Zwolnienia lekarskie w ciąży

Zwolnienia lekarskie w ciąży

To będzie niezwykle istotny tekst, który mam pewne obawy napisać. Być może po tym artykule oberwie mi się od innych kolegów po fachu, że powiem (napiszę) głośno, jak to rzeczywiście wygląda. Część pewnie się zarzeknie, że to, co piszę nie jest prawdą… albo przynajmniej ich nie dotyczy. Ale uwierzcie mi – to, co napiszę dotyczy 99% ginekologów w Polsce. I na pewno też wysokiego procenta lekarzy pracujących w innych specjalizacjach.

Być może po tym tekście nie opędzę się od kontroli ZUS w mojej dokumentacji medycznej pacjentek, którym wypisuje zwolnienia… Ale zaryzykuję, bo uważam, że to trzeba w końcu powiedzieć!

System wystawiania zwolnień dla kobiet w ciąży w Polsce  jest pełen niedomówień i… wad!

System wymusza naciągnięcia na lekarzach – bo lekarze w ogromnej większości chcą dobrze dla pacjentki w ciąży. Jeżeli pacjentka mówi lekarzowi, że po prostu „nie ma siły pracować”, to większość lekarzy się ugnie i zwolnienie wypisze – bo nikt nie chce ryzykować, że pacjentce się coś stanie.

 

Zacznijmy od najważniejszej informacji, o której mam wrażenie bardzo duży odsetek społeczeństwa nie wie. Nie ma czegoś takiego jak zwolnienie lekarskie… bo kobieta jest w ciąży!

Zwolnienia lekarskie, tzw. ZUS-ZLA może wystawiać lekarz, który uzyskał uprawnienia do ich wystawiania. Jako ciekawostka – to nie jest coś oczywistego i każdy lekarz, który chce wystawiać zwolnienia musi się o coś takiego ubiegać.

Takie uprawnienia dostaje się niemalże z automatu po złożeniu wniosku – ALE – te uprawnienia można stracić, jeżeli się nie będzie stosowało do zasad wystawiania zwolnień lekarskich.

A zwolnienia lekarskie lekarz może wystawić tylko osobie CHOREJ. Bycie w ciąży nie oznacza choroby.

Jeżeli lekarz chce ciężarnej wypisać zwolnienie lekarskie, to musi napisać na nim kod choroby. Kody są wybierane z klasyfikacji kodów chorobowych ICD-10 gdzie pod literą „O” kryją się choroby, które mogą wikłać ciąże.

Istnieje też taki dość enigmatyczny kod – dokładnie O 26.

O26 – Opieka położnicza z powodu stanów związanych głównie z ciążą

 

Zgadnijcie na jaki kod w Polsce u kobiet w ciąży jest wypisywane często zwolnienie?

Na O 26 oczywiście.

A ten kod sam w sobie za wiele nie znaczy. Może de facto znaczyć wszystko i nic.

Może to być stan kiedy pacjentka wymiotuje wiele razy dziennie – jeszcze nie można tego nazwać niepowściągliwymi wymiotami ciężarnych ( O 21), ale już pacjentka nie jest w stanie chodzić do pracy.

Może to oznaczać bóle podbrzusza w pozycji siedzącej. Może oznaczać napinania brzucha przy wysiłku u ciężarnej.

A wiecie co to też może oznaczać?

 

Że lekarz poszedł pacjentce na rękę – bo jest przedszkolanką, która obawia się dalszej pracy a pracodawca umywa ręce.

 

Opowiem wam typową sytuację z gabinetu lekarskiego.

Przychodzi kobieta na wizytę do ginekologa około 7 tygodnia ciąży, czuje się dobrze, mówi że chce dalej pracować, ale obawia się o swoje zdrowie, bo pracuje z dziećmi (z mięsem, długo stoi… tu można wymieniać wiele czynników, które potencjalnie mogą być szkodliwe w ciąży).

Lekarz, działając zgodnie z prawem wystawia kobiecie zaświadczenie do pracodawcy, informujące pracodawcę o konieczności zmiany stanowiska pracy i dostosowania go dla kobiety ciężarnej.

Lekarz nie może wypisać zdrowej pacjentce zwolnienia… bo ona się obawia o swoją ciążę.

Lekarz tłumaczy pacjentce, że z tym zaświadczeniem ma iść do pracodawcy i ten ma prawny OBOWIĄZEK stworzyć jej takie stanowisko pracy, aby było dla niej bezpieczne

LUB

Jeżeli nie jest w stanie stworzyć takiego stanowiska to musi oddelegować pacjentkę do domu, zwolnić z obowiązku przychodzenia do pracy, ale… dalej wypłacać jej pełną pensję.

(Takie jest prawo, a w mojej całej karierze lekarskiej spotkałam się z jednym takim pracodawcą, który postąpił zgodnie z tym prawem i była to sytuacja, kiedy prowadziłam ciąże kobiety, która pracowała uwaga, uwaga w ZUS!).

Każdy inny pracodawca (pacjentek, które w moim życiu spotkałam) mówi pacjentce wprost, że ma iść poszukać lekarza, który jej zwolnienie wystawi, bo on na pewno nie będzie jej tworzył nowego stanowiska, a tym bardziej nie będzie zatrudniał kogoś innego na jej miejsce, a jej dalej płacił „za siedzenie w domu”.

 

Pacjentka w ciąży w stresie wraca niemalże płacząc do ginekologa:

„Panie doktorze, teraz to mam już taki stres, mój szef powiedział, że bez zwolnienia mam nie wracać”.

I teraz, co zrobi większość lekarzy, pójdzie kobiecie na rękę – napisze w dokumentacji medycznej, że pacjentka jest w silnym stresie, który pogarsza dolegliwości ciążowe, nie jest w stanie pracować i… wystawi zwolnienie.

Lekarze tak robią, bo chcą dla pacjentki dobrze, obawiają się o nią… ale w gruncie rzeczy lekarze tym sposobem przyczyniają się do łamania praw pracowniczych kobiet przez pracodawców.

Co więcej, lekarze ryzykują – bo może się okazać, że przy nieudolnie udokumentowanym powodzie zwolnienia lekarskiego dla kobiety ciężarnej, przy ewentualnej kontroli ZUS (a takie kontrole dokumentacji medycznej zdarzają się wcale nierzadko) to lekarz może stracić prawo do wystawiania zwolnień, a pacjentka zasiłek.

Dlatego nie oceniajcie nigdy lekarzy, którzy takich „naciąganych” zwolnień pisać nie chcą i upierają się, że pacjentka ma walczyć z pracodawcą.

Jeżeli lekarz tak pacjentce powie, to po pierwsze przyczyni się do dalszego jej stresu i złego samopoczucia, a po drugie są ogromne szanse, że pacjentka wróci do domu i pierwsze co zrobi to napisze o tym lekarzu opinię w Internecie.

„Nie polecam, lekarz niemiły, opryskliwy, nie wypisuje zwolnień, a samo badanie na odwal się”.

 

Nie ma tu też większego znaczenia czy lekarz pracuje w ramach NFZ, czy prywatnie, bo lekarze w ramach NFZ też nie chcą mieć takich opinii.

 

Rozumiecie problem?

 

Kolejną kwestią jest, że pacjentki niestety, ale bardzo często nie stosują się do zaleceń zwolnienia.

Zwolnienie lekarskie służy do „dochodzenia do zdrowia” – nie można będąc na zwolnieniu lekarskim w ciąży robić nic poza, mówiąc w skrócie, „odpoczywaniem”.

Są dwa rodzaje zwolnienia – tak zwane „1” – które oznacza, że “pacjent musi leżeć” – i mając takie zwolnienie nie wolno nam wychodzić z domu, chyba że udajemy się do lekarza lub na badanie. W razie kontroli z ZUS – musicie być pod podanym na zwolnieniu adresem, inaczej to zwolnienie może być unieważnione a zasiłek niewypłacony

 

Drugi rodzaj zwolnienia to „2” – „pacjent może chodzić” – na takim zwolnieniu możecie pójść na spacer, na zakupy, czy oczywiście na badania. Ale na takim zwolnieniu z założenia, choć mogą być wyjątki, nie możecie uprawiać sportu (chyba, że ten sport jest sposobem, żeby wrócić do zdrowia – np. aktywność fizyczna u kobiet z cukrzycą ciężarnych), podróżować (chyba, że to podróż na konsultację medyczną), czy prowadzić dalej działalności gospodarczej (jeżeli macie firmę jednoosobową).

 

Bo to, że nie wolno pracować na zwolnieniu lekarskim, to chyba jest oczywiste dla wszystkich?

Szczerze, wiem, że nie jest to oczywiste i część z Was ma kilka prac. Np. pracuje na etacie w szkole a weekendami robi korekty tekstów – kiedy masz zwolnienie z etatu w szkole, to nie możesz dorabiać czytając teksty. Wiadomo, że to prawo jest idiotyczne, bo nie wiem w jaki sposób korekta tekstów mogłaby zagrażać ciąży, a wręcz dawałoby korzyść, abyś zarobiła więcej na wyprawkę dla dziecka, czy na przysłowiowe „waciki”.

No ale jeżeli ZUS dojdzie do tego, że pracowałaś podczas zwolnienia – dotyczy to nie tylko pracy zarobkowej, ale także pracy na wolontariacie, jeżeli jest to objęte umową – to może, a nawet na pewno to zrobi – cofnie zasiłek choroby za pracę na etacie w szkole.

Ciekawe jest też to, że kobiety za ten brak możliwości „dorabiania” na zwolnieniu lekarskim wcale nierzadko winią lekarzy! Lekarz jest jakby tą twarzą ZUS-u, w tym wypadku i nie raz mi się oberwało od pacjentki, której w dobrej intencji powiedziałam, że już nie może dalej… np. prowadzić tych zajęć z języka angielskiego raz na tydzień.

Problem ten czasami jest dość poważny nawet pod względem medycznym, bo zdarzają się też inne sytuacje. Miałam kilka pacjentek – dam tu przykład lekarek, ale pewnie można wymyślić też inne zawody, których ten problem często dotyczy. Zdarza się, że pacjentka ma według mnie wskazania do zwolnienia, ale tego zwolnienia ode mnie nie przyjmuje bo:

„Nicola, ja muszę dalej pracować w poradni prywatnie, nie starczy nam inaczej na ratę kredytu z samej mojej podstawowej pensji szpitalnej”.

Podobną sytuację miałam z pewną księgową, która była zatrudniona na etacie. Poza tym ze swojej działalności prowadziła wiele firm i to było jej główne źródło dochodu.

Mimo moich próśb i namawiania nie przyjęła zwolnienia tylko w pracy na etacie wzięła urlop bezpłatny, a dalej pracowała z domu na rzecz swoich innych kontrahentów.

Daleko nie trzeba szukać. Szczerze to sama pamiętam, że mimo zmęczenia, pracowałam w ciąży z Rogerkiem do 36 tygodnia dalej na etacie w szpitalu, ponieważ finansowo nie mogłam sobie pozwolić, aby nie chodzić do poradni i wykonywać popołudniami pacjentkom USG prywatnie.

Gdyby ciąża była zagrożona to pewnie bym się zdecydowała, ale jednak nie wiem, czy rozumiecie… Motorem aby „nie iść” na zwolnienie była możliwość dalszej pracy „dodatkowej”.

 

Bardzo fajne pod tym względem rozwiązany jest system w Niemczech.

Jakiś czas temu prowadziłam ciążę kobiecie, która była zatrudniona w Niemczech, ale pracowała zdalnie z Polski. Co miesiąc wystawiałam jej nie tyle zwolnienie, co „zaświadczenie” ile godzin dziennie może pracować. I zamiast 8h dziennie pracowała 4h dziennie do samego porodu. Ona była zadowolona i pracodawca również.

 

System zwolnień taki jak jest w Polsce, czyli taki, że albo pracujemy na pełen etat, albo na pełen etat idziemy na zwolnienie, nie jest idealny. Rozmawiałam z wieloma pacjentkami i one bardzo chętnie chodziłyby do pracy dalej, ale na krócej, albo przychodziły później, bo rano mają okropne mdłości, ale już koło południa czują się „jak młody Bóg” i wcale nie chcą siedzieć na zwolnieniu.

Co więcej, powiem to… choć to kontrowersyjne – wiem. Gdyby zasiłek chorobowy dla kobiet w ciąży nie był 100% płatny to jestem pewna, że ilość zwolnień wystawianych byłaby wielokrotnie mniejsza. Bo prawda jest taka, że skoro system daje nam możliwość otrzymywania takiego samego wynagrodzenia bez świadczenia pracy, to znajdą się osoby, które mimo braku wskazań będą chciały z takiej możliwości skorzystać. Drugie dno tego problemu jest takie, że wielu pracodawców woli zatrudniać mężczyzn, bo obawia się właśnie tego, że kobiety w wieku rozrodczym cechują się częstszą absencją w pracy. A za pierwszy miesiąc zwolnienia płatnikiem zwolnienia jest pracodawca a nie ZUS.

Gdyby płatnikiem od pierwszego dnia był ZUS to pracodawcy nie mieliby takich obaw.

 

Na koniec chce poruszyć jedną ważną kwestię związaną ze zwolnieniami i zarazem pewnie jedno z waszych najczęstszych pytań.

Czy na zwolnieniu lekarskim można podróżować?

Zasadniczo nie. I znam kilka przypadków kobiet, które będąc na zwolnieniu poleciały na zagraniczne wakacje a w tym samym czasie zapukał do ich drzwi ZUS. Ciężko jest się w takiej sytuacji wybronić. I każdej z nich zasiłek chorobowy został zabrany. Co więcej niestety najczęściej to „życzliwe” osoby piszą do ZUS-u, aby wtedy zrobił kontrolę. Tak, przykra prawda, „koleżanka” zobaczyła twoje piękne zdjęcie z Hiszpanii na Facebooku, od razu skojarzyła fakty, że przecież ty od początku ciąży jesteś już na zwolnieniu i napisała donos…

Na zwolnieniu lekarskim podajemy faktyczny adres przebywania, jeżeli w czasie zwolnienia chcesz pojechać do rodziców lub nad morze – i nie chcesz mieć z tego powodu problemu, to musisz zrobić dwie rzeczy

  1. Dostać zaświadczenie od lekarza, że taka podróż jest bezpieczna dla ciebie i on nie widzi przeciwskazań do podróży.
  2. Podać adres, gdzie będziesz przebywać podczas wypisywania przez niego zwolnienia. Jeżeli ten adres w połowie zwolnienia się zmienia to musisz wysłać o tym zawiadomienie do jednostki ZUS.

Pamiętam, że kiedyś wypisywałam pacjentce zwolnienie z adresem

  1. Międzymorze 2
    84-141 Jurata

czyli hotel nad morzem 😉

Pacjentka miała zwolnienie, ze względu na rwę kulszową w ciąży – która uniemożliwiała jej pracę – ale podróż nad morze (i masaże w hotelu) pod względem lekarskim były tu wskazane.

Mam nadzieję, że ten tekst był pomocny. Mam nadzieję, że zrozumiecie, że my lekarze chcemy dla Was dobrze, ale jeżeli pacjentki nie zrozumieją jak to wygląda, tylko będzie dalej w Polsce podejście „zwolnienie lekarskie w ciąży mi się po prostu należy”, to niestety dalej będzie dużo kontrowersji i nieporozumień.

A najgorsze w tym wszystkim jest to, że ten system jest społecznie krzywdzący dla tych osób, które bez dwóch zdań z zwolnień w ciąży powinny korzystać.

Zwolnienia lekarskie w ciąży – zwolnienia lekarskie ogólnie są w Polsce nadużywane. Nie mam zielonego pojęcia jak ten system zmienić. Ale wyraziłam to co czuje.

ps. Mój mąż to przeczytał i powiedział, że to temat rzeka i mimo, że napisałam 5 stron A4, niestety wiele problemów z tym związanych nawet nie ruszyłam.

564 komentarze

  1. Po pierwsze : nie ma takiego zawodu jak przedszkolanka. Jest nauczycielka wychowania przedszkolnego.
    Po drugie: na tym etapie pracy jestem chora przynajmniej raz w miesiącu i łapie od dzieci wszystko to, co przynoszą. Nie wyobrażam sobie być narażona w pracy na bakterie i wirusy. Jeśli coś złapie to nawet nie ma większej szansy konkretnego zażywania jakichkolwiek leków. Dodatkowo dzieci w przedszkolu są różne i co, jeśli któreś z dzieci dostanie napadu agresji albo przez przypadek zderzy się z ciężarną nauczycielka, która pracuje bo czyje się w ciąży doskonale i z tego powodu lekarz nie wystawił kobiecie zwolnienia?
    Ja bym była zadowolona jeśli mogłabym iść do pracy na polowe tego czasu. Ale nie ma szans aby w jakiejkolwiek placówce oświatowej Organ Prowadzący czy dyrektor zmienił nauczycielowi stanowisko pracy bo niby na jakie?

  2. Bardzo fajny tekst. Myślę, że większość nawet nie ma do końca świadomości, że lekarz może ponieść konsekwencje wypisywania zwolnień bez prawdziwej przyczyny. Każdy przypadek jest oczywiście inny. Dwie ciąże poroniłam w 8 tygodniu. Z trzecią było wszystko dobrze, wiec pracowałam cały czas, do 36 tc. Chociaż lekarz prowadzący namawiał na zwolnienie i w pewnym momencie usłyszałam nawet, że chyba jestem nienormalna. Dla mnie praca była ratunkiem przed zwariowaniem w domu. Po wcześniejszych przejściach przerażało mnie każde kłucie w boku. W pracy o tym nie myślałam, nie czytałam głupot w internecie i nie nakręcałam się na wszystko co najgorsze.
    Nie każda praca oczywiście pozwala na pracę ciężarnej prawie do samego końca.
    Najczęściej jest jednak tak, że od samego początku dziewczyny ida na zwolnienia i nie ma ich tym sposobem po 2 lata w pracy. Więc czy z drugiej strony dziwić się pracodawcom?
    Niech każdy postępuje zgodnie z wlasnym sumieniem.

  3. Ważki temat, do którego dorzucę kamyczek jako mężczyzna, pracodawca oraz osoba która miała okazję obserwować zwyczaje, normy i przepisy prawa pracy w kilku krajach europejskich.

    Zaczynając od Pani która opowiada o sytuacji w Wielkiej Brytanii:

    Ciąża nie jest chorobą i w związku z powyższym kobiety w ciąży w Wielkiej Brytanii pracują praktycznie do momentu rozwiązania. Nie tylko dlatego że wynagrodzenie jest obniżone, ale przede wszystkim dlatego że po prostu nie otrzymają zwolnienia lekarskiego ‘na żądanie’. Kulturowo i społecznie również nie jest to zachowanie akceptowane, a próby naginania zasad są postrzegane jako zachowanie nieetyczne. W sytuacjach MEDYCZNIE uzasadnionych, zwolnienia są oczywiście udzielane.

    Kobiety które chcą przed porodem odpocząć korzystają z parotygodniowego urlopu (nie zapominajmy o tym że urlop wypoczynkowy się w okresie urlopu miacierzyńskiego kumuluje). Wielu pracodawców w okresie ciąży idzie pracownicom na rękę, ale nie jest to obowiązkowe.

    Sytuacja w Polsce natomiast jest zupełnie odmienna (stąd zresztą wpis autorki) i trzeba to powiedzieć wprost że patologiczna. Roczny koszt zwolnień lekarskich (wynagrodzenia/zasiłki) to 17-19 miliardów złotych rocznie (z tego większość to zwolnienia kobiet w ciąży) które są wypłacane z kas pracodawców i budżetu, pomimo tego że jesteśmy krajem stosunkowo biednym i funkcjonującym w ciągłym deficycie.

    To między innymi zagadnienia związane z prawami pracowników zniechęcają pracodawców do zatrudniania kobiet, zatrudniania w oparciu o umowy o pracę itd.

    I ostatni wątek, jako pracodawca, zatrudniam kilkadziesiąt kobiet, stosując przy tym niezwykle pro-pracownicze podejście – zatrudniam nie patrząc na płeć, wiek stan cywilny, i godzę się na wszystkie konsekwencje tego. Nie zmienia to jednak faktu że po kilku latach takiej strategii zaczynam mieć wątpliwości, kiedy kolejna młoda (24-29 lat), wysportowana, aktywna, zdrowa, dziewczyna oznajmia mi że jest w 12 tygodniu ciąży i zaraz się będzie wybierać ‘na zwolnienie’. Dla jasności – praca jest pracą w komfortowym środowisku biurowym, bez czynników ryzyka, styczności z dużą ilością ludzi, hałasu itp.

    Poczucie szacunku i przyzwoitości nie pozwala mi poddawać na głos w wątpliwość zwolnień lekarskich pracowników, ale myślę czasem że kiedyś moja cierpliwość się wyczerpie…

  4. Moze ja jestem nienormalna, ale zanim zajde w ciaze chce byc zadowolona ze swojej pracy i mam swiadomosc, ze wroce na podobne stanowisko, ktore teraz zajmuje. Mysle tez o tym, czy bede mogla pracowac w ciazy czy nie. Nie rozumiem kobiet, ktore nagle na macierzynskim uswiadamiaja sobie, ze ich praca nie jest tak satysfakcjonujaca/ nie daje im sie rozwijac itd i wcale do tej pracy nie chca wracac. Szukanie luk prawnych, aby tylko dluzej siedziec w domu z dziecmi, ale jednak zeby pieniazki plynely na konto. Uwazam, ze jest to wyrachowanie.
    Poza tym, planuje ciaze, wiec swiadomie postanowilam nie zmieniac pracy teraz, zeby nie zaskoczyc niemile pracodawcy, ze inwestuje we mnie, a ja jednak odejde na urlop macierzynski w niedlugiej przyszlosci.
    Do wszystkich kobiet, ktore maja stresujaca prace – czy nie myslalyscie o tym, zeby ta prace zmienic zanim zaszlyscie w ciaze? Bierzcie troche odpowiedzialnosci za siebie i wlasne czyny. Moze nie powinnyscie zachodzic w ciaze, skoro tak sie stresujecie i warunki pracy sa nieodpowiednie/macie dlugie dojazdy itd.
    Niech kazdy bierze odpowiedzialnosc za siebie i za swoje decyzje, nie masz warunkow na to zeby byc w ciazy, to w ciaze nie zachodz! Nie wiem czy wiekszosc z Was to jakies nieambitne kobiety, ktore mysla o tym co jest tu i teraz, ale chyba wypadaloby pomyslec o Waszej przyszlosci zanim zajdziecie w ciaze? Roszczeniowe mamy wychowaja roszczeniowe dzieci, lepiej nie bedzie!

  5. Karolina Skalska

    Jestem w 28 tc i wiadomość o ciąży zaskoczyła mnie w 10 tygodniu. Od początku powiedziałam sobie i bliskim, że chce pracować, bo inaczej to bym zgłupiała w domu, sama w 4 ścianach. Poza tym lubię swoją pracę – może i nie chce się wstawać, czasami marudzę, że “nie chce mi sie tu być”, ale jest to dla mnie możliwość wyjścia do ludzi i w ogóle ogarnięcia się. Tak to siedziałabym “zapyziała” w domu i naprawdę gadała do telewizora.

    Poza tym pracuje tu stosunkowo krótko i szczerze powiedziawszy było mi aż głupio, że w końcu wdrożyłam się w pracę, pracodawca mi zaufał i dał szanse na rozwój – a ja zaciążyłam. Oczywiście jestem najszczęśliwsza na świecie, ale i tak miałam obawy, że pomyślą sobie o mnie jak o gówniarze, która zahaczyła się dobrej umowy i szybko hop na macierzyński.

    Nie mam zamiaru nadużywać L4, bo właśnie – ciąża to nie choroba, a całą znoszę bardzo dobrze. Jestem o tyle uparta, że nawet jak miałam w zeszłym tygodniu słabsze dni to nie dałam się namówić narzeczonemu na pozostanie w domu. Mam pracę biurową, ale siedzenie 8h też jest męczące, szczególnie że nawet przed ciążą miałam skłonności do puchnięcia. Ale i tak myślę, że pracodawca docenia fakt, że przychodzę, szkolę nową osobę, staram się i jestem obecna, mimo że np. nie spałam pól nocy bo martwiłam się jak sobie poradzę w roli matki, albo czy kupiłam odpowiednią ilość pampersów. Haha! No przynajmniej mam nadzieję, że to docenia.

    Chce mieć gdzie wrócić i chcę wrócić i być w pracy z ludźmi nadal w dobrych stosunkach. Powiedziałam kierowniczce otwarcie, że w połowie czerwca idę na 2-tygodniowy urlop i wrócę z dniem 1 lipca, ale zobaczę na ile dni (mam termin na początek sierpnia). Jeżeli nowa osoba będzie sobie doskonale radziła już beze mnie to nie widzę sensu siedzieć w upale i puchnąć dalej i patrzeć jej na ręce. Niecały miesiąc odpoczynku i takich już stricte przygotowań mi się też przyda. I kierowniczka przyjęła to ze spokojem, a wręcz się ze mną zgadza i namawia, żebym korzystała i odpoczywała póki mogę (tak swoją drogą to niecierpie takich gadek zewsząd, bo taka prawda, że nie da się odpocząć na zapas, a ja serio bardziej męczę się bezczynnością)!

    Myślę, że naprawdę to ważne żeby nie wykorzystywać tych zwolnień – a niestety tak robią dziewczyny, szczególnie te sfrustrowane i nie lubiące swojej pracy… Bo co innego, gdy pracują fizycznie, albo maja ciążę zagrożoną.

    Nie ukrywam, że taki system 4h pracy jak w DE byłby po prostu idealny ;-)! Nie raz z resztą o tym wspominałam koleżankom. 8h siedzenia mimo wszystko jest męczące, szczególnie w coraz cieplejsze dni, choć pewnie te osoby, które pracują fizycznie zaraz mnie zlinczują…

    Przydatny tekst, dziękuje!

  6. Bardzo dobry i potrzebny artykuł.
    Ja mieszkam i pracuję w Norwegii, obecnie19 tc.
    Na początku ciąży byłam na 100% zwolnieniu. Obecnie pracuję 50%-50%zwolnienie.
    Myślę, że jest to bardzo dobre rozwiązanie zarówno dla pracownika jak i pracodawcy. W każdej chwili można wrócić normalnie na cały etet do pracy lub zwiększyć zwolnienie (zależy od stanu zdrowia pacjentki). Poza tym grafik jest w miarę dopasowany do moich potrzeb, to oczywiście zależy od miejsca pracy i szefa.
    Szkoda że w Polsce wygląda to zupełnie inaczej. Mam nadzieję, że kiedyś się zmieni na lepsze.

  7. Bardzo fajny wpis ! Mało kto mówi o tym ! Brawo dla Ciebie Nicola, że masz odwagę by o tym głośno pisać. Właśnie tak jest wiele kobiet uważa ze im się poprostu należy i ze ciąża to hellol jest choroba nie mam rak nie m nóg zrob coś za mnie albo pomóż mo no bo ja jestem w ciąży nawet miejsce parkingowe dla inwalidów jest zajmowane przez kobiety w ciąży i upierają się ze one są przecież w ciąży i nie maja gdzie zaparkować a przecież ciąża to nie inwalidztwo kurdeee

  8. Ja jestem zdania ze ciąża to nie choroba pracowałam i dalej pracuje jako fryzjerka i moje maleństwo niestety żyło tylko 9 tygodniu najpierw się obwiniałam ze to moja wina ze niepotrzebnie pracowałam odkąd się dowiedziałam to mogłam iść na zwolnienie siedzieć w domu po wszystkim dostałam zwolnienie lekarka która mnie wypisywała ze szpitala pyta się co dwa tygodnie wystarcza a ja głupia mówię nie po co mi te dwa tygodnie w domu do końca tygodnia wystarczy(z szpitala wychodziłam w środę) i wracam do pracy mówię pójdę lepiej mi się zrobi nie będę tam naginać jak zawsze tylko na luzie i teraz patrząc z perspektywy czasu mogłam sobie wziasc te l4 poukładała bym sobie wszystko w spokoju a tak wszystko na wariackich papierach było… majówka wolna cały tydzień i dopiero teraz uwolniła się od tych myśli co gdym zrobiła inaczej teraz wiem ze nie ma sensu się obwiniać bo tak naprawdę te zwolnienie nic nam nie da a to jak będzie miało coś pójść nie tak to i tak sie stanie nie ważne czy pracuje czy siedzę w domu… Także gdy nasze starania zakończą się sukcesem i będzie wszystko dobrze z dzieciaczkiem chce pracować do końca aż starczy mi sił BO CIĄŻA TO NIE CHOROBA A RUCH TO ZDROWIE 😉😉

  9. Planujemy z mężem rozpocząć starania o dziecko, natomiast chciałabym jak najdłużej pracować. Jednak oczywiście przebieg ciąży i zdrowie dziecka jest najważniejsze. Pracuję w warunkach wysokiej dawki styrenu. Czy ta substancja może mieć negatywny wpływ na ciążę? Będę wdzięczna za odpowiedź

  10. A ja pół ciąży pracowałam i czułam się dobrze pomimo ogromnego stresu codziennie oraz zagrożenia infekcji wszelakich (pracuje w sekretariacie, codziennie odwiedza nas mnóstwo ludzi) i zresztą te infekcje łapałam… I szczerze? Wtedy się tym nie przejmowałam bo lubię swoją stresującą pracę ale po 5 miesiącu mój lekarz kazał mi już odpocząć, skoro ciągle chodzę przezbiona i tak zrobiłam a przez te 5 miesięcy zrobiłam swoją pracę na zaś, żeby zastępująca mnie dziewczyna nie miała korby. I szczerze? W następnej ciąży pójdę dosłownie z pierwszym dniem kiedy dowiem się o niej, bo uważam, że zdrowie matki i płodu jest najważniejsze i zmian w okresie prentalanym nie cofniesz najlepsza premią ani podziękowaniem pracodawcy 🙂 Pozdrawiam wszystkie mateczki! Dużo miłości dla Was! ❤️ ❤️ ❤️ ❤️

  11. Wiedzma01

    Niestety, taka jest prawda.jestem technikum rtg,pracuje więc przy promieniowanie jonizujacym, w małej firmie prywatnym gabinecie. Będąc w ciąży byłam na zwolnieniu od początku, mimo że czułam sie okej ale pracodawca nie mógł mnie odesłać na inne stanowisko nie związane z promieniowaniem bo nie mamy rejestracji, apapierami zajmuje się szef😊 także tak to bywa

  12. Bicieserca

    Mamo ginekolog, a co jeśli muszę leżeć a chce pracować? Wtedy też mogę poprosić lekarza o taki druk?

  13. Wiktoria

    A ja jestem zdania, ze kazdy (kazda ciężarna) ma swoj rozum i swoje sumienie. Jesli czuje, ze jej praca/dojazdy/stres itd mogą zaszkodzić ciazy, to sorry ale kim jesteś zeby to oceniać… Nie wydaje mi się, żeby powszechne byly sytuacje naduzywania zwolnien. Zawsze jest jakiś powód. A takie wpisy powodują właśnie nagonkę na osoby, które zdecydowały się przerwać prace w ciąży a teoretycznie nie było do tego wskazań lekarskich. Każdy ma inną odporność fizyczną i psychiczną, i inne srodowisko pracy. Niech sie kazdy zajmie swoją sytuacją.

  14. A mnie pani ginekolog od drugiego trymestru sugerowała, że powinnam już odpocząć (mimo, że wszystko było w porządku) i dziwiła się, że nie chcę. W pracy też się wszyscy dziwili, że jeszcze pracuję.
    Gdy było mi już ciężej, myślałam sobie, że gdyby można było pracować 5-6 godzin, to przychodziłabym do pracy prawie do końca ciąży. 🙂

  15. W Niemczech przedszkolanki i nauczycielki szkół podstawowych muszą iść na zwolnienie, ze względu na niebezpieczeństwo chorób zakaźnych

  16. A ja mam pytanie co z zawodami w których ryzyko zawodowe jest duże, czy wtedy też nie można prawnie otrzymać zwolnienia? Jestem pielęgniarka i nie wyobrażam sobie tak ciężko i fizycznie pracować w ciąży. Dźwiganie, stres, ekspozycja na zakażenia i co jeśli nie mam wskazań medycznych to teoretycznie nie powinnam być na zwolnieniu? Pozdrawiam

  17. Natalia

    Jestem obecnie w 16 tc i od początku ciąży jestem na zwolnieniu. Jestem pielęgniarką, pracowałam w systemie dyżurowym na wysokospecjalistycznej intensywnej terapii. Tryb pracy, warunki sanitarno – epidemiologiczne tam panujące, intensywność pracy w żaden sposób nie służą kobietom w ciąży. Przełożeni wręcz naciskają na każdą ciężarną, aby jak najszybciej pójść na zwolnienie, nie narażać siebie i dziecka. Nikt nawet nie proponuje stworzenia nowych dostosowanych do ciężarnych stanowisk. Pomimo że na zwolnieniu pieniądze są mniejsze nie warto ryzykować, tym bardziej że jestem kobietą po stracie.

  18. Pracuję w szpitalu i nie wyobrażam sobie przychodzić do pracy w ciąży. Gdy starałam się 7 lat temu o dziecko, ukłułam się brudną igłą i było to problematyczne, bo jeszcze było za wcześnie na badanie beta hcg. Teraz np. dostałam telefon, że muszę zaszczepić się na odrę. Znów innym razem musiałam przyjąć antybiotyk, ponieważ jak się okazało, miałam stycznosć z pacjentem z meningokokami. Wielokrotnie opiekowałam się pacjentem z gruźlicą. W ciąży za duże ryzyko.

  19. Ja jestem w drugiej ciąży. W pierwszej pracowałam do 6 miesiąca, potem bardzo szybko skracała się szyjka i musiałam iść na zwolnienie. Teraz w drugiej ciąży od poczatku jest ciężko. Ciąża jest zagrożona i na zwolnieniu jestem od 8 tygodnia. Ubolewam, bo lubię swoją pracę, ale jednak priorytety… Mam nadzieję, że dotrwamy do rozwiązania i wszystko będzie dobrze. Może jestem jakimś fenomenem, ale w moim otoczeniu moje znajome nie nadużywają zwolnień. Zazwyczaj pracują tak długo jak mogą jeśli oczywiście nie ma przeciwwskazań. Co prawda część jest na własnej działalności. To chyba też zmienia punkt widzenia…

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*