Fizjoterapeuta niemowlęcy od serca

Mamaginekolog dla dzieci
3 lipca 2019
Nicole

O tym jak ważna jest konsultacja niemowląt z fizjoterapeutą mówiłam i pisałam Wam już nie raz. W Polsce wciąż pokutuje taki mit, że do fizjoterapeuty udajemy się dopiero “gdy coś jest nie tak” – gdy skieruje nas tam lekarz. Owszem, to jest częściowa prawda – ale tylko częściowa. Bowiem rozwój niemowląt można wspierać – to wsparcie i znajomość prawidłowych wzorców rozwoju ruchowego, których nas rodziców, mogą nauczyć fizjoterapeuci podczas takich konsultacji – będą procentowały zdrowiem aparatu ruchowego (mięśni, stawów i postawy)  naszego dziecka, a później naszego dorosłego potomka. Powiem szczerze, mimo tego, że na mojej uczelni jest wydział fizjoterapii – to nie pamiętam, aby istota tej dziedziny medycyny (tak to jest kierunek medyczny!) był jakoś silnie we mnie zakotwiczony. Jednak zarówno Roger jak i Gilbert byli pod stałą opieką fizjoterapeuty – i nie dlatego, że rozwijają się nieprawidłowo, ale właśnie po to, aby ten rozwój wspierać. Obu moich synków trafiło na wspaniałe fizjoterapeutki, które “trafiły mi się jak tej ślepej kurze ziarno”. Jestem ogromną szczęściarą, bo gdyby nie Pani Asia i Pani Ania – to pewnie dalej nie byłabym tak świadoma rozwoju ruchowego moich synków. 

Co prawda będzie to mocna dygresja, ale chce Wam pokrótce opowiedzieć jak nasze losy z Panią Anią (autorką dzisiejszego artykułu) się splątały. W historii musimy wrócić do zimy 2015 roku – Rogerek urodził się z hipotrofią i właśnie ze względu na hipotrofię miał “planowe” skierowanie do neurologa. Zapisaliśmy się do Pani neurolog na NFZ w przychodzi przy ul. Szlenkierów w Warszawie. Trafiła nam się CUDOWNA – absolutnie dla mnie jeden z wzorów lekarza do naśladowania – dr. Krystyna Malinowska. Jakkolwiek to dziwnie zabrzmi uwielbiałam wizyty u Pani doktor, mimo tego, że Pani doktor stwierdziła u Rogerka zarówno zwiększone napięcie jak i asymetrię ułożeniową. Uspokoiła mnie, że to “wszystko jest do wyprowadzenia – dam Wam namiar na Asię”. Kilka dni później do naszego mieszkania przyszła Pani Joanna Chorąży, która nauczyła mnie tylu rzeczy, że aż wstyd się przyznać – ile błędów popełniałam. Źle Rogera nosiłam, źle podnosiłam z przewijaka, ba źle zmieniałam mu pieluchę… ja lekarka! Pani Asia przychodziła do nas początkowo co tydzień później rzadziej a Rogerka zwiększone napięcie, mijało z dnia na dzień “jak ręką odjął” po jej zaleceniach. Po kilku miesiącach nie można było w jego rozwoju ruchowym dopatrzeć się żadnych nieprawidłowych wzorców. Byłam dumna, ale wiem, że ogromna zasługa tu Pani Asi.

Gdy Gilbert się urodził, swoje pierwsze 54 dni życia nabierał sił w Oddziale Neonatologii. Nasz mały wojownik po wypisie ze szpitala pozornie nie miał żadnych odchyleń neurologicznych czy rozwojowych – wszyscy lekarze byli pod wrażeniem, jak dzieciątko urodzone z masą 1070 g może się tak książkowo rozwijać (oczywiście biorąc pod uwagę jego wiek korygowany a nie urodzeniowy – czyli z założenia Gilbert był traktowany jako dziecko dwa miesiące młodsze niż wynikało by z jego daty urodzenia). Do pielęgnacji Gilberta – stosowałam zalecenia Pani Asi – zalecenia, które dostałam dla Rogera… jak myślicie czy to dobrze? Okazuje się, że nie. Ponieważ każde dziecko jest inne i okazuje się, że traktując Gilberta jak dziecko ze zwiększonym napięciem mięśniowym – nieświadomie, w części jego ciała ja i Kuba mu to napięcie podnosiliśmy. Teraz to wiem. Po miesiącu od wypisu ze szpitala zauważyłam, że Bibek się coraz częściej pręży – ma problemy z wypróżnieniami (tak to też można leczyć fizjoterapią! o czym się dowiedziałam później) oraz jest niespokojny. Sama z siebie, no dobra po telefonicznej konsultacji z moją przyjaciółką pediatrą Alicją, stwierdziłam “jest to czas na konsultacje z fizjoterapeutą”. W tamtym czasie Gilbert miał po 2-3 konsultacje lekarskie w tygodniu – to okulista, neonatolog, ortopeda, wizyty szczepieniowe… nikt nam nie zalecił konsultacji z fizjoterapeutą. Zaczęłam szukać numeru do Pani Asi… tylko za nic nie mogłam sobie przypomnieć jej nazwiska (tu uwaga – dlatego tak super się sprawdza lista waszych specjalistów w segregatorze pediatrycznym – my z Panią Asią się widywaliśmy zanim powstał nasz segregator i dlatego Pani Asi zapisanej tam nie miałam).

Spędziłam 2 godziny przeglądając wszystkie kontakty w moim starym telefonie – zadzwoniłam do 4 “Pań Aś” – w tym do trzech moich byłych pacjentek i w końcu do “tej” Pani Asi. Była mile zaskoczona, że po trzech latach o niej pamiętałam, ale powiedziała mi, że wyprowadziła się na Mazury i niestety nie może się Gilbertem zająć.

“A gdzie Państwo teraz mieszkają to poszukam po moich koleżankach, która by mogła do Was przychodzić?”

Po godzinie dostałam sms – Ania Kloze i numer telefonu.

To było mniej więcej w połowie listopada. Zadzwoniłam do Pani Ani, która była bardzo miła ale powiedziała mi, że odwiedza dzieci tylko raz w tygodniu i pierwszy wolny termin ma na 3 stycznia. Chyba była pewna, że się nie zgodzę. Jaka zmartwiona matka będzie czekała na prywatną konsultację (u nieznanej osoby) ponad 6 tygodni? Nie wiem co mnie podkusiło ale z drugiej strony wiedziałam, że na początku grudnia Bibek ma zaplanowana operację i instynkt mi podpowiadał, że rehabilitację powinien i tak zacząć dopiero jak wszystko się wygoi. Zgodziłam się (ku zaskoczeniu Pani Ani…) :)

3 stycznia przyszła do nas przemiła kobieta. Okazało się, że znowu wszystko robię źle. Od nowa uczyłam się mojego syna nosić, przewijać czy nawet układać do snu. Po dwóch tygodniach Gilbert nie miał problemu z brzuszkiem, był spokojniejszy i się nie prężył. To było tak ewidentne, że wydawało mi się CUDEM. Cudem Pani Ani.

Kilka tygodni później, od tyłu pokazałam zdjęcie Pani Ani podczas rehabilitacji z Bibkiem na instastory. 5 minut później dostałam wiadomość od Ewy , która tu dla Was napisała kilka artykułów – @mama.fizjoterapeutka

“Czy do Was przychodzi Pani Ania Kloze – czy Ty wiesz, że to taki profesor Wielgoś fizjoterapii niemowląt, nie mogłaś trafić lepiej!”

Nie miałam pojęcia!  Takiego mam farta w życiu :)

Pani Ania, nigdy nie chciała reklamy, nie chciała abym podawała jej dane na story, powiedziała, że już ma wystarczająco dużo pacjentów. Z resztą jako wykładowca na AWF i członek izby fizjoterapeutów ma bardzo wiele na głowie.

Cotygodniowe spotkania z Panią Anią były i są dla mnie największą przyjemnością. Co jakiś czas Panią Anię “zagajaliśmy” z Kubą aby napisała nam tekst na blog “o czym tylko chce” bo jest taka super, że może napisać nawet o ubieraniu dziecku skarpetek i jesteśmy przekonani, że będzie to hitem. Wciąż mówiła, że nie ma czasu – aż tydzień temu przyszła do nas z pendrivem.


“Macie mój tekst” powiedziała z uśmiechem! I oto on.



W chwili przyjścia noworodka na świat, bezpieczne i komfortowe warunki, jakie miało dziecko w macicy, zostają w jednej sekundzie (no może w kilka godzin :)) zastąpione zupełnie innym, obcym otoczeniem. Ruchy doświadczane podczas 40 tygodni ciąży stają się nagle trudne do wykonania a przyciąganie ziemskie dosłownie wgniata w materac.

Zaczyna się rozwojowy roller coaster.

Przez pierwsze miesiące życia niemowlę w swych potrzebach jest całkowicie uzależnione od opiekunów. Stopniowo uczy się jak trzymać głowę żeby móc obserwować świat, jak wyciągać ręce do mamy i taty, jak zdobyć upragnioną zabawkę i oczywiście jak dać znać, że chce się ją zdobyć. Na początku swojej drogi dziecko gromadzi mnóstwo doświadczeń a w ich konsekwencji umiejętności, które pozwolą młodemu człowiekowi stanąć na nogi i stopniowo uniezależnić się od opiekunów.

W I miesiącu życia największym wyzwaniem dla dziecka jest przystosowanie się do nowych warunków – zaakceptowanie nieznanych dźwięków, obrazów, zapachów oraz (co związane jest bezpośrednio z rozwojem ruchowym) zmierzenie się z bezwzględną siłą grawitacji. W leżeniu na plecach noworodek nie potrafi jeszcze utrzymać głowy w linii tułowia, głowa najczęściej spoczywa na jednym lub drugim policzku,  trudno jest dziecku na dłużej skoncentrować wzrok na rodzicu. Dzięki odpowiedniemu napięciu mięśni, nogi są często uniesione ponad podłoże, a ręce bywają zaciśnięte w piąstki. Fizjoterapeuci zajmujący się dziećmi z problemami rozwojowymi często pytani są właśnie o te piąstki.

Otóż, zaciskanie piąstek jest normą!

Zwróćcie uwagę, czy jest tak cały czas, czy dzieje się tak tylko od czasu do czasu a szczególnie wtedy, gdy maluch jest pełen emocji i zapału do działania. Czy zawsze paluszki zaciśnięte są identycznie tzn. czy zdarza się, że  kciuk jest raz na zewnątrz a raz wewnątrz piąstki.

Bo w rozwoju musi dominować różnorodność!

Jeśli wasz maluch wykonuje ruchy, o których czytaliście lub słyszeliście od koleżanki, sąsiadki, cioci, że są oznaką nieprawidłowego rozwoju to przyjrzyjcie się uważnie, czy niemowlę  potrafi jedynie w taki sposób funkcjonować, czy zawsze dany ruch (np. kopanie) wygląda identycznie, czy też porusza się i układa na wiele różnych sposobów. Właśnie różnorodność i zmienność jest oznaką prawidłowego dojrzewania układu nerwowego, doświadczanie różnych strategii działania to nauka służąca temu, by po wielu próbach wybrać repertuar ruchów, który z punktu  widzenia potrzeb malucha będzie najskuteczniejszy (funkcjonalny i maksymalnie ergonomiczny).



To czego możecie być pewni to fakt, że Wasz maluch jest wyjątkowy, jedyny w swoim rodzaju i nie będzie rozwijał się identycznie jak dziecko koleżanki, sąsiadki czy nawet jak jego tata lub mama. Schemat rozwoju jest bowiem wypadkową wielu  czynników takich jak: przebieg ciąży, dojrzałość w chwili narodzin, przebieg okresu poporodowego, sposób pielęgnacji w domu, temperament (rodziców i dziecka), sposób życia rodziny i mnóstwa innych czynników, które istotnie modelują rozwój psychoruchowy każdego niemowlęcia.

W I i II miesiącu życia dla niemowlęcia  liczycie się tylko Wy – mama i tata. Nie dziwcie się, że w tym okresie malucha nie będą interesowały nawet najwymyślniejsze zabawki.

To Wy – opiekunowie – jesteście w centrum jego zainteresowania!

Z każdym dniem dziecko będzie się Wam przyglądało z  większą uwagą, przez coraz dłuższe chwile, ucząc się waszej mimiki, gestów, tonu głosu, próbując coraz wyraźniej nawiązać kontakt z osobami z najbliższego otoczenia. Pod koniec II miesiąca życia pojawi się tzw. „uśmiech społeczny” (czyli świadomy uśmiech do drugiej osoby) i cała gama „zaczepnych” dźwięków.

Zainteresowanie zabawkami  zaobserwujecie około 3 miesiąca życia. W tym czasie dziecko potrafi już stabilnie leżeć na brzuchu i na plecach, głowa znajduje się w przedłużeniu tułowia a ręce są gotowe do chwytania zabawek.  W leżeniu na brzuchu dziecko podpiera się stabilnie na przedramionach – łokcie znajdują się w jednej linii z barkami, nogi spoczywają na podłożu, maluch uważnie obserwuje otoczenie.

Leżąc na plecach dziecko łączy ręce nad klatką piersiową, wkłada ręce do buzi, wodzi wzrokiem po łuku 180 stopni, uważnie obserwując otoczenie. W tym czasie zdarzyć się może, ba! zdarzy się na pewno, że niemowlę będzie leżało z głową odwróconą w jedną stronę. Ważne jest jednak by nie była to zawsze ta sama strona i by dziecko potrafiło utrzymać głowę w linii środkowej ciała, czyli „na wprost”,  przez dłuższy czas.

Jeśli zastanawiacie się, czy Wasze dziecko nie ma asymetrii ułożeniowej, o której na pewno nie raz słyszeliście lub czytaliście lub może nawet byliście nią straszeni, to właśnie w trzecim miesiącu życia warto jest zasięgnąć opinii specjalisty zajmującego się problemami rozwojowymi niemowląt – lekarza lub fizjoterapeuty. Ten czas jest momentem istotnie diagnostycznym z punktu widzenia kształtowania  linii środkowej ciała, rozwijania symetryczności i naprzemienności ruchów oraz umiejętności pracy przeciwko sile grawitacji.

Zanim jednak zaczniecie niepotrzebnie się martwić spójrzcie na potylicę Waszego maleństwa – jeśli włosy wycierają się równomiernie po obu stronach główki a czaszka ma prawidłowy kształt (nie jest spłaszczona mocniej po jednej stronie) najprawdopodobniej wszystko jest w porządku i nie ma powodów do niepokoju.

W IV i V miesiącu niemowlę coraz wyraźniej przemieszcza się w przestrzeni. Przetacza się na boki, uczy się stopniowo obracać na brzuch. W znacznej większości jednak dzieci nie potrafią jeszcze w tym okresie przeturlać się z powrotem z brzucha na plecy, co często sygnalizują niezadowoleniem (marudzeniem) lub bardziej „wymagające osobniki” gwałtownym płaczem pt.: przełóż mnie natychmiast na plecy! :)

Często my, fizjoterapeuci pytani jesteśmy o to, czy pierwszy obrót następuje z brzucha na plecy, czy z pleców na brzuch.

Odpowiedź brzmi (jak zawsze ;)): To zależy.

Tak, to wszystko zależy od napięcia mięśniowego jakie prezentuje niemowlę, od sposobu pielęgnacji przez opiekunów a często również od  poziomu pobudzenia (ruchliwości) i motywacji małego człowieka do zdobywania świata. Najczęściej jednak pierwszy świadomy obrót to obrót z pleców na brzuch w poszukiwaniu zabawki lub innego ciekawego przedmiotu czy dźwięku, który zainspirował malucha.

Pierwsze obroty z brzucha na plecy obserwowane w I, II miesiącu życia to obroty niezamierzone, związane na ogół ze specyficznym rozkładem napięcia mięśniowego (niekoniecznie nieprawidłowym!)  i niedostatecznymi jeszcze w tym okresie umiejętnościami kontroli tułowia i głowy w leżeniu na brzuchu. Mówiąc najprościej: dziecko nie potrafi jeszcze utrzymać pozycji leżenia na brzuchu, jest w tej pozycji niestabilne, napina mięśnie prostowniki tułowia, odgina głowę w tył, traci równowagę i leeeeeci na plecy. Najczęściej wraz z rozwojem, wraz z poprawą jakości siły mięśni zginaczy (w tym mięśni brzucha) takie niekontrolowane loty zdarzają się coraz rzadziej.

W V miesiącu życia w pozycji leżenia na plecach dziecko potrafi już chwycić się za podudzia, dosięgnąć do stóp, bezustannie uczy się swojego ciała.  Leżąc na brzuchu podpiera się na rękach z wyprostowanymi łokciami by coraz więcej widzieć, a tym samym coraz więcej chcieć :). A dla dziecka chcieć to móc: maluch zaczyna odpychać się z rąk i przemieszczać na brzuchu we wszystkich kierunkach (najpierw do boków). Właśnie w ten sposób ćwiczy mięśnie swojego ciała i stopniowo przygotowuje się do pełzania po całym domu.

Jak widzicie rozwój dziecka w pierwszych miesiącach życia to nieustające doświadczanie ruchu. To nauka, która prowadzi do osiągania coraz większej sprawności i niezależności. Żeby ta nauka była skuteczna powinno być spełnionych kilka warunków:

– po pierwsze dziecko musi chcieć.

Żeby jednak chcieć, niemowlę musi zdać sobie sprawę, że jest czego chcieć, że świat nie jest nudny, a wokół pełno fascynujących rzeczy. I wcale nie chodzi tu o zarzucenie dziecka tysiącem zabawek, lecz znalezienie kilku takich, które przykują jego uwagę i „zmuszą do działania”.

– po drugie żeby się ruszać trzeba mieć zapewnioną odpowiednią przestrzeń.

Jeśli więc Wasz maluch nie ma poważnych problemów alergicznych i nie ma obaw, że zostanie „zdeptany” przez starsze rodzeństwo lub psa olbrzyma, najlepszym miejscem do zabawy jest podłoga. Najpierw  – czyli już od trzeciego miesiąca życia idealna jest twarda, ale amortyzująca mata (żaden miękki kocyk, czy kołderka) a jak już opanuje umiejętność ucieczki z przygotowanego przez Was placu zabaw to po prostu czysta podłoga. Jeśli macie jakiekolwiek wątpliwości, czy Wasz maluch może być układany na podłodze skonsultujcie się z lekarzem prowadzącym dziecko.

– po trzecie, po czwarte i po piąte – bezpieczeństwo.

Pamiętajcie, żeby zabawki, które podsuwacie dziecku nie miały elementów łatwych do oderwania i połknięcia, nie były zbyt ciężkie, żeby w zasięgu dziecka nie znajdowały się żadne niebezpieczne dla niego przedmioty (kwiatki w doniczkach, niezabezpieczone kontakty, telewizor stojący na niskiej szafce, kable itd).

To co bez wątpienia jednak najważniejsze by Wasze maleństwo wykorzystało cały swój potencjał w pierwszych miesiącach życia to rozwijanie prawidłowej więzi z niemowlęciem, budowanie kontaktu – relacji, w której mały człowiek czuje się zauważany, akceptowany i kochany.




Dr Anna Kloze

Fizjoterapeutka