą, który postąpił zgodnie z tym prawem i była to sytuacja, kiedy prowadziłam ciąże kobiety, która pracowała uwaga, uwaga w ZUS!).

Każdy inny pracodawca (pacjentek, które w moim życiu spotkałam) mówi pacjentce wprost, że ma iść poszukać lekarza, który jej zwolnienie wystawi, bo on na pewno nie będzie jej tworzył nowego stanowiska, a tym bardziej nie będzie zatrudniał kogoś innego na jej miejsce, a jej dalej płacił „za siedzenie w domu”.

 

Pacjentka w ciąży w stresie wraca niemalże płacząc do ginekologa:

„Panie doktorze, teraz to mam już taki stres, mój szef powiedział, że bez zwolnienia mam nie wracać”.

I teraz, co zrobi większość lekarzy, pójdzie kobiecie na rękę – napisze w dokumentacji medycznej, że pacjentka jest w silnym stresie, który pogarsza dolegliwości ciążowe, nie jest w stanie pracować i… wystawi zwolnienie.

Lekarze tak robią, bo chcą dla pacjentki dobrze, obawiają się o nią… ale w gruncie rzeczy lekarze tym sposobem przyczyniają się do łamania praw pracowniczych kobiet przez pracodawców.

Co więcej, lekarze ryzykują – bo może się okazać, że przy nieudolnie udokumentowanym powodzie zwolnienia lekarskiego dla kobiety ciężarnej, przy ewentualnej kontroli ZUS (a takie kontrole dokumentacji medycznej zdarzają się wcale nierzadko) to lekarz może stracić prawo do wystawiania zwolnień, a pacjentka zasiłek.

Dlatego nie oceniajcie nigdy lekarzy, którzy takich „naciąganych” zwolnień pisać nie chcą i upierają się, że pacjentka ma walczyć z pracodawcą.

Jeżeli lekarz tak pacjentce powie, to po pierwsze przyczyni się do dalszego jej stresu i złego samopoczucia, a po drugie są ogromne szanse, że pacjentka wróci do domu i pierwsze co zrobi to napisze o tym lekarzu opinię w Internecie.

„Nie polecam, lekarz niemiły, opryskliwy, nie wypisuje zwolnień, a samo badanie na odwal się”.

 

Nie ma tu też większego znaczenia czy lekarz pracuje w ramach NFZ, czy prywatnie, bo lekarze w ramach NFZ też nie chcą mieć takich opinii.

 

Rozumiecie problem?

 

Kolejną kwestią jest, że pacjentki niestety, ale bardzo często nie stosują się do zaleceń zwolnienia.

Zwolnienie lekarskie służy do „dochodzenia do zdrowia” – nie można będąc na zwolnieniu lekarskim w ciąży robić nic poza, mówiąc w skrócie, „odpoczywaniem”.

Są dwa rodzaje zwolnienia – tak zwane „1” – które oznacza, że “pacjent musi leżeć” – i mając takie zwolnienie nie wolno nam wychodzić z domu, chyba że udajemy się do lekarza lub na badanie. W razie kontroli z ZUS – musicie być pod podanym na zwolnieniu adresem, inaczej to zwolnienie może być unieważnione a zasiłek niewypłacony

 

Drugi rodzaj zwolnienia to „2” – „pacjent może chodzić” – na takim zwolnieniu możecie pójść na spacer, na zakupy, czy oczywiście na badania. Ale na takim zwolnieniu z założenia, choć mogą być wyjątki, nie możecie uprawiać sportu (chyba, że ten sport jest sposobem, żeby wrócić do zdrowia – np. aktywność fizyczna u kobiet z cukrzycą ciężarnych), podróżować (chyba, że to podróż na konsultację medyczną), czy prowadzić dalej działalności gospodarczej (jeżeli macie firmę jednoosobową).

 

Bo to, że nie wolno pracować na zwolnieniu lekarskim, to chyba jest oczywiste dla wszystkich?

Szczerze, wiem, że nie jest to oczywiste i część z Was ma kilka prac. Np. pracuje na etacie w szkole a weekendami robi korekty tekstów – kiedy masz zwolnienie z etatu w szkole, to nie możesz dorabiać czytając teksty. Wiadomo, że to prawo jest idiotyczne, bo nie wiem w jaki sposób korekta tekstów mogłaby zagrażać ciąży, a wręcz dawałoby korzyść, abyś zarobiła więcej na wyprawkę dla dziecka, czy na przysłowiowe „waciki”.

No ale jeżeli ZUS dojdzie do tego, że pracowałaś podczas zwolnienia – dotyczy to nie tylko pracy zarobkowej, ale także pracy na wolontariacie, jeżeli jest to objęte umową – to może, a nawet na pewno to zrobi – cofnie zasiłek choroby za pracę na etacie w szkole.

Ciekawe jest też to, że kobiety za ten brak możliwości „dorabiania” na zwolnieniu lekarskim wcale nierzadko winią lekarzy! Lekarz jest jakby tą twarzą ZUS-u, w tym wypadku i nie raz mi się oberwało od pacjentki, której w dobrej intencji powiedziałam, że już nie może dalej… np. prowadzić tych zajęć z języka angielskiego raz na tydzień.

Problem ten czasami jest dość poważny nawet pod względem medycznym, bo zdarzają się też inne sytuacje. Miałam kilka pacjentek – dam tu przykład lekarek, ale pewnie można wymyślić też inne zawody, których ten problem często dotyczy. Zdarza się, że pacjentka ma według mnie wskazania do zwolnienia, ale tego zwolnienia ode mnie nie przyjmuje bo:

„Nicola, ja muszę dalej pracować w poradni prywatnie, nie starczy nam inaczej na ratę kredytu z samej mojej podstawowej pensji szpitalnej”.

Podobną sytuację miałam z pewną księgową, która była zatrudniona na etacie. Poza tym ze swojej działalności prowadziła wiele firm i to było jej główne źródło dochodu.

Mimo moich próśb i namawiania nie przyjęła zwolnienia tylko w pracy na etacie wzięła urlop bezpłatny, a dalej pracowała z domu na rzecz swoich innych kontrahentów.

Daleko nie trzeba szukać. Szczerze to sama pamiętam, że mimo zmęczenia, pracowałam w ciąży z Rogerkiem do 36 tygodnia dalej na etacie w szpitalu, ponieważ finansowo nie mogłam sobie pozwolić, aby nie chodzić do poradni i wykonywać popołudniami pacjentkom USG prywatnie.

Gdyby ciąża była zagrożona to pewnie bym się zdecydowała, ale jednak nie wiem, czy rozumiecie… Motorem aby „nie iść” na zwolnienie była możliwość dalszej pracy „dodatkowej”.

 

Bardzo fajne pod tym względem rozwiązany jest system w Niemczech.

Jakiś czas temu prowadziłam ciążę kobiecie, która była zatrudniona w Niemczech, ale pracowała zdalnie z Polski. Co miesiąc wystawiałam jej nie tyle zwolnienie, co „zaświadczenie” ile godzin dziennie może pracować. I zamiast 8h dziennie pracowała 4h dziennie do samego porodu. Ona była zadowolona i pracodawca również.

 

System zwolnień taki jak jest w Polsce, czyli taki, że albo pracujemy na pełen etat, albo na pełen etat idziemy na zwolnienie, nie jest idealny. Rozmawiałam z wieloma pacjentkami i one bardzo chętnie chodziłyby do pracy dalej, ale na krócej, albo przychodziły później, bo rano mają okropne mdłości, ale już koło południa czują się „jak młody Bóg” i wcale nie chcą siedzieć na zwolnieniu.

Co więcej, powiem to… choć to kontrowersyjne – wiem. Gdyby zasiłek chorobowy dla kobiet w ciąży nie był 100% płatny to jestem pewna, że ilość zwolnień wystawianych byłaby wielokrotnie mniejsza. Bo prawda jest taka, że skoro system daje nam możliwość otrzymywania takiego samego wynagrodzenia bez świadczenia pracy, to znajdą się osoby, które mimo braku wskazań będą chciały z takiej możliwości skorzystać. Drugie dno tego problemu jest takie, że wielu pracodawców woli zatrudniać mężczyzn, bo obawia się właśnie tego, że kobiety w wieku rozrodczym cechują się częstszą absencją w pracy. A za pierwszy miesiąc zwolnienia płatnikiem zwolnienia jest pracodawca a nie ZUS.

Gdyby płatnikiem od pierwszego dnia był ZUS to pracodawcy nie mieliby takich obaw.

 

Na koniec chce poruszyć jedną ważną kwestię związaną ze zwolnieniami i zarazem pewnie jedno z waszych najczęstszych pytań.

Czy na zwolnieniu lekarskim można podróżować?

Zasadniczo nie. I znam kilka przypadków kobiet, które będąc na zwolnieniu poleciały na zagraniczne wakacje a w tym samym czasie zapukał do ich drzwi ZUS. Ciężko jest się w takiej sytuacji wybronić. I każdej z nich zasiłek chorobowy został zabrany. Co więcej niestety najczęściej to „życzliwe” osoby piszą do ZUS-u, aby wtedy zrobił kontrolę. Tak, przykra prawda, „koleżanka” zobaczyła twoje piękne zdjęcie z Hiszpanii na Facebooku, od razu skojarzyła fakty, że przecież ty od początku ciąży jesteś już na zwolnieniu i napisała donos…

Na zwolnieniu lekarskim podajemy faktyczny adres przebywania, jeżeli w czasie zwolnienia chcesz pojechać do rodziców lub nad morze – i nie chcesz mieć z tego powodu problemu, to musisz zrobić dwie rzeczy

  1. Dostać zaświadczenie od lekarza, że taka podróż jest bezpieczna dla ciebie i on nie widzi przeciwskazań do podróży.
  2. Podać adres, gdzie będziesz przebywać podczas wypisywania przez niego zwolnienia. Jeżeli ten adres w połowie zwolnienia się zmienia to musisz wysłać o tym zawiadomienie do jednostki ZUS.

Pamiętam, że kiedyś wypisywałam pacjentce zwolnienie z adresem

  1. Międzymorze 2
    84-141 Jurata

czyli hotel nad morzem 😉

Pacjentka miała zwolnienie, ze względu na rwę kulszową w ciąży – która uniemożliwiała jej pracę – ale podróż nad morze (i masaże w hotelu) pod względem lekarskim były tu wskazane.

Mam nadzieję, że ten tekst był pomocny. Mam nadzieję, że zrozumiecie, że my lekarze chcemy dla Was dobrze, ale jeżeli pacjentki nie zrozumieją jak to wygląda, tylko będzie dalej w Polsce podejście „zwolnienie lekarskie w ciąży mi się po prostu należy”, to niestety dalej będzie dużo kontrowersji i nieporozumień.

A najgorsze w tym wszystkim jest to, że ten system jest społecznie krzywdzący dla tych osób, które bez dwóch zdań z zwolnień w ciąży powinny korzystać.

Zwolnienia lekarskie w ciąży – zwolnienia lekarskie ogólnie są w Polsce nadużywane. Nie mam zielonego pojęcia jak ten system zmienić. Ale wyraziłam to co czuje.

ps. Mój mąż to przeczytał i powiedział, że to temat rzeka i mimo, że napisałam 5 stron A4, niestety wiele problemów z tym związanych nawet nie ruszyłam.

564 komentarze

  1. Świetny artykuł!

  2. To jest bardzo ważny temat!

    Jestem w 14 tc, czuję się świetnie i przez powszechność zwolnień, ciąży na mnie presja pójścia na L4. Wszyscy w koło pytają mnie od kiedy się wybieram na zwolnienie i nie rozumieją, że zamierzam pracować dopóki mogę. Często dostaję opieprz od koleżanek z pracy, że przyszłam do pracy.

    Ciągle słucham, że będę tego żałowała, że “coś” się może stać i że powinnam korzystać skoro można i że one postąpiłyby inaczej. A ja, pracuję koncepcyjnie, często wykonuję pracę z domu, pracodawca rozumie moje zmęczenie i częste wizyty u lekarzy i nie widzę powodów dla których miałabym siedzieć w domu.

    Mam nadzieję, że temat poruszy większą dyskusję dotycząca zwolnień i tego że praca w ciąży to nic złego 😊

    • Dagmara

      Oj znam to aż za dobrze. Jestem w 28 tc ciąży i ostatnio nawet mój prezes zaczyna marudzić, że co ja jeszcze robie w pracy i że kiedyś będę tego żałować, o koleżankach nie wspomnę, a ja zwyczajnie lubię swoją pracę i mimo że jest wymagająca i bywa mi na prawdę ciężko (dużo stresu) wystarczyłaby ze strony przełożonych i współpracowników odrobina wyrozumiałości i chętnie pracowałabym do samego końca. Na razie pracuję nad tym żeby do takiej sytuacji doprowadzić bo jestem przekonana, że z różnych względów moje pozostanie w pracy (ale z ogarniczeniem ilości stresu i obowiązków) jeszcze trochę będzie z korzyścią i dla mnie i dla pracodawcy 😉

    • Ooo, ileż ja się nasłuchałam: “Odpocznij, potem będziesz żałować”
      Tak, będę siedzieć w domu i oglądać seriale, czytać książki… brzmi super. Na tydzień 😉 Teraz jestem na zwolnieniu, ale to przez wskazania medyczne – dopiero w połowie 8 miesiąca poszłam. Bo musiałam. A i tak siedzę w domu i robię rzeczy, które mi nie zagrażają, tylko w dużo mniejszym wymiarze. Dopóki pracodawca nie robi problemów i praca faktycznie nie zagraża ciąży, to nie wyobrażam sobie siedzieć w domu. Sama końcówka, to ok, żeby faktycznie odpocząć, posprzątać, poprać rzeczy, wyspać się (o ile można mówić o wysypianiu się w 9 miesiącu 😀 ale można odespać w ciągu dnia!) itp., ale nie wcześniej…

  3. Tym zdaniem trafiłaś w sedno: “skoro system daje nam możliwość otrzymywania takiego samego wynagrodzenia bez świadczenia pracy, to znajdą się osoby, które mimo braku wskazań będą chciały z takiej możliwości skorzystać”. Dlatego nic w tym systemie się nie zmieni, dopóki nie zmieni się podejście tego typu osób.
    Pracowałam do 32 t.c., czułam się dobrze i chciałam pracować, ale było mi już ciężko, więc musiałam bardzo naściemniać lekarzowi, żeby chciał wypisać mi zwolnienie (był opór z jego strony, teraz wiem dlaczego). Mam kilka koleżanek, które od 6-9 t.c. do porodu były na zwolnieniu i same przyznawały, że nie mają żadnych wskazań medycznych do tego, tylko wykorzystują taką możliwość. Ja to nazywam “chora na ciążę”. Sama nie wytrzymałabym tyle siedząc w domu, ale skoro ktoś lubi, jego sprawa, no i lekarza, który bierze za to odpowiedzialność.

    • Mój pracodawca, płaci podstawę plus premie. Oczywiście podstawa jest relatywnie niska i to premia daje “kopa” finansowego, a jest ona uzależniona od mojej aktywności w pracy. Siedząc na L4 w ciąży dostawałabym nędzne pieniądze jako 100% mojego podstawowego wynagrodzenia, także są nadal takie sytuacje, gdzie nie opłaca się być “chorym na ciąże” 😂.

  4. Weronika

    Bardzo ciekawy artykuł, dobrze jest wiedzieć jak to wygląda od drugiej strony. Ja cała ciąże byłam na zwolnieniu, na początku krwawienia, pozniej było dobrze, pozniej bóle brzucha, problemy z pęcherzem a praca po 12 godzin głównie stojąca. Na szczęście mój lekarz nie robił problemów ze zwolnieniem, ale nie spodziewałam się, że tak to wygląda od strony lekarza. Przykre, że kobiety które chciały by być aktywnie zawodowo w ciąży ale w ograniczonym czasie nie mają takiej możliwości.

  5. Bardzo dobry tekst, gratuluje i dziękuję! Niby nie jestem w ciąży i póki co mnie to mnie nie dotyczy, ale nie wyobrażam sobie w mojej branży (pomoc społeczna) i realiach miejsca pracy, pracować będąc w ciąży… Choćbym miała ostro kombinować. Choć to temat rzeka, w Pani odważnych “rękach” jest bezpieczny. Pozdrawiam🤗

  6. Bardzo cieszę się, że napisałaś ten artykuł. Pracuję w dużej, międzynarodowej firmie i tutaj system zwolnień lekarskich jest tematem dosyć problematyczny. Ja sama odkąd zaczęłam pracować 6 lat temu, na zwolnieniu byłam tylko 2 dni, po tym jak przyszłam do pracy z 40° gorączką i nie bardzo wiedziałam co się wkoło mnie dzieje. Wcześniej, przez 5 lat studiów również nie korzystałam ze zwolnień – po prostu uważam że branie ich na katar jest mocną przesadą. Ale z drugiej strony są sytuacje, nieprzewidziane przez ustawodawcę, w których taki odpoczynek od pracy jest niezbędny. Niedługo z mężem zamierzamy starać się o dziecko. Jak wszystko pójdzie zgodnie z planem to w grudniu będę w ciąży. Pracuję w finansach i ten miesiąc jest najcięższy w całym roku. W grudniu 2018 pracowałam codziennie prawie po 14 godziny. Byłam tak wykończona że nie wyobrażam sobie jak przez to przejść w ciąży, ale przecież ciąża to nie choroba i na to zwolnienia nie dostanę. Myślę że tak jak i z ustępowaniem miejsca ciężarnym w kolejkach, tak i prawo pracy i zwolnień lekarskich powinno być bardziej przychylne i pomocne.

  7. Do końca ciąży czułam się dobrze, a jednak na początku 3 trymestru poszłam na ZLA… Dlaczego? Pracodzwca wymagał pracy w godzinach nadliczbowych…

  8. Taka jest prawda 🙁

  9. Pracuję w Szkocji i powiem tylko, że tutaj nie miałam problemu z dostosowaniem mojego stanowiska pracy w trakcie ciąży a jestem menadżerem restauracji, który ma umowę na 48 godzin tygodniowo. Moje godziny zostały skrócone bez zmiany wynagrodzenia, a praca została zmieniona na 90% pracy biurowej i dbał o to mój przełożony. Nikt nie pomyślał wtedy, że to może zaszkodzić firmie( koszt wypłaty dla osób , które właściwie pracowały za mnie) po prostu jest to tutaj oczywistością. Kobieta w ciąży pracuje, ale musi mieć do tego warunki. Zostawiłam sobie urlop na koniec ciąży i tym sposobem urlop macierzyński zaczęłam miesiąc przed datą porodu.

  10. Nicole!
    W życiu bym nie powiedziała, że to 5 stron A4- mam tu na myśli, że bardzo dobrze czyta się to, co piszesz 😉
    Pozdrawiam,
    Ola

  11. Całkowita prawda! Niestety to jak wydawane są zwolnienia lekarskie w Polsce to dramat (i nie mówię tylko o tych związanych z ciąża), lekarze pierwszego kontaktu wypisują wszystko jak leci… a drugi temat rzeka to pracodawcy, którzy mimo obowiązku zapewnienia kobiecie w ciąży odpowiedniego stanowiska pracy wolą by poszła na wolne.

  12. Karolina

    Super artykuł. A ja mam tutaj jedno pytanie- jako pielęgniarka na oddziale zabiegowym jestem narażona na wiele szkodliwych czynników- czy w takim przypadku istnieją wskazania do wcześniejszego zwolnienia?

  13. Ja pracowałam do połowy 7 miesiąca ciąży, przy czym pracowałam za siebie i kolegę który spędził 2 miesiące na l4 bo były wakacje i upały. Poszłam na zwolnienie bo ginekolog powiedziała że przy moim trybie pracy i upałach ciąża jest zagrożona i zaleca odpoczynek. Poszłam o czym kolega wszystkich zdarzył poinformować i się żalić że myślał, że ciąża to nie choroba. Niestety takie mamy społeczeństwo że jedni idą na zwolnienie odkąd wiedza o ciąży inni praca do końca a traktowani są tak samo. Przykre, kiedy chcesz być uczciwym a i tak inne „mądrzejsze” się śmieją z Ciebie bo też mogłaś odpoczywać 😒

  14. Taa… Mój pracodawca był na mnie zły za to, że pracowałam w ciąży. Ciągle przychodząc do pracy słyszałam, że mogłabym wkońcu iść na l4 bo musiał mi zmienić stanowisko pracy. Koleżanka z pracy ledwo dowiedziała się, że jest w ciąży już poszła na zwolnienie. Ja czułam się świetnie, chciałam pracować i mogłam to robić szczególnie, że pracowałam na 3/4etatu. A moja pani ginekolog była wręcz zdziwiona, ze l4 nie chce i dalej chce pracować mówiła, że jestem w zdecydowanej mniejszości. Większość pacjętek wręcz roszczeniowo chce l4 ledwo dowiadując się o ciąży bo im się należy bo jest w ciąży. Niestety w 30tyg moja dzidzia chciała już wychodzić i niestety juz wtedy musiałam iść na l4 i resztę ciąży spędziłam leżąc.

  15. A jeśli kobieta jest po poronieniu i zachodzi w druga ciąże powinna iść na L4?

  16. W takim bądź razie, co z pielegniarkami pracującymi na oddziałach psychiatrycznych albo na oddziałach z dużą ilością osób leżących? Jak taka pielęgniarka ma przychodzić do pracy ? W każdej chwili może zostać zaatakowana przez chorego psychicznie. A na innych oddziałach może się czymś zarazić. Pozdrawiam

  17. Dużo zależy od środowiska i miejsca pracy. Ja niestety w obu przypadkach nie mam łatwo. Trudna Szefowa i praca z chemią, na stanowisku, które trudno zamienić na inne. I tak pierwsze 3,5 miesiąca pracowałam, bo nie chciałam przyznać się do ciąży, ale później uznałam, że zdrowie ważniejsze. Za dużo stresu.

  18. Klaudia

    To jest świetny artykuł! Pracowałam w banku i z racji tego, że czułam się dobrze, to pracowałam do 6 mc tylko dlatego, że mój pracodawca nie szanował tego, że w ciąży jestem… tzn zamiast odjąć mi obowiązków, to pracowałam za dwóch, wiec stwierdziłam, że już nie mam na to siły. Gdyby nie to, to pewnie pracowałabym jeszcze dłużej, ale cóż…:) dużo zdrówka dla Wszystkich ciężarówek:))

  19. No właśnie to dlaczego zwolnienie chorobowe jak jest się faktycznie chorym jest 80 % a zwolnienie chorobowe jak jest się w ciąży jest 100 %?

  20. Balbinroza

    Ja nigdy nie pracowałam, mąż zarabia na wszystko, więc mnie to nigdy nie dotyczyło, ale każda dosłownie każda moja koleżanka, znajoma, sąsiadka tuż po ujrzeniu dwóch kresek na teście ciążowym szły na zwolnienia…Nie miałam na ten temat żadnego zdania-do dziś! Dziękuję Nikola.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*