Zwolnienia lekarskie w ciąży

Zwolnienia lekarskie w ciąży

To będzie niezwykle istotny tekst, który mam pewne obawy napisać. Być może po tym artykule oberwie mi się od innych kolegów po fachu, że powiem (napiszę) głośno, jak to rzeczywiście wygląda. Część pewnie się zarzeknie, że to, co piszę nie jest prawdą… albo przynajmniej ich nie dotyczy. Ale uwierzcie mi – to, co napiszę dotyczy 99% ginekologów w Polsce. I na pewno też wysokiego procenta lekarzy pracujących w innych specjalizacjach.

Być może po tym tekście nie opędzę się od kontroli ZUS w mojej dokumentacji medycznej pacjentek, którym wypisuje zwolnienia… Ale zaryzykuję, bo uważam, że to trzeba w końcu powiedzieć!

System wystawiania zwolnień dla kobiet w ciąży w Polsce  jest pełen niedomówień i… wad!

System wymusza naciągnięcia na lekarzach – bo lekarze w ogromnej większości chcą dobrze dla pacjentki w ciąży. Jeżeli pacjentka mówi lekarzowi, że po prostu „nie ma siły pracować”, to większość lekarzy się ugnie i zwolnienie wypisze – bo nikt nie chce ryzykować, że pacjentce się coś stanie.

 

Zacznijmy od najważniejszej informacji, o której mam wrażenie bardzo duży odsetek społeczeństwa nie wie. Nie ma czegoś takiego jak zwolnienie lekarskie… bo kobieta jest w ciąży!

Zwolnienia lekarskie, tzw. ZUS-ZLA może wystawiać lekarz, który uzyskał uprawnienia do ich wystawiania. Jako ciekawostka – to nie jest coś oczywistego i każdy lekarz, który chce wystawiać zwolnienia musi się o coś takiego ubiegać.

Takie uprawnienia dostaje się niemalże z automatu po złożeniu wniosku – ALE – te uprawnienia można stracić, jeżeli się nie będzie stosowało do zasad wystawiania zwolnień lekarskich.

A zwolnienia lekarskie lekarz może wystawić tylko osobie CHOREJ. Bycie w ciąży nie oznacza choroby.

Jeżeli lekarz chce ciężarnej wypisać zwolnienie lekarskie, to musi napisać na nim kod choroby. Kody są wybierane z klasyfikacji kodów chorobowych ICD-10 gdzie pod literą „O” kryją się choroby, które mogą wikłać ciąże.

Istnieje też taki dość enigmatyczny kod – dokładnie O 26.

O26 – Opieka położnicza z powodu stanów związanych głównie z ciążą

 

Zgadnijcie na jaki kod w Polsce u kobiet w ciąży jest wypisywane często zwolnienie?

Na O 26 oczywiście.

A ten kod sam w sobie za wiele nie znaczy. Może de facto znaczyć wszystko i nic.

Może to być stan kiedy pacjentka wymiotuje wiele razy dziennie – jeszcze nie można tego nazwać niepowściągliwymi wymiotami ciężarnych ( O 21), ale już pacjentka nie jest w stanie chodzić do pracy.

Może to oznaczać bóle podbrzusza w pozycji siedzącej. Może oznaczać napinania brzucha przy wysiłku u ciężarnej.

A wiecie co to też może oznaczać?

 

Że lekarz poszedł pacjentce na rękę – bo jest przedszkolanką, która obawia się dalszej pracy a pracodawca umywa ręce.

 

Opowiem wam typową sytuację z gabinetu lekarskiego.

Przychodzi kobieta na wizytę do ginekologa około 7 tygodnia ciąży, czuje się dobrze, mówi że chce dalej pracować, ale obawia się o swoje zdrowie, bo pracuje z dziećmi (z mięsem, długo stoi… tu można wymieniać wiele czynników, które potencjalnie mogą być szkodliwe w ciąży).

Lekarz, działając zgodnie z prawem wystawia kobiecie zaświadczenie do pracodawcy, informujące pracodawcę o konieczności zmiany stanowiska pracy i dostosowania go dla kobiety ciężarnej.

Lekarz nie może wypisać zdrowej pacjentce zwolnienia… bo ona się obawia o swoją ciążę.

Lekarz tłumaczy pacjentce, że z tym zaświadczeniem ma iść do pracodawcy i ten ma prawny OBOWIĄZEK stworzyć jej takie stanowisko pracy, aby było dla niej bezpieczne

LUB

Jeżeli nie jest w stanie stworzyć takiego stanowiska to musi oddelegować pacjentkę do domu, zwolnić z obowiązku przychodzenia do pracy, ale… dalej wypłacać jej pełną pensję.

(Takie jest prawo, a w mojej całej karierze lekarskiej spotkałam się z jednym takim pracodawcą, który postąpił zgodnie z tym prawem i była to sytuacja, kiedy prowadziłam ciąże kobiety, która pracowała uwaga, uwaga w ZUS!).

Każdy inny pracodawca (pacjentek, które w moim życiu spotkałam) mówi pacjentce wprost, że ma iść poszukać lekarza, który jej zwolnienie wystawi, bo on na pewno nie będzie jej tworzył nowego stanowiska, a tym bardziej nie będzie zatrudniał kogoś innego na jej miejsce, a jej dalej płacił „za siedzenie w domu”.

 

Pacjentka w ciąży w stresie wraca niemalże płacząc do ginekologa:

„Panie doktorze, teraz to mam już taki stres, mój szef powiedział, że bez zwolnienia mam nie wracać”.

I teraz, co zrobi większość lekarzy, pójdzie kobiecie na rękę – napisze w dokumentacji medycznej, że pacjentka jest w silnym stresie, który pogarsza dolegliwości ciążowe, nie jest w stanie pracować i… wystawi zwolnienie.

Lekarze tak robią, bo chcą dla pacjentki dobrze, obawiają się o nią… ale w gruncie rzeczy lekarze tym sposobem przyczyniają się do łamania praw pracowniczych kobiet przez pracodawców.

Co więcej, lekarze ryzykują – bo może się okazać, że przy nieudolnie udokumentowanym powodzie zwolnienia lekarskiego dla kobiety ciężarnej, przy ewentualnej kontroli ZUS (a takie kontrole dokumentacji medycznej zdarzają się wcale nierzadko) to lekarz może stracić prawo do wystawiania zwolnień, a pacjentka zasiłek.

Dlatego nie oceniajcie nigdy lekarzy, którzy takich „naciąganych” zwolnień pisać nie chcą i upierają się, że pacjentka ma walczyć z pracodawcą.

Jeżeli lekarz tak pacjentce powie, to po pierwsze przyczyni się do dalszego jej stresu i złego samopoczucia, a po drugie są ogromne szanse, że pacjentka wróci do domu i pierwsze co zrobi to napisze o tym lekarzu opinię w Internecie.

„Nie polecam, lekarz niemiły, opryskliwy, nie wypisuje zwolnień, a samo badanie na odwal się”.

 

Nie ma tu też większego znaczenia czy lekarz pracuje w ramach NFZ, czy prywatnie, bo lekarze w ramach NFZ też nie chcą mieć takich opinii.

 

Rozumiecie problem?

 

Kolejną kwestią jest, że pacjentki niestety, ale bardzo często nie stosują się do zaleceń zwolnienia.

Zwolnienie lekarskie służy do „dochodzenia do zdrowia” – nie można będąc na zwolnieniu lekarskim w ciąży robić nic poza, mówiąc w skrócie, „odpoczywaniem”.

Są dwa rodzaje zwolnienia – tak zwane „1” – które oznacza, że “pacjent musi leżeć” – i mając takie zwolnienie nie wolno nam wychodzić z domu, chyba że udajemy się do lekarza lub na badanie. W razie kontroli z ZUS – musicie być pod podanym na zwolnieniu adresem, inaczej to zwolnienie może być unieważnione a zasiłek niewypłacony

 

Drugi rodzaj zwolnienia to „2” – „pacjent może chodzić” – na takim zwolnieniu możecie pójść na spacer, na zakupy, czy oczywiście na badania. Ale na takim zwolnieniu z założenia, choć mogą być wyjątki, nie możecie uprawiać sportu (chyba, że ten sport jest sposobem, żeby wrócić do zdrowia – np. aktywność fizyczna u kobiet z cukrzycą ciężarnych), podróżować (chyba, że to podróż na konsultację medyczną), czy prowadzić dalej działalności gospodarczej (jeżeli macie firmę jednoosobową).

 

Bo to, że nie wolno pracować na zwolnieniu lekarskim, to chyba jest oczywiste dla wszystkich?

Szczerze, wiem, że nie jest to oczywiste i część z Was ma kilka prac. Np. pracuje na etacie w szkole a weekendami robi korekty tekstów – kiedy masz zwolnienie z etatu w szkole, to nie możesz dorabiać czytając teksty. Wiadomo, że to prawo jest idiotyczne, bo nie wiem w jaki sposób korekta tekstów mogłaby zagrażać ciąży, a wręcz dawałoby korzyść, abyś zarobiła więcej na wyprawkę dla dziecka, czy na przysłowiowe „waciki”.

No ale jeżeli ZUS dojdzie do tego, że pracowałaś podczas zwolnienia – dotyczy to nie tylko pracy zarobkowej, ale także pracy na wolontariacie, jeżeli jest to objęte umową – to może, a nawet na pewno to zrobi – cofnie zasiłek choroby za pracę na etacie w szkole.

Ciekawe jest też to, że kobiety za ten brak możliwości „dorabiania” na zwolnieniu lekarskim wcale nierzadko winią lekarzy! Lekarz jest jakby tą twarzą ZUS-u, w tym wypadku i nie raz mi się oberwało od pacjentki, której w dobrej intencji powiedziałam, że już nie może dalej… np. prowadzić tych zajęć z języka angielskiego raz na tydzień.

Problem ten czasami jest dość poważny nawet pod względem medycznym, bo zdarzają się też inne sytuacje. Miałam kilka pacjentek – dam tu przykład lekarek, ale pewnie można wymyślić też inne zawody, których ten problem często dotyczy. Zdarza się, że pacjentka ma według mnie wskazania do zwolnienia, ale tego zwolnienia ode mnie nie przyjmuje bo:

„Nicola, ja muszę dalej pracować w poradni prywatnie, nie starczy nam inaczej na ratę kredytu z samej mojej podstawowej pensji szpitalnej”.

Podobną sytuację miałam z pewną księgową, która była zatrudniona na etacie. Poza tym ze swojej działalności prowadziła wiele firm i to było jej główne źródło dochodu.

Mimo moich próśb i namawiania nie przyjęła zwolnienia tylko w pracy na etacie wzięła urlop bezpłatny, a dalej pracowała z domu na rzecz swoich innych kontrahentów.

Daleko nie trzeba szukać. Szczerze to sama pamiętam, że mimo zmęczenia, pracowałam w ciąży z Rogerkiem do 36 tygodnia dalej na etacie w szpitalu, ponieważ finansowo nie mogłam sobie pozwolić, aby nie chodzić do poradni i wykonywać popołudniami pacjentkom USG prywatnie.

Gdyby ciąża była zagrożona to pewnie bym się zdecydowała, ale jednak nie wiem, czy rozumiecie… Motorem aby „nie iść” na zwolnienie była możliwość dalszej pracy „dodatkowej”.

 

Bardzo fajne pod tym względem rozwiązany jest system w Niemczech.

Jakiś czas temu prowadziłam ciążę kobiecie, która była zatrudniona w Niemczech, ale pracowała zdalnie z Polski. Co miesiąc wystawiałam jej nie tyle zwolnienie, co „zaświadczenie” ile godzin dziennie może pracować. I zamiast 8h dziennie pracowała 4h dziennie do samego porodu. Ona była zadowolona i pracodawca również.

 

System zwolnień taki jak jest w Polsce, czyli taki, że albo pracujemy na pełen etat, albo na pełen etat idziemy na zwolnienie, nie jest idealny. Rozmawiałam z wieloma pacjentkami i one bardzo chętnie chodziłyby do pracy dalej, ale na krócej, albo przychodziły później, bo rano mają okropne mdłości, ale już koło południa czują się „jak młody Bóg” i wcale nie chcą siedzieć na zwolnieniu.

Co więcej, powiem to… choć to kontrowersyjne – wiem. Gdyby zasiłek chorobowy dla kobiet w ciąży nie był 100% płatny to jestem pewna, że ilość zwolnień wystawianych byłaby wielokrotnie mniejsza. Bo prawda jest taka, że skoro system daje nam możliwość otrzymywania takiego samego wynagrodzenia bez świadczenia pracy, to znajdą się osoby, które mimo braku wskazań będą chciały z takiej możliwości skorzystać. Drugie dno tego problemu jest takie, że wielu pracodawców woli zatrudniać mężczyzn, bo obawia się właśnie tego, że kobiety w wieku rozrodczym cechują się częstszą absencją w pracy. A za pierwszy miesiąc zwolnienia płatnikiem zwolnienia jest pracodawca a nie ZUS.

Gdyby płatnikiem od pierwszego dnia był ZUS to pracodawcy nie mieliby takich obaw.

 

Na koniec chce poruszyć jedną ważną kwestię związaną ze zwolnieniami i zarazem pewnie jedno z waszych najczęstszych pytań.

Czy na zwolnieniu lekarskim można podróżować?

Zasadniczo nie. I znam kilka przypadków kobiet, które będąc na zwolnieniu poleciały na zagraniczne wakacje a w tym samym czasie zapukał do ich drzwi ZUS. Ciężko jest się w takiej sytuacji wybronić. I każdej z nich zasiłek chorobowy został zabrany. Co więcej niestety najczęściej to „życzliwe” osoby piszą do ZUS-u, aby wtedy zrobił kontrolę. Tak, przykra prawda, „koleżanka” zobaczyła twoje piękne zdjęcie z Hiszpanii na Facebooku, od razu skojarzyła fakty, że przecież ty od początku ciąży jesteś już na zwolnieniu i napisała donos…

Na zwolnieniu lekarskim podajemy faktyczny adres przebywania, jeżeli w czasie zwolnienia chcesz pojechać do rodziców lub nad morze – i nie chcesz mieć z tego powodu problemu, to musisz zrobić dwie rzeczy

  1. Dostać zaświadczenie od lekarza, że taka podróż jest bezpieczna dla ciebie i on nie widzi przeciwskazań do podróży.
  2. Podać adres, gdzie będziesz przebywać podczas wypisywania przez niego zwolnienia. Jeżeli ten adres w połowie zwolnienia się zmienia to musisz wysłać o tym zawiadomienie do jednostki ZUS.

Pamiętam, że kiedyś wypisywałam pacjentce zwolnienie z adresem

  1. Międzymorze 2
    84-141 Jurata

czyli hotel nad morzem 😉

Pacjentka miała zwolnienie, ze względu na rwę kulszową w ciąży – która uniemożliwiała jej pracę – ale podróż nad morze (i masaże w hotelu) pod względem lekarskim były tu wskazane.

Mam nadzieję, że ten tekst był pomocny. Mam nadzieję, że zrozumiecie, że my lekarze chcemy dla Was dobrze, ale jeżeli pacjentki nie zrozumieją jak to wygląda, tylko będzie dalej w Polsce podejście „zwolnienie lekarskie w ciąży mi się po prostu należy”, to niestety dalej będzie dużo kontrowersji i nieporozumień.

A najgorsze w tym wszystkim jest to, że ten system jest społecznie krzywdzący dla tych osób, które bez dwóch zdań z zwolnień w ciąży powinny korzystać.

Zwolnienia lekarskie w ciąży – zwolnienia lekarskie ogólnie są w Polsce nadużywane. Nie mam zielonego pojęcia jak ten system zmienić. Ale wyraziłam to co czuje.

ps. Mój mąż to przeczytał i powiedział, że to temat rzeka i mimo, że napisałam 5 stron A4, niestety wiele problemów z tym związanych nawet nie ruszyłam.

564 komentarze

  1. To ja powiem jak to wygląda ze strony pracodawcy. Mieliśmy w biurze 3 stanowiska pracy, każde z wynagrodzeniem w okolicach średniej krajowej według GUS. Zatrudniliśmy 3 młode dziewczyny, tuż po studiach – gdzieś tą pierwszą pracę muszą dostać a my jesteśmy takie woły, że nie zapomnieliśmy jak to cielęciem być. Od tego czasu minęły 3 lata. Dwie dziewczyny są na macierzyńskim, trzecia w ciąży. Wszystkie trzy od pierwszego miesiąca ciąży na L-4. Według prawa – przez całą ciążę powinnam im wypłacać wynagrodzenie bo w mikrofirmie nie mam dla nich innego stanowiska pracy, o czym doskonale wiedzą. Dziękuję lekarzowi który zdrowym babom w świetnej formie wystawić to L-4 bo zapłaciłam tylko za jeden miesiąc za nie za 8. A skąd wiem, że w świetnej formie? jedna na rowerze przyjeżdżała pod nasz dom wywrzaskiwać co sądzi na temat mojego męża, druga nie widziała przeszkód, żeby co drugi dzień przyjeżdżać do biura i po kilka godzin plotkować z koleżanką, która robiła za nią robotę. Dziś ograniczyliśmy ilość zleceń, wszystko robię sama i zbieram kasę na ekwiwalent za niewykorzystany urlop dla całej trójki. Skutek: nigdy więcej nie zatrudnię pracownicy w wieku rozrodczym. Nie ma na to dobrego lekarstwa, nie pomoże ani płacenie chorobowego od pierwszego dnia przez ZUS ani zmniejszenie obciążeń dla mikrofirm.

  2. Świetny artykuł, ale faktycznie – to jest temat rzeka. Moim zdaniem problemem w kwestii zwolnień nie są lekarze, ale pracodawcy, którzy jak mogą tak uchylają się od swoich obowiązków wobec ciężarnych pracownic, m.in. właśnie przez to wymuszanie na pracownicy przyniesienia zwolnienia lekarskiego zamiast zwolnić ją z obowiązku świadczenia pracy, skoro nie mogą zapewnić jej warunków adekwatnych do stanu. Ale z drugiej strony – chyba tylko wielkie, świetnie prosperujące firmy mogą sobie pozwolić na zwolnienie pracownicy z obowiązku świadczenia pracy przy zachowaniu prawa do wynagrodzenia. Wiele kobiet pracuje też w małych firemkach, które w takiej sytuacji są mocno stratne, bo muszą płacić dwóm pracownikom, więc prawo prawem a kasa musi się zgadzać… Kobiety też boją się walczyć o swoje prawa, bo nie w każdym miejscu w Polsce i nie w każdej sytuacji życiowej można sobie pozwolić na walkę w ciąży z pracodawcą (zwłaszcza, że jak będzie chciał to tak utrudni życie, że się dziewczyna w końcu podda) a po macierzyńskim znalezienie nowej. Poprawa sytuacji tak, by pracodawcy ani pracownicy nie byli stratni jest bardzo trudna i w zasadzie nie wiem kto powinien się tym zająć.
    Ja byłam w odwrotnej sytuacji – dobrze się czułam, chciałam pracować jak najdłużej a pracodawca wymusił na mnie zwolnienie. Zaświadczenie o ciąży przyniosłam zaraz po potwierdzeniu przez lekarza, w 6 tc. W pracy było duże ciśnienie na nadgodziny, zdażały się wyjazdy na delegacje nawet na 2 tygodnie, papier był konieczny, żebym mogła odmówić wyjazdu czy zostania po godzinach. Przez chory system wynagradzania w firmie w jednym miesiącu dostałam niższą pensję a potem w rozmowie bez świadków i przy zamkniętych drzwiach usłyszałam, że jak pewnie zauważyłam po wypłacie, kondycja firmy jest kiepska, oni mnie wspaniałomyślnie nie chcą skrzywdzić bo macierzyński będę miała liczony ze średniej z 12 miesięcy, więc lepiej by było, gdybym znalazła lekarza, który da mi zwolnienie. Plus informacja, że projekty się kończą, trzeba robić cięcia, więc jeśli ja nie pójdę na zwolnienie to oni będą musieli któregoś pracownika zwolnić. Wiedziałam, że jeśli będę się upierać by pracować to będę dostawać niską pensję a nawet gdybym chciała walczyć w sądzie, że obniżyli wynagrodzenie z powodu ciąży to niczwgo nie udowodnię, bo na papierze kondycja finansowa firmy naprawdę była słaba. To był 16 tc. Poniekąd się poddałam – do tej pracy i tak po ciąży i macierzyńskim nie chciałam wracać, był koniec roku więc pociągnęłam urlopy na tyle, żeby za ten i kolejny rok zgarnąć “wczasy pod gruszą” i dopiero poszłam na zwolnienie. Tylko później niestety miałam problem obawiając się kontroli, jeśli pójdę po zakupy lub do rodziców, nie wspomnę o spotkaniach “na mieście” czy o ukochanej zumbie, a ze względu na późniejszą cukrzycę aktywność była wręcz wskazana! Starałam się wszystko ustawiać po godzinie 16, bo kontrole zdarzają się chyba głównie w godzinach pracy.

  3. Zależy, gdzie się pracuje. Ja pracuję w żłobku. Podczas pierwszej ciąży miałyśmy epidemie bostonki. Mimo tego nadal pracowałam i chciałam pracować jak najdłużej. Na USG genetycznym wyszło wielowadzie, zespół wad letalnych, dziecko straciłam. Przyczyny wad nieznane. Wróciłam do pracy, zaszłam w drugą ciążę. Epidemia salmonelli + kilka dzieci miało ospę. Pracowałam, ciążę poroniłam. Wróciłam do pracy i gdy zaszłam w trzecią ciążę to wiedzialam, że nie mogę ryzykować. Gdy tylko złapałam pierwsze przeziębienie od dziecka w żłobku od razu poszłam na L4. Nie dostanę tyle pieniędzy, ile zarabiałam, ponieważ jest to wyliczane na podstawie rocznej pensji, a niedawno miałam podwyżkę. Ale trudno, w tym momencie najważniejsze jest dla mnie zdrowie dziecka. Trzeciej straty bym nie przeżyła. Rozumiem, że pewnie są kobiety, które nadużywają zwolnień. Sama wolałabym pracować niż siedzieć w domu, ale niestety mój zawód na to nie pozwala. Każdy przypadek trzeba rozpatrywać indywidualnie….

  4. Ciąża to nie choroba – zgadza się – jednak gdy kobieta od samego początku czuje się przez kolejne 3 miesiące jakby miała cały czas grypę żołądkową (ślinotok, mdłości, wymioty, brak siły i ochoty na cokolwiek ) to trudno mówić że jest zdrowa. Jestem w drugiej ciąży i zarówno jak w pierwszej tak i teraz jestem na zwolnieniu lekarskim od 6 tygodnia ciąży z powodu w/w dolegliwości. Dodatkowo przy obu ciażach plamiłam. Nie mam siły wstać z łóżka a gdzie tu jechać 50 km do pracy i siedzieć w skupieniu w niej aż 8 godzin aby znowu wracać koleje 50 km do domu. Nierealne. Jestem osobą lubiąca swoją pracę (naprawdę ) często chora jeździłam do pracy bo lubię pracować i mam poczucie odpowiedzialnosci ale zarówno moje zdrowie i samopoczucie jak i ta mała kruszyna rosnąca w moim brzuszku są dla mnie ważniejsze niż opinia ludzi czy zwolnienie lekarskie w ciąży jest słusznym rozwiązaniem bo przecież ciąża to nie choroba.

  5. Oczywiście temat rzeka i zgadzam się w wielu przypadkach pacjentki nadużywają tych zwolnień bo właśnie jeżeli mogę powiedzieć w domu za te same pieniądze to czemu nie… Ja osobiście miałabym dylemat czy pójść czy nie, szczególnie w sytuacji kiedy czekam na przedłużenie umowy. Co prawda pracuje w banku- wydawałoby się praca idealna – nie stoję, nie podnoszę ciężarów etc. Natomiast stresu ile człowiek każdego dnia ma to już inna strona medalu i tu nie chodzi o klientów czy dostęp do gotówki tu ważniejszy jest nacisk z góry i nie sądzę że ktoś poszedłby mi na rękę i przeniósł mnie na inne stanowisko czy litował się że jestem w.coazy więc nie będzie ode mnie wymagał… Bo ktoś inny chętnie przyjdzie na moje stanowisko i być może okaże się lepszy ode mnie i może już ma dzieci a może mężczyzna który nie pójdzie na L4 z uwagi na ciążę…niestety system jest winien, pracodawcy rowniez a pacjentki hmmm…jedne chcą dobrze dla siebie i dziecka drugie tylko dla siebie

  6. Mogę prosić o podstawę prawną (dokładny punkt paragraf) do tego o czym Pani pisała o obowiązkach pracodawcy?

    “Lekarz tłumaczy pacjentce, że z tym zaświadczeniem ma iść do pracodawcy i ten ma prawny OBOWIĄZEK stworzyć jej takie stanowisko pracy, aby było dla niej bezpieczne

    LUB

    Jeżeli nie jest w stanie stworzyć takiego stanowiska to musi oddelegować pacjentkę do domu, zwolnić z obowiązku przychodzenia do pracy, ale… dalej wypłacać jej pełną pensję”

  7. Zgadzam się z tekstem. Mam koleżanki które sa przedszkolankami i prawie od pierwszego dnia ciąży były na L4, rozumiem je, choroby kopiące dzieci, dźwiganie. Z kolei ja mam prace biurową i pracowałam do końca ciąży – dobrze się czułam, i wolałam to niż czekanie z niecierpliwością na poród, ale mnie znowu nikt nie rozumiał. Kobieta w ciąży MA iść na L4, ile ja sie nasłuchałam i to często od obcych ludzi że nie powinnam pracować. Ani ja ani lekarz nie widział przeciwskazań do dalszej pracy. Tak więc gadamy o nadużywaniu L4 ale jak ktos tego nie robi, to jest głupi i nie dba o dziecko. Ludzie z natury lubią krytykować, jest na L4 – naciąga, nie jest – przegina. czasem trzeba się zastanowić i podejść do sprawy zdroworozsądkowo.

  8. Po 2och pierwszych miesiacach na zwolnieniu, kiedy przez 3tyg leczylam przeziębienie aby przez kolejne 2 tyg dojsc do siebie wróciłam do pracy. Chciałam pracować do 6 miesiąca, ale po niespełna miesiącu złapałam kolejną infekcję gornych dróg oddechowych, bo mój kolega z biurka obok przychodził do pracy z temeraturą 38.5 stipnia, katarem i kaszlem. Mimo że go prosiłam aby wziął wolne albo zwolnienie stwierdzał, że po co napije się Fervexa czy innwgo i mu przejdzie. Żadne argumenty ze mnie zarazi nie trafiały, bo ja też mogę zażyć Fervex. No właśnie nie mogę, ale on nie rozumiał. A do pracy przychodził bo za 100% frekwencji w pracy w roku mój szanowny pracodawca daje dodatkowe nagrody. I ludzie chorzy czołgają się do tej pracy i zarażają innych. Po miesiącu w pracy znowu zachorowałam. Spędziłam 3tygodnie w łóżku a później dochodziłam do siebie. Mój lekarz pierwszego kontaktu i ginekolog nie zgodzili się już na powrót do pracy ze względu na duże ryzyko kolejnej infekcji. Złościło mnie to bardzo, że mogłabym jeszcze popracować, ale moje zdrowie i maleństwa jest wazniejsze.

  9. Basiek_sk

    Cześć Nicole, gdyby kobiety w ciąży miały lepsze stosunki z pracodawcą to może by to inaczej wyglądało.. Napiszę jak jest u mnie. Ciąża z in vitro po dwóch latach starań, byłam już 3 razy w szpitalu (krwawienie, bóle brzucha), z ciąża dobrze ale lekarz każe się oszczędzać i pyta czy chce zwolnienie bo nie powinnam siedzieć 8 godzin. O ciąży powiedziałam w firmie już w 2 miesiącu aby pracodawca mógł się przygotować na moje odejście. Sam zaproponował że mogę pracować zdalnie i nie muszę przychodzić do biura jeśli nie chcę. Gdyby nie poszedł mi na rękę to pewnie bym poszła na zwolnenie bo źle się czuję gdy dużo siedzę. Ale nie muszę. Chociaż 100% na zwolnieniu obliczne jest od średnich zarobków więc podstawy + premii i bardziej by mi się to opłacało. Ale tak mam przynajmniej spokój psychiczny że nie zwolnia mnie z pracy bo doceniają że nie idę na łatwiznę.

  10. Ja walczyłam z moim byłym pracodawcą 2 miesiące o możliwość dalszej pracy. 2 razy na tydzień byłam wzywana na rozmowy, które wywoływały u mnie ciągły stres. Przez to, że system płac był trochę lewy, to szef miał możliwość ograniczyć mi wypłatę o połowę (czasem nawet więcej). I w 5 miesiącu uciekłam na zwolnienie, bo już miałam tego wszystkiego dość. W drugiej ciąży prowadziłam własną działalność i pracowałam jeszcze dzień przed porodem (bo synek nagle urodził się 2 tyg. przed czasem). Więc dało się, tylko co jeśli ze strony pracodawcy jest taka zła wola?

  11. A ja mam inne doświadczenie, jeśli chodzi o “spojrzenie lekarza”.
    Jestem w 6 miesiącu ciąży. Mam to szczęście, że ciąża przebiega prawidłowo i poza uczuciem mdłości w 3 miesiącu i ogólnym zmęczeniem w I trymestrze nie narzekam na objawy. Mój lekarz prowadzący od pierwszej wizyty (w 8 tygodniu) pyta od kiedy wystawić zwolnienie lekarskie. Ostatnio to nawet pyta do kiedy mam aktualnie wystawione, mimo że nie wzięłam od niego jeszcze żadnego L4 (widocznie wychodzi z założenia, że każda ciężarna jest na L4). Do tego dochodzi presja otoczenia, wszyscy się dziwią, że jeszcze pracuję, rodzina męża dopytuje dlaczego jeszcze nie przeszłam na L4… A ja uważam, że dostałabym fioła cały dzień w domu. Mam fajną pracę, etat 8h, niewiele stresu, możliwość pracy z domu (za którą byłam w pierwszych miesiącach bardzo wdzięczna). I tylko połowa osób w moim otoczeniu patrzy jak na wariatkę, że pracuję zamiast dostawać to samo za nicnierobienie.
    A po drugie temat zajęć dla ciężarnych. Mieszkam w Poznaniu i poszukiwałam fitnessu dla kobiet w ciąży. Znakomita większość klubów fitness oferuje takie zajęcia w środku dnia pracy (11-12). Warsztaty dla ciężarnych często tak samo. I na bazie tego artykułu zastanawiam się do kogo ta oferta jest skierowana, jeśli kobiety na L4 “nie może uprawiać sportu”, a te na etacie są wtedy zwykle w połowie dnia pracy. Niestety, ale w Polsce panuje mentalność, że ciąża to choroba i najlepiej 9 miesięcy przeleżeć w domu.

    • Natalia

      Ja mam dokładnie takie samo doświadczenie jak Ty. Pracowałam do 6 miesiąca i nie mogłam skorzystać z żadnych zajęć przeznaczonych dla kobiet w ciąży, bo odbywają się one w godzinach kiedy jesteśmy w pracy. Od tego tygodnia jestem na zwolnieniu. Zdecydowałam się na zwolnienie, bo tempo w pracy było tak intensywne, że łapałam przeziębienia z przemęczenia i osłabienia i potem się bałam, że zaszkodzę dziecku. Do tego zaczęły mnie łapać bóle w krzyżu. Za to teraz kiedy mogę zapobiegać bólom kręgosłupa i pomóc swojej formie i samopoczuciu większą aktywnością, to powinnam siedzieć w domu i wychodzić tylko do lekarza i do apteki. Te przepisy są tak niedopracowane, że szkoda mówić.

  12. Bardzo ciekawy artykuł. Byłam na zwolnieniu w ciąży od 4tc. Dlatego, że miałam umowę na zastępstwo, która kończyła się przed datą porodu. Miałam stresującą pracę wymagającą dźwigania. Bałam się, że pracodawca, gdy dowie aię o ciąży (przez dźwiganie musiała bym powiedzieć o tym szybko) po prostu mnie zwolni. Umowa na zastępstwo pozwala na zwolnienie kobiety w ciąży, nawet po ukończeniu przez nią 3 miesiąca ciąży. Wiedziałam, że pracodawca nie stworzy mi innego stanowiska pracy, zwolni mnie i zostanę bez grosza na co nie mogła bym sobie pozwolić. W tej chwili nie mam również zasiłku macierzyńskiego, bo umowa na zastępstwo nie przedłuża się do dnia porodu. Niech się ustawodawca nie dziwi, że kobiety w ciąży unikają pracy, skoro stwarza się umowy o pracę pozwalające na zwolnienie z pracy i pozbawienie ich zasiłku macierzyńskiego. Moja lekarka o niczym nie wiedziała. Powiedziałam, że źle się czuję i dała mi zwolnienie. Od ok. 10tc męczyły mnie okropne mdłości, więc później na wizytach mówiłam prawdę i zwolnienie było już w zasadzie konieczne, bo nie byłam w stanie funkcjonować normalnie (śmieję się, że te mdłości to kara za to, że chciałam bez wskazań iść na zwolnienie). Natomiast prawda jest taka, że gdybym wiedziała, że nie zostanę zwolniona na pewno nie poszła bym od razu na zwolnienie.

  13. Nie przedszkolanka tylko nauczyciel wychowania przedszkolnego
    Ja pracowałam w przedszkolu. Jak tylko zobaczyłam dwie kreski i poszłam do ginekologa poprosiłam o zwolenienie lekarskie. Był to luty do przedszkola przychodziły ciagle zasmarkane dzieci i zaczynała się ospa. Dodatkowo jelitówki i opieka nad dziećmi z orzeczeniem gdzie różne rzeczy mogły się zdarzyć( nagłe popchnięcie, kopnięcie, uderzenie w brzuch) dzieci niepełnosprawne ruchowo trzeba podnieść, przenieść, przewinąć.
    Praca w przedszkolu to nie siedzenie i robienie USG. Tam się naprawde nie ma czasu nawet wody napić. Nie wie tego ten kto nigdy nie pracował w takim miejscu.

    • Siedzenie i robienie USG? Każdy ma takie życie na jakie sobie wcześniej zapracował. Gdyby Szanowna Pani Nauczyciel Wychowania Przedszkolnego poszła na studia medyczne, skończyła specjalizację i zdała niezliczoną liczbę egzaminów, to też mogłaby Pani “siedzieć i robić USG”. Nie wspomnę już o tym, że bycie lekarzem wiąże się ze zwiększonym ryzykiem infekcji, tak jak i u Pani w pracy. Poza tym celem tego postu, moim zdaniem nie jest atakowanie kobiet w ciąży, które chcą iść na zwolnienie lekarskie, tylko uświadomienie nam tego w jakim beznadziejnym systemie żyjemy, plus to kiedy tak na serio należy się nam to zwolnienie, kiedy lekarz zgodnie z obowiązującym go prawem może je wypisać. Czytajmy ze zrozumieniem, nie odbierajmy wszystkiego jako atak, a życie stanie się piękniejsze 🙂 Pozdrawiam, super post!

    • Ja w grudniu zaszlam w ciaze i dalej przyjmowalam w przychodni te zasmarkane dzieci z przedszkola. Wszystko zalezy od podejscia.

    • Karolina

      święta prawda. Od dzieci można zarazić się wieloma rzeczami, bo ma się z nimi kontakt bezpośredni. Z ich śliną, moczem, kałem albo i wymiocinami. W przedszkolu nie jest tak, że pani siada naprzeciw dzieci na dywanie i czyta im bajkę. Zdecydowaną większość czasu jest zupełnie inaczej… Kto nie pracował, ten nie wie..

    • Podpinam się całkowicie,(zwłaszcza na słowo NAUCZYCIEL),też pracuję w przedszkolu. Poszłam na zwolnienienie po 3ch miesiącach. Nie dawałam już fizycznie rady pracować przy ciągłych nudnościach, wymiotach i wybuchów gorąca. Ostatnie dni w pracy bałam się już o dzieciaki, bo nie kontrolowałam sama siebie.

    • Ania B.

      Sugeruję usiąść w ciąży na kilka godzin i zobaczyć ile da Pani radę. Szczególnie gdy to końcówka ciąży. W dodatku lekarz w ciąży ma kontakt z wieloma chorymi, czy nosicielami lekoopornych bakterii.
      A co jeśli w domu są już dzieci? Jako matka też mam kontakt z ich wydalinami. Mam zrezygnować z pracy i zamknąć dzieci w domu, żeby nie przyniosły jakiegoś choróbska?

    • Otóż to. Przedszkole to jedno wielkie siedlisko infekcji. Nie dość, że i tak przed ciążą wiecznie łapałam jakieś infekcje od dzieciaków, to w czasie, kiedy zaszłam w ciążę, od tygodnia szalała u nas ospa. Ile się strachu najadłam, to tylko ja wiem, jak tylko zobaczyłam dwie kreski, uciekłam stamtąd od razu. Wcześniej straciłam już 3 ciąże i nie będę ryzykowała kolejnej, bo ktoś sobie pomyśli, że leniwej babie się pracować nie chce. Na szczęście mam mądrego lekarza, którego nawet nie musiałam prosić, tylko sam powiedział, że mam sobie pracę teraz z głowy wybić.

  14. Widzę, że nie pojawił się komentarz, więc dodam ponownie 🙂 A co jeżeli w ciąży dojeżdza się do pracy 1,5h w jedną i 1,5h w drugą stronę. Dojazd bywa różnie, czasem tramwaj i autobus, czasem z kimś można się zabrać. Dodatkowo atmosfera jest straszna przez osobę, która bardzo denerwuje/stresuje osobę ciężarną…kierownik od 2 lat słyszy to wszystko i nie reaguje. Po rozmowie z kierownikiem też niestety nic się nie zmienia…Czy osobą w ciąży, która ma mdłości cały dzień bo jest to początek ciąży, bóle głowy, ma dodatkowo jeździć 1,5h i narażać się na stres związany z toksyczną osobą w dziale? Ciężko walczyć z taką osobą kiedy człowiek źle się czuje…oczywiście można powiedzieć “olej ją” ale łatwo powiedzieć…lekarz powinien zapytać faktycznie jak kobieta się czuje, jakie ma warunki w pracy (fizyczna, stres, odległość itp) i sam zdecydować czy dać, czy nie dać zwolnienie…

  15. Witam postanowiłam podzielić się swoim doświadczeniem w powyższym temacie..
    Byłam w ciąży 12 lat temu pracowałam 4 i pół miesiąca pracuję w obsłudze klienta ze względu na ciążę teoretycznie zmieniono mi stanowisko pracy (czyli taka zapchaj dziura bo gdzieś trzeba ją wsadzić) oczywiście godziny pracy od 8 do 16 Przez jakiś czas było wszystko ok ale do czasu . Po jakimś czasie zaczęło przeszkadzać że pracuję w sali rozliczeń i ktoś inny został przymuszony do zmiany stanowiska…. zaczęły się głupie komentarze pod moim adresem próba zrzucenia winy na mnie za czyjeś błędy . Defektów chodziło o to żeby mi dociec i zmusić do pójścia na zwolnienie lekarskie…
    To nie kobiety chcą zamykać się w domu to atmosfera w pracy powoduje że podejmują taką decyzję…. I dobrze bo stres nie jest wskazany …

  16. Ja jestem w 36 tygodniu I mieszkam w UK tu o zwolnieniu w ciazy mozna zapomniec a jezeli takie wezme 4 tyg przed terminem moj macierzynski zacznie sie automatycznie wiec mnie troche smieszy system w Pl gdzie wszyscy za na zwolnieniu w ciazy bo da sie pracowac i wydaje mi sie to logiczne ale skoro system pozwala to kazdy idzie na zwolnienie bo dlaczego by nie jezeli mozna 😂

  17. Jestem kobietą i pracodawcą. Zatrudniam 10 Pań w tzw. wieku rozrodczym. Artykuł tylko poruszył te kwestie ale temat rzeka i ludzi którzy się z tym problemem spotkali nieskończenie wiele. Niestety kobieta kobiecie wilkiem. Opinie o zwolnieniach lekarskich kobiet w ciąży z nikąd się nie biorą. Oczywiście nie chcę tu uogólniać bo nie każdy pracowawca jest tym najgorszyn a nie każda pani na umowie o prace jest tą najgorszą. Miałam różne sytuacje jednakże z roku na roku jest to paranoja. W sobote informacja że jest w ciąży we wtorek że zwolnienie. Ja oczywiście nigdy jako kobieta i jako przyszła mama nie chciałam patrzeć na kobietę pracownika jak mój wróg ale jeżeli niektóre panie lekceważą sobie pracę i stosunek pracy to już odgórnie patrzy się na wszystkie panie. Niestety pracodawca jest w dramatycznej sytuacji i nie ma się co dziwić. Już nie mówię, że panie po macierzyńskim które mają kilkoro dzieci mówią że narazie nie wrócą bo zasiłki i 500+ są korzystniejsze bo na nianie nie trzeba wydawać.
    Lekarzą wcale się nie dziwie. Ale proszę by później nikt nie miał pretensji że na rozmowie o prace zadawane są tzw.komplety pytań szowinistycznych. Ostro na to się pracuje a odbija się to echem.

  18. Widzę że osoby które napisały komentarze mają problem z czytaniem ze zrozumieniem!!!! Nie chodzi o to czy praca w ciąży jest dobra czy nie tylko o to że lekarz wystawia zwolnienie nie zgodnie z prawem bo ciąża to nie choroba, wystawiając zwolnienie naraża siebie na konsekwencje utraty prawa do wystawienia zwolnień a osoba która wymusza takie zwolnienie musi być świadoma że przy kontroli ZUS może cofnąć świadczenie i nakazać zwrócić pieniądze-koniec kropka. Moja żona pracowała do samego końca ciąży.

  19. Podam przykład ze swojego podwórka, który trochę boli… Moja mama jest właścicielką restauracji. Kilka lat temu 4 kelnerki z 6 rzuciły zwolnieniem lekarskim, bo zaszły w ciążę – tydzień po tygodniu. W sezonie był to dramat. Z tych 4 jedna tak naprawdę źle znosiła ciążę. Reszta skorzystała z możliwości “siedzieć w domu i dostawać wypłatę”. A moja ponad 50-letnia mama tyrała za 5 osób. Przykro było na to patrzeć, bo rok później, kiedy kolejna kelnerka zaszła w ciążę, była traktowana w pracy jak jajko, była otoczona opieką, ale też sama chciała pracować i być z ludźmi.

  20. W jaki sposób można dostosować / zmienić pracę nauczyciela wychowania przedszkolnego, aby nie stanowiła zagrożenia dla ciąży? Szczerze nie wiem. Większości pracodawców po prostu nie stać na odesłanie pracownicy do domu i płacenie pełnego wynagrodzenia. Tymczasem w przedszkolu: bakterie, wirusy, pasożyty. Nieergonomiczna przestrzeń dla osoby dorosłej (przedszkolne krzesełka i stoliczki), brak możliwości skorzystania z toalety w wybranym przez siebie momencie, stres. Ospa wietrzna, bostonka, półpasiec, rotawirusy, biegunki, wymioty, grypa, przeziębienia, zapalenia oskrzeli, zapalenie spojówek, niekończące się zielone katary, wszy, owsiki i in. Wycieranie łez płaczącemu trzylatkowi, przytulajacy się czterolatek z gorączką, którą właśnie stwierdzasz i potwierdzasz mierząc temperaturę, katar na spodniach, bo szesciolatek przed chwilą dłubał w nosie i chwycił twoją nogę. Zderzenie dwóch maluchów, płacz obu, strach pozostałych kilkunastu skarbów, gdy ty robisz dobrą minę do złej gry i ogarniasz krwotok z nosa, a krew i katar zalewają twoje ręce. Upadek dziecka na placu zabaw, podnoszenie leżącego i płaczącego trzylatka. Niespodziewany skok na ciebie lub niespodziewanie wpadająca do twojego oka ślina (przecież chcesz być dobrym pedagogiem i pochylasz się do dziecka, gdy z nim rozmawiasz). Przewijanie maluszków w grupach żlobkowych, pomaganie w wycieraniu pupy przedszkolakom. Trudne emocje i problemy dzieci, które ty ze stoickim spokojem, stanowczo i uprzejmie rozwiązujesz. Czasem trudne i stresujące rozmowy z rodzicami na temat ich pociech. Gdy rozpoczynałam pracę w przedszkolu, nie spodziewałam się, że już samo staranie się o ciążę w tych warunkach może być problemem. Praca w przedszkolu w ciąży to ogromne zagrożenie, wysiłek i stres. Powinno się mówić o tym młodym dziewczynom.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*