Cesarskie cięcie bez tajemnic

Cesarskie cięcie bez tajemnic

Cesarskie cięcie bez tajemnic

W poprzednim tygodniu, opisałam wam w tekście oraz w filmiku jak wygląda poród fizjologiczny drogami natury.

Dziś wpadłam na pomysł, żeby opisać wam jak wygląda cesarskie cięcie. Mało jest o tym ogólnodostępnych informacji w internecie, a bardzo wiele pacjentek mnie pyta o szczegóły tej operacji.

Nie będzie to tekst dla każdego, co poniektórzy mogą poczuć, że jest zbyt obrazowy lub moje poglądy są zbyt „surowe”. Jeżeli jesteście wrażliwi na takie szczegóły medyczne to radzę po prostu dalej nie czytać.

Cięcie cesarskie to prawdopodobnie najczęściej wykonywana operacja na Świecie i na pewno najważniejsza procedura ratująca życie zarówno matki jak i noworodków w współczesnym położnictwie.

Zacznę jednak od drugiej strony – zarówno dla matki jak i dziecka udany poród siłami natury jest lepszy niż nawet najbardziej prawidłowo przebiegające cesarskie cięcie.

Czasami pacjentki myślą, że doktor nie zrobił „cesarki” bo mu się nie chciało. Nic bardziej mylnego. Szersze mówiąc dla lekarzy i położnych dużo szybszy i wymagający mniej nakładu czasowego jest właśnie poród przed cesarskie cięcie. Natomiast wszystkie wytyczne i opracowania naukowe jednoznacznie mówią – że lepszy jest poród siłami natury.

Muszę jednym zdaniem napisać dlaczego- mogłabym pisać wiele powodów ale napiszę jeden najważniejszy argument: przy PSN jest trzykrotnie mniejsze ryzyko ciężkiego uszczerbku na zdrowiu lub nawet zgonu matki.

Czy jestem przeciwna cesarskim cięciom ? Oczywiście, że NIE. Ale uważam, że jest to bardzo poważna operacja i powinna być wykonywana tylko w ściśle określonych wskazaniach.

I tu się narażę pewnej grupie kobiet – nie jestem za cesarskim cięciem na życzenie. Co więcej uważam, że takie podejście wynika z braku edukacji na ten temat. Ten brak lub mylna wiedza – powoduje lęk u kobiet. To dla mnie zupełnie zrozumiałe. A lęk ze strony pacjentki powoduje lęk ze strony lekarza. I tym sposobem częstość cięć cesarskich na całym świecie rośnie.

Kobiety boją się, że po porodzie siłami natury ich narządy rodne „się popsują” – tak NIE jest.
Kobiety boją się, że poród bardzo boli – to często prawda, ale cięcie cesarskie też bardzo boli.
Kobiety uważają, że cesarskie ciecie jest bezpieczniejsza dla dziecka – to zdecydowanie nie jest prawda. Wieloletnie badania wykazują, że dzieci urodzone silami natury rozwijają się nieco zdrowiej niż dzieci po CC.

To tylko kilka mitów, które warto obalić. Na pewno jest ich więcej.

To się rozpisałam w rolach wstępu. Teraz przejdę już do meritum i opowiem wam jak cesarskie cięcie wygląda.

Po pierwsze kobieta musi być znieczulona. Zazwyczaj jest to znieczulenie podpajęczynówkowe, czyli anestezjolog wkuwa się igłą w plecy mamy, podaje lek i sprawia, że kobiet czuje dotyk ale nie czuje bólu. Przy takim znieczuleniu, kobieta jest w zupełni świadoma operacji –„czuje” to co lekarze robią, ale nie doznaje tego jako bólu. Takie znieczulenie jest znieczuleniem z wyboru do CC.

W niektórych przypadkach jednak może być takie znieczulenie niemożliwe. Może to być z przyczyn medycznych np. choroby kręgosłupa mamy lub zaburzenia krzepnięcia, również jeżeli CC musi być wykonane bardzo szybko ze wskazań życiowych dla dziecka . Wtedy kobieta musi być znieczulona „ogólnie” czyli jest pod narkozą – śpi, jest nieświadoma operacji.

Po znieczuleniu następuje bardzo ważna dla cesarskiego cięcia procedura – cewnikowania pęcherza moczowego matki. Ponieważ pęcherz moczowy leży pomiędzy skórą a macicą to musi on do cesarskiego cięcia być pusty i w trakcie całej operacji na bieżąco opróżniany.
Pusty pęcherz zazwyczaj chowa się poniżej spojenia łonowego kobiety i nie stanowi przeszkody do dostępu do macicy i wydobycia dziecka.

Technik cesarskiego cięcia jest wiele. Nie dajcie sobie wmówić, że jedna metoda jest lepsza od drugiej. Najważniejsze jest, aby lekarz wykonał cesarskie ciecie według metody, którą najlepiej zna.
Jakby nie było – procedura jest bardzo podobna w każdej modyfikacji.

Po dokładnym odkażeniu pola operacyjnego – w tym wypadku dolnej połowy brzucha oraz spojenia łonowego, lekarz wykonuje poprzeczne nacięcie długości około 15cm, na wysokości około dwóch palców nad górnym brzegiem spojenia łonowego.

Pod skórą znajduje się miękka tkanka podskórna, którą się tylko lekko na środku nacina a następnie rozchyla się brzegi na „tępo” czyli pociągając tkanki a nie przecinając je.
Dochodzimy do powięzi – jest to bardzo twarda i elastyczna tkanka, którą również nacinamy tylko w części pośrodkowej a następnie na tępo (bez użycia noża) rozrywany.

W tym momencie widoczne są mięśnie brzucha – te które możecie znać jako „sześciopak”.
Mięśni się nie nacina tylko ponownie rozchyla na boki.
Pod mięśniami mamy bardzo delikatną błonkę – jest to otrzewna. Otrzewną rozrywany palcami.
Uwidacznia nam się ciężarna macica, zajmuje ona całą jamę brzuszną. Jelita i inne narządy są schowane za nią.

Procedura do tego momentu trwa 1-2 minut.

Kolejna minuta jest najbardziej stresującym momentem operacji.
Koniuszkiem skalpela robimy małe nacięcie w dolnym odcinku macicy. Następnie dwoma palcami wskazującymi „wpychamy się” do jamy macicy i z całej siły ale z wyczuciem macicą rozrywamy – tak aby dostać się do dziecka a otwór był ponownie około 15 centymetrowy.

Wkładamy jedną dłoń do macicy, pod część przodzującą dziecka – czyli tą która jest najbliżej kanału rodnego, najczęściej będzie to główka.

I pewnie wydawało by się wam teraz, że co w tym trudnego główkę przeciągnąc na wierzch – tak mi się na studiach wydawało. Nic bardziej mylnego. Czasami jest to rzeczywiści banalnie proste, a czasami wymaga to takiej siły i to nie jednej a kilku osób, że poziom adrenaliny u całego personelu sali operacyjnej sięga zenitu.

Podobnie jak przy porodzie naturalnym, po wydobyciu główki, wydobycie reszty ciała jest już bardzo proste i zazwyczaj zajmuje dosłownie kilka sekund.

Noworodki bardzo różnie reagują na ten moment, niektóre od razu płaczą inne potrzebują nawet do kilku minut na pierwszy krzyk.

Gdy pępowina przestanie tętnić, odcinamy ją i oddajemy dziecko neonatologom.
Nas ginekologów, czeka teraz bardzo trudny etap operacji.
Zatamowanie krwawienia – które zawsze jest. W końcu macica jest w ciąży najlepiej ukrwionym narządem w ciele matki.

Zaciskamy naczynia krwawiące w ścianie macicy metalowymi narzędziami. W międzyczasie rodzi się łożysko.
Po porodzie łożyska „czyścimy” środek macicy z pozostałości po łożysku i błonach.

Często musimy też od góry otworzyć palcami kanał szyjki macicy aby macica po operacji mogła się naturalnie opróżniać tak jak po porodzie siłami natury.

Zaszywamy macicę. I daj Bóg macica jest mądra i wie, że już musi się obkurczyć, wtedy sama przestaje krwawić i cięcie cesarskie przebiega dalej bez problemu.
Niestety dość często macica się rozkurcza – a jak się rozkurcza to krwawi. Podajemy leki naskurczowe, masujemy mięsień macicy, uciskamy. Na szczęście to zazwyczaj działa. Niestety czasami, wszelkie metody nie są skuteczne, to są dramatyczne sytuacje w położnictwie i w ostateczności może dojść nawet do konieczności usunięcia macicy w celu ratowania życia matki.

Gdy macica jest już zaszyta i nie krwawi, sprawdzamy resztę narządów jamy brzusznej. Zamykamy jamę brzuszną warstwowo – jednak w odróżnieniu od „wejścia” do jamy brzusznej to przy „wyjściu” nie wszystkie warstwy musimy szyć.

Obowiązkowo musimy szyć powięź (to jest ta silna elastyczna błona nad mięśniami). Możemy szyć mięśnie, ale czasami one same się schodzą bez konieczności ich przybliżania.

Zakładamy kilka pojedyńczych szwów na tkankę podskórną i na koniec zakładamy piękny estetyczny szew na skórę. Może to być kilka szwów pojedyńczych lub ciągły szew śródskórny.

Ten szew to jedyna nasza zewnętrzna pamiątka po CC- a tak naprawdę wewnątrz mamy tych pamiątek wiele – ale mało kto o nich wie.

Przy każdym kolejnym cesarskim cięciu, mamy tych pamiątek coraz więcej.

I teraz pytanie, czy te pamiątki są na naprawdę potrzebne?

 

U wielu kobiet tak – o wskazaniach do cesarskiego ciecia napiszę innym razem.

390 komentarzy

  1. Bardzo chciałam rodzić naturalnie, od momentu, kiedy się dowiedziałam, że jestem w ciąży od razu w grę wchodził tylko poród naturalny. Niestety podczas ostatniej wizyty u lekarza prowadzącego temat porodu został poruszony i mój lekarz uważa, że po dwóch poronieniach najważniejsze jest bezpieczeństwo maleństwa, a to najlatwiej osiągnąć właśnie poprzez cesarskie cięcie. Szczerze mówiąc strasznie się tego obawiam, dużo bardziej niż porodu naturalnego. Przeraża mnie długie dochodzenie do siebie po operacji, że nie będę w stanie zająć się maleństwem, a bardzo nie lubię prosić nikogo o pomoc. Mam czas do 8 maja na zastanowienie się i podjęcie decyzji.

    • Witam też mam termin na 8 maja. Tydzień temu na usg okazało się że mały waży dobre ponad 4200g i jego waga jest wskazaniem do cc. Od samego początku też byłam nastawiona na SN i ciężko mi teraz się przestawić na myśl o cc mam te same obawy co ty. Martwie się brakiem pokarmu czasem rekonwalescencji i przede wszystkim zdrowiem maluszka, przez caly okres ciąży nasluchalam się jakie to cc jest niezdrowe dla dziecka i ile dobrego dalej SN. Jutro mam zgłosić się do szpitala.

  2. Jestem po dwóch cesarkach. Ostatnią miałam tydzień temu. Pierwszą w 2017. Kiedy jechałam do szpitala przed pierwszym porodem moja położna wytłumaczyła mi dobitnie, że są trzy rodzaje porodu: SN, CC i kleszczowy – o tym jaki będzie decyduje poniekąd los. W zasadzie obawiałam się tylko tego ostatniego. Co do dwóch pierwszych było mi w zasadzie wszystko jedno, byle syn urodził się zdrowy. Do szpitala przyjechałam dzień przed terminem na KTG, bo coś mi nie pasowało i lekarz podjął decyzję o natychmiastowym CC. Po operacji dochodziłam 2 dni, na 3 biegam lepiej niż dziewczyny po SN i pamiętam tylko kąśliwe komentarze, jak to sobie załatwiłam CC. Było mi przykro to słyszeć tym bardziej, że urodził się z wrodzonym zapaleniem płuc i musieliśmy spędzić w szpitalu 10 dni – najdłużej ze wszystkich, ale przyznam, że się końcowo ucieszyłam z CC, bo i syn miał 4,2 kg (wtedy nie wiedziałam , że będzie tyle ważyć, bo moja lekarka nie chcąc mnie straszyć od 7 miesiąca nie chciała mówić ile waży) a ja jestem raczej drobna. Nawet fakt, że blizna od czasu do czasu bolała dość mocno jeszcze przez 1,5 roku oraz zrobił mi się okropny bliznowiec (czułam się przez to zupełnie nie kobieca), nie sprawił żebym żałowała. Przy drugim synu, wiedziałam, że będzie duży, bo z USG wychodziło 3,8 kg, przy czym mój lekarz prowadzący stwierdził, że młody nie schodzi do miednicy, bo się nie mieści i powinnam mieć kolejne CC, natomiast lekarz przyjmujący mnie na oddział (przyjęcie po terminie bez akcji porodowej) stwierdził, że 3,8 kg to urodzę SN, ale później obejrzał moją pierwszą bliznę i ponieważ była jednak zbyt cienka to bym na bank pękła i skończyło się znów na CC. Tym razem nie było tak różowo – po pierwsze nie zadziałała dolędźwiówka, więc po dwóch próbach krojenia na żywca szybko podano mi narkozę, a po drugie na morfinie jechałam 3 dni, a i potem kolejne 3 na dożylnych przeciwbólowych. Mimo wszystko nie żałuję tym bardziej, że młodszy syn urodził się z wagą 4,22 kg (taka drobna różnica od wyliczeń na różnych USG). A tak w ogóle to bolączki typu nietrzymanie moczu (oraz różne inne) występują także po CC a nie tylko po SN, więc w sumie co to za różnica kto jak rodzi? Po co wszyscy skaczą sobie do gardeł i udowadniają wyższość jednych nad drugimi tylko za sam sposób przebiegu porodu? Ludzie! Odpuśćcie sobie troszkę! Bo się jeszcze nabawimy wszyscy nerwicy.

  3. Czy to normalne że pszyszywa się pęcherz do macicy? Tak jest w opisie mojego zabiegu cc.

  4. Za tydzień czeka mnie poród przez cc. Nie mam żadnych fizjologicznych zaleceń do tego porodu.. Pierwsze dziecko urodziłam siłami natury. Poród trwał 2,5 godziny..wiec niby super ale moje dziecko urodziło się w zamartwicy nie oddychalo. Położna wmowila mi że to moja wina ze je przydusiłam w kanale rodnym… Miałam później z tego powodu depresję poczucie winy, bałam się że krzywdę swoje własne dziecko które przecież bardzo kocham..po porodzie leżałam w szpitalu 7 dni i co chwilę słyszałam jakieś krzywe teksty od pielęgniarek jak to przydusiłam dziecko… Po 5 miesiącu okazało się że moje dziecko ma wrodzona cytomegalie, w 2 roku życia zdiagnozowano autyzm dziecięcy. Dopiero teraz w ciąży będąc u ginekologa dając mu dokumenty z poprzedniego porodu dowiedziałam się że to wcale nie była moja wina ze to położna coś zawaliła i obciazyla mnie winą, apgar inaczej by wyglądał przy takiej sytuacji. 4 lata zyłam w przeświadczeniu że to co się stało to była moja wina… Czy jestem złą matką że teraz chce rodzic przez cc?

  5. Nie podoba mi się ten tekst, jest jednostronny i niesprawiedliwy, ma straszyć i wpędzać w poczucie winy. Bardzo chciałabym rodzic naturalnie, ale dziecko ułożyło się skośnie. Do tej pory czytałam tego bloga z chęcią, a teraz mam niesmak, który pozostanie.

  6. A mi się podoba. Bo jest jasno i bez ubarwień. Nigdy nie myślałam że czeka mnie cesarka ale na to wygląda. Co się zaś tyczy patrzenia krzywo na mamy rodzące cc to mam wrażenie że one same mają najwięcej poczucia winy. Bo prawda jest że w większości przypadków poród SN jest lepszy ( i to już stwierdzenie może je boleć ) ale właśnie w niektórych jednak gorszy. To jak ze wszystkim. Dla większości z nas truskawki są smaczne i zdrowe ale jednak są i tacy którym szkodzą. Zdrowia dla wszystkich.

  7. Ja miałam dwie cesarki. Pierwsza (2013r) wynikała z braku postępu porodu. Rodziłam 30h z rozwarciem na dwa palce. Doszłam do siebie bardzo szybko, właściwie kiedy tylko za zelaczelam czuć swoje nogi 🙂 druga cesarka 30.03, zostałam źle znieczulona, czułam każdy ruch skalpela i lekarza na swoim ciele, i formowałam o tym anestezjolog, natomiast usłyszałam od niej, ze nie czuje boku tylko dotyk…. Zupełnie jakby to ona była na moim miejscu. Powiedziałam , ze jest to moje drugie cięcie i o ile dobrze pamiętam, to pierwsze nie bolało wcale, natomiast teraz czuję, ze znieczulenie zostało źle podane. W pierwszej dobie jechałam na morfinie, czułam się cudnie 😉 kłopoty pojawiły się w trzeciej dobie od cięcia. Przez źle podane znieczulenie dopadł mnie zespół popunkcyjny i ból głowy, którego nie zapomnę do końca życia. Nigdy nie przeżyłam aż takiego bólu i szczerze, nie życzę tego nikomu. Całe szczęście to wszystko co zle, szybko zapomniałam 🙂 ponoć największą miłość, rodzi się w cierpieniach i to w moim przypadku prawda 🙂

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*