Jak rozpoczyna się poród?

Jak rozpoczyna się poród?

 

W filmach widzimy jak kobieta stoi w sklepie przy kasie i nagle ni z gruszki ni z pietruszki, jej brzuch opada, a ona stoi w kałuży.
Następnie krzyczy do męża „John, ouł maj gad, odeszły mi wody!”
W kolejnej scenie widać ich w pośpiesznej podróży na sygnale do szpitala – karetką tudzież taksówką, pod eskorta policji a w jeszcze kolejnej scenie widzimy piękną umalowaną mamę, nawet w pełniejszym makijażu niż przy owej kasie – z pięknym pulchniutkim różówiutkim bobaskiem w ramionach.

Nie chce was rozczarowywać…ale tak to nie NIE wygląda.

Poród owszem – może rozpocząć się od odejście wód płodowych (jak w filmie) – ale tak zdarza się w tylko u około 10-ciu procent kobiet. U większość pęcherz płodowy (czyli ta struktura, która utrzymuje płyn owodniowy i dziecko w macicy) pęka już w TRAKCIE porodu. U części nawet ten pęcherz trzeba przebić, bo nie chce pęknąć sam. A bardzo rzadko, ale jednak zdarza się, że dziecko urodzi się otulone całym niepękniętym pęcherzem płodowym. Taka sytuacja nazywa się potocznie „w czepku urodzony” i podobno zdarza się raz na 3-10 tyś narodzin. I podobno takie dzieci mają wyjątkowe szczęście życiu 😉

Najczęściej poród zaczyna się SKURCZAMI:  No i teraz pytanie, jak odróżnić te skurcze porodowe od tych „przepowiadających” (które ma nie każda kobieta- notabene) lub od tych które ma prawie każda kobieta, czyli skurczy Braxtona-Hicksa – (niebolesnych napinań brzucha w drugiej połowie ciąży)

Odpowiem wam, że to wcale nie jest takie łatwe i niekiedy nawet my lekarze możemy to mylnie odczytać.
Zasad jak je odróżnić jest kilka
1. Jeżeli są rzadziej niż co 10 minut,  to nie są to jeszcze regularne skurcze porodowe – choć trzeba obserwować bo mogą się w nie przemienić.
2. Jeżeli skurcze mijają po przyjęciu leków rozkurczowych (nazwy nie podam ale będą to leki zawierające np. Hyocynę lub drotawerynę) to też znaczy, że jeszcze nie są to skurcze porodowe
3. Jeżeli możecie normalnie funkcjonować podczas skurczu – możecie dalej spać, gotować obiad czy zajmować się dzieckiem – to też nie są to skurcze porodowe.

Kobieta która ma skurcze porodowe wygląda dość charakterystycznie ! Jak wchodzi na izbę przyjęć i zaczeła już rodzić to – to od razu to widać.
Normalnie z nami rozmawia, a nagle przybiera pozycję zgiętą niemalże w pół – mówi : skurcz skurcz, potem pół minuty nie mówi nic, czasami jęczy tylko lub krzyczy- a po tej chwili dalej z nami normalnie rozmawia.

Jeżeli tak kobieta wygląda to nawet na izbie przyjęć nie robimy jej zapisu KTG tylko do razu idzie na salę porodową. Jeżeli mamy wątpliwości czy to napewno już skurcze porodowe to posiłkujemy się tym badaniem.

Tak zaczyna się większość porodów – nie da się tego przegapić. Jeżeli będziecie mieć regularne skurcze co 7-10 minut to znaczy, że trzeba jechać do szpitala. Macie na to napewno kilkadziesiąt minut.

Powiecie teraz – „a ja słyszałam, że mojej bratowej sąsiadki koleżanka urodziła w taksówce bo poród był tak szybki”
Albo przytoczycie mi ostatnio medialną historię porodu w tramwaju.

Ok. Ale. To się zdarza naprawdę bardzo rzadko. Poza tym to się zdarza u kobiet, które już rodziły i… wiecie co… każdej z was takiego szybkiego porodu życzę! Ja bym tam na taki ekspresowy poród nie narzekała.

Poród może też rozpocząć się „podstępnie” tzn. bez ewidentnego odejścia płynu, bez bolesnych skurczy – może objawić się plemieniem z dróg rodnych albo sączeniem się płynu owodniowego.
To także zdarza się rzadko, ale jednak może tak być.

Dlatego podsumowując do szpitala do porodu jedziemy jeżeli
1. Mamy regularne skurcze co 7-10 minut
2. Odpłynął nam płyn owodniowy
3. Mamy uczucie, że sączy się płyn owodniowy
4. Mamy krwawienie lub plamienie w późnym trzecim trymestrze

Chcecie wiedzieć jak było u mnie?
9.11.2015 – będąc już w 39 tygodniu ciąży , obudziałam męża o 2 w nocy – „Kuba, ja chyba rodzę, mam skurcze”
„Daj spokój ty masz te skurcze już od miesiąca, idź spać”
Starałam się zasnąć, ale nie mogłam wyleżeć, musiałam chodzić po mieszkaniu.
Zaczęłam mierzyć ich częstość były co 8 minut ale jeszcze wcale mnie tak nie bolały.
O piątej rano już nieco zmęczona w sumie tym skądinąd miernym bólem – obudziłam ponownie Kubę
„Dobra Kuba, jedziemy teraz zanim dyżurni się zmienią-  szósta rano to najlepszy czas w szpitalu na przyjęcie”
„Nicola, ale to niemożliwe, że ty rodzisz. Ja jeszcze nie jestem gotowy!” (Tak naprawdę tak powiedział! Haha)
Mój mąż się grzebał, o 6:30 byłam jednak już na sali porodowej. O 7:00 zdecydowano się mi przebić pęcherz płodowy. To był strzał w dziesiątkę. Bolało strasznie, ale o 10:35 miałam już Rogerka na brzuchu- gotowy czy nie gotowy napewno mój mąż był bardzo szczęśliwy.

A jak było u was?

431 komentarzy

  1. Ja poród wspominam czułe i o dziwo bardzo miło, tym bardziej miło po przeczytaniu niektórych komentarzy tutaj. Zostałam przyjęta do szpitala dwa dni przed urodzeniem dziecka, ponieważ miałam graniczne ciśnienie w ciąży, a pod koniec wartości zaczęły jeszcze wzrastać i lekarz prowadzący ciążę skierował mnie do szpitala na indukcję porodu (dokładnie w terminie om). Tu chciałabym ogromnie podziękować autorce bloga za artykuły, jednak gdybym, o zgrozo, przeczytała artykuł o nadciśnieniu w ciąży i zdawała sobie sprawę z zagrożeń, to na pewno bym nie była taka spokojna. A tak jakos sobie ubzduralam, że mój lekarz jest przewrażliwiony, ale lepiej tak niż obojętny i nieświadomie zadowolona ruszyłam do szpitala. Założono mi cewnik, który niestety nie pomógł zbyt wiele moim drogom rodnym się rozruszać. W drugiej dobie podano mi kroplówkę z oksytocyną, pod koniec której miałam lekkie skurcze, które niestety ustały po 2-3h od odłączenia kroplówki, ale w nocy po kroplówce, ok. godziny drugiej, dostałam regularnych (co 6-7 min) skurczy i powoli przeniesiono mnie na porodówkę, gdzie podano nospę, następnie hydroksyzyne (ciśnienie było dosyć wysokie), pokazano jakie ćwiczenia robić pod prysznicem i rozwarcie o 5 było już na 6 cm. Podano mi wtedy znieczulenie zewnątrzoponowe (tak to chyba się nazywalo) – dobrowolnie, zostałam o to zapytana na początku porodu i spokojnie przetrwałam część skurczy (czuć je, jednak jak przez mgle). Pozwoliło mi to zyskać siły na bóle parte (bo na te znieczulenia mi nie polecano, wydłuża to podobno poród, bo słabo się współpracuje), i po 7 już miałam 9 cm rozwarcia i zaczęły się bóle parte właśnie. Niestety rozwarcie całkowite nie chciało “nadejść”, więc podano mi oksytocyne (o wszystkim byłam szczegółowo informowana i każdy lek podawano mi dobrowolnie, nie przymuszano, mówiono o zaletach i ryzyku danego wyboru). Omówiono także różne pozycje do porodu, pokazano kolejne ćwiczenia przy bólach partych i w miłej atmosferze, ogromnym oczywiście bólu, jednak z poczuciem wsparcia i zrozumienia ze strony położnych i lekarza, o 10:50 powitałam na świecie mojego pierwszego synka, którego kangurowalam przez następne ponad dwie godziny i te dwie godziny wynagrodziłyby mi każdy ból i cierpienie. Nie wiem, może taki akurat fajny szpital mamy u nas w mieście, a może trafiłam na dobry personel 😊

  2. U mnie poród książkowy.
    Termin z miesiączki 20.01.
    19.01 mija północ, idę do łazienki i kropla krwi “oho coś będzie”
    4 w nocy pierwszy ucisk – luz, za 8 min kolejny – luz, 8 min i następny -> ok, pakujemy jakieś telefony i szczoteczki do zębów. Wszystko mamy? Troche po5 rano zajeżdzam do szpitala, coś tam boli ale bez przesady. Poooowolne wypełnianie dokumentów, o 6 na oddziale 7 cm rozwarcia, przebito mi worek owodniowy, trochę pokrzyczałam o cesarkę ale kilka minut parcia i o 7 Tymek był już z nami.

    W porównaniu z ciążą uznałam, że wolę rodzić. Teraz jestem w 34 tc mam nisko brzuch i skurcze przepowiadające temu jestem na blogu 😀

  3. Czas trwania porodu niemalże identyczny do Twojego 🙂
    Cale dwa wcześniejsze dni spałam- wstawałam do łazienki i znów się kładłam- natura to jednak wie co robi, myślę, że organizm zbierał siły. Wieczór przed czułam się jakoś inaczej, ale żeby nie siać zamętu (bo całą ciążę wszyscy się podśmiewali, że z każdym kopnięciem będę jechać na porodówkę) jakoś o tym nie mówiłam. O 1 w nocy wstałam do łazienki i odeszło mi trochę wód- tak, że zmoczyło mi spodenki, nie spektakularne filmowe “CHLUP”. A reakcja męża, podobna do Kuby, “Oszalałaś, śpij, jest środek nocy” 🙂 Po 4 byliśmy w szpitalu a o 10.35 synuś był z nami 🙂

  4. Ja lubię wspominać swój poród i opowiadać o nim. Wszystko trwało dość długo, ape to dlatego że maluszek nie bardzo chciał wyjść i 11 dni po terminie zameldowałam się w szpitalu na wywoływaniu, a już dzień wcześniej przyjechałam sprawdzić czy wszystko okej bo jakoś martwiły mnie ruchy, był to jedyny raz gdy wolałam to sprawdzić. reszta ciąży przebiegła normalnie, wszystko co zgłaszalam poloznym co wizyte bylo normalne wiec staralam sie nie nastawiac na to ze cos by bylo nie tak, ani nie probowalam wymusic zadnych dodatkowych usg bo niby cos jest nie tak (w uk sa tylko dwa usg przy prawidlowym rozwoju ciąży). jak przyszlo do wywolywania to o 8 byłam w szpitalu, byłam zmęczona ale chciałam juz miec to za soba, najbardziej stresowalam sie badaniem szyjki czy jak to sie zwie 😅 nie podobalo mi soe zadne zajrzenie tam i sprawdzanie rozwarcia itd.. w szpitalu ok. 10 miałam już pessary- dopochwowa ‘wkładka’ z hormonem, był to plastikowy kawałek z wystajacym sznurkiem.. o 15 jakby mi wypadał, zgłosiłam to ale nikt nie przyszedł sprawdzić wiec o 17 mi to wypadło. jak zglosilam to pytali gdzie to hest i chcieli mi wlozyc nowe bo przeciez ma dzialac.. dodam ze od rana mialam skurcz ei to zanim wlozyli mi pierwsza wkladke.. po 17 powiedzialam ze pojde sie wykapac to moze w ten sposob przyspiesze, bol byl ale jeszcze znosny, polezalam w wielkim basenie do porodu, moj partner ciqgle byl ze mna.. przed 19 mieli sprawdzic jak sytuacja we mnie bo juz zaczelam miec bole krzyzowe i mialam slkurcze praktycznie caly czas, z kazdym silniejsze.. o 19 dniowka zamieniala sie z nocna zmiana wiec przed 21 dowiedzialam sie ze nie moge teraz rodzic bo nie maja mnie z kim tam zostawić a musi caly czas ktos byc przy mnie. moj partner o 21 pojechal do domu a ja cala noc spedzilam w nasilajacych sie bolach krzyzowych wraz z kolejnymi skurczami.. juz nie liczylam co ile je mam, dostalam duuuzo tabletek, chodzilam juz po scianach i jakos chyba o 3 poszlam sie znowu wykqpac z nadzieje ze te krzyzowe bole troche odpuszcza bo nie bylo pozycji w ktorej bym jakos je znosila lepiej.. jedynie lezac na boku bylo jako tako, aaa jeszcze ok 12 dostalam dopochwowo zel z innym hormonem no to potem wlasnie kapiel. po kapieli jiz nie dawalam rady, jakos przed 5 rano pisalam z tesciowa bo partner spal, pisalam ze to chyba juz ze nie daje rady, dostałam gaz ale nic nie pomagalo, bylo co raz gorzej ale przyszla polozna znowu zajrzec jkaie rozwarcie i bylo 5 cm wiec dostalam morfine i wkoncu mnie chcieli zabrac na porodowke.. kazalam zadzwonuc do partnera bo nie bylo zasiegu i juz miałam bole parte, juz chcialam to skonczyc. przed 6 wjechałam na porodowke i polozna ktora przyjmowala porod mowila ze chyba bedzie szybciej i ze maly ma duzo wlosow ;p ja do niej wtedy ze musimy poczekac na mojego partnera haha, nie moglby tego przegapic.. zaraz sie pojawil wiec mu powiedzialam zeby odpalil kamere bo zalezalo nam na tym by nagrac pierwszy placz. no i chwile pozniej o 6.27 maluszek juz leżał na mnie 😉 potem mnie zszywali wiec tez niefajnie bo znowu tam ale przezylam i malluszek jest juz ze mna zdrowy. obecnie 11 tygodni mija od tamtego dnia 😉 bolalo i poki co nie chce kolejnej ciazy ale wiem ze jeszcze 2 dzieciaczkow chcialabym urodzic jak zdrowie pozwoli 😉

  5. Agnieszka

    U mnie to się zaczęło od biegunki trwającej od soboty. Pierwsze regularne bolesne skurcze zaczęłam odczuwać o 1 w nocy z poniedziałku na wtorek, były co ok 15 minut i na tyle dokuczliwe że podczas skurczu nie mogłam nic zrobić. O 14 we wtorek miałam skurcze co 8 minut i na tyle odczuwalne że z bólu trzęsły mi się nogi. O 22 zaczęłam już panikować, płakać i wyć. Wtedy mąż zawiózł mnie do szpitala i okazało się że mam skurcze co 2-3 minuty (trwające minutę) oraz rozwarcie 4cm. Bóle były na tyle silne, że nie mogłam rozmawiać również pomiędzy skurczami. Nie rozumiem co się dzieje, gdzie jestem. Jedyne co udało mi się powiedzie to, że już nie dam rady i że mąż odpowie na wszystkie pytania. Dali mi jakieś leki rozkurczowe i pozwolili iść pod prysznic, ale to niewiele pomogło. Ok 24 dalej miałam 4cm, a ból był taki że nie byłam w stanie oddychać. Podali mi zzo i to sprawiło że przestałam czuć cokolwiek (zdretwiala mi lewa noga, a z obu stron nie czułam boli). Nie wiedziałam nawet kiedy jest skurcz. Ok 3 miałam już rozwarcie na 8 cm i odeszły mi wody. Chwilę po tym zaczęłam odczuwać potrzebę parcia, więc dołożono mi jeszcze znieczulenia, bo ciężko mi się było powstrzymać. Gdy po godzinie miałam w rozwarcie na 10 okazało się ze parte są za krótkie i za słabe dlatego podano mi oksytocyne. Synka zobaczyłam na świecie o 5. Niestety ja dostałam krwotoku, a łożysko nie chciało wyjść. Podano kolejne leki, ale łożysko nie wyszło w całości i musiałam być wyłyżeczkowania. Ogólnie uważam że mimo otrzymania zzo na “najgorsza czesc” porodu, że miałam ciężki poród. W końcu ok 23 godziny męczyłam się bez żadnych wspomagaczy. Na szczęście po porodzie oprócz anemii spowodowanej duża utratą krwii bardzo szybko doszłam do siebie.

  6. Nikt mnie nie przekona do porodu naturalnego. bezpieczniejsza dla dziecka jest cesarka. A że będzie bolec później, trudno…

  7. Ja się obudziłam na kupę o 4 w nocy :p a potem miałam jeszcze dwie kupy tej samej nocy i to mnie zastanowiło. Obudziłam męża, ale ten oznajmił, ze pewnie to jeszcze nie to(byłam dzień przed terminem, ale o skurczach mówiłam już dużo wcześniej). Położyłam się do łóżka ale miałam właśnie skurcze, które nie ustawały w innym miejscu niż zwykle i przypominały naprawdę te miesiączkowe, chociaż ja miałam lekkie bóle, to te były dużo silniejsze. Wskoczyłam pod prysznic, żeby sprawdzić czy to pomoże. Potem zadzwoniłam do mamy (między nami jest 6h różnicy czasowej, bo mieszkam za granica) żeby mnie wsparła swoim zdaniem. Mama przekonała mnie, ze na pewno rodzę i żebym jechała do szpitala. Obudziła wiec raz jeszcze męża, a ten leżąc w łóżku wyjął stoper i kazał mi mówić kiedy czuje nasilenie bólu. Miałam skurcze raz co 3 raz co 8min. Wtedy mąż się przejął i pojechaliśmy do szpitala(30min).

    Była godzina 8kiedy weszliśmy na oddział, a wtedy miałam już takie skurcze, ze ciężko było mi wysiedzieć w samochodzie (nie mogłam ponoć sobie rozchylając nogi).
    W szpitalu oznajmili nam, ze mam 2cm rozwarcia zatem mam wracać do domu😅
    I ze te naprawdę mocne skurcze przyjdą dopiero. Wcześniej planowałam urodzić totalnie naturalnie bez wspomagania znieczuleniem, trenuje od dziecka sport, wiec myślałam, ze poród mi nie będzie straszny ale ta informacja zostałam przybita, muszę wam szczerze powiedzieć.

    Zaliczyłam wiec z mężem pojechanie do pracy, gdzie wszyscy cieszyli się widząc mnie zaliczający pozycje do kucka przy ścianie rozchylając szeroko nogi co 2minuty – jedyna pozycja przynosząca ulgę (ja się dalej zastanawiam, dlaczego miałam tak silne skurcze, kiedy niektóre kobiety loki kręcą przed pojechanie do szpitala). Pamietam jak wszyscy życzyli nam szczęścia.

    Potem pojechaliśmy z mężem na jego wizytę do szpitala, gdzie maszerowałam dziwnie ponkorytarzu w te i we wta odwiedzajac toaletę za każdym razem kiedy drzwi były blisko i przybierając moja pozycje na kucki.
    Jakaś kobieta zobaczyła mnie na monitoringu i spytała czy nie potrzebuje pomocy i podwozki do szpitala (kiedy mąż był na swoim badaniu)🤪😛

    Wreszcie wróciliśmy do domu(kolejne 30min w aucie), była godzina 14.00

    Pamietam, ze rozebrałam się żeby ulżyć sobie w bólu i poszłam pod prysznic
    Modląc się żeby pękły mi te przeklęte wody.

    kiedy nie miałam już siły żeby kucać wstawać, mąż który czuwał przy mnie usiadł na łóżku żeby podtrzymywać mnie z tylu i pomagać mi w moich sumo kuckach. Po kolejnym takim skurczu pękły mi wody.

    Było to jakby siku spływające po udach ale jak dokądś to to kontrolujesz a to przyszło bez mojej…woli?
    Powiedziałam do męża ze chyba pękły mi wody i jedziemy do szpitala. Mąż zaczął pakować auto a ja poszłam się umyć, stałam na macie łazienkowej na ręczniku i właśnie wtedy ze mnie hlustnelo. Ogromna kałuża jakbym wylała pare litrów wody pod siebie. Mąż wkroczył i ujrzał taki widok, wtedy nie mieliśmy wątpliwości, ze to na pewno wody.
    Hlustnelo ze mnie potem jeszcze raz taka sama ilość płynów, wyglądałam jakbym miała polowe brzucha.

    Pojechaliśmy do szpitala i ból był tak ogromny, ze myślałam, ze rozwali mi miednice. (nie chce naprawdę nikogo straszyć, teraz myśleć, ze dziecko parlo w dół i naciskało na jakiś nerw)

    Mąż zostawił mnie pod szpitalem i pojechał znaleźć miejsce parkingowe. Jak wkroczyłam do szpitala to ludzie z recepcji rzucili się żeby mi pomoc, ja krzyknęłam ze mąż dołączy ale maja mnie zawieźć na porodówkę i to jak najprędzej, ktoś chwycił wózek i pojechaliśmy na piętro. Jak przerowadzali ze mną wywiad to pierwsze co powiedział to żeby daj mi znieczulenie natychmiast😅

    Nie było tak pięknie. Jak już wreszcie dostałam znieczulenie to miałam 5cm rozwarcia i nie urodziłam do 12 w nocy. Mąż wrócił do domu żeby nakarmić psy i wyprowadzić je na zewnątrz a w tym czasie spadło tętno dzidzi i chcieli mi zrobić cesarkę. W ogóle się nie wysłałam bo non stop ktoś wchodził i kazał mi zmienić pozycje z pleców na bok potem na drugi bok, potem zmieniła się kadra i było to samo, a ze cała byłam w kablach łącznie z plecami to po tylu godzinach byłam juz tym zmęczona plus brak snu.

    Potem wrócił mąż, mi tej cesarki nie zrobili i rano sprawdzili mi znowu rozwarcie, wreszcie miałam to 10cm i zaczęłam rodzic. A, ze musisz czuć swoje skurcze to nie miałam więcej znieczulenia.

    Kiedy zaczęła
    Faktycznie przeć to na sali był tylko mój mąż i jeszcze jedna pielęgniarka, taka barda babka, dzięki niej wszystko poszło sprawnie.
    Kontrolowała na monitorze moje skurcze i podnosiła nogę żebym parła, druga podnosił mój mąż.

    Powiedziała ze dobrze pre i ze niedługo urodzę. Lekarz wkroczył na sam
    Koniec wraz z druga pielegniarka, jak już główka była widoczna. Pamietam ze właśnie wtedy dali mi „odpocząć” i kiedy jeden skurcz przyszedł to miałam właśnie nie przeć.
    Przez cały poród jadłam kostki lodu (polecam).
    Urodziłam o 8.59.

    Mój cały poród o momentu porannych skurczy o 4 trwał 28h z tego 2h 30min faktycznego parcia…

    Byłam wykończona, mój mąż również.
    Po porodzie dziecko było tylko i wyłącznie pod nasza opieka (wyłączając fakt ze miało zrobione wszystkie niezbędne testy i badania).

    Jak słyszę jak dziewczyny rodzą to naprawdę nie wiem dlaczego mi to tak długo zajęło.
    Jesli masz jakaś odpowiedz Nicole to będę wdzięczna:p
    Mam
    Duży próg bólu a pierwsze skurcze już mnie zginęły w pół.

    Pozdrawiam dziewczyny!

  8. A mnie ciekawi kiedy wreszcie lekarze i położne zaczną traktować rodzące z szacunkiem jak ludzi a nie zwierzęta. Za 2 tyg mam termin i jak czytam te komentarze to chyba wolę rodzić sama w lesie. Naprawdę w szpitalach powinny być kontrole na porodówkach bo to co kobieta musi przejść tylko przez złośliwość ludzi, którzy powinni pomagać to zgroza. Jakim prawem położna czy lekarz ocenia skale bólu jaki czuje kobieta? Siedzi jej w głowie? Oj ja nie będę miłą i uległą rodzącą bo to ja i moje dziecko potem zostajemy z komplikacjami i traumą.

  9. Dokładnie rok temu o tej godzinie 4:30 obudził mnie silny skurcz w podbrzuszu . Poszłam do toalety , wróciłam do łóżka . Po 5 min to samo . Minęło kolejne 5 min i znowu miałam ten sam ból , poszłam znowu do toalety i tym razem nic . Acha , pomyślałam sobie , ze chyba dorwałam jelitówkę . Położyłam się do łóżka a tam dalej co 5-3 min ten sam ból ,tylko ze tym razem nie goniło mnie do toalety . O 5 godzinie pomyślałam sobie , ze może lepiej będzie jak pojadę do szpitala , żeby mnie podłączyli pod ktg, bo nie wiadomo co mi jest i czy z dzieckiem wszystko ok. (Jestem panikarą).Dalej byłam przekonana , ze to nie bóle porodowe . Poszłam pod prysznic , przygotowałam się i o 6 pojechałam do szpitala . W samochodzie bóle tak się nasilały , ze były bardziej wydłużone i częstsze 3-2 min. Wtedy sobie pomyślałam , ze może jednak to poród , a była to 5 ciąża 2 tyg do terminu ,wiec dlatego biłam się z myślami w głowie co to może być ?, bo przecież rodziłam już 4 razy i wiem jak to idzie krok po kroku . Do szpitala dojechałam o 6:30 . Powiedziałam , ze rodzę no bo co miałam im powiedzieć już byłam spanikowana 😅. Pani położna skierowała mnie do pokoju , podłączyła pod ktg i powiedziała , ze za pół godziny przyjdzie mnie zbadać . Leżąc tam już w dosyć mocnych bólach patrzyłam na monitor ktg , gdzie nie pokazywał skurczy . Pomyślałam sobie , jaki wstyd 5 dziecko a ja tu do nich , ze mam bóle porodowe a tu ani widu ani słychu ( po zapisie). A z drugiej strony strach co mi jest , czemu tak boli , czy to jakiś skręt jelit czy co ?Po 10 min zadzwoniłam , żeby mnie odłączono , ponieważ chciało mi się bardzo siku , pani położna czekała żeby z powrotem mnie przypiąć . Kiedy przypinała , ja musiałam znowu siku ale to już był taki ucisk bo ani kropli nie uleciało . Wróciłam , kiedy mnie przypinała , mówiąc ze jeszcze 15 min i przyjdzie poczułam ból party . Ja jej to mówię a ona do mnie spokojnie ze mam nie panikować , po chwili następny , gdzie poczułam główkę w kroczu . Ta była bardziej przerażona ode mnie 😂. To był sprint w biegu szykowała wszystko , mąż pomagał mnie rozbierać , bo już nie potrafiłam , już uwierzyłam , ze to poród 🤣. I tak to po 28 min od przybycia do szpitala przyszła na świat moja córka . Teraz wiem , ze nie zawsze może być tak samo , ze nasz organizm może nas zaskoczyć .

  10. Bardzo lubię Pani bloga. Właśnie rozpoczynam trzeci trymestr ciąży i szukam informacji na temat znieczulenia podczas porodu siłami natury. Czy mogłaby Pani wypowiedzieć się w tej sprawie?

  11. Malgorzata Foterek

    Hej.
    Jestem w 38 tc. To moja pierwsza ciąża.
    Czytam Twojego bloga i czerpię z niego wiedzę 😉

    Mam pytanie odnoście tego, kiedy tak naprawdę jechać do tego szpitala.

    Napisałaś, że jak odejdą wody. Ale załóżmy, że wody są przezroczyste lub białe, a skurczy brak. Czy faktycznie od razu muszę na sygnale jechać do szpitala (mamy do niego 25 min samochodem) ?

    Różne źródła podają, że dopóki nie ma skurczy, można odczekać w domu do max 6h (pod warunkiem, że wody nie były zielone lub nie wystąpiło krwawienie).
    Czy się z tym zgadzasz?

    Pozdrawiam ciepło ❤️
    Gosia z Cypru ☀️

  12. Smiecho

    Mój pierwszy poród był minutowy co prawda miałam 35 lat wrucilam z pracy wykompalam się i wyruszyła do szpitala tam 15 min ktg i Oskar był na świec

  13. Mój pierwszy porod 5h20min synek waga 3550g.. 9 lat później córką i tu nawet nie zdążyli zrobić ktg. Przyjechałam na porodowke z rozwarciem na 8 cm i skurcz ami co 2 min. Na izbie przyjęć ZDARZYLAM przebrać się w koszule nocna, wejść na pierwsze piętro na salę porodów, po drodze odeszły mi wody i po 3 skurcz ach partych córką była na świecie. Cały porod od pierwszego skurczu 95min.Dobrze że szpital tuż za rogiem.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*