Kolka niemowlęca

Kolka niemowlęca

Wiem, że wiele z Was czekało na ten artykuł jak na zbawienie licząc, że przedstawię Wam sposób na wygranie z kolką. Niestety, pewnie Was rozczaruję, bo w 100% skutecznego sposobu nie ma. Mi udało się kolki pokonać (a może raczej przetrwać?), ale nie mogę obiecać, że to co przyniosło skutek u mojego synka, będzie skuteczne u Waszych dzieci. Dlatego chcę się odnieść do wszystkich opcji terapeutycznych, a Wam pozostanie wypróbowanie tych, które Wam wydadzą się najodpowiedniejsze.

 

Zacznijmy od początku – czym jest kolka niemowlęca?

Jest łagodnym zaburzeniem, w którym występują okresy przedłużonego, niedającego się ukoić płaczu występującego bez konkretnej przyczyny. Dotyczy średnio ok. 20% niemowląt, pojawia się około 2. tygodnia życia, jej szczyt występowania przypada na 6. tydzień życia i trwa do końca 3.-5. miesiąca (u wcześniaków wieku skorygowanego). Napady najczęściej występują wieczorem i nie są prowokowane przez żaden czynnik. Natomiast ich występowanie wiąże się z frustracją rodziców i może prowadzić do poczucia winy. Co więcej, kolka u dziecka zwiększa ryzyko występowania zespołu dziecka potrząsanego oraz depresji poporodowej u matki. Na jej wystąpienie nie ma wpływu sposób karmienia, wiek ciążowy w momencie urodzenia dziecka ani płeć.
Skąd się bierze? Tego tak do końca też nie wiemy. Umiemy ją rozpoznać, ale nie znamy jej przyczyny. Przez wiele lat kolkę interpretowano jako ból brzuszka związany z nagromadzeniem się gazów. Kiedyś uważano, że przyczyną wzdęć jest dieta mamy, teraz wiemy, że raczej niedojrzałość przewodu pokarmowego oraz zmiany flory jelitowej. W końcu kolki występują też u dzieci karmionych mlekiem modyfikowanym. Ale czy tylko? Do innych przypuszczalnych przyczyn występowania kolki zalicza się niedojrzałość układu nerwowego, zaburzenia wydzielania serotoniny, palenie papierosów (lub nikotynową terapię zastępczą) u matki, nieprawidłową technikę karmienia. W 2012 roku były nawet pewne doniesienia, że kolka występuje ponad 2 razy częściej u dzieci matek cierpiących na migrenę i zastanawiano się, czy oby nie jest to jej wczesny objaw.

A skąd wiadomo, że dziecko ma kolkę? A stąd, że płacze. Ale płacze nie byle jak! Płacze tak, że rodzicom serce pęka, a sąsiedzi chcą wzywać policję. A mówiąc bardziej merytorycznie…

Kiedyś stosowano tak zwaną „regułę trójek”.
Płacz miał trwać min. 3 godziny, występować min. 3x w tygodniu przez min. 3 tygodnie. W nowych Kryteriach Rzymskich IV (są to kryteria odnoszące się do zaburzeń czynnościowych przewodu pokarmowego, wspominałam o nich przy okazji zaparć) odstąpiono jednak od tej reguły. Dlaczego? Bo nie ma dowodów na to, że sztywna granica 3 godzin pozwala odróżnić dzieci z kolką od tych bez kolki, a czas trwania płaczu jest oceniany różnie i stwierdzono, że podawany przez rodziców raczej odzwierciedlał ich frustrację spowodowaną niemożnością ukojenia płaczu niż jego faktycznego trwania. (Wszyscy to znamy – jak dziecko TAK płacze przez godzinę, w odczuciu rodzica jest to cały wieczór płaczu.)

 

Obecnie, aby rozpoznać kolkę muszą wystąpić wszystkie z wymienionych poniżej objawów: 
1) objawy rozpoczynają się i ustępują do ukończenia 5. miesiąca życia,
2) zgłaszane przez opiekunów nawracające lub przedłużające się okresy płaczu, grymaszenia, marudzenia lub rozdrażnienia występujące bez oczywistej przyczyny, którym nie można zapobiec ani zaradzić,
3) brak zaburzeń wzrastania, gorączki lub innej choroby.

 

Co ważne, w 1 badaniu oceniającym dzieci z kolką – tylko (albo i aż) u 5% dzieci, u których występowały objawy sugerujące kolkę stwierdzono chorobę organiczną. U większości z nich obserwowano ewidentne nieprawidłowości w badaniu podmiotowym i przedmiotowym. Dlatego jeśli niepokoi Cię płacz Twojego dziecka – warto skonsultować się z pediatrą. Oceni on czy są wskazania do jakiejkolwiek diagnostyki lub leczenia.
A co u dziecka z kolką powinno wzbudzić niepokój rodzica? Przede wszystkim gorączka, senność, brak przyrostu masy ciała(!), silne wzdęcie brzucha (zwłaszcza jeśli nie ustępuje po „bączkach” lub jeśli gazy w ogóle nie odchodzą), wymioty (zwłaszcza chlustające), powiększanie się obwodu brzucha i jego tkliwość, krew w stolcu, wysypka.

 

No dobrze, skoro już wiemy jak rozpoznać kolkę to co dalej? Jak sobie z nią radzić?
Przede wszystkim należy sobie uświadomić, że nie jest to poważna choroba i że to kiedyś minie. Oczywiście, łatwiej powiedzieć niż zrobić. Ale dla dobra zarówno dziecka jak i rodzica trzeba się postarać po prostu przetrwać. I najważniejsze – każdy może stracić cierpliwość, gdy dziecko kolejną godzinę płacze. Nie znaczy to, że jest złym ojcem czy matką.  Ważne, żeby nie wyładowywać tej frustracji na dziecku krzycząc na nie lub potrząsając. Dlatego istotne jest, aby rodzic dziecka z kolką miał możliwość od niego odpocząć. Możecie albo umówić się z partnerem, że zajmujecie się dzieckiem na zmianę (czasem to pół godziny – czterdzieści minut ze słuchawkami na uszach może okazać się zbawienne) lub poprosić kogoś z rodziny, żeby Was zmienił. Nawet gdyby to miała być tylko godzina, ale godzina w ciszy i bez płaczu, to warto! Da Wam siłę na później.

 

Ale nawet świadomy samoograniczania się kolki rodzic nie da rady siedzieć bezczynnie przez tych kilka tygodni, zwłaszcza słysząc płacz i widząc cierpienie na twarzy dziecka. W związku z tym przez lata wymyślano wiele sposobów na kolkę, zarówno farmakologicznych, jak i niefarmakologicznych.

Zacznijmy od tych drugich:

Zmiana sposobu karmienia razem z metodami kojącymi opisanymi poniżej są polecane jako interwencje pierwszego rzutu. Problemy takie jak niewystarczające spożycie pokarmu, przekarmianie, brak odbijania, czy połykanie zbyt dużej ilości gazów mogą mieć wpływ na płacz dziecka. U dzieci karmionych piersią warto zadbać o prawidłową pozycję i przystawienie do piersi – tu nieocenione są porady Certyfikowanych Doradców Laktacyjnych (CDL – listę osób zajmujących się tym można znaleźć w zakładce „Doradcy” na stronie Centrum Nauki o Laktacji). Niestety, takie konsultacje nie są refundowane. U dzieci karmionych butelką przydatne mogą się okazać tzw. butelki antykolkowe (odpowietrzające). Z założenia mają one zapobiegać połykaniu większej ilości gazów, a przez to zmniejszać nasilenie kolki. Choć nie udowodniono, aby eliminowały one problem kolki, to u niektórych dzieci zmniejszały ryzyko jej wystąpienia. Nie zapominajmy też o odbijaniu – choć nie zawsze się to udaje, to brak odbicia nie powinien być regułą. A więc trzeba zawsze spróbować!

 

Tulenie i przytulanie oraz masowanie brzuszka są najczęściej stosowanymi przez rodziców praktykami. Dają one dziecku poczucie bliskości i bezpieczeństwa a delikatne kołysanie oraz uciskanie brzuszka w trakcie, wspomagają odchodzenie gazów. Dodatkowo pomagają się dziecku wyciszyć i ograniczyć nadmiar bodźców. Ponieważ nie mają one praktycznie działań niepożądanych (o ile dziecko nie jest mocno potrząsane!) można i należy zalecać je wszystkim rodzicom kolkowych dzieci jako postępowanie pierwszego rzutu. Aby masaż brzuszka pomagał w odgazowaniu najlepiej aby był to ucisk zgodny z ruchem wskazówek zegara (przebiegiem jelita grubego).

 

A propos kołysania – jedyną naprawdę skuteczną metodą w naszym przypadku był wózek i spacery. Synek nigdy nie płakał na spacerze, a w wózku potrafił przespać nawet 2-3 godziny. Czasem wychodziłam z nim i na 5-6 godzin (oczywiście karmiłam go w trakcie). Niestety, było to błędne koło, bo na spacerze się wysypiał, a po powrocie do domu „koncertował”. Z drugiej strony, być może było to związane po prostu okresowością występowania kolek – w końcu zazwyczaj występują wieczorami.
Na niektóre dzieci działa też jazda samochodem – znam rodziny, które w środku nocy potrafią robić sobie przejażdżkę wokół osiedla. Wymyślono nawet kołyskę, która imituje ruch auta i mijane światła!

 

Ciepłe okłady – choć nie mają udowodnionej skuteczności, wielu rodziców zgłasza poprawę po ich stosowaniu. Wykorzystać do tego można różnego rodzaju termofory – od klasycznych wodnych, po popularne ostatnio termofory z pestek wiśni. Ważne, aby termofor był ciepły, ale nie gorący, żeby uniknąć poparzenia dziecka.

 

Stosowanie generatorów szumu stało się ostatnimi czasy bardzo popularne. Biały szum ma imitować szum krwi, który dziecko słyszało będąc jeszcze w łonie matki. Praktyki te nie mają udowodnionej skuteczności, natomiast stosowanie w tym celu suszarek czy odkurzaczy jest potencjalnie niebezpieczne – może prowadzić do trwałego uszkodzenia słuchu. Nie wspominając już o niebezpieczeństwie związanym z wkładaniem włączonej suszarki do łóżeczka! Dlatego nie poleca się ich stosowania, zwłaszcza stałego i długotrwałego „szumienia” dzidzi wprost do ucha. Jeśli decydujemy się na użycie białego szumu, jego generator powinien on być najdalej jak to możliwe od dziecka, ustawiony na cichy poziom i używany krótko.

 

Odgazowywanie często przynosi dziecku ulgę (choć zazwyczaj chwilową). Można w tym celu wykonać wyżej wspomniany masaż brzuszka lub wspomóc się specjalnie do tego przeznaczonymi rurkami (kateterami rektalnymi). Rurkę należy wprowadzać do odbytu tak delikatnie jak tylko się da, najlepiej po dokładnym wymasowaniu brzuszka. Przed jej włożeniem koniecznie trzeba natłuścić końcówkę (np. oliwką dla dzieci lub wazeliną) a po włożeniu odczekać kilkadziesiąt sekund do momentu usłyszenia wydostających się gazów. Warto to robić w trakcie przewijania z podłożoną pieluszką, gdyż przez rurkę lubi uciekać też kupa.

 

Chustonoszenie łączy wyżej wymienione metody – dziecko czuje ciepło i bliskość mamy lub taty, słyszy bicie serca, ma poczucie bezpieczeństwa, jego pozycja w chuście oraz ruch w trakcie chodzenia sprzyja usuwaniu gazów. Chustować można dzieci od urodzenia, ale trzeba pamiętać, że nie wszystkie wiązania i chusty nadają się dla noworodków. Jeśli nie masz wprawy w motaniu, warto skorzystać z pomocy doradcy chustonoszenia – nauczy Cię nie tylko wiązać chustę, ale i pomoże w jej dobraniu.

 

Smoczek – teoretycznie nie powinien być używany przez pierwsze 4-6 tygodni życia, żeby nie osłabiać odruchu ssania. Dodatkowo smoczkom przypisuje się udział w powstawaniu wad zgryzu. Natomiast obecnie dostępnych jest ich wiele rodzajów, są smoczki dynamiczne, które „wyciągają się” jak sutek, są też smoczki ortodontyczne, które nie mają tak złego wpływu na zgryz. Jeśli jest to możliwe, należy unikać używania smoczka, ale niektóre dzieci mają ogromną potrzebę ssania, a dodatkowo ssanie ma delikatne działanie przeciwbólowe. Jak już pisałam w poście o noworodku w domu, ja się złamałam gdy Synek miał 3 tygodnie. Z wyrzutami sumienia dałam mu smoczek. Nie wyeliminowało to kolek, ale na pewno pomogło w przetrwaniu tego trudnego okresu.

 

Modyfikacja diety. Choć większość babć Wam powie, że dziecko ma kolkę bo Wy coś zjadłyście, to nie będą miały racji. W tradycyjnym, babcinym rozumieniu, aby uniknąć kolek mama powinna unikać warzyw strączkowych, kapusty, sałaty, smażonego, surowego, słodkiego, pikantnego, itd. Natomiast to akurat nie ma znaczenia. Wiele się mówi o diecie matek karmiących, a w zasadzie o jej braku. I faktycznie – mama karmiąca powinna jeść wszystko… co zdrowe. Ale wszystko nie znaczy, że można jeść śmieciowe jedzenie! Dieta powinna być różnorodna, świeża, kolorowa. Jeśli chodzi o kolkę natomiast, to należy pamiętać, że częstość jej występowania jest podobna u dzieci karmionych piersią jak i mlekiem modyfikowanym, więc pod żadnym pozorem nie powinno się zachęcać mam dzieci z kolką do rezygnacji z karmienia piersią! W jednym badaniu z randomizacją stwierdzono skrócenie czasu trwania płaczu u dzieci, których mamy wykluczyły z diety najczęstsze alergeny – mleko krowie, jaja kurze, orzeszki ziemne, orzechy, pszenicę, soję i ryby. Jednak taka dieta byłaby bardzo rygorystyczna, jej stosowanie wymaga poradnictwa dietetycznego i co ważne, nawet w razie jej wprowadzenia, w czasie, w którym zwyczajowo kolki się kończą (3. miesiąc), należy powrócić do normalnej diety.
Z kolei u dzieci karmionych mlekiem modyfikowanym w przeglądzie systematycznym 13 badań stwierdzono skrócenie czasu płaczu po zmianie mieszanki na hydrolizaty o nieznacznym bądź znacznym stopniu hydrolizy lub mieszanki elementarne. Dlatego też u niektórych dzieci można spróbować zmiany mieszanki, ale najlepiej robić to po konsultacji z lekarzem, który na podstawie wywiadu i badania zaproponuje odpowiednie mleko oraz ustali okres obserwacji.

W tym miejscu chciałabym wspomnieć o alergii na białko mleka krowiego (będzie na ten temat oddzielny post). U niemowląt czas wystąpienia jej objawów pokrywa się z czasem występowania kolki – dlatego też jeśli poza płaczem u maluszka występują inne objawy – zmiany skórne, krew w stolcu, niedostateczny przyrost masy ciała – koniecznie należy skonsultować się z pediatrą.

 

Woda koperkowa – stosowana i polecana niegdyś w kolce niemowlęcej zawiera olej z nasion kopru, wodorowęglany oraz syrop glukozowy. Nie ma żadnych badań wykazujących jej skuteczność, natomiast środek ten może mieć działanie szkodliwe. Jest ono związane z zawartymi w oleju z kopru substancjami o działaniu silnie estrogennym (przypominam, że estrogeny to żeńskie  hormony płciowe).

 

A co z lekami?

Simetykon – jego działanie polega na zmniejszaniu napięcia powierzchniowego co powoduje pękanie pęcherzyków gazu. Zmniejsza w ten sposób wzdęcie brzuszka. Dostępne w Polsce preparaty simetykonu zarejestrowane są dla dzieci po 28. dniu życia. Niestety, w dużych badaniach z randomizacją nie stwierdzono jego przewagi nad placebo. Jednak ze względu na subiektywną poprawę u niektórych pacjentów można na próbę wprowadzić ten lek na tydzień, przy czym przy braku poprawy należy z niego zrezygnować. Jeśli już podajemy simetykon, należy go dawać do każdego posiłku i w dużych dawkach – lek nie wchłania się z przewodu pokarmowego.

*W tym miejscu chciałabym zaznaczyć, że popularny wśród mam i na forach internetowych niemiecki specyfik na kolkę również zawiera simetykon właśnie. Różni się on od rodzimych preparatów stężeniem i rejestracją, natomiast w identycznych dawkach ma takie samo działanie.

 

Laktaza jest enzymem rozkładającym laktozę (rodzaj cukru) do glukozy i galaktozy. Jest ona często stosowana w przypadku kolki w związku z podejrzeniem nietolerancji tego cukru, pomimo tego, że jej skuteczność w tym wskazaniu nie została potwierdzona w badaniach naukowych. Co jest istotne – laktoza jest ZAWSZE zawarta w mleku kobiecym, ponieważ powstaje w trakcie jego produkcji – stosowanie przez mamę diety bezlaktozowej nie ma wpływu na jej zawartość w mleku kobiecym. Podobnie jak simetykon, można rozważyć jej zastosowanie jednak w razie braku poprawy po tygodniu, lek należy odstawić.

 

Probiotyki, a w zasadzie jeden konkretny – Lactobacillu reuteri szczep DSM 17938 ma potwierdzone działanie skracające kolkę u dzieci karmionych piersią w (póki co) 1 badaniu. Różnice w nasileniu objawów między grupami badawczymi (przyjmującą ten probiotyk vs simetykon) obserwowano już po 7 dniach regularnego stosowania, natomiast po 4 tygodniach efekt był znaczący (51 minut płaczu/dobę vs 145 minut płaczu na dobę).  Co prawda aby móc jednoznacznie ocenić skuteczność tego leku należałoby ponownie uzyskać podobne wyniki w kolejnych badaniach (obecnie są one prowadzone w wielu ośrodkach, między innymi w Polsce), jednak można zalecić jego stosowanie u dzieci z kolką karmionych mlekiem matki. Natomiast nie potwierdzono jego skuteczności u dzieci karmionych mieszankami mlecznymi.

 

Inhibitory pompy protonowej. Choć u części dzieci z kolką niemowlęcą obserwuje się objawy refluksu żołądkowo-przełykowego, to nie stwierdzono przewagi omeprazolu nad placebo w skracaniu czasu trwania płaczu i zmniejszaniu nasilenia objawów kolki.

 

A teraz małe podsumowanie na podstawie naszej osobistej historii.
U Synka pierwsze objawy kolki zaczęły się po około 2 tygodniach życia. Pierwsze dni płaczu przyjęłam spokojnie, jednak z każdym następnym mały płakał coraz bardziej. Nie miało znaczenia czy danego dnia akurat jadłam pierś z kurczaka i warzywa na parze, czy zupę fasolową. Po prostu z dnia na dzień było gorzej. Pierwszym co zastosowałam był enzym laktaza – mimo podawania do każdego karmienia jakiegoś szczególnego efektu nie widziałam. W oczekiwaniu na ten upragniony 28. dzień życia (simetykon jawił mi się wówczas jako zbawienie) masowaliśmy brzuszek, odgazowywaliśmy, nosiliśmy, tuliliśmy i zaopatrzyliśmy się w termofor z pestek wiśni. Na dodatek ściągnęłam szumiącą aplikację na telefon a wieczorem wciskaliśmy małego w otulacz. Miałam wrażenie, że każda nowa metoda pomagała… za pierwszym razem. Serio – pierwszy szum, pierwsze otulenie, pierwszy masaż brzuszka termoforem, pierwsza aplikacji katetera sprawiały, że Maluch przestawał płakać. Ale za drugim czy trzecim razem efektu już nie było. No może w chuście uspokajał się więcej razy, ale też nie zawsze – czasem samo motanie tak go rozwścieczało, że nie udawało mi się zawiązać chusty do końca. Wreszcie Synek skończył 4 tygodnie, posłałam Męża do apteki po simetykon i… nic. Zero poprawy. Myślałam, że się załamię. Od znajomych dostaliśmy nawet „cudowny niemiecki lek”, pomyślałam – co mi szkodzi, skoro dostaje polską wersję, ale nie przyniosło to żadnego efektu. Zaczęłam wymyślać mu miliony chorób i pewnie gdyby nie opanowanie mojego męża i przyrosty masy ciała >50g/dobę wylądowalibyśmy w jakimś szpitalu. Zwłaszcza gdy pewnej pechowej niedzieli jak Mały zaczął płakać o 17.00 tak skończył o 5.00 nad ranem. On płakał, my płakaliśmy. Nic nie pomagało. Z bezsilności dałam mu lek przeciwbólowy, po którym zasnął, choć tak naprawdę nie wiem czy nie było to ze zmęczenia. W międzyczasie szukałam piśmiennictwa do tego artykułu i natknęłam się na to badanie z probiotykiem. No przecież! Sama mówiłam czasem pacjentom, że to jedyne co ma jakiekolwiek badania! Następnego dnia postanowiłam dołożyć go do batalii leków a dodatkowo w akcie desperacji stwierdziłam, że przechodzę na dietę bezmleczną. W ulubionej kawiarni, którą zazwyczaj zaliczam na spacerze zamówiłam nawet latte z mlekiem sojowym! Jednak na diecie wytrzymałam tylko do wieczora. Bo tego wieczora Synek zasnął spokojnie. Nie wiem nawet czemu. Wątpliwe, aby była to sprawa jednej dawki probiotyku, być może kompilacja wszystkiego zadziałała. Ale kolki się skończyły. A przynajmniej znacznie ograniczyły. Jeszcze przez kilka dni podawałam wszystkie dotychczasowe kropelki, bo a nóż to któreś z nich zadziałało. Było lepiej. Po mniej więcej tygodniu, po kolei rezygnowałam ze wszystkich leków a problem nie nawracał. Za to pojawił się inny. Z dnia na dzień Synek przestał się wypróżniać. Oczywiście, jako lekarz wiem, że dziecko karmione piersią może się wypróżniać od kilkunastu razy dziennie do 1 x na kilkanaście dni i o ile wypróżnienie nie jest wysiłkowe, w międzyczasie nie prezentuje związanych z tym dolegliwości i prawidłowo przybiera na masie to jest to fizjologia. Jednak ja zaczęłam się zastanawiać czy moje dziecko nie ma dyschezji*. Zwłaszcza, że były takie 3 dni, że wypróżniał się tylko po stymulacji. W tym momencie przyszło jednak opamiętanie, że przecież nie można wiecznie dziecku pomagać w wypróżnianiu. Daliśmy mu spokój. I zaczął załatwiać się sam. Myślę, że niektóre mamy zrozumieją, jeśli napiszę, że ta kupa była powodem do radości. 🙂
Obecnie jestem na etapie wyluzowania, są pojedyncze dni, kiedy Mały więcej płacze, kupy są czasem 3 jednego dnia, a czasem co 3 dzień. Ale ponieważ Synek dalej rośnie jak na drożdżach i z dnia na dzień jest coraz pogodniejszym dzieckiem, to już się nie martwię.
Dlatego drogie Mamy, głowy do góry. Kolka kiedyś minie. Prędzej, czy później, ale minie. Jeśli nie chcecie czekać na ten moment bezczynnie, możecie spróbować którejś z wyżej wymienionych metod. Co prawda nie mogę Wam zagwarantować, że u Waszych Maluszków się sprawdzą, ale jeśli pomogą przetrwać ten okres, to warto! Trzymam kciuki.

PS. Czym jest dyschezja?
Jest to czynnościowe zaburzenie defekacji polegające na rytmie wypróżnień, w którym każdorazowe oddanie stolca wiąże się z trwającym min. 10 minut wysiłkiem i płaczem, po którym dziecko oddaje bez problemu miękki stolec o konsystencji pasty, a dolegliwości ustępują. Jest on związany z niedojrzałością funkcjonalną przewodu pokarmowego, a konkretniej zaburzeniem koordynacji mięśni brzucha (tłoczni brzusznej) zwiększających ciśnienie w jamie brzusznej z brakiem rozluźnienia mięśni dna miednicy. Jeśli przy tym rytm wypróżnień jest regularny, to dolegliwość choć nieprzyjemna dla Malucha, nie wymaga interwencji. Jeśli zaś rytm wypróżnień się pogarsza, przerwy między oddaniem stolca się wydłużają, a dolegliwości nasilają – należy zastanowić się, czy nie mamy do czynienia z zaparciem czynnościowym (patrz post o Zaparciu czynnościowym). W samej dyschezji nie stosuje się leczenia, gdyż niemowlę stopniowo uczy się koordynacji mięśni brzucha i miednicy, a schorzenie zazwyczaj ustępuje samoistnie do 6. miesiąca życia. Nie zaleca się wspomagania w postaci lewatyw czy czopków.
Czym się różni kolka od dyschezji? Ano tym, że w tej drugiej objawy mijają po wypróżnieniu, a w kolce nie mijają pomimo wszelkich interwencji. Natomiast z punktu widzenia dziecka sztywne rozgraniczenie tych 2 rozpoznań nie ma większego znaczenia – zarówno w jednym jak i w drugim najlepszym lekarstwem jest czas.

9 komentarzy

  1. No cóż moje dziecko płakało ( darło się nie 3 a minimum kilkanaście godzin dziennie – serio, a nie wydaje mi się), nie pomagało dosłownie nic polecanego i wymienianego powyżej. Lekarze mieli to w dupie. Słyszałam ewentualnie “proszę nie jeść owoców”. A przez pierwsze pół roku nie stosowałam żadnej diety, będąc posłuszna zaleceniom, że można jeść wszystko, do mleka to nie przechodzi. W 18 mcu życia wizyta u gastrologa i okazało się że mój syn ma bardzo silną alergię pokarmową, bardzo dużo dolegliwości dodatkowych – typu zapalenie jelit – związanych z przyjmowaniem ciągłym alergenów, pomogła dopiero dieta bez substancji uczulających ( po 2 mcach po odstawieniu skończyły się biegunki i płacz) i odpowiednie! probiotyki, a po pół roku, czyli ok 2 roku życia nauczył się wypróżniać, choć dyschezja jeszcze często występuje. Jako mama zauważyłam reakcję na pokarmy bardzo wcześnie, ale chciałam słuchać tych wszystkich naukowych porad, niestety w moim przypadku byliśmy wyjątkami. Na szczęście udało mi się go karmić mimo wszystko piersią i dzięki temu było myślę dużo lepiej.
    Mam dużo znajomych z dziećmi, które “ponoć” dużo płaczą i rodzice się zamartwiają i zastanawiają o co chodzi, ale w porównaniu do mojego syna to delikatny płacz, czy lekkie marudzenie:)

  2. Mój synek ma już 4 miesiące i też przeżyłam kolki. Nie było łatwo…szukałam wszystkich informacji co może pomóc i w chwilach słabości wymyślałam mu coraz to nowe choroby. Tylko moja mama okazała się ogromnym wsparciem i uspokajała, tłumaczyła że to minie i jak ładnie przybiera na wadze, to trzeba to po prostu przetrwać. A ile się nasłuchałam że dziecko płacze z głodu, że powinno zjeść i iść spać…a on nic, tylko płakał. Nie dajcie sobie tego wmówić, nie dawajcie modyfikowanego. Faktycznie dieta nie miała znaczenia, płakał tak samo, nieważne co bym nie zjadła. Jedyne co pomogło, to faktycznie probiotyk, skrócił czas płaczu. Więc nosiliśmy, tuliliśmy, bujaliśmy, jazda samochodem i szum pomagał. Dodatkowo spacery, dużo spacerów, po 4, 5 razy dziennie…i tak przez 3 miesiące. Teraz widze, że kolki minęły tak po 2 miesiącach, a przez 3 miesiąc płakał, bo był nieodkładalny. Śmieje się że plecy go parzyły i co go tylko próbowałam położyć to dawał znaki a póżniej płakał, to już nie były kolki tylko potrzebował tego bujania i bliskości, ale to też minęło (teraz leży, bawi się, łapie zabawki, przewraca się, gada itd). Ja często płakałam razem z nim, ale minęło. Teraz jest super, jest pogodny, uśmiechnięty, gaduła i powoli zaczynam zapominać o tym ciężkim okresie 100 dni płaczu. PS a ja przed porodem myślałam że dzieci to tylko jedzą i śpią 🙂 pozdrawiam wszystkie mamy kolkowych dzieci 😉

  3. Zgadzam się z tym, że najlepszym lekarstwem na kolkę jest czas. Tez podawałam synkowi różne leki, masowalam brzuszek, robiłam ciepłe okłady, ale z kolka nie udało się wygrać. W dzień spał za mało jak na takiego malucha bo ciagle coś mu dokuczało, wiec zmęczenie potęgowało ten płacz. W nocy spał tylko wtulony w cyca, a ja wciaz w jednej pozycji co ranek budziłam się obolała. Wszelkie dolegliwości małego minęły jakmiał ok 3 i pół miesiąca z dnia na dzień. Te 3 miesiące pamietam jak przez mgłe i czuje że nie mogłam się nacieszyć nim kiedy był najmniejszy.

  4. Zdesperowana mama :-)

    Mój syn miał dyschezję niemowlęcą, od 8 dnia życia do 6 miesięcy. Płakał od 7 do 19 bez przerwy, myślałam że zwariuje, specyfiki na kolkę tylko nasilały Jego płacz, moje diety bezmleczne, bezglutenowe, bez warzyw strączkowych i wzdymających nie przynosiły rezultatu, powodowały jedynie kryzysy laktacyjne. Odwiedziliy setki lekarzy, robiliśmy setki badań, usg i krwi. Szkoda że nie ma nigdzie żetelnej i fachowej wiedzy na ten temat. Co robić? Jak postępować? To że nie popadłam w depresje to istny cud. Od większości ludzi słyszałam hasło “Twoje mleko Mu szkodzi”, “może zjadłaś coś?” No myślałam że mnie szlag jaśnisty trafi jak tego słuchałam. Dziś wiem, ze tu potrzeba czasu, czasu, czasu no i może jeszcze ogrom cierpliwości.

  5. Nam pomagał Bobotic

  6. Nasz syn też miał tzw. kolki. Też nosiliśmy go do utraty sił, nie chciał smoczka, płakał i prężył się. Nieskuteczne wizyty u lekarzy i simetikon. Kolki trwały dłużej niż do 4 m-ca.
    Z perspektywy czasu (14 lat) i doświadczeń z kolejnymi dziećmi, myślę, że to był problem nadwrażliwości na bodźce (dźwięki, zmiana akustyki – wejście z podwórka do pomieszczenia, ruch, niewygodna pozycja, a nawet gazy przesuwające się w przewodzie pokarmowym czy własny płacz).
    W wieku przedszkolnym i szkolnym wyszły na jaw problemy z integracją sensoryczną (bodźce odbierane przez różne zmysły nie są prawidłowo przetwarzane przez mózg) oraz nadwrażliwość słuchowa.
    Piszę o tym, bo rzadko kto szuka przyczyny intensywnego płaczu niemowląt w sferze, powiedzmy, neurologiczno-psychicznej. Częściej szukamy problemów układu pokarmowego (choć ostatnio coraz więcej mówi się o jelitach jako “drugim mózgu”, więc może to jest jakoś powiązane). Rytmiczne bujanie czy szum, ciasne zawijanie i przytulenie – ograniczają bodźce albo jakoś nad nimi dominują – dlatego dziecko się uspokaja. To taka moja teoria ;-). Warto jednak obserwować Maluszka później i interweniować, jeśli będzie taka potrzeba.

  7. U nas po antybiotyku w szpitalu, brzuszek był jak balon od 3go dnia.. krzyk i płacz coraz dluzej trwały. Teraz przeszły ale dziecko robi sie czerwone jakby wyciskalo A nie mogło. Nawet w nocy, caky czas..co to może być? Budzi się przez to co chwilę. Najlepiej śpi na poduszce do karmienia przytulony do ciała albo na moim brzuchu..

  8. Kochana, a w tej dyschezji mozna wspomagac sie espumisanem? Czy nie ma to sensu?

  9. U nas w dwoch przypadkach u syna i u córki niemiecki specyfik działał. Polecam go spróbowac. obydwoje szybko przeszli na mm bo moje mleko nie starczało niestety pomimo szczerych chęci. Pozdrawiam.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*