Zwolnienia lekarskie w ciąży

Zwolnienia lekarskie w ciąży

To będzie niezwykle istotny tekst, który mam pewne obawy napisać. Być może po tym artykule oberwie mi się od innych kolegów po fachu, że powiem (napiszę) głośno, jak to rzeczywiście wygląda. Część pewnie się zarzeknie, że to, co piszę nie jest prawdą… albo przynajmniej ich nie dotyczy. Ale uwierzcie mi – to, co napiszę dotyczy 99% ginekologów w Polsce. I na pewno też wysokiego procenta lekarzy pracujących w innych specjalizacjach.

Być może po tym tekście nie opędzę się od kontroli ZUS w mojej dokumentacji medycznej pacjentek, którym wypisuje zwolnienia… Ale zaryzykuję, bo uważam, że to trzeba w końcu powiedzieć!

System wystawiania zwolnień dla kobiet w ciąży w Polsce  jest pełen niedomówień i… wad!

System wymusza naciągnięcia na lekarzach – bo lekarze w ogromnej większości chcą dobrze dla pacjentki w ciąży. Jeżeli pacjentka mówi lekarzowi, że po prostu „nie ma siły pracować”, to większość lekarzy się ugnie i zwolnienie wypisze – bo nikt nie chce ryzykować, że pacjentce się coś stanie.

 

Zacznijmy od najważniejszej informacji, o której mam wrażenie bardzo duży odsetek społeczeństwa nie wie. Nie ma czegoś takiego jak zwolnienie lekarskie… bo kobieta jest w ciąży!

Zwolnienia lekarskie, tzw. ZUS-ZLA może wystawiać lekarz, który uzyskał uprawnienia do ich wystawiania. Jako ciekawostka – to nie jest coś oczywistego i każdy lekarz, który chce wystawiać zwolnienia musi się o coś takiego ubiegać.

Takie uprawnienia dostaje się niemalże z automatu po złożeniu wniosku – ALE – te uprawnienia można stracić, jeżeli się nie będzie stosowało do zasad wystawiania zwolnień lekarskich.

A zwolnienia lekarskie lekarz może wystawić tylko osobie CHOREJ. Bycie w ciąży nie oznacza choroby.

Jeżeli lekarz chce ciężarnej wypisać zwolnienie lekarskie, to musi napisać na nim kod choroby. Kody są wybierane z klasyfikacji kodów chorobowych ICD-10 gdzie pod literą „O” kryją się choroby, które mogą wikłać ciąże.

Istnieje też taki dość enigmatyczny kod – dokładnie O 26.

O26 – Opieka położnicza z powodu stanów związanych głównie z ciążą

 

Zgadnijcie na jaki kod w Polsce u kobiet w ciąży jest wypisywane często zwolnienie?

Na O 26 oczywiście.

A ten kod sam w sobie za wiele nie znaczy. Może de facto znaczyć wszystko i nic.

Może to być stan kiedy pacjentka wymiotuje wiele razy dziennie – jeszcze nie można tego nazwać niepowściągliwymi wymiotami ciężarnych ( O 21), ale już pacjentka nie jest w stanie chodzić do pracy.

Może to oznaczać bóle podbrzusza w pozycji siedzącej. Może oznaczać napinania brzucha przy wysiłku u ciężarnej.

A wiecie co to też może oznaczać?

 

Że lekarz poszedł pacjentce na rękę – bo jest przedszkolanką, która obawia się dalszej pracy a pracodawca umywa ręce.

 

Opowiem wam typową sytuację z gabinetu lekarskiego.

Przychodzi kobieta na wizytę do ginekologa około 7 tygodnia ciąży, czuje się dobrze, mówi że chce dalej pracować, ale obawia się o swoje zdrowie, bo pracuje z dziećmi (z mięsem, długo stoi… tu można wymieniać wiele czynników, które potencjalnie mogą być szkodliwe w ciąży).

Lekarz, działając zgodnie z prawem wystawia kobiecie zaświadczenie do pracodawcy, informujące pracodawcę o konieczności zmiany stanowiska pracy i dostosowania go dla kobiety ciężarnej.

Lekarz nie może wypisać zdrowej pacjentce zwolnienia… bo ona się obawia o swoją ciążę.

Lekarz tłumaczy pacjentce, że z tym zaświadczeniem ma iść do pracodawcy i ten ma prawny OBOWIĄZEK stworzyć jej takie stanowisko pracy, aby było dla niej bezpieczne

LUB

Jeżeli nie jest w stanie stworzyć takiego stanowiska to musi oddelegować pacjentkę do domu, zwolnić z obowiązku przychodzenia do pracy, ale… dalej wypłacać jej pełną pensję.

(Takie jest prawo, a w mojej całej karierze lekarskiej spotkałam się z jednym takim pracodawcą, który postąpił zgodnie z tym prawem i była to sytuacja, kiedy prowadziłam ciąże kobiety, która pracowała uwaga, uwaga w ZUS!).

Każdy inny pracodawca (pacjentek, które w moim życiu spotkałam) mówi pacjentce wprost, że ma iść poszukać lekarza, który jej zwolnienie wystawi, bo on na pewno nie będzie jej tworzył nowego stanowiska, a tym bardziej nie będzie zatrudniał kogoś innego na jej miejsce, a jej dalej płacił „za siedzenie w domu”.

 

Pacjentka w ciąży w stresie wraca niemalże płacząc do ginekologa:

„Panie doktorze, teraz to mam już taki stres, mój szef powiedział, że bez zwolnienia mam nie wracać”.

I teraz, co zrobi większość lekarzy, pójdzie kobiecie na rękę – napisze w dokumentacji medycznej, że pacjentka jest w silnym stresie, który pogarsza dolegliwości ciążowe, nie jest w stanie pracować i… wystawi zwolnienie.

Lekarze tak robią, bo chcą dla pacjentki dobrze, obawiają się o nią… ale w gruncie rzeczy lekarze tym sposobem przyczyniają się do łamania praw pracowniczych kobiet przez pracodawców.

Co więcej, lekarze ryzykują – bo może się okazać, że przy nieudolnie udokumentowanym powodzie zwolnienia lekarskiego dla kobiety ciężarnej, przy ewentualnej kontroli ZUS (a takie kontrole dokumentacji medycznej zdarzają się wcale nierzadko) to lekarz może stracić prawo do wystawiania zwolnień, a pacjentka zasiłek.

Dlatego nie oceniajcie nigdy lekarzy, którzy takich „naciąganych” zwolnień pisać nie chcą i upierają się, że pacjentka ma walczyć z pracodawcą.

Jeżeli lekarz tak pacjentce powie, to po pierwsze przyczyni się do dalszego jej stresu i złego samopoczucia, a po drugie są ogromne szanse, że pacjentka wróci do domu i pierwsze co zrobi to napisze o tym lekarzu opinię w Internecie.

„Nie polecam, lekarz niemiły, opryskliwy, nie wypisuje zwolnień, a samo badanie na odwal się”.

 

Nie ma tu też większego znaczenia czy lekarz pracuje w ramach NFZ, czy prywatnie, bo lekarze w ramach NFZ też nie chcą mieć takich opinii.

 

Rozumiecie problem?

 

Kolejną kwestią jest, że pacjentki niestety, ale bardzo często nie stosują się do zaleceń zwolnienia.

Zwolnienie lekarskie służy do „dochodzenia do zdrowia” – nie można będąc na zwolnieniu lekarskim w ciąży robić nic poza, mówiąc w skrócie, „odpoczywaniem”.

Są dwa rodzaje zwolnienia – tak zwane „1” – które oznacza, że “pacjent musi leżeć” – i mając takie zwolnienie nie wolno nam wychodzić z domu, chyba że udajemy się do lekarza lub na badanie. W razie kontroli z ZUS – musicie być pod podanym na zwolnieniu adresem, inaczej to zwolnienie może być unieważnione a zasiłek niewypłacony

 

Drugi rodzaj zwolnienia to „2” – „pacjent może chodzić” – na takim zwolnieniu możecie pójść na spacer, na zakupy, czy oczywiście na badania. Ale na takim zwolnieniu z założenia, choć mogą być wyjątki, nie możecie uprawiać sportu (chyba, że ten sport jest sposobem, żeby wrócić do zdrowia – np. aktywność fizyczna u kobiet z cukrzycą ciężarnych), podróżować (chyba, że to podróż na konsultację medyczną), czy prowadzić dalej działalności gospodarczej (jeżeli macie firmę jednoosobową).

 

Bo to, że nie wolno pracować na zwolnieniu lekarskim, to chyba jest oczywiste dla wszystkich?

Szczerze, wiem, że nie jest to oczywiste i część z Was ma kilka prac. Np. pracuje na etacie w szkole a weekendami robi korekty tekstów – kiedy masz zwolnienie z etatu w szkole, to nie możesz dorabiać czytając teksty. Wiadomo, że to prawo jest idiotyczne, bo nie wiem w jaki sposób korekta tekstów mogłaby zagrażać ciąży, a wręcz dawałoby korzyść, abyś zarobiła więcej na wyprawkę dla dziecka, czy na przysłowiowe „waciki”.

No ale jeżeli ZUS dojdzie do tego, że pracowałaś podczas zwolnienia – dotyczy to nie tylko pracy zarobkowej, ale także pracy na wolontariacie, jeżeli jest to objęte umową – to może, a nawet na pewno to zrobi – cofnie zasiłek choroby za pracę na etacie w szkole.

Ciekawe jest też to, że kobiety za ten brak możliwości „dorabiania” na zwolnieniu lekarskim wcale nierzadko winią lekarzy! Lekarz jest jakby tą twarzą ZUS-u, w tym wypadku i nie raz mi się oberwało od pacjentki, której w dobrej intencji powiedziałam, że już nie może dalej… np. prowadzić tych zajęć z języka angielskiego raz na tydzień.

Problem ten czasami jest dość poważny nawet pod względem medycznym, bo zdarzają się też inne sytuacje. Miałam kilka pacjentek – dam tu przykład lekarek, ale pewnie można wymyślić też inne zawody, których ten problem często dotyczy. Zdarza się, że pacjentka ma według mnie wskazania do zwolnienia, ale tego zwolnienia ode mnie nie przyjmuje bo:

„Nicola, ja muszę dalej pracować w poradni prywatnie, nie starczy nam inaczej na ratę kredytu z samej mojej podstawowej pensji szpitalnej”.

Podobną sytuację miałam z pewną księgową, która była zatrudniona na etacie. Poza tym ze swojej działalności prowadziła wiele firm i to było jej główne źródło dochodu.

Mimo moich próśb i namawiania nie przyjęła zwolnienia tylko w pracy na etacie wzięła urlop bezpłatny, a dalej pracowała z domu na rzecz swoich innych kontrahentów.

Daleko nie trzeba szukać. Szczerze to sama pamiętam, że mimo zmęczenia, pracowałam w ciąży z Rogerkiem do 36 tygodnia dalej na etacie w szpitalu, ponieważ finansowo nie mogłam sobie pozwolić, aby nie chodzić do poradni i wykonywać popołudniami pacjentkom USG prywatnie.

Gdyby ciąża była zagrożona to pewnie bym się zdecydowała, ale jednak nie wiem, czy rozumiecie… Motorem aby „nie iść” na zwolnienie była możliwość dalszej pracy „dodatkowej”.

 

Bardzo fajne pod tym względem rozwiązany jest system w Niemczech.

Jakiś czas temu prowadziłam ciążę kobiecie, która była zatrudniona w Niemczech, ale pracowała zdalnie z Polski. Co miesiąc wystawiałam jej nie tyle zwolnienie, co „zaświadczenie” ile godzin dziennie może pracować. I zamiast 8h dziennie pracowała 4h dziennie do samego porodu. Ona była zadowolona i pracodawca również.

 

System zwolnień taki jak jest w Polsce, czyli taki, że albo pracujemy na pełen etat, albo na pełen etat idziemy na zwolnienie, nie jest idealny. Rozmawiałam z wieloma pacjentkami i one bardzo chętnie chodziłyby do pracy dalej, ale na krócej, albo przychodziły później, bo rano mają okropne mdłości, ale już koło południa czują się „jak młody Bóg” i wcale nie chcą siedzieć na zwolnieniu.

Co więcej, powiem to… choć to kontrowersyjne – wiem. Gdyby zasiłek chorobowy dla kobiet w ciąży nie był 100% płatny to jestem pewna, że ilość zwolnień wystawianych byłaby wielokrotnie mniejsza. Bo prawda jest taka, że skoro system daje nam możliwość otrzymywania takiego samego wynagrodzenia bez świadczenia pracy, to znajdą się osoby, które mimo braku wskazań będą chciały z takiej możliwości skorzystać. Drugie dno tego problemu jest takie, że wielu pracodawców woli zatrudniać mężczyzn, bo obawia się właśnie tego, że kobiety w wieku rozrodczym cechują się częstszą absencją w pracy. A za pierwszy miesiąc zwolnienia płatnikiem zwolnienia jest pracodawca a nie ZUS.

Gdyby płatnikiem od pierwszego dnia był ZUS to pracodawcy nie mieliby takich obaw.

 

Na koniec chce poruszyć jedną ważną kwestię związaną ze zwolnieniami i zarazem pewnie jedno z waszych najczęstszych pytań.

Czy na zwolnieniu lekarskim można podróżować?

Zasadniczo nie. I znam kilka przypadków kobiet, które będąc na zwolnieniu poleciały na zagraniczne wakacje a w tym samym czasie zapukał do ich drzwi ZUS. Ciężko jest się w takiej sytuacji wybronić. I każdej z nich zasiłek chorobowy został zabrany. Co więcej niestety najczęściej to „życzliwe” osoby piszą do ZUS-u, aby wtedy zrobił kontrolę. Tak, przykra prawda, „koleżanka” zobaczyła twoje piękne zdjęcie z Hiszpanii na Facebooku, od razu skojarzyła fakty, że przecież ty od początku ciąży jesteś już na zwolnieniu i napisała donos…

Na zwolnieniu lekarskim podajemy faktyczny adres przebywania, jeżeli w czasie zwolnienia chcesz pojechać do rodziców lub nad morze – i nie chcesz mieć z tego powodu problemu, to musisz zrobić dwie rzeczy

  1. Dostać zaświadczenie od lekarza, że taka podróż jest bezpieczna dla ciebie i on nie widzi przeciwskazań do podróży.
  2. Podać adres, gdzie będziesz przebywać podczas wypisywania przez niego zwolnienia. Jeżeli ten adres w połowie zwolnienia się zmienia to musisz wysłać o tym zawiadomienie do jednostki ZUS.

Pamiętam, że kiedyś wypisywałam pacjentce zwolnienie z adresem

  1. Międzymorze 2
    84-141 Jurata

czyli hotel nad morzem 😉

Pacjentka miała zwolnienie, ze względu na rwę kulszową w ciąży – która uniemożliwiała jej pracę – ale podróż nad morze (i masaże w hotelu) pod względem lekarskim były tu wskazane.

Mam nadzieję, że ten tekst był pomocny. Mam nadzieję, że zrozumiecie, że my lekarze chcemy dla Was dobrze, ale jeżeli pacjentki nie zrozumieją jak to wygląda, tylko będzie dalej w Polsce podejście „zwolnienie lekarskie w ciąży mi się po prostu należy”, to niestety dalej będzie dużo kontrowersji i nieporozumień.

A najgorsze w tym wszystkim jest to, że ten system jest społecznie krzywdzący dla tych osób, które bez dwóch zdań z zwolnień w ciąży powinny korzystać.

Zwolnienia lekarskie w ciąży – zwolnienia lekarskie ogólnie są w Polsce nadużywane. Nie mam zielonego pojęcia jak ten system zmienić. Ale wyraziłam to co czuje.

ps. Mój mąż to przeczytał i powiedział, że to temat rzeka i mimo, że napisałam 5 stron A4, niestety wiele problemów z tym związanych nawet nie ruszyłam.

564 komentarze

  1. Czasem praca która sie wykonuję zmusza do pojscia na L4. U mnie z góry warunki pracy nie podlegają nawet dyskusji. Produkcja świec – dzwiganie, strasznie wysokie temperatury i smród typu farby lakiery.

  2. Patrycja

    Mieszkam w Wielkiej Brytanii i tu kobiety rzadko kiedy biorą zwolnienia ze względu na ciążę, bo niestety ale jest to ok.1/4 wypłaty dlatego większość kobiet próbuje pracować jak najdłużej, mam taki sam zamiar ale mam o tyle szczęścia że dobrze się czuję.

  3. Ja się w obydwu ciążach czułam niedobrze, niewyspana, ciągle było mi niedobrze i bardzo dużo wymiotowałam. W pracy stres. Gdybym nie dostała zwolnienia od lekarza to nie wiem jak miałabym pracować…. Uważam, że jeżeli kobieta czuje, że lepiej jej będzie odpoczywać niż gonić do pracy i stresować się w niej to powinna mieć możliwość wyboru. To ona nosi dziecko, ewentualnie ryzykuje, rodzi je a nie lekarz..

  4. Marlena

    Jednak uważam że jeśli kobieta naprawdę źle się czuję to powinna dostać zwolnienie. ja dostałam tylko zaświadczenie co poskutkowało nie przedłużeniem umowy o pracę i stresem przez całą ciążę. A w ostateczności wczesnym porodem 🙁 w Polsce jest źle pod tym względem.

  5. Katarzyna

    Uwazam, ze poruszylas dosc istotny temat. Mieszkam od dziewieciu lat w Niemczech i od razu na poczatku zauwazylam roznice polskich i nimieckich ciezarnych wiazace sie z podejsciem wykonywania zawodu podczas ciazy. W Polsce jak siegam pamiecia rzadko spotkalam (na jakimkolwiek stanowisku pracy) pracujaca kobiete, ktora jest w zaawansowanej ciazy. Wiadomo ze duzo kobiet ma w pierwszym trymestrze rozne dolegliwosci, chociaz nie tyczy sie to wszystkich. Pomimo tego JA nie znam zadnej kobiety w Polsce, ktora po pierwszej wizycie u ginekologa (ciaza bez powiklan,komplikacji) chodzi dalej do pracy i nie “wymusila” zwolnienia lekarskiego. Wiadomo ze kobieta, ktora powie lekarzowi na wizycie, ze zle sie czuje nie zostanie zbagatelizowana … i lekarz zwolnienie lekarskie wypisze. Moim zdaniem ciezarne korzystaja z chorobowego, ktore jest 100% platne, bo to tylko w czasie ciazy przysluguje im sie pelne wynagrodzenie. Dlatego siedzenie w domu za ta sama kase jest przyjemniejsze niz chodzenie do pracy, bo taka sytuacja w zyciu im sie czesto nie trafia. Gdyby myslenie Niemcow bylo takie same, to cale spoleczenstwo byloby na zwolnieniu lekarskim, poniewaz tutaj chorobowe jest z reguly (bez wzgledu na chorobe) 100% platne.
    Wydaje mi sie ze ten caly system to bledne kolo … i Polki, ktore to wykorzystuja i nie chce im sie w czasie ciazy chodzic do pracy psuja i utrudniaja mlodym kobietom, ktore sa ambitne i maja inne nastawienie do zycia tzn. chca rozwijac sie zawodowo i zalozyc rodzine, droge w dalszej karierze zawodowej. Pracodawcy niechetnie przyjmuja mlode poloki do pracy(nie wspominajac o wysokich i odpowiedzialnych stanowiskach) ze wzgledu na obawe, ze pracodawca zainwestuje wlasnie w ta mloda pracowniczke (szkolenia, wyjazdy, sprzet itp.) ktora po krotkim czasie odwdzieczy mu sie chorobowym – nieobecnoscia w pracy przez dziewiec miesiecy plus okres macierzynski i wychowawczy. Skutkiem tego pracodawca woli obsadzac panow na swoich miejscach pracy. Stad wlasnie ciezko mlodym paniom w Polsce robic kariere i rownoczesnie byc mamami, bo te malo ambitne ciezarne nie zdaja sobie sprawy ze rzucaja sobie i innym mlodym damom tym zachowaniem klody pod nogi. I chcialabym jeszcze zaznaczyc ze to co napisalam nie tyczy sie wszystkich bo niektore potrafia ciaze, rodzine i prace ogarnac !!! Ale mam wrazenie, ze wiekszosc Polek w ciazy ma nastawienie, ze im sie chorobowe nalezy i zamieniaja sie w lenia 😉

    • Zgadzam sie w 100%. Tez mieszkam w Niemczech i w ciazy pracowalam az do Mutterschutz, chociaz ok 24 tygodnia istnialo ryzyko, ze zacznie mi sie skracac szyjka. Pani doktor powiedziala, ze mam jak najmniej chodzic i sie oszczedzac, ale w biurze moge dalej pracowac. Nawet przy problemach w stylu mdlosci izapalenie pecherza, nie bylo mowy o zwolnieniu lekarskim. Moje polskie kolezanki byly w szoku 😛 Ale tutaj jest to czyms normalnym, ze ciaza, to nie jest choroba.

    • Jestem Polką, pracuję w Polsce i poszłam na zwolnienie dopiero w 8 miesiącu ciąży, z polecenia lekarza, bo było ryzyko porodu przedwczesnego.
      Znam Polki pracujące w widocznej ciąży.

  6. Kasia W

    Masz rację temat rzeka, prawo słabe, przepisy nadużywane, pracodawcy uchylający się od odpowiedzialności, ale ogromny problem to tez ten, że kobiety bardzo często się ze sobą szczypią, nic im nie jest, ciąża niezagrożona, pracodawca, który poszedłby na rękę, ale ona i tak uważa, że ciąża to stan wyjątkowy i trzeba iść na zwolnienie. W pierwszej mojej ciąży pracowałam do 37 tygodnia, a urodziłam w 37 i 2 dni ;), przez cala ciąże dokuczały mi bóle pleców, na poczatku wymiotowałam, byłam bardziej senna, ale to da się przetrwać, jeśli ciąż nie jest zagrożona, a praca nie wpływa negatywnie na ciąże to po co nadużywać zwolnienia, po porodzie i z małymi dziećmi już nie będzie tak nigdy, że odpoczniesz i dostaniesz pieniądze za nic nierobienie. Teraz jestem w ciąży bliźniaczej, o bardzo dużym ryzyku, normalnie chodzę do pracy 20 tydzień, do tego mam 3 letnią przewlekle chora córeczkę i daje radę, nie nie jestem mocarzem, ale ciąża to nie choroba, a kontakt z ludźmi, odskocznia od domu, ruch jest ważny i pomaga przetrwać kolejne tygodnie. Dlatego przestańmy się rozczulać nad swoja sytuacją i stanem, bo życie to nie wakacje. I, żeby nie było 😉 pisze tu o kobietach o względnie zdrowej i niezagrożonej ciąży i wykonujących pracę, która jej nie zagraża (takich drogie przyszłe mamy jednak jest większość 😉 ).

  7. Justyna

    Może jestem dziwna ale ja w tym tekście nie widzę nic kontrowersyjnego, ani jednego zdania. Jeżeli pacjentka będzie chciała dostać l4 to dostanie, zmieni lekarza ale dostanie. Z drugiej strony strasznie wkurzają mnie inne rzeczy związane z ciążą, np to ze na l4 dostawałam większe pieniądze niż po porodzie a przecież jak dziecko jest to normalnym jest że potrzebujemy więcej kasy…. oj dużo trzeba zmienić w tym systemie

  8. Bardzo Pani współczuję takiego przykrego doświadczenia w pracy i podoba mi się ostatnie zdanie z Pani wpisu, ponieważ jestem dokładnie takiego samego zdania.
    Ja również doświadczyłam podobnej sytuacji. Będąc w ciąży (19 tc) zostałam w perfidny sposób potraktowana przez moją kierowniczkę przed całym naszym zespołem, z którym akurat bardzo dobrze mi się współpracowało. Po tym jak w 14 tc. poinformowałam panią kierownik o moim stanie, nic nie wskazywało na to co się stanie, powiedziałam jej, że będę chodzić dopóki będę się czuła na siłach i że chętnie przekażę moje obowiązki innej osobie. Po pewnym czasie przyszła nowa koleżanka, którą miałam wdrożyć i jednocześnie zajmować się moimi bieżącymi obowiązkami i tak przez 3 tygodnie szkoliłam nową osobę. Przed świętami przyszła do naszego biura i każdej u z 11 osób wręczyła kopertę z premią świąteczną mówiąc “wesołych świąt” (nawet nowej dziewczynie, która akurat siedziała ze mną przy biurku). To chyba był wyraźny sygnał ze strony kierowniczki, że już nie jestem jej potrzebna…Zrobiło mi się najzwyczajniej przykro ale zachowałam kamienną twarz, a pozostałe osoby z działu były zażenowane zachowaniem pani kierownik. Wcale się nie zastawiałam tylko jeszcze tego samego dnia pojechałam do lekarza.
    Niestety to było bardzo przykre doświadczenie, bo nie spodziewałam się takiego zachowania ze strony kobiety. Czy mam wyrzuty sumienia z tego co zrobiłam? Absolutnie nie.
    Nie ja pierwsza i nie ostatnia zostałam w podobny sposób potraktowana i długo, długo to się nie zmieni w naszym kraju.
    Mam nadzieję, że moja nowo narodzona córka nigdy czegoś takiego nie doświadczy ze strony pracodawcy.

  9. We Francji jest podobnie. Macierzynski to 16tygodni , z czego 6 musisz wziac przed data porodu. I nie mozesz tego ominac, ewentualnie mozesz isc 4 tygodnie przed planowanym terminem porodu. Tak wiec wracasz do pracy jak dziecko ma jakies 3.5miesiaca….. chyba ze dogadasz sie z pracodawca i odbierzesz zalegly urlop lub pojdziesz na bezplatny urlop…. ale to juz jest w gestii pracodawcy. Moja sasiadka bedzie musiala wrocic do pracy w szpitalu(jest pielegniarka) na oddzial pediatrii do pracy zmianowej- czyli dniowki i nocki i nie ma zmiluj. Szpital nie zgodzil sie na przedluzenie jej urlopu. Tak wiec 1 rok w PL to naprawde niemalo…. a co do zwolnien- wszystko zalezy gdzie pracujesz i ile zarabiasz, bo jak wylicza ze masz za duzy przychod z mezem to nawet becikowego nie wyplaca:/

  10. A jak wyglada temat ciąży, własnej działalności gospodarczej (firma jednoosobowa) i ewentualnych zwolnień?

  11. Ktosiowa

    Bywa jeszcze tak: na L4 nie chciałam iść, bo ciąża to nie choroba, chciałam byc fair w stosunku do pracodawcy, mimo ze na L4 wyszłabym lepiej finansowo. Po pracy szlam spać, czułam sie jakby mnie ktoś odłączył od zasilania, wprost urywał mi sie film… do tego wymioty. W końcu kolega z biurka obok sprzedał mi przeziębienie. Poszłam na L4 i już na nim zostalam (to już był 24 Tc).
    Na moim macierzyńskim zmienił sie zarząd, a moje stanowisko (teoretycznie) zlikwidowano. Zaproponowano mi 1000 zł mniej i prace w niefajnym miejscu w kanciapie bez okien.
    Niestety, ale byłam głupia, ze chciałam pracować w ciąży, ze chciałam byc fair. Niewarto, straciłam finansowo podwójnie.

  12. Natalia

    Widzę, że nie pojawił się komentarz więc dodam ponownie i mam nadzieję, że się nie zduplikuje.
    Ja mam dokładnie takie samo doświadczenie jak Marta. Pracowałam do 6 miesiąca i nie mogłam skorzystać z żadnych zajęć przeznaczonych dla kobiet w ciąży, bo odbywają się one w godzinach kiedy jesteśmy w pracy. Od tego tygodnia jestem na zwolnieniu. Zdecydowałam się na zwolnienie, bo tempo w pracy było tak intensywne, że łapałam przeziębienia z przemęczenia i osłabienia i potem się bałam, że zaszkodzę dziecku. Do tego zaczęły mnie łapać bóle w krzyżu. Za to teraz kiedy mogę zapobiegać bólom kręgosłupa i pomóc swojej formie i samopoczuciu większą aktywnością, to powinnam siedzieć w domu i wychodzić tylko do lekarza i do apteki. Te przepisy są tak niedopracowane, że szkoda mówić.

  13. BaskaKaska2

    Moim zdaniem to kobieta powinna decydować czy może być na zwolnieniu lekarskim w ciąży, czy nie. Bo to ona wie jak się czuje i wie jaką ma sytuację w pracy. Jeśli ma fajną pracę i czuje się super, to niech pracuje nawet do porodu.W innym przypadku powinna mieć możliwość pójście na zwolnienie kiedy chce. Skąd wziąść pieniądze? Przecież kobiety płacą składki na ubezpieczenie chorobowe, więc państwo ma na to pieniądze. Zresztą to tylko kilka miesięcy. A jak się boicie, że trudno będzie Wam wrócić po macierzyńskim, to trzeba o tym myśleć zanim się zajdzie w ciążę. Należy skończyć studia, nauczyć się języków i zdobyć odpowiednie doświadczenie, po tym nie powinno być problemów ze znalezieniem nowej pracy. A i w trakcie macierzyńskiego odkładać pieniądze na czarną godzinę. Jeśli mam coś doradzić, to kobiety myślcie tylko o sobie, bo niestety nigdy nie macie gwarancji że pracodawca Was przyjmie z powrotem (nawet jak będziecie pracować do końca ciąży). A poza tym poronienia często się zdarzają (choć nikt o tym głośno nie mówi). Chyba nie chcecie sobie pluc potem w brodę, że czulyscie się fatalnie albo przezywaliscie mega stres a i tak chodzilyscie do pracy. To nie jest tego warte. W tym momencie ważne jest Wasze dziecko. Mówię to ja, która poronila, nigdy się nie dowiem oczywiście czemu. Jednakże nawet pomimo tego, że zdecydowałam się, że pójdę od razu na zwolnienie, gdy lekarz ostatecznie potwierdzi ciąże, niestety nie zdążyłam. A przed zajściem i już po, miałam totalny stres w pracy, brak przerw czasem, a i praca po 12h, jak i w nocy i to mogło niestety przyczynić się do tego. Poza tym, ostatnio czytałam, że ponoć znerwicowana matka przekazuje ten stres do dziecka w lonie i taki maluszek jest potem sam nerwowy. Czy praca jest tego warta?

  14. Ja mam dokładnie takie samo doświadczenie jak przedmówczyni sprzed kilku dni – Marta. Pracowałam do 6 miesiąca i nie mogłam skorzystać z żadnych zajęć przeznaczonych dla kobiet w ciąży, bo odbywają się one w godzinach kiedy jesteśmy w pracy. Od tego tygodnia jestem na zwolnieniu. Zdecydowałam się na zwolnienie, bo tempo w pracy było tak intensywne, że łapałam przeziębienia z przemęczenia i osłabienia i potem się bałam, że zaszkodzę dziecku. Do tego zaczęły mnie łapać bóle w krzyżu. Za to teraz kiedy mogę zapobiegać bólom kręgosłupa i pomóc swojej formie i samopoczuciu większą aktywnością, to powinnam siedzieć w domu i wychodzić tylko do lekarza i do apteki. Te przepisy są tak niedopracowane, że szkoda mówić.

  15. Barbara

    A ja powiem cos od strony lekarki, ale ciężarnej. Pracuję w osrodku klinicznym, tzn ze moj dzien pracy zaczynam o 7.30 i koncze o 16.30. W tym czasie operuje, przyjmuję pacjentow w poradni, konsultuje rezydentow, dodatkowo prowadzę wyklady i ćwiczenia ze studentami zarówno polsko- jak i anglojęzycznymi. Do tego dyzury, ok 5 w m-cu, po ktorych niestety nierzadko zostaje zmuszona zostac na kolejny dzien pracy z powodu przewleklego braku obsady. Podsumowując, podczas typowego dnia pracy zajmuję się okolo 50 pacjentami, czesto musze byc w kilku miejscach na raz, odbieram dziesiatki telefonow. Nie mam czasu zjeść , wypic zalecanych kilku litrow płynów, czy zwyczajnie skorzystac z toalety… Nie piszę po to, bo skarżyć sie na sposob zycia, jaki wybralam, bo na codzień czuje sie naprawde spełniona, jednak nie wydaje mi sie, żeby byly to odpowiednie warunki do pracy będąc w ciazy (tym bardziej ze o ciążę walczylismy kilka lat!) Mimo usilnych próśb do szefostwa i prób redukcji obowiązków w ciazy nie zmienilo sie nic. Dlatego jestem na zus zla od 8 tyg. Bez wyrzutow sumienia. Nadrabiam pracą naukową.

  16. Ciekawy artykuł…ale: dojazdy do pracy w zatłoczonym tramwaju 40 min. w jedną i 1h z powrotem (tramwaj zatłoczony, ludzie kichają) w pracy zwiększone ryzyko infekcji, bo wszyscy kichają a kaloryfery rozkręcone na maksa i nie da się tego zmienić…praca w pozycji wymuszonej, nie ma jak zjeść czy pójść do toalety więcej niż raz czy dwa razy, bo ma siętaką obsuwę, że trzeba zostać po godzinach i nie ma zmiłuj . .pracowałam do 28tc, bo w domu bym oszalała. Ale ciężarna ciężarnej nierówna, każdy ma inny organizm…dobrze że nie jestem ginekologiem tylko okulistą i nie mam dylematów której kobiecie wypisać zwolnienie. Pozdrawiam!

  17. odnosząc się do pacjentki, która była zatrudniona w Niemczech – pracodawca zezwalał jej na pracę 4h dziennie. Tak naprawdę zgodnie z Kodeksem pracy to pracodawca kobiecie w ciąży jest zobowiązany skrócić czas pracy. Natomiast nie słyszałam o przypadku takiego dobrego pracodawcy w Polsce, bo po prostu taka pracownica nie jest tak wydajna jak pozostali pracownicy. W naszym systemie każdy kij ma dwa końce. Swoją drogą, że pacjenci nadużywają ZLA – wcale nie potrzebując zwolnienia i tak je wybłagają od lekarza, bo potrzebują tak naprawdę odpocząć od pracy. Są też pracownicy, którzy powinni pójść na zwolnienie lekarskie, ale tak się przejmują opinią pracodawcy i współpracowników, że chorzy chodzą do pracy.

  18. Niestety przykra rzeczywistość jest taka – są kobiety, które jak tylko zajdą w ciążę – leżą brzuchem do góry na zwolnieniu mimo, że nic im nie dolega- oraz są kobiety, które naprawdę mają poważne problemy a lekarze nie chcą dać zwolnienia. Pierwszą ciążę przeszłam pięknie – mimo bardzo stresującej pracy i licznych nadgodzin , pracowałam do samego porodu! nie miałam żadnych dolegliwości – zupełnie. Pracodawca nie widział problemu i nie chciał zmniejszyć mi liczby godzin pracy. Niestety druga ciążą okazała się bardzo ciężka – przez stres w pracy dostałam krwotoku i trafiłam do szpitala. Potem ciągłe badania, leki na podtrzymanie i 1000 diagnoz. Gdy pojechałam do Szefa przedstwić sytuację, że niestety mam ciążę zagrożoną i dostałam zwolnienie to powiedziała -” i tak byś już nie miała gdzie wracać, bo nie stworze Ci innego stanowiska, a na Twoje mam już kogoś”. Tak więc wieloletni pracodawca okazał się być … Z tego co słyszę to niestety bardzo wiele kobiet tak ma. Gdy chce pracować i może jest fajnie/ok, ale gdy nie daj boże źle się poczuje czy chce zmienić na pracę w mniejszym wymiarze lub dostanie zwolnienie to pracodawca ma cię gdzieś…Jest to bardzo smutne, gdyż wiele kobiet chciałoby pracować a nie izolować się w domu, ale pracodawca nie chce dać takiej możliwości i czasem kończy się to tragicznie…

  19. Ja tez nie widzę tu NIC kontrowersyjnego. Dzięki za naświetlenie sytuacji

  20. Bardzo dobry i potrzebny tekst. Zgadzam się, że problem jest w systemie. Pracodawcy mają problem z młodymi matkami już od momentu ciąży, bo są bardzo obciążeni finansowaniem takich stanowisk pracy. Łatwiej im zatrudnić mężczyznę, bo wtedy wiele ryzyk odpada. Kobiety jednak same też nie pomagają, bo uciekając na L-4 wtedy, kiedy nie ma większego uzasadnienia potwierdzają ten negatywny obraz w oczach pracodawców. Jak się nie dziwić: pracodawca zatrudnia pracownicę, ona idzie na L-4 na początku ciąży – pracodawca musi przez 30 dni płacić jej 100% wynagrodzenia chorobowego, do tego traci pracownika na prawie 9 miesięcy, a potem na rok macierzyńskiego, rodzicielskiego i zaległych urlopów wypoczynkowych (za te już musi zapłacić znowu). De facto 2 lata nie ma pracownika w pracy, a więc pracodawca kogoś musi zatrudnić na to miejsce, a jak kobieta wróci po tym czasie do pracy, to coś trzeba zrobić z zatrudnionym pracownikiem. Do tego po 2 latach przerwy kobieta musi się wdrożyć w pracę, zapoznać ze zmianami, które w dzisiejszym świecie następują tak szybko, że czasem jest to nauka od początku. Tym sposobem korzystanie przez kobietę ze wszystkich praw przysługujących jej z Kodeksu pracy, de facto doprowadza do dyskryminacji (cichej, niewypowiedzianej nigdzie i nikomu) przy zatrudnieniu kolejnych kobiet. Gdyby to ZUS brał na siebie zasiłki od pierwszego dnia nieobecności. Gdyby możliwe było zmniejszenie godzin pracy już w ciąży albo ustawienie bardziej elastycznych warunków, może i kobiety łatwiej by się przekonały do pracy w ciąży (w sytuacji braku zagrożeń). Może wtedy pracodawcy chętniej by zatrudniali kobiety, a przecież pracownik-matka to (przynajmniej moim zdaniem i z moich doświadczeń jako pracodawcy) bardzo dobrze zorganizowany, odpowiedzialny i zaangażowany pracownik.
    Myślę, że jednak znacznie gorzej mają kobiety prowadzące własne firmy. Pracują do końca ciąży, bo L-4 u nich oznacza życie na skraju ubóstwa za marny zasiłek (przy minimalnym ZUSie, jaki większość płaci). Pracują niezależnie od samopoczucia. Mój doktor zapytał mnie na początku mojej ciąży: ty jesteś z tych co jak się dowiedziały, że są w ciąży chcą od razu iść na L-4 czy z tych co dopóki nie padną to nie pójdą na L-4. Odpowiedziałam: Panie doktorze ja mam własną działalność, u mnie L-4 nie wchodzi w grę.
    Jestem prawnikiem zajmującym się prawem pracy, jestem też pracodawcą i świeżo upieczoną matką. Często spotykam się z problemami w zatrudnianiu kobiet (słuchając moich klientów-pracodawców), sama zatrudniam młode matki i sama taką jestem. Także system powinien zostać naprawiony, bo to bardzo źle wpływa na rynek pracy dla kobiet, a przedsiębiorczym kobietom daje słabe perspektywy macierzyńskie. Napisałam ostatnio wpis na moim blogu dla pracodawców o kobietach pracodawcach, w którym własnie poruszyłam ten temat: http://jakzwolnicpracownika.pl/kobieta-pracodawca/

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*