Dwulatek mówi

Mamaginekolog dla dzieci
11 lutego 2020
Nicole

Większość dzieci, które trafiają do mnie na diagnozę czy konsultację logopedyczną, to maluchy poniżej czwartego roku życia. Zawsze pytam rodzica, jaki jest powód jego wizyty. Najczęściej to brak mowy. A ja mowę oceniam na końcu, chociaż dwulatek mówi minimum kilkadziesiąt słów. Wyjaśnię Wam dlaczego. Bo sama mowa nie zawsze musi być jedynym niepokojącym symptomem, ale z pewnością jest pierwszym, na który zwracają uwagę rodzice. I całe szczęście!

Dwulatek mówi

Dwulatek mówi. I to wcale niemało. Jak określa norma, zna od kilkudziesięciu (ok. 60) do kilkuset słów (średnio to prawie 300 słów). Ponadto buduje proste zdania i wyrażenia typu „mama, oć”, co znaczy „mama, chodź” . Zatem dziecko, które kończy 24 miesiące, nazywa mamę, tatę, babę, dziadzię, mówi „bam” na upadek, woła „pi” na piłkę, a jak widzi pieska krzyczy „hau, hau”. Tak, tak, to wszystko są słowa na miarę dwulatka. Wasz maluch z czasem będzie mówił wyraźniej, a wyrazy dźwiękonaśladowcze coraz częściej będzie zastępował wyrazami brzmiącymi jak oryginały. Nie przejmuj się jednak, że początkowo „lotot” będzie samolotem, a wszystko, co okrągłe będzie określane na przykład jako „buła, buła”.  To zupełnie normalne na tym etapie rozwoju. Przestrzegam także przed zbytnią paniką i mierzeniem rozwoju wraz z zegarkiem, a już najbardziej przed porównywaniem dzieci. Dwuletnia Hania, która mówi kilkadziesiąt pojedynczych słów (w tym większość dźwiękonaśladowczych) i buduje proste zdania, rozwija się tak samo dobrze, jak Franio, który rozmawia z mamą o przeczytanej bajce. Norma jest bardzo szeroka.

Kiedy pojawia się kłopot?

Przyjrzyjmy się ponad dwuletniej Krysi, która mówi kilkanaście słów typu: mama, baba, bum, dziadzia. Ale nie zawsze mówi „mama” do mamy, zdarza się, że tak mówi też do cioci, a czasem nawet do taty. Kiedy mama woła Krysię po imieniu, dziewczynka nie zawsze się odwraca. Mama tłumaczy, że Krysia jest zajęta i to dlatego. Krysia nie zawsze spogląda na mamę, kiedy ta do niej mówi. Dziewczynka rzadko bawi się wspólnie z mamą. Woli bawić się sama – coś buduje, układa. Nie bawi się w karmienie pieska, lalkę, czy kotka.  Dziewczynka już mnie martwi. Mamę martwi głównie to, że mało mówi. Ale Babcia powiedziała, że Krysi tata zaczął mówić późno, bo miał ze cztery lata, a teraz chłop jak dąb wyrósł. Dlatego mama jest spokojniejsza i odwleka wizytę u specjalisty. W książeczce Zdrowia Dziecka w rubryczce mowa, Krysia ma wpisane: „mówi kilka słów”. Mama czeka jeszcze rok. Krysia ma już ponad trzy latka. Mówi kilkadziesiąt słów, nie buduje zdań. Za to zna wszystkie literki. Mama idzie do logopedy, bo Krysia mało mówi. Logopeda notuje: Krysia nie zawsze reaguje na imię, ma trudności w zabawie, ma trudności z wyrażeniem intencji – Krysia nie potrafi nawet gestem o coś poprosić, nie pokazuje palcem, nie podąża za wskazaniem palcem – kiedy logopeda mówi pokazując na zegarek „o, jaki ładny”, Krysia nie zwraca uwagi, nie patrzy w kierunku wskazywania. Wszystkie te objawy wskazują na zaburzenia ze spektrum autyzmu. Krysia zostaje odesłana na diagnozę (zaburzenia ze spektrum potwierdza lub wyklucza psychiatra dziecięcy). Jak jednak widać brak mowy to wierzchołek góry lodowej.

Oczywiście nie jest tak, że diagnozujemy wyłącznie Krysie ze spektrum autyzmu, czasami diagnozę kierujemy w  stronę neurologiczną, np. niedokształcenia mowy o typie korowym (tzw. afazję dziecięcą), niekiedy stwierdza się  niedosłuch, a czasem jest to po prostu opóźniony rozwój mowy. Dlatego tak ważne jest, by przyjrzeć się także innym obszarom rozwoju, które stanowią podstawę dla prawidłowego nabywania mowy. Jeśli dziecko nie reaguje na dźwięk, będzie mieć trudność z reakcją na imię, jak nie zareaguje na imię, nie zrealizuje podstawowej prośby. Dwulatek, który nie pokazuje palcem, nie będzie umiał przekierować naszej uwagi na rzecz, którą chce dostać. Nie będzie na nas patrzył, bo nie traktuje nas jako partnera rozmowy czy zabawy. Coraz częściej zdarzają się dzieci, które mają trudności z jedzeniem. To znów kolejny ważny element dla rozwoju mowy. 

Dlatego zachęcam rodziców dwulatków i pediatrów do skorzystania z krótkiego formularza, który choć w przybliżeniu zwróci nam uwagę na istotne dla rozwoju mowy i komunikacji czynniki.

Co sprawdzamy, jak i po co.

Kwestionariusz mogą wypełnić wcześniej Rodzice. Można go wypełnić wspólnie z lekarzem podczas bilansu, warto jednak wcześniej zapoznać się z pytaniami, zastanowić nad odpowiedzią, żeby wizyta przebiegła sprawniej. Jeśli przynajmniej na jedno z tych pytań odpowiecie przecząco, dopytajcie pediatrę o daną kwestię, a jeśli odpowiecie przecząco na więcej niż jedno, warto skonsultować się ze specjalistą: logopedą, psychologiem lub pedagogiem specjalizującym się w pracy z młodszymi dziećmi. Ważne! Nie jest to kwestionariusz diagnostyczny. Nie prognozujcie po jego wypełnieniu, że na przykład dwa niepokojące sygnały będą zwiastować zaburzenie.

  1. Moje dziecko reaguje na dźwięk.

Jedzie karetka, coś spadnie, a Twoje dziecko się odwraca, przerywa zabawę – to jest właśnie prawidłowa reakcja na dźwięk. Można to sprawdzić w bardzo prosty sposób w gabinecie lekarskim lub w domu. Kiedy dziecko się bawi, uderz czymś w parapet/stół/zagrzechocz. Obserwuj reakcję. Pamiętaj jednak, fakt, że dziecko odwróci się za dźwiękiem, który wywołasz, czy odwraca się, w stronę dzwoniącego telefonu, wcale nie potwierdza tego, że ma bardzo dobry słuch. Częstotliwości dźwięków mowy są inne. Słyszenie dźwięków z otoczenia nie jest równoznaczne z dobrym  słyszeniem mowy i rozróżnianiem podobnych w mowie głosek. Jeśli macie wątpliwości co do słuchu dziecka, zgłoście to pediatrze.   

  1. Moje dziecko reaguje na imię.

Mówię „Julia”, a Julia się odwraca. Ot, cała diagnostyczna próba. 

Sprawa jednak dla wielu rodziców nie jest aż tak oczywista. Zapala mi się czerwone światełko, kiedy pytam, czy dziecko reaguje na imię i w odpowiedzi słyszę, „no raczej tak” lub „nie zawsze” lub „czasem nie, ale  zwykle wtedy jest bardzo zajęta”. Najczęściej, niestety, dzieci zajęte oglądaniem bajek, mają problem z reakcją na imię. Nie muszę mówić o tym, że dzieci do drugiego roku życia w ogóle nie powinny oglądać telewizji. Zapewne większość wie, że dzieci narażone na używanie wysokich technologii mogą mieć trudności z mową, rozumieniem, a także reakcją na imię, rozumieniem poleceń (mogłabym jeszcze wymieniać). Nie zmienia to faktu, że brak reakcji na imię nawet przy czymś tak absorbującym jak oglądanie telewizji, może być niepokojący. Należy to zgłosić lekarzowi. Zwykle z dziećmi podczas diagnozy wykonujemy trzy lub cztery próby reakcji na imię. Zdarza się, że za pierwszym razem dziecko się nie odwróci, bo rzeczywiście jest zaabsorbowane tym, co jest w gabinecie. Ale zwykle w przypadku zdrowych dzieci wszystkie próby są poprawne. Dzieci są sprytne, wnioskują że wołając je, mogę mieć coś jeszcze bardziej atrakcyjnego, dlatego opłaca się odwrócić. 

  1. Moje dziecko na mnie patrzy, kiedy do mnie mówi lub kiedy ja mówię do niego.

Zachowanie kontaktu wzrokowego to budowanie wzajemnej uważności. Oczywiście, zawstydzony maluszek będzie świadomie unikał spojrzenia innych, ale szybko to zauważymy. To zupełnie normalne. Nie jest jednak dobrze, kiedy dziecko w ogóle unika wzroku bliskich i często zdarza się, że nie patrzy na osobę, która do niego mówi. 

  1. Moje dziecko mówi przynajmniej kilkadziesiąt wyrazów lub więcej („pi” na piłkę czy „hau hau” na pieska to także wyrazy w języku dwulatka).

Najważniejsze kwestie wyjaśniłam na początku. Dwulatek zna od kilkudziesięciu do kilkuset słów. Wyrażenia dźwiękonaśladowcze to także słowa na miarę dwulatka. Zachęcam rodziców do założenia Pierwszego Słownika Dziecka, którzy mają wątpliwości co do rozwoju mowy swojego dziecka. Wystarczy zeszyt lub notes. Zapisujemy w nim słowa, jakie dziecko wypowiada, można pisać z datą: np.: bubu (bułka) maj 2019, buła lipiec 2019. Słownik ma wartość diagnostyczną, ale może być rewelacyjną pamiątką. Gwarantuję, że po roku już będziecie mieć ubaw z czytania pierwszych słów swojego dziecka, tym bardziej, że dzieciaki na wczesnym etapie mają talent do tworzenia neologizmów -  i tak: grabie mogą stać się „grzebanką”, grzebień „czesaczem”, stojak „stojanką”, skarpetki „petuniami”. Jeśli nie nadążacie ze spisywaniem słów i są one zrozumiałe, to prawdopodobnie słownik nie jest Wam już potrzebny (a przynajmniej nie w celach diagnostycznych). W tym punkcie wyjaśniam, że chłopcy nie zaczynają mówić później. To jest mit. Mogą za to występować różnice w liczbie wyrazów pomiędzy chłopcami a dziewczynkami (chłopcy mogą rzeczywiście używać mniejszej liczby wyrazów początkowo, ale nadal będzie to norma).

Dwulatek potrafi także odmówić w inny sposób niż krzykiem czy płaczem. Potrafi powiedzieć „nie” lub nawet niewerbalnie np. wykonując znaczący ruch rączką na coś, czego nie chce.

  1. Moje dziecko buduje proste zdania i wyrażenia (np. mama tu lub „mama oć”, co znaczy mama chodź).

Pamiętam pierwszą trzyelementową wypowiedź mojego niespełna dwuletniego wówczas synka „tata, buła buła, bum!”, co oznaczało „tata, balon pękł”. To jest pełnowartościowa wypowiedź dwulatka. W wieku trzech lat dziecko osiąga takie umiejętności językowe, które pozwalają mu na dość swobodne prowadzenie rozmowy. Oznacza to, że trzylatek jest już całkiem dobrze rozumiany przez otoczenie, nie tylko najbliższych i potrafi na przykład powiedzieć, co działo się w przedszkolu. Będą to oczywiście bardzo proste opowieści, ale już całkiem ciekawe. Dziecko ma prawo do popełniania błędów gramatycznych, tworzenia neologizmów. Wbrew pozorom takie zjawiska świadczą o jego świadomości językowej. Ba! Już trzylatek może nam zwrócić uwagę, że nie mówi się „buza, tylko buza”. Co oczywiście znaczy, że nie mówi się buza tylko burza. Chociaż maluch nie wypowiada jeszcze głoski <rz>, to jednak doskonale ją słuchowo rozróżnia od głoski <z>.  

Dwulatki potrafią też zadawać proste pytania. Trzylatki … mogą już zadawać mnóstwo pytań… a co to, a dlaczego.. a czemu, „a po czemu” i jeszcze jedno „a gdzie mama”? Pewnie niektórzy dobrze to znają!

  1. Moje dziecko je różne konsystencje pokarmów.

Dodałabym jeszcze, że akceptuje nowości, a przynajmniej próbuje. Coraz częściej zdarzają się dzieci, które mają trudności z jedzeniem. To znów kolejny ważny element dla rozwoju mowy. Maluch, który preferuje wyłącznie gładkie konsystencje, będzie miał znacznie mniejsze szanse na prawidłowy rozwój zgryzu, a to znów wiąże się zarówno z mową, jak i całą postawą dziecka. Problemy z jedzeniem bywają przejściowe, ale mogą też świadczyć o poważniejszych zaburzeniach, trudnościach motorycznych lub trudnościach innego pochodzenia (nadwrażliwości), które należy już zróżnicować podczas diagnozy. Nakarmienie „niejadka” często spędza sen z powiek rodzicom . Szukają na to różnych sposobów. Niektórzy nie wiedzą, że tak być nie musi i dziecko może otrzymać specjalistyczną pomoc. W Polsce mamy coraz więcej bardzo dobrych terapeutów karmienia.

  1. Moje dziecko bawi się w proste zabawy w udawanie (udaje, że karmi pieska kamyczkami).

Zabawa! To poprzez zabawę i w zabawie dzieci uczą się najwięcej. Początkowo dzieci bawią się manipulacyjnie. To znaczy, że Twoje dziecko bierze do rączki różne przedmioty, zabawki, przekłada je, układa, stawia na coś, zrzuca, kręci, potrząsa, uderza. To bardzo wczesny etap zabawy zaczynający się przed pierwszym rokiem życia. Później dziecko bierze samochodzik i nim jeździ w jedną i w drugą stronę, rzuca piłeczką – to zabawy funkcjonalne. Ponad roczne dziecko już wie, co zrobić z samochodem czy z piłką. Dwulatek zaczyna się bawić w zabawy w udawanie, naśladuje. Udaje na przykład, że karmi pieska, bada lalkę, przygotowuje jedzenie, naprawia samochód. Te zabawy są jeszcze bardzo proste, bo dopiero czterolatek tak naprawdę zacznie je bardziej rozbudowywać. Zatem, Drogi Rodzicu, wcale nie musisz uczyć dziecka, jak to się karmi misia. Twój bystrzak doskonale to wie, bo obserwuje Ciebie. Dlatego doskonale potrafi odtworzyć pewne scenki – na przykład jak gadasz przez telefon.

  1. Moje dziecko potrafi wyobrazić sobie różne przedmioty (że w kubeczku jest woda, a kamyczki są karmą dla psa).

To już naprawdę zaawansowane umiejętności zabawy. Podam Wam dwa przykłady. Julia bawi się filiżankami i zabawkową kuchnią. Julia ma zestaw małych niebieskich kubeczków, podstawek, przekłada je, chowa do szafki, udaje, że coś nalewa z dzbanuszka do kubeczka. To przykład bardzo prostej zabawy w udawanie. Pytanie, czy Julia używa przy tym wyobraźni, czy potrafi zastępować przedmioty rzeczywiste, wyobrażonymi? Jeśli Julia będzie dmuchała w kubeczek, to znaczy, że wyobraża sobie, że tam jest gorący napój. Jeśli Julia ułoży na talerzyku kamyczki, to znaczy, że wyobraża sobie je jako ciastka. To niezwykle ważne elementy zabawy. Nie wystarczy, że dwulatek wyłącznie jeździ samochodzikiem po wszystkich powierzchniach albo wozi lalę w wózku. Jego zabawa zaczyna być nieco bardziej rozbudowana. 

  1. Moje dziecko współdzieli ze mną radość (kiedy coś miłego widzi, podchodzi, by mi o tym powiedzieć lub niewerbalnie to wskazać).

Znacie to? Wasza pociecha dostaje od babci nową zabawkę i zaraz biegnie do Was się pochwalić. Albo jak widzi samolot, pokazuje i za wszelką cenę chce, byście i Wy spojrzeli. To znak, że Wasze dziecko ma intencję, czyli „ja chcę coś pokazać”, ma potrzebę zbudowania relacji, bo samo pokazanie jest też zaproszeniem „mamo, tato, cieszcie się ze mną, zobaczcie to, co ja widzę”.  Niby takie proste, a ile kolejnych „ważności” się w tym kryje. 

Dwulatek naśladuje też różne emocje. Potrafi się uśmiechnąć na pytanie – „pokażesz, jak się uśmiechasz” lub zrobić podkówkę, kiedy ktoś pyta, by pokazał, jak się smuci. 

  1. Moje dziecko pokazuje palcem na różne interesujące je przedmioty, osoby, aktywności.

W sklepie słyszę pewną panią, zapewne babcię: „Stasiu, nie pokazuj palcem, bo to nieładnie!”. Takie uwagi to zwykle standard, ale ja wtedy sobie myślę: „Pokazuj Stasiu, pokazuj. Może i nieładnie, ale to twoja ważna umiejętność, chłopaku”.  Dlaczego to wskazywanie palcem jest takie ważne? Zacznijmy od tego, że taka umiejętność pojawia się ok. dziewiątego miesiąca życia, czyli zanim Twoje dziecko zacznie chodzić, mówić pierwsze słowa. Pokazuje paluszkiem, zwykle na wszystko to, co jest dla niego interesujące z intencją „tata, nazwij to” albo „mama, popatrz”. I właśnie tu dotykamy istoty rzeczy. Dzieci zaczynają mieć intencje. Ich palec to znak, że chcą zwrócić na coś naszą uwagę. Wiedzą już, że mama to ktoś zupełnie inny, kto wcale nie widzi wszystkiego, co one widzą. Dlatego trzeba pokazać, przekierować spojrzenie i uwagę mamy. Ten z pozoru niewiele znaczący gest, z łatką „nieładnego” ma przeogromną wartość dla całej komunikacji. Często terapeuci mówią, że koniec tego palca, to początek mowy dziecka. I coś w tym jest. Maluszki (dwuletnie, trzyletnie,  a nawet starsze) z zaburzeniami ze spektrum autyzmu często nie używają gestu wskazywania: biorą rękę dorosłego i ręką dorosłego próbują coś włączyć, wyłączyć, wyjąć, podnieść. Nie mają przy tym tej jakże ważnej intencji: „pomóż mi”. Gest wskazywania często pojawia się przy oglądaniu książeczek. Można też spontanicznie zapytać: gdzie jest misio/okno/drzwi i poczekać na reakcję dziecka, czyli wskazanie palcem. 

  1. Moje dziecko potrafi poprosić o różne przedmioty, aktywności (nawet niewerbalnie wskazaniem prosi o picie, jedzenie, podanie lalki).

Nawet jeśli Twój dwulatek nie podchodzi do Ciebie i nie mówi daj pić, ale podejdzie i gestem pokaże „picie” lub wskaże na szafkę, na której stoi butelka z wodą, jest to zaliczona próba punktu 11. Zdarza się, że rodzice od razu odpowiadają na to pytanie twierdząco, wspominając jak dzieci podbiegają i wszelkimi sposobami (gestami, kierowaniem wzroku) potrafią tłumaczyć, o co im chodzi. Właśnie taką komunikację mamy na myśli. To są adekwatne dla dwulatka reakcje. Problem może się pojawić, jeśli dziecko ręką rodzica pokazuje, czego chce ( i tak jest niemal za każdym razem) lub w ogóle nie prosi, a zwykle samo po wszystko sięga. Jeśli jest ta druga opcja, warto stworzyć sytuację, w której dziecko musi o coś poprosić i wtedy uważniej się przyjrzeć jego zachowaniu. Zwykle proszę rodzica, by wziął jakąś bardzo zachęcającą dla dziecka przekąskę lub zabawkę, wyjął z torebki i po prostu trzymał. Ja oceniam, co dziecko zrobi: poprosi, spojrzy na mamę i gestem pokaże, by dała, czy może bez spojrzenia będzie próbowało wyjąć picie z rąk.

Chociaż rodzice często wyprzedzają potrzeby dzieci, nim zdążą one cokolwiek zakomunikować, to naturalne dla dwulatka jest zgłaszanie własnych potrzeb, nawet jeśli bywają one bardzo zmienne.

  1. Moje dziecko używa w komunikacji różnych gestów („papa”, „przesyła buziaki”). 

Na początku był… gest. Zanim Twoje dziecko cokolwiek powiedziało lub powie, to pokazało lub pokaże. Gesty typu „papa”, przesyłanie buziaków, pokazywanie „jaki duży urosnę” lub „jakie babcia ma kłopoty” to niemal standardowy repertuar każdego roczniaka a nie tylko dwulatka. Gesty, którymi dziecko się posługuje, są dowodem na to, że nasz maluch potrafi naśladować, zaczyna rozumieć otaczającą rzeczywistość, rozumie nasze polecenia i przede wszystkim buduje z nami pierwsze znaczące dialogi. 

  1. Moje dziecko dokonuje wyboru (kiedy pokazuję, co wolisz bułkę czy chlebek, dziecko wskazuje na pożądaną rzecz lub werbalnie informuje o wyborze).

Kiedy powiedziałam o tym na Instagramie, otrzymałam kilkadziesiąt wiadomości. Po pierwsze niewielu rodziców zdawało sobie sprawę, że to istotne, wielu przetestowało swoje dwulatki i wybierały bez problemu i wielu specjalistów odpisało: tak, potwierdzamy, dwulatki sobie radzą, dzieci z zaburzeniami ze spektrum autyzmu nie. Test wyboru, tak go nazwijmy, może przeprowadzić nawet pediatra bardzo sprawnie w swoim gabinecie. Na koniec wizyty, kiedy dziecko jest już dość spokojne, pokazuje: po jednej stronie trzymając w dłoni lizak, po drugiej stronie trzymając w dłoni naklejkę i pyta: co wybierasz naklejkę czy lizaka? Ważne, by naklejka i lizak były ułożone skrajnie, tak, by dziecko, które nie mówi, miało możliwość spojrzeć na pożądaną rzecz, byśmy byli pewni jego wyboru. Oczywiście za chwilę może zmienić zdanie i nie chcieć już lizaka. To zupełnie normalne dla dwulatków.  

  1. Moje dziecko rozumie polecenia (przynieś misia).

Dwulatek rozumie już nie tylko bardzo proste polecenia typu: daj misia. Rozumie także nieco bardziej rozbudowane typu: daj misia, który leży na kanapie. Kiedy powiecie maluszkowi, przynieś butelkę, zwykle przyniesie swoją, a spróbujcie powiedzieć: przynieś butelkę, która stoi na stoliku. Takie polecenia dwulatek już potrafi wykonać. 

Rozpoznanie wczesnych niepokojących objawów daje małemu dziecku szansę na podjęcie szybkiej terapii i znacznie poprawia rokowania co do rozwijania mowy i komunikacji. Często słyszę, że czyjś dwulatek nie mówił, a nagle się rozgadał. Często też widzę niemówiącego dwulatka, który nagle się nie rozgaduje. W wielu przypadkach jesteśmy w stanie prognozować rozwój mowy. Ale inne prognozy przyjmiemy w przypadku dwuletniego Kuby, który mówi powiedzmy 20 słów, jednak naśladuje, ma chęć powtarzania, dobry rozwój motoryczny, pokazuje palcem, reaguje na imię niż w przypadku dwuletniego Olka, który też mówi 20 słów, ale nie udaje mu się powtarzać, ma trudności motoryczne. Kuba ma szansę, by mowę rozwinąć szybciej, w przypadku Olka miałabym wątpliwości. 

Stwierdzenia typu: „Wiesio zaczął mówić jak miał cztery lata, jaki chłop wyrósł” pokazują tylko skrawek Wiesia. To, że nie mówił i to, że wyrósł. Nikt jednak nie wie, jakie udręki przeżywał w przedszkolu, gdy po raz kolejny podstawiali mu herbatę z cytryną, a on chciał bez, bo cytryny nie lubił, ale nie umiał powiedzieć. Zawsze przy śniadaniu z tego powodu był płacz, Wiesio za karę szedł do kąta, bo „nie umie się przy stole zachować”. A on tylko nie umiał wyrazić swojej potrzeby. Nikt nie wie, ile nerwów go kosztowało, kiedy chciał powiedzieć, że Wojtuś z placu zabaw zabrał mu jego samochodzik. Nikt go niestety nie rozumiał. Wiesio niemal codziennie płakał w pierwszej klasie przy odrabianiu lekcji. Kiedy inne dzieci czytały i pisały, on miał jeszcze trudność z wymienieniem głosek w wyrazach, bo dopiero co zaczął składać zdania. Przekręcał jeszcze wiele słów, dlatego nie potrafił ani ich przeczytać dobrze, ani tym bardziej zapisać. Wiesio cały czas czuł się gorszy.  Nauczyciele mówili, że to leniuch i nie chce mu się uczyć. Wiesio jako kilkulatek nie miał żadnych szans na terapię te 40 lat temu, bo „kto wtedy chodził do logopedy”. Mama Wiesia nie wiedziała nawet, że można zacząć uczyć mówić wcześniej, a nie czekać na jego pierwsze słowa do 4 roku życia. Logopedka Jola 40 lat temu też nie wiedziała, że mowę dwulatka można a nawet trzeba stymulować.
Dziś  już to wiemy.

Każde dziecko jest inne. I to nie tylko slogan. Żaden specjalista nie patrzy na jeden objaw, symptom, niepokojący sygnał. Patrzy się na dziecko jako na całość przez pryzmat historii ciąży i porodu. Dzieci z tzw. obciążonym wywiadem okołoporodowym są zwykle pod czujniejszym okiem specjalistów. 

O obciążonym wywiadzie okołoporodowym mówimy w przypadku dzieci m.in.:

  • pochodzących z ciąż zagrożonych, podczas których mama była hospitalizowana lub u mamy wystąpiły poważniejsze infekcje, choroby zakaźne, przyjmowała leki, które mogłyby wpłynąć na zdrowie maluszka;
  • urodzonych przedwcześnie;
  • z niską masą urodzeniową;
  • z niską punktacją w skali Apgar;
  • które przeszły znaczne niedotlenienie, kiedy odnotowano zamartwicę;
  • które doznały urazu okołoporodowego;

Każde dziecko ma za sobą pewną historię, swoją własną, indywidualną. I z tego właśnie powodu należy wyzbyć się ocen i podchodzenia do nich z zamiarem odhaczenia, co być powinno, a czego nie ma i jak być powinno, a jak nie jest. Właśnie dlatego nie znoszę pytań niektórych mam w stylu „a to jeszcze nie chodzi”. Pamiętam pewną sytuację z placu zabaw. Zagadała jedna z mam: „a to ile synek ma”. Odpowiadam, że skończył rok. Na co z wielkimi oczami słyszę: „a to jeszcze nie chodzi”. Mówię spokojnie, no nie chodzi. Mama pocieszająco: „nie no, jasne, każde w swoim tempie”. Po czym rzuca jeszcze z niepohamowaną satysfakcją: „a moja to chodziła jak miała dziewięć miesięcy”. Mój syn zaczął chodzić dokładnie w 16. miesiącu. Byłam wcześniej u fizjoterapeuty. Powiedział: „na spokojnie, nie dzieje się nic niepokojącego, jeszcze ma czas”. Opóźnienia do 6 miesięcy nie powinny zwykle niepokoić. Nie usypiam Waszej czujności. Normy są istotne, stanowią pewne odniesienie, ramę, ale nigdy żaden specjalista  nie patrzy na rozwój dziecka przez pryzmat wyłącznie jednego wyizolowanego problemu. A jeśli macie wątpliwości i zastanawiacie się, czy dziecko mówi za mało, to znaczy, że trzeba się udać do specjalisty. Bo z jakichś powodów te wątpliwości są. Odpowiedzi nie otrzymacie online ani na żadnym forum. Dlaczego? Właśnie dlatego, że Twoje dziecko, Drogi Rodzicu jest jedyne, wyjątkowe i nie ma drugiego takiego samego. To najprawdziwsza prawda.  

Bardzo często otrzymuję od Was pytania typu: moje dziecko nie zawsze na mnie patrzy lub moje dziecko nie zawsze reaguje na imię. Czy to autyzm? Nie wiem. Nie znam Twojego dziecka. A jeden symptom, czy nawet dwa nie przesądzają o diagnozie. Dziecko może unikać kontaktu wzrokowego, bo … jest nieśmiałe, ma problem ze wzrokiem, ma problem ze słuchem, frustruje się, że nie mówi. Specjalista podczas wizyty pomoże Ci znaleźć przyczynę poznając historię Twoje dziecka i Twoje dziecko.

Autorka - Anna Zając