Poronienie – przyczyny, statystyki i postępowanie

Poronienie – przyczyny, statystyki i postępowanie

Każda kobieta po poronieniu zadaje sobie te same pytania- pytania o przyczyny, o to czy to rzeczywiście jest tak częste jak lekarze ją pocieszają i o to co dalej…

Celem tego postu jest  odpowiedzenie na Wasze pytania. Pytania, które życzę Wam, żebyście nigdy nie musieli sobie zadać.
Trudno jest ocenić jak częste są poronienia, co źródło to nieco inne dane. Istnieje coś takiego jak poronienie, o którym nawet nie wiemy czyli ciąża, która kończy się zanim kobieta zdąży zrobić test ciążowy. Nie wie, że była w ciąży, dostaje miesiączkę i nie ma pojęcia, że właśnie w tej miesiączce były zalążki nowego życia. Takie poronienia to podobno aż 50% ciąż. Liczba ogromna, jednak w tym poście nie chcę się na tych sytuacjach skupiać.
Pomiędzy momentem kiedy kobieta, się dowie o ciąży a 12 tygodniem –  do poronienia dojdzie u 10-20% kobiet.

Istnieją dwa przełomowe momenty:

Pierwszy i najbardziej znaczący, to pojawienie się akcji serca (FHR – fetal heart rate) – wtedy ryzyko poronienia z dnia na dzień staje się przynajmniej o połowę niższe. Czynność serca pojawia się pomiędzy skończonym 5 a 6 tygodniem. Kiedy zarodek ma 3 do 6 mm. Początkowo czynność serca jest podobna do czynności serca mamy i wynosi około 80 uderzeń na minutę, z każdym dniem FHR przybiera na prędkości i około 10 tygodnia jest najwyższe- około 170 uderzeń na minutę. Dlaczego o tym piszę? Ponieważ opracowania naukowe mówią jednoznacznie, że bradykardia (czyli zwolnione bicie serca) w tym okresie jest czynnikiem bardzo źle rokującym. Nie znaczy to jednak niestety, że jeżeli serduszko bije prawidłowo, to poronienie nam się nie przydarzy.
Kolejnym przełomowym momentem jest moment po badaniu USG pomiędzy 11-13 tygodniem- uważa się, że jeżeli nie rozpoznamy w tym badaniu odchyleń od normy lub wad to ryzyko poronienia staje się najniższe w całej ciąży i wynosi ok 1%. O poronieniu mówimy do 20(22) tygodnia ciąży (zależnie od różnych definicji). Po tym momencie, jeżeli ciąża się przedwcześnie zakończy nazywamy to porodem przedwczesnym.
Poronienia mogą mieć bardzo różne rodzaje- ale zasadniczo możemy je podzielić na trzy typy.

Poronienie samoistne– kiedy kobieta zaczyna krwawić i roni w postaci obfitej miesiączki.

Poronienie niezupełne– kiedy poronienie samoistnie się rozpoczyna, ale nie może się w pełni dokonać bez pomocy lekarskiej.

Poronienie zatrzymane– (missed miscarriage) kiedy kobieta dowiaduje się dopiero na USG, że ciąża obumarła, mimo, że jej organizm mógł nie dawać żadnych oznak tego, że ciąża przestała się rozwijać. Taka sytuacja według literatury jest w około 2% ciąż- z mojego osobistego doświadczenia w pracy wydaje mi się, że jest to częściej.

Poronienie może również przebiegać z ogólnym zakażeniem matki, nazywa się to poronieniem septycznym, na szczęście w obecnej dobie opieki medycznej zdarza się coraz rzadziej.
Wydaje mi się, że każda kobieta, która przechodzi to bardzo nieprzyjemne doświadczenie jakim jest poronienie, dodatkowo zaczyna obwiniać siebie, zaczyna myśleć co zrobiła źle. Taki jest nasz naturalny ludzki odruch. Chcemy wiedzieć dlaczego. Już jako dzieci rodzice nas uczą związków przyczynowo-skutkowych. Bolą nas paluszki, bo przytrzasnęliśmy je sobie w szafce, a mama mówiła, żeby nie bawić się szufladą. Dostaliśmy jedynkę z matematyki, bo zamiast uczyć się do klasówki graliśmy w grę na komputerze. Mieliśmy stłuczkę, bo zachowaliśmy za mały odstęp i nie zdążyliśmy wyhamować.
Co zatem zrobiłyśmy źle, że poroniłyśmy? Czy to pytanie nie wydaje się naturalne?
Według badań ponad 60% osób wierzy, że poronienie może nastąpić po podniesieniu ciężkiego przedmiotu. Ponad 70% wierzy, że stres powoduje poronienie. Nie jest to prawda, świadczą o tym bardzo ciekawe badania wykonane w Izraelu- gdzie pokazano, że nawet ogromny przewlekły codzienny stres związany z realnym zagrożeniem życia, tylko o jeden punkt procentowy zwiększa ryzyko poronienia.
A ile kobiet wierzy, że wysiłek fizyczny powoduje poronienie, ile wierzy, że przepracowanie, ile wierzy, że ta jedna kawa, którą wypiły albo ten kęs sera pleśniowego, którego nie zauważyły w sałatce, ile wierzy, że podróż samolotem, ile wierzy, że to właśnie stosunek płciowy z mężem kilka dni wcześniej, ile wierzy, że noszenie starszego dziecka na rękach- było przyczyną – statystyk na to nie znalazłam, ale myślę, że były by one podobne.

ŻADNA z tych sytuacji nie powoduje poronienia. Co zatem jest przyczyną poronienia?

W 60% przypadków (i jest to dobrze udokumentowane medycznie) powodem jest wada chromosomalna – nie wynikająca z wady u rodziców, tylko powstająca z niezależnych od nas powodów podczas powstawania gamet (jajeczka i plemników – choć zdecydowanie częściej wady te powstają po stronie kobiety i ich częstość wzrasta wraz z wiekiem matki), dlatego czym starsza jest kobieta tym większe ryzyko poronienia.

Kolejne 20% poronień spowodowane jest innymi wadami genetycznymi, które nie wychodzą w klasycznym badaniu chromosomów. Pozostaje nam 20% przyczyn- do tej grupy możemy zaliczyć – zaburzenia hormonalne np. niewyrównane (!) choroby tarczycy – prawidłowo leczona choroba tarczycy nie jest przyczyną poronienia, silne urazy brzucha, infekcje (np. kiła, chlamydia, ureoplasma, toksoplazmoza, cytomegalia, zwykła grzybica pochwy nie będzie przyczyną poronienia), zaburzenia krzepnięcia (trombofilie), czynniki środowiskowe – i tu uwaga – oto będą rzeczy, na które rzeczywiście mamy wpływ – palenie papierosów, spożywanie alkoholu, używanie niedozwolonych leków lub narkotyków, kontakt z toksynami w pracy, kontakt z promieniowaniem jonizującym (RTG, terapie nuklearne)– mogą spowodować poronienie. Ale i to jest bardzo ważne – wszystkie te przyczyny, będą miały znacznie PO terminie spóźnionej miesiączki, czyli 14 dni po zapłodnieniu. Przez pierwsze 14 dni – obowiązuje w biologii rozrodu tak zwana zasada “wszystko albo nic” – czyli albo po czynniku toksycznym dojdzie do zatrzymania rozwoju ciąży na bardzo wczesnym etapie (zanim o niej wiemy) albo czynnik ten nie będzie miał wpływu.

Wniosek powinien być taki – jeżeli nie paliłyście, nie piłyście alkoholu, nie brałyście zabronionych substancji, nie miałyście kontaktu ze szkodliwymi czynnikami toksycznymi oraz– byłyście u ginekologa na rutynowej wizycie, w której zlecił badania laboratoryjne- wykluczające zdecydowaną większość wtórnych przyczyn poronień, to NIE zrobiłyście NIC źle- po prostu Wasze dzieciątko, Wasz zarodek – był chory i natura wiedziała, że nie da sobie rady.

Powyższe przyczyny dotyczą głownie kobiet z jednym lub dwoma poronieniami- przy trzecim poronieniu, powinniśmy doszukiwać się wtórnych przyczyn- najczęściej będą to – zaburzenia krzepnięcia lub choroby autoimmunologiczne u mamy, nosicielstwo wad genetycznych u rodziców lub zaburzenia hormonalne.

Każda kobieta po trzecim poronieniu powinna mieć zrobiony specjalistyczny panel badań, aby możliwie wszystkie te przyczyny wykluczyć.

Niestety dwa poronienia uważa się medycznie jeszcze za – i teraz okropne słowo – “normę”.

Postępowanie przy poronieniu w pierwszym trymestrze (do 13 tygodnia)

Po poronieniu samoistnym – czyli takim, które nastąpiło samo bez ingerencji lekarskiej. Powinniśmy koniecznie zgłosić się na kontrolę do ginekologa, aby sprawdzić czy poronienie jest “zupełne” – jeżeli jest zupełne to teoretycznie, jeżeli mamy taka wolę, możemy już w kolejnym cyklu starać się o ciążę.

Przy poronieniu zatrzymanym lub niezupełnym – lekarze mają dwie możliwości, aby pomóc kobiecie oczyścić jamę macicy z martwych tkanek. Kiedyś standardem postępowania był zabieg łyżeczkowania. Zaletą tego zabiegu jest to, że jest on skuteczny i dla kobiety niebolesny (wykonuje się go w znieczuleniu ogólnym). Wadą jest to – że po zabiegu trzeba odczekać przynajmniej 3 miesiące do starań o kolejną ciążę oraz możliwość powikłań, takich jak zrosty wewnątrzmaciczne oraz przebicie macicy (oba powikłania są na szczęście bardzo rzadkie). Po zabiegu zazwyczaj podaje się również profilaktyczną antybiotykoterapię, aby uniknąć zakażenia.

Opcją dużo częstszą, która w większości szpitali staje się standardem jest farmakologiczna indukcja poronienia- u kobiety, u której stwierdzamy obumarcie ciąży – podajemy leki, które powodują skurcze i samoistne opróżnienie się macicy. Takie postępowanie “zachowawcze” jest dla kobiety dużo mniej obciążające w takim sensie, że już po jednym prawidłowym cyklu od dokonanego z pomocą farmakologiczną poronienia może starać się o kolejną ciążę, a ryzyko powikłań jest minimalne. Wadą tej metody jest to, że może być ona bolesna, jest nieprzewidywalna w czasie- poronienie może nastąpić już kilka godzin po podaniu leków, a może trwać nawet kilka dni. (U większości kobiet dochodzi do poronienia w przeciągu 12h). Wadą jest również to, że nie zawsze poronienie jest zupełne – czyli i tak konieczny jest zabieg łyżeczkowania. Udana i zupełna farmakologiczna indukcja poronienia jest u około 75% kobiet – więc jeżeli kobieta chce niebawem zajść w kolejną ciążę to warto tę opcję rozważyć.

Przy poronieniach późniejszych niż 13 tydzień – zazwyczaj nie da się zabiegu uniknąć – i kolejna ciąża jest wskazana dopiero po trzech prawidłowych cyklach.

Kolejnym trudnym tematem związanym z poronieniami w drugim trymestrze – zazwyczaj tymi po 16 tygodniu – jest kwestia zatrzymania laktacji. Zachęcam, aby wziąć do tego stosowne leki przepisane przez lekarza, a nie starać się zatrzymać laktację “naturalnymi” metodami. Pojawienie się mleka z piersi u kobiet po poronieniu potrafi mieć bardzo trudne psychologicznie aspekty, nie mówiąc już o ryzyku zastojów oraz zapalenia piersi.

Warto również pamiętać, że u kobiet z grupą krwi Rh ujemną – powinniśmy po poronieniu (od 12 tygodnia według zaleceń) – zastosować profilaktykę konfliktu serologicznego w postaci zastrzyku z immunoglobuliny.

Każda kobieta przechodzi poronienie inaczej – jedne kobiety chcą o tym mówić, inne wolą aby temat przemilczeć. Nie ma na to recepty, jedno jednak jest najważniejsze, aby każda kobieta, która poroniła zrozumiała, że to nie jej wina i że poronienia niestety należą do naszej ludzkiej natury. Natury, która chce abyśmy rodziły zdrowe i silne dzieci.

 

264 komentarze

  1. Hejka dziewczyny !!!! Pisze bo ja Sama ukojenie znalazlam w Was/waszych komentarzach i w moim cierpliwym mezu! Upragnionej ciazy doczakalismy sie Po roku… Poinformowalam szybko pracodawce Ze wzgledu na szkodliwosci zdrowotne wynikajace z zawodu.. (to byl moj Jak sie pozniej okazalo,najgorszy blad). W 7 tyg. Nie bilo serce i w stwiwdzilam ok. Skoro Tak los chcial Tak jest… bylo lyzeczkowanie. Takie jakby zabieg,tylko pielegniarka pytala Jak to sie stalo. Oprocz tego normalny jakby program w szpitalu. Z bolem sama sobie ok. Jakos to przwtrawulam bedac na urlopie Ale Po tygodniu siedzac na tarasie domu uslyszalam smiech bawiacych sie sasiadow dzieci.. To byl Punkt w ktorym lzy laly sie same i to byl poczatek dlugiej,ciezkiej depresji… Nikt mnie nie leczyl. Sama darlam sie by wydostac sie stamtad. Skrocenie czasu pracy,kursy doszkalajace , kursy kreatywnosci. Robilam wazystko by ulzyc mojej duszy. Jedyne wiara dawala Mi nadzieje Ze bedzie dobrze. Robilismi mnostwo badan z mezem. Wyszlo Ze mam policystyvzne jajniki i nadyzynnosc tarzczycy. Marzylam dalej o dziecku.. i wzielam sterydy chyba cloro… os tam. Pruytylam z 19 kg. Ale trudno. Chociqz bylam sportowa i zawsze o siebie dalam… iiiiii udalo sie w 2 cyklu. Znowu bylam w ciazy. I to z blizniakami AAA AAA !!!! Po miesiacu zacuelam byc nerwowa i nadpobudliwa. Zacuelam nagle ryczec i blagac Boga by ocalil te zycia. … Po 2 dniach wyszlo Ze tylko 1 zyje… lezalam i osuczedzalam aie do konca ciazy. Strach kazdego dnia. I dzieje porodu. Przyszla na swiat Eva! Bezbolesnie Bez stresu. Kisazkowo mowili lelarze. Jest i spi kolo mnie. Ma roczek i jest tym ksiazkowym aniolkiem Co nie placze z byle powodu. Kocham nad zycie Ale rozpieszczac nie moge bo sie rozpusci dziewczyna. Pisze bo chce byscie mialy nadzieje ktorej ja juz nie mialam i abyscie wiedzialy ze ten bol dotyka wielu z nas. Nie kazda o tym mowi, Wiele chce zapomniec. Ale nie miejcie im to za zle. Bo to najwiekszy bol w zyciu,gdy traci sie dziecko. Bez wzgledu na to ile mialo tygodni….

  2. Niestety mnie również dotknął temat poronienia choć zawsze wydawało mi się że dotyka to innych nie mnie ? zdarzyło się to półtora miesiąca temu a ja wciąż się jeszcze po tym nie pozbieralam ? rok starań i w końcu jest dwie kreseczki szalelismy z radości i myśleliśmy ze teraz to już tylko będzie dobrze … oj jacy głupi byliśmy powiedzieliśmy starszej córci która ma 4 latka mała również była wbiebowzieta … ciąża książkowo przebiegała z wszystkimi objawami jak mdłości wzdęcia zmęczenie … 12 tygodni radości nie było końca bo przecież skończony pierwszy trymestr świadczy o tym ze wszytsko ok i ze teraz już nic złego nie może się zdarzyć a bynajmniej ryzyko jest bardzo niewielkie..
    Stoimy przed drzwiami gabinetu ogarnia mnie dziwny niepokój ale zwałam to na nerwy córcia stoi obok mnie zniecierpliwiona kiedy wejdę i wyjdę aby opowiedzieć jak się ma jej dzidziuś ? wchodzę Pani doktor bada wszytsko pięknie , USG Bardzo dziwna mina Pani doktor i wszystko jasne ciąża jest martwa …. pierwsza myśl jak ja to powiem mężowi i dziecku???? Potem szpital zabieg pustka ogromny smutek szok i rozpacz dwa pierwsze tygodnie życie na środkach uspokajajacych bezsenne noce , liczony każdy tydzień który minął od tej cholernie daty
    … jest lepiej ale wiem ze nigdy nie zapomnę mojego aniołka … boję się iść na cmentarz bo żal nie pozwala … Ale jestem dorosła dam radę gorzej jest zrozumieć dziecku jak wytłumaczyć 4 latkowi ze grzechotke która kupiło dla dzidziusia nie Ma komu dac jak przetłumaczyć ze był dzidziuś ale już nie ma to najgorzej boli i strach … Pragne kolejnego dziecka ale strach jest silniejszy nie chce znowu tego przeżywać … boję się jeśli się uda wiem jedno nie powiem rodzinie dziecku nie kupię już grzechotki nie uwierzę ze wszytsko będzie dobrze dopóki Niue utule mojego dzieciątka ….. przepraszam musiałam się komuś wyzalic oby nikt nie musiał przechodzić tej rozpaczy co ja bo nie ma nic gorszego od utraty dziecka które się kochała i pragnelo.

  3. mojego ukochanego maleństwa również już nie ma i nie będzie 🙁 13 stycznia minął 12 tydzień, 12 i ostatni…. serduszko przestało bić kilka dni wcześniej. Poronienie zatrzymane. Moje serce pęka z żalu, nie umiem sobie poradzić . Szukam ukojenia w rocznej córeczce która już mamy, ale patrząc na nią widzę drugie maleństwo które byłoby z nasza trójka za kilka miesięcy. Jestem, ale tak jakby mnie było. Pustka którą czuje przepełnia mnie, niby jakoś funkcjonuje ale jak automat. Radość odeszła razem z tym maleństwem, które pokochałam ponad wszystko. Strata niedopisania…

  4. A czy bakteria e. coli w pochwie mogła być przyczyną poronienia w 20 tc.?

  5. Karolina

    Przypadkowo natknęłam się na tą stronę szukając artykułów o naturalnym porodzie. Jestem zachwycona informacjami jakie tu znajduję.
    Na temat poronień weszłam nie bez powodu. Aktualnie jestem w 35,4 tyg. ciąży. Pomyślałam, że podzielę się z wami moimi doświadczeniami i jedno co wam powiem – nadzieję trzeba mieć zawsze!
    Pierwszy moja ciąża – zaraz po ślubie 2012 rok, tak bardzo chcielismy mieć dzieci. Jaka była moja radość gdy zobaczyłam magiczne dwie kreski. Umówiłam się na wizytę, lekarz potwierdził ok 7 tyg., zlecił pierwsze badania Dwa tygodnie później koszmarny ból podbrzusza i wizyta na izbie. Niestety przykro nam. Mój pierwszy aniołek odszedł. W 2013 roku zaszłam w drugą ciążę ucieszyłam się ale to już nie była ta euforia. Z tyłu głowy od razu zapaliła mi się czerwona lampka – żeby tylko nie było powtórki. Niestety los nie był dla nas łaskawy – mój drugi aniołek również odszedł. Byłam załamana i całe szczęście że mam tak kochanego męża. Który cały czas mi powtarzał że jeżeli tylko będę chciała to będziemy się starać dalej. I tak w 2015 roku po raz 3 zaszłam w ciążę. Wcześniej konsultowałam się że swoim lekarzem. Zlecił mi i mężowi serie najdziwniejszych badań, wszystko było ok. Nic tylko próbować. Pod koniec 2015 roku CC urodził się mój synek. Udało się, to był najpiękniejszy dzień naszego życia. Syn skończył 2 latka i postanowilismy postarać się o drugie dziecko. Znowu konsultacja z lekarzem, badania i są dwie kreseczki. Na wizycie lekarz potwierdził wczesną ciążę. Na drugiej wizycie zapadł wyrok – puste jajo plodowe. Myślałam że mi serce pęknie. Znowu szpital, znowu łyżeczkowanie. Straciliśmy kolejne maleństwo, byłam zalamana, nie chciałam słyszeć już o ciąży. Na wizycie poszpitalnej mój ginekolog zasugerował mi zrobienie pewnych badań genetycznych w tym sprawdzić gen MTHFR. Jakie było moje zdziwienie kiedy okazało się że właśnie taką wadę mam. Genetyk i ginekolog wyjaśnili mi co i jak. Przyjmując odpowiednio wcześniej “specjalny” kwas foliowy jestem na finiszu piątej ciąży. Codziennie myślę o moich trzech aniołkach i wiem że gdyby nie kochający mąż i dociekliwy lekarz, miałabym tylko jedno dziecko.

  6. Dzień dobry, czy istnieje jakiekolwiek wskazanie aby przeprowadzać zabieg łyżeczkowania bez znieczulenia?

    • Ja po 5 dniach indukcji tabletkami miałam mieć zabieg w znieczuleniu ogólnym, jednak z braku anestezjologa postanowiono go przełożyć na kolejny dzień. Dostałam propozycje, że mogę wyrazić zgodę na łyżeczkowanie w znieczuleniu dozylnym Dolarganem. Nie wiedziałam z czym to się wiąże… a chcąc jak najszybciej wrócić do domu gdzie czekała na mnie 4 letnia córka… zgodziłam się.
      Bardzo odradzam taka wersję tego zabiegu, lepiej nie być świadomy i przede wszystkim nie czuć bólu… Lek dozylny sprawił, że czułam się jak przy zatruciu alkoholem, poza tym nie znieczulil mnie. Nigdy w życiu nie czułam takiego bólu, a naprawdę nie należę do wrażliwych

  7. Mój świat kilka dni temu również się zawalił? ale od początku mam 7 letniego syna długo nie mogłam zdecydować się na drugie dziecko zawsze nie było czasu bo praca itd. Ale w 2017 roku zaczęliśmy starania i za drugim podejściem udało się w kwietniu dwie kreseczki ogromna radość wszystko ok niestety w maju zaczęłam krwawić szpital i szok! – dwie ciąże jednocześnie jedna w macicy druga pozamaciczna w jajowodzie, w macycy sama się poroniła w jajowodzie została – leki na poronienie i łyżeczkowanie macicy. Długo nie mogłam się z tym pogodzić. Potem znowu starania. Po kilku miesiacach wyczekiwania braku @ styczeń 2018 znów wymarzone dwie kreseczki – szczęście ale i ogromny strach. Pierwsze usg 6 tydz. wszystko ok pecherzyk ciążowy w macicy! 7 tyg. i 6 dni plamienie, szpital, usg i puste jajo płodowe i znów leki, łyżeczkowanie a teraz OGROMNA PUSTKA I BÓL NIEDOOPISANIA? dlaczego nas to spotyka ile razy można tracić nadzieję?

  8. Magdalena

    Dzień dobry, mam dwoje dzieci urodzonych przez cc (połamana miednica w przeszłości, ale obie ciąże rozwijały się prawidłowo, cc również bez komplikacji). Obecnie jestem 4 tygodnie po łyżeczkowaniu (ciąża obumarła- dowiedziałam się w 13 tygodniu, ale dziecko zatrzymało się na 9 tyg.). Jeśli w przyszłości chciałabym mieć jeszcze jedno dziecko, to kiedy mogę zacząć starania i czy powinnam wykonać jakieś badania? Dodam, że badanie histopatologiczne nic nie wykazało (no oczywiście poza tym, że byłam w ciąży). Jakie jest prawdopodobieństwo, że kolejna ciąża również okaże się obumarłą? Z góry serdecznie dziękuję za odpowiedź.

  9. Cześć!
    Przeczytałam artykuł, bo jego tematyka dotyczy mnie tak, jak wiele z Was, komentujących Mam dzieci narodzonych i nienarodzonych. Dziękuję Nicole za to, że podjęłaś temat.
    Swoją historię opisałam na blogu http://www.notobedemama.blogspot.com i nie chcę zarzucić Was tutaj długaśnym postem o tym jak przetrwałam 3 poronienia i jak wyglądał proces poszukiwania przyczyn.
    Chciałabym się jednak krótko odnieść do wspomnianych badań genetycznych. Z doświadczenia wiem, że są niezwykle ważne jako element diagnostyki po poronieniu, ale także doskonałym elementem podczas przygotowań do ciąży.
    NFZ zleca konsultację w poradni genetycznej po 2 udokumentowanych poronieniach (wystarczają wyniki beta HCG). Po badaniach kariotypów (zazwyczaj są prawidłowe) kolejny krok to badania kilku genów w kierunku wykrycia zakrzepicy lub tendencji do zakrzepicy. U mnie wykryto polimorfizmy MTHFR. Badanie nie obejmowało jednak genu PAI-1, a czytalam, że wpływa na zagnieżdżenie się zarodka dlatego to badanie zrobiłam dodatkowo prywatnie (można wykonać pakiet samodzielnie zamawiając zestaw przez Internet: https://www.testdna.pl/choroba_zakrzepowo-zatorowa/)
    Polimorfizmy genów MTHFR oraz PAI-1, zależy gdzie czytać, należą do bardzo powszechnych (40-70% społeczeństwa). Nie zawsze się “uaktywniają” i nie zawsze są jednym z elementów przyczyny poronienia albo pustego jaja płodowego. Opisuje to dobrze p. Beata Stachnik, autorka bloga https://nutrigenom.wordpress.com/blog/
    Na etapie przygotowan trzeba monitorować poziom homocysteiny, kwasu foliowego, witaminy B12 i najlepiej B6, ale to badanie jest drogie.
    Przyjmuje się zmetylowane formy witamin z grupy B (choć niektórzy lekarze zalecają potężne dawki syntetycznego kwasu foliowego zamiast metylowanego, który przez część lekarzy traktowany jest jako toksyczny). Do tego zalecana jesgt dieta bezglutenowa i bezmleczna oraz po prostu zdrowa.
    Podsumowując – Drogie Dziewczyny. Jeśli dotknęła Was strata dziecka na jakimkolwiek etapie ciąży – warto sprawdzić poziom homocysteiny (na cito, żeby laboratorium odwirowało krew max 2h od pobrania, ja to robię w Diagnostyce) oraz zainwestować w badania genetyczne, nawet na własną rękę.
    Na forum na stronie http://www.poronienie.pl w wątku o MTHFR poznałam wiele dziewczyn, które dopiero po 5,6 czy 7 poronieniu “trafiły” na trop o MTHFR. Często dzięki czytaniu postów na forum, nie dzięki lekarzom!
    Dla mnie najtrudniejsze było znalezienie ginekologa, który w ogóle “przejmie się” polimorfizmami i zaleci właściwe postępowanie i ewentualną konsultację u hematologa. Ale w Internecie jest parę grup wsparcia i można dostać namiar na specjalistów w swojej okolicy. Ostatecznie wiem, że mając świadomość mutacji, specjalistów wokół siebie i realizując zalecenia można urodzić zdrowe dziecko.
    Mam nadzieję, że tych kilka zdań okaże się pomocnych.

  10. Cześć wszystkim!
    Sama prawie 5 lat temu przeżyłam ten ból. Miałam prawie 21 lat, byłam młoda, dodatkowo sama z tym wszystkim bo już wtedy mój związek nie układał się tak jakbym tego chciała. Ciągły stres i kłótnie. Chcieliśmy mieć dziecko, ale jak mój BYŁY (już teraz ) partner dowiedział się o ciąży, jakby wszystko czego chciał wcześniej mu się odwidziało. Chodziłam znerwicowana i zestresowana, dzień w dzień. W pewnym momencie czułam sama w sobie, że coś jest nie tak, jakbym czuła że poroniłam. Zaczęłam szukać w internecie informacji na ten temat, kilka dni później rozbolało mnie podbrzusze. Delikatnie, jak przy okresie. Okazało się, że mam plamienia. Do szpitala pojechałam z mamą, tam dowiedziałam się, że serce nie bije. To był 9 tydzień, ciąża obumarła w 7. Okazało się, że mam niedoczynność tarczycy oraz hiperprolaktynemię. Gdyby nie rodzice i moja cudowna przyjaciółka nie wiem jakbym przez to przeszła. Oni mnie wspierali i dawali nadzieję. Leczyłam swoje choroby, później nagle przestałam. Miałam wszystkiego dość, straciłam wiarę, ze może być lepiej. Postanowiłam zerwać toksyczny związek i wyleczyć się z tego ogromnego bólu. Było ciężko i chociaż straciłam nadzieję na szczęście, poznałam cudownego mężczyznę, zna moją przeszłość i mimo to chce założyć ze mną rodzinę. Chciałabym bardzo zajść w ciążę, niedawno zapisałam się do (podobno) świetnej lekarz ginekolog – endokrynolog. Wizytę mam za miesiąc jednak zaczęłam już sporo czytać. Wiem, że jeśli tarczyca jest leczona i hormony sa unormowane, ciąża może przebiec książkowo. Obawiam się jednak o podwyższony stan prolaktyny. Nie wiem jak jest teraz, w poniedziałek idę dopiero na badania, ale nie była ona jakoś bardzo wysoka. Poza tym nie mam żadnych objawów takiej dolegliwości. NIGDY nie spóźnił mi się okres! Owulacja również występuje. Mam jednak z tyłu głowy cały czas to, że poronienie może się powtórzyć, a tego bym już chyba nie zniosła.. Jaka jest szansa, że kobieta z takimi dolegliwościami donosi ciążę i urodzi zdrowe dziecko? Jakie badania prócz znanych mi TSH i prolaktyna powinnam zrobić jeśli wybieram się do nowej doktor na wizytę z zamiarem przygotowania do ciąży?

  11. Witam wszystkich serdecznie i pozdrawiam Mamęginekolog 🙂 Na początku roku po 7 miesiącach upragnione 2 kreski, niestety nastąpiło poronienie samoistne – po 2 tyg od zrobienia testu dostałam miesiączkę- ból okropny 🙁 … milion pytań dlaczego ja? dlaczego w ogóle się tak stało jestem przecież zdrowa :(od lekarza słyszałam że tak się czasami dzieje itp .. staram się pozytywnie myśleć i nie wracać do tego, nie jest to łatwe ale wierzę że jeszcze się wszystko się ułoży i będę szczęśliwa mamą. pozdrawiam

  12. Ja wczoraj straciłam mojego malucha w 10 tc. Rozwój zatrzymał się pod koniec 6 tygodnia, serduszko przestało bić. Po 16 miesiącach starań… jak dalej żyć?

  13. Kiedy należy zgłosić się do lekarza na kontrolę po poronieniu samoistnym? W trakcie, czy po krwawieniu?

  14. KawaMocca

    Ciężkie to wszystko. Ja straciłam maluszka w 6 tyg. Widziałam już jego serduszko. Jest mi tak strasznie przykro. Pobyt w szpitalu był mega stresujący, dostałam dopochwowe leki po których myślałam że zejdę z bólu. Ale skończyło się tylko na tym. Po ponad 6 tyg od pobytu w szpitalu nie dostałam jeszcze okresu, więc wybrałam się do ginekologa. Powiedział że być może zostało coś jeszcze we mnie i przepisał tabletki ale ze musze liczyć się też z ewentualnym pobyt w szpitalu. Gdyby nie mąż który mnie wspiera nie wiem jak bym sobie radziła. Staram się być silna, ale czasami jest ciężko.

  15. Witam. Też straciłam mego aniołka w 10 tygodniu. Okazało się, że zatrzymał się rozwój na 6 tygodniu. Strasznie to przeżywam rok staram z mężem oboje się cieszyliśmy nie mogliśmy się doczekać kolejnych wizyt a tu nagle lekkie plamienie krwią i badania. Cios w serce. Szpital. Tabletka. Ból. I aniołek poszedł do nieba. Nie wiem jak sobie z tą myślą poradzić nigdy tego nie zapomnę. Został tylko strach czy dalej próbować czy znowu się to nie powtórzy..
    [*]

  16. Chyba czuję się gotowa,żeby powiedzieć jak poronienie wyglądało u mnie….
    Starania trwały ok pół roku.Po Świętach BN nie było miesiączki, wiec jakoś zaraz po Nowym Roku poszłam na wizyte do lekarza, Wszystko wskazuje na ciąże.
    Pierwsze usg serduszko bije! Czułam się cudownie jakbym znowu na teście po raz pierwszy zobaczyła dwie kreseczki!
    Póżniej zwykłe wizyty kontrolne z wynikami krwi i moczu itd
    Drugie usg doktor zakrył usta ręką i już wiedziałam, że coś jest nie tak. Ale nic nie mówił a my z mężem nie wiedzieliśmy czego się kompletnie spodziewać . Lekarz powiedział, że musimy zrobić usg przez … bo obraz jest nieprawidłowy. I wtedy w mojej głowie zaświecił się reflektor! Proszę, żeby mi to pan wytłumaczył. I od tego momentu zaczęły się walić wszystkie ściany, mury, dosłownie cały mój świat szlak trafił! Wytłumaczył nam, że wygląd dzidziusia może świadczyć o jakiejś wadzie genetycznej….
    Skierowanie na badania genetyczne
    Usg genetyczne Doktor w ogóle się nie odzywa. Pytam więc czy porównując do wyników ze skierowaniem, czy coś się zmieniło, odp TAK- jest gorzej. Obrzęk się zwiększył.
    Dowiedzieliśmy się, że musimy być gotowi na to, że serduszko może przestać bić w każdej chwili.
    Wyniki bardzo wysokie ryzyko wad genetycznych!
    Amniopunkcja Doktor już tylko po przyłożeniu aparatu usg mówi,żę nie ma szans by dzidziuś przeżył.Mimo,że moje całe życie legło w gruzach. Uwierzcie mi to była najbardziej rzetelna, życiowa, nawet nie wiem jak to nazwać, taka rozmowa która dała mi i męzowi takie poczucie, że to nie nasza wina, że po prostu tak się czasem dzieje. Zalecenie doktora, sprawdzać bicie serduszka, . wybraliśmy opcje z dodatkowymi testami żeby jak najszybciej był wynik.
    Minęło 4 dni. Wstając rano czułam się dziwnie. Brzuszek mimo 19 tygodnia był bardzo malutki. Wiem,że to dziwne co napisze, ale tego dnia dotykając brzuszka nie czułam takich emocji, dziwne uczucie, takie jakbym dotykała nie swojego brzucha.Uświadomiłam sobie, że to tylko może oznaczać koniec. Serduszko przestało bić.Powiedziałam tylko mężowi. To był piątek, nie chciałam iść jeszcze do lekarza po potwiedzenie.Nie byłam gotowa. pójdziemy w pon. W ten sam dzień zadzwonił doktor z wynikami. Zespół Turnera. Nie powiedziałam ani słowa o serduszku. Nie potrafiłam.
    W poniedziąłek doktor potwierdził. Skierowanie do szpitala. Walczyłam ze sobą, dotarłam tam dopiero w czwartek. Od piątku zaczęto mi podawać leki, które zaczęły wywoływać skurczę. W niedzielę doktor zadecydowała, że zaaplikują mi żel. Okropny ból. Ale tylko dzięki niemu poród był jeszcze tego samego dnia.Na nast dzień wypisali mnie do domu.

    Teraz jest 2 i pół msc po porodzie… Psychicznie jest z każdym dniem lepiej. Dużo daje sam akt pochowania dzidziusia. Pomaga przetrwać chwile załamań.
    Ale czy jestem gotowa na kolejną ciążę? Nie wiem. Chyba mój mózg sam to wypiera bo zapominam zażywać witamin. Gdy pomyśle, że chciałabym być w ciązy to zaraz pojawia się myśl, że bedzie tak samo… i zamist chęci zostaje strach.
    Mąż mówi, że będzie czekał, aż powiem że jestem gotowa, żeby znowu być mamą….
    A ja się boję, że się nigdy nie doczeka……

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*